"Chciałem, by odbiorca nie czuł, że świat, do którego go zapraszam, jest zupełnie nierealny, a wręcz przeciwnie, żeby mógł poczuć się jego częścią i rozumieć jego problemy". Rozmowa z Edgarem Hryniewickim



Jeśli lubicie książki z gatunku fantasy, musicie koniecznie zapoznać się z tym debiutem. W "Czarnych Kotach" Edgar Hryniewicki zaprasza bowiem do uniwersum pełnego intryg, wojen i politycznych spisków. A ja dzisiaj zapraszam was do przeczytania naszej niezwykle ciekawej rozmowy.


Recenzja książki "Czarne Koty" - KLIK





Edgar Hryniewicki, rocznik 2000 to student Wydziału Mechanicznego na Politechnice Białostockiej. Miłośnik książek, gier komputerowych i sportu, w tym piłki nożnej i jazdy na rowerze. "Czarne Koty" to jego debiut literacki pisany od siedemnastego roku życia i zarazem pierwsza część planowanej trylogii.





Wioleta Sadowska: „Czarne Koty” to książka, którą zaczął Pan pisać w wieku siedemnastu lat. Skąd pomysł na stworzenie takiego uniwersum?


Edgar Hryniewicki: Było kilka źródeł tego pomysłu. Po części zainteresowanie historią, po części zamiłowanie do gier RPG, a do tego bujna wyobraźnia, czego efektem jest pięćset stron powieści oraz kolejne tomy w planach. Historia zawsze była moją pasją, czasem z przewagą na starożytność, czasem na średniowiecze, ale przy tym dość mocno skupiałem się na życiu codziennym zwykłych ludzi. Wiedzy ani umiejętności, by napisać pełnowymiarową powieść historyczną nie miałem, zresztą... na razie nawet bym nie chciał. Własny świat daje możliwość stworzenia własnych zasad gry. Chociaż w „Czarnych Kotach” w wielu aspektach czerpałem z rzeczywistego świata, w którym przed wiekami żyli nasi przodkowie.


Wioleta Sadowska: To powieść z gatunku fantasy. Czy ten gatunek literacki jest Panu najbardziej bliski?


Edgar Hryniewicki: Zdecydowanie tak, choć nie zawsze tak było. Kiedyś czytałem głównie westerny, poznałem mnóstwo historii – fikcyjnych i opartych na faktach – o Indianach i białych osadnikach na Dzikim Zachodzie. Teraz najczęściej sięgam po fantasy lub powieści beletrystyczne, których akcja osadzona jest w historycznych realiach, najczęściej w średniowieczu, choć nie ograniczam się tylko do tego okresu. Prócz książek przygodowych lubię także poznawać zwyczaje i życie codzienne szarych mieszkańców, które przybliżyła mi seria książek historycznych małżeństwa Gies. Joseph i Frances w bardzo przystępny sposób ukazują średniowieczne życie w cały przekroju. Nie ukrywam, że wiele informacji zaczerpnąłem z tej serii, dzięki czemu przedstawiony świat jest bliższy realnemu, choć nie we wszystkim trzymałem się sztywnych ram. Na przykład w miastach tego okresu, których broniły drogie w budowie mury nie było miejsca na tereny zielone. Wyjątkiem były cmentarze, ale raczej tylko starsze, gdyż nowe z obawy przed zarazą zakładano poza miastami. W Thornis początkowo miały być parki (zaznaczone na planie miasta), ale potem zamieniłem je na cmentarze. Tutaj drobny spoiler: z największym z nich związana jest kluczowa dla głównego bohatera przygoda.


Wioleta Sadowska: Handlowe miasto Thornis jest przez Pana dość bogato nakreślone. Czy do opisów występujących w fabule tworzył Pan sobie jakiś plan poszczególnych uliczek i newralgicznych miejsc?


Edgar Hryniewicki: To był jeden z pierwszych kroków, które podjąłem przy tworzeniu powieści. W ogromnym mieście pełnym szczegółów, zakamarków, placów i uliczek mógłby się zgubić nawet jego „założyciel”. Powiem nawet więcej, zdarzyło się to wielokrotnie, ale dzięki planowi zawsze się odnajdywałem. Czytelnik napotkałby zapewne podobne problemy, dlatego też do książki dołączony jest plan miasta oraz kilka map – m.in. świata i wyspy, na której rozgrywa się większość akcji powieści.


Wioleta Sadowska: Taki dodatek to bardzo dobry pomysł. Dlaczego tajna organizacja do której należy Mins otrzymała nazwę Czarne Koty?


Edgar Hryniewicki: Koty chodzą własnymi drogami, funkcjonują nocą, są tajemnicze i niezależne. W starożytności czczone były jako zwierzęta święte, z kolei w średniowieczu stały się symbolem szatana. Czarny kot w naszych kręgach kojarzy się z nieszczęściem, a przy tym jest jeszcze bardziej... mroczny? Podobnie, jak ta organizacja, ale tutaj nie będę zdradzał więcej szczegółów.


Wioleta Sadowska: Pozostawmy odkrywanie tych szczegółów czytelnikom. Ciekawi mnie jak smakuje piwo „Mrok Góry”?


Edgar Hryniewicki: Proporcjonalnie do ceny 😀 Gdy nie ma się przy sobie zbyt wielu monet (tak, jak główni bohaterowie), wszystko smakuje dobrze, a zwłaszcza, gdy jest tanie. Zawiesina, mętny kolor i kwasowa gorycz nie przeszkadzają temu.


Wioleta Sadowska: W wykreowanym przez Pana fikcyjnym świecie, spostrzegawczy czytelnik zauważy sporo analogii do naszej obecnej rzeczywistości. Czemu ma służyć ten zabieg?


Edgar Hryniewicki: Stworzyłem własny świat, ale chciałem, by czytelnik mógł się poczuć tak, jakby opisane wydarzenia rzeczywiście mogły mieć kiedyś miejsce. Dlatego nie ma smoków, latających magów itp. Z istot rozumnych występują gobliny, które żyją w plemionach i są traktowane przez ludzi jak zwierzęta, choć o wiele bliżej im do humanoidów. Być może podświadomie wzorowałem się nieco na plemionach z Ameryki Północnej i nierównościach rasowych, które były wynikiem spotkania się rozwiniętej kultury europejskiej i prymitywnej indiańskiej.


Wykreowany świat przypomina średniowieczną Europę. Jest wiele różnic, ale miłośnik historii z pewnością zauważy podobieństwa strojów, zabudowań, uzbrojenia, zwyczajów czy struktury społecznej. Jednak zachowania i emocje nie odbiegają od współczesnych. Ludzie kiedyś z pewnością też marzyli, przeżywali chwile uniesień i przykre momenty porażek, choć pewnie nieco inaczej je odczuwali, niż my dzisiaj.


Młodych ludzi, podobnie jak dzisiaj, czeka podjęcie decyzji, od których będą zależeć ich losy. Nowe pokolenie chce zmieniać świat, głęboko wierzy w przerysowane idee, co skrzętnie wykorzystują starzy, traktując gorące, pełne patriotyzmu serca, jak narzędzia. Przyczyny inwazji ludów Południa na państwa Ligi Wyspiarskiej również nie są nam obce. Głód, susza i wyniszczenie wojnami popchnęły ogromne masy na podbój nowych, żyźniejszych i bogatszych ziem. Z drugiej strony, nie mają wyboru – jeśliby zostali w ojczyźnie, umarliby z braku pożywienia, a na pomoc bogatszych państw nie mają co liczyć.


Podsumowując, chciałem, by odbiorca nie czuł, że świat, do którego go zapraszam, jest zupełnie nierealny, a wręcz przeciwnie, żeby mógł poczuć się jego częścią i rozumieć jego problemy.



Wioleta Sadowska: Podczas lektury daje się to dość wyraźnie odczuć. Jak tworzyło się Panu warstwę językową powieści, która stylizowana jest na nieco archaiczną mowę rodem z epoki średniowiecza?


Edgar Hryniewicki: Raczej nie miałem z tym większych trudności. Wczuwając się w tworzony świat, archaiczne wyrazy same wplatały się w zdania. Co prawda czasem wychodziły z tego niebezpieczne mieszanki zupełnie nowoczesnych słów i archaizmów, czasem neologizmów, ale to już – w zdecydowanej większości – załatwiły korekty i redakcje.


Wioleta Sadowska: Co było zatem najtrudniejsze w całym procesie pisania i wydawania „Czarnych Kotów”?


Edgar Hryniewicki: Wydaje mi się, że właśnie korekta i redakcja. Nie dlatego, że uważałem surową wersję za najlepszą. Problem był tego typu, że za każdym razem, gdy wracałem do poprawek, nachodziły mnie myśli, by jeszcze coś zmienić, dopisać, rozwinąć. Proces stworzenia wersji ostatecznej trochę potrwał, ale tak naprawdę, jeśli chodzi o linię fabularną, nie były to zmiany odwracające książkę o 180 stopni. Cały czas pracuję nad swoim warsztatem i wiem, że wiele jeszcze przede mną, ale jednocześnie widzę też zauważalny postęp na niektórych płaszczyznach. Z drugiej strony nielubiana (chyba) przez większość pisarzy redakcja najlepiej wpływa zarówno na efekt końcowy danego dzieła, jak i na kolejne przygody pisarskie.


Wioleta Sadowska: Rzetelna redakcja to niezbędny warunek do wypuszczenia w świat dobrej książki. Kto według Pana będzie idealnym odbiorcą „Czarnych Kotów”?


Edgar Hryniewicki: Miłośnicy fantasy, historii, barwnych opisów, nowych światów, młodzieńczego entuzjazmu prowadzącego nieraz do przykrych wydarzeń, zapaleńcy potyczek, bitew i walki o wyższe cele. Wydaje mi się, że raczej młodszy odbiorca lepiej przyswoi sobie treść książki, ale nie stawiałbym tu jakichś granic, bo – tak jak wcześniej Pani wspomniała – w powieści występują liczne analogie do współczesności, więc wcale nie trzeba chować jej w ramach fantastyki. Książka porusza wiele aktualnych tematów, jak choćby zdolność do postawienia granicy między dobrem i złem.


Wioleta Sadowska: Dlaczego Minsowi i jego kamratom tak trudno jest oddzielić dobro od zła? Czy to wynika z ich niedojrzałości?


Edgar Hryniewicki: Z pewnością młody wiek nie ułatwia im odnalezienia tej granicy. Brak doświadczenia i naiwność oraz ślepa wiara w krystalicznie czyste idee pchają ich w różnych kierunkach. Z drugiej strony, pojęcia dobra i zła, jeśli chodzi o szersze grupy, nie są łatwe do określenia, a co dopiero mają powiedzieć wchodzący w dorosłe życie nastolatkowie. Wydaje mi się, że w przypadku wielkich społeczności, jak chociażby wyspy Thornis i miasta noszącego tą samą nazwę, nie da się jasno powiedzieć, co jest dobra, a co złe. Każdy ma swój punkt widzenia i czasem nawet wyższe racje, takie jak niepodległość czy lojalność, nie skłonią wszystkich do zajęcia wspólnego stanowiska. I tak, co dla jednego jestem dobrem, dla jego, powiedzmy, sąsiada, jest już złem.


Wioleta Sadowska: „Czarne Koty” to pierwsza część planowanej trylogii. Czy druga pojawi się w najbliższym czasie?


Edgar Hryniewicki: Druga część jest już na ukończeniu, jednak po postawieniu ostatniej kropki będzie musiała się trochę „odleżeć”, bym przed redakcją mógł na nią spojrzeć ze świeżością. Potem jeszcze kilkumiesięczny proces wydawniczy, więc raczej premiera odbędzie się już w przyszłym roku.


Wioleta Sadowska: Mówi się, że każdy pisarz oddaje najwięcej z siebie w swojej pierwszej książce. Zgodzi się Pan z tym stwierdzeniem?


Edgar Hryniewicki: Jak najbardziej! Pierwszą książkę często traktuje tak, jakby miała być ostatnią, więc chce w niej zamieścić wiele osobistych wspomnień, wplatając wątki, które w pełni zrozumie tylko on i jego najbliższe otoczenie. Poza tym wraz z doświadczeniem rośnie chyba zdolność do profesjonalnego podejścia do sprawy – na nieuchwytne emocje jest coraz mniej miejsca, a zastępuje je chłodna kalkulacja i ścisły plan. Nie da się napisać książki, nie zostawiając w niej nic z siebie, ale z każdą kolejną jest tego coraz mniej. Przynajmniej tak to u mnie wyglądało, gdy porównuję pierwszą i drugą, prawie gotową, część.


Wioleta Sadowska: Co na koniec chciałby Pan przekazać czytelnikom Subiektywnie o książkach?


Edgar Hryniewicki: Przede wszystkim zachęciłbym do czytania. Czegokolwiek, chociaż, tak na marginesie, zrobiłbym tutaj drobną autoreklamę 😉 Jednak w obecnych czasach, gdy czytanie staje się zanikającą rozrywką ważne jest to, by zachęcać ludzi do sięgnięcia po książki, bez rozróżniania gatunku i tematyki. Poza tym dużo zdrowia 😀



Debiut Edgara Hryniewickiego zbiera dobre recenzje wśród czytelników, także jeśli lubicie takie klimaty, zajrzyjcie koniecznie do "Czarnych Kotów". Zachęcam was również do podglądania strony autora na FB - KLIK




Wpis powstał w ramach współpracy z autorem

22 komentarze:

  1. This book world of yours is a great success

    OdpowiedzUsuń
  2. dobrze zapowiadający się młody autor;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wywiad i ze zdziwieniem przyznaję, że coraz większej ochoty nabieram na lekturę książki, choć zapieram się przed polskimi autorami wspólczesnymi i fantastyką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że przed autorem jest naprawdę obiecująca kariera twórcza. 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Granice między dobrem a złem wciąż są stawiane.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fantasy to raczej klimaty mojego męża, więc bardzo chętnie mu polecę :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy wywiad, choć książka raczej nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Interesująca rozmowa, dojrzała, mimo że autor ma dopiero 20 lat :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie słyszałam wcześniej o tym człowieku, jednakże Twoja rozmowa z nim bardzo mnie wciągnęła :D
    Chętnie zapoznam się z książką jego autorstwa :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Książkę dopiero zamierzam przeczytać, a sam wywiad okazał się ciekawy.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję ciekawego wywiadu Wiolu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie lubię książek z gatunku fantasy, ale sam wywiad bardzo interesujacy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja się zakochałam w tytule i okładce :) skoro książka zbiera tak pozytywne recenzje to może i ja się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo zaciekawił mnie tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  15. I ta zachęta do czytania... i zdrowia również wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo mnie zaciekawił ten debiut, moje klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ciekawy wywiad. Mnie książka autora niezbyt zainteresowała i oddałam ją do recenzji koleżance. Może ją kiedyś od niej pożyczę i z ciekawości przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kolejny bardzo ciekawy wywiad, super.

    OdpowiedzUsuń
  19. Oh! una gran entrevista. Enhorabuena.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)

Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger