środa, 30 stycznia 2013

Eric Harrison – "Naucz się medytować"




"To od stanu naszego umysłu zależy, jak wygląda nasz świat."




Medytacja to ostatnimi czasy bardzo modne słowo. O medytacji mówią wszyscy począwszy od osób z pierwszych stron gazet, a skończywszy na zwykłych ludziach, uczęszczających na różnego rodzaju kursy uczące tej techniki. Trudno jest nauczać medytowania poprzez słowo pisane, nie mówione. Dlatego też byłam zaciekawiona jaką koncepcję przyjął autor i jaka wizja mu przyświecała pisząc poradnik o tej gałęzi niekonwencjonalnej nauki.

Eric Harrison to nauczyciel medytacji, prowadzący swój własny ośrodek nauczający tej techniki w Perth, w Australii. Autor współpracuje z korporacjami na całym świecie prowadząc warsztaty, kursy i różnego rodzaju lekcje. Harrison stara się unikać powiązań technik medytacyjnych z religią, jego nauczanie podąża bardziej w stronę psychologii i wiedzy naukowej.

Struktura poradnika jest bardzo przejrzysta, podzielony jest bowiem na trzy części. Część pierwsza to swoiste wprowadzenie do teorii medytacji. Autor objaśnia czym naprawdę jest ta technika i jakich pozytywnych skutków możemy się spodziewać dzięki regularnym jej uprawianiu. Druga część zawiera przydatne instrukcje dotyczące technik medytacyjnych i w zasadzie mogłaby istnieć bez części pierwszej. Znajdziecie w niej dziesięć najbardziej skutecznych praktyk medytacyjnych. Ostatnia część to opis sposobu wprowadzenia medytacji w nasze życie codzienne.

Autor stara się dotrzeć do odbiorcy poprzez w miarę prosty język, bez nadmiernego używania naukowych pojęć. Ciekawym pomysłem, z którym się jeszcze nie spotkałam w tego typu literaturze są polecane minimedytacje. Eric Harrison bowiem udowadnia, że medytować możemy wszędzie, nie tylko w ciszy i skupieniu ale również podczas jazdy autobusem czy stojąc na przystanku. Każda chwila jest dobra na kilka minut skupienia, które będzie miało dobroczynny wpływ na całe nasze życie. Zaskoczył mnie ten fakt, gdyż do tej pory uważałam, że medytować można tylko w komfortowych warunkach, gdzie nic nie zakłóca nam ciszy.

"Naucz się medytować" to z pewnością poradnik dla początkujących. Dla osób, które mylą pojęcie relaksacji z medytacją oraz mają zamiar krok po kroku rozpocząć swoją przygodę z metodą uważności. Istotnym jest fakt, iż dobroczynny wpływ medytacji potwierdzają badania naukowe, jednak niewielu z nas tak naprawdę rozumie istotę tej techniki. Autor podkreśla, że samo czytanie i słuchanie nie pomoże nam osiągnąć pozytywnych rezultatów. Ważna jest bowiem praktyka, dlatego dwadzieścia prostych ćwiczeń opisanych w poradniku pomoże wam oczyścić umysł oraz ciało. Jest to książka do której powinno się często wracać, gdyż nie sposób zapamiętać wszystkich informacji jakie autor chciał przekazać czytelnikowi po jednym przeczytaniu. Myślę, że warto zacząć waszą przygodę z medytacją od tej właśnie pozycji.

"Uwalniając niewiele, zyskujesz niewielki spokój.
Uwalniając wiele, zyskujesz większy spokój.
Uwalniając wszystko, zyskujesz całkowity spokój."



Eric Harrison


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Zaczytaj się!

niedziela, 27 stycznia 2013

John Green –"Gwiazd naszych wina"



PREMIERA KSIĄŻKI - 6 lutego 2013 r.


Na tym świecie jest tylko jedna rzecz okropniejsza niż umieranie na raka w wieku szesnastu lat, a jest nią posiadanie dziecka, które na tego raka umiera.”



Pamiętacie ostatni film Zanussiego pt. "Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową"? Film ten ukazał problematykę śmierci w sposób bezsprzecznie nie moralizatorski. Tytuł natomiast utkwił w pamięci mas, wszedł nawet do mowy potocznej i jest często używany będąc swoistą, szyderczą polemiką ze śmiercią. Będąc zdrowym bowiem nie zdajemy sobie sprawy jak cenny jest każdy dzień bez świadomości rychłej śmierci. Powieść, którą dzisiaj chciałabym wam zaprezentować odsłania wstrętną twarz kostuchy, która przyjdzie kiedyś po każdego z nas. Dzieło Johna Greena doskonale koreluje z powiedzeniem, że życie jest śmiertelną chorobą przenoszoną drogą płciową.

John Green to kultowy już amerykański pisarz, który jest twórcą bestsellerów dla młodzieży. Jego książki otrzymały wiele nagród literackich m. in. Printz Medal czy Edgar Award. Książka "Gwiazd naszych wina" w roku 2012 uzyskała status najważniejszej książki młodzieżowej roku wg "New York Timesa". Pisarz mieszka obecnie z żoną i synem w Indianapolis.

Co może robić piękna, szesnastoletnia dziewczyna? Odpowiecie: korzystać z uroków młodości, umawiać się z chłopakami, imprezować. Hazel niestety nie ma tego szczęścia, gdyż choruje na raka tarczycy z przerzutami do płuc. Jej stałym, dwudziestoczterogodzinnym towarzyszem jest aparat tlenowy, dzięki któremu może oddychać. Hazel świadoma swojej inności, zamyka się w czterech ścianach czytając po raz setny ukochaną powieść "An Imperial Affliction", której bohaterka jest bardzo podobna do Hazel, również choruje na raka. Książka ta niestety urywa się w połowie, a wysyłanie do jej autora listów z prośbą o opowiedzenie zakończenia, jest bezskuteczne. W życiu Hazel wszystko się zmienia, gdy na spotkaniu grupy wsparcia poznaje przystojnego Augustusa, którego choroba pozbawiła jednej nogi. Mimo trudnej sytuacji obydwojga pojawia się miłość, przyjaźń, poświęcenie oraz świadomość nieuniknionego losu, będącego udziałem zakochanych.

"Gwiazd naszych wina" nie jest książką bazującą wyłącznie na uczuciach czytelnika. Nie znajdziecie w niej sentymentalnych głupot, których celem jest wzruszenie odbiorcy. Mimo tematu śmierci młodych ludzi, którzy dopiero wchodzą w życie, autor bardzo konstruktywnie i ze stu procentową realnością ukazuje niedoskonałości ludzi chorych i osób, które się nimi opiekują. Największym atutem powieści są bezsprzecznie bohaterowie. Hazel, Augustus czy niewidomy Izaak, przyjaciel ich obojga to postacie tak realne, jak realne jest to, że piszę ten tekst. Autor świadomie wykreował ich w taki sposób, aby każdy miał coś do przekazania czytelnikowi. Bohaterowie mają wady i zalety, daleko im do doskonałości i to właśnie czyni ich bardzo "życiowymi" postaciami, nie tylko tymi literackimi.

Dobrym zabiegiem użytym przez Johna Greena jest pierwszoosobowa narracja Hazel. Na ogół ludzie cierpiący na nieuleczalną chorobę wzbudzają we mnie litość. W tym przypadku tak nie było, bohaterka ma świadomość nieuchronności swojego losu, dlatego też nieplanowana miłość jest dla niej wielkim skarbem. W książce można znaleźć sporą dozę dość makabrycznych dowcipów nawiązujących do istoty umierania. W ten sposób bohaterowie choć na chwilę pragną odsunąć od siebie widmo śmierci. Precyzyjnie skonstruowana fabuła i wątek pisarza Peter Van Houtena oraz jego niedokończonej książki to również niezaprzeczalne atuty powieści. Po jej przeczytaniu zrozumiecie również wymowę dość dziwnego tytułu.

Książka "Gwiazd naszych wina" nie odpowie wam na pytania czym jest śmierć, czy warto walczyć i czy życie ma jakikolwiek sens. Nie odpowie, gdyż w przypadku każdego z nas odpowiedź będzie inna, tak jak w przypadku bohaterów książki Johna Greena. Brak trywialności i moralizatorstwa, co jest bardzo rzadkie w przypadku książek nawiązujących do istoty umierania, wzbudzi w was sprzeczne i niespodziewane odczucia. Nie dziwię się, że książka stała się bestsellerem, jest po prostu niezaprzeczalnie oryginalna. Polecam.


John Green


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las


piątek, 25 stycznia 2013

Izabela Janczarska – "Zaklinacz dusz"



"Wszyscy. Wcielamy się wielokrotnie, przechodzimy przez piekło życia od inkarnacji do inkarnacji. Najwyższa pora uwolnić cierpienie, zamienić ból istnienia w radość. Najwyższy czas opuścić trzeci wymiar."



Cyklu literatury o życiu po życiu ciąg dalszy. Tym razem chciałabym wam opowiedzieć
o doświadczeniach naszej rodzimej zaklinaczki dusz, bowiem nie tylko poza granicami naszego kraju ludzie doświadczają i czynnie uczestniczą w zjawiskach, które oficjalna nauka nie jest w stanie wytłumaczyć.

Izabela Janczarska to magister ekonomii i fizjoterapii oraz była tancerka tańca towarzyskiego. Dzięki wielu kursom nabyła umiejętności z zakresu masażu, bioterapii, radiestezji czy wróżb Tarota. Autorka pisała również artykuły dla czasopism "Energy", "Crystal" czy "Czas UFO". Oprócz pracy zawodowej jest podróżniczką, która wraz z Tomaszem Gregorczykiem badała megality i kręgi kamienne na terenie całej Polski. Tomasz Gregorczyk to nieżyjący już nauczyciel duchowy i współautor wielu artykułów ezoterycznych. Izabela Janczarska jest przede wszystkim zaklinaczką dusz, która dzięki swojemu darowi przeprowadza dusze na Drugą Stronę.

Książka "Zaklinacz dusz" podzielona jest na dwie części. Pierwsza, dłuższa to historie dotyczące przeprowadzania dusz po fizycznej śmierci, opowiadane przez autorkę. Opowieści te są dość krótkie, skupiające się głównie na doświadczeniach Janczarskiej i jej partnera Tomasza Gregorczyka. Autorka wyjaśnia dlaczego dusze po śmierci nie przechodzą od razu na Drugą Stronę, tylko błąkają się po naszej planecie. Ciekawostką jest teza przedstawiona w książce, jakoby dusze ludzi, którzy popełnili samobójstwo musiała pozostać dziewięćdziesiąt dni na Ziemi. To taki okres karencji, po którym zaklinacz może pomóc w przejściu. W książce znajdziecie także nawiązania do aury człowieka, działalności Iluminatów czy wizje naszego świata w przyszłości. Druga, krótsza część to wybrane felietony Gregorczyka, nawiązujące do różnych tematów ezoterycznych.

Historie opowiedziane przez Izabelę Janczarską urzekają swą prostotą i dbałością o szczegóły. Autorka przedstawia wiele dowodów na to, że nasze życie nie kończy się po śmierci. Można wierzyć bądź nie, jednakże jej relacje nie zawierają wydumanych zjawisk i nieprawdopodobnych historii. Co więcej, autorka ukazuje, że człowiek rodzi się wiele razy by stale ulepszać swą duszę. Ta teza nie jest mi obca, pokrywa się bowiem w zupełności z opowieścią Lisy Williams w książce "Nieśmiertelność duszy", którą niedawno czytałam. Taka zbieżność daje do myślenia. Oprócz doświadczeń z przeprowadzaniem dusz w zaświaty czytelnikowi może utkwić w pamięci niewiarygodna wizja przyszłego świata z przekroczeniem granic wymiarów. Znajdziecie ją w podtytule "Co dalej?", to fantastyczna wizja w iście mistrzowskim wykonaniu.

Moje niedowierzanie wzbudziła wzmianka, jakoby 17 stycznia 2004 r. dusza Czesława Niemena poprosiła o pomoc zaklinaczkę, celem przejścia w zaświaty. Idąc dalej, jego dusza podobno kontaktuje się z autorką i podpowiada, gdzie można znaleźć inne potrzebujące dusze. Podobna sytuacja, opisana w książce dotyczy duszy Bronisława Geremka, proszącej o pomoc Tomasza Gregorczyka. Jeśli wierzyć w życie po śmierci, dlaczego nie wierzyć, że osoby z pierwszych stron gazet także potrzebują pomocy? Ciekawy kontrast.

Po lekturze książki "Zaklinacz dusz" spodziewałam się obszernych relacji z rytuału przejścia dusz w zaświaty. Otrzymałam oprócz tego mnóstwo kontrowersyjnych teorii, dzięki którym książka nie jest jednostajna i skłania do myślenia na wielu polach. Autorka bowiem dotyka wielu dziedzin nauki i naszego życia, polemizując z oficjalnie przyjętymi naukami. Ciekawa lektura, nie tylko dla osób z otwartymi umysłami. Prowokuje i zaskakuje.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii


Recenzja bierze udział w WYZWANIU:




środa, 23 stycznia 2013

Bohdan Petecki – "Pierwszy ziemianin (Bajka totalna)"



"Ale czy kiedykolwiek dotychczas myślałem lub marzyłem o prawdziwym porcie? Niektórzy nazywają tak dom, rodzinę lub pracę, w której osiągają satysfakcję. U dawnych poetów słowo "port" bywało synonimem szczęścia. Czyż jednak prawdziwym portem dla prawdziwych ludzi nie są po prostu wszystkie owe nieuchwytne oczarowania, wynikające z faktu, że istnieją drogi?"



Starsi czytelnicy, wychowani w latach PRL-u zapewne pamiętają Bohdana Peteckiego, pisarza znanego głównie z książek z gatunku science-fiction. Mało osób natomiast wie, że Petecki był również autorem powieści młodzieżowych, a z zawodu dziennikarzem. W swojej twórczości stworzył kilkanaście słuchowisk oraz trzy powieści sensacyjne pod pseudonimem Jan Artur Bernard. Autor niestety zmarł po ciężkiej chorobie całkiem niedawno, bo w listopadzie 2011 r. To z pewnością wielka strata dla całego świata literackiego. Starsi entuzjaści science fiction pamiętają, że w latach 70-tych Petecki znajdował się w czołówce najpopularniejszych polskich pisarzy tego gatunku. Nazywany był nawet Karolem Mayem polskiej fantastyki. Niestety nadal nie ma w sieci jego zdjęcia, nad czym ubolewam.

Bliżej nieokreślona przyszłość na Ziemi. Astronauci po sześciomiesięcznym stażu w próżni, przybywają na ojczystą planetę celem dwutygodniowego ziemskiego urlopu. Po tym czasie czeka ich bowiem dziejowa misja, a mianowicie pionierska wyprawa po obrzeżu Galaktyki w celu znalezienia i nawiązania kontaktu z pozaziemską cywilizacją. Wśród wybrańców znajduje się Lindsay Hagert, który swój wolny czas postanawia spędzić nad oceanem, w kurorcie opłaconym przez Instytut Galaktyczny. Lin wie, że to najprawdopodobniej jego ostatnie odwiedziny na Ziemi, gdyż cała wyprawa ma potrwać trzydzieści lat. Podczas pobytu w jego wynajętym domku, nieoczekiwanie nawiedza go niespodziewany gość przedstawiający się jako Robert Stanza. Człowiek ten przedstawia Linowi propozycję, której spełnienie na zawsze odmieni życie we Wszechświecie. Wyprawa, którą proponuje mu Stanza wpłynie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość wszystkiego. A sam Stanza nie będzie tym za kogo się w rzeczywistości podaje.

Książka Peteckiego porusza bardzo wiele aspektów, z którymi nasza cywilizacja będzie zmuszona się w przyszłości zmierzyć. Jest to książka wielowymiarowa, składająca się z wielu płaszczyzn. Po pierwsze kontakt z obcą cywilizacją i termin "hodowli". Temat ten jest mi szczególnie bliski, biorąc pod uwagę paleoastronautykę, którą się interesuje. Dysputy Lina i jego profesora Amosjana są bardziej bliższe filozofii niż typowej fantastyce, jednakowoż sięgają głęboko w zagadnienia ewolucji nauki, techniki, rozwoju ludzkości czy genetyki i biofizyki. Sama koncepcja zaprezentowana przez autora, dotycząca prastarej materii i ingerencji w nią jest niewiarygodnie ciekawa i skłania do refleksji. Czy można zmienić bieg ewolucji praenergii, materii nieożywionej i tej żywej? Jakie skutki będzie to za sobą pociągało?

Poza tym Petecki zmusza czytelnika do zastanowienia się nad podejściem człowieka do spraw eksploracji kosmosu. Dlaczego to my, ludzie mamy odkrywać inne cywilizacje? Dlaczego zawsze, nawet w kontekście podróży międzygwiezdnych, widzimy wszystko wyłącznie przez pryzmat człowieka? Inspirującym i pobudzającym wyobraźnię wątkiem są podróże w czasoprzestrzeni. Dla fanatyków science-fiction to temat rzeka.

W powieści nie znajdziecie szerokiej warstwy fabularnej, wątku kryminalnego czy nieprawdopodobnych przygód podróżników międzyplanetarnych. Wręcz przeciwnie, okrojona ilość bohaterów celowo nie pozwala takich wątków wprowadzić. Autor bowiem miał na celu wzbudzić w czytelniku wątpliwości dotyczące pozycji człowieka we wszechświecie oraz celowości zmian, które narzuca rozwijająca się nauka i technika. Dysputy na pograniczu filozofii i nauki, pozwalają spojrzeć na pewne zagadnienia z różnych stron. Co nas czeka? Zagłada cywilizacji czy narodziny tzw. cywilizacji kosmicznej? Czytelnik w pewnym momencie może się pogubić, co jest teraźniejszością, a co dopiero się wydarzy. Zabawa czasem niekoniecznie wszystkim przypadnie do gustu. Mnie intrygowała.

Koniec bajki o pierwszym ziemianinie nie daje odpowiedzi na zasadnicze pytanie, jakie autor zawarł w swoim dziele. Nie daje, bo takowej odpowiedzi po prostu nie ma. Po lekturze tej książki, długo jeszcze będziecie mieć w głowie różne przemyślenia i założenia. Powieść Bohdana Peteckiego należy do gatunku fantastyki, ale do tej z podgatunku "hard". Książkę polecam osobom, które miały już do czynienia z literaturą science-fiction, wówczas nagromadzenie pytań natury filozoficznej nie zniechęci was do lektury.



Recenzja bierze udział w WYZWANIU:

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Michael Bohne – "Feng shui dla umysłu"



"Poprzez nasze myśli, uczucia i działanie definiujemy to, kim jesteśmy i co sami o sobie myślimy."



Metoda Feng shui do tej pory kojarzyła się mojej osobie wyłącznie z urządzaniem wnętrz naszych domów w ten sposób, aby umożliwić jak najlepszy przepływ energii. Tymczasem tą znaną od tysięcy lat wiedzę można również odnieść do stanu naszego umysłu, co uświadomił mi właśnie ten poradnik.

Dr Michael Bohne to lekarz psychiatrii i psychoterapii oraz trener psychologii energetycznej. Autor udziela wsparcia śpiewakom operowym czy muzykom klasycznym, poprzez coaching dotyczący występów publicznych. Michael trenuje również moderatorów radiowych i telewizyjnych znanych niemieckich mediów.

Książka "Feng shui dla umysłu" to zapis innowacyjnej obecnie techniki psychoterapeutycznej, dzięki której uporządkujesz bałagan w swojej głowie. Tak, Ty również mimo uporządkowanych myśli i sprecyzowanych planów, posiadasz w swoim umyśle rupiecie, które należy niezwłocznie wyrzucić. Poradnik dr. Bohne składa się z trzech rozdziałów. Pierwsza część ukazuje czytelnikom jaki związek posiada feng shui z bałaganem w naszej głowie oraz czym są rupiecie i jakie strategie ich usuwania są skuteczne. Drugi rozdział jest dalszą kontynuacją pierwszego. Dowiecie się w nim o rodzajach rupieci umysłowych jakie zaprzątają wasze życie oraz czym są złodzieje samooceny. Trzecia i ostatnia część to instrukcja odrupieciania czy osiem kroków do pozbycia się niechcianych śmieci oraz test prowokacyjny. Można stwierdzić, iż trzeci rozdział to sama praktyka podczas, gdy dwa poprzednie opierają się w głównej mierze na teorii.

Feng shui to dwa pierwiastki – wiatr i woda. Okazuje się, że to połączenie, ten swoisty symbol ma również zastosowanie dla naszej duszy. Autor przekonuje czytelnika, iż uporządkowanie naszych umysłów jest kluczową kwestią do szczęśliwego, pełnego akceptacji życia. Dzięki temu czujemy się szczęśliwi i bezpieczni w swoich ciałach. W książce znajdziecie nawiązania do akupunktury, z którą wiąże się ukazana przez doktora technika opukiwania. Fragmentem, który może was zainteresować jest fragment nawiązujący do rodzajów umysłowych rupieci i nie jest to stricte psychologia energetyczna. Autor odnosi się bowiem do oficjalnej nauki dotyczącej budowy mózgu i funkcjonowania naszej pamięci. Poradnik nie zawiera jedynie suchych wywodów naukowych i psychologicznych, gdzieniegdzie bowiem znajdziecie interesujące i prawdziwe przypadki ludzi i ich rozwiązanych, dzięki feng shui problemów. Co ciekawsze i ważniejsze informacje wytłuszczone są grubszą czcionką, co daje pożądany efekt.

W instrukcji odrupieciania, która mnie osobiście najbardziej przypadła do gustu, możecie się dowiedzieć jak wewnętrznie uporządkować nasz umysł by działał sprawniej i bardziej efektywniej. Ciekawostką są zaprezentowane w poradniku ćwiczenia fizyczne wraz z ilustrującymi je obrazkami. Każdy z was, sam może sprawdzić skuteczność tych technik na swoim ciele.

"Feng shui dla umysłu" jest zbiorem wielu interesujących informacji z pogranicza psychologii i wiedzy energetycznej, warto się z nimi zapoznać by zaprowadzić ład i porządek w naszej głowie. Ja już wiem, że usunięcie blokad umysłowych nie jest wcale takie trudne, należy jedynie być wytrwałym i konsekwentnym. A skoro umiem zaprowadzić ład w swojej głowie, mogę zabrać się za przyziemne rzeczy związane z urządzaniem mieszkania. Jednym słowem polecam, to ciekawa książka, ukazująca inny kierunek naszych codziennych działań. Będę do niej często wracać.


Michael Bohne

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii

piątek, 18 stycznia 2013

Katarzyna Markiewicz – "Do granic bólu"





"Chciałabym odejść.
Lecz nie mogę,
I obrać sobie nową drogę (…)"



Czytacie poezję? Pewnie większość z was odpowie, że nie ma w zwyczaju czytać wierszy, gdyż to literatura dla prawdziwych koneserów. Ja też nie mam tego w zwyczaju, jednakże podjęłam wyzwanie zrecenzowania tomiku współczesnej liryki. Zapytacie dlaczego? Odpowiem: z ciekawości, z obawy i z powodu szansy przekonania się do tej formy pisania. Dlaczego bowiem, jak śpiewa Muniek Staszczyk poeci mają umierać w samotności i bez miłości?

Katarzyna Markiewicz to osoba dość młoda. Autorka urodziła się na początku lat osiemdziesiątych w Hajnówce w której to dorastała. Kończąc szkołę średnią postanowiła wyjechać do Białegostoku, w którym zamieszkuje do dzisiaj. Wiersze zebrane w tomiku "Do granic bólu" powstały po wyjeździe poetki z rodzinnego miasta.

Tomik zawiera dwadzieścia sześć nieregularnych wierszy w których przeplatają się rozmaite uczucia. Uczucia, które w różnych etapach życia dotykają każdego z nas. Szczęście, miłość, zrozumienie ale i tęsknota, odejście czy śmierć bliskiej osoby. Większość utworów odnosi się do miłości pomiędzy dwojgiem osób, jednakże jeden wiersz dedykowany jest matce-rodzicielce.

Cały tomik to jak odniosłam wrażenie opis uczuć jakie towarzyszyły Katarzynie Markiewicz podczas rozstania z ukochanym, a idąc dalej być może nawet jego śmierci. Większość utworów jest smutna, naładowana emocjami i pięknymi wspomnieniami o cudownej miłości. Tytułowy wiersz "Do granic bólu…" jednoznacznie ukazuje odbiorcy cierpienie podmiotu lirycznego graniczące z bólem. To oczywiście cierpienie z miłości. Domyślać się jedynie można co było jego powodem, rozstanie czy może nieodwracalna śmierć. Utworem, który najbardziej przypadł mi do gustu był wiersz "Marzenie". Wizja, jaką autorka przedstawiła na kilku początkowych linijkach tego tekstu jest zgodna z moim wyobrażeniem idealnej miłości.

Wiersze napisane przez Katarzynę Markiewicz są bardzo niejednorodne. Trudno doszukać się w nich jakichkolwiek cech stałych takich jak rymy, długości wersów czy stały akcent. To typowe wiersze wolne, popularne we współczesnej poezji. Zabrakło mi uszeregowania ich w tomiku pod jakimś konkretnym kluczem, tak by czytelnik był w stanie odgadnąć dlaczego są one w takiej kolejności przedstawione. Jeśli poetka to zrobiła, to niestety trudno dojść do takiego wniosku osobie nie wprawionej w czytaniu poezji, takiej jak ja.

Wiersze autorki są prawdziwe. Mimo pewnych niedociągnięć, i pewnej powtarzalności po ich przeczytaniu można odczuć, że były pisane z głębi serca, z tych najczulszych terenów osobowości kobiety. Jednak brakuje w nich metafor, symboliki, która zapada długo w pamięć. Wszystko podane jest na tacy, wszelkie uczucia jak gniew i rozczarowanie opisane są w sposób prosty, nie wymagający większego wgłębienia się w odczucia podmiotu lirycznego. Myślę, że autorka musi popracować nad tym, by jej styl pisania nie odkrywał wszystkich kart. To co ukryte i niejednoznaczne jest bowiem najbardziej podniecające.

Debiut poetycki Katarzyny Markiewicz nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, bowiem podczas wgłębiania się w odczucia poetki, wkradła się swego rodzaju przewidywalność formy. Nie oznacza to jednak, że wszystkie utwory są niedopracowane. Kilka świetnych wierszy autorki świadczy bowiem o tym, iż poeci wcale nie umierają. Co więcej trwają nadal. Myślę, że wraz z rozwojem natchnienia, które przychodzi nadzwyczaj niespodziewanie, Katarzyna Markiewicz pokaże nam jeszcze na co ją stać. A może i wy podejmiecie wyzwanie?


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej


Recenzja bierze udział w WYZWANIU:

wtorek, 15 stycznia 2013

Lisa Williams – "Nieśmiertelność duszy. Podróż między wcieleniami"




"(…) nie pozwól, aby Twoje przekonania lub opinie powstrzymały Cię przed możliwościami rozwoju i uzdrowienia. Otwarty umysł przynosi niebywałe nagrody."



Po mojej ostatniej lekturze nawiązującej do życia pozagrobowego postanowiłam dalej zajmować się tym tematem i przeczytać kolejną książkę, która dotyka tego pojęcia. Życie po śmierci bowiem to stały motyw w literaturze, zarówno tej beletrystycznej jak i dokumentalnej. A pytanie "Co się dzieje gdy umieramy?" nadal pozostaje otwarte.

Lisa Williams to znana na całym świecie kobieta medium i jasnowidz. Autorka od dziecka przejawiała zdolności paranormalne, dzięki którym była w stanie kontaktować się ze zmarłymi osobami. Lisa prowadzi na całym świecie warsztaty, odczyty i spotkania autorskie w których próbuje wielu ludziom odpowiedzieć na nurtujące ich pytania dotyczące śmierci i życia po niej. Autorka sama doświadczyła procesu przejścia na drugą stronę, jednakże wróciła by wykonywać swoje powołanie. Obecnie mieszka w Kalifornii wraz z synem.

Książka "Nieśmiertelność duszy. Podróż między wcieleniami" podzielona jest na cztery główne części. Lisa Williams twierdzi, że cała wiedza jaka została przedstawiona na jej łamach pochodzi od jej duchowych przewodników. Na początku autorka opisuje swoje pierwsze doświadczenia z darem jaki otrzymała oraz nawiązuje do postaci swojej babci Frances, która również przejawiała zdolności parapsychiczne. Następnie dowiecie się jakie alternatywne ścieżki czekają na dusze, które w czasie swojego życia wyrządziły wiele zła oraz jacy przewodnicy pomogą wam przejść na drugą stronę. W trzecim rozdziale autorka przedstawia koncepcję procesu uzdrowienia duszy, która odbywa się w różnych salach. Ostatnia część to dość kontrowersyjna wiedza dotycząca możliwości wyboru przez duszę rodziny w następnym wcieleniu czy podpisania Kontraktu na Życie. Cały poradnik objaśnia wszystkie kluczowe kwestie dotyczące wędrówki dusz w zaświatach.

Nie spodziewałam się, że Lisa Williams tak obszernie i przede wszystkim szczegółowo potraktuje temat reinkarnacji i życia po śmierci. W trakcie lektury nasuwało mi się mnóstwo pytań, na które systematycznie otrzymywałam wyczerpującą odpowiedź. Tak było w przypadku dusz zbrodniarzy takich jak chociażby Hitler. Autorka próbuje przekonać czytelników do swojej wiedzy poprzez mnogość przykładów z jej własnej praktyki jako medium. Można wierzyć lub nie, jednakowoż opis procesu wędrówki dusz jest dopracowany w stu procentach. Autorka kreśli swoistą wizję życia po śmierci jako dobrze prosperującej agencji, w której wszystkie trybiki kooperują ze sobą. To niesamowite jak według medium dusza nieustannie kształci się i ewoluuje. Jeśli by odrzucić wrodzony sceptycyzm to każde nasze życie jest lekcją, dzięki której dusza się rozwija. Piękna i budująca bajka, ale czy prawdziwa?

Autorka bardzo pewnie opowiada o życiu po śmierci. Pierwszoosobowa narracja pozwala poczuć się niemalże jak na pogaduchach u przyjaciółki. Wszystkie pojęcia są dokładnie wyjaśnione. Co więcej, autorka objaśnia pod jakim kątem porusza się dusza, gdy opuszcza swoje ciało oraz ile dokładnie trwa proces odrodzenia naszego ducha. A jakby tego było mało, cały proces wędrówki duszy porównany jest do ścieżki kariery. Możesz przejść szkolenie albo awansować. Niebo to według autorki niemalże korporacja.

Sceptycy z pewnością stwierdzą, że ewolucja duszy jaką przedstawia Lisa Williams to dobrze wymyślony scenariusz, aby wzbudzić kontrowersję i zainteresowanie swoją osobą. Mimo wszystko jestem zachwycona opisem życia po śmierci jaki zaserwowała mi autorka. W taki proces i takie niebo aż chce się wierzyć. Czy światowe medium, świadomie wprowadzałoby swoich fanów w błąd? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Chciałabym żeby wizja autorki była prawdziwa.

Książka o której dzisiaj wam opowiedziałam jest pierwszą z serii "Czy chcesz wiedzieć wszystko?" A czy wy chcecie? Jeśli tak, to zapraszam do lektury.


Lisa Williams

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii

sobota, 12 stycznia 2013

Jarosław Zarębski – "Czarny kot"



"A może nie ma zła? Może z dobrem i złem jest jak z telewizorem – jeśli działa dobrze, to wszystko jest w porządku. Kiedy jednak przepali się jedna, najdrobniejsza nawet część, nie działa nic. Może zło jest tylko usterką? Zakłóceniem naturalnego obiegu."



Mam czarnego kota. Ale to nie dlatego sięgnęłam po tę książkę. Mogę śmiało użyć stwierdzenia, że ona sama mnie przyciągnęła. Zapytacie czym? Swoją minimalistyczną okładką z pięknym kotem i zapowiedzią mrocznej treści. Czy jednak czarna okładka i czarny kot w tytule stanowią o ciemnej stronie życia? Niekoniecznie.

Jarosław Zarębski napisał na swoim blogu, że urodził się trzynastego dnia o godzinie trzynastej, dlatego też nazwa jego książki nawiązuje do pechowej symboliki. Autor jest doktorem nauk prawnych. Wiemy również o nim to, że podczas swojego trzydziestopięcioletniego życia nabawił się na dużej wady wzroku oraz bóli kręgosłupa. "Czarny kot" powstał w okresie od sierpnia 2004 r. do lipca 2005 r. Zachęcam was do zajrzenia na bloga autora - Czarny kot.

Dawid, jeden z dwóch głównych bohaterów "Czarnego kota" jest zwykłym i przeciętnym pracownikiem firmy ubezpieczeniowej w Gdańsku. Praca, którą wykonuje nie jest dla niego źródłem żadnej przyjemności, wręcz przeciwnie, jest monotonna i męcząca, traktowana przez Dawida przejściowo. Bohater bowiem od dawna marzy o zostaniu pisarzem. W wolnym czasie po pracy, pisze własne dzieło literackie, baśń fantasy. Dawid uważa się za obserwatora teatru życia, egzystuje trochę na uboczu nie wdając się w jakiekolwiek układy międzyludzkie. Dla świata zewnętrznego przybrał maskę, dobrze dobrany kamuflaż.

Pewnego dnia w jego mieszkaniu pojawia się sam Szatan pod postacią czarnego kota. Wysłannik piekieł stwierdza, że przybył do bohatera aby wyzwolić go spod wpływu innych. Zaczyna się wówczas prawdziwa uczta czytelnicza. Czarny kot bowiem dyskutuje z Dawidem na tematy filozoficzne dotyczące życia oraz zabiera bohatera w tajemniczą, baśniową podróż. Odtąd Szatan staje się przewodnikiem Dawida po nieznanym świecie.

Książkę Jarosława Zarębskiego określiłabym traktatem filozoficznym, dotykającym najgłębszych zagadnień ludzkiej egzystencji. Znajdziemy w niej mnóstwo odwołań do klasyków literatury takich jak Kafka, Schopenhauer czy Gombrowicz. Najbardziej trafne jest wejście Dawida "w rolę społeczną narzuconą przez zewnętrzne formy". Bohater próbuje się z niej wyzwolić, niestety bezskutecznie. Dość oryginalnym jest fragment książki dotyczący wizji nieba we śnie. Wyobraźcie sobie biurokratyczną maszynę nakazującą poprzez swoich urzędników wypełnianie mnóstwa formularzy oraz wezwanie na Sąd Ostateczny z pouczeniem o możliwości zatrudnienia obrońcy. W mojej opinii to dość ciekawa interpretacja nieba, adekwatna do czasów w jakich żyjemy. Bohater podczas spotkania z czarnym kotem, zaczyna zadawać sobie pytania: Co jest prawdą, a co wyłącznie złudzeniem? Czy istnieje granica między marzeniem, a realnością i między sensem i absurdem?

Mój śmiech wzbudziło porównanie kołtuna współczesnego do kołtuna historycznego. Uwierzcie mi, że ten fragment książki warto przeczytać. To swoista metafora dzisiejszego, modnego, konsumpcyjnego stylu życia. Intrygująca jest również kraina po której wędruje Dawid, trochę baśniowa, trochę bajkowa. Bohater spotyka w niej samego Ludwiga van Beethoveena, postać wykreowaną przez autora trochę groteskowo.

Zastanawiające jest dla mnie to czy pierwowzorem Dawida nie jest sam autor. Skąd taka opinia? Jarosław Zarębski również skończył studia prawnicze i również napisał książkę. Zresztą fragmenty baśni pisane przez Dawida, włączone do książki, są autentycznymi fragmentami książki, której autor jeszcze nie wydał.

Ostatecznie nie wiem czy tytułowy czarny kot był rzeczywiście diabłem czy może kimś całkowicie innym, np. aniołem. Jak mniemam nie warto się nad tym zastanawiać, gdyż celem autora było ukazanie, iż nasze życie jest w swojej naturze proste i nie takie skomplikowane jak nam się wydaje. A pewnymi sprawami nie warto się za bardzo przejmować.

"Czarnego kota" zaliczyłabym do książek ambitnych, nie powielających znanych nam schematów. Każdy z nas jest bohaterem swojej historii, każdy z nas próbuje wyrwać się z codziennej rzeczywistości by zrobić coś wielkiego. I każdy z nas powinien przeczytać tę filozoficzną powieść. Może dzięki tej książce zaopiekujecie się jakimś czarnym kotem, który umili wam zimowe wieczory. Polecam.


Jarosław Zarębski


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej


Recenzja bierze udział w WYZWANIU:


środa, 9 stycznia 2013

Christopher Andersen – "Mick. Szalone życie i geniusz Jaggera"



"Wszyscy wiedzą, że właściwie każdy jest biseksualistą."



O wybitnych postaciach popkultury świata ostatniego półwiecza słyszymy wszędzie. Środki masowego przekazu na bieżąco zdradzają nam mniejsze i większe sekrety gwiazd. O formacji „The Rolling Stones” z pewnością każdy z was coś niecoś słyszał. Całkiem niedawno, z okazji 50. rocznicy istnienia tego zespołu, miała miejsce premiera biografii jednego z najbardziej ekstrawaganckich wokalistów wszech czasów, członka tej grupy. Poznajcie więc Micka!

Christopher Andersen to autor bestsellerowych biografii na całym świecie. Twórca w swoim dorobku posiada biografie osób sławnych na wszystkich kontynentach takich jak księżna Diana, małżeństwo Clintonów, Madonna czy Jack i Jackie Kennedy. Oprócz pisarstwa, Andersen zajmował się również pracą redaktora dla znanych na całym świecie magazynów takich jak „Time” czy „People”. Autor jest ponadto częstym gościem programów telewizyjnych.

Zespół rockowy „The Rolling Stones” powstał w 1962 r. Od tego czasu, najbardziej rozpoznawalnym współzałożycielem tej grupy był Mick Jagger. Biografia Micka ukazuje jego fanom historię powstania zespołu oraz prywatne życie wokalisty na przełomie wielu lat. Życie, któremu przyświecała i chyba nadal przyświeca dobrze znana nam idea: "sex, drugs and rock and roll". Jagger bowiem to postać tak kontrowersyjna, że pojęcie "hedonizmu" w jego wykonaniu ma zbyt słaby wydźwięk.

Andersen w swoim obszernym dziele ukazuje nie publikowane dotąd fakty z życia ikony rocka na świecie. Dzięki wielu źródłom takim jak rozmowy z przyjaciółmi wokalisty, jego rodziną czy pozostałymi światowymi gwiazdami, z którymi Jagger miał do czynienia przez całe życie, czytelnik ale przede wszystkim fan, dowiaduje się wiele szokujących epizodów, którymi można by było obdarzyć życiorys kilku zwykłych osób. Szalone życie Micka to liczba ponad czteru tysięcy kochanek, mnogość romansów z kobietami z pierwszych stron gazet takich jak Madonna, Angelina Jolie, Uma Thurman, Carla Bruni czy Carly Simon. Co więcej, autor odsłania kulisy romansów z największymi gwiazdorami rocka takimi jak Eric Clapton czy John Lennon. Książka zawiera także historię małżeństw Jaggera oraz prawdę o uzależnieniu wokalisty od seksu i narkotyków. "Mick. Szalone życie i geniusz Jaggera" to przede wszystkim historia życia jednego z największych gwiazd muzyki, ikony, która do dzisiaj szokuje i wzbudza kontrowersyjne uczucia. Epoka Jaggera się jeszcze nie skończyła, warto więc wiedzieć kim jest i co sobą reprezentuje ten skandalista i utalentowany muzyk.

Okres, gdy Rolling Stonesi odnosili największe sukcesy to młodość moich rodziców. Jednakże trudno jest w dzisiejszych czasach nie słyszeć o tym zespole i wielu skandalach jakie były udziałem członków tej grupy. Biografia stworzona przez Andersena znacznie przybliża młodym ludziom wiedzę o powstaniu Stonesów oraz realia epoki w jakich ich sukces wzrastał. To cudowna wędrówka w przeszłość, ukazująca kulisy "walki" Beatlesów i Stonesów na arenie międzynarodowej. Mick Jagger, jego ruchy taneczne, duże usta i skandale obyczajowe to trwałe elementy dzisiejszej popkultury.

Biografia liczy prawie czterysta stron, czego absolutnie nie daje się odczuć podczas czytania. Autor zręcznie przedstawia odbiorcy wiele faktów z życia Micka, poplątane ze skandalami jakie były jego udziałem. To idealny zabieg, dzięki któremu czytelnik nie ma prawa się znużyć, wręcz przeciwnie. Chce więcej, czytając z wypiekami na twarzy. Pikantne szczegóły dotyczące pierwszego seksualnego doświadczenia z mężczyzną czy epizod z odgryzieniem sobie czubka języka przez Micka to tylko wierzchołek góry lodowej jaki na was czeka. Szokującą ciekawostką przygotowaną dla czytelników jest informacja o początkach kariery królowej popu – Madonny czy romansie Jaggera z o wiele młodszą Angeliną Jolie, która przejawiała w tym okresie słabość do sadomasochizmu. Nie schodzące ostatnio z pierwszych stron gazet małżeństwo Kate Middleton i księcia Williama również miało swój udział w życiorysie Micka. Te wszystkie przywołane wyżej nieprawdopodobne informacje sprawiają, że biografię Jaggera czyta się jednych tchem.

W środku książki znajdziecie również kilkanaście stron z kolorowymi zdjęciami gwiazdy od najmłodszych lat do czasów nam współczesnych. Szkoda, że wydawca nie zamieścił więcej takich bonusów. To doskonały przerywnik w tej pasjonującej lekturze.

Biografia napisana przez Andersena jest obowiązkową pozycją dla zagorzałych fanów Micka, ale nie tylko. Nie jest to typowa relacja suchych faktów z życia gwiazdy, ukazuje bowiem jak tworzyła się historia geniuszu skandalisty, który do dzisiaj może być jedynie wzorem dla wielu wschodzących gwiazd rocka. Wzorem, który nie da się w jakikolwiek sposób sklasyfikować. Oprócz tego ukazuje początek pewnej epoki, która do dzisiaj trwa, kontynuowana przez młodsze pokolenie. Życie Micka Jaggera to pasmo wielu sukcesów ale i wielu skandali. Polecam wam zapoznać się z jego biografią, zapewni wam pasjonującą lekturę na wiele godzin.

"Żyję chwilą obecną – powiedział. – Nie myślę nigdy: ››To niesamowite, nie wierzę, że ciągle to robię‹‹. Ja to po prostu robię. I nie myślę sobie: ››Jak to wszystko szybko zleciało‹‹, bo dla mnie to jeszcze nie koniec. To się cały czas dzieje."


Christopher Andersen

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Zaczytaj się!

Rekomendacja recenzji na portalu:

Recenzja tygodnia (25.04.2013 r. - 02.05.2013 r.) na portalu:




Moje zafascynowanie tym zespołem zaczęło się od utworu "Anybody seen my baby?", w którym de facto występuje Angelina Jolie. Znacie ten utwór? Posłuchajcie.


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Stosikowo, do kolekcji :)



Styczeń sprzyja noworocznym wyprzedażom, więc jak tu nie oprzeć się pokusie przed kupnem nowych książek. Przedstawiam wam moje najświeższe nabytki. Ostatnio nie mogę przestać zamawiać nowych tytułów. Jestem naprawdę uzależniona, wy kochani chyba też to znacie :) A oto moje nowe skarby:



1. Sylwia Chutnik - "Dzidzia"
2. Danielle Steel - "Długa droga do domu"
3. Danielle Steel - "Ślub"
4. Anna Nasiłowska - "Historie miłosne"
5. Chelsea Haywood - "Biała gejsza"
6. Aleksander Dumas - "W dwadzieścia lat później"



1. Barbara Delinsky - "Nikt się nie dowie"
2. Amanda Quick - "Nie patrz za siebie"
3. Jaye Ford - "Poza strachem"
4. Mark Gimenez - "Nikt nie wygrywa"
5. Małgorzata Gutowska - Adamczyk - "Mariola, moje krople..."
6. Sarah Dunn - "Przystanek szczęście"

7. Helene Hegemann - "Przetrąceni"
8. Kitty Sewell - "Ślad krwi"
9. Colleen McCullough - "Ptaki ciernistych krzewów"







Małgorzata Gutowska - Adamczyk - "Cukiernia pod Amorem" - trzy tomy












Jak widzicie, mimo coraz większej kolekcji książek, zalegającej na moich półkach, nie mogę się powstrzymać od kupna nowych. Taki już nasz los, moli książkowych :) Zajrzyjcie na stronę Weltbilda, księgarnia właśnie wyprzedaje tytuły, na pewno więc znajdziecie coś dla siebie. A teraz zapraszam was na pyszną kawę z czekoladowym piernikiem...



niedziela, 6 stycznia 2013

James F. Twyman – "Między niebem a ziemią"







"Niebo jest zawsze wokół nas. Pytanie brzmi: czy jesteśmy gotowi otworzyć oczy i je dostrzec?"


Każdy z was, z pewnością nie raz zastanawiał się czy istnieje życie po śmierci. To pytanie, na które ludzkość odwiecznie próbuje znaleźć odpowiedź. Ja również od wielu lat, czytając literaturę popularnonaukową i beletrystyczną, szukam dowodów na istnienie "nieba". Mając więc okazję przeczytać książkę, która nawiązuje w pełni do tego tematu, troszkę w niekonwencjonalny sposób, nie mogłam nie podjąć tego wyzwania.

James F. Twyman to znany niektórym autor książki "Sekret kodu Mojżesza" oraz innych bestsellerów. Twyman prowadzi również wspólne modlitwy dotyczące problemów obecnego świata, dzięki którym jednoczy miliony ludzi, nazywany jest nawet "Trubadurem Pokoju". Autor jest producentem filmów i ich współautorem, oraz założycielem organizacji, która wyświęciła ponad pięćset duchownych. Książka "Pomiędzy niebem a ziemią" jak twierdzi pisarz jest zapisem jego autentycznych przeżyć.

W 2005 r. była żona autora, Lynda została zamordowana przez dwóch włamywaczy w swoim mieszkaniu w Evanston. Twyman i ich wspólna, dorosła już córka Angela nie mogli pogodzić się z tak bezsensowną śmiercią matki i ukochanej kobiety, autor bowiem mimo separacji i rozwodu, od wielu lat próbował odzyskać utraconą miłość żony. Niedługo po tym, James i jego córka wraz z przyjaciółką o mało nie zginęli na drodze stanowej numer 144, staczając się samochodem w dół przepaści. Trzy i pół roku później autor postanowił odwiedzić ponownie to pechowe urwisko, gdyż prześladowało go przeczucie, że tajemnicze osuwisko go wzywa. W hotelu dowiedział się, że miejsce w którym prawie zginął nazywane jest Aleją Samobójców oraz, że to dziwny i mistyczny punkt na mapie. Nie odwiodło go to jednak od odwiedzin pechowej drogi. Będąc przy urwisku zauważył w jego dole identyczny samochód, w którym prawie zginął kilka lat temu. Zaciekawiony niezwykłym zbiegiem okoliczności zszedł na dół i jak się okazało był to taki sam model samochodu jak jego, nie posiadający jednakże tablic rejestracyjnych. Nie potrafiąc znaleźć drogi powrotnej na górę, postanowił przeczekać noc pod drzewem, gdy niespodziewanie w lesie pojawił się tajemniczy mężczyzna - Richard, który zaprosił Twymana do swojego domu. Jak się okazuje to dopiero początek magicznych i nieprawdopodobnych zdarzeń. James zostaje bowiem zaproszony na zabawę do stodoły, w której niebo i ziemia łączą się ze sobą. Bohater przez trzy dni doświadcza wielu uczuć i nowych doznań, które na zawsze odmienią jego ziemskie życie. Dostanie szansę, o jakiej wielu z nas może jedynie marzyć, a mianowicie spotka swoją ukochaną, zmarłą żonę. Odtąd jego postrzeganie śmierci i naszego życia na Ziemi zmieni się diametralnie.

Wydarzenia opisane w książce są tak nieprawdopodobne, że trudno w nie uwierzyć. Znajdziecie w tej historii mnóstwo tez dotyczących równoległych światów i oś czasowych. Autor próbuje nas przekonać, iż każdy z nas ma wiele swoich wersji w innych światach, a każde takie życie przebiega inaczej. Pierwszoosobowa narracja wpływa na lepszy odbiór wspomnień autora, a co więcej Twyman nie próbuje usilnie przekonać nas do prawdziwości swoich przeżyć, gdyż sam nie jest do końca przekonany czy to nie był to po prostu zwykły sen. Jednocześnie wie, że to mistyczne zdarzenie odmieniło jego stosunek do śmierci, która według niego nie jest końcem, wręcz przeciwnie. Tajemnicza stodoła to według autora miejsce, w którym czas przeszły, przyszły i teraźniejszy łączy się ze sobą, ukazując wybranym jednostkom prawdę o największej tajemnicy ludzkości. Chciałabym wierzyć, że to prawda, ale opowieść Twymana mnie nie przekonała. Komicznym również wydawał się epizod nawiązujący do dobrego samopoczucia Michaela Jacksona. Autor próbuje być na siłę wiarygodny, nie udało mu się to w mojej opinii.

Moją uwagę zwróciła ilustracja mlecza, w postaci puchatej kulki, tak często zdmuchiwanej przez nas w dzieciństwie, dodana przy każdym początku nowego rozdziału. Ciekawy pomysł. Czy roślina ta jest metaforą ludzkiego życia? Równie kruchego i krótkiego jak jej puch.

Historia śmierci ukochanej osoby i ponownej szansy jej zobaczenia, spisana przez Jamesa Twymana w moim odczuciu jest mało prawdopodobna. Nie przekonałam się do magicznego miejsca, w którym duchy zmarłych osób łączą się z życiem na naszej planecie. Niektóre twierdzenia dotyczące równoległych światów nie są mi obce, jednakże "Między niebem a ziemią" traktuję jedynie jako bajkę z mądrym przesłaniem. Daleko mi do sceptycyzmu, tudzież negowania zjawisk, które nie są potwierdzone naukowo, jednak trudno uwierzyć w tą historię. Nie oznacza to, iż sama fabuła nie jest ciekawa, owszem skłania do chwilowej refleksji. Historia przekazana przez autora nadaje się na powieść. Jako dokument i potwierdzenie autentycznych przeżyć nie trafiła w moje gusta.

Jeśli chcecie poznać nieprawdopodobną historię, która podobno wydarzyła się naprawdę to przeczytajcie "Między niebem a ziemią". To od was zależy czy uwierzycie w połączenie nieba i ziemi w takie właśnie sposób w jaki przedstawił to autor. Abstrahując od realności tych wydarzeń, książka ujęta pod kątem beletrystycznym jest godna polecenia.

"Chodzi o to, że nikt nigdzie nie jest martwy. Nie istnieje taki stan jak „śmierć”. Możesz tego nie rozumieć, dopóki tu nie trafisz, ale tak jest. Nic nigdy tak naprawdę nie umiera."

James F. Twyman


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi nakanapie

piątek, 4 stycznia 2013

Nicola Cornick – "Skandalista"






"Obowiązkiem prawdziwej damy jest nieustanne ćwiczenie i uzyskanie biegłości w sztukach będących domeną kobiet."


W przerwie między lekturą książek naładowanych różnorodnością filozoficzną stwierdziłam, że potrzebuje chwili oddechu. Idealna na taki moment wydała mi się książka Nicoli Cornick, lekki romans historyczny, dzięki któremu będę miała możliwość zatopienia się w XIX wiek i poznania dystyngowanych dżentelmenów i pruderyjnych dam.

Nicola Cornick to brytyjska pisarka, która od dziecka otoczona była książkami. Jej rodzice, nauczyciele zaszczepili jej miłość do literatury, w szczególności tej historycznej. Autorka jest absolwentką Oxfordu, pracowała również w administracji uniwersyteckiej. Dopiero za trzecim podejściem udało się jej wydać swoją pierwszą książkę, co jednoznacznie dowodzi, że warto próbować spełniać swoje marzenia. Nicola jest członkinią Romantic Novelist's Association.

Tytułowy skandalista to niepokorny i nieślubny syn hrabiego Hawksmoore’a, hrabia Ben Hawksmoore. Bohater od dziecka musiał walczyć o godne życie jako syn z nieprawego łoża. To właśnie życie nauczyło go przybierać maskę uwodziciela i egoisty wobec innych. Tylko dzięki temu ma szansę utrzymać się na salonach w towarzystwie i poznać bogatą dziedziczkę, która wybawi go do kłopotów finansowych. Jest przystojny i nieprzewidywalny mężczyzna, musi więc i być kobieta. A jest nią Catherine Fenton, bogata dziedziczka zaręczona z lordem Algernonem Withersem. Catherine jest córką nababa, w związku z tym tylko dzięki swojej fortunie może bywać w towarzystwie. Bohaterka nie może znieść myśli, iż jej narzeczonym jest okrutnik, który po ślubie zamieni jej życie w koszmar. Spotykając Bena podczas egzekucji jego przyjaciela, nie spodziewa się, że zapoczątkuje to ciąg wielu zdarzeń, które w konsekwencji będą prowadziły do wielkich zmian w życiu ich obojga.

Autorka nakreśliła bardzo wyraźnie postacie głównych bohaterów. Zarówno Ben jak i Catherine to osoby o trudnym charakterze, nie dające się zdominować. W konsekwencji nie bojące się utraty pozycji w towarzystwie, mające przede wszystkim ugruntowane poglądy, niekoniecznie zgodne z tymi narzuconymi przez ówczesne społeczeństwo. Dowodem żywiołowości ich charakterów są ekscytujące dialogi pomiędzy parą. Wielokrotnie się uśmiałam i wzruszyłam podczas czytania ich konwersacji. Dynamiczna akcja i namiętne sceny to jeszcze nie wszystko co otwiera przed wami Nicola Cornick.

XIX wieczna Anglia z ówczesnymi manierami, obyczajami i skandalami to dosyć dobrze wyeksponowane tło historyczne. Bale na których elita ówczesnego społeczeństwa bywała oficjalnie i bale w czasie których goście zakładali maski celem nie rozpoznania ich twarzy w czasie orgii. Uprawianie hazardu i zdrada małżeńska to też wątki poboczne książki. Łatwiej jest chyba ugruntować sobie zarys dziewiętnastowiecznego społeczeństwa poprzez książkę beletrystyczną niż typowy dokument. Ciekawym zabiegiem literackim jest przedstawienie przed każdym rozdziałem zasady dobrego wychowania dla dam.

"Skandalista" zapewnia dobrą odskocznię od naszych codziennych lektur, przesyconych trudnymi tematami i refleksją. Warto więc zatopić się w klimat jaki stworzyła autorka.


Nicola Cornick


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mira

środa, 2 stycznia 2013

Ewa Nowak – "Koleżaneczki"





"(…) jeśli ci na kimś naprawdę zależy, zrób wszystko, żeby wasza przyjaźń trwała. Przyjaźń to bardzo ważna rzecz."


Często zdarza się tak, że będąc dorosłymi zapominamy o problemach, które w dzieciństwie spędzały nam sen z powiek. Warto więc czasami zajrzeć do książki, której historia spisana na kartach przypomni nam słodki smak szkolnych lat, okraszony nutką goryczy i pierwszych lekcji życia. Tak było w moim przypadku.

Ewa Nowak, z wykształcenia pedagog terapeuta to z pewnością pisarka znana większości z was. Oprócz powieści młodzieżowych, jest autorką felietonów i opowiadań. Ewa Nowak zadebiutowała w 1997 r. artykułem w popularnym wówczas piśmie "Filipinka". W 2009 r. zdobyła nagrodę główną IBBY 2009 za "Białą wronę". Autorka współpracuje z wieloma pismami takimi jak: "Cogito", "Twój styl" czy "Przyjaciółka", mieszka obecnie w Warszawie. Książka "Koleżaneczki" po raz pierwszy została wydana w 2006 r. i jest jedną z książek z serii "Księżycowy kamień".

Narratorką i zarazem główną bohaterką powieści jest dwunastoletnia Iwa, wzorowa uczennica, mówiąc kolokwialnie "kujonka". Tytułowe koleżaneczki to dwie dziewczynki z jej klasy, Patka i Ania, z którymi Iwa się przyjaźni. Nie jest to jednak przyjaźń, na jaką bohaterka liczy. Przywódczynią w ich trójkącie jest bowiem Ania, która nakłania pozostałe, dwie dziewczynki do rywalizacji między sobą. Patka i Iwa zdobywają punkty, dzięki którym jedna z nich zostanie jedyną i prawdziwą przyjaciółką Anki. W tej sytuacji, Iwa pewnego wieczoru wypowiada przy spadającej gwieździe życzenie, dzięki któremu może stawać się niewidzialna. Odtąd bohaterka dzięki niespodziewanej, magicznej zdolności dowie się, kim naprawdę są jej koleżanki i co naprawdę oznacza słowo przyjaźń. Przy okazji dokona słodkiej zemsty na młodszym bracie Kamilu, udając ducha. Jednym słowem będzie się działo.

Powieść Ewy Nowak niewątpliwie skierowana jest dla dzieci, ale nie tylko, bowiem porusza bardzo ważne kwestie, których nie należy bagatelizować będąc rodzicem. Pierwsze przyjaźnie, kłótnie i szkolna rywalizacja. Autorka odsłania rzeczywisty obraz kontaktów z rówieśnikami w czasie, gdy każde słowo czy gest mogą naruszyć dojrzewającą dopiero psychikę młodego człowieka. Któż z nas nie zna przyjacielskich trójkątów koleżeńskich, w których jedna z osób często prowadzi do rywalizacji o jej względy pośród pozostałych. Tutaj taką osobą jest Ania, kłamliwa i dwulicowa, która za wszelką cenę chce być w centrum uwagi.

Oprócz warstwy edukacyjnej, młodszy czytelnik znajdzie w powieści śmieszne i ciekawe przygody, jakie napotykają główni bohaterowie. Niewidzialność Iwy prowadzi do wielu zaskakujących epizodów, które bawią nawet starszego czytelnika, takiego jak ja. Wątek magiczny jest doskonale wkomponowany w fabułę. Rzeczywistość i magia nie gryzą się ze sobą, wręcz przeciwnie świetnie współgrają, tworząc interesującą całość. Cała narracja poprowadzona jest bardzo prostym językiem, odpowiednim dla młodszych odbiorców.

Ciekawym dodatkiem, w szczególności dla młodszych czytelników, są czarno-białe ilustracje na niektórych stronach. Kolaże wykonane są różnymi technikami i z pewnością dodają uroku książce.

"Koleżaneczki" to całkiem udana lektura dla dzieci, spełniająca dodatkowo rolę edukacyjną, tudzież uświadamiającą. Jednakże polecam ją również dorosłym rodzicom. Dzięki niej bowiem przypomną sobie życiową prawdę, że problemów dzieci nie można bagatelizować. Ewa Nowak swoją powieścią zarówno uczy i bawi, starsze i młodsze pokolenia. Pokazuje prostą prawdę dotyczącą wartości przyjaźni i kłamstwa. Uważam, że warto. Polecam.





Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi nakanapie


Recenzje bierze udział w WYZWANIU: