wtorek, 8 marca 2016

"Wszyscy żyjemy w świecie, gdzie zostało nam coś wpojone, gdzie nauczono nas różnych rzeczy, gdzie ktoś nam pokazał co czuć, co robić, co myśleć – a to nie zawsze jest zgodne z tym, jak sami odbieramy to, co się wokół dzieje" - wywiad z Julią Miłosz, autorką książki "Fantasmagorie"






Lubię odkrywać przed wami dzieła mało znane, w zasadzie niszowe, które w zalewie komercyjnej literatury, mają małe szanse na przebicie. Niewątpliwie do autorów tworzących taką właśnie prozę należy Julia Miłosz, której debiut "Fantasmagorie" to w pełni udowodnił. Zapraszam na wywiad z autorką.


Recenzja książki "Fantasmagorie" - KLIK



Debiut Julii Miłosz to historia o wierze, o sensie i o życiu, oparta na faktach, w dużej części historia samej autorki. Książka porusza takie tematy jak budowanie trwałych relacji, samotność, rozstania i poszukiwanie własnego szczęścia. Historia o młodych ludziach, którzy w XXI wieku muszą odnaleźć samych siebie.





Wioleta Sadowska (awiola): Julio, jak rozpoczęła się  twoja przygoda ze słowem pisanym?

Julia Miłosz: Tak naprawdę, to było chyba jeszcze w podstawówce... Pamiętam lekcje języka polskiego, kiedy nasza niesamowicie wymagająca polonistka dzień w dzień kazała nam pisać rozmaite wypracowania. Wszyscy narzekali – a ja to kochałam. Wracałam do domu i zanurzałam się w temacie. Zawsze miałam wrażenie, że mam bardzo wiele do powiedzenia, ale rozmowa to nie było to –  rozmowy nie dało się odtworzyć, a do tekstu zawsze można było wrócić i poczuć jeszcze raz to samo, co czuło się w czasie jego tworzenia. I chyba tak poczułam jego magię.

Wioleta Sadowska (awiola): Literatura towarzyszyła Ci więc od dość dawna. Ile trwało napisanie i doszlifowanie Twojego debiutanckiego dzieła pt. „Fantasmagorie”?

Julia Miłosz: Myślę, że w ogóle nie wypada mi nazywać go „dziełem”, ale miło chociaż przez chwilę tak o nim pomyśleć ;)
Wydaje mi się, że czas, jaki poświęciłam na „Fantasmagorie” był szalenie krótki. Książkę napisałam w mniej niż 6 miesięcy, przy czym bardzo często bywały dni, kiedy musiałam ją odłożyć i przez powiedzmy dwa czy trzy kolejne tygodnie nie tknęłam jej palcem. A potem wracałam i spędzałam nad nią dnie i noce, często bez zmrużenia oka – ta książka była czymś, co ze mnie po prostu „wypłynęło”, czymś, co obserwowałam przez długie lata, czymś co od dawna chciałam powiedzieć. Nie zastanawiałam się nad tym, co będzie w niej dalej – wiedziałam, co będzie dalej. Od samego początku wiedziałam, co będzie pierwszym słowem, a co ostatnim.

Wioleta Sadowska (awiola): Można więc powiedzieć, że ta książka tworzyła się sama w Twojej głowie. Dlaczego nadałaś jej akurat taki tytuł?

Julia Miłosz: Tytuł wynika z wielu rzeczy, które się na siebie nałożyły – sprawiając jednocześnie, że słowo „fantasmagorie” było idealnym odzwierciedleniem tego, czym i o czym jest książka, jedynym słowem jakie istnieje, które byłabym w stanie do niej przypisać.
Pierwszą z tych rzeczy jest jego dosłowne znaczenie – i jest to jednocześnie odpowiedź na kolejne pytanie: fantasmagorie to połączenie jawy ze snami, wymieszanie tego, co jest prawdziwe z tym, co jest jedynie naszą iluzją. I dokładnie tak jest w mojej książce – znajduje się w niej bardzo wiele elementów autobiograficznych, ale wiele z nich jest też mocno zabarwionych fantazją czy moją własną percepcją tego, co się wydarzyło.
A z drugiej też strony, to dokładnie to, jak wygląda nasze życie – czy coś jest dokładnie takim, jakim nam się wydaje?... Coś, co dla nas jest prawdą, dla kogoś z boku jest wymysłem... I tak naprawdę wszyscy poniekąd żyjemy w nieco wyimaginowanym świecie, pokolorowanym przez nasze marzenia, przez naszą kulturę, przez naszą religię, przez ludzi którzy nas otaczają, przez nasze subiektywne uczucia... Wszyscy żyjemy w świecie, gdzie zostało nam coś wpojone, gdzie nauczono nas różnych rzeczy, gdzie ktoś nam pokazał co czuć, co robić, co myśleć – a to nie zawsze jest zgodne z tym, jak sami odbieramy to, co się wokół dzieje. I znowu: czy wybierzemy życie w tej ułudzie, czy stworzymy dla siebie coś bardziej stabilnego i prawdziwego, czy umiemy postawić granicę?...
To tak naprawdę bardzo, bardzo szeroki temat – dla mnie to słowo ma tak głęboki wydźwięk i tak wiele płaszczyzn, że mogłabym o nim mówić w nieskończoność.

Wioleta Sadowska (awiola): To słowo ma w sobie niewątpliwie jakąś magię. Powiedziałaś, że w Twoim dziele można znaleźć pewne, autobiograficzne elementy. Rozwiń ten temat.

Julia Miłosz: Tak – tak, jak wspomniałam w poprzednim pytaniu, jest ich bardzo wiele. W zasadzie jest ich ogrom. Ale to nie tak, że to historia mego życia. W „Fantasmagoriach” są też historie ludzi, których znam i z których bólem, radością czy przeżyciami się w jakiś sposób utożsamiam. To często historie ludzi, których spotkałam w moim życiu i którzy bardzo na mnie wpłynęli, którzy mnie czegoś nauczyli, którzy coś mi pokazali – czasem w pozytywny sposób, a czasem nie... Ale to, co też wpływa w dużej mierze na sam tytuł, to to, że wszystkie z tych historii nie są obiektywnym odzwierciedleniem zdarzeń: to opis, który jest zaburzony moim własnym, subiektywnym postrzeganiem świata.

Wioleta Sadowska (awiola): Subiektywne postrzeganie świata jest mi bardzo bliskie. Skąd pomysł na to, by twoja książka była zbiorem różnych form literackich?

Julia Miłosz: Przede wszystkim chciałam, żeby książka niosła za sobą coś więcej niż historię samą w sobie, chciałam, żeby można z niej było „brać garściami”, czyli: nie tylko przeczytać dla samej „frajdy” z czytania. Chciałam, żeby miała głębsze znaczenie, żeby można ją było naprawdę „poczuć”. Z tego powodu poszukiwałam form, które pozwolą jak najlepiej oddać to, co każda z tych historii miała sobą pokazać. Biorąc zaś pod uwagę, że każda z nich jest na swój sposób unikalna czy inna od poprzedniej – nie było jednej formy literackiej, której zastosowanie pozwoliłoby oddać w zamierzony przeze mnie sposób emocje i przekaz każdej historii. Stąd zastosowanie różnych form wydało się oczywiste i wręcz konieczne – a zważywszy dodatkowo na fakt, że jestem w jakimś stopniu „rebelką” i lubię wychodzić poza oczywiste rozwiązania, zabawa formą przyszła wręcz naturalnie.

Wioleta Sadowska (awiola): Wyszło bardzo dobrze. Co według Ciebie jest największą bolączką naszych czasów?

Julia Miłosz: Myślę, że nie ma tylko jednej największej bolączki. Myślę, że jest ich bardzo wiele – tak wiele, jak ludzi, bo nasze zmartwienia zależą nie tylko od okoliczności, w jakich się znaleźliśmy, ale przede wszystkim od tego, jak sami je odbieramy.
Ale jeśli miałabym nazwać kilka, które – jak sądzę – są dość popularne i chyba wręcz uniwersalne, to - choć pewnie zabrzmi to dość tandetnie – wymieniłabym brak czasu dla siebie, brak czasu na to, żeby poczuć i zrozumieć samych siebie i brak możliwości spędzania ze sobą nawzajem „czasu dobrej jakości”, czyli: nie tylko bycie w pobliżu gdy tak naprawdę zajmujemy się czymś innym, ale cieszenie się nawzajem swoim towarzystwem. I z tego, jak sądzę, wyrasta wiele innych rzeczy: to że się nawzajem krzywdzimy, to że się nie rozumiemy, to że nasze prawdziwe potrzeby zabijamy sztucznymi „rozpraszaczami” uwagi, to że jesteśmy rozdrażnieni, niespełnieni, nieszczęśliwi. Pozawalamy sobie żyć w absolutnej ułudzie: tego kim jesteśmy, tego jaki jest otaczający nas świat i tego czym jest szczęście. Biegniemy przez życie, zamiast żyć...

Wioleta Sadowska (awiola): Spodziewałam się właśnie takiej odpowiedzi. Do kogo, w głównej mierze skierowana jest twoja książka?

Julia Miłosz: Mam bardzo głęboką nadzieję, że do wszystkich ;)
Początkowo bardzo się bałam, że książka „nie przemówi” do nikogo, a jeśli już w ogóle w jakimś stopniu do kogoś trafi – to pewnie tylko do kobiet. Nie, żeby było to moim zamierzeniem – ale było dużą obawą. A z czasem, kiedy przeczytało ją nieco szersze grono osób, w tym kilku mężczyzn, pomyślałam, że być może mój zamysł, że książka może być dla obu płci, dla „dorosłych” bardziej i mniej – może wcale nie być takim złym zamysłem. Na pewno jest za to swego rodzaju marzeniem – żeby w „Fantasmagoriach” każdy mógł się w pewien sposób odnaleźć i skorzystać z tego, co przeczyta.

Wioleta Sadowska (awiola): I na pewno tak jest. Jakie są Twoje dalsze plany literackie? Pracujesz nad czymś?

Julia Miłosz: Tak, pracuję – nad dwiema pozycjami jednocześnie i obie są zupełnie inne od „Fantasmagorii”.
Z tym tylko, że codzienność nie pozwala mi na poświęcenie się im „bez reszty”, nad czym bardzo ubolewam, ponieważ w efekcie ich pisanie szalenie rozciąga się w czasie.

Wioleta Sadowska (awiola): Proza życia. Jak wyglądała Twoja droga wydawnicza? Łatwo było znaleźć wydawcę?

Julia Miłosz: Droga wydawnicza była drogą przez mękę i bardzo szybko poczułam się nią zmęczona, co teraz – z perspektywy czasu – postrzegam jako bardzo duży błąd.
Wydaje mi się, że nawiązanie współpracy z wydawnictwem to punkt, który miażdży marzenia wielu aspirujących pisarzy, a na samym „rozpoczęciu” tej współpracy ten koszmar się niestety nie kończy... Ale na pewno warto poświęcić na to czas i energię, bo chociaż absolutnie nie jest to łatwe, to na pewno jest bardzo ważne.

Wioleta Sadowska (awiola): Tak, to niestety nieuniknione. Jak z własnej perspektywy oceniasz rynek wydawniczy w Polsce?

Julia Miłosz: Niestety bardzo negatywnie. To, co na początku mnie bardzo uderzyło, to samo podejście – niestety, ale w ogromnej mierze wygląda to tak: „Jeśli cię stać, to możesz u nas wydać swoją książkę” - i nie bardzo rozumiem na czym tu niby w ogóle polega rola takiego wydawnictwa... Przede wszystkim uważam, że nasz rynek nie sprzyja rozwojowi tej branży i zamyka drogę wielu utalentowanym osobom.

Wioleta Sadowska (awiola): Trafna diagnoza. Co najchętniej czyta Julia Miłosz?

Julia Miłosz: Czesława Miłosza! ;) Kocham się też w poezji Gałczyńskiego, Twardowskiego i Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. W mojej czołówce jest też (od stu lat niezmiennie ;)) Marek Hłasko i Edward Stachura.

 Wioleta Sadowska (awiola): Podczytujesz blogi książkowe? Co sądzisz o amatorach piszących o książkach, czyli o tzw. blogosferze książkowej?

Julia Miłosz: Tak, podczytuję, ale jest to bardzo wąska grupa.
Myślę, że tak jak ze wszystkim w życiu, tak i w blogosferze – są miejsca warte odwiedzenia i takie, które niekoniecznie muszą zajmować nasz czas, więc skupię się na tej części blogosfery, która faktycznie „ma coś do powiedzenia”: uważam, że to fantastyczne narzędzie do wymiany opinii i poznania innych punktów patrzenia na dany utwór, spojrzenia na coś w zupełnie inny sposób niż patrzyliśmy na to sami. I jest to po prostu piękne.
Ale to tak naprawdę nie wszystko – myślę, że blogosfera książkowa wnosi ogromnie dużo do rozwoju czytelnictwa i pozwala na odkrycie pozycji, których nigdy sami byśmy nie znaleźli – a które potrafią się okazać bardzo ważnym puzzlem w naszym życiu.

Wioleta Sadowska (awiola): Czego nie może zabraknąć w Twoim ulubionym antykwariacie?

Julia Miłosz: Poezji :)

Wioleta Sadowska (awiola): Co na koniec chciałabyś przekazać czytelnikom mojego bloga?

Julia Miłosz: Żeby pod żadnym pozorem nie przestawali go czytać! :) 


Tak, nie przestawajcie czytać mojego bloga, ale zacznijcie koniecznie czytać książkę Julii Miłosz. To bardzo wartościowy tytuł, który zapada w pamięć. A autorce dziękuję za udzielenie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

16 komentarzy:

  1. Koniecznie musze przeczytać "Fantasmagorie". Po przeczytaniu wywiadu czuje nieprzepartą ochote na te ksiązke.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się to, że w książce zawarte są fakty autobiograficzne :) Udany wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wywiad, bardzo inspirujący :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przesłanie najważniejsze :) Super wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy wywiad, z chęcią sięgnę po książkę, gdyż lubię wplecione fakty autobiograficzne. To w ciekawy sposób urozmaica książki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Interesujący wywiad. Miło poznać kolejną ciekawą osobowość.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyczerpujący wywiad! Nie znam jeszcze książki Pani Julii, ale czuje się zachęcona do poznania jej twórczości :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy wywiad, zainteresowała mnie książka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajny wywiad. Świetnie się czytało i z pewnością wywiad zachęca do sięgnięcia po książkę autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny wywiad. Ciekawe pytania, wyczerpujące odpowiedzi - książki co prawda jeszcze nie znam, ale chyba czas to zmienić. ;)
    Pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)