"Obserwacja zawsze była mi czymś bliskim, a to akurat wydaje się wspólne obu zawodom: psychologa i pisarza" - wywiad z Joanną Burgiełł




Uwielbiam odkrywać takie literackie perełki, jak "Osobodramy". To niszowa proza, ale jakże wartościowa i potrzebna. Zapraszam was dzisiaj do przeczytania mojej interesującej rozmowy z autorką zbioru, Joanną Burgiełł.

Recenzja zbioru - KLIK
Fanpage Osobodramy - nowele - KLIK

fot. Katarzyna Niedźwiecka





Joanna Burgiełł to z wykształcenia i z zawodu psycholog. Autorka od wielu lat należy do grupy Laboratorium Literackie, najchętniej pisze prozę, artykuły popularnonaukowe i wiersze. Jej teksty są publikowane w czasopismach kulturalnych i psychologicznych. Mieszka i pracuje w Warszawie.









Wioleta Sadowska: "Osobodramy" to Pani debiut literacki. Jak to się stało, że psycholog z wykształcenia, postanowiła spróbować swoich sił w literaturze i zaczęła z "wysokiej półki", czyli od krótkich form?

Joanna Burgiełł: Krótka forma jest dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Praca nad dłuższym tekstem wydaje mi się dużo bardziej wymagająca (zajmuje więcej czasu, wymaga więcej skupienia, a dla mnie to akurat byłoby trudniejsze). „Osobodramy” powstawały jeszcze zanim zostałam psychologiem, choć dopiero teraz uzyskały swoją  upublicznioną formę.

Wioleta Sadowska: Wielu pisarzy twierdzi wręcz odwrotnie – trudniej jest pisać krótsze formy ze względu na ograniczenie samej konstrukcji fabularnej. Czy praca psychologa, czyli między innymi rozmowy z ludźmi, zainspirowały Panią do napisania swoich nowel?

Joanna Burgiełł: Właściwie to nie. Powiedziałabym nawet, że mogło być dokładnie odwrotnie, ponieważ najpierw zaczęłam pisać opowiadania, a dopiero potem uzyskałam dyplom psychologa i rozpoczęłam pracę zawodową. To, co jest inspirujące, to sama obserwacja toczącego się wokoło życia. Nie tylko w wersji „live”, ale także poprzez książki, telewizję, internet, muzykę. Obserwacja zawsze była mi czymś bliskim, a to akurat wydaje się wspólne obu zawodom: psychologa i pisarza.

Wioleta Sadowska: To prawda – te zawody mają ze sobą wiele wspólnego. Zastanawia mnie, jak wyglądał Pani proces twórczy przy tworzeniu opowiadań?

Joanna Burgiełł: Był raczej dość chaotyczny i trwał latami. Opowiadania powstawały w różnych momentach mojego życia z pojedynczych wrażeń, koncepcji, zauważonych gdzieś mimochodem szczegółów (jak np. fragmentów wiadomości lub piosenek). „Osobodramom” przez całą ich drogę towarzyszyła moja redaktor Żaneta Nalewajk-Turecka w ramach spotkań Laboratorium Literackiego. Wspierała, motywowała, dawała niezwykle cenne i pomocne informacje zwrotne na różnych etapach. Jedna z nowelek powstała nawet wprost jako ćwiczenie twórcze na zadany temat, ale wolałabym nie zdradzać, która. Chętnie pozostawię czytelnikom pole do domysłów.

Wioleta Sadowska: To pole jest bardzo szerokie… W "Osobodramach" mamy 16 różnych historii. Czy którąś z nich tworzyło się Pani najtrudniej?

Joanna Burgiełł: Zdarza się, że usiądę do komputera, napiszę jakieś trzy akapity i stwierdzę, że historia nie płynie, a postać jest jakaś niewyraźna. Wtedy raczej daję jej spokój, pomimo tego, że pomysł wciąż jest aktualny. Nawet jeśli wydaje mi się on nadal ciekawy i wart zgłębiania, to nie zmuszam się do tego, aby go w ogóle opisywać. To może być nie ten czas, nie ten moment. Te nowelki, które powstały – nie sprawiły mi szczególnej trudności. Teksty „Ciało” i „Ofiara” przeszły chyba najwięcej modyfikacji od momentu powstania do dziś, jednak nie powiedziałabym, żeby to było szczególnie trudne. Tylko zajęło czas, a można nawet powiedzieć, że te zmiany były niezbędne. Możemy jednak przyjąć, że jeśli czytelnik którąś z nowel uzna za kiepską, to będzie oznaczało, że najtrudniej mi z nią poszło.

Wioleta Sadowska: Czy tytuły opowiadań nasuwały się Pani z łatwością?

Joanna Burgiełł: W większości – tak. Takie tytuły jak „Klaun”, „Wilczek”, „Nerwowiec” - były dla mnie bezdyskusyjne i oczywiste. Ale z niektórymi było trudniej, np. „Ciało” i „Ofiara” początkowo nazywały się inaczej. Te nowelki nie są tylko odrębnymi bytami, ale są też częścią większej całości i o tę całość również należało zadbać, nadając odpowiednie tytuły. Ten kompromis pomiędzy tym, co będzie dobre dla pojedynczego opowiadania a tym, co przysłuży się tomowi jako całości – był chwilami niełatwy.

Wioleta Sadowska: Czasami trudno znaleźć ten złoty środek. Sam tytuł zbioru i konstrukcja noweli, nawiązują do formy dramy. Muszę więc zapytać o to, jaki główny cel przyświecał Pani w ich tworzeniu?

Joanna Burgiełł: Jest takie powiedzenie „wejść w czyjeś buty”. Dopiero wtedy możemy zrozumieć drugiego człowieka, kiedy spotkają nas podobne doświadczenia. Wiele nieporozumień, gniewu i agresji między ludźmi pochodzi prawdopodobnie stąd, że nie byli nigdy w butach tego drugiego (i często mało ich to w ogóle interesuje). „Osobodramy” właściwie nie powstały w żadnym konkretnym celu, ani z konkretnym zamierzeniem, ale gdybyśmy mieli czegoś takiego poszukać, to taki bym w nich widziała przekaz: wejdź w te ciasne, pijące, sztywne i zdezelowane buty i wtedy dopiero powiedz, co na tym świecie jest białe, a co czarne.

Wioleta Sadowska: Bardzo trafnie to Pani podsumowała. Myślę, że ten cel został w pełni osiągnięty. A gdyby Pani miała wejść w którąś z ukazanych przez siebie ról, to która by to wówczas była?

Joana Burgiełł: Hmm... ciekawe pytanie. Pierwsza odpowiedź nasuwa mi się taka, że w żadną! Bo wszystkie są dość straszne. A po zastanowieniu powiedziałabym, że jako autorka  może po trochu jest we mnie z każdej, bo w końcu je wszystkie powymyślałam. Gdybym miała wybrać jedną postać z „Osobodramów”, która wydaje mi się najciekawsza do odegrania jej roli, to chyba byłaby to Hanna z „Ciała”. Jej los jest straszny, ale jednocześnie w jej przeżyciach jest jakiś dziwaczny spokój. To mogłoby być ciekawe doświadczenie, oczywiście zakładając, że byłoby odwracalne.

Wioleta Sadowska: Hanna i jej historia zapadają mocno w pamięci. Opowiadania cechuje mroczność i niedopowiedzenie. Czy to celowo użyte przez Panią środki wyrazu?

Joanna Burgiełł: Można powiedzieć, że im głębiej coś ukryte – tym ciekawsze. Każdy ma w sobie jakiś „cień”, jakiś mrok i ciemną stronę. Ta część człowieka zawsze mnie interesowała. Chętnie czytałam książki w podobnym klimacie, lubiłam filmy z „wielokrotnym dnem” i undergroundową muzykę. Jak miałam piętnaście lat, to chodziłam w glanach. Nie wiem, czy można powiedzieć, że był w tym jakiś cel, chyba raczej wykorzystałam to, co było akurat w głowie „pod ręką”.

Wioleta Sadowska: Użyta przez Panią pierwszoosobowa narracja jest niezwykle przekonująca. Czy od początku wiedziała Pani, że takową zastosuje?

Joanna Burgiełł: Tak, ona nasunęła się sama. W żadnym z tych tekstów nie rozważałam żadnej innej narracji. Najlepiej, gdy postać mówi sama za siebie, a ja tylko użyczam jej głosu. Ciesze się, że brzmi to przekonująco.

Wioleta Sadowska: Nie wyobrażam sobie innej narracji w przypadku tego zbioru. Jak narodził się pomysł na jego stworzenie?

Joanna Burgiełł: W pewnym momencie okazało się, że mam już całkiem sporo napisanych tekstów. Należało teraz z nimi coś zrobić, bo taka jest kolej rzeczy. Szukałam czegoś, co łączyłoby je w całość i znalazło się coś takiego. Jest to kreacja postaci wraz z formą podobną do monodramu. Inspiracja ze wspólnych rozmów z innymi twórcami w Laboratorium Literackim przyczyniła się do uformowania całego pomysłu na zbiór. Ostateczny tytuł „Osobodramy” po prostu przyszedł mi do głowy któregoś dnia i okazało się, że brzmiał dobrze. Początkowo miał on formę pojedynczą, która później uległa redakcji.

Wioleta Sadowska: Zbiór uzupełniają wymowne grafiki autorstwa Aleksandra Dynarka. Czy to Pani pomysł, aby takowe umieścić?

Joanna Burgiełł: Tak, zaprosiłam Aleksandra do współpracy gdy już wiedziałam, że „Osobodramy” zostały przyjęte do druku. Byłam pewna, że to, co maluje wpisze się w klimat moich tekstów. Jego twórczość też jest ciemna i mroczna, a ponadto królują w niej dziwne, niepokojące postacie, jakby z innych światów. Tutaj akurat umówiliśmy się, że będą to czarno-białe grafiki, jednak Aleksander jest ponadto malarzem, rzeźbiarzem i twórcą autorskich instalacji artystycznych, operujących światłem, materią i dźwiękiem. To również warto zobaczyć.
fot. Katarzyna Niedźwiecka
Wioleta Sadowska: Trudno zapomnieć te postacie. "Osobodramy" zostały w tym roku zakwalifikowane do Literackiej Nagrody Angelus. To pewnie dla Pani spore wyróżnienie?

Joanna Burgiełł: Bardzo cieszy mnie udział w tym konkursie! Dzięki niemu jeszcze szersze grono czytelników może spotkać się z „Osobodramami”. Trudno liczyć na wygraną przy tak dużej i profesjonalnej konkurencji, jednak samo zakwalifikowanie tomu i wiadomość o udziale w konkursie są na pewno znaczącym wyróżnieniem. Pozostaje cierpliwie poczekać do października na werdykt jury.

Wioleta Sadowska: Będę trzymać kciuki. Debiut za Panią, nie mogę więc nie zapytać, czy pracuje Pani teraz nad czymś dłuższym?

Joanna Burgiełł: Słyszałam wielokrotnie opinie, że debiut nie ma tak dużego znaczenia jak druga książka. Dopiero po niej poznaje się autora – czy jego zamiary literackie są poważne, czy oddał tylko jednorazowy strzał? Piszę oczywiście kolejne teksty, lubię sam moment tworzenia. Życzyłabym sobie, aby powstała z tego kolejna publikacja, prawdopodobnie będzie to właśnie dłuższa forma. Jakieś pomysły już kłębią mi się w głowie i powoli spadają na klawiaturę, ale jest zdecydowanie za wcześnie, by mówić o jakichkolwiek szczegółach.

Wioleta Sadowska: Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom Subiektywnie o książkach?

Joanna Burgiełł: Może na przykład taką złotą myśl, że moim zdaniem ważne jest w życiu, aby poświęcić się temu, co przychodzi nam naturalnie. „Osobodramy” są tym, co mnie akurat przyszło w naturalny sposób: powstały, „odleżały” swój czas i teraz zostały opublikowane nakładem poznańskiego wydawnictwa FONT. Mam nadzieję, że ich lektura wprawi czytelników w chwilę ciekawej refleksji, nawet jeśli nie będzie się ona wiązała z tzw. czystą przyjemnością.
Dodatkowo chciałabym też przekazać informację o spotkaniu autorskim wokół całej serii wydawniczej FONT Laboratorium Literackie (do której należą „Osobodramy”). Zapraszam serdecznie we wtorek, 16 kwietnia 2019 o godzinie 18:00 do Domu Literatury w Warszawie (ul. Krakowskie Przedmieście 87/89). Będzie okazja spotkać się i porozmawiać na żywo.

Jeśli mieszkacie w Warszawie bądź w okolicach, zarezerwujcie sobie czas na spotkanie z Joanną Burgiełł, gdyż na pewno będzie to nietuzinkowe wydarzenie. Polecam wam także gorąco zapoznać się ze zbiorem "Osobodramy", który możecie zakupić na Allegro.


Wpis powstał w ramach współpracy z autorką.

15 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa rozmowa. Zbiór opowiadań, będę miała na uwadze. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa rozmowa, ale raczej nie sięgnę po jej pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie przeprowadzony wywiad! Nie znałam wcześniej tej autorki, ale właśnie jej wypowiedzi bardzo mnie zainspirowały i z chęcią poznam się z jej nowelkami :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. czytałam z zainteresowaniem :)!

    OdpowiedzUsuń
  5. nie czytałam nic z twórczości tej pani:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super wywiad przybliżył mi kolejną autorkę, której nie znam. Dzięki

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy i obszerny wywiad jak na formę blogosfery.
    Jak nie sięgam po zbiory opowiadań, przez ich krótką formą, gdyż zazwyczaj czułam, że dopiero historia się zaczynała i zastała nagle zakończona, bądź przedstawiane opowiadanie, było za krótkie, bym się zaangażowała, ale w tym przypadku, chyba spokojnie mogę zaryzykować.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeej, bardzo chętnie bym przeczytała tą książkę! Tylko szkoda, że Allegro to jedyna droga, żeby ją dostać? :( Ani Emipk ani inne sieciówkowe księgarnie jej nie maja, a szkoda.

    Pozdrawiam,


    kuferkulturalny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam milczącym świadkiem początków drogi twórczej Autorki, kiedy jeszcze była licealistką.
    Dziś jestem "dumna i blada", że znam ją osobiście.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)

Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger