środa, 24 maja 2017

"Matka mojej córki" – Magdalena Majcher







Recenzja premierowa.






"Aby zatrzymać ulotność chwili".





Tytuł tej powieści powiedział mi dość dużo i w zasadzie już od samego początku wiedziałam na kanwie jakiego wątku będzie zbudowana cała fabuła. Zastanawiam się cały czas, co spowodowało tę przewidywalność - mój wyrobiony zmysł czytelniczy czy może jednak sama wymowa tytułu. Jedno jest jednak pewne, nie zakłóciło to w żaden sposób emocji, jakie wywołała we mnie lektura "Matki mojej córki".

Magdalena Majcher to znana blogerka książkowa i pisarka, prowadząca swoją stronę pod nazwą "Przegląd czytelniczy". Na co dzień, autorka pracuje jako copywriter, publikuje swoje opowiadania w kobiecej prasie. Prywatnie szczęśliwa żona i mama dwóch synów, kochająca Bałtyk. Zadebiutowała wydaną w 2016 r. książką pt. "Jeden wieczór w Paradise”.

Nina jako szesnastoletnia nastolatka zaszła w ciążę ze swoim ukochanym chłopakiem Tomkiem. Pod wpływem kilku czynników, oddała dziecko do adopcji i wyjechała z rodzinnej Czeladzi, by ułożyć sobie życie. Gdy po siedemnastu latach niespodziewanie umiera jej ojciec, bohaterka wraca do miejsca skąd pochodzi, by zająć się matką i młodszą siostrą. Śmierć taty zapoczątkowuje lawinę wydarzeń mających swoją genezę głęboko w przeszłości Niny.

Lektura najnowszej powieści Magdaleny Majcher wywoływała we mnie stan, w którym po prostu musiałam wyrzucić z siebie, na głos, wiele wulgarnych epitetów. Zapytacie zapewne dlaczego? Otóż najwięcej emocji wzbudzała we mnie relacja na linii córka – rodzice, a w szczególności córka – matka. Małgorzata, matka Niny jako osoba dorosła winna bowiem stanowić podporę dla swojej córki, gdy ta znalazła się w tak krytycznej sytuacji. Tymczasem kobieta pozwoliła, by prym wiodły wyłącznie jej egoistyczne pobudki. Nie potrafię zrozumieć tego, jak można w pogoni za własnym marzeniem, w taki wyrachowany sposób skrzywdzić własną córkę. I pomimo faktu, że Nina usprawiedliwiała zachowanie matki, w mojej ocenie to właśnie ona zrobiła jej największą krzywdę, poddając jej chore rozwiązanie całej sytuacji. Małgorzata wywołała tym samym we mnie wiele negatywnych uczuć z obrzydzeniem i niezrozumieniem na czele. Ojciec, niejako w tle, również zawinił, jednak to właśnie matka napędziła spiralę wydarzeń, które odbiły się czkawką na życiu każdego z bohaterów tej historii.

Magdalena Majcher po raz kolejny po "Stanie nie!błogosławionym" dotknęła tematu macierzyństwa. Jednak w tym przypadku od zupełnie innej strony, czyli wpadki nastolatki, która nie jest psychicznie nastawiona na wejście w rolę matki. Zastosowany przez autorkę zabieg retrospekcji w postaci przeplatania się ze sobą teraźniejszości i wydarzeń, które miały miejsce siedemnaście lat temu, okazał się strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu bowiem otrzymałam możliwość odkrywania kolejnych fragmentów całej układanki, a napięcie jakie mi temu towarzyszyło, jedynie potęgowało moje zaciekawienie finałem całej tej historii. I pomimo tego, że praktycznie od początku domyśliłam się w jakim kierunku zmierza główny wątek, moja uwaga skupiła się na emocjach, jakie towarzyszyły tej lekturze.

"Matka mojej córki" to pełna gorzkiego posmaku opowieść o trudnych wyborach, które rzutują na nasze całe życie. O tym, że musimy ponosić konsekwencje własnych decyzji oraz o tym, że nic nie jest tylko czarne i białe. To także książka przemycająca wątek godnego rodzenia w szpitalach oraz pragnienia macierzyństwa, które zbyt często przekształca się w obsesję. Nie zawiodłam się na kolejnej powieści Magdaleny Majcher, więc wy na pewno też będziecie z tej lektury mocno zadowoleni. Emocje gwarantowane!



Z Magdaleną Majcher



25 komentarzy:

  1. Mam w planach lekturę tej książki i liczę na to, że również i mi przypadnie ona do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię książki wywołujące emocje, a dodatkowo tematyka tej książki mnie zaciekawiła, więc będę ją miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co raz bardziej jestem przekonana do tej lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie już wiesz, że uwielbiam wszelakie powieści o tematyce macierzyństwa, więc oczywiście sięgnę po tę książkę - tym bardziej, że poprzednia tej autorki bardzo mi się podobała. Nie mogę doczekać się tej lektury.

    OdpowiedzUsuń
  5. to tematyka kompletnie nie moja;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja obowiązkowa pozycja. Cieszę się, że wywołała w Tobie tak wiele emocji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Siostra z chęcią zapozna się z tą pozycją, a i mnie w jakiś sposób zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
  8. Skoro zachowanie matki Niny wywoływało w Tobie aż takie emocje, to chętnie poznam ich historię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie czytałam książek Majcher i nie jestem pewna, czy mi się spodobają. Chyba to nie ta tematyka, ale żeby się przekonać, muszę spróbować przeczytać :D
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że tematycznie mogłaby mi się spodobać ta książka... Jednak myśleć to ja sobie mogę... Chętnie się przekonam czy faktycznie tak będzie :) Śliczne są okładki tej autorki! Zapowiadają emocje.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  11. Sądząc po opisie książki, na pewno jest ciekawa 😊Okładka zachęca również.

    OdpowiedzUsuń
  12. Już się ni mogę doczekać lektury tej książki. Zapowiada się wspaniałe, pełne emocji zaczytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na pewno przeczytam (o ile doczekam się na egzemplarz).

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie ją zamówiłam, musi być świetna!

    OdpowiedzUsuń
  15. Po Twojej recenzji rzeczywiście widać, że wzbudza wiele emocji.

    Też tak przeżywam losy bohaterów :).

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie znałam autorki, ale zaciekawiła mnie ta historia i chętnie przeczytam :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wątpię, że niesie ze sobą wiele emocji. Do tego ma piękną okładkę. Mam ją już na mojej liście, myślę, że uda się przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Chyba trochę nie mój klimat, ale sam pomysł fabuły opartej na "nastoletniej" ciąży i trudnych relacjach matka-córka wydaje się ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Tematyka osadzona we współczesnych realiach i bardzo realistyczna, mimo że wymyślona ale możliwa...

    OdpowiedzUsuń
  20. Masz, kochana szczęście do patronatów i książek ambasadorskich. Dopiero zaczęłam czytać "Stan nie!błogosławiony" i musiałam odłożyć na bok, bo egzemplarze recenzenckie nie mogą czekać, ale mam wrażenie, że wszystkie książki tej autorki pokocham. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Co raz bardziej jestem przekonana do tej lektury ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)