"Nim czytelnik zostanie czymś zaskoczony przez autora, najpierw samego autora musi zaskoczyć jego własna postać". Janusz Niżyński o swojej powieści "Bibliotekarka"

 

Każda kolejna książka Janusza Niżyńskiego to dla mnie jak powrót do starego domu, pełnego znanych mi kątów. "Bibliotekarka" to nowa powieść autora, którą kilka dni temu prezentowałam wam na blogu. Dzisiaj zapraszam was do przeczytania naszej rozmowy, w której Janusz Niżyński uchyla rąbka tajemnicy powstania swojej najnowszej książki.

Recenzja "Bibliotekarki" - KLIK



Janusz Niżyński to z wykształcenia inżynier, a z zamiłowania meloman i publicysta. Autor od ponad dwóch dekad uprawia działalność literacką, której wizytówką jest jedna z najstarszych stron w polskim internecie janusz.nizynski.pl W jego dorobku można znaleźć powieści, netowiska oraz bajki dla dzieci i dorosłych, a także felietony zamieszczane w prasie ogólnopolskiej i korporacyjnej.




Wioleta Sadowska: Czym jest kolebkowy świat?

Janusz Niżyński: Może tylko zwykłym moim marzeniem, a może nawet i wiarą, że taki świat naprawdę istnieje? – Miejscem w jakimś hiper wszechświecie, w którym zapoznają się ze sobą człowiecze dusze, aby uzgodnić warunki, w jakich spotkają się w ludzkich powłokach na Ziemi?... Wiem: brzmi to nieco bajkowo, może nawet mistycznie, jednak koncepcja „theatrum mundi” nie jest niczym nowym. Nie tylko w nurcie filozoficznym funkcjonuje od stuleci, ale także w różnych literackich utworach i twórczości teatralno-filmowej. We­dług tej kon­cep­cji – świat to te­atr, a lu­dzie są tyl­ko ak­to­ra­mi, któ­rzy wy­stę­pu­ją w re­ży­se­ro­wa­nym przez Boga spek­ta­klu. Ten mo­tyw „ne­gu­je zna­cze­nie wol­nej woli czło­wie­ka, po­nie­waż za­kła­da, że ludz­ki los jest z góry usta­lo­ny”. Jest więc dla wielu ludzi dość kontrowersyjny, ale od stuleci mocno zakorzeniony w różnych religiach i wyznaniach. W mojej książce jest inspirującym wstępem i mam nadzieję, oryginalną zachętą do przeczytania powieści.

Wioleta Sadowska: Wierzy Pan w jego istnienie?

Janusz Niżyński: Owszem, bliska jest mi taka koncepcja. Jednak to tylko jedno z wielu moich ulubionych wyobrażeń funkcjonowania uniwersum. Tak jak chyba każdy człowiek i ja lubię czasem pofilozofować, pospekulować nad możliwościami funkcjonowania równoległych światów albo świata opartego na przeciwieństwach. Równoległe światy niejednokrotnie zresztą bywały motywem literackim lub kinowym. Z kolei „świat przeciwieństw” zdaje się być światem zupełnie realnym, bo już znajduje swe silne potwierdzenie we współczesnej fizyce. Udowodniono przecież istnienie antymaterii, stworzono spójną teorię grawitacji i antygrawitacji, postawiono tezę, że obok energii „białej” funkcjonuje energia „czarna” itp., itd. Jednak, nie zamierzając nadużyć cierpliwości czytelnika, czy wręcz nie chcąc moją powieścią inicjować z nim teoretycznych sporów, koncepcję świata kolebkowego ledwie zasygnalizowałem: najpierw we wstępie do Bibliotekarki, a potem w jej posłowiu. Dzięki tej quasi-filozoficznej klamrze spinającej całą, jak najbardziej „klasyczną” fabułę, chciałem mojej powieści dodać szczyptę mistycznego wymiaru, a czytelnika choć przez chwilę zachęcić do egzystencjalnych refleksji i przemyśleń. Mam nadzieję, pani Wioleto, że zamiar przynajmniej po części mi się powiódł?

Wioleta Sadowska: Myślę, że u wielu czytelników pojawią się takie refleksje. Marianna, tytułowa bibliotekarka to skromna, ale i ambitna oraz inteligentna dziewczyna. Czy podczas budowania kreacji psychologicznej tej postaci pojawiły się jakieś trudności?

Janusz Niżyński: Jak to zwykle u mnie bywa: tak! Pojawiły się. Pocieszam się, że podczas budowania sylwetek charakterologicznych bohaterów, w trakcie rozwoju fabuły chyba każdy autor dokonuje różnorakich przewartościowań, gdyż podobnie jak czytelnika i autora potrafią zaskakiwać decyzje „na gorąco” dokonywane przez jego bohaterów. Brzmi zabawnie? Wiem, że trochę tak. Mam jednak nadzieję, że zgodzi się pani z moim stwierdzeniem, iż nim czytelnik zostanie czymś zaskoczony przez autora, najpierw samego autora musi zaskoczyć jego własna postać. Tak w każdym razie bywa w mojej twórczości. Natomiast w przypadku tytułowej bohaterki doszła jeszcze pewna niespodziewana wolta. I tu pora uszczknąć rąbka tajemnicy związanej z powstawaniem książki. Otóż Marianna początkowo miała być nieco inną kobietą, nawet miała mieć inne imię – zresztą: po realnej osobie z życia wziętej. Mianowicie pewna moja znajoma uprosiła mnie, aby w fabule przyszłej powieści pojawiła się wzorowana na niej postać. Przystałem na ten eksperyment. Oczywiście, uzyskując zapewnienie, że mogę przefiltrować cechy charakteru mej znajomej, poddając je autorskiej interpretacji i że mogę skorzystać z opisu ogólnie znanych wydarzeń z życia znajomej (wykształcenie, praca, upodobania, inne). Niestety! Eksperyment nie powiódł się. Jego efekt był taki, że tuż po opublikowaniu na pewnym pisarskim forum pierwszego rozdziału Bibliotekarki zmuszony byłem od zamiaru odstąpić. Tym samym cała koncepcja powieści legła w gruzach. Na szczęście tylko na moment. Do chwili, gdy w miejsce ciepłej i jednoznacznie pozytywnej postaci (bo taką początkowo miała być Marianna) pojawiła się kobieta z „charakterkiem”, niestroniąca od drobnych „kłamstewek” i niekiedy okazująca bezduszność wobec niektórych ludzi, czy chociażby domowego futrzaka. Zatem, paradoksalnie, zaistniały zamęt pozytywnie przysłużył się powieści: głównej bohaterce odjął kilka wyidealizowanych cech charakteru, zdejmując postać ze zbędnego piedestału, czyniąc z niej kobietę z krwi i kości, a fabuła stała się tworzywem dużo bardziej elastycznym, bo niczym już nieograniczającym pisarskiej inwencji. Zdobyłem ponadto ważne pisarskie doświadczenie: nigdy więcej nie skuszę się na podobny eksperyment (wzorowania na realnej postaci), a i moja znajoma też prawdopodobnie do takiego eksperymentu nie będzie więcej skora.  

Wioleta Sadowska: Mamy ciekawą postać kobiecą, ale mężczyźni również nie pozostają w tyle. Czy bliżej Panu do nieokrzesanego Adama czy jednak władczego Ludwika?

Janusz Niżyński: Ha! Nie wiem tego. Wychowałem się w rodzinie, w której było nas troje braci.  Jeden bywał nieobliczalny, drugi z lekka wyniosły i władczy. Krótko ujmując: podobnie jak moi bohaterowie. Charakterologicznie byłem między nimi, pośrodku. Starałem się niczego żadnemu nie zazdrościć i nie porównywać się z żadnym. Mam też dwóch synów o podobnych usposobieniach do moich braci. Jeśli więc pyta mnie pani, do którego mi bliżej, to wiadomo: braci i synów kocha się jednako. A czyż postaci, które do życia powołuje autor, nie są jak jego dzieci? Są! No dobrze: po tym przydługim wstępie odpowiem pani bez ogródek: ani Adam, ani Ludwik. Obaj mnie fascynują, ale w prawdziwym życiu wolę podobnych ludzi „mieć pod kontrolą”. Może więc właśnie dlatego umieściłem ten ekscentryczny dublet w powieści? My autorzy często stosujemy taki wybieg: jeśli czujemy czegoś w życiu niedostatek, kompensujemy go sobie w naszym pisaniu.

Wioleta Sadowska: Skoro mowa o pisaniu, jaka jest Pana recepta na ukazywanie prozatorsko miłości w niebanalny sposób?

Janusz Niżyński: Na takie pytanie mogę co najwyżej odpowiedzieć ogólnikiem: relacjonowanie czegoś więcej niż tylko historia miłości. Jeśli już decyduję się na pisanie kolejnego romansu, kwestie, które sobie stawiam do rozstrzygnięcia i na które muszę znaleźć precyzyjną odpowiedź, nie brzmią: kto z kim, jak i dlaczego? A w jakich okolicznościach? Co będzie pasją bohaterów? Czym zwieńczyć fabułę? I, uwaga! – Tu będzie kwestia najważniejsza: jak oryginalnie i efektownie zacząć książkę? Jeszcze raz powtarzam: jak zacząć! Bo zakończenie, wbrew pozorom, może, a nawet powinno być kontrowersyjne. Czytelnik, który dobrowolnie przeczytał powieść, zwykle będzie ugodowo nastawiony do jej odbioru i zrozumienia, i skory do wybaczenia intencji autora, jeśli te rozegrałby się nie po jego myśli. Jednak zły początek powieści sprawia zazwyczaj jedno: zniechęcony na starcie czytelnik odkłada ledwie napoczętą książkę na półkę. 

Wioleta Sadowska: Czy „Bibliotekarka” jest zatem powieścią romansową?

Janusz Niżyński: Pewno taką właśnie jest. Sama zresztą tak ją Pani sklasyfikowała w swej recenzji. Jednak dodam od siebie: Bibliotekarka to romans z elementami sensacji. I w jakiejś mierze niespełniony fabularyzowany para-dokument. Dlatego dokument i dlatego niespełniony, gdyż początkowo miała to być powieść silnie zakorzeniona w mych rodzinnych realiach i odniesieniach. Wprawdzie szkice i kluczowe elementy fabuły nakreśliłem wiele miesięcy wcześniej, jednak doprecyzowanie zarówno klimatu powieści, jak i szczegółów pozostawiłem sobie na „wizję lokalną” – w USA. O tym, że akcja w dużej mierze rozegra się za oceanem, zdecydowałem, mając w kieszeni wykupiony już bilet do Waszyngtonu i zaproszenie do pobytu w posiadłości mych kuzynów – właścicieli kultowej winnicy w stanie Maryland. Jednak pandemia pokrzyżowała mi plany. Loty do USA, jak wiadomo, odwołano. Pozostałem z daleko zaawansowanymi szkicami i świadomością, że trzeba je będzie kreować na nowo.

Wioleta Sadowska: Wspomina Pan o pandemii. W "Bibliotekarce" jest ona obecna. Odnosi się Pan do tego tematu, serwując przy tym kilka mało znanych informacji. Czy za pomocą tego wątku w fabule chce Pan skłonić czytelników do przemyśleń?

Janusz Niżyński: W każdym razie do ostrożnej refleksji, aby bezkrytycznie nie przyjmowali jedynie słusznych diagnoz lansowanych przez rządy i międzynarodowe korporacje, w stylu: „obywatele, bójcie się! Jeśli się nam nie podporządkujecie, będziemy mieli do czynienia ze światowym Armagedonem...” Należę do pokolenia, które już kilka razy przechodziło podobny, powszechnie zapowiadany „Armagedon”, że pozwolę sobie wspomnieć takie zapowiedzi końca świata jak: AIDS, chorobę wściekłych krów, ptasią grypę, syndrom milenijny... Szczególnie ten ostatni wspominam ze zgryźliwym uśmiechem. Wydano grube miliardy dolarów na wymianę oprogramowań i całych systemów komputerowych, strasząc nas i wieszcząc techniczne kataklizmy, w stylu: spadanie samolotów na ziemię, eksplozje elektrowni atomowych, światowy blackout (nagłe przerwanie dostaw energii elektrycznej). A tymczasem u mojego sołtysa nawet nie mrugnęło światłem. Lobby i światowe korporacje informatyczne obłowiły się, żerując na ludzkiej naiwności, a życie jak toczyło się, tak toczy się nadal. Czy i tym razem będzie podobnie? Sądzę, że w jakiejś mierze tak. Przecież już powszechnie wiadomo, że majątek dziesięciu najbogatszych ludzi świata zwiększył się w czasie pandemii koronawirusa o 540 miliardów dolarów! Komuś więc ta pandemia świetnie się przysłużyła. Czy tylko przypadkiem przysłużyła? Niech każdy odpowie sobie sam... A tymczasem statystyki umieralności na covid-19 zatrważają, jednak nadal daleko im do przełamania dotychczasowych strasznych statystyk życia i śmierci. Przykładowo: od stycznia 2020 w trakcie pandemii koronawirusa zmarło na świecie prawie 500 tysięcy osób. Jak to się ma do średniej rocznej liczby zgonów? To mniej więcej jedna setna! Powtarzam: jeden procent! Pytanie więc brzmi: czy dla jednego procenta podejmowane przez rządy działania i restrykcje, a myślę tu o szeroko zakrojonych lockdownach i uciążliwej profilaktyce, mają swoje usprawiedliwienie? Tak zwyczajnie, po ludzku – powątpiewam. Jednak nie jestem ani lekarzem, ani znawcą tematu. Zdaję się zatem na rady profesjonalistów. Dlatego i ja noszę maseczki, i ja zapisałem się na szczepienie, i czekam na pozytywny rozwój wydarzeń. Oby i tym razem zakończony tym samym moim zgryźliwym uśmiechem. Oby!... Także, wracając do pani pytania: owszem! Chcę skłonić czytelnika do przemyśleń, jednak niczego mu nie narzucając ani niczego nie sugerując. 

Wioleta Sadowska: Do kogo głównie kieruje Pan lekturę „Bibliotekarki’?

Janusz Niżyński: Do czytelników, którzy lubią przy książce odpocząć, nie stronią od literatury obyczajowej, cenią dobry romans. Do starszej młodzieży, do ludzi dojrzałych, do wielu moich fanów, których tysiące towarzyszy mi na facebooku i mojej prywatnej witrynie od wielu, wielu lat, i których liczba wciąż rośnie. 

Wioleta Sadowska: Ta liczba jest imponująca. „Bibliotekarka” to kontynuacja książki "Rudowłosa ze Starych Babic". Czy można traktować te książki jako dwie osobne całości?

Janusz Niżyński: Dokładnie tak. „Rudowłosa” i „Bibliotekarka” to ściślej ujmując dylogia – czyli dwie niezależne od siebie powieści, aczkolwiek połączone jednością miejsca, czasu i niektórych postaci. Rozwój wydarzeń rozpoczyna się w „Rudowłosej”, a następstwo poznajemy w „Bibliotekarce”. Obie tytułowe bohaterki są przyjaciółkami ze studiów, obie mieszkają w tej samej gminie (Stare Babice), obie dziewczyny są kreatywne, ambitne, przebojowe... I obie na kartach powieści spotykają miłość swego życia. W jednej i drugiej książce powtarzają się, jak już wspomniałem, także niektóre inne postacie, ale jeszcze raz wyraźnie zaznaczę: są to powieści, które można czytać zupełnie od siebie niezależnie. Czy coś je różni? – Oczywiście tak! Na przykład podgatunek. „Rudowłosą” wielu czytelników (i recenzentów) odebrało jak obyczajową komedię. W Bibliotekarce będzie trochę mniej humoru, za to więcej sensacji i troszeczkę elementów kronikarskich związanych z przebiegiem pandemii koronawirusa.

Janusz Niżyński podczas pracy nad "Bibliotekarką"


Wioleta Sadowska: Z pewnością zawsze czeka Pan na ten zróżnicowany feedback od czytelników. Jak podobała się Panu rola lektora audiobooka „Bibliotekarki’?

Janusz Niżyński: Dziękuję za pytanie. To było naprawdę cudowne i cenne doświadczenie. Początkowo zamierzałem nagrać tylko krótką zajawkę dla celów promocyjnych książki, jednak po jej studyjnym odsłuchaniu, a już szczególnie po jej audio-zredagowaniu zostałem przez panią reżyser przekonany i zachęcony do zarejestrowania całej powieści. Przekonały mnie argumenty, że dla czytelnika może być dużo ważniejsza nie perfekcyjna dykcja i zawodowe przymioty lektora, a świadomość, że książkę czyta dla niego sam autor. Dziś z satysfakcją stwierdzam, że argumenty pani reżyser nie rozminęły się z prawdą. Otrzymuję od czytelników pierwsze sygnały, że moje autorskie lektorowanie jest dla nich dodatkową wartością powieści i że w niczym nie umniejsza jej wartości, a wręcz przeciwnie. I że w ogóle wspaniale, iż podsunięto mi taki pomysł. Bardzo cieszą mnie te pierwsze opinie. Cieszą, ponieważ nigdy wcześniej jako dorosły człowiek nie próbowałem sił jako lektor, a nawet nie przypuszczałem, że kiedykolwiek nim zostanę. A tu, proszę! Stało się... Owszem, jako pisarz wielokrotnie podczas spotkań autorskich czytywałem moim gościom fragmenty różnych utworów, i szło mi to całkiem nieźle, ale przecież czymś kompletnie innym jest występowanie na żywo, czytanie na żywo, które w sposób naturalny usprawiedliwia różne niedociągnięcia „lektora” i zezwala mu na stosowanie doraźnych korekt i poprawek w artykułowaniu wypowiedzi – a czym innym nagrywanie w studio. Mówiąc krótko, podczas wieczorku autorskiego jest się sobą, ze wszystkimi swymi mankamentami i niedoskonałościami artykulacyjnymi, podczas nagrania – powinno się być profesjonalistą. A ja nim przecież nie byłem i nie jestem. Mało tego, podczas tych audio-sesji zrozumiałem, jak wiele muszę się jeszcze w tym fachu nauczyć, jak daleka od doskonałości jest emisja mojego głosu, i jak bardzo muszę także popracować nad... kondycją psychofizyczną! Przecież nagranie powieści to nie tylko siedemnaście efektywnie zarejestrowanych godzin czytania. Drugie, a może trzecie tyle stanowiły powtórki i inne operacje studyjne, którym asystowałem, a dzięki którym nagranie przekształciło się ostatecznie w audiobook. I to było naprawdę męczące przedsięwzięcie. Jednak najważniejsze: nagranie powieści udało się pomyślnie doprowadzić do końca, a ja zdobyłem nowe pasjonujące doświadczenie. Nie wykluczam, że skorzystam z niego w przyszłych pisarskich projektach.

Wioleta Sadowska: Jest Pan spełnionym autorem szesnastu wydanych książek. Czy każdą premierę przeżywa Pan równie mocno jak swój debiut?

Janusz Niżyński: Na pewno pierwsze wydawane książki wyzwalały we mnie więcej emocji i oczekiwań. Żywo reagowałem na każdy przejaw sympatii czytelników i krytyki recenzentów. Z każdą kolejną coraz bardziej przyjmowałem je za przejaw normalnego funkcjonowania w społeczności jako pisarz. Ponieważ jednak z zawodu, z którego się utrzymuję, jestem kimś zupełnie innym, wciąż więc świadomość bywania pisarzem sprawia mi frajdę i jest sympatycznym (na ogół) uzupełnieniem mojej codzienności i pomysłu na życie.    


Wioleta Sadowska: „Bibliotekarka” już w rękach czytelników. Jakie są więc Pana dalsze plany literackie?

Janusz Niżyński: O kolejnych powieściach na razie nie myślę. Czekam spokojnie na zakończenie pandemii, na odłożony wyjazd do USA, po którym chciałbym zrealizować to, czego nie udało mi się w Bibliotekarce: sfabularyzować kiedyś niezwykły los moich kuzynów. Dziś są szczęśliwymi rodzicami i dziadkami. Jednak ich życie nie było sielanką. W latach osiemdziesiątych, na fali masowych emigracji politycznych wyemigrowali z Polski, by po różnych peregrynacyjnych perypetiach ostatecznie osiąść i założyć swą bonanzę (z kultową winnicą) w urokliwym zakątku stanu Maryland. (W podobnym miejscu rozgrywa się akcja Bibliotekarki). Czy efektem takiej eskapady będzie kolejna powieść obyczajowa, czy paradokument? Tego jeszcze nie wiem. A plany na najbliższe jutro, na dzisiaj? Dzisiaj, czekając na to, co przyniesie życie, coraz śmielej rozważam wydanie kolejnego tomiku opowiadań. Moje „Trzydzieści krótkich opowiadań o miłości” wciąż przecież utrzymuje się na rynku czytelniczym. Może więc warto pokusić się o kontynuację losów ich bohaterów? Zobaczymy...

Wioleta Sadowska: Życzę zatem powodzenia w realizacji planów. Co na koniec chciałby Pan przekazać czytelnikom Subiektywnie o książkach?

Janusz Niżyński: Pani Wioleto, podziwiam ich zaangażowanie we współtworzeniu Pani blogu i chętnie wystawiane komentarze. Serfuję po różnych stronach i portalach, jednak niewiele odnajduję takich, w których tętni autentycznym czytelniczym życiem. A tutaj tak jest. Jest Pani wspaniałą gospodynią tego Domu. Jednak ostatecznym i najlepszym potwierdzeniem walorów każdego domu nie są gospodarze, a odwiedzający go goście. U Pani nigdy ich nie brakuje. Gdy przy innej okazji odpowiadałem na podobne Pani pytanie, pamiętam, że pozwoliłem sobie wtedy na stwierdzenie, iż wszyscy Pani goście-komentatorzy to „niezwykle oczytani, inteligentni ludzie. Aż chciałoby się rzec: kwiat narodu....” Dziś po kilku latach śledzenia ich wypowiedzi i ocen z satysfakcją, i z miłym podziwem mogę tę swoją opinię po raz kolejny potwierdzić.                          


Z wielką przyjemnością po raz kolejny porozmawiałam z Januszem Niżyńskim, którego twórczość prozatorską gorąco wam polecam. Może zaczniecie od "Bibliotekarki"?



"Bibliotekarkę" możecie kupić:

  • w wersji audio na Legimi 
  • w wersji papierowej na Ridero 
  • w każdej wersji w autorskim sklepiku Janusza Niżyńskiego - KLIK



Wpis powstał w ramach współpracy z autorem



19 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wywiad. Świetne pytania. Prawdziwa przyjemność z czytania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Winszuję ciekawego wywiadu Wiolu. Pozdrawiam, miłej nocy i niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie, zostaję na dłużej :)
    zapraszam również do siebie
    https://bloomywitch.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy wywiad, myślę, że książka spodobałyby mi się;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam o tej książce, ale myślę, że mogłaby mi się spodobać :D
    Super przeprowadzona rozmowa :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wywiad, przeczytałam z przyjemnością :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Interesująca rozmowa. Lubię dobre romanse, dlatego w wolnej chwili postaram się mieć na uwadze ,,Bibliotekarkę'', ale na razie mam inne priorytety czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo miło czytało mi się tę bardzo ciekawą rozmowę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy wywiad, można się sporo dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zwykle bardzo ciekawy wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zwykle, bardzo ciekawa rozmowa i czytelnicza propozycja.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytane od deski do deski. I ta pochwała na koniec. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zwykle bardzo dobra rozmowa, autor wydaje się być ciekawym człowiekiem, a Twoje pytania dały mu pole do popisu ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. "Rudowłosa..." była fajna. "Bibliotekarka" dopiero w planach zdobycia. Super wywiad.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)

Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger