środa, 17 maja 2017

"Polscy autorzy w większości piszą tak samo dobrze, jeśli nie lepiej od zagranicznych" - wywiad z Hanną Greń, autorką książki "Jak kamień w wodę. Polowanie na Pliszkę"





Niektórzy autorzy celowo "znęcają się" nad swoimi czytelnikami, serwując im długofalowe katusze pod postacią oczekiwania na kontynuację, gdy pierwsza część kończy się w sposób zaskakujący. W gronie takich pisarzy znajduje się Hanna Greń, którą udało mi się wypytać o najbardziej nurtujące mnie kwestie. Zapraszam na wywiad z autorką.









Hanna Greń to ekonomistka z wykształcenia, a kryminalistka z wyboru. Autorka jest magistrem ekonomii i właścicielem biura rachunkowego w stanie spoczynku. Mieszka na stałe w Bielsku-Białej. Jej dorobek pisarski to "Cień Sprzedawcy Snów", "Cynamonowe dziewczyny", "I choćbym szedł doliną ciemną" oraz opowiadania.












Wioleta Sadowska: Kornelia Pliszka to główna bohaterka Pani najnowszej książki. Dlaczego akurat „Pliszka”?

Hanna Greń: Jestem specjalistką od przekręcania wyrazów przy pisaniu i to do tego stopnia, że gdybym nie poprawiała na bieżąco, tekst byłby chyba całkowicie nieczytelny. Pisałam słowo „szpilka” i wyszła z tego „pliszka”, a że właśnie chodziła mi po głowie ta historia, bohaterka została Pliszką.

Wioleta Sadowska: Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. Czy pamięta Pani w jakich okolicznościach narodził się pomysł na tę książkę?

Hanna Greń: W trakcie pisania czwartej części cyklu o policjantach w Wisły pojawił mi się w głowie pomysł z listami wtykanymi za wycieraczkę samochodu. Tam nie pasował, więc go odrzuciłam, ale nie dawał mi spokoju do tego stopnia, że musiałam odłożyć zaczętą powieść i zająć się tym projektem.

Wioleta Sadowska: Ku uciesze czytelników. Czy trudno było umiejętnie połączyć ze sobą intrygę kryminalną z wątkiem miłosnym?

Hanna Greń: Łączenie wątku kryminalnego z miłosnym czy obyczajowym przychodzi dosyć łatwo, może dlatego, że mało kto jest całkowicie odporny na miłość. Uczucia odgrywają ogromną rolę w naszym życiu, a policjanci podlegają takim samym emocjom jak inni ludzie. Radują się i cierpią, kochają i nienawidzą. Tak jest w codziennym życiu, a ja staram się ich przedstawić takimi, jakimi są w rzeczywistości, zamiast robić z nich odczłowieczone maszyny do łapania przestępców.
 
Wioleta Sadowska: Niewątpliwie się to Pani udaje. Kreacja psychologiczna Kornelii jest bardzo dobrze wykreowana. Ciekawi mnie, czy bohaterka żyła własnym życiem, czy miała jednak Pani z góry ułożony plan jej losów, którego konsekwentnie się trzymała?

Hanna Greń: Kornelia zachowywała się bardzo przyzwoicie, z rzadka tylko pozwalając sobie na maleńkie „skoki w bok”. Gdybym miała oceniać procentowo, to tylko jakieś pięć procent fabuły stanowią wyjścia poza plan.

Wioleta Sadowska: To rzadkość. Skąd pomysł na pasję Kornelii Pliszki?

Hanna Greń: Pasja Kornelii jest również moją pasją. Pomysł na pierwszą przygodę Pliszki z szyciem  pochodzi z moich wspomnień, bo właśnie tak wyglądało moje pierwsze spotkanie z tym zajęciem. Jestem wykwalifikowaną krawcową, ale nigdy nie pracowałam w tym zawodzie, pomyślałam więc, że zrobi to moja bohaterka. 

Wioleta Sadowska: Nie spodziewałam się tego, że posiada Pani taki fach w ręku. W powieści pojawia się także pewien słodziak, czyli kot Plamka. Lubi Pani te zwierzaki? Posiada Pani koty?

Hanna Greń: Bardzo lubię koty i gdybym mieszkała sama, na pewno zamieszkałby ze mną jakiś Plamka. Niestety mąż ma alergię na sierść, więc musiałam dokonać wyboru – albo on, albo kot. Wybrałam męża i chyba słusznie, bo kot nie umiałby objaśnić mi tych wszystkich skomplikowanych policyjnych procedur.

Wioleta Sadowska: To rzeczywiście słuszny wybór. Pozostawiając otwarte zakończenie pierwszej części cyklu, zaskoczyła Pani swoich czytelników. Czy spodziewała się Pani tak emocjonalnych reakcji na ten zabieg?

Hanna Greń: Trochę się spodziewałam, gdyż po napisaniu wysłałam tekst do kilku „przedczytaczy” i od nich usłyszałam pierwsze groźby karalne i słowa powszechnie uznawane za obelżywe.
Drugiej części nie planowałam. To miał być koniec mojej przygody z Pliszką, więc dziewczyny tym bardziej były na mnie wściekłe za to zakończenie.

Wioleta Sadowska: Nie wyobrażam sobie pozostawić czytelników wyłącznie z pierwszą częścią. Na kiedy więc planowana jest premiera kolejnej?

Hanna Greń: Jeżeli plany wydawnicze Repliki nie ulegną zmianie, druga część ukaże się w sierpniu 2017.

Wioleta Sadowska: Jakim tytułem będzie opatrzony drugi tom?

Hanna Greń: Drugi tom nosi wiele mówiący tytuł „Światełko w tunelu”, nie zamierzam jednak zdradzić, kto to światełko zobaczy i czy nie jest to przypadkiem pociąg.

Wioleta Sadowska: Nie będę w takim razie pytać. Ile części planuje Pani w całej serii?

Hanna Greń: Polowanie na Pliszkę” składa się tylko z tych dwóch części. Wszystko zostało opowiedziane, więc pisanie kolejnych tomów mijałoby się z celem.

Wioleta Sadowska: Nie mogę się doczekać drugiego tomu. Okładka powieści jest niezwykle klimatyczna. Czy miała Pani wpływ na jej ostateczny kształt?

Hanna Greń: Jak zwykle została mi przedstawiona do zaopiniowania. Jedyny mój wkład w jej ostateczny wygląd to Plamka, który w pierwszej wersji był dorosłym kotem, a przecież ten książkowy jest maleństwem. Następna wersja przedstawiała już maluszka.

Wioleta Sadowska: Jakie są Pani dalsze plany literackie?

Hanna Greń: Zgodnie z planem wydawniczym Repliki w październiku powinien się ukazać poprawiony „Cień Sprzedawcy Snów”. Będzie nosić inny, nieznany mi jeszcze tytuł, a wprowadzone zmiany są dosyć istotne. W styczniu 2018 wydana zostanie czwarta część Wiślańskiego cyklu.
Kilka dni temu skończyłam „Ostatnią różę” – powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym. Nie została jeszcze szerzej zaprezentowana, na razie znajduje się w testowym czytaniu, a po uzyskaniu opinii zacznę nanosić poprawki.
Teraz piszę plan do nowej obyczajówki, lecz nie znam jeszcze dokładnie jej kształtu ani objętości. Może się okazać, że wyjdą z tego dwie części, zamierzam bowiem zacząć akcję od lat osiemdziesiątych i doprowadzić do czasów obecnych. Zobaczymy.

Wioleta Sadowska: Zapowiada się intrygująco. Co sądzi Pani o polskim rynku wydawniczym?

Hanna Greń: Myślę, że rynek wydawniczy ma się w Polsce całkiem dobrze. Mamy bardzo dużo wydawnictw, które oferują czytelnikom szeroki zakres gatunkowy wydawanych dzieł. Pamiętam czasy, gdy proces wydawniczy trwał 3 – 4 lata, w związku z czym książek na rynku było mało i żeby zdobyć upragnioną pozycję, należało ją „upolować”. Teraz każdy może znaleźć dla siebie książki ulubionego gatunku czy autora i to jest bardzo dobre zjawisko.

Wioleta Sadowska: Z dostępnością rzeczywiście nie ma problemu.  Co najchętniej czyta Hanna Greń?

Hanna Greń: Oczywiście kryminały! Po zachłyśnięciu się skandynawskimi autorami wróciłam do rodzimych pisarzy i muszę stwierdzić, że w niczym nie są gorsi. Powiedziałabym nawet, że są lepsi, Skandynawowie bowiem zbytnio eksploatują te same tematy i wątki, przez co stali się sztampowi i rzadko który zaskakuje świeżością.
Polubiłam bardzo polską powieść obyczajową, którą przez długie lata odrzucałam, gdyż… sama nie wiem, dlaczego traktowałam ten gatunek po macoszemu.
Nie przepadam za fantasy, lubię natomiast fantastykę. Nie pogardzę też książką historyczną czy dokumentalną.

Wioleta Sadowska: Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojego bloga?

Hanna Greń: Przede wszystkim pragnę podziękować przyszłym, przyszłym i obecnym czytelnikom moich książek. To dla Was je piszę i staram się robić to najlepiej, jak potrafię.
Pragnę także zachęcić do sięgania po książki moich kolegów i koleżanek po piórze. Polscy autorzy w większości piszą tak samo dobrze, jeśli nie lepiej od zagranicznych.
Ostatnio na jednym z blogów przeczytałam komentarz, który mnie nieco zaszokował:
„…po książkę nie sięgnę z przyczyny polskich realiów. Oczywiście nie mówię, że może być zła. Może być świetna, tylko imiona i dzieje będą mnie za bardzo irytować”.
Przyznam się, że nie potrafię pojąć, co złego jest w opisywaniu rodzimych realiów i dlaczego polskie imiona miałyby być irytujące. Ale gusta bywają różne i nie ma sensu zmuszać kogoś do czytania tego, czego nie lubi. Można tylko zachęcić.



Czekam z wielką niecierpliwością na drugi tom „Polowania na Pliszkę”. A wam oczywiście polecam tę książkę. Zaglądajcie na blog, gdyż niebawem będziecie mieli szansę zgarnąć powieść Hanny Greń. Konkurs już niebawem!

19 komentarzy:

  1. Pierwszy raz słyszę o tej autorce, raczej nie czytam książek polskich pisarzy/pisarek. Kilak razy się zraziłam, jednak uwielbiam Mroza :)
    Może kiedyś mi się odmieni moje postrzeganie polskiej literatury, walczę z tym. A wtedy na pewno będę pamiętać o tej pisarce i jej dziełach :)

    Pozdrawiam cieplutko.
    In my different World

    OdpowiedzUsuń
  2. Znakomity wywiad. Polecam gorąco najnowszą powieść autorki, bo jest naprawdę rewelacyjna!

    OdpowiedzUsuń
  3. Po tej rozmowie jeszcze bardziej chcę poznać książki autorki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale wspaniała rozmowa! Cieszę się, że udało Ci się z nią przeprowadzić wywiad i że wyszedł tak genialnie.
    Nie znam tej autorki, ale wydaję się być mega pozytywną osobą i mam nadzieję, że będę mieć okazję sięgnąć po jakąś jej książkę :)
    Najbardziej chyba mnie zaciekawiło pierwsze pytanie skąd pomysł na nazwę "Pliszka" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią zapoznam się z tą pozycją, tym bardziej, że drugi tom planowany jest już niebawem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem pod wrażeniem polskich powieści grozy, niektóre są wręcz niesamowite. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię Hannę Greń :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze nie czytałam książek autorki, ale może to zmienię;) mnie tam polskie realia nie przeszkadzają:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy wywiad, zachęcił mnie do przeczytania książki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie było mnie chwilkę u Ciebie a tu masz :) tyle nowych postów się ukazało :). Zazdroszczę, w pozytywnym tego słowa znaczeniu ludziom, którzy mają talent pisarski. I robią to co lubią jak P. Hanna Greń.

    OdpowiedzUsuń
  11. O autorce nie słyszałam, ale coraz bardziej przekonuję się do polskich autorów.

    OdpowiedzUsuń
  12. O proszę :) bardzo ciekawie :D chętnie poznam książkę autorki :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytałam wywiad z dużym zainteresowaniem. Myślę, że Autorka jest osobą bardzo konkretną, poukładaną, energiczną, a to dobrze wróży pisaniu kryminałów :), gdzie wszystko musi z czegoś wynikać i zostać rozwikłane. Skoro wykwalifikowana krawcowa postanawia powołać do życia bohaterkę-pasjonatkę szycia, to jestem na TAKI, bo to znaczy, czy wie, o czym pisze. A właśnie takie niuanse "wychodzą" w treści i sądzę, że najnowsza książka jest dopracowana pod każdym względem :). Kotek na okładce przesłodki!
    s-a

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja dziś akurat zaczęłam rano czytać Pliszkę! Ciekawy wywiad. Rzeczywiście, z kryminałami skandynawskimi coś jest na rzeczy, bo przestałam je czytać jakiś czas temu...

    OdpowiedzUsuń
  15. Interesujący wywiad. Hania to wspaniała pisarka. Miałam przyjemność przeczytać jej "Ostatnią różę" i podoba mi się bardzo, bardziej nawet niż Pliszka, choć "Światełka w tunelu" baaardzo wyczekuję. :) Zaskoczyła mnie pani Hania tym, jak powstała Pliszka. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny wywiad! A autorka niezwykle interesująca! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)