środa, 7 października 2015

"(...) możemy żyć według doskonałego planu Szefa Kasyna albo według własnego" - wywiad z Renatą Dominek autorką książki "Kasyno życia"






Szef Kasyna zawsze ustala zasady gry. I tylko od nas zależy, jakie decyzje staną się naszym udziałem. Renata Dominek i jej niezwykle obszerny debiut to książka, która pozwoliła mi na nowo uwierzyć w anioły czuwające nad naszym ziemskim losem. Wywiad z autorką, jaki dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować, wiarę tę tylko umocnił.


Recenzja książki "Kasyno życia" - KLIK



Renata Dominek to miłośniczka poezji, botwinki, morskich fal, kawy frappe, zapachu bzu, a także wolności słowa. Kocha książki, króliczki-miniaturki, podróże dookoła świata, lipcowe uczty jagodowo-jogurtowe i kolekcjonuje figurki aniołów. Autorka jest dyrektorką przedszkola w Poznaniu, a także szczęśliwą żoną i matką. Aby wydać swoją debiutancką książkę, utworzyła wydawnictwo "Tęczowa kropka".






Wioleta Sadowska (awiola): Pani Renato, czy pamięta Pani ten moment, gdy w głowie zaświtała myśl o napisaniu książki?

Renata Dominek: Czytam pierwsze pytanie i w oku pojawia się łza… Pamiętam jakby to było wczoraj. Nosiłam się z zamiarem napisania książki odkąd skończyłam 15 lat. To było marzenie mojego życia. Chciałam zostawić po sobie ślad. Ot, takie nastoletnie myślenie… Ale nie wiedziałam o czym mogłabym napisać, więc czytałam, czytałam i jeszcze raz czytałam powieści innych autorów. Czytałam bez opamiętania, na przerwach w szkole, w tramwaju, w kolejce do lekarza, w nocy, pod kołdrą z latarką. Czytałam dokładnie tak, jak Felipe w „Kasynie Życia”- powieści, kryminały, dokumenty, biografie, bajki dla dzieci i dzienniki statystyczne. I po dziesięciu latach czytania odkryłam, że są takie książki, o które zapytana, potrafiłam odpowiedzieć bez mrugnięcia okiem - Tak! Czytałam! To było świetne! Takie kłamstwo, taka intryga, tak się uśmiałam albo tak się wzruszyłam, taki cytat sobie nawet zapisałam w pamiętniku… A były też i takie książki, z których zapamiętałam tylko tytuł i nic więcej. Już wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek napiszę książkę - to taką, którą się zapamięta, choćby z jednego wątku, z jednego pocałunku, z jednego rozdziału, z jednego cytatu. Z upływem kolejnych lat podzieliłam w swojej głowie przeczytane książki na: „te zapamiętane”, „te niezapamiętane” i „te, które zmieniły moje życie”. Zaczęłam marzyć o napisaniu książki, która byłaby nie tylko zapamiętana, ale która też mogłaby zmienić coś w ludzkim życiu. Na lepsze oczywiście. Wysłuchałam po drodze setek ludzkich historii, które tego dokonały. Pisałam pamiętniki i nie przestawałam czytać. Pewnego grudniowego dnia, w mroźny biały poranek, poszłam na spacer. Było to siedem lat temu, zmówiłam krótką modlitwę i w głowie pojawiła mi się myśl - „Już czas. Jesteś gotowa”.

Wioleta Sadowska (awiola): Taki dzień widocznie musiał po prostu nadejść. Pani debiut pod wiele mówiącym tytułem, czyli „Kasyno życia” jest wielopłaszczyznowy. Skąd wziął się pomysł na zbudowanie fabuły w oparciu o cztery płaszczyzny?

Renata Dominek: Tak właściwie to w zamiarze były 3 płaszczyzny. Wzięło się to z faktu, że nie chciałam być pisarką. Chciałam napisać jedną, jedyną, ale wyjątkową książkę, jak Margaret Mitchell, która stworzyła „Przeminęło z wiatrem”. Ale miałam, tak wiele przemyśleń i tak wiele do napisania, że na początku zrobił się totalny bałagan. Właściwie, to chciałam napisać książkę o aniołach, o szukaniu Boga, o szukaniu odpowiedzi na pytania: „po co żyjemy?”, „czy Bóg tworzył ludzi parami?” (co wynika z moich licznych obserwacji), „czy istnieje życie po życiu?”, no i „o co chodzi z pomawianą o wszystko reinkarnacją”? Jest to poziom +1 – ja go tak nazywam światem rzeczy niewidzialnych. Po czasie stwierdziłam, że to chyba raczej będzie bardzo nudne. Dołożyłam więc fabułę na poziomie 0 - czyli to, co robimy na co dzień - pracujemy, jemy, pijemy, bawimy się, smucimy, rozczarowujemy, zakochujemy się, umieramy, rodzimy itd. W ten sposób powstał w „Kasynie Życia” świat rzeczy widzialnych. Ale …historia to także moja pasja… wiele wydarzyło się w czasach przed naszym narodzeniem... Historię – czyli poziom -1- dołożyłam do mojej powieści na samym końcu, ponieważ nie chciałam zdobytej wiedzy zatrzymać tylko dla siebie. Historię z Titanicem opowiedział mi indiański misjonarz. Sprawdziłam ją dokładnie szukając książki „101 dowodów na istnienie Boga”, co zajęło mi dobrych parę lat (nie było wówczas jeszcze internetu). Historię z bombą atomową zrzuconą na Hiroszimę opowiedział mi mój teść, który jest pułkownikiem i podarował mi niewiarygodną książkę na ten temat. Historię jednego, jedynego dzieła sprzedanego za życia przez Van Gogha śledziła dla mnie w niemieckich bibliotekach przyjaciółka. Wszystkie dostępne w języku polskim źródła mówiły tylko o tym, jaki obraz sprzedał Van Gogh. Ale ja chciałam wiedzieć więcej - komu, za ile i dlaczego? Wówczas pojawił się pomysł, że można historię połączyć z pytaniem o reinkarnację w …snach. I tak narodziła się czwarta płaszczyzna, czyli sny.

Świat byłby bez sensu…ludzkie życie byłoby bez sensu, gdybyśmy funkcjonowali tylko na poziomie 0.

Wioleta Sadowska (awiola): Podoba mi się cyfrowe nazewnictwo poszczególnych wymiarów. Nie mogę nie zadać tego pytania, chociaż odpowiedź może być tylko jedna – wierzy Pani w opiekę aniołów nad naszym życiem?

Renata Dominek: Nie tylko wierzę, ale doznałam jej wielokrotnie i spotkałam wielu ludzi, którzy również tej opieki doświadczyli. Dzięki mojemu Aniołowi Stróżowi doszło do poważnej rozmowy w rektorem uczelni, z której mnie wyrzucił dziekan i do napisania pracy magisterskiej pod okiem wybitnej osobowości w świecie edukacji. Innym razem mój anioł przeprowadził mnie bez szwanku przez bardzo niebezpieczną sytuację, w której znalazłam się przez zwyczajną, ludzką głupotę i nikt spośród znajomych oraz przyjaciół nie mógł uwierzyć własnym oczom, że nic mi się nie stało. Mam wiele spisanych w pamiętniku historii ludzi, którym opieka aniołów uratowała życie. Książkowy Bogdan opowiedział mi całe swoje smutne dzieciństwo w jeden wieczór. Jego mama naprawdę wieszała mu na szyi kiełbasy i prosiła anioły, aby znalazły mu towarzyszy zabaw choćby w świecie zwierząt. Przeczytałam w tym dziale dziesiątki książek. Anioł Stróż mojej przyjaciółki ocalił jej istnienie, kiedy zabłądziła w górach. Bogdan jako dziecko widział anioły i bawił się z nimi. Dzieci w ogóle są moim zdaniem magicznymi istotami - widzą więcej niż dorośli, są cudownie spontaniczne, szczere, żyją „tu i teraz” oraz miewają czasem wyimaginowanych przyjaciół… Ale dorośli nie słuchają ich zbyt uważnie. Z reguły też nie biorą na poważnie żadnych dziwnych doświadczeń i wymyślanych z pasją historii, typowych dla kilkulatków.

Wioleta Sadowska (awiola):  To fascynujące, co Pani mówi. Czy w Elenie, głównej bohaterce książki, jest coś z Pani, czyli autorki?

Renata Dominek: Hmmm..trudne pytanie…Każdą postać w „Kasynie Życia” obdarowałam cząstką siebie. Co podarowałam Elenie?... Na pewno zainteresowanie snami oraz słabość do zakupów rozmaitych pościeli. Uwielbiam ich zapach, kiedy są wypłukane w konwaliowym płynie do tkanin i wysuszone przez wiatr, w ogrodzie. Aha i jeszcze - „słoniowe ucho”, czyli brak talentu muzycznego. Dla wyrównania niedoborów - przypisałam jej moje zdolności plastyczne i pisanie pamiętników… Tak się wahałam czy to powiedzieć, ale powiem (co tam!) - najważniejsze co jej podarowałam, to najpiękniejsze wspomnienie i największe marzenie mojego dzieciństwa czyli… pierwszy taniec z Santiago i pragnienie zobaczenia Boga, o którym tyyyyyyyle się mawiało na lekcjach religii, a którego nikt nie widział. To byłoby na tyle, dużo więcej mnie jest chyba jednak w Ninie.

Wioleta Sadowska (awiola): Nina, a to niespodzianka. Jestem ciekawa ile czasu zajęło Pani napisanie i doszlifowanie tej obszernej, bo mającej prawie tysiąc stron, książki?

Renata Dominek: Dwa lata pisania dzień w dzień – czasem jednego rozdziału, czasem dwóch, czasem zaledwie kilku myśli lub połowy dialogu, który nawet nie wiedziałam dokąd mnie zaprowadzi… To było ekscytujące doświadczenie. Pisząc żyłam na granicy dwóch światów. Czasem zdarzało mi się utknąć w pracy na dwie minuty przed komputerem i na pytanie: „Pani dyrektor, może w czymś pomóc?” - odpowiadałam: „Nie wiem czy lepiej zatrzymać kopalnię diamentów czy studio filmowe. No i właściwie… po co mi to wszystko?” albo „Zastanawiam się czy akwarium morskie to dobry pomysł na prezent” i widząc zdziwienie w oczach osoby pytającej - zaraz dodawałam „Oj dobrze, dobrze, nie zwariowałam… przecież książkę piszę….”. Raz zdarzyło mi się kupić sok pomarańczowy do wzbogacenia smaku gotowanej marchewki z groszkiem, którą… akurat gotowała babcia Agnieszka w książce, a my mieliśmy w tym dniu do obiadu mizerię. Konsternacja podczas otwarcia lodówki - bezcenna :)

Wioleta Sadowska (awiola): To musiał być zatem niezwykły czas. Wiem, że aby wydać swoją debiutancką powieść, utworzyła Pani wydawnictwo "Tęczowa Kropka". Czy przed tą decyzją, długo szukała Pani wydawcy?

Renata Dominek: Nie długo. Zdarzyło mi się swojego czasu magiczne spotkanie z Leonem Wiśniewskim. Myślę, że mój Anioł Stróż także i w tym wydarzeniu maczał palce, ponieważ wcale a wcale tego nie planowałam, a on zrobił wiele niespodziewanych rzeczy, aby do tego spotkania jednak doszło. Kiedy pan Leon promujący akurat książkę pt. „Na fejsie z moim synem” powiedział mi, że wydania „Samotności w sieci” odmówiło mu 12 wydawnictw - powiedziałam sobie – „O nie! Jakie to straszne! Nie mogę tak długo czekać…. Do trzech razy sztuka.”
Pierwszym wydawnictwem, w którym Kasyno przeszło kilka etapów kwalifikujących do wydania był „Zysk i Spółka”. Przyznam, że dzień w którym odmówili na zasadzie „nie bo nie” bez żadnych wskazówek na przyszłość, bez podania powodu, przyczyny był jednym z najgorszych dni w moim życiu. Przepłakałam cały. Potem było już łatwiej. Wysłałam streszczenie do kilku wydawnictw, już nawet nie pamiętam ich nazw. Zamieniliśmy parę zdań, a następnie zostawiłam maszynopis w Media Rodzina of Poznań. Przeleżał tam prawie rok, ponieważ ponoć był ciekawy, ale wciąż było coś ważniejszego niż zwykły debiut. Ten okres wspominam jako okres wielkiej burzy. W moim życiu osobistym i zawodowym zaszło wiele bardzo istotnych zmian, które spowodowały, że jak tylko odebrałam „Kasyno” z Media Rodzina of Poznań (z odmową wydania oczywiście) - wprowadziłam w nim setki poprawek. Wówczas pojawiły się w mojej głowie myśli typu: „W życiu nie chodzi o to żeby przeczekać burzę, ale o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu” . Dowiedziałam się o mojej książce jednego - jest zbyt obszerna jak na debiut, w który ktoś chciałby zainwestować. Ja nawet nie wiedziałam ile stron będzie miało Kasyno, bowiem nosiłam je w zwyczajnym segregatorze, a rozdziały - w formacie A4 ponumerowane były od 1 do 23, albo od 1 do 27 albo od 1 do naście. Wówczas mój Anioł Stróż, z którym codziennie negocjowałam wydanie mojej powieści postawił na mojej drodze wariata. Tak – wariata,w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wariata, który powiedział: „Wydaj sama tę książkę. To jest proste. Pokażę Ci jak się to robi, a ja się potem zajmę sprzedażą!” Był tak przekonujący, tak entuzjastycznie nastawiony do życia oraz do naszego wspólnego przedsięwzięcia, że …zaraził mnie swoim optymizmem. „To nie może być takie proste"…pomyślałam wówczas. Ale jak na ironię losu - to naprawdę było niesamowicie proste! Założenie wydawnictwa i zorganizowanie pieniędzy na spełnienie mojego marzenia zajęło mi zaledwie kilka dni. Dziwnym trafem wszystko szło jak z przysłowiowego „płatka”. Ale prawda jest też taka, że miałam u boku wspierającego męża i wspaniałą przyjaciółkę, która jest księgową. Bez nich nie byłoby Tęczowej Kropki.

Wioleta Sadowska (awiola): Ten optymizm jest u Pani bardzo wyczuwalny. Jakie główne przesłanie mają odnaleźć czytelnicy na łamach Pani debiutu?

Renata Dominek: Mamy jedno życie. Reinkarnacja to mit. Życie jest cholernie dobre i nieprawdopodobnie piękne, choć nie jest sprawiedliwe. Zamiast użalania się nad sobą i patrzenia wstecz - zawsze patrzmy do przodu. Wyciągajmy wnioski z lekcji i nie nazywajmy ich błędami. Sięgajmy wzrokiem dalej, niż horyzont. Patrzmy sercem, ponieważ to, co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Tego, co w życiu jest najpiękniejsze - nie można kupić za żadne pieniądze. W życiu liczy się tu i teraz ponieważ wczoraj już minęło, a jutro może nie nadejść. W życiu najbardziej liczy się człowiek, który właśnie stoi przed tobą. Kochajmy nie oczekując nic w zamian. Nie bagatelizujmy świata rzeczy niewidzialnych – on naprawdę istnieje. Nie słuchajmy ignorantów mówiących, że nie ma Boga. Bóg istnieje, jest żywy, realny i potężny, a jego dzieła - zdumiewające. Codziennie posyła swoich aniołów, by pomagać nam przezwyciężać trudności dnia codziennego. Znajdźmy odpowiedź na pytania: po co żyjemy i jaki jest sens naszego życia?

Wioleta Sadowska (awiola): Piękne słowa. Biorąc pod uwagę początki każdego z rozdziałów, które nazwała pani słowem kluczem używanym w nomenklaturze osób grających, zastanawia mnie czy Pani gra w jakiekolwiek gry?

Renata Dominek: Nie. :) W dzieciństwie grywałam z babcią i mamą w karty. Na studiach graliśmy z przyjaciółmi w kości. Dla zabawy. Nigdy nie byłam w kasynie. Pomyślałam, że byłoby ciekawie, gdyby do tytułu pasowały rozdziały. Na początku starannie dobierałam tytuły rozdziałów do fabuły, ale zaprzestałam, kiedy zrozumiałam, że tak naprawdę każdy tytuł pasuje do każdego rozdziału.

Wioleta Sadowska (awiola): Byłam pewna, że Pani odpowiedź będzie zupełnie inna. Powieść obfituje także w różnorakie teksty w postaci fragmentów piosenek czy też cytatów, których różnorodność i przekrój są zdumiewające. Skąd taki pomysł i jak wyglądał proces ich dopasowywania do konkretnych rozdziałów?

Renata Dominek: Szczerze…nie wiem. To stało się samo - jeśli można tak powiedzieć. Lubię czytać książki z cytatami z innych książek. Jak mi się któryś spodoba - już wiem po jaką książką sięgnę po przeczytaniu bieżącej. Marzyłam też o napisaniu książki innej niż wszystkie. Cytaty zbierałam przez kilkanaście lat. Same dopasowały się do poszczególnych rozdziałów :) Największym zaskoczeniem był dla mnie wiersz Jana Twardowskiego, który „sam się wybrał” na epilog. Świadomie wybrałam wiersz na prolog. Podobał mi się. Idealnie pasował do początku książki. W połowie pisania „Kasyna” , okazało się , że ów poeta napisał wiersz, którego nie znałam (pt. „Do albumu po raz drugi”). Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, nie mogłam marzyć o lepszym zakończeniu.

Wioleta Sadowska (awiola): Anioły nad Panią po prostu czuwają. Jakie ma Pani dalsze plany literackie? Powstaje już nowa powieść?

Renata Dominek: Jak już wspomniałam „Kasyno Życia” miało być jedną, jedyną napisaną przeze mnie książką. Długo zastanawiałam się nad zakończeniem powieści - czy zakończyć definitywnie, czy…zostawić sobie furtkę. Jak Pani już wie…postanowiłam zostawić otwartą furtkę, ale tylko na wypadek potrzeby opisania dalszych losów znajomych nam bohaterów, a w szczególności Ity. Mam też o wiele głębsze przemyślenia. Nowe, wesołe i smutne historie. Jestem już inną osobą niż ta, która pisała Kasyno Życia. Zrobiłam ogromny postęp, jestem w innym miejscu, choć w tej samej rzeczywistości. Oczyma wyobraźni widzę Itę tańczącą z Tonio, jak para na teledysku „Thinking out laud” Eda Sheeran’a, a potem dramatyczną scenę zazdrości prowadzącą na krawędź śmierci…, błądzi mi w myślach podzielenie scenerii na świat współczesny i 2015 lat wcześniej, dialogi w języku hebrajskim, ale…. Jak to się mówi potocznie : „pożyjemy - zobaczymy”. Na pewno nie napiszę całkiem nowej powieści z innymi bohaterami, osadzonymi w innej scenerii. Nie jestem pisarką. Czasem żałuję. Podziwiałam przez lata pomysły Danielle Steel, Doroty Terakowskiej, Kasi Grocholi, Judi Picoult, Agathy Christie - mają dar, którego ja nie mam. Myślę, że ja miałam po prostu misję do spełnienia, aby otworzyć czytelnikom oczy na pewne kwestie związane z naszym życiem ….tu i teraz. Na Ziemi. Gdybym napisała drugą część - to chyba pokusiłabym się o próbę opisania odpowiedzi na pytanie „Zatem, jak żyć, aby po śmierci dostać się do Nieba?” i udowodnić, że Niebo istnieje naprawdę.

Wioleta Sadowska (awiola): Mam nadzieję, że jednak to nie koniec Pani przygody z pisaniem. Co czyta na co dzień autorka „Kasyna życia”?

Renata Dominek: Wszystko oprócz fantastyki. „Nie kręcą” mnie trolle, hobbici i wilkołaki. Jedyne co mnie urzekło, to „Harry Potter” i geniusz Joanne Rowling. Chyba dlatego, że akcja powieści rozgrywa się na granicy dwóch światów - naszego prawdziwego i tego drugiego: magicznego, niewidzialnego, ale jakże realnego. Co ciekawe - nie wybieram książek do czytania. One wybierają mnie. To jest niesamowite. Mam książki, które biorę do ręki i odkładam, ponieważ akurat ktoś mi coś fantastycznego pożycza i szybko, szybko trzeba przeczytać i podać dalej. Mam książki, które gubię na wakacjach i odnajduję po latach, takie - które pożyczam i zapominam oraz takie, które wydobywam z zakamarków szafy, przy okazji porządków wielkanocnych i nie mogę wyjść ze zdumienia, że jestem ich właścicielką. Często czytam dwie książki naraz. Preferuję książki o tematyce chrześcijańskiej. Zawsze chciałam zobaczyć Jezusa na własne oczy. Aktualnie czytam „Sposób na niewidzialnego Boga” Philipa Yancey’a i „Ostatni taniec Chaplina” Fabio Stassi. Obie są niezwykłe. Polecam.

Wioleta Sadowska (awiola): Jakich rad udzieliłaby Pani osobom chcącym wydać swoją pierwszą książkę?

Renata Dominek: Wydać książkę w wydawnictwie, które zainwestuje w pomysł wydania jest bardzo trudno. Radziłabym aby debiut nie był zbyt obszerny. Wydać to jedno, a wypromować książkę i sprzedać, to dopiero jest wyzwanie!. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Najłatwiej jest wziąć kredyt i wydać ją samemu, ale wówczas nie uniknie się błędów jakich raczej nie popełniają fachowcy zatrudniani przez profesjonalne wydawnictwa i zawsze istnieje ryzyko, że utkniemy sami z własną książką - w piwnicy w liczbie tysiąca egzemplarzy. Kiedy wchodzę do księgarni lub do biblioteki i patrzę na regały, od podłogi po sufit zapełnione książkami, wydaje mi się, że wydanie książki to była najzwyklejsza rzecz pod słońcem. Każdy to robi - myślę. Pisze i jakoś wydaje, na swój sposób. Ale jak sprawić, żeby czytelnik spośród tysięcy książek wziął z półki do ręki właśnie tę? Tę moją? Tę jedną jedyną?- Nie wiem… To chyba musi być jakiś cud.

Wioleta Sadowska (awiola): Bardzo słuszne spostrzeżenia. Co sądzi Pani o amatorach piszących o książkach, czyli o tzw. blogosferze książkowej?

Renata Dominek: Nic o nich nie wiem. Nie miałam dotąd czasu w swoim życiu na przeanalizowanie działalności blogerów. Ani książkowych, ani kulinarnych, ani muzycznych….ani żadnych…bez ujmy dla książkowych. Wiem jedno - będąc amatorem trzeba w każdej dziecinnie ostrożnie dobierać słowa. I, że najmniejszy ludzki organ może być naprawdę niebezpieczny. Język. Może wznieść na wyżyny, pokrzepić, a nawet cofnąć samobójcę z krawędzi oddzielającej go o sekundę od planowanej śmierci. Ale może też wcisnąć człowieka w glebę, załamać, powalić na kolana, zburzyć wszystko, co budowaliśmy przez lata… W jednej sekundzie. Czasem wystarczy jedno słowo.

Wioleta Sadowska (awiola): Tak, słowo to mocny oręż. Czy ludzkie życie jest sumą przypadkowości jak w kasynie, czy może istnieje jednak jakiś plan?

Renata Dominek: Nigdy nie byłam w kasynie, ale uważam, że przypadkowość jest w nim tylko pozorna. Ubrania dobiera się starannie, nie wpuszczą nas tam w jeansach. Kobiety zakładają na wizytę w kasynie swoje najpiękniejsze suknie. Wybieramy także dzień i godzinę wizyty. Planujemy gotówkę, którą chcemy zainwestować, zabieramy z sobą określoną pulę pieniędzy, szacujemy możliwość wygranej i ryzyko, wybieramy grę… Myślę, że to nie jest tak, że wszyscy grają we wszystko. Ktoś jest dobry w pokera, ktoś inny preferuje ruletkę. Jedni idą tam po prostu zabawić się, a inni liczą na szybkie wzbogacenie się. Znam osobę, która weszła do kasyna tylko raz w życiu, choć wcale tego „nie planowała” ( :) ) i zdobyła niewyobrażalnie wielkie pieniądze na operację swojego umierającego dziecka. Istnieje plan. Dla każdego inny. Dla każdego najlepszy, najpiękniejszy, najbardziej wartościowy, najlepiej dobrany do osobowości, temperamentu, wrażliwości. Ale wybór należy do każdego z nas - możemy żyć według doskonałego planu Szefa Kasyna albo według własnego. Bóg nie ma z tym problemu. Oczywiście martwi się, że grając po swojemu nie wygrywamy głównej wygranej, nie rozbijamy banku, nie jesteśmy szczęśliwi …ale nic na siłę. Słowo „grzech”, tłumaczone z języka hebrajskiego lub greckiego nie oznacza wcale naruszenia jakiegoś punktu z listy ustalonej przez kościół. Grzech oznacza „chybiony celu”. Wynika z tego, że idąc przez życie, możemy realizować nasz własny plan, możemy iść pod prąd, realizować własne marzenia, możemy być kimś i robić coś, czego nie zakładał plan, tyle że… przez cały czas grzeszymy. To norma w naszym świecie. Także w „Kasynie Życia”. Tu tylko Elena realizuje Plan. W życiu nie ma przypadków, są tylko znaki mówiące, że czas już zjechać z autostrady, jeśli chcemy trafić do właściwego celu. Czasem je przeoczamy, pomijamy, ignorujemy, a czasem jedziemy zbyt szybko, żeby w ogóle je dostrzec.

Wioleta Sadowska (awiola): Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojej strony?

Renata Dominek: Żeby nigdy nie przestawali czytać i kochać książek oraz żeby nigdy nie przestawali wierzyć w swoje marzenia. Żeby w tym zabieganym świecie, w którym doba trwa za krótko - korzystali z czasu, który Pani poświęca recenzjom i opisom. Ja sobie robię notatki albo zapisuję na swojej osi czasu, tylko dla siebie, pozycje, którymi mnie Pani kusi :) Albo które pasują do zainteresowań moich znajomych i przyjaciół. Nie ma lepszego prezentu „pod choinką” czy z okazji urodzin, niż książka z własnymi życzeniami. Nie wiem kiedy miałabym znaleźć czas na buszowanie po księgarniach…
I jeszcze chciałabym powiedzieć, że w życiu na serio nie chodzi o to, aby przeczekać burzę - jedną, drugą, dziesiątą (bo będzie ich na pewno wiele), tylko o to, aby nauczyć się tańczyć w deszczu oraz, że podczas jednej z takich burz, mój Anioł Stróż, który wycierał moje łzy mankietem niewidzialnego rękawa, zaprowadził mnie pośród tysiąca różnych stron właśnie na tę: Subiektywnie o książkach.
A na sam koniec dopowiem, że do dziś uśmiecham się na wspomnienie zamiany Wiolety na Widletę. Wszystkie znaki na Ziemi i Niebie wskazują na to, że zrobił to Pani Anioł, ponieważ podkreśliło to w sposób nietuzinkowy wyjątkowość i niepowtarzalność Pani strony. Jest klasa. Jest styl. Dziękuję Pani za wszystko: za uwagę, za okazane serce, za otwartość, piękną recenzję, za profesjonalizm i za możliwość udzielenia wywiadu :)



Cóż ja mogę Wam więcej napisać? Wzruszyłam się niesamowicie... Musicie koniecznie przeczytać "Kasyno życia" i już!

23 komentarze:

  1. Dwa lata, 1000 stron... niezły wynik :)
    Niestety nie znam ani tej pani, ani jej twórczości. Choć okładkę kojarzę, bo czytałam Twoją recenzję z tego co pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczny wywiad :) A pies uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wywiad ciekawy, a nawiązując do imienia na Fb na pewno nietuzinkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście psiak natychmiast zwrócił moją uwagę :) Tak słowo , ma ogromną moc, czasem wystarczy o jedno za dużo i można zniszczyć czyjeś plany i marzenia, czy dotychczasowy spokój, zgadzam się z autorką :) Ciekawy wywiad, gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny cytat z autografem. Ciekawy wywiad. :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wywiad ;) Co prawda nie znam twórczości autorki, ale może kiedyś sięgnę, choć raczej w dalszej przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pieseł pacza! <3
    Zdradzisz, ile masz już książek z podpisami? Bo ciągle jakieś u Ciebie widzę i jestem mega ciekawa. :D

    A Widletę to i ja pamiętam i kojarzę. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo inspirujący wywiad. :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy wywiad i piekny cytat z autografem. Ksiazka obszerna, ale bardzo jestem jej ciekawa:)

    Dziekuje za wywiad i serdecznie Cie pozdrawiam, Wiolu:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawy wywiad. Wspaniała dedykacja.

    OdpowiedzUsuń
  11. książka rozmiarów srogich:D kilka wieczorów na pewno by poszło:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię czytać wywiady :) nawet takie dłuuugie :) uwielbiam dialogi, nie cierpię monologów

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dobrze przeprowadzony wywiad a pani pisarka wydaje się cudowną osobą :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowita, bardzo mądra kobieta, świetny wywiad. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale po takim wywiadzie, aż chce się po nią sięgnąć;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawy wywiad ;)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. ...nie przestawać wierzyć w swoje marzenia...tak ważne słowa! Trzeba o nich pamiętać i dążyć do ich realizacji :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wy ludzie nie zachwycajcie się wywiadem, tylko po książkę sięgnijcie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. no i jak tego nie kupić? jak nie przeczytać? słyszałem już opowieść o pisaniu ale to... jeśli macie wyobraźnię to zacznijcie jej używać

    OdpowiedzUsuń
  19. czytanie książek to jak zaglądanie do czyjejś głowy, duszy i serca a to niezwykle piękne wycieczki. no to w drogę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)