"Często najciekawsze jest to, co o bohaterze nie zostało napisane, a czego można się jedynie domyślać". Rozmowa ze Stachem Szulistem



"Larwy" to powieść psychologiczno-obyczajowa, która odsłania prawdziwą naturę człowieka. Jej autor, Stach Szulist odpowiedział na kilka nurtujących mnie pytań. Zapraszam do przeczytania naszej rozmowy.


Recenzja książki "Larwy" - KLIK







Stanisław "Stach" Szulist to nauczyciel historii w szkołach w Trąbkach Wielkich i Sobowidzu. Autor w przeszłości współpracował z wieloma tytułami prasowymi, a swoje opowiadania publikował między innymi w "Tygodniku Kulturalnym" i "Pomeranii". Jest laureatem licznych konkursów prozatorskich oraz dramaturgicznych. W 2018 r. wydał powieść pt. "List z Limbazi", która została nagrodzona na Targach Książki Costerina 2019.








Wioleta Sadowska: Jak narodził się pomysł na stworzenie losów Filipa, głównego bohatera powieści „Larwy”?


Stach Szulist: Nie jestem w stanie dokładnie określić ram czasowych powstania pomysłu na napisanie „Larw”. Mniej więcej osiem, siedem lat temu powstało większe opowiadanie, potem zrodził się pomysł stworzenia z tego powieści ulokowanej czasowo w latach osiemdziesiątych minionego wieku. Ostatecznie, kiedy zdecydowałem się do tematu wrócić, wpadłem na pomysł – podpowiedzią były autentyczne zdarzenia - ubrania przeszłości w szatę zdarzeń dziejących się tu i teraz. I z tej perspektywy podjąć próbę rozliczenia się bohatera, Filipa, z tamtymi latami. Wielką inspiracją do tego było również to wszystko, czego obserwatorem w życiu codziennym jestem obecnie. Mam tu na myśli przede wszystkim obszar działań polityczno-społecznych, który – niestety – kreuje władza. Niestety, bo to, co znajduje się w „Larwach” nie nastraja optymistycznie. Szczególnie gdy spojrzymy na rzeczywistość przez pryzmat kondycji etycznej.


Wioleta Sadowska: Nie da się ukryć, że historia Filipa niesie ze sobą gorzki wydźwięk. Jakie autentyczne wydarzenia stały się inspiracją do stworzenia fabuły książki?


Stach Szulist: Inspiracji z czynionych przez lata obserwacji jest w „Larwach” aż nadto. Począwszy od epizodów pokazujących przedsiębiorstwo, w którym zatrudniony był Filip (przy okazji zdradzę nieco prywaty, sam pracowałem osiem lat w przedsiębiorstwie melioracyjnym, ludzie nazywali nas potocznie szambonurkami), relacje społeczne, wreszcie wojsko (sam uczestniczyłem w scenie sikania na koszarowe mury, jest taki epizod w powieści). Reszta jest zaczerpnięta z literatury reporterskiej, relacji różnych osób wtedy coś w podziemiu, bądź w partii komunistycznej robiących, a które były, bądź wciąż są ze mną w jakichś relacjach koleżeńskich. Ponadto moja metryka wskazuje, że lata dzieciństwa, młodości i wkraczania w dojrzałość przypadły na czas socjalizmu wraz z jego schyłkiem. W sumie zdarzenia przedstawione w książce to wybór z kilku życiorysów skompilowany w taką całość, jaką w rezultacie jest ta powieść. Jak już wyżej zasygnalizowałem, jest tu kilka wątków z mojego życia, ale wolę tego do końca nie rozwijać.


Wioleta Sadowska: Filip to protagonista z mocno skomplikowaną osobowością. Czy trudno było stworzyć rys psychologiczny tej postaci?


Stach Szulist: Z jednej strony bałem się stworzenia postaci o tak pokręconej osobowości, lecz z drugiej strony było to wyzwanie z gatunku tych dających satysfakcję, że w efekcie może wyjść ciekawie. Rzeczywiście, Filipa nie da się jednoznacznie określić, tym bardziej zganić, potępić, czy nawet polubić. Bo jeśli zdarza się moment, że można się nad jego losem pochylić, za chwilę on sam to wszystko psuje. Jest w gruncie rzeczy osobą bardzo naiwną, z tendencją do pakowania się w kłopoty kończące się życiowymi katastrofami. Stworzenie postaci biseksualnej miało w pewnym sensie stanowić uzasadnienie dla jego chwiejności, niezdecydowania, dokonywania niezrozumiałych i nieprzemyślanych wyborów, tworzenia nieczytelnych sytuacji, a w efekcie krzywdzenia innych. Ponadto jest w powieści trochę wątków niedopowiedzianych. Też celowy zabieg, bo sam jako czytelnik łapię się na tym, że często najciekawsze jest to, co o bohaterze nie zostało napisane, a czego można się jedynie domyślać. Z Filipem jest podobnie.


Wioleta Sadowska: Niezwykle istotnym w jego kreacji jest poszukiwanie własnej tożsamości seksualnej. Co okazało się najtrudniejsze w ukazaniu ciągłej walki z samym sobą?


Stach Szulist: Skoro w populacji ludzkiej kilka procent osobników zorientowana jest homoseksualnie, tyle samo biseksualnie, to wychodzi z tego, że takich osób jest całkiem sporo. Z różnych opracowań, mediów, reporterskich tekstów wiadomo, że ludzie tak zorientowani łatwo w życiu nie mają. W swoim życiu miałem okazję poznać osoby o homoseksualnej orientacji i wiem, że niczym pod względem odczuwania, potrzeby kochania i bycia kochanymi nie różnią się od reszty ludzi, tak zwanych heteronormatywnych. W pewnym sensie w budowaniu wątków z seksualnością Filipa pomogła mi wrzawa medialna i polityczna wokół środowisk LGBT, każąc głębiej się nad ich sytuacją zastanowić (nawiasem mówiąc, jestem akurat w trakcie tworzenia powieści o związku homoseksualnym w peerelowskim wojsku, staram się tę historię ubrać w atrakcyjną szatę słowną). Najtrudniejsze jednak okazało się uwiarygodnienie tej postaci od strony jej wyborów uczuciowych i życiowych, czasami politycznych, jak przejście z pozycji młodego i krytycznego komunisty do opozycjonisty roznoszącego bibułę. Nadal nie mam przekonania, czy mi się to udało. Bo przypomnę, że lata 80. poprzedniego wieku były szczególnie nieprzychylne osobom LGBT (w ogóle tego pojęcia nie używano, mówiło się co najwyżej „pedał”, „lesba”), w końcu bezpieka prowadziła wówczas słynną operację „Hiacynt”.


Wioleta Sadowska: Wyznaczyłeś sobie trudne zadanie, bo nie dosyć, że Filip jest biseksualistą to do tego, tak jak wspomniałeś wcześniej, przechodzi swoiste przebudzenie – z naiwnego komunisty staje się czynnym opozycjonistą. Czy taka ideologiczna metamorfoza to wynik Twojej fascynacji zmiennością natury człowieka?


Stach Szulist: Częstokroć z ust polityków, i nie tylko, usłyszeć można, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Sporo w tym prawdy, a mimo to tak rzadko akceptujemy u innych zmianę punktu widzenia na interesującą nas sprawę. Tkwi w nas potrzeba kształtowania u innych postrzegania rzeczy i ludzi na obraz i podobieństwo nasze. Z jednej strony lubimy deklarować otwartość i tolerancję, ale jak tylko mamy okazję, chętnie jej innych pozbawiamy. Nie dotyczy to tylko polityki, chociaż stamtąd płyną najbardziej niepokojące sygnały. A ja uważam, że to w człowieku jest pociągające, że może się zmieniać i ma ku temu prawo. To jest w pewnym sensie motorem napędowym świata, postępu. Gdybyśmy trwali na raz zdobytych pozycjach, tudzież poglądach, pewnie byśmy jeszcze tkwili w jaskiniach bądź na drzewach. Myślę również, nawet to wiem z obserwacji, że wielu w naszym kraju, w całym bloku tak zwanej demokracji ludowej, przeszło taka metamorfozę ideową. Generalnie zdolność człowieka do wszelkich przeobrażeń – mentalne mam na względzie – jest czymś fascynującym.


Wioleta Sadowska: Niezwykle ważnym jest ukazany przez Ciebie kontekst historyczny i społeczny, czyli czasy PRL-u. Czy pisanie o realiach tamtych czasów było dla Ciebie swoistą wędrówką w przeszłość?


Stach Szulist: Główny bohater, jak nietrudno sobie wyliczyć, jest człowiekiem tuż przed emeryturą. Zatem opisując jego metamorfozę ideową musiałem zmierzyć się z czasami socjalizmu w jego schyłkowej formie. Rzeczywiście, była to dla mnie wędrówka do czasu, który doskonale pamiętam, z jego obrzydliwością, brakiem wolności, brakiem wszystkiego, nawet książek i płyt z dobrą muzyką, bo za wszystkim trzeba było stać w kolejkach (za pierwszymi krążkami Republiki, Maanamu czy Trojanowskiej stałem po kilka godzin). Ponadto, przez pryzmat tamtych czasów, czasami łatwiej zrozumieć teraźniejszość, w której wciąż znajdują się tacy macherzy od urządzania ludziom życia, którzy niejedno chcieliby nam ograniczyć. Lata 80. to czas, kiedy zamarzyło mi się zostanie dziennikarzem. I gdy sądziłem, że będzie łatwo i prosto, to przy próbie opublikowania pierwszego reportażu, usłyszałem od znanego redaktora poczytnego tygodnika, że, cytuję: "nie tak szybko, musimy się wpierw tej waszej pracy przyjrzeć". A "praca" dotyczyła wielkiej powodzi na Żuławach, gdzie ludzie harowali 24h na dobę, a partyjni dygnitarze wizytując obszar działań, pili gorzałę. Artykuł nigdy się nie ukazał, ale za to miałem po latach prototyp postaci redaktora Burczyka.


Wioleta Sadowska: Czy według Ciebie obecnie da się zauważyć takich redaktorów Burczyków w naszej przestrzeni medialnej?


Stach Szulist: Nie śledzę tego tak dokładnie, ale chyba tak. Można przecież spotkać w mediach narodowych dziennikarzy, którzy kiedyś pracowali w niezależnych i dziś z chęcią biorą udział w instytucjonalnym hejcie na niezależne media. Ale tu raczej upatrywałbym kwestii służenia temu, kto bardziej obłaskawia, aczkolwiek to też nie mieści się w moim kodeksie etycznym. Pod tym względem wciąż jestem tak naiwny – niektórzy mówią wprost, głupi – jak Filip z „Larw”. Bardziej to widzę w środowisku dziennikarzy prasowych. Zaś najbardziej w środowiskach polityków ze skłonnością do uprawiania turystyki partyjnej w zależności od tego, kto mi więcej zaoferuje. Najsmutniejsze, że wszystko to odbywa się pod płaszczem zapewnień, że to dla dobra naszego, czyli społeczeństwa.


Wioleta Sadowska: Tak, to bardzo smutna prawda. Nawiązując jeszcze do tej postaci, czy ludzie kreują wizerunek czasów w jakich żyjemy?


Stach Szulist: Z jednej strony nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Ale gdy w czasach narodowej kwarantanny jest czas na zastanawianie się nad tym, co robimy z naszą planetą, jaki do jej zagłady stosunek mają włodarze, to nachodzą mnie wątpliwości. Chociaż to, że włodarze nie dość czynią w trosce o naturę i ludzi, to też i nasza wina, bo im na to pozwalamy. Wybierając mimo zastrzeżeń na kolejne kadencje. I nie mam tu na myśli tylko Polski. To czas demagogów i naiwnych, którzy manipulując społeczeństwami za pośrednictwem dostępnych sobie mediów osiągają od nas to, czego pragną. Nam się tylko wydaje, że tak wiele czynią dla naszego dobra. Żeby to się zmieniło, musielibyśmy mieć dla siebie, swoich poglądów, więcej szacunku, bo tylko takim sposobem można wytrącić oręż siania nienawiści. Wiem, że to naiwne myślenie – nie przymierzając, jak ten mój Filip – ale pomarzyć warto. Raz jeszcze nadmienię, że nasze poczucie kreowania wizerunku świata dokonywane jest przez innych (polityków) za pośrednictwem narzędzi manipulowania. Tu jak ulał przystają słowa jednej z myśli Leca, że to, kim się rodzimy zależy od genetyki, a kim się stajemy od polityki. Smutna konstatacja, ale – uważam – warto ją nosić stale z tyłu głowy.


Wioleta Sadowska: Z pewnością warta zapamiętania. Polityka to w ogóle niewdzięczny temat do pisania. Czyt takie książki, jak Twoja, mogą zmienić coś w społecznej świadomości odnoszącej się do tej płaszczyzny życia publicznego?


Stach Szulist: Tu nie jestem optymistą. Może jedynie na chwilę wznieci iskierkę refleksji. Nie mam aż takiej wiary w sprawczą moc książek, chociaż bardzo bym chciał. Tu bardzo podobają mi się ostatnie wypowiedzi profesora Marcina Króla pełne wiary, że po koronawirusie nastanie era powrotu do szanowania wiedzy, ludzi mądrych i wiedzących….., robi się cieplej na duszy, ale gdy tylko posłucha się polityków, nadzieja czmycha. Zbyt wiele podziałów zbudowano poprzez instytucjonalne przyzwolenie na chamstwo i sianie niezgody, bo nie chcę jeszcze nazwać tego nienawiścią. Może gdyby takich książek powstało wiele? Tylko czy ludzie mają teraz głowę do zmiany mentalności?


Wioleta Sadowska: Dobre i zasadne pytanie. Dlaczego zdecydowałeś się zastosować dość rzadko używaną przez pisarzy drugoosobową narrację?


Stach Szulist: W pierwszej wersji książka powstała z narracją w pierwszej osobie. Ale kiedy wpadłem na pomysł odziania pierwszej wersji w szaty współczesne, pomyślałem o zmianie narracji. Wpadło mi do głowy, że tym sposobem uzyskam coś w rodzaju spowiedzi bohatera przed……no właśnie? Własnym sumieniem? Lustrzanym odbiciem? Sądzę, że na pewnym etapie życia każdego dopada próba poczynienia bilansu zysków i strat. Gdy mamy same sukcesy, jest ok, ale kiedy nic nam się nie udaje….to tylko przed samym sobą można się wyżalić, przyznać się do porażki, a i to wymaga czasami odwagi. Bo swemu lustrzanemu odbiciu powiedzieć? Skopałeś kupę lat swej egzystencji i jesteś nieudacznikiem? Dupkiem? Dzięki drugoosobowej narracji łatwiej było wygarnąć Filipowi wszystkie wady i skopane sytuacje życiowe, ranienie po drodze innych i samego siebie.


Wioleta Sadowska: Myślę, że ten zabieg w dużej mierze spełnił swoją rolę. Muszę również zapytać o niejednoznaczny tytuł. Czy słowo „Larwy” od początku definiowało tę powieść w Twojej głowie?


Stach Szulist: Postanowiłem wyjść od terminologii przyrodniczej, gdzie mianem larwy określa się stan przejściowy z jednej formy jakiegoś stworzenia w kolejną, wyższą (motyl), czasem piękną, czasem brzydką. Ktoś z czytelników powiedział mi kilka dni temu, że gdy przeczytał tytuł, pomyślał o kobietach. Nie zapytałem dlaczego. Ale ten tytuł nie funkcjonował w odniesieniu do tego tekstu od początku. Wiele razy go zmieniałem, już nawet nie pamiętając tych wcześniejszych. „Larwy” zaczęły mi pasować, gdy uzmysłowiłem sobie gotowość moich bohaterów do zmiany niemal w każdej sytuacji na taką, jaka akurat się sprawdza, jakiej oczekuje władza, dzięki jakiej można więcej ugrać i wygrać w życiu. To cwaniactwo, ale tego jesteśmy od wczesnych lat uczeni na każdym kroku. Do tego stopnia, że nawet łamanie kręgosłupów etycznych uznajemy za coś normalnego. Jak w „Larwach” przyjrzymy się Burczykowi, czy Martynie, to łatwiej będzie znaleźć odpowiedź na pytanie, co w życiu się opłaca. Czy być Burczykiem, czy Filipem?


Wioleta Sadowska: To pytanie to kwintesencja całej powieści. Do kogo według Ciebie adresowana jest historia Filipa?


Stach Szulist: Chciałbym powiedzieć, że do wszystkich. Mam jednak świadomość, że ostatecznie to Czytelnik jest weryfikatorem tego, co sklecą piszący. I do czytelnika należy decyzja, czy po książkę sięgnie, czy ledwie wzrokiem obmiecie. Gdy się jednak nad tym zastanawiam, to myślę, że przede wszystkim chciałem z siebie tę historie wyrzucić. Poza tym ufam, że Czytelnik sam wie, jakie słowa i w jakich ilościach chce czytać, czy w ogóle do czegoś są mu potrzebne? Marzy mi się, żeby przeczytało „Larwy” jak najwięcej ludzi. Głownie tych, którzy tamtego czasu nie znają z autopsji, zachłyśniętych wolnością i robieniem wszystkiego, co chcą, bo mogą sobie – mam nadzieję, o ile po książkę sięgną – uzmysłowić, że wolność niekoniecznie jest czymś danym raz na zawsze (wspominał już o tym przecież Jan Paweł II pielgrzymując do ojczyzny), lecz czymś, o co trzeba zabiegać bezustannie. Bo zawsze mogą znaleźć się tacy, którzy kilkoma dekretami mogą nas tego pozbawić. Jak w stanie wojennym.


Wioleta Sadowska: W 2018 r. wydałeś powieść pt. "List z Limbazi", która została nagrodzona na Targach Książki Costerina 2019. Możesz opowiedzieć o tym tytule coś więcej?


Stach Szulist: Najkrócej mówiąc, to powieść obyczajowa ukazująca próbę bilansu życiowego pięćdziesięciolatki uświadamiającej sobie skale swego uprzedmiotowienia. Ale ta historia okazała się być nie tylko zwykłą „obyczajówką”, bowiem recenzująca moje teksty surowa polonistka orzekła, że, cytuję: "ta proza jest jak dobry barszcz zagęszczony mnóstwem tłustych skwarek". Nie chcę zdradzać fabuły, a co najwyżej zachęcić do zanurzenia się w treść „Listu z….”. Zdradzę jedynie, że tam narracja prowadzona jest w formie żeńskiej, co przysporzyło mi wiele pytań ze strony pań o identyfikację z płcią. Ponadto chciałem choć przez czas pisania wczuć się – na ile tylko się dało – w położenie kobiety niedocenianej, traktowanej przedmiotowo. Na własny użytek powiadam, że to taki mój mały manifest feministyczny (teraz to już nie jest tylko mój użytek). Taka męska próba spojrzenia na rzeczywistość oczami kobiety.


Wioleta Sadowska: Brzmi bardzo interesująco. Co na koniec chciałbyś przekazać czytelnikom Subiektywnie o książkach?


Stach Szulist: Przede wszystkim zaglądajcie jak najczęściej na bloga Subiektywnie o książkach (i to nie jest podlizywanie się). A ponadto nie traćcie miłości do książek. Wierzę, że kto dużo czyta, lepiej rozumie świat i ludzi. A gdy już ten stan osiągnie, to do szacunku dla innych i miłości ku nim już tylko maleńki kroczek. Ponieważ jest wiosna, sparafrazuję na koniec słowa znanego songu Młynarskiego; ludzie, bądźmy dla siebie dobrzy nie tylko na wiosnę.



W swoich komentarzach zachwycaliście się okładką "Larw". Bądźcie więc pewni, że treść tej książki także zrobi na was wrażenie. Zajrzyjcie koniecznie do powieści Stacha Szulista.



Wpis powstał w ramach współpracy z autorem

18 komentarzy:

  1. Książkę mam już w swoich planach czytelniczy. Ciekawy wywiad.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  2. nie znam twórczości tego pana;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po przeczytaniu wywiadu, jeszcze bardziej chcę przeczytać książkę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja to bym chciała mieć takiego nauczyciela. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejna inspirująca rozmowa, super.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy wywiad powstał Wiolu, gratulacje !

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię czytać Twoje wywiady. Ten również ciekawy!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo podobał mi się Twój wywiad, ciekawi mnie ta książka ,musi być wyjątkowa, wywiad był interesujący. Musi być dużo emocji i smutku w tej ksiazce. Znam osoby z opisywanego środowiska LGBT i mam o nich dobre zdanie

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy wywiad, teraz jeszzce bardziej chciałabym przeczytać tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja pierwsza książka też pochodzi od opowiadania, które napisałam na konkurs, a po pewnym czasie postanowiłam rozbudować ten pomysł. Mamy z autorem coś wspólnego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zarówno o autorze, jak i o samej książce, do tej pory nie słyszałam. Bardzo dobry wywiad. Z chęcią zapoznam się z twórczością autora, zwłaszcza, że w swoim dziele stosuje narracje drugoosobową, z którą do tej pory nie miałam styczności.

    OdpowiedzUsuń
  12. Very interesting interview. Thank you so much for sharing.

    New Post - https://www.exclusivebeautydiary.com/2020/04/vichy-mineral-89-booster-lumene-nordic_20.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo interesujące. Lubię to zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowicie ciekawa rozmowa. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pozytywny i przyjemny człowiek :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)

Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger