Granice światła na mojej półce
Eliza i Nikodem – w ich małżeństwie jest więcej samotności niż bliskości. Dzielą ich żal, niedopowiedzenia i rodzinna tragedia. Są jak dwa kawałki magnesu, które się odpychają. Kiedy on wyrusza z wyprawą naukową na koło podbiegunowe, ona zostaje w domu z myślami i wspomnieniami. Postanawia jednak działać… W tej opowieści jest urzekająca przestrzeń i cisza, a jednocześnie pulsujące uczucia i nadzieje. Arktyka jest tłem historii, a jednocześnie metaforą chłodu przesączającego się do każdego słowa i gestu niegdyś bliskich sobie ludzi. Pięknie napisana historia, w której Żaneta Pawlik dowodzi, że nawet przez ciemność nocy polarnej może przebić się światło.
W patronackiej recenzji książki "Granice światła" napisałam, że Żaneta Pawlik zdecydowanie "umie w emocje", a zabierając czytelnika na literacką wycieczkę na koło podbiegunowe, gwarantuje polaryzujące doznania czytelnicze.
Po lekturze książki Żanety Pawlik cały czas zastanawiam się nad swoją definicją słowa "daleko". Jak bowiem pokazuje historia ukazana na łamach tej powieści, można być blisko siebie w sensie fizycznym, a jednak dość daleko mentalnie i uczuciowo. I na odwrót również. A wszelkie granice wyznaczamy wyłącznie my sami.




Chciałabym poznać tę historię 😊
OdpowiedzUsuńJakie piękne dedykacje :)
OdpowiedzUsuńGratuluję kolejnej wspaniałej pozycji!
OdpowiedzUsuńPięknie ujęłaś tę metaforę odległości. To prawda, że najtrudniejsze do pokonania są te granice, które sami stawiamy w głowach, a nie te mierzone w kilometrach. Twoja recenzja sprawiła, że mam ochotę sprawdzić, czy i we mnie ta historia zostawi taki chłód... i nadzieję.
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa tej książki :)
OdpowiedzUsuńCiekawa fabuła :)
OdpowiedzUsuńSpokojnych i pełnych dobrych przeżyć Świąt Bożego Narodzenia życzę :)
OdpowiedzUsuń