niedziela, 30 września 2012

Wyniki KONKURSU :)



Nadszedł dzień ogłoszenia wyników mojego konkursu. Wygraną w nim były oczywiście książki, a dokładnie dwie:

"Jest taki dzień w lutym..." - Lori Copeland, Jaqueline Diamond


"Och, te okropne walentynki" - Kristin Gabriel, Linda Randall Wisdom

Wszystkie odpowiedzi coś wniosły w obraz mojego przyszłego kawiarnio-antykwariatu, lecz jedna wypowiedź ujęła mnie bardziej niż pozostałe. Autorką moim zdaniem najlepszej karty menu jest karkam. Gratuluję!

Niebawem kolejny konkurs z cyklu "Mój kawiarnio-antykwariat", więc wszystkich was serdecznie zapraszam :)

piątek, 28 września 2012

Claire Seifert – "Magia wiedźm. Rytuały, specyfiki i zaklęcia"




„Zobacz tę książkę jako to, czym ona jest: źródłem inspiracji, nie żadną Biblią!”



Jako mała dziewczynka zawsze marzyłam o tym aby zostać wróżką. Chciałam umieć wyczarowywać różne cuda jak wróżki. Jednak obok tych dobrych wróżek w bajkach, często występowały również złe wiedźmy z wielkim nosem i miotłą. Czytając „Magię wiedźm. Rytuały, specyfiki i zaklęcia” przekonacie się, że wasze mniemanie o okropnych wiedźmach, baby-jagach jest błędne. Dzisiejsza wiedźma bowiem to ktoś, kogo możecie minąć na ulicy, nie wiedząc o tym, że posiada tajemną moc przekazywaną od pokoleń.

Autorka poradnika Claire Seifert jest stosunkowo młodą osobą, bowiem urodziła się w 1981 r. na wsi, w nieistniejącym już NRD. Jej rodzina od pokoleń kultywowała ludowe tradycje związane z magią, historią czy religią. Studiowała socjologię, a przygodę z pisarstwem rozpoczęła od małego magazynu przeznaczonego dla czarownic. W swoim ojczystym kraju wydała już siedem książek, w Polsce niestety „Magia wiedźm. Rytuały, specyfiki i zaklęcia” to dopiero jej pierwszy opublikowany poradnik.

Autorka przekazuje czytelnikom porady dotyczące stricte wykorzystania w naszym codziennym życiu białej magii. Cała książka składa się z dziewięciu rozdziałów. W każdym z nich znajdziecie mnóstwo przydatnych informacji dotyczących wielu aspektów życia i wpływu na nie białej magii. Dowiecie się na temat magicznej nauki o barwach, kosmetycznej magii, działań kamieni szlachetnych, olejków aromatycznych i aromaterapii. Chcecie wiedzieć jak budować szczęście w mieszkaniu oraz na czym polega sztuka komunikacji z różnymi istotami zamieszkującymi naszą planetę? A może interesują was czary miłosne i magia erotyczna? To również zawiera poradnik. Nie zabraknie też metod wróżbiarstwa czyli tarot, wahadełko czy kryształowa kula.

Czy wiedzieliście, że istnieją różne rodzaje kąpieli od kobiecej do słonecznej? Każda z nich działa kojąco na inne obszary. Czy zdarzyło wam się spotkać osobę, która wysysa z was całą energię? To wampir energetyczny. Chcecie pozbyć się niechcianego wielbiciela? Autorka ma dla was rozwiązanie.

Pierwsze co zwraca uwagę czytelnika to świetnie dopasowana kolorystycznie okładka oraz ozdobne czcionki. Tytuł każdego rozdziału opisany jest śliczną czcionką, a wszędzie widoczne są motywy kwiatowe, zarówno na dole jak i w innych miejscach stron. Miło jest przewracać kartki przy takiej oprawie graficznej. Estetyka więc moim zdaniem jest na piątkę z plusem.

Z książki dowiedziałam się naprawdę wielu ciekawych rzeczy. Najbardziej zainteresowały mnie porady dotyczące magii zapachów czyli kadzidła, świece i zapachy różnych roślin. Autorka również dużą uwagę zwracała na wybór kosmetyków, których używamy w codziennej pielęgnacji. Ujęła mnie tym, iż w swojej książce próbuje uświadomić czytelnika, że może stosować naturalne kosmetyki czyli takie, które nie były testowane na zwierzętach, wystawiając je przy tym na ogromne cierpienie. Zdanie o kotach do których żołądka wstrzykuje się kawę celem doświadczeń było dla mnie wstrząsające. Uświadomienie sobie, że wszystko zależy od naszego indywidualnego wyboru jest bardzo ważne. Szkoda tylko, że naturalne kosmetyki są w naszym kraju tak bardzo drogie i nie każdego jest na nie stać.

Czytając „Magię wiedźm. Rytuały, specyfiki i zaklęcia” miałam wrażenie, że czytam porady zostawione mi przez przyjaciółkę. Lekki język, proste i dosadne sformułowania pozwalają skupić się na rzeczach istotnych. Jest to książka, do której będę często wracać, gdyż różnorodna tematyka dotycząca białej magii przydaje się w różnych sytuacjach i na różnych etapach życia. To swoiste kompendium wiedzy dotyczące magii, wróżbiarstwa i ludowych wierzeń.

Czy to poradnik wyłącznie dla kobiet? Absolutnie nie. Jak przekonuje autorka, mężczyzna również może używać zaklęć i magii. Polecam więc wszystkim, pasjonująca lektura do której będziecie często wracać.


Claire Seifert


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii


Zachęcam do udziału w konkursie, którego termin upływa już jutro :)

wtorek, 25 września 2012

James Grippando – "To coś"




„Zapłacisz tyle, ile ona jest dla ciebie warta.”



Czytając tytuł książki, byłam przekonana, że jej fabuła osnuta będzie wokół jakiś zjawisk nadprzyrodzonych, czegoś niezwykłego i przerażającego. Przerażający był i owszem, ale nie żaden duch tylko po prostu człowiek. Zaintrygowało mnie również to, że James Patterson powiedział o tej książce „Porażające”.

James Grippando to popularny obecnie amerykański pisarz powieści sensacyjnych. Z wykształcenia jest prawnikiem. Na Florydzie praktykował dwanaście lat zanim zaczął pisać. Doświadczenie w sądownictwie umożliwiło mu napisanie i opublikowanie debiutanckiej powieści pt. „Pardon”. W tej właśnie książce po raz pierwszy pojawiła się postać Jacka Swytecka, wielokrotnie wprowadzana do jego kolejnych powieści.

Andie Henning, agentka FBI zajmuje się sprawą porwania młodej kobiety, za którą porywacz zażądał okupu. Nie jest to jednak zwykły okup i zwykłe porwanie dla pieniędzy. Porywacz bowiem nie wskazuje konkretnej kwoty. Mężowi porwanej nakazuje natomiast wyznaczyć cenę za jej życie i taką uznaniową kwotę mu przekazać. Mimo zapłaty, Ashley zostaje znaleziona martwa w podwodnej jaskini „Czarcie ucho”, a przy jej zwłokach agenci znajdują kartkę z napisem „Zła wycena”. Andie wie, że to nie koniec tajemniczych porwań. Zabawa bowiem dopiero się zaczyna.

Jack Swyteck, prokurator z Florydy, nawiązuję obiecujący romans z atrakcyjną Mią. Bohater planuje nawet wspólne życie z kochanką, ma dosyć życia w samotności. Przypadkowo jednak, na wieczornej imprezie spotyka swoją wybrankę z mężem, o którym istnieniu nie miał pojęcia. Mia oszukiwała go od pierwszego spotkania. Jack czując się rozgoryczonym i rozczarowanym, zrywa znajomość z ukochaną. Niespodziewanie kilka dni później Mia zostaje porwana, a jej oprawca każe wyznaczyć cenę za uwolnienie. Jack będzie musiał zmierzyć się ze swoją złością na byłą kochankę, z jej zawistnym mężem milionerem oraz tajemnicą jaką Mia skrywa od lat. Tajemnicą, która wiąże się bezpośrednią z osobą porywacza, oraz tragedią jaka wydarzyła się przed wielu laty.

Spodobał mi się pomysł wykreowany przez autora dotyczący wyznaczenia ceny za życie porwanych osób. Porywacz od jednego z mężów ofiary dostał jedynie dziewiętnaście tysięcy dolarów. Mąż ów sprzedał wszystko co miał, cały dorobek życia. Żona wróciła do domu cała i zdrowa. W drugim przypadku mimo otrzymania miliona dolarów, ofiara zostaje utopiona. Cena za życie była więc względna, zależna od sytuacji. Uważam, że to bardzo ciekawy wątek, daje do myślenia ile każdy z nas zapłaciłby za życie ukochanej osoby i czy jest w stanie poświęcić w takiej sytuacji wszystko.

Intryga, jaką buduje autor jest dość nieprzewidywalna. Zakończenie totalnie mnie zaskoczyło, więc tutaj duże uznanie dla autora. Główny bohater Jack, mimo jego rycerskości i poświęcenia, jest dla mnie niestety facetem bez charakteru. Zabrakło mi czegoś w tej postaci.

Styl pisania Jamesa Grippando ukazuje jego lekkie pióro. Język książki przystosowany jest do przeciętnego czytelnika, a tempo akcji względnie poprawne. Jeśli miałabym porównać Jamesa Grippando do jakiegoś pisarza piszącego podobne powieści to na pewno byłby to James Patterson. Ale zaznaczyć należy, że daleko mu do stylu i budowania fabuły, jaką przedstawia mistrz thrillera i sensacji.

Czy powieść ma to coś w sobie. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że niestety nie ma. Książkę owszem czyta się szybko, daje chwilową rozrywkę, ale nie poraziła mnie. Są książki, przy których nie możecie oderwać się od lektury. Ta z pewnością taka nie jest. Zwykłe czytadło, niczym się nie wyróżniające. Myślę, że opowieść o porywaczu-wyceniaczu świetnie sprawdziłaby się jako film. Z dobrym reżyserem taki film byłby ciekawszy od pierwowzoru jakim jest książka.


James Grippando

piątek, 21 września 2012

Rachel Jayne Groover – "Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm"




„Prawdziwa kobiecość polega na odpowiednim sposobie poruszania się i wyrażania swojej energii, a nie na wyglądzie zewnętrznym.”




Od dawna miałam ochotę na tę książkę. Przyznam się, że byłam ciekawa jakie porady i wskazówki dotyczące bycia prawdziwą kobietą przedstawi mi autorka. Widząc coraz więcej pozytywnych recenzji w blogosferze, tym bardziej moja ciekawość od jakiegoś czasu rosła.

Autorka książki „Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm” Rachel Jayne Groover to piosenkarka, trenerka motywacyjna oraz założycielka Projektu JIN. Projekt ten zrzesza międzynarodową społeczność kobiet, które zajmują się rozwojem osobistym i duchowym. Pisarka mieszka obecnie w Kolorado wraz z mężem.

Nie pamiętam bym kiedykolwiek w ostatnich latach czytała poradnik tego typu. Rynek obecnie pełny jest różnego rodzaju książek dotyczących bycia singielką, kobietą niezależną itd. Dlatego niezmiernie ucieszył mnie fakt, że taki tytuł powstał i został wydany na naszym rodzimym rynku. Książka przedstawia bowiem kobietę z zupełnie innej perspektywy, tej zapomnianej już od wielu lat przez przede wszystkim przez młode kobiety.

Na pewno każda z nas, kobiet czasami zastanawia się czy swoją rolę spełnia w stu procentach. I co w dzisiejszych czasach rozumiane jest pod pojęciem kobiecości? Czy siła idzie w parze z byciem kobietą? Autorka w dużej mierze odpowiada na te pytania oraz przedstawia czytelnikom pojęcie siły i magnetyzmu kobiety z zupełnie innej strony, w opozycji do tego jak dzisiaj przedstawiają nam ją media i popkultura. W poradniku znajdziecie wyjaśnienie pojęcia esencji kobiecości. To „coś” o czym wiedziałam, że każda kobieta to posiada, ale teraz wiem jak nad tą siłą pracować, żeby moja kobiecość była coraz bardziej widoczna dla innych.

Książka zawiera trzydzieści pięć naprawdę prostych ćwiczeń, które służą zwiększeniu naszego kobiecego magnetyzmu. Nie wszystkie trzeba wypróbować, nie jest to konieczne. Dowiecie się również o pięciu błędach jakie popełniają dzisiejsze niezależne kobiety w relacjach ze swoimi partnerami. Powiem wam, że idąc za radą autorki dotyczącą chwalenia swojego mężczyzny, można osiągnąć naprawdę świetne rezultaty. Sprawdziłam to na własnym związku. Ciekawą nowością było dla mnie pojęcie przestrzeni łona czyli energetycznego centrum mocy. Coś w tym chyba jest, choć dla niektórych może się to wydać śmieszne. Chcecie wiedzieć jak uzdrowić rozłam między naszą seksualnością, a sercem? A może interesują was wasze ukryte pragnienia z których nie zdajecie sobie sprawy? To wszystko znajdziecie właśnie w poradniku ”Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm”.

Wart podkreślenia jest fakt, że autorka książki wyróżnia się lekkim piórem. Styl jej pisania jest z pewnością dopasowany do każdego czytelnika, nawet dla osoby, która nie lubi z zasady poradników. Dlaczego? Dlatego, że widoczna jest w nim duża dawka humoru, co nieodłącznie wpływa na jego lepszy odbiór. Nie myślcie również, że książka Pani Groover to wyłącznie suche porady, znajdziecie bowiem w niej wiele sytuacji, które zaczerpnięte są z własnego życia autorki bądź jej znajomych. Bardzo dobrym pomysłem jest podsumowanie każdego rozdziału na końcu. Jest to swoista pigułka dla czytelnika dotycząca najważniejszych założeń danego działu.

Moje zastrzeżenia budzą niektóre poglądy trenerki dotyczące inteligencji kobiet i w głównej mierze istoty kobiecości. Dlatego pod pewnymi radami i wskazówkami na pewno się nie podpiszę, gdyż się z nimi nie zgadzam. Ciekawa jestem, co napisałaby jakaś recenzentka feministka o tej książce :) Wiele z myśli autorki powiązanych jest z wierzeniami New Age. Na pewno wskazania dotyczące zmysłowości i indywidualności kobiet są mi bliskie, ale nie wszystkie jak napisałam wyżej. I o to chyba chodzi. Nie trzeba zgadzać się ze wszystkimi tezami w niej zawartymi, warto znaleźć coś, co nas zainspiruje do pracowania nad swoją kobiecością.

Zastanawiałyście się czasami dlaczego niektóre kobiety mimo przeciętnego wyglądu zawsze robią oszałamiające wrażenie na przeciwnej płci? A wy mimo wspaniałych, modnych ubrań i nieskazitelnego wyglądu, takiej mocy nie macie? Ja już poznałam tę tajemnicę. Teraz czas na was. Odkryjcie swoją kobiecość. I nie musicie wcale zgadzać się ze wszystkim, co napisała autorka. Myślę, że każda kobieta znajdzie tutaj coś dla siebie. Dlatego też polecam ten poradnik.


Rachel Jayne Groover


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii

środa, 19 września 2012

Irena Matuszkiewicz – "Gry nie tylko miłosne"




"Kłopoty to mają do siebie, że czy się człowiek martwi, czy nie, i tak spadają na łeb, kiedy same chcą. I wtedy trzeba myśleć, jak się z nich wykaraskać.”



Po „Seryjnym narzeczonym” przyszedł czas na kolejną książkę Pani Matuszkiewicz. Byłam ciekawa co tym razem zaserwuje mi autorka.

Irena Matuszkiewicz to absolwentka filologii polskiej. Pisarka z zawodu jest dziennikarką. Przez pewien okres czasu pracowała w tygodniku regionalnym „Kujawy”, ale z powodu choroby zaprzestała wykonywać ten zawód. Autorka całkowicie poświęciła się pisarstwu co widać w jej niezłym dorobku literackim.

Główną bohaterką „Gier nie tylko miłosnych” jest Julia Blenda, świeżo upieczona inżynier informatyki, która za namową rodziców wraca z Warszawy do rodzinnego Włocławka. Udaje jej się znaleźć pracę w firmie Budampoleks 2. Niestety nie jest to wymarzona praca na etacie informatyka, Julia bowiem zostaje asystentką właściciela firmy. W pracy poznaje ciekawych ludzi z różnorodnymi osobowościami: Karolinę prawniczkę wiedzącą czego chce od życia czy Leszka wielbiciela owadów, ciepłego i urokliwego mężczyznę. Gdy niespodziewanie z firmy znika Chochla – jeden z pracowników, a na horyzoncie pojawia się przystojny, ale zamknięty w sobie informatyk Konrad, Julia wraz z przyjaciółmi postanawia rozwikłać zagadkę prawdziwych zależności i układów panujących w firmie. Pojawia się miłość, zdrada i morderstwo.

Autorka w książkę typowo obyczajową postanowiła wpleść wątek kryminalny. Niestety moim zdaniem nie udał się ten zabieg w żadnym stopniu. Zakończenie nie nasuwa czytelnikowi żadnego rozwiązania. W zasadzie to nie wiem po co w ogóle kogoś zabijano. Myślę, że zakończenie nie zostało do końca przemyślane, mogło być naprawdę lepsze.

Muszę napisać też parę słów o bohaterach. Julia kompletnie nie przypadła mi do gustu. Była mdła i nijaka. Jej zachowanie w wielu momentach mnie drażniło. Bardziej bliższa osobowościowo była mi Karolina, kobieta wyrachowana, ale za to autentycznie prawdziwa. Autorka stworzyła postać romantyczki Julii, ale to postać bez osobowości. Do tego wymieszanie uczuciowe jakie było widoczne w książce dawno mnie tak nie przeraziło. To istna telenowela brazylijska w skróconej formie. Takie poplątanie fabuły kompletnie do mnie nie przemawia.

Plusem dla autorki jest wykreowanie klimatu małego miasteczka jakim jest Włocławek, w którym trudno jest znaleźć pracę i posiadać cudowne perspektywy na przyszłość. Niestety to jedyny atut tej książki moim zdaniem.

„Gry nie tylko miłosne” to według mnie słaba historia, którą można było przedstawić w lepszej formie. Podczas czytania często ziewałam i odliczałam strony do końca. A przecież nie tak powinien wyglądać relaks przy książce. Zbyt duże pomieszanie wątków miłosnych i intryg z nijaką główną bohaterką daje nieciekawy efekt. Słabe czytadło więc nie polecam.



Irena Matuszkiewicz


Przypominam o trwającym konkursie :)

KONKURS



niedziela, 16 września 2012

James Van Praagh – "Niedokończone sprawy. Czego śmierć może nas nauczyć o życiu"




”Każdy, niezależnie czy zmarły czy żywy, ma jakieś niedokończone sprawy. Dlaczego tak się dzieje?”


Ja, ty, każdy z nas zastanawia się w pewnych momentach swojego życia czym jest śmierć i czy po niej jest jakiś ciąg dalszy. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, czego śmierć może was nauczyć o życiu? Widzicie jakiś paradoks w tym zdaniu? Owszem. Jeśli chcecie zrozumieć jego znaczenie, zapraszam do lektury.

Dla niektórych, w szczególności sympatyków ezoteryki postać Jamesa Van Praagha nie jest obca. Mnie również autor książki nie jest całkiem nieznany, gdyż kilka lat temu czytałam na jego temat w internecie. James Van Praagh bowiem to postać nietuzinkowa. Żeby napisać cokolwiek na temat jego książki, konieczna jest wiedza kim jest, albo dla niektórych, za kogo się podaje. Autor jest znanym na całym świecie amerykańskim medium, który potrafi kontaktować się z duchami zmarłych osób. Do tego całkiem nieźle radzi sobie w show-biznesie, jest bowiem również producentem telewizyjnym serialu „Zaklinacz dusz”. Van Praagh na całym świecie wsławił się swoimi seansami, w których to potrafi nawiązać kontakt ze zmarłymi. Jest postacią wielce kontrowersyjną, sceptycy uważają go za oszusta i hohsztaplera. Jaka jest prawda? Tego nikt nie wie. James Van Praagh ma bowiem na swoim koncie kilka spektakularnych sukcesów ale również porażek.

Na przestrzeni wielu lat swojego życia, każdy z nas pozostawia niedokończone sprawy. Mogą być nimi kłótnie, nienawiść, żal czy poczucie winy. Sprawy te wydawałoby się po śmierci już nieistotne. A gdyby tak niedoprowadzenie pewnych rzeczy do końca za życia, uniemożliwiałoby nam spokojne przejście na drugą stronę. I na odwrót. To właśnie chce nam uzmysłowić autor. Poprzez swoją opowieść, chce wskazać czytelnikowi właściwą drogę postępowania tutaj, w naszym obecnym życiu.

W książce "Niedokończone sprawy. Czego śmierć może nas nauczyć o życiu" przeplatają się ze sobą fragmenty odnoszące się stricte do ludzkiej psychiki z przykładami seansów, w których Van Praagh uczestniczył rozmawiając z duchami zmarłych osób. Autor jako medium ma ponad dwudziestopięcioletnie doświadczenie w tej materii. Na całym świecie, na jego spotkania jak sam twierdzi przychodzą anonimowi ludzie, których najbliżsi zmarli chcą się z nimi skontaktować. I to właśnie duchy wskazują ludziom jak dalej żyć, by korzystać z tego cudownego daru jakim jest nasze życie na Ziemi. W książce znajdziecie odniesienia do wybaczania, obwiniania się, strachu, ale również zagadnienia karmiczne czy transcendencję.

Słysząc słowo medium, nieodłącznie kojarzy mi się z tym pojęciem obrazek zaciemnionego pomieszczenia, gdzie stół podnosi się do góry, latają różne rzeczy pomijające prawo grawitacji, a wszystko to wielki spektakl, zrobiony w celu zarobienia pieniądzy na nieszczęściu innych. Dlatego też zdziwił mnie opis kontaktów z duszami zmarłych jakie autor opisuje w swojej książce. Jeśli rzeczywiście osoby obecne na jego seansach to ludzie anonimowi, to wszelcy sceptycy mogą sobie mówić co chcą. Wiedza, jaką medium otrzymuje od duchów jest tak szczegółowa, że trudno uwierzyć by było to świetnie wyreżyserowane oszustwo.

Nawet Ci czytelnicy, którzy słysząc o medium i kontaktach z duchami, czują tylko niedowierzanie znajdą w książce wiele przydatnych informacji i porad życiowych. Pewne myśli autora mają wydźwięk uniwersalny, nawet dla sceptyków widzących w jego postaci wyłącznie kontrowersję. Po przeczytaniu tak wielu opisów rozmów ze zmarłymi, człowiek zaczyna zadawać sobie pytanie czy rzeczywiście jest to prawda. A jeśli tak, to nasze życie nie kończy się po śmierci, to dopiero początek naszej wspaniałej drogi. Czy warto w to wierzyć? Myślę, że tak.

Polecam książkę nie tylko sympatykom psychologii ezoterycznej, ale również sceptykom. Może warto czasami porzucić swoje przekonania i choć przez chwilę zacząć wierzyć w życie pozagrobowe. Może to właśnie będzie pierwsza dokończona sprawa w waszym życiu.

Na koniec ciekawostka. W 2002 r. powstał film fabularny pt. „Rozmowy z zaświatami”, którego fabuła ukazuje autentyczną opowieść o postaci medium jakim jest James Van Praagh. Warto obejrzeć, gdyż film naprawdę wciąga.

„Każdy z nas jest amalgamatem uczuć, myśli, emocji, przekonań, historii oraz doświadczeń. To są właśnie rzeczy, które nas określają."


James Van Praagh



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii

czwartek, 13 września 2012

David Toscana – "Ostatni czytelnik"




"(…) powieści opowiadają o rzeczach, które nie istnieją, to same kłamstwa. Jeśli zbliżam ręce do ognia (…) parzę się; jeśli wbijam sobie nóż, krwawię; jeśli piję tequilę, upijam się; a od książki nic mi się nie dzieje, no, chyba że dostanę nią w twarz."


Udało mi się w końcu kupić książkę, o której czytałam na waszych blogach wielokrotnie. Recenzje „Ostatniego czytelnika” były naprawdę zróżnicowane. Od miażdżącej krytyki po pochwały za ambitne i oryginalne dzieło. Nadszedł czas bym sama sprawdziła, dlaczego akurat ta powieść wznieca w czytelnikach aż tyle sprzecznych emocji.

David Toscana to meksykański dziennikarz i pisarz. Jego wykształcenie to stricte nauki ścisłe, jest bowiem inżynierem. Do tej pory Toscana wydał osiem książek. „Ostatni czytelnik” opublikowany w 2005 r. to jego piąta powieść. Jest ona jedyną wydaną na naszym rodzimym rynku. Pisarz definiuje swoją twórczość jako „realismo desquiciado” co oznacza w wolnym przekładzie niepowstrzymany realizm, cokolwiek ta definicja oznacza.

Poznajcie stare, trochę zapomniane meksykańskie miasteczko Icamole, którego mieszkańcy cierpią na brak wody. Miasteczko, w którym nikt już nie czyta książek oprócz starego bibliotekarza Lucia. Ów tytułowy ostatni czytelnik, prowadzi swoją bibliotekę w czynie społecznym, gdyż od dawna nie utrzymuje od władz pensji za swoją pracę. Lucio jest zapomnianym przez ludzi i świat człowiekiem, który każdy, samotny dzień spędza przy lekturze, cenzurując swoje książki w bardzo ciekawy i zarazem dziwny sposób.

Pewnego dnia przychodzi do niego syn Remigio z prośbą o radę. W swojej studni znalazł ciało dwunastoletniej dziewczynki, którą ktoś zamordował. Ojciec stwierdza, że historia ta już wydarzyła się kiedyś w jednej z jego książek opowiadającej losy małej Babette. Dla starego Lucia, wszystko już kiedyś zostało gdzieś zapisane, wystarczy tylko znaleźć odpowiednią książkę. Remigio zgodnie z radą ojca, zakopuje ciało dziewczynki pod drzewem awokado. Niedługo po tym, w mieście zjawiają się policjanci i matka zaginionej dziewczynki. Rozpoczyna się śledztwo.

Jeśli sądzicie, że dalej akcja nabiera tempa to się mylicie. Bowiem w tej książce akcji po prostu nie ma. Czytelnik dostaje całe strony tekstu w którym dominują przemyślenia głównych bohaterów, cytowanie książek nieznanych nam autorów oraz przenikające się światy fikcji z rzeczywistością. Książka jest trudna, czasami naprawdę ciężko jest się w niej odnaleźć mimo tego, że nie jest opasłym tomiskiem.

Na lepszy odbiór powieści Toscany nie wpływają zapewne braki akapitów i dialogów. Można stwierdzić, że cała książka to jeden wielki ciąg znaków. Było to dla mnie bardzo męczące, po przerobieniu większej partii tekstu musiałam choć na chwilę odpocząć, moje oczy nie mogły tego wytrzymać. Nie wiem po co autor zastosował taki zabieg. Być może odpowiedź na wyżej zadane pytanie znajduje się w samej książce, gdy Lucio stwierdza, iż nawiasy i pauzy, używane do porządkowania treści są według niego zbędne. Czasami zamiast skupić się na wymowie jakiejś myśli, zastanawiałam się kim jest jej autor. Można się pogubić niestety.

Zarówno bibliotekarz jaki i jego syn to ludzie, którzy moim zdaniem przejawiali symptomy choroby psychicznej. Lucio żyje w świecie swoich książek, miesza fikcję literacką z prawdziwym życiem. Pewne jego przemyślenia są zbyt zagmatwane i niezrozumiałe dla mnie. A wydawanie synowi instrukcji jak zabić kozła było dla mnie nie do przyjęcia.

Remigio natomiast przejawia lekko powiedziany, niezdrowy pociąg do zamordowanej dziewczynki. Zachwyca się jej ciałem, dzięki któremu owoce awokado będą dobrymi kompanami w łóżku podczas snu. Widać tutaj ewidentnie wątek pedofilski.

Starałam się naprawdę zgłębić książkę jaką jest „Ostatni czytelnik”. Starałam się, ale nic z tego nie wyszło. Główni bohaterowie wraz z każdą stroną stawali się dla mnie obleśni i obrzydliwi, a brak akapitów i ciąg znaków ewidentnie wymęczył moje oczy. Być może jest to lektura ambitna. Być może należy przeczytać tę książkę jeszcze raz, aby zrozumieć jej przesłanie. Być może pomysł był dobry, ale gorzej poszło autorowi z jego wykonaniem. Być może...

Zdecydowanie nie polecam. Oszczędzajcie swoje oczy na lepsze, mniej skomplikowane i zagmatwane historie, w których trudno doszukać się czegokolwiek.

David Toscana

środa, 12 września 2012

Konkurs z "Kryptą"

Zachęcam was do udziału w konkursie, w którym nagrodą jest egzemplarz książki Sebastiana Kossaka pt. "Zajazd". Recenzję "Zajazdu" możecie znaleźć TUTAJ.




Warszawska Firma Wydawnicza i Sebastian Kossak zapraszają do udziału w konkursie

1. Przeczytaj opowiadanie Sebastiana Kossaka "Krypta", zamieszczone 10 sierpnia na blogu www.wydaj-ksiazke.blogspot.com (bezpośredni link: http://wydaj-ksiazke.blogspot.com/2012/08/krypta-opowiadanie-sebastiana-kossaka.html).

2. Odpowiedz na pytanie dotyczące "Krypty": Ile zwłok zidentyfikowano w pałacu w Kruszynie i czyje to były zwłoki?

3. Wyślij swoją odpowiedź na adres konkurs@wfw.com.pl do 23.59 30 września 2012.

4. Do wygrania egzemplarz "Zajazdu" - drugiej powieści Sebastiana Kossaka - z autografem Autora!

Kossak bardzo dobrze radzi sobie z budowaniem napięcia. Stopniowo odkrywa kolejne karty, by z miną zawodowego pokerzysty ograć nasze uczucia do cna. Potrafi blefować, ale i porządnie wystraszyć.
Literacka Kanciapa o "Zajeździe"

Polecamy także trailer "Zajazdu": http://www.youtube.com/watch?v=IV05nbseKqE i fragment powieści w wersji audio: http://www.youtube.com/watch?v=OnOTQIpaHfQ


niedziela, 9 września 2012

Karol Leopold Cetlin – "Świadomy sen, czyli jak podświadomość kształtuje Twoje życie"




„Wiem jedno, na pewno masz sny. Mam je ja, Ty, a także Twój pies.”



Po przeczytaniu pierwszej recenzji tej książki wiedziałam, że muszę ją mieć. Odkąd pamiętam sny stanowiły dla mnie swoistą zagadkę, a ich interpretacja za każdym razem była owiana nutką tajemnicy. Tematyka świadomego snu do tej pory była mi całkowicie obca. Jest to moja pierwsza książka traktująca o tym zagadnieniu, którą zgłębiam.

Autor poradnika Karol Leopold Cetlin to jak sam siebie określa „badacz i nauczyciel”. Od wielu lat interesuje się tematyką parapsychologii: m. in. podróżami astralnymi, prawem przyciągania czy medytacją. Prowadzi własną działalność gospodarczą, bardziej przyziemną niż podróże astralne. Jak sam twierdzi to: „trochę dziwne połączenie”. W internecie możecie znaleźć jego autorską stronę internetową poświęconą dziedzinie świadomego snu i nie tylko - Druga strona. Na końcu książki również znajdziecie obszerną wzmiankę o autorze.

Książka „Świadomy sen…” jak wcześniej wspomniałam jest poradnikiem. Poradnik ów krok po kroku wprowadza czytelnika w tematykę Lucid Dreaming czyli świadomego snu. Teraz już wiem, że świadomy sen to sen przy którym mam świadomość, że śnię. Skomplikowane? Nic mylnego. Stosując się do rad autora, każdy może odczuć na własnej skórze cóż to oznacza. Cały poradnik podzielony jest na cztery kroki, w tym dwadzieścia cztery rozdziały i kilka bonusów od autora.

Z poradnika możecie się dowiedzieć interesujących rzeczy. Czym są sny? Jak przeprowadzać testy rzeczywistości? Jak wykorzystać autosugestię w świadomym śnie? Poznacie również metody, które mogą pomóc wam osiągnąć stan świadomego snu, kontrolować go oraz urozmaicać według uznania. Ciekawym dodatkiem jest sześć bonusów na końcu książki dotyczących przykładowo: seksu, podróży astralnej czy prawa przyciągania w kontekście świadomego snu.

Na moją szczególną uwagę przy pierwszym kontakcie z poradnikiem zwróciła śliczna szata graficzna. Każdy rozdział zaczyna się ciekawym cytatem pisanym ozdobną czcionką. Numery stron również opakowane są w ciekawy znak graficzny, a pierwsza litera każdego rozdziału to swoiste dzieło sztuki. Nie da się zaprzeczyć, że czytanie książki przy takiej oprawie jest o wiele przyjemniejsze.

Wiedza zawarta na kartach poradnika, to jak mi się wydaje, wiedza w pigułce dla takich nowicjuszy jak ja. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, o których przed lekturą nie miałam pojęcia. Pewne zjawiska jak na przykład wibracje czy zapamiętywanie snów przydarzały mi się od czasu do czasu. Teraz wiem już co się z nimi wiąże i jak połączyć je ze świadomym śnieniem. Plusem tej publikacji jest na pewno możność wybrania sobie tematycznie rozdziałów, które nas konkretnie interesują. Nie musicie czytać wszystkiego od razu. Wskazane jest natomiast powracanie do konkretnych zagadnień, aby je sobie utrwalić i zapamiętać.

Nie czytałam dotąd żadnych książek na ten temat, więc nie mam żadnej skali porównawczej. Metody opisane w poradniku Karola Cetlina zaczęłam już wprowadzać praktycznie w życie. Póki co nie ma jeszcze żadnych pozytywnych efektów ale wiem, że może to potrwać dłuższy okres. Jestem więc wytrwała. I cierpliwa.

„Świadomy sen, czyli jak podświadomość kształtuje Twoje życie” to poradnik zarówno dla nowicjuszy jak i czytelników znających zagadnienie świadomego śnienia. W szczególności nowicjusze mogą rozeznać się w tym temacie, a później sięgnąć po obszerniejsze dzieła aby poszerzyć swoją wiedzę.

Przeciętnie w ciągu całego swojego życia przesypiamy 24 lata, warto więc świadomie śnić, aby czas snu pozwolił nam kształtować nasze życie w rzeczywistości. Polecam.


Karol Leopold Cetlin


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii








piątek, 7 września 2012

Agata Malesińska – "Malokkio"




„A potem znów wszystko prysło, odjeżdżając jak napisy końcowe.”



Muszę przyznać, że do kupna tej książki w dużej mierze przyczynił się sam tytuł. Dziwny, inspirujący ale już gdzieś zasłyszany przeze mnie. Poza tym czytając nazwisko autorki wiedziałam, że już gdzieś o niej słyszałam w mediach. I nie pomyliłam się.

Agata Malesińska bowiem to pisarka, dziennikarka ale również scenarzystka filmowa i telewizyjna. Swoją pierwszą powieść pt. „Aby do pełni” wydała pod pseudonimem Agata Harrison. Pani Agata jest autorem scenariusza i dialogów w wybranych odcinkach „Niani”, „Heli w opałach” czy „Samego życia”. W internecie możecie znaleźć blog pisarki, aby zasięgnąć o niej więcej informacji.

Tytułowe Malokkio to według ludowych przesądów złe oko, złe spojrzenie, które przynosi nieszczęście osobie, na która się spojrzało. Taką właśnie przypadłość zauważa u siebie pewnego dnia dwudziestodziewięcioletnia Daria pracująca na recepcji. Ludziom, którzy w jakiś sposób wyrządzają jej krzywdę, praktycznie natychmiast zdarzają się nieszczęśliwe wypadki, a nawet niespodziewana śmierć. Bohaterka w takiej sytuacji nie wie co robić, jak pozbyć się tego daru, a zarazem przekleństwa.

Kluczem do rozwiązania zagadki jest zaginiona księga „Malokkio”, którą posiada Marina i jej sługa Szczurowaty, członkowie sekty poszukujący mesjasza. Daria nie zdaje sobie sprawy, że według sekty to właśnie ona jest mesjaszem i to jej grozi wielkie niebezpieczeństwo. Na szczęście dziewczyna może liczyć na aspiranta policyjnego Dawida, który dzięki swojemu wścibstwu i ambicji odkryje tajemnicę złego oka.

Agata Malesińska stworzyła bardzo barwne postacie w swojej powieści. Oprócz wyżej wymienionych, czytelnik spotyka na kartach książki sepleniącą dziesięciolatkę, która wykonuje działania matematyczne na numerach rejestracyjnych samochodów, dwóch bezdomnych Ireneusza i Franciszka oraz moim zdaniem najbardziej zapadającą w pamięć postać - bezdomną socjolożkę - doktorantkę, która z miłości do hazardu straciła wszystko.

Autorka operuje lekkim piórem, śmieszne dialogi i wyraziste postacie opisane są niewyszukanym językiem. Nie ma rozwlekłych opisów nużących czytelnika, cały czas coś się dzieje. Dobrze rozbudowana fabuła zachęca do sięgania po kolejne kartki. Nie ma również jednego, głównego bohatera o czym pisze autorka we wstępie. Myślę, że tę powieść mogę określić jako thriller przygodowy z nutką fantastyki. Nie mam tak naprawdę do czego się doczepić. „Malokkio” to przyjemne czytadło na nudny wieczór.

Intryguje mnie natomiast ostatnie zdanie we wstępie autorki:

„Tylko że akurat ta bajka wydarzyła się naprawdę.”

Czyżby Agata Malesińska czerpała z życia inspirację do napisania tej historii? Jestem zaciekawiona czy pewne wątki mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Pozostaje więc z uczuciem niedosytu. A książkę oczywiście polecam.




Agata Malesińska

środa, 5 września 2012

KONKURS



Pierwszy konkurs już dawno za mną, więc czas najwyższy na kolejny. Nagrodami są oczywiście książki, a dokładnie dwa tytuły:


"Jest taki dzień w lutym..." - Lori Copeland, Jaqueline Diamond


"Och, te okropne walentynki" - Kristin Gabriel, Linda Randall Wisdom




Każda z książek zawiera po dwie historie, jak zapewne widać o niczym innym tylko o miłości. Co trzeba zrobić by je dostać? Oto zasady konkursu:

Organizatorem konkursu jest blog Subiektywnie o książkach







  1. Zgłoś chęć udziału w konkursie w komentarzu pod tym postem odpowiadając na pytanie (ilość znaków nieograniczona):

    Co według Ciebie powinna zawierać karta menu w twoim ulubionym miejscu, jakim jest kawiarnio-antykwariat?

    Pod odpowiedzią podaj równocześnie swój adres email. Nie musisz mieć konta na bloggerze.
  2. Jeśli prowadzisz bloga zamieść niżej ukazany baner na swoim blogu informujący o moim konkursie. Baner musi być podlinkowany do tego posta.
  3. Nie musisz dodawać mojego bloga do obserwowanych. Jeśli ktoś ma na to ochotę to będzie mi bardzo miło :)
  4. Odpowiedzi przyjmuje do 29 września do północy. Następnego dnia nastąpi ogłoszenie wyniku. Mój wybór jest całkiem subiektywny.
  5. Osobie, która zostanie wybrana przeze mnie wyślę wiadomość o wygranej. Jeśli w ciągu trzech dni od wysłania powiadomienia zwycięzca nie poda mi adresu do wysyłki, wybiorę drugą odpowiedź, która najbardziej przypadnie mi do gustu.



Zapraszam więc do zabawy! :)




wtorek, 4 września 2012

Jarek Tomszak – "Wersja oficjalna"



„A jedyną wykładnią prawdziwej rzeczywistości była wersja oficjalna.”



Obawiałam się, że znowu nie znajdę żadnej wzmianki na temat debiutującego autora, a tutaj miła niespodzianka. Jarek Tomszak to nasz rodak, który od ponad trzydziestu lat zamieszkuje Stany Zjednoczone. Jest absolwentem reżyserii na Columbia College w Chicago, w pracy zawodowej zajmuje się jednak programowaniem multimedialnym systemów e-Learning. Autor prozy, ale również poeta, tworzy wiersze i opowiadania od blisko trzydziestu lat. Na swoim koncie posiada już dwa wydane tomiki poezji. W internecie możecie znaleźć stronę autora pod adresem: www.jarektomszak.com

Debiut prozatorski Tomszaka to zbiór jedenastu opowiadań z pogranicza science-fiction i groteski. Zbiór ten otwiera tytułowe opowiadanie „Wersja oficjalna”, które przedstawia wykreowaną przez autora wizję przyszłości naszego świata. Ludzie zamieszkujący naszą planetę żyją w tzw. virach czyli wirtualnych rzeczywistościach. Te tysiące sztucznie wykreowanych światów ma swój termin użytkowania, po którym człowiek zobowiązany jest wrócić do jedynej i niezaprzeczalnej tytułowej wersji oficjalnej czyli rządowej wersji rzeczywistości. Jednym ze stwarzających viry jest Autor. Odkrywa on spisek dotyczący kontrolowania wersji oficjalnej, którego ogłoszenie może zrujnować tak świetnie funkcjonujący system.

Nie dziwię się, że akurat to opowiadanie otwiera cały zbiór, czytelnik dzięki niemu nabiera ochoty na więcej. Sam pomysł dotyczący wirtualnych rzeczywistości nieodłącznie kojarzy mi się z filmem „Matrix”. Kto wie, czy nie żyjemy w wersji oficjalnej zatwierdzonej przez rządzących? :) Czasami chciałabym mieć możliwość przeniesienia się do jakiegoś innego, specjalnie ukształtowanego dla mnie świata na jakiś czas. Cóż, wszystko jeszcze przed nami.

Pozostałe opowiadania, dłuższe i krótsze, również odnoszą się do alternatywnych wizji naszego świata w przyszłości. Najczęściej występują w nich anonimowi bohaterzy – Autor, Użytkownik, Obywatel, Mieszkaniec czy X. Ten zabieg miał zapewne na celu umożliwienie identyfikacji każdego czytelnika z daną postacią. W stworzonych wizjach autora, ludzie nie mają prawa być indywidualistami, niezależność to dawno wymarłe słowo, które nie ma prawa bytu. Wszystkie opowiadania nawiązują nie tylko do obecnych problemów z jakimi boryka się ludzkość, ale również do zagrożeń czekających na nas w przyszłości i to moim zdaniem całkiem niedalekiej.

Jedno utwór uwiódł mnie zupełnie i dzięki niemu jestem zachwycona faktem, że taki zbiór opowiadań powstał. „Misjonarz” to krótkie opowiadanie, które ukazuje postać Atora. Bohater jest aktorem, którego praca polega na odwiedzaniu innych cywilizacji i niesieniu „źródła życia stworzonego”. Na jednej z planet musi odegrać rolę - misję w postaci śmierci poprzez przybicie na krzyżu. Panie Jarku, czy Pan jest zwolennikiem teorii głoszonych przez historyka-amatora jakim jest Erich von Daniken? Bardzo mnie to ciekawi.

Opowiadania Jarka Tomszaka trzeba sobie dozować. Niektóre są naprawdę krótkie, ale zawierają w sobie wiele przemyśleń i aluzji do kondycji współczesnego świata. Ich krótka forma wcale mi nie przeszkadza, choć dwa opowiadania mogłyby być odrobinę dłuższe. Język i styl nie jest wyszukany. Myślę, że z pewnością każdy się w nim odnajdzie. Będąc dzieckiem czytałam mnóstwo opowiadań tematycznie związanych z science-fiction, dlatego też mam słabość do takiej formy literackiej. Jak na debiut, „Wersję oficjalną” oceniam na cztery z plusem. Jarek Tomszak miał naprawdę ciekawe pomysły i wizje.

Jeśli spodoba wam się zbiór opowiadań autora, a zachęcam do jego przeczytania, to na stronie autorskiej pisarza możecie znaleźć o wiele więcej jego utworów, dotąd nie publikowanych. Ja zaczekam, aż zostaną wydane w formie papierowej. Polecam.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej

sobota, 1 września 2012

Sebastian Kossak – "Zajazd"



„Człowiek całe życia zmaga się z samotnością i gdy przychodzi jego kres, również jest w tym sam.”



Po żmudnym szukaniu jakiejkolwiek informacji na temat Sebastiana Kossaka, poddałam się. Nie wiem kim jest autor i czym się zajmuje. Wiem jedynie, że ma trzydzieści pięć lat i powieść „Zajazd” to jego druga powieść. Pierwszą książką był szumnie nazwany horrorem realistycznym „Monster”. Jestem ciekawa postaci autora. Być może wkrótce czegoś się o nim dowiemy.

Po raz pierwszy usłyszałam o tej książce, przy okazji konkursu organizowanego przez Warszawską Firmę Wydawniczą. Nie mam niestety talentu do robienia zdjęć, więc nie wzięłam w nim udziału. Jednakowoż ochota na przeczytanie książki pozostała. W dużej mierze przyczyniła się do tego mroczna okładka i sam gatunek, którego nieczęsto mam okazję czytać w polskim wydaniu.

Doświadczony, ale równocześnie stosunkowo młody policjant Rafał Kollyber przyjeżdża z większego miasta jakim jest Częstochowa do wsi Kruszyna. Kruszyna to rozwijająca się dopiero miejscowość, w której bohater planuje osiedlić się na stałe. Rafał do czasu kupna domu, nocuje w zajeździe, którym jest dawny pałac rodu Denhoffów. Obejmując wakat swojego zmarłego poprzednika, zostaje zobligowany do wyjaśnienia jego dziwnej śmierci. Śmierci, która jak się okazuje ma związek z nagłym zmniejszeniem się populacji samców wśród zwierzyny łownej w kruszyńskim lesie. Jakby tego było mało, tajemnicze zgony zaczynają się nasilać. A młody policjant musi rozwikłać zagadkę, która ma swoje korzenie w dalekiej, strasznej historii dotyczącej nieszczęśliwej miłości.
Sprawdziłam i rzeczywiście miejscowość Kruszyna istnieje naprawdę. Zlokalizowana jest koło Radomska, więc w wolnej chwili zamierzam się tam kiedyś przejechać. Istnieje również pałac Denhoffów na historii którego wzorował się autor. Ogólny zarys historii miłości Kacpra Denhoffa i Barbary Szafraniec został zachowany. Sebastian Kossak nieznacznie zmodyfikował tą legendę na potrzeby powieści.

Od dawna nie miałam w ręku powieści grozy polskiego autora, dlatego też trudno jest mi ją ocenić. Szkoda, że ten gatunek jest w naszym kraju tak zręcznie omijany przez wydawców. Sebastian Kossak moim zdaniem zręcznie buduje nastrój grozy. Tajemniczy zajazd, tajemniczy kamerdyner, tajemniczy obelisk. Same tajemnice. Szepty i nawoływania przez kobietę i mężczyznę, które słyszane są przez wiele osób. I do tego wszystkiego opisy morderstw, niektóre troszkę kiczowate jak poćwiartowanie się siekierą przez ochroniarza urzędu gminy, jednak typowe przy gatunku jakim jest horror.

Autor wprowadził wiele wątków i wiele postaci. Niepotrzebne moim zdaniem było wprowadzenie do fabuły, postaci obecnego właściciela pałacu i wątku z komorą krioniczną. Nie wiem jaki był tego zamysł, ale nie wnosi ta historia do książki niczego, co byłoby warte uwagi. Może oprócz wiedzy na temat krioniki i oddziaływania tej metody na ludzkie ciało.

Cała powieść podszyta jest erotyzmem, widocznym praktycznie na każdej karcie książki. I to nie tylko erotyzm stricte heteroseksualny policjanta Rafała nakierowany na trzy piękne kobiety. Czytelnik znajdzie tutaj również szeroki wątek homoseksualny kobiet - Nel do Narni, ale również pedofilię czyli fascynację seksualną księdza dzieckiem. Spodziewać się nawet możecie wątku nawiązującego do nekrofilii. Takie połączenie daje zamierzony efekt. Czytelnik zostaje wciągnięty w grę, w której stawką jest seksualność człowieka. I to właśnie w tych wątkach szukałabym nawiązania do medytacji nad kondycją życia ludzkiego, jakie wydawca serwuje nam w opisie na okładce. Nie zabraknie również aluzji do seksizmu.

Styl pisania Sebastiana Kossaka wzoruje się trochę na poczytnych, światowych autorach powieści grozy, więc jest to książka praktycznie dla każdego. Nie występuje w niej trudny i skomplikowany język. Fabuła moim zdaniem troszkę za bardzo rozbudowana. Prawie czterysta stron „Zajazdu” można by spokojnie skrócić o sto stron, bez żadnej szkody dla treści. Na pewno autor umie budować napięcie, gdyż mimo kilku niepotrzebnych opisów i wynurzeń byłam zaintrygowana jak zakończy się książka. A zakończenie, muszę wam zdradzić jest dość zaskakujące, przynajmniej nie takiego się spodziewałam.

Jestem zadowolona, że po tak długim czasie udało mi się przeczytać polski horror. Nie będę go porównywać do zagranicznych klasyków tego gatunku, gdyż autor dopiero rozpoczyna swoją karierę pisarską i na pewno z każdą kolejną książką jego warsztat pisarski będzie ulepszany. „Zajazd” powinien was zaciekawić, swoim oryginalnym pomysłem i ciekawą historią wsi Kruszyna i hrabiowskiej rodziny Denhoffów. Polecam. Kawał dobrej roboty.

Po przeczytaniu „Zajazdu” polecam wam również opowiadanie pt. „Krypta”, które nawiązuje do powieści autora. Możecie je znaleźć tutaj.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej


Recenzja tygodnia na portalu nakanapie