poniedziałek, 20 października 2014

"Żyjmy wiecznie!" – Adrian Saddler











"Spotykamy na swojej drodze mniejsze i większe przyjemności, doświadczamy bólu i rozczarowań, przepełnia nas miłość i nienawiść, kalkulujemy zyski i straty, tworzymy, niszczymy i zmieniamy a wszystko po to, by nasza podróż miała sens".



Okładka tej książki zdecydowanie wskazuje na jeden, określony typ literatury – powieść erotyczną. I tak w istocie jest, to erotyk przez wielkie E, epatujący wulgarnymi i często balansującymi na granicy dobrego smaku - opisami uniesień seksualnych. To jednak również powieść, która zaskoczyła mnie swoją warstwą filozoficzną i po trosze mistyczną. Dawno nie czytałam tak różnorodnego kolażu kilku elementów literackich.

Adrian Saddler to kibic piłkarski, mąż, ojciec i patriota - z zawodu inżynier, absolwent mechaniki i budowy maszyn. Jest z zamiłowania muzykiem, pisarzem, fotografem i podróżnikiem, pasjonuje się brytyjskim rock’n’rollem i czarnym blusem rodem z Delty Missisipi. Jest także gitarzystą zespołów Parafraza, Wszystkie Wschody Słońca i Larwy Polarne. Na co dzień jest przedsiębiorcą i projektantem, buduje łodzie i jachty. Wyznaje idee "chcieć to móc!".

Główny bohater debiutu "Żyjmy wiecznie!" to nikt inny jak Adrian Saddler, inżynier, którego firma wysyła na szkolenie do Francji. Wraz z bohaterem czytelnik wyrusza w podróż po wielu miejscach w czasie i przestrzeni. Wraz z nim uczestniczy w wielu perwersyjnych aktach seksualnych, które pozwalają odkryć własne, ukryte głęboko pragnienia, jakich często nie dopuszczamy do naszej świadomości. Seks dla bohatera staje się zarówno wyzwoleniem, jak i pułapką.

Jeśli czytaliście trylogię E. L. James i uważacie, że opisy seksu BDSM zawarte w historii Greya i Anastazji są perwersyjne, to muszę Wam powiedzieć, że przy książce Adriana Saddlera poznacie prawdziwe znaczenie słowa perwersja. Opisy seksu, jakie serwuje swoim czytelnikom autor mogą bowiem nieprawionego w tego typu literaturze czytelnika mocno przerazić i zniesmaczyć. Adrian Saddler nie uznaje w seksie tematów tabu, nie opiera się żadnym granicom – bez skrępowania opisuje wszelkie wyuzdane akty, jakich człowiek jest w stanie dokonać. Muszę przyznać, że czytałam w swoim życiu sporo książek erotycznych, jednak debiut Saddlera plasuje się w czołówce dzieł, które potrafią zszokować w tej płaszczyźnie. Trzeba mieć naprawdę dużą, frywolną wyobraźnię by w tak plastyczny sposób ubrać w słowa przeróżne ludzkie żądze. Podczas lektury, często bowiem czułam się, jakbym oglądała migawki z filmu pornograficznego w wersji hard. Tak, płaszczyzna erotyczna w tej książce to jej niezaprzeczalny atut, więc miłośnikom literatury erotycznej z pewnością przypadnie do gustu. Ostrzegam, to książka przeznaczona wyłącznie dla dorosłych czytelników.

"Żyjmy wiecznie!" to również zauważalny hołd autora dla płci pięknej. W utworze zauważyć bowiem można motyw dominacji kobiet, czyli tak zwany Femdom. Widać więc tutaj przełożenie wyznawanych poglądów autora dotyczących matriarchatu na fabułę jego książki. Adrian Saddler poprzez wykreowanego przez siebie bohatera, swoiste alter ego pisarza – epatuje uwielbieniem dla kobiecości. Jest fetyszystą, kochającym kobiece stopy, traktującym je niemalże jako święte relikwie. Adrian jest także estetą, kochającym muzykę. Psychologizm tej postaci to wnikliwe studium ludzkiej psychiki - ciekawa wędrówka po niezbadanym, ludzkim umyśle.

Powieść posiada dość ciekawą i jednocześnie mocno zagmatwaną konstrukcję świata przedstawionego. Otóż Adrian przeżywa swoje uniesienia - zarówno fizyczne jak i uczuciowe na różnych płaszczyznach. Realna rzeczywistość miesza się ze snem, w ten sposób, że czasami ciężko odróżnić, co jest jawą, a co senną marą. To nie ułatwia lektury i zrozumienia prawd, jakie pragnie przekazać czytelnikom autor. Prawd oscylujących w temacie poszukiwania własnego ja, afirmacji życia, czy poznawania własnych pragnień. Uważam, że w niektórych partiach tekstu autor przedobrzył z poplątaniem fabularnym, co wpłynęło na fakt, iż musiałam tę książkę czytać bardzo uważnie, by nie pogubić się w tym nagromadzeniu wydarzeń.

W debiucie Adriana Saddlera oprócz świetnie uwidocznionej warstwy erotycznej, czytelnicy znajdą także płaszczyznę filozoficzną i psychologiczną. To ponad pięćset stron prozy, która szokuje i skłania do wielu pytań dotyczących naszej egzystencji. W niewielkiej również części męczy i wprowadza swoiste zamieszanie. Jedno jest jednak pewne – autor kocha życie. To widać w pełnej krasie. Może i Wam podczas lektury tej książki udzieli się afirmacja dnia codziennego?



Adrian Saddler

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi


25 komentarzy:

  1. Póki co to dla mnie najmocniejszy erotyk, który czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki pikantny erotyk. Z chęcią bym go przygarnęła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehh... Poczytałabym :) Najlepiej jeszcze dzisiaj :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, nie jestem pewna, ale fabuła przypomina mi pewien serial. Ale to chyba dwie różne rzeczy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No, no. Muszę zapisać sobie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie właśnie te perwersyjne, wyuzdane sceny seksu najbardziej się podobały, bo lubię jak ktoś bez owijania w bawełnę pokazuję ludzkie żądze i fantazje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z ciekawością przeczytałam Twój opis i jestem ciekawa ;) Okładka już zapowiada lekturę z erotycznym dreszczykiem, mam nadzieję, że treść uzupełni wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytam erotyków, więc tej książki raczej nie przeczytam. Może kiedyś zmienię zdanie.

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Erotyk, który ma swoją "głębię"?;)

    OdpowiedzUsuń
  10. o Aviolu to jest książka dla mojego faceta... szukałam czegos odpowiedniego i wiem już że tę kupię mu na imieniny dzięki Tobie!!!! :-) Juz ją zapisuję w notatniku... ps. takich pończoch szukam... jesli ktoś z Was wie gdzie je kupić to dajcie mi znać!!!! Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo upodobania do erotyków, chwilowo mam dość mocnych scen. Ale masz rację, wyobraźnia niektórych autorów przeraża ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Po pierwsze bardzo fajny książkowy blog :-)
    Po drugie - sama pozycja literacka brzmi interesująco - trylogia 50 twarzy Greya średnio mi się podobała ( zbyt przesłodzona - ile raz można zagryzać zmysłowo wargi.... ) więc szukałam czegoś w nieco lepszym klimacie. Osobiście mi bardzo podobała się książka Przystań posłuszeństwa , którą Ci goraco polecam.
    Pozycji przez Ciebie tutaj jeszcze nie czytałam, ale z pewnością po nią sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam "przystań posłuszeństwa" jeśli Ci się podobała, to powyzsza książka też powinna przypaść Ci do gustu. Czytałam i polecam. :)

      Usuń
  13. Nie przepadam za książkami erotycznymi, robię nieliczne wyjątki. Tę pozycję polecę siostrze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Co za okładka, na granicy dobrego smaku, zdaje się, że ta granica została nawet przekroczona

    OdpowiedzUsuń
  15. Obawiałam się właśnie tych mocnych opisów, dlatego nie zdecydowałam się na tę książkę, zwłaszcza że jest tak rozbudowana.

    OdpowiedzUsuń
  16. Erotyki to nie mój gatunek. Od dawna nie mogę się do nich przekonać ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Książka z pewnością nie dla mnie, chociaż twoja recenzja bardzo mnie do niej zachęca... Przeczytam, ale może za kilka lat :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam bardzo mieszane zdanie, jeśli chodzi o erotyki. Uwielbiam mocne, "męskie" książki, które były bardzo skandaliczne w momencie wydania (mam dziwny zwyczaj czytania przede wszystkim książek starych, czasem 30 lat, czasem 100, no, czasem robię wyjątki dla nowych), a część z nich jest taka nadal. Książki Geneta, Kompleks Portnoya, a czasem jeszcze mocniejsze - Jedenaście tysięcy pałek, czyli zapiski miłostki hospodara (mocna i jednocześnie bardzo zabawna, ale większości ludzi odradzam - przejście przez tę masę obrzydlistw może być trudne, och, jak ja nie lubię tego, jak ludzie mówią, że to, co było szokujące 90 lat temu już takie nie jest). Ta ostatnia w zasadzie nie jest erotyczna, tylko pornograficzna.
    "Kobiecych" erotyków nie znoszę - dla mnie to w zasadzie nie są erotyki, tylko marna próba bycia nimi, nigdy nieudana (mówię o takich książkach, jak Ileśtam twarzy kogośtam i wszystkich, które z tego się wywodzą).
    Jestem bardzo ciekawa, czy "Żyjmy wiecznie!" byłaby na mój gust.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)