niedziela, 2 lutego 2014

Martyna Ochnik - "Pewnego dnia, w grudniu"





"Przecież my też składamy swoje życie tylko z tych fragmentów, które znamy. Nie wiemy, kiedy coś się kończy, co jeszcze należy do naszej opowieści, a co już jest już historią nową".



Nie od dzisiaj wiadomo, że życie pisze najlepsze scenariusze. Wielokrotnie za kanwą fabularną literackich dzieł stoją prawdziwe wydarzenia. Czasami również, pisanie o czyimś życiu wpływa na egzystencję samego autora. Czasami, jest to bardzo niebagatelny wpływ, po którym już nic nie będzie takie samo.

Martyna Ochnik to absolwentka biologii ukończonej na Uniwersytecie Warszawskim. Praca w szpitalnym laboratorium pozwoliła jej obserwować ludzkie zachowania. Autorka w 2008 wydała swoją debiutancką powieść pt. "Pan Wichrów i Powiewów", kocha zwierzęta i aromat dobrej kawy. Interesuje się astrologią, w wolnym czasie maluje i jeździ rowerem po Warszawie.

Pewnego grudniowego dnia, dziennikarka Barbara odwiedza swojego kolegę, redaktora Górzyńskiego. Barbara pojawia się z maszynopisem swojej książki, której fabułę oparła na zwierzeniach ich wspólnej znajomej Anny. Bohaterką maszynopisu jest Apolonia, której samobójcza śmierć matki będącej w depresji poporodowej była początkiem jej życia. Życia naznaczonego smutkiem, tęsknotą i niemożnością odnalezienia się w codziennej rutynie. Barbara spisując jej historię, starała się rozwikłać zagadkę wydarzeń, w których Pola uczestniczyła. Zagadkę tajemniczych zdolności tkwiących głęboko w jej umyśle.

Martyna Ochnik osadziła fabułę swojej książki w dwóch osiach czasowych, tworząc z niej idealny przykład kompozycji szkatułkowej. Pierwsza warstwa to pewien grudniowy wieczór i noc, w którym starzy przyjaciele w postaci Barbary i Górzyńskiego rozmawiają na temat poszczególnych fragmentów napisanej przez dziennikarki książki i jej prywatnego śledztwa. Historia Poli staje się pretekstem do rozmowy na temat przeszłości Barbary i jej nietrafionych życiowych decyzji. Druga płaszczyzna to historia Apolonii, która toczy się swoim własnym, niekontrolowanym przez nikogo torem. Należy tutaj dodać, że obie płaszczyzny przeplatają się ze sobą co chwilę, jednakowoż autorce udało się bardzo klarownie oddzielić obydwie perspektywy, dzięki czemu czytelnik w żadnym fragmencie książki nie poczuje zagmatwania i znużenia. Konwencja literacka polegająca na umieszczeniu powieści w powieści to niełatwy do zrealizowania zabieg, gdyż autor musi odpowiednio wyważyć pewne proporcje i do tego nie zaplątać zbytnio całej fabuły. W mojej opinii stworzenie szkatułkowej kompozycji nie przysporzyło Martynie Ochnik wielkich trudności, co wyraża się w szczególności lekkim i dość naturalnym przejściem z jednej warstwy czasowej do drugiej. Wypadło to naprawdę bardzo naturalnie.

Czytelnika z pewnością zaintryguje jedna z głównych bohaterek utworu – Pola. To postać nie do końca określona przez autorkę. Wychowywana przez przybraną babcię i ciągle zapracowanego ojca, dziewczyna kształtuje swój charakter. Od dziecka wykazuje talent do pisania i nadprzyrodzone zdolności działające na materię nieożywioną. Jej późniejsze zainteresowanie ezoteryką, przyczynia się do niewyjaśnionych zdarzeń, które próbuje na własną rękę wyjaśnić Barbara. Martyna Ochnik stworzyła postać dość nietuzinkową, którą trudno ująć w jakiekolwiek ramy. To bohaterka nie do końca przeze mnie zrozumiała, nie potrafiłam rozgryźć jej kreacji, i nadal pozostaje dla mnie tajemnicą. Jedno jest pewne, postać Apolonii i jej osobowości, pozwoliła Barbarze zmierzyć się z demonami własnej przeszłości.

Autorka w swojej książce używa bardzo rozbudowanego języka, nacechowanego dużą dawką emocji i nostalgii, oraz pewnej dozy refleksji. Nie jest to powieść łatwa i przyjemna w odbiorze, wręcz przeciwnie. Klimat obydwu historii jest mocno przygnębiający i niedookreślony. Jak zwykły dzień w grudniu, ni to smutny, ni wesoły. Historia zarówno Poli jak i Barbary, pokazuje w pełnej krasie wpływ naszej przeszłości na teraźniejszość. Dwie kobiety, tak różne od siebie, a jednak mające ze sobą coś wspólnego – motyw przeszłości, która nadal jest obecna życiu obu bohaterek.

Martyna Ochnik w swojej powieści pozostawiła otwarte zakończenie, co niekoniecznie wzbudzi zachwyt wszystkich czytelników. Zakończenie, które niczego nie wyjaśnia i wręcz pozostawia więcej pytań bez odpowiedzi. To w wykonaniu autorki zabieg dość ryzykowny, gdyż historia Poli wciąga, a czytelnik łaknie jej rozwiązania. Z drugiej jednak strony otwarte wątki niezaprzeczalnie rozpalają wyobraźnię. Niedosyt, w takim stanie Martyna Ochnik pozostawiła moją osobę po zamknięciu ostatniej strony powieści. 

"Pewnego dnia, w grudniu" to książka po lekturze której pozostaniecie z wielką liczbą pytań i niewielką liczbą lakonicznych odpowiedzi. To dwie historie, połączone niewidzialną nicią, która oplata je niczym bluszcz. Jeśli chcecie się przekonać co wydarzyło się pewnego dnia, w grudniu, zapraszam do lektury.



http://zysk.com.pl/


Recenzja bierze udział w WYZWANIU
http://soy-como-el-viento.blogspot.com/p/polacy-nie-gesi-ii.html

30 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej autorce, ale ciekawa jestem tej książki :)
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiem, niby mnie kusi, ale to otwarte zakończenie jakoś mi nie bardzo leży :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię otwartego zakończenia, ale mimo to jestem skłonna sięgnąć po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnego dnia, w grudniu.... Tytuł na pewno mnie przyciągnął ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Życie potrafi przebić niejedną wymyśloną historię. Otwarte zakończenia niby lubię, ale sądząc po Twojej opinii, chyba w tym wypadku lepiej by było, domknąć choć odrobinę niektóre wątki. Ale może to tylko takie wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie przepadam za otwartymi zakończeniami. Pewne niedopowiedzenia- tak, znoszę, ale tak całkiem bez odpowiedzi, to mnie coś trafia:) Ale fabuła mnie zainteresowała, więc się nie zdziw,jak pewnego dnia przeczytasz recenzję pełną przekleństw:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że to może być bardzo ciekawa lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zachęcasz do przeczytania ale zakończenie w formie otwartej także nie należy do moich ulubionych, zbyt wiele niewiadomych i zbyt duże pole do popisu..Nie. :)
    Dodam, że u mnie nowy post i jeśli masz ochotę wpadnij tak jak ówcześnie i pozostaw opinię, nie ukrywam, że każda jest dla mnie na wagę złota :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zainteresowała mnie, jak widziałam ją w zapowiedziach i coraz bardziej się do niej przekonuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sceptycznie podeszłam do tych wątków ezoterycznych, metafizycznych, na szczęście klarownie wyjaśnionym laikom, nawet niektóre momenty były poruszające. Bardzo emocjonalna powieść w świetnej kompozycji. Czytelnik czuje na swojej skórze upływ czasu nocą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ja się tam będę drugi raz rozpisywać, jeśli masz ochotę, to zerknij na moje zdanie :) http://skrzatowisko.blogspot.com/2013/12/pewnego-dnia-w-grudniu-czyli-powiesc-w.html

      Usuń
  11. Zupełnie nie przemawia do mnie ta treść, wręcz odstręcza.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam już dużo dobrego o tej książce, dlatego mam już ją na swojej liście książkowych marzeń:)

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam twoje recenzje!
    http://rozaliafashion.blogspot.com/2014/02/wycieczka-do-zoo.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Po ten tytuł już bym ze względu na okładkę sięgnęła ;)

    Coś ciekawego, muszę się rozejrzeć bo nawet autorki nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Niestety i ja w tym przypadku raczej odpuszczę ze względu na liczbę niedomówień. Bywają książki w których otwarte zakończenie w pełni satysfakcjonuje, mam jednak wrażenie, że ta książka do nich nie należy...

    OdpowiedzUsuń
  16. nie lubię tzw. otwartych zakończeń, irytują mnie strasznie:P

    OdpowiedzUsuń
  17. Dla mnie całkiem nieznana autorka i książka...to niewyjaśnione zakończenie to nie do końca to co lubię, ale czemu nie? może warto się przekonać i samemu obmyślić kilka;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Lubię niedosyt i niedopowiedzenie, a jak jest na końcu, to mogłoby być jeszcze ciekawiej.

    OdpowiedzUsuń
  19. Motyw powieści szkatułkowej może być ciekawy, chociaż słusznie zauważyłaś, że nie każdy pisarz sobie z nim poradzi. Natomiast szkoda, że zakończenie jest otwarte.

    OdpowiedzUsuń
  20. Może się skuszę, choć nie przepadam za otwartymi zakończeniami.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie skojarzyłam nazwiska autorki z książką "Pan Wichrów i Powiewów", którą parę lat temu czytałam. Byłam nią rozczarowana, ale mimo wszystko chciałabym się przekonać, jak pisze teraz. A zakończenia otwarte lubię, czasem wolę niedopowiedzenie, niż przegadanie o parę słów za dużo;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Pewne go dnia, być może nawet w grudniu, przeczytam tę powieść :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twoją recenzję, bo książkę widziałam w bibliotece i prawie była w moich rękach, ale jednak ją odłożyłam. Intryguje mnie zabieg powieści w powieści, wpływ przeszłości na życie bohaterek, jednak nie lubię otwartych zakończeń i niedosytu związanego z lekturą- i mam dylemat.

    OdpowiedzUsuń
  24. Lubię otwarte zakończenia, choć czasami irytują. Książka ciekawa, choć trochę odstraszają te niedopowiedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Powieści szkatułkowe to coś, do czego nie potrafię się przekonać...

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam powieści szkatułkowe, ale nie znoszę kompozycji otwartych. Wolę wiedzieć, jak zakończy się historią w którą tak się wczułam.

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie przepadam za otwartymi zakończeniami i nie do końca jestem przekonana do tej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja właściwie nawet lubię otwarte zakończenia i ta konstrukcja szkatułkowa jest ciekawa, ale już sama fabuła jakoś mnie nie porywa ;) Może by się to zmieniło w trakcie lektury, ale chyba takiej dawki nostalgii teraz mi nie trzeba ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)