"Pomysł lekarstwa wydłużającego życie jest w sumie prosty, ale niesłychanie brzemienny w skutkach". Marlena i Marian Siwiakowie o swojej powieści "Pharmacon"

 

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy chcielibyście żyć wiecznie? I co gdyby pojawił się lek na przedłużenie naszej egzystencji? Te i inne tematy poruszyliśmy w niezwykle ciekawej rozmowie z Marleną i Marianem Siwiakami, autorami książki "Pharmacon", którą Subiektywnie o książkach objęło swoim patronatem medialnym. Zaparzcie sobie mocną kawę i zapraszam was do lektury naszego wywiadu, wzbudzającego wiele przemyśleń na różnych płaszczyznach.


Recenzja książki "Pharmacon" - KLIK




Marlena i Marian Siwiakowie to doktorzy biofizyki i bioinformatycy, którzy swoje doświadczenie zawodowe zdobyli w Polsce, na Litwie i w Stanach Zjednoczonych. Są autorami wydanych opowiadań na łamach "Fantazmatów" i "Esensji", twórcami satyrycznej serii "Skontaktujemy się z panem", felietonów i publikacji naukowych w branżowych periodykach. Obecnie mieszkają w Londynie, gdzie pracują jako badacze danych.


Strona autorów - Pharmacon



Wioleta Sadowska: Czy doktorzy biofizyki i bioinformatycy chcieliby żyć wiecznie?

Marlena Siwiak: Bryyy… mowy nie ma. Każdy chciałby być młody i zdrowy jeszcze trochę, i jeszcze trochę, i jeszcze troszeczkę, ale w naprawdę długiej perspektywie takie przeciąganie egzystencji byłoby nie do udźwignięcia. Zresztą co to znaczy wiecznie? Konia z rzędem temu, kto rozumie nieskończoność.

Marian Siwiak: Marlena po ledwie dwunastu latach się wkurza, kiedy po raz fambernasty słyszy moje anegdoty. Obawiam się, że nie wytrzymałaby wieczności moich przechwałek, a po co by mi była wieczność bez niej?

Wioleta Sadowska: Pytam o to oczywiście w odniesieniu do przewodniego wątku „Pharmaconu”. Skąd pomysł na nawiązanie do odwiecznego marzenia ludzkości o nieśmiertelności?

Marian Siwiak: Szukaliśmy motywu, dzięki któremu będziemy mogli wykorzystać naszą wiedzę biologiczną, a jednocześnie dać się wyszaleć wyobraźni. Pomysł lekarstwa wydłużającego życie jest w sumie prosty, ale niesłychanie brzemienny w skutkach. Coś takiego zachwiałoby ekosystemem, rynkiem pracy, strukturą demograficzną, gospodarką, systemem emerytalnym, wierzeniami religijnymi… Właściwie trudno sobie wyobrazić element naszej rzeczywistości, który nie zostałby przez to dotknięty. Jest o czym pisać.

Marlena Siwiak: Większość opowieści o Świętym Graalu kończy się w momencie, gdy bohater bierze kielich do ust. Podobnie jak historie miłosne kończą się na ślubnym kobiercu. A przecież dopiero wtedy robi się ciekawie! Nie zawsze szczęśliwie, ale na pewno ciekawie.

Wioleta Sadowska: Odwieczne marzenie ludzkości o wiecznym życiu staje się dla was punktem wyjścia do snucia rozważań w temacie zjawisk społecznych, jakie obserwujemy na co dzień. Czy trudno było połączyć płaszczyznę dreszczowca z tą właśnie warstwą?

Marlena Siwiak: To przyszło samo. Gdy zaczynaliśmy pisać, robiliśmy to dla rozrywki, głównie własnej. Wkrótce jednak okazało się, że w sensacyjną fabułę daje się wpleść ciekawe obserwacje, osobiste przemyślenia, mniej lub bardziej zawoalowane odniesienia do bieżących wydarzeń. Dreszczowiec jest równie plastyczną masą, co dowolny inny gatunek.

Marian Siwiak: Bez względu na to, o czym jest fabuła, pewne mechanizmy społeczne i psychologiczne będą niezmienne, bo wynikają wprost z ludzkiej natury. A to oznacza, że niewyczerpanym źródłem inspiracji może być codzienna gazeta.

Wioleta Sadowska: W fabule znajduje się sporo przemyśleń w temacie wciskanej nam przez media pseudonauki, braku krytycznego myślenia, rozkwitu kultury obrazkowej, korupcji na różnych szczeblach społecznych, czy też szeroko rozumianego populizmu. Co waszym zdaniem jest obecnie największym zagrożeniem dla rozwoju ludzkości?

Marian Siwiak: Chyba brak refleksji. Ferujemy wyroki w tempie scrollowania feeda na Facebooku. Wystarczy obrazek i trzy linijki tekstu, by uznać, że już się wie. A jak do tego jeszcze dojdzie akompaniament emocjonalny, na przykład dramatyczna muzyka lub zdjęcie, nawet słowa przestają być ważne. Zresztą kto ma czas się wczytywać? Rozstrzygać subtelności? Sięgać do źródeł?

Marlena Siwiak: Mózg zawsze płatał nam figle. Kiepsko radzi sobie z oceną prawdopodobieństwa, źle znosi poczucie niepewności, ale umie to, czego nauczyła go ewolucja – szybko podejmować decyzje. Niekoniecznie są to mądre decyzje, ale gdy w grę wchodziło przetrwanie, nierzadko lepiej było podjąć nieoptymalną, wręcz głupią decyzję, niż w nieskończoność się wahać. Ten sam mechanizm uaktywnia się dziś, gdy trzeba opowiedzieć się za tym czy za tamtym, i choć nasze przetrwanie rzadko bezpośrednio od tego zależy, nadal nie poświęcamy dość czasu na refleksję. Nie ułatwiają tego ani szukające sensacji media, ani natłok akontekstowej informacji, ani szalone wręcz tempo życia. A przecież właśnie ta refleksja, filozofowanie do czwartej nad ranem, wielogodzinne pogaduchy w gronie znajomych (i nie, te o pracy się nie liczą) – to są te rzeczy, które odróżniają nas od zwierząt.

Wioleta Sadowska: Niezwykle intrygującymi spostrzeżeniami dzielicie się także z czytelnikiem w zakresie wszechobecnego pożądania unikalności. Dlaczego niepowtarzalność jest tak mocno wielbiona we współczesnym świecie?

Marian Siwiak: W 1994 r. (mówimy o dacie powstania tekstu, a nie publikacji) Chuck Palahniuk w „Podziemnym kręgu” powołał do życia spopularyzowane w ubiegłej dekadzie porównanie jednostki ludzkiej do płatka śniegu.  Moim zdaniem histeryczna manifestacja unikalności ma to samo źródło, co manifestacja nacjonalizmów wszelkiej maści. O nic w życiu się nie starałem, niczego w życiu nie osiągnąłem, więc żądam szacunku dla tych moich cech, które ode mnie nie zależą. Może to jeszcze jeden pretekst, by poczuć się lepszym od innych? Masz wyjątkowy komplet genów? Brawo. Urodziłeś się w tym, a nie innym kraju? Brawo. I nic to, że ta twoja unikalność nie wystarcza, by oprzeć się pierwszej lepszej populistycznej lub marketingowej zagrywce, które zmuszają całe rzesze unikalnych jak ty jednostek do zmierzania w jednym, pożądanym kierunku.

Marlena Siwiak: Z biologicznego punktu widzenia unikalność jest truizmem. Nawet bliźnięta jednojajowe, genetyczne klony, wykształcają nieco odmienne połączenia nerwowe w mózgu, a więc myślą i zachowują się inaczej. Mało tego, większość żywych stworzeń też jest unikalna. Czy zatem sama unikalność ma jakieś znaczenie? Czy należy budować na jej podstawie poczucie własnej wartości? Odpowiadając na te pytania, można dojść do wniosku, że o ile z unikalności powinien wynikać szacunek dla życia, to jednak unikalność unikalności jest nierówna. Mając wybór, raczej rozjedziemy samochodem psa, a nie staruszkę, ale już staruszkę, a nie dziecko.

Marian Siwiak: Ten eksperyment myślowy był zresztą przeprowadzany na szeroką skalę przy okazji programowania samochodów autonomicznych. Celem ustalenia jakimi kryteriami powinno kierować się auto, gdy stanie w obliczu dramatycznego wyboru na drodze, przeanalizowano decyzje tysięcy ankietowanych. Czy wjechałbyś w idącego chodnikiem pijaka, żeby ominąć kobietę z wózkiem przechodzącą w miejscu niedozwolonym? A w grupę pijaków? Albo w grupę hałaśliwej młodzieży? Okazało się, że odpowiedzi różnią się znacząco w zależności od bagażu kulturowego kraju, w jakim pytania te są zadawane, ale też wewnątrz jednej populacji. Na przykład dla niektórych Japończyków poświęcenie dziecka dla staruszki będzie oczywistością, a w zachodniej kulturze nie zabraknie takich, którzy prędzej zlitują się nad psem niż człowiekiem. Bardzo trudno jest tutaj opracować konsensus. A skoro tak, kto ma decydować i na jakiej podstawie w jaki sposób zaprogramować te samochody? Bo mimo różnic w wynikach, raczej wszyscy się zgadzają, że taki wybór nie powinien być losowy.

Marlena Siwiak: Mógłby być losowy, gdyby czysta unikalność miała jakąś wartość. Ale wygląda na to, że istnieją cechy, które sprawiają, że jedni wydają nam się bardziej warci ocalenia od innych. Jakie to cechy i dlaczego akurat te? Które z nich są uniwersalne i dlaczego? To ciekawe pytania, które warto sobie zadać. 

Wioleta Sadowska: Ależ to niezwykle angażujące dywagacje. A co z poruszanymi przez was teoriami spiskowymi? Miały za zadanie ubarwić fabułę “Pharmaconu”?

Marlena Siwiak: Ubarwić i uwiarygodnić. Odnoszę wrażenie, że teorie spiskowe to coraz powszechniejszy element współczesnego krajobrazu, który tym bardziej utrudnia rozeznanie się, co jest prawdą, a co fałszem. Wymyślając tak wysokopoziomową intrygę, jak ta przedstawioina w „Pharmaconie”, po prostu nie mogliśmy pominąć tego elementu.

Marian Siwiak: Kiedy zaczynaliśmy pisać “Pharmacon”, teorie spiskowe były na polskim gruncie niemal nieznane. Miały być egzotycznym i odrobinę futurologicznym dodatkiem, bo przypuszczaliśmy, że znajdą na grząskim poletku polskiej paranoi podatny grunt. Tylko pisaliśmy książkę zbyt długo i z futurologii zrobiła się archeologia.

Marlena Siwiak: Nie przesadzasz z tą paranoją? 

Marian Siwiak: Są badania wskazujące, że Polacy są najbardziej nieufnym narodem w Europie. 

Wioleta Sadowska: Nanotechnologiczne odkrycie czy też dobro absolutne, czyli „eternina” będąca lekiem na długowieczność. Jaka jest geneza tego słowa?

Marian Siwiak: W space-operze Dawida Webera „Honor Harrington” użyto moim zdaniem pięknego określenia na podobnie działający specyfik – „prolong”. Na tyle dobrze oddaje funkcjonowanienaszych nanobotów, że, przyznam, długo nie mogłem wyjść poza nie. 

Marlena Siwiak: A potem przyszło olśnienie. Firmy nie będą obiecywać mniej, jeśli mogą choćby zasugerować obietnicę czegoś więcej. Stąd obietnica wieczności.

Marian Siwiak: Z ciekawostek: wszelkie bezpośrednie twierdzenia dotyczące cech produktu są przez korporacje skrupulatnie sprawdzane. Jeśli na opakowaniu jest napisane „dwa razy mocniejsze”, to można być pewnym, że to, co jest w środku, na pewno od czegoś jest dwa razy mocniejsze. Od czego konkretnie będzie wyjaśnione małym druczkiem poniżej, ale nie to jest najzabawniejsze. Z punktu widzenia firmy liczy się przede wszystkim sposób, w jaki dane twierdzenie zostało udowodnione. Przy wyborze tego sposobu rolę wiodącą ma nie współczesna nauka i metody statystyczne, a precedensowe prawo w USA. W korporacjach zajmują się tym obrzydliwie drodzy amerykańscy prawnicy, którzy wiedzą, jaki eksperyment pięćdziesiąt lat temu przekonał sędziego gdzieś w Tennessee, że coś tam stało się dwa razy mocniejsze od czegoś innego. Firmy często chciałyby przeprowadzić eksperyment mądrzej i taniej, ale są zakładnikami amerykańskiej kultury sądzenia się o byle gie.

Wioleta Sadowska: Czy zatem tacy naukowcy idealiści jak Niv Sokol mają rację bytu we współczesnym świecie opanowanym przez koncerny farmaceutyczne i różne grupy interesów?

Marlena Siwiak: Na pewno tacy naukowcy istnieją. Sami kilku takich znamy. Czy dobrze im się wiedzie, to już inna sprawa. Ja często czuję się zawiedziona, widząc, jak są niedocenieni, albo jak hołubi się tych, którzy w moim odczuciu nie do końca na to zasługują.

Marian Siwiak: Pisaliśmy o tym niedawno w artykule do „Forum Akademickiego”. Niestety, głównym współczynnikiem oceny pracy naukowej stała się popularność. Jakie to ma przełożenie na jakość, można się domyślić.

Marlena Siwiak: Ponadto nie demonizowałabym koncernów farmaceutycznych. Być może pracując dla nich, nie ma się takiej swobody badawczej jak w akademii, ale warunki pracy, budżet, wyposażenie i rozmach mogą bardzo ułatwić odkrycie czegoś wartościowego. Jestem przekonana, że jacyś idealiści są tam na liście płac. Warto zaznaczyć, że obecnie średni koszt opracowania nowego leku, od pomysłu do wdrożenia na rynek, to około dwóch miliardów dolarów. W naukach biologicznych nie ma grantów o takiej wartości. Czy nam się to podoba czy nie, leczą nas koncerny, a nie akademie. Przy okazji zastrzegam, że nie znaczy to, że akademie są bez sensu. Nie samymi lekami człowiek żyje. 

Wioleta Sadowska: Czy zatem według was, nauce dobrze zrobiłby powrót do oświeceniowych korzeni?

Marian Siwiak: Jak ze wszystkimi prostymi rozwiązaniami, i to twierdzenie należałoby poddać analizie warunków brzegowych. W pewnych przypadkach tak, w innych pewnie nie.

Marlena Siwiak: Nie sądzę natomiast, że nauce zaszkodziłoby przynajmniej częściowe oderwanie kwestii finansowego przeżycia naukowca od powodzenia jego badań. Zwłaszcza jeśli przez powodzenie rozumie się – w myśl zasady „publikuj albo giń” – publikowanie. Przy czym opublikowanie doświadczenia, które „wyszło”, jest znacznie łatwiejsze niż takiego, które się nie powiodło, nie wspominając już o tych wszystkich doświadczeniach, w których niczego nie udało się stwierdzić. Problem w tym, że te nieudane i bezowocne doświadczenia byłyby fantastycznym materiałem do meta-analiz, gdyby tylko nie lądowały w szufladach, a ich twórcy na bruku. Mam wrażenie, że zapomnieliśmy, że każde doświadczenie, o ile zostało przeprowadzone zgodnie ze sztuką i rzetelnie opisane, jest warte opublikowania.

Wioleta Sadowska: Obszerny Prolog "Pharmaconu" pt. "Konferencja" to wydane wcześniej opowiadanie waszego autorstwa. W czym czujecie się lepiej – w krótkiej formie czy w pełnokrwistej powieści?

Marlena Siwiak: Chyba nie rozumiemy krótkiej formy. Co siądziemy do opowiadania na dziesięć stron, wychodzi nam sto. 

Marian Siwiak: Już się nauczyliśmy, że jak zabieramy się za opowiadanie, należy ograniczyć się do jednej scenki. Tylko wtedy mamy szansę zmieścić się w jakiejś rozsądnej objętości. Inaczej dostajemy tekst długości prologu „Pharmaconu”, z którym nie bardzo wiadomo, co zrobić, więc zalega w szufladzie. Jedno takie opowiadanie, „Pokój z widokiem na wojnę”, udało nam się opublikować w antologii „Umieranie to parszywa robota”, ale to raczej wyjątek niż reguła. Większość czasopism, antologii, konkursów oczekuje tekstów kilka razy krótszych.

Marlena Siwiak: Zważywszy, że mamy na koncie prawie 1000 stron powieści, trudno jest nas oskarżyć o lapidarność stylu. Pewnie dałoby się tę samą historię opisać krócej, ale mamy słabość do autentycznych dialogów, a te prawie zawsze są rozwlekłe. O ile nie jest to wymiana zdań na polu bitwy, ludzie raczej nie spieszą się z zakomunikowaniem tego, co mają do zakomunikowania. Zamiast do celu, brną w dygresje, anegdotki, wymianę złośliwostek lub plotki, zaś informacja bardzo rzadko przekazywana jest wprost. Ale to nam daje możliwość lepszego przyjrzenia się bohaterom i pokazania – znów nie wprost – co im w duszy gra. Można patrzeć na te nasze scenki dialogowe jak na małe przedstawienia teatralne.

Marian Siwiak: Dodatkowo zależy nam na zabawie intelektualnej z czytelnikiem. Jeśli rozmowy bohaterów polegają na wymianie istotnych dla fabuły informacji, gdzie tu pole do domysłów? Kluczowe informacje staramy się raczej przemycać.

Wioleta Sadowska: Co w takim razie chcieliście przemycić do czytelniczej świadomości, wydając „Pharmacon”?

Marlena Siwiak: Ujęłabym to tak: skomplikowane problemy rzadko mają proste rozwiązania. Eterninę dałoby się powołać do życia w sposób cywilizowany, ale potrzebne byłoby planowanie, mnóstwo zaufania, jakiś mediator i jakiś kompromis, bo pewnie okazałoby się, że wielu zarobiłoby na nowym leku mniej, niż mogliby przy całkowicie nieograniczonym wolnym rynku. Takie przedsięwzięcie byłoby trudniejsze niż lot na Marsa, ale nie niemożliwe. Tymczasem wielu uznało, że wystarczy wrzucić eterninę na sklepową półkę i jakoś to będzie. Wydaje mi się, że takimi prostymi rozwiązaniami zbywa się wiele współczesnych, skomplikowanych problemów. By wymienić jeden: problem ochrony globalnego klimatu.

Marian Siwiak: Zabrzmi banalnie, ale chyba główną myślą jest to, że mało co jest takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Dlatego przyznam, że z dużą przyjemnością odpowiadałem na wcześniejsze pytanie o myślową szarlatanerię. Mam nadzieję, że więcej osób po lekturze „Pharmaconu” zacznie zadawać sobie pytanie o to, kto naprawdę pociąga za sznurki ich emocjonalnej odpowiedzi na różne aspekty rzeczywistości. Podpowiem. Po pierwsze, proteza pod tytułem „jak zawsze oni”, gdzie rzeczeni „oni” są pochodną heurystyki dostępności, a nie analizy, pewnie będzie fałszywym tropem. Podobnie jak „oni wszyscy są tacy sami” i „ja już jestem przebudzony”.


Wioleta Sadowska: Czy od razu wiedzieliście, że „Pharmacon” będzie podzielony na dwa odrębne tomy?

Marian Siwiak: Nie. Gdy zaczynaliśmy pisać, nie mieliśmy pojęcia, ile stron nam wyjdzie. Nawet nie umieliśmy tego oszacować. Ja miałem nadzieję, że napiszemy dwieście, góra dwieście pięćdziesiąt stron i już. Będę mógł powiedzieć, że „jestę pisarzę”.

Marlena Siwiak: Podzielenie na tomy wynikało z przyczyn praktycznych. Zbyt grube książki są po prostu niewygodne w obsłudze.

Wioleta Sadowska: Są z pewnością zbyt ciężkie. W jaki sposób podzieliliście pracę w duecie nad tą książką?

Marian Siwiak: Nie podzieliliśmy. Sama się podzieliła. Nauczenie się, jak nie wchodzić sobie nawzajem w drogę, wymagało trochę czasu.

Marlena Siwiak: Zatem teraz, żeby nie tracić czasu, od razu zaczynamy od sprzeczki. Kłócimy się o fabułę, o postaci, o pierwszą scenę rozdziału. 

Marian Siwiak: Potem ja siadam i piszę nie dającego się czytać gniota. 

Marlena Siwiak: Poważnie. Jest to napisane tak fatalnie, że sam tego nie daje rady czytać i wysyła mi zbitek tekstu z literówkami, oczywistymi błędami, i tak dalej. Koszmar. 

Marian Siwiak: A potem Marlena robi z tego małe arcydzieło.

Marlena Siwiak: Niezupełnie. Wyrzucam niemal wszystko, poza dialogami. Dodaję opisy i brakujące didaskalia, czasem dorzucę coś do wypowiedzi. Ostatnie poprawki robimy już wspólnie. W tym miejscu znowu posłużyłabym się porównaniem teatralnym. Scenariusz opracowujemy razem, potem na scenę wkraczają aktorzy (w osobie Mariana) i realizują zadanie fabularne. Przygląda się temu reżyser (ja), trochę koryguje, trochę podpowiada, stara się realizować jakąś wizję…

Marian Siwiak: A najczęściej po prostu się czepia…

Marlena Siwiak: Jeśli aktorzy przestają realizować zadanie fabularne, tak.

Marian Siwiak: A kiedy już jesteśmy zgodni co do tego, jak ma wyglądać dana scena, możemy doszlifować szczegóły, czyli znowu się pokłócić, ale tym razem o jakiś przymiotnik lub szyk jakiegoś zdania.

Marlena Siwiak: Dodam jeszcze, że z mojej perspektywy najbardziej ekscytujący jest moment przeczytania pierwszego brudnopisu Mariana – wspomnianego wyżej gniota. Zawsze jestem strasznie ciekawa, co na podstawie naszego zgrubnego scenariusza wymyślili aktorzy. I czym zaskoczą mnie tym razem.

Marian Siwiak: Z drugiej strony, równie ciekawie jest zobaczyć, jak z bezładnej paplaniny aktorów przed lustrem wyłania się wizja mająca ręce i nogi.

Wioleta Sadowska: Jak widać, współpraca zdecydowanie się wam układa. Jakie są wasze dalsze plany pisarskie?

Marian Siwiak: Chcemy dokończyć historię powstania eterniny. Do tej pory prawie nie tknęliśmy kwestii kulturowych i religijnych. Chcielibyśmy się z tym zmierzyć, a przy okazji pociągnąć dalej wątek polityczny i sensacyjny.

Marlena Siwiak: Poza tym od czasu do czasu piszemy opowiadania. Mam nadzieję, że zaczną się wkrótce pojawiać tu i ówdzie. Raczej brakuje nam mocy przerobowych, a nie pomysłów.

Wioleta Sadowska: Co na koniec chcielibyście przekazać czytelnikom Subiektywnie o książkach?

Marian Siwiak: Żeby czytali, ile tylko się da.

Marlena Siwiak: I żeby zaszczepili tę pasję do książek u swoich dzieci.


"Pharmacon" to książka ukazująca wyzwanie, przed jakim stoi współczesna ludzkość oraz sygnalizująca niebezpieczeństwa, które mogą popchnąć nas ku ostatecznej katastrofie. Bardzo gorąco polecam wam lekturę tej powieści!



Wpis powstał w ramach współpracy z autorami

14 komentarzy:

  1. Fajnie zobaczyć i poznać autorów książki, która mnie zaciekawiła na tyle, że na pewno po nią sięgnę. Rozmowa jak zawsze u Ciebie świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Intresująca rozmowa dająca wiele do przemyśleń i zachęcająca do sięgnięcia po książki tych autorów.

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak ciekawe co to by było gdybyśmy mogli żyć wiecznie. Przypomniała mi sie Zielona Mila...
    No ale tego sobie nei wyobrażam jak by to było, było by ludzi coraz więcej

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wywiad. A książka pewnie emocjonująca. I jaka grubaśna...

    OdpowiedzUsuń
  5. Buena entrevista se ve interesante. Te mando un beso

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo interesująca rozmowa Wiolu. Książkę będę mieć na uwadze, gdy - odrobię się z średniowieczem. Pozdrawiam poświątecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo interesujący wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wywiad od razu pozytywnie nastraja do sięgnięcia po lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książki jeszcze nie czytałam, ale wywiad ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wywiad skłania nas do refleksji... :) A książka wydaje się dość ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niesamowicie interesujący i dający do myślenia artykuł. Spodobał mi się

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)

Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger