niedziela, 31 lipca 2016

"Pierwsza przychodzi miłość" – Emily Giffin















"(…) wszystko sprowadza się do miłości".






Wydawałoby się, że siostrzana miłość i więź, jaką ze sobą niesie to jedno z najtrwalszych uczuć, jakie może wytworzyć się pomiędzy dwójką ludzi. Wiem, co oznacza bycie siostrą i z jakimi skomplikowanymi sytuacjami wiąże się ta rola. Emily Giffin w swojej najnowszej książce pokazała mi jednak, że zbyt często oceniając swoje rodzeństwo, bazujemy na własnych doświadczeniach. A to błąd, duży błąd.

Emily Giffin to amerykańska autorka, która ukończyła Uniwersytet Virginia i rozpoczęła pracę w kancelarii adwokackiej na Manhattanie. Po jakimś czasie, gdy wyjechała do Londynu rzuciła jednak karierę i poświęciła się pisaniu. Autorka mieszka obecnie w Atlancie z mężem i trójką dzieci. Powieść pt. "Pierwsza przychodzi miłość" to jej ósma książka w karierze.

Josie i Meredith to dwie siostry, które stanowią swoje zupełne przeciwieństwo. Meredith mogłaby stanowić wzór do naśladowania – ma męża, czteroletnią córeczkę, dobrą posadę prawniczki i zdroworozsądkowe podejście do życia. Josie jest za to lekkoduchem, bezdzietną singielką, której zegar biologiczny niebezpiecznie tyka. Siostry miały kiedyś brata, który zginął tragicznie w wypadku. Tragedia ta na kolejne lata naznaczyła wzajemne relacje całej rodziny.

Najnowsza powieść Emily Giffin po raz kolejny traktuje o miłości, tym razem jednak jej głównym wątkiem jest miłość siostrzana, przybierająca wiele różnych twarzy. Autorka wykreowała zapadające w pamięć rysy psychologiczne dwóch kobiet, które łączą jedynie więzy krwi i nic ponadto. Josie i Meredith to dwie tak skrajne osoby, że czytelnik nie jest w stanie nie zająć stanowiska w ich narastającym od lat, konflikcie. Podobnie było ze mną i muszę przyznać, że przez całą powieść dopingowałam nie Meredith, a Josie, która według mnie ze swoimi wieloma wadami i lekkim podejściem do istotnych spraw, była po prostu prawdziwsza. Jej siostra, której życie tylko pozornie ułożyło się idealnie irytowała mnie widocznym egoizmem, ciągłym wytykaniem wad Josie, niemożnością wyciągnięcia ręki na zgodę oraz przekonaniem o swojej wyższości. Przyznam szczerze, że nie polubiłam Meredith nawet w małym stopniu, całą moją sympatię skradła bowiem niepokorna Josie, która według mnie jest najbardziej egzotyczną postacią tej książki.

"Pierwsza przychodzi miłość" to powieść, w której autorka zastosowała trafiony zabieg w postaci przeplatania między sobą pierwszoosobowej narracji dwóch sióstr, a także mieszania planów czasowych poprzez wspominanie wydarzeń z przeszłości. Dzięki temu, czytelnik otrzymuje szansę poznania genezy pewnych decyzji i konfliktów oraz co za tym idzie, możliwość własnej oceny motywów postępowania obu sióstr. Wątek rodzinnej tragedii, która wpłynęła na każdy aspekt życia jej członków, nasuwa wiele refleksji dotyczących braku rozliczenia się z przeszłością i utrzymywania sekretów w tajemnicy.

Podczas czytania ucieszył mnie bardzo fakt, iż autorka nawiązała do jednej ze swoich poprzednich powieści, a mianowicie do książki "Sto dni po ślubie", gdyż w fabule pojawia się Ellen, przedstawiona jako przyjaciółka Meredith. Dzięki temu zręcznemu zabiegowi, ja już wiem, jak potoczyło się dalej jej małżeństwo i jestem z tego scenariusza bardzo zadowolona.

Emily Giffin w swojej najnowszej powieści przemyca dość prostą i zarazem trudną prawdę – nie da się jednocześnie spełniać cudzych oczekiwań i zaspokajać swoich. Te dwie rzeczy naturalnie się bowiem wykluczają, doprowadzając zawsze do cierpienia. Nie jest to z pewnością najlepsza książka autorki, gdyż spodziewałam się po niej większej ilości wzruszeń, ale jedna z tych lepszych. Jeśli więc macie ochotę na przeczytanie sprawnie napisanej powieści obyczajowej, która zapewni wam kilka godzin intensywnego myślenia, zachęcam do lektury tej książki.



Emily Giffin


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Otwarte



 Przeczytaj fragment najnowszej powieści Emily Giffin

25 komentarzy:

  1. Muszę kiedyś sięgnąć po książki tej autorki. Znam tylko jedną, ale dość mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mam tylko siostrę, więc jestem bardzo ciekawa tej książki. Na pewno przeczytam.
    Pozdrawiam
    http://zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Paulina interesuje się tą książką. Dobrze, że to jedna z lepszych w dorobku pisarki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, jeśli autorka potrafi nawiązać w książce do swojej poprzedniej powieści. Chętnie przeczytam tę i pozostałe książki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Siostry nie mam, ale z książką chętnie bym się zapoznała :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejna ciekawa książka tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O Giffin coraz więcej w blogosfere ostatnio piszczy, chętnie ją w końcu poznam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja w końcu też się skuszę, no nie może być inaczej.
    Zabieg, o którym napisałaś, bardzo mi się spodobał - świetny sposób na dopowiedzenie losów bohaterów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Twórczość autorki ciągle jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam, a nawet posiadam wszystkie poprzednie książki Emilly Giffin, a tę najnowszą mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Książki jeszcze nie czytałam, ale pewnie do niej zajrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie pochłaniam,bo wszystkie powieści Emilly Giffin się pochlania a nie czyta. Osobiście uważam ją za jedna z najlepszych ówczesnych pisarek, a przeczytałam sześć z ośmiu do tej pory wydanych książek, siódmą czytam drugi dzień i juz się zloszcze,ze się konczy,ponieważ po zamknięciu książki zawsze jest niedosyt i chce się więcej. Tak wiec polecam gorąco tę i wszystkie pozostałe powieści.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniała recenzja, jak zawsze zresztą:)

    OdpowiedzUsuń
  14. chętnie bym przeczytała tą książkę;)

    OdpowiedzUsuń
  15. W sumie lubię wątek sióstr w powieściach, sama jestem siostrą, tą młodszą, więc mogę porozmyślać, jak ja bym się zachowała w określonych sytuacjach.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jakoś nigdy nie miałam ochotę na powieści tej autorki...

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  17. Wspominam tą historię bardzo pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Widzę, że i ty zakończyłaś już przygodę z Emily :) było cudownie, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Chyba nie przeczytam :D Ostatnio jestem anty romantyczna xd
    Mój blog ♥ Serdecznie zapraszam !

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdy książki Giffin po raz pierwszy ukazały się na naszym rynku, czytałam od razu, rzucałam się na nie zachłannie. Ale to było... no cóż, jakiś czas temu. Nie wiem, czy z nich nie wyrosłam ;-) W każdym razie, najnowszą też pewnie przeczytam, bo te powieści mają w sobie to "coś", co odróżnia je od większości współczesnej "literatury dla kobiet".

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja już się nie mogę doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeszcze nie czytałam żadnej książki Emily Giffin, ale jestem ich ciekawa i wkrótce z pewnością po którąś sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Wnioskując z Twojej recenzji, książka może okazać się naprawdę dobrą lekturą. Jeśli trafię w promocji, kupię. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jeszcze nie czytałam książek autorki, ale mam na nie ogromną ochotę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)