Nieudane doręczenie - Żaneta Górecka
"Kiedy widzisz, co jeden człowiek może zrobić drugiemu, coś się w tobie zmienia. I już nigdy nie możesz udawać, że świat to takie bezpieczne miejsce".
W Podziękowaniach znajdujących się na końcu tej książki Żaneta Górecka napisała, że skoro w niej coś zadrżało przy jej pisaniu to ma nadzieję, że i w nas, w czytelnikach, coś drgnie podczas jej lektury. W moim przypadku to życzenie autorki zostało spełnione, bo "Nieudane doręczenie" dotknęło tych najbardziej skrywanych przeze mnie miejsc w podświadomości odpowiedzialnych za strach przed złem obecnym w każdym z nas. Takie debiuty mogłabym czytać cały czas!
Żaneta Górecka to mająca milion myśli na minutę, mieszkająca koło Łodzi, studentka V roku prawa w trakcie obrony pracy magisterskiej. Miłośniczka sportu, górskich wędrówek, klocków Lego oraz literatury kryminalnej. Autorka pracuje na co dzień w kancelarii jako księgowa, jest szczęśliwą mamą trójki kociaków. "Nieudane doręczenie" to jej debiut literacki.
Pracownicy kancelarii komorniczej próbując doręczyć pismo, znajdują zmasakrowane ciało w domu Henryka Zielińskiego. Śledztwo w sprawie śmierci denata prowadzą komisarze Maja Lewandowska oraz Antoni Szymański oraz towarzysząca im patolog Katarzyna Osiczko. Sprawa komplikuje się, gdy blisko miejsca zbrodni policjanci odnajdują zaparkowany samochód z makabryczną zawartością bagażnika. Dochodzenie nabiera tempa i wymaga grzebania głęboko w przeszłości.
Mocny Prolog "Nieudanego doręczenia" to zapowiedź tego, czego można spodziewać się po lekturze tej książki. A jest tym mrok ludzkiej duszy, który wyziera niemal z każdej strony tego dreszczowca będącego hybrydą thrillera psychologicznego i kryminału. Żanecie Góreckiej udało się bowiem już w swojej pierwszej książce uchwycić złożoność ludzkiej natury i zaciekawić tym, co dzieje się w głowie człowieka. Ta powieść to nie tylko mocna, intelektualna rozgrywka dotycząca rozszyfrowania tożsamości mordercy, ale także dość głębokie pole do refleksji nad tym, czy każdy z nas jest zdolny do zła i czy niektóre powracające emocje potrafią… zabić.
Żaneta Górecka w swojej książce sprawnie posługuje się licznymi retrospekcjami, dzięki czemu z rozdziału na rozdział historia nabiera tempa, a pojawiające się liczne znaki zapytania związane z kilkoma liniami czasowymi intrygują coraz bardziej. Smaczku całości dodaje klimat dusznej, małej miejscowości i związanych z tym miejscem tajemnic. Warto także wspomnieć o tym, że autorka zadbała o prawdopodobieństwo wydarzeń w fabule i nie traktuje swobodnie policyjnych procedur, o czym świadczy, chociażby postać barwnej pani prokurator nadzorującej śledztwo, która niewątpliwie zwraca uwagę swoją kreacją.
Miłośników kryminałów z pewnością ucieszy fakt, że autorce udało się wykreować tak ciekawą parę śledczych, jakimi niewątpliwie są Maja Lewandowska oraz Antoni Szymański. Każdy z tych bohaterów niesie ze sobą swoją własną historię i trudny bagaż doświadczeń, więc połączenie linii kryminalnej z ich prywatnymi losami daje w rezultacie zajmującą lekturę. Myślę, że w szczególności doświadczenia Antka będą wywoływały w czytelnikach dużo różnorakich emocji.
To, co najmocniej wybrzmiewa z debiutu Żanety Góreckiej to myśl, że przeszłość nigdy nie śpi i jest nierozerwalnie związana z tym, co tu i teraz. I właśnie z taką refleksją zakończyłam lekturę "Nieudanego doręczenia", usatysfakcjonowana dodatkowo poprowadzeniem wątku kryminalnego. Muszę jednak przyznać, że otwarte zakończenie tej książki wyzwoliło we mnie apetyt na więcej, a to oznacza, że przed autorką trudne wyzwanie napisania drugiej części na podobnym poziomie. Ufam jednak, że mu podoła i czekam na kontynuację.

Zawsze piszę, że udane debiuty cieszą. Z książką na pewno się zetknę, kiedy trafi do bibliotek, teraz więcej beletrystyki czytam - np. "Sydonię" Pani Elżbiety Cherezińskiej. Pozdrawiam Wiolu .
OdpowiedzUsuń