środa, 30 listopada 2016

"Ja wiem, że dla niektórych osób książka to tylko przedmiot. Dla mnie jednak to czyjś świat, czyjeś emocje zamknięte pomiędzy tekturowymi okładkami. To rodzaj magii, czy pomostu, który przenosi nas w inny wymiar" - Wywiad z Anną Sakowicz, autorką książki "Niedomówienia"






Proza Anny Sakowicz od jej pierwszej książki mnie zauroczyła. Jednak to właśnie "Niedomówieniami" autorka totalnie i nieodwołalnie mnie w sobie rozkochała. Najlepszym wyróżnieniem było więc dla mnie objęcie patronatem medialnym tej powieści. Książki, która stanowi swoisty ukłon w stronę wszystkich bibliofilów i osób kochających literaturę. Zapraszam na rozmowę z autorką.



Recenzja książki "Niedomówienia"- KLIK

fot. Karolina Rambowska



Anna Sakowicz to absolwentka filologii polskiej, filozofii oraz edukacji filozoficznej na Uniwersytecie Szczecińskim, a także edytorstwa na Uniwersytecie im. kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Autorka swoje teksty publikowała w prasie pedagogicznej, debiutowała zaś zbiorem humoresek pt. "Żółta tabletka". Mieszka obecnie na Kociewiu, uwielbia wędrówki po meandrach literatury, kolekcjonuje stare książki. 







Wioleta Sadowska: Aniu, czy znalazłaś kiedykolwiek jakąś książkę, którą ktoś specjalnie zostawił, uszczegóławiając, uwolnił?

Anna Sakowicz: W pierwszym odruchu chciałam odpowiedzieć, że nie, bo „uwolniona” książka kojarzy mi się z egzemplarzem pozostawionym w parku na ławce lub dworcowej poczekalni, ale przypomniałam sobie, że kiedyś znalazłam książki w osiedlowym śmietniku. To jeden z tych obrazów, który nosi się w sobie do końca życia. Nie wyobrażam sobie wyrzucać książek. A wtedy pewnego dnia, kiedy zeszłam z kubłem na śmieci, ujrzałam stosy książek. Jakby ktoś likwidował domową biblioteczkę. Niewiele myśląc oczywiście, zabrałam te książki do domu. Część była lekko zniszczona, ale myłam je i suszyłam, by pozwolić im żyć. Niektóre z nich są w mojej biblioteczce do dzisiaj, część oddałam do biblioteki.

Wioleta Sadowska: Nie dziwię się, dla mnie to też szokujący widok. Pytam o to, gdyż chciałabym wiedzieć, co stało się inspiracją do stworzenia wątku w Twojej najnowszej powieści dotyczącego swoistego uwalniania książek przez główną bohaterkę?

Anna Sakowicz: Inspiracją było kilka wydarzeń. Po pierwsze spacery po gdańskim Gaju Gutenberga. Uwielbiam to miejsce. Ma w sobie jakąś magię. Po drugie fascynacja patronem drukarzy. Pomyślałam, że jeżeli byłabym drukarzem, to z pewnością Gutenberg byłby dla mnie niemalże bóstwem. Moja bohaterka składa więc hołd swojemu mistrzowi. Darowuje mu każdą książkę, którą wypuszcza ze swojej drukarni. Ja wiem, że dla niektórych osób książka to tylko przedmiot. Dla mnie jednak to czyjś świat, czyjeś emocje zamknięte pomiędzy tekturowymi okładkami. To rodzaj magii, czy pomostu, który przenosi nas w inny wymiar. A Gutenberg przyczynił się do tego, że ten świat jest nam dziś łatwiej dostępny.
 
Wioleta Sadowska: Pięknie powiedziane. Czy przewidywałaś, że pisząc o książkach w książce, „kupisz” tym wszystkich bibliofilów?

Anna Sakowicz: Szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się nad tym. Kocham książki od zawsze, więc w pewnym sensie „Niedomówienia” są hołdem złożonym właśnie książce i jej miłośnikom. Każdy bibliofil wącha książki, szanuje je, darzy uczuciami, przywiązuje się do nagromadzonych w domu woluminów. Ciągle wokół słyszymy, jak mało ludzie czytają, a rzadko mówi się o tym, jak bardzo kochają książki ci, którzy nie wyobrażają sobie życia bez czytania. Dlatego też w mojej najnowszej powieści pojawił się ten temat. A jeżeli tym samym „kupiłam” sobie sympatię bibliofilów, to cieszę się ogromnie.

Wioleta Sadowska: Na pewno tak się stało. Czy przeprowadziłaś jakiś research dotyczący pracy współczesnego drukarza?

Anna Sakowicz: Oczywiście, choć i tak pisząc książkę poruszałam się jak po polu minowym. Bałam się, że popełnię jakieś błędy. Czytając o pracy drukarzy, uświadomiłam sobie, jak trudnym dla nich momentem było przejście od czcionek do druku offsetowego. Nie myślałam, że tak wiele osób wtedy straciło pracę, że wspaniali linotypiści nagle znaleźli się na marginesie życia zawodowego. Nie miałam wcześniej o tym pojęcia. Dlatego pani Stasia – pracownica Janki i Antka – jest właśnie byłą linotypistką. W nowoczesnej drukarni zajmuje się sprzątaniem i pomaganiem właścicielom. Smutne to, choć doskonale rozumiem, że postęp techniczny co jakiś czas wyklucza ludzi z różnych zawodów.

Wioleta Sadowska: Bardzo realistycznie oddałaś tę płaszczyznę. „Nieodmówienia” to dość przekorny tytuł, pewna gra słów. Jestem ciekawa, na jakim etapie powstawania książki, wiedziałaś, że tak będzie się właśnie nazywać?

Anna Sakowicz: Hm… Powinnam tu powiedzieć, że zamysł pojawił się wcześnie, ale skłamałabym. Tytuł powstał jakiś czas po napisaniu książki. Szczerze mówiąc, długo się nad nim głowiłam. Wymyśliłam wreszcie „niedopowiedzenia”, a po konsultacji z wydawcą powstały „Niedomówienia” i okazało się, że pasują idealnie, nadając powieści więcej dwuznaczności. Bo przecież w książce pojawiają się sprawy niedokończone, niewyjaśnione, ale też takie, które trudno wymówić, są więc nie tylko niedomówienia, lecz także rzeczy nie do wymówienia. Zupełnie przez przypadek wyszła genialna gra słów.

Wioleta Sadowska: Rewelacyjna. W swojej najnowszej powieści poruszasz dość trudny temat dotyczący tożsamości seksualnej, którego w ogóle się nie spodziewałam. Skąd wziął się pomysł na ten wątek fabularny?

Anna Sakowicz: Od początku wiedziałam, że chcę poruszyć ten temat. Mam kilka koleżanek, które w bardzo dojrzałym wieku stanęły przed problemem określenia własnej tożsamości seksualnej. Miały rodziny, dzieci i nagle coś zadziało się w ich życiu, co zmusiło je do przemyślenia wszystkiego na nowo. Początkowo wydawało mi się to niedorzeczne i niewiarygodne, bo przecież „te” sprawy „załatwia się” w okresie dojrzewania. Nawet skonsultowałam to z psycholożką, bo trudno mi było uwierzyć. Okazuje się jednak, że tak bywa, iż człowiek w bardzo dojrzałym wieku uświadamia sobie to, co skrywał czy tłumił przez lata. Psychika ludzka jest niezwykła i zaskakująca. Temat mnie zainteresował, więc chciałam o nim opowiedzieć.

Wioleta Sadowska: W „Niedomówieniach” pojawia się także nawiązanie do pierwszego wydania Biblii Gutenberga. Jak wyglądało zbieranie materiałów dotyczących tego wątku?

Anna Sakowicz: Studiowałam edytorstwo współczesne i to właśnie podczas studiów dowiedziałam się sporo ciekawostek na temat polskiego egzemplarza Biblii. Miałam dodatkowo szczęście, bo przeprowadziłam się do Starogardu Gdańskiego, a stąd do Muzeum Diecezjalnego w Pelplinie jest rzut beretem. Miałam okazję więc zobaczyć ten najbielszy z białych kruków na własne oczy (obecnie w gablocie muzealnej znajduje się kopia księgi). Wysłuchałam pani przewodnik, która podsyciła moją ciekawość. Sięgnęłam później po książkę księdza Antoniego Liedtkego, obejrzałam film o tym, jak drukowano faksymile Biblii Gutenberga i temat mnie całkowicie pochłonął. Materiały do książki zebrałam w ciągu pół roku, ale pomysł na napisanie książki dojrzewał we mnie dwa, trzy lata. Zrobiłam nawet osiemdziesięciostronicowy szkic, jednak w pierwszej wersji inaczej sobie wyobrażałam tę książkę, głównym bohaterem miał być mężczyzna. Najwięcej trudności miałam jednak ze zdobyciem wycinków prasowych z 1959 roku. Pomogła mi w tym koleżanka Milena Dudzińska. Poszła do biblioteki we Wrocławiu. Tam okazało się, że nie ma dostępu do wersji papierowej „Trybuny Ludu”, więc robiła mi zdjęcia mikrofilmów telefonem komórkowym, przesyłała fragmenty, a ja próbowałam to rozszyfrowywać. Na szczęście udało się.

Wioleta Sadowska: Nie wyobrażam sobie, że bohaterem książki mógłby zostać mężczyzna. Ile trwało napisanie i doszlifowanie Twojej najnowszej powieści?

Anna Sakowicz: Samo pisanie trwa u mnie z reguły pół roku. Z „Niedomówieniami” jednak było trochę dłużej, bo tak jak mówiłam wcześniej, najpierw powstał szkic, który potem (mniej więcej po dwóch latach) mocno ewoluował. Musiałam dojrzeć do tego, by zabrać się za pisanie. Chciałam też, aby moi bohaterowie byli skrupulatnie przemyślani. Prosiłam o pomoc psycholożkę Kamilę Paszelke. Podesłała mi sporo materiałów do przeczytania. Zależało mi na tym, żeby Janka i Łukasz, jaki i pozostali bohaterowie książki, nie byli papierowymi postaciami. Po napisaniu powieści odłożyłam ją na miesiąc, by odpocząć i nabrać dystansu. Dopiero potem nanosiłam poprawki. Starałam się, by książka była dopracowana.

Wioleta Sadowska: I taka właśnie jest. Pozostawiłaś czytelników z otwartym zakończeniem. Czy to oznacza, że będzie kolejna część?

Anna Sakowicz: Zdecydowanie nie. Wierzę w inteligencję czytelnika. Uważam, że dzięki otwartym zakończeniom pozostaje niedosyt, a czytelnik sam dopowiada sobie dalsze losy bohaterów, stając się tym samym współautorem danej historii. Sama nie lubię, kiedy pisarz w książce domyka i wyjaśnia wszystko, nie dając czytelnikowi pola manewru. Kolejna część, moim zdaniem, zniszczyłaby „Niedomówienia”, bo przestałyby być niedomówione.

fot. Karolina Rambowska
Wioleta Sadowska: Też tak uważam. Jakie są więc Twoje dalsze plany literackie?

Anna Sakowicz: Obecnie w przygotowaniu jest trzecia część trylogii kociewskiej. Ukaże się ona w marcu 2017 r. pod tytułem „Już nie uciekam”. Natomiast jesienią 2017 r. światło dzienne ujrzy moja bajka dla dzieci o leniusiołkach (napisana kilka lat temu). I to z pewnością będzie wszystko, co planuję na następny rok. Oczywiście mam pomysł na kolejne powieści, ale nie chcę się spieszyć. Moim zamysłem na pewno nie jest produkcja książek. Chcę się do napisania następnej dobrze przygotować. Robię research. Tym razem interesują mnie słowiańskie demony, ale i czasy PRL-u. Chciałabym cofnąć się z moimi bohaterami do 1946 roku. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Wioleta Sadowska: Zapowiada się bardzo ciekawie. W książce pojawia się cytat, który mnie osobiście zauroczył, mianowicie: "(…) zapach książki to suma zapachu słów użytych przez autora". Powiedz, czym pachnie Twoja najnowsza książka?

Anna Sakowicz: Najnowsza książka („Niedomówienia”) pachnie farbą drukarską i słodką masą krówkową. Od czasu do czasu czuć w niej też ciężkie perfumy Lidii Tirelli albo landrynki, z którymi mi się kojarzy Honoratka. Myślę, że sporo w tej książce zapachów. Zresztą wydaje mi się, że jestem na nie wrażliwa, bo w każdej książce staram się o jakąś woń. Mogę więc zdradzić, że „Już nie uciekam” zapachnie cynamonem i wanilią, ale także medykamentami kojarzącymi się z hospicjum.
Jestem w stu procentach przekonana o tym, że słowa pachną, a suma zapachów słów użytych przez autora, składa się na zapach książki. Wystarczy zamknąć oczy…

Serdecznie dziękuję za bardzo interesujące pytania. Pozdrawiam czytelników Twojego bloga.




Ja również dziękuję Ani za tak inspirującą rozmowę. Zachęcam was do udziału w konkursie, w którym możecie wygrać dwa egzemplarze "Niedomówień" - KLIK.

20 komentarzy:

  1. Tym tematem określania seksualnosci nie zaintrygowałyscie z autorką. Nie miałam pojęcia, że tego typu sytuacje mają miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miało być mnie zaintrygowałyscie a nie nie ;)

      Usuń
    2. Dla mnie to było bardzo dziwne, ale też ciekawe. Okazuje się, że w życiu nie ma tylko białe i czarne. :) :)

      Usuń
  2. Uwielbiam wąchać książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Serdecznie dziękuję za niezwykle ciekawą rozmowę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podobał mi się wywiad. Słowa Autorki "oczywiście, choć i tak pisząc, książkę poruszałam się jak po polu minowym. Bałam się, że popełnię jakieś błędy" świadczą o Jej wielkiej ostrożności, aby do rąk czytelników trafiła książka rzetelnie przygotowana. Bardzo mi się to podoba!
    Również zgodzę się z pięknymi, mądrymi słowami: "Ja wiem, że dla niektórych osób książka to tylko przedmiot. Dla mnie jednak to czyjś świat, czyjeś emocje zamknięte pomiędzy tekturowymi okładkami".
    A ja powiem, że świat Autorki, sądząc po odpowiedziach, jest dla mnie wyjątkowo ciekawy :) Życzę powodzenia!
    s-a

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze żadnej książki autorki, ale bardzo zainteresowała mnie jej najnowsza publikacja.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę zmartwiłam się tym otwartym zakończeniem, gdyż bardzo nie lubię tego zabiegu. Ale zobaczymy, jak odbiorę ,,Niedomówienia''.
    Świetny wywiad. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam twórczosci autorki i na razie myślę, że tak zostanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo sympatyczna osoba ciepła;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trafilam tu pierwszy raz i bardzo sie ciesze! Mega fajny wywiad az zal, ze trzeba bylo go skonczyc :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Niedosyt na pewno pozostał, ale taki przyjemny, intrygujący.
    Świetny wywiad, przeczytałam z przyjemnością :) A książki Autorki na pewno jeszcze przeczytam - na razie dwie za mną :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie no, naprawdę muszę wreszcie poznać prozę tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Po wywiadzie kuszą mnie NIE-do-MÓWIENIA.
    Nie wiem, jak można wyrzucić dobre książki na śmietnik, ja dziś kilkanaście swoich zaniosłam do biblioteki, by inni mogli je przeczytać, by książki rozpoczęły nowe życie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy wywiad, przeczytałam go z przyjemnością i zaintrygował mnie, by sięgnąć po książkę Pani Sakowicz. ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)