środa, 26 kwietnia 2017

"(...), słowem cyfrowym łatwiej się manipuluje" - wywiad z Agnieszką Meyer, autorką książki "Karmin"






Debiutować taką powieścią? Wielu pisarzy może pozazdrościć Agnieszce Meyer jej pierwszej książki pt. "Karmin", która zbiera coraz więcej pozytywnych recenzji. Zapraszam was dzisiaj na rozmowę z autorką.


Recenzja książki "Karmin" - KLIK






Agnieszka Meyer to od zawsze mól książkowy oraz marzycielka. Autorka pierwsze doświadczenia w pisaniu zbierała pisząc artykuły i wywiady do Twojego Stylu, Gazety Wyborczej, oraz Wiedzy i Życia. Opublikowała także zbiór esejów pt. "Zabierz mnie do domu" w formie elektronicznej. Szczęśliwa matka czwórki dzieci.

Fanpage autorki - KLIK




Wioleta Sadowska: Pani Agnieszko, debiutuje Pani na polskim rynku powieścią pt. „Karmin”. Czy od zawsze chciała Pani napisać książkę?

Agnieszka Meyer: Od zawsze nie, odkąd pamiętam kompulsywnie czytałam. Książka pojawiła się w mojej głowie parę lat temu.

Wioleta Sadowska: Kompulsywne czytanie to nieszkodliwy nałóg. „Karmin” to utwór wielowymiarowy, pełen swoistego mistycyzmu. Czy pisząc tę książkę, miała Pani z góry zaplanowaną całą fabułę? Czy może jednak książka żyła swoim życiem?

Agnieszka Meyer: Niestety, nie potrafię pisać w ten sposób. Pojawiają mi się najpierw detale, sceny, zdania, fragmenty dialogów. Mam taki frustrujący sposób pisania, nie wiem czy ułożę puzzle, czy pokaże się cały obraz i czy wątki się połączą. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że siadałam z zamiarem napisania czegoś, a wyszła zupełnie inna scena. Do tej pory myślałam, że to straszna ułomność, ale jestem teraz w trakcie lektury „Jak oni pracują” Agaty Napiórkowskiej i …kamień spadł mi z serca. Skoro nawet Olga Tokarczuk ma podobnie, to znaczy, że daje się z tym żyć.

Wioleta Sadowska: To rzeczywiście dość ciekawy sposób pisania. Czy w Pani zamyśle, przewodnim wątkiem powieści miała być miłość?

Agnieszka Meyer: Nie, dla mnie książka nie jest o miłości. Owszem, to jest najbardziej widoczny i pewnie najbardziej efektowny element. Ale pisałam ją myśląc o rzeczach odchodzących i znikających, i o tym, że nie potrafimy tego w porę dostrzec. Również pewnych szans, czy jednorazowych darów losu też nie. Nikt tego nie uczy.

Wioleta Sadowska: To prawda. „Karmin” to „książka o książce”. Skąd powzięła Pani wiedzę dotyczącą pracy konserwatora papieru?

Agnieszka Meyer: Kiedyś chciałam być konserwatorem papieru. Trochę wiem na ten temat, trochę doczytałam. Nie ma jednak w "Karminie" rzeczywistych, prawdziwych opisów tego zawodu. Raczej uproszczony obraz profesji.

Wioleta Sadowska: Uproszczony, ale jakże przy tym intrygujący. Czy uważa Pani podobnie, jak jeden z bohaterów książki, że „kiedy słowo stanie się całkowicie cyfrowe, skończy się historia, jaką znamy”?

Agnieszka Meyer: Tak, słowem cyfrowym łatwiej się manipuluje.

Wioleta Sadowska: Przyznam, że nigdy nie patrzyłam na to z takiej właśnie strony. Czy czyta więc Pani e-booki? Czy może jest jednak zadeklarowaną tradycjonalistką papierowych książek?

Agnieszka Meyer: Chętniej czytam papierowe książki, choć wiele innych mam na czytniku, głównie z powodu ceny sprowadzania fizycznej formy zza granicy.

Wioleta Sadowska: Tak myślałam. W Pani powieści pojawia się pewien smaczek literacki pod postacią ilustrowanego manuskryptu Księgi z Kells. Skąd inspiracja do do tego właśnie wątku?

Agnieszka Meyer: To jest pytanie jakie zadaję samej sobie, bo oczywiście nie pamiętam momentu, w którym natknęłam się na Księgę z Kells. Po prostu została w mojej głowie i domagała się opisania. Jest naprawdę piękna, niezwykła w swej symbolice i odkąd (jak Selina) przeczytałam jedno z opracowań o niej, jestem przekonana o jej wyjątkowości. Same liczby o czymś świadczą pół miliona wizytujących rocznie!

Wioleta Sadowska: Chciałabym ją kiedyś zobaczyć. Najbardziej tajemniczą i jednocześnie intrygującą postacią Pani debiutu jest Dawid  - mężczyzna podróżnik, którego tożsamość może być interpretowana na wiele sposobów. Czemu miała służyć rola tej postaci?

Agnieszka Meyer: Dawid ma kilka ról. Jest obserwatorem i świadkiem zniszczenia natury, tego że ludzie nie uczą się na błędach, jest kontrastem do krótkiego, skupionego na sobie i swojej tymczasowości życia, jakie jest udziałem nas wszystkich. Jest również moim wyobrażeniem tego, co mogłaby dawać nieśmiertelność. Pewne „super-zdolności” ale też potworne brzemię pamięci. Wreszcie Dawid okazuje się najbardziej ludzki ze wszystkich ludzi, wykonuje gest wobec Seliny zostawiając jej część tego, co ma najcenniejsze, podobnie wobec Maxa, mimo że przypomina mu straszną postać z jego przeszłości. 

Wioleta Sadowska: To człowiek zagadka, wielka tajemnica, którą czytelnicy będą starali się rozszyfrować. Skąd pomysł na taki, symboliczny tytuł?

Agnieszka Meyer: Lubię jednosłowne tytuły, karmin jest też nazwą barwnika, a kolor włosów nienazwanej i ważnej postaci kobiecej w książce, ma związek z czerwienią. Wreszcie, wszystko, co pozostawiamy po sobie: pałace, książki, obrazy etc., w jakiś sposób wydzieramy przyrodzie. Jak ten nieszczęsny karmin z ciał mszyc.

Wioleta Sadowska:  Bardzo symboliczne ujęcie. Ile zajęło Pani napisanie i doszlifowanie „Karminu”?

Agnieszka Meyer: Trudne pytanie, nie potrafię ustalić punktu, w którym zdecydowałam, że z wielu scen i zapisków, które miałam, powstanie książka. Na pewno ponad rok.
 
Wioleta Sadowska: Czy szybko udało się Pani znaleźć wydawcę?

Agnieszka Meyer: Tak, byłam zdziwiona, spodziewałam się długiego czekania. Dwie (symultanicznie w tym samym dniu) propozycje dostałam po niecałym miesiącu.

Wioleta Sadowska: Niesamowite. Czy miała Pani wpływ na ostateczną okładkę książki?

Agnieszka Meyer: Miałam prawo weta. Bardzo bałam się okładki sugerującej inną treść, bo jest cała masa przykładów, świetnych książek "zabitych" okładkami.
Dla "Karminu" wyobrażałam sobie coś dużo prostszego, prawie ascetycznego, to co zaproponowało wydawnictwo zaskoczyło mnie zupełnie. I po pierwszym szoku uznałam, że jest fajne. Zawiera wszystkie elementy książki, jest nawet jedna z ulubionych ulic mojego ukochanego miasta! Z pokorą przyjęłam, że nie na wszystkim się znam i są ludzie, którzy przykładowo okładkę zrobią lepiej. 

Wioleta Sadowska: Jakie są Pani dalsze plany literackie?

Agnieszka Meyer: Pracuję nad dwiema książkami, ale pewnie jeden z projektów zejdzie na plan dalszy. Nie chciałabym na razie zdradzać zbyt wiele, zgadzam się z Katarzyną Bondą, że nie powinno się o książce mówić, póki nie jest ukończona. Rozprasza się energia, człowiek dostaje się pod obstrzał pytań kiedy, a dlaczego tym…Chciałabym napisać thriller ekologiczny. Kiedyś, zobaczymy co wyjdzie.

Wioleta Sadowska: Trzymam zatem kciuki za powodzenie. Co najchętniej czyta Agnieszka Meyer?

Agnieszka Meyer: Kocham „Angielskiego pacjenta”, mogę go czytać ciągle od nowa. Najczęściej jest to literatura faktu, książki historyczne. Uwielbiam Michaela Pollana, który pisze o tym co jemy,  czy uprawiamy w taki sposób, że nie można przestać o tym myśleć. W czasie pisania „Karminu” czytałam książkę o pigmentach i barwnikach. To było lepsze od większości kryminałów, jakie miałam w ręku. A z powieści - uwielbiam Juliana Barnesa, Richarda Masona, Margaret Atwood, włoski duet Fruttero i Lucchentini oraz Michała Cichego.

Wioleta Sadowska:  Czy zatem jako miłośniczka czytania, posiada Pani bogatą domową biblioteczkę?

Agnieszka Meyer: Biblioteczka…rozciąga się u mnie w wielu miejscach i kilku pokojach. Czytamy w rodzinie masowo, książki leżą wszędzie. Najważniejsze są dwie półki idące wzdłuż ściany w sypialni. Tam lądują aktualnie czytane rzeczy oraz te najbardziej ukochane. Mam takie marzenie, gdzieś, kiedyś… nieduży domek będący skrzyżowaniem biblioteki, kuchni oraz obserwatorium przyrody. 

Wioleta Sadowska: Piękne marzenie, oby się spełniło. Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojego bloga?

Agnieszka Meyer: To najtrudniejsze pytanie. Może po prostu zachętę do czytania, pisania o dobrych książkach, o tym co nas poruszyło, zmieniło. Książki mają mało wsparcia w naszym kraju.


Dziękuję autorce za rozmowę, a przede wszystkim za wspaniałą książkę, którą i wy musicie przeczytać. Już niebawem będziecie mieli szansę wygrać ją w konkursie, jaki ogłoszę. Bądźcie czujni!

19 komentarzy:

  1. Świetna rozmowa!


    zapraszam do mnie


    www.polinefashion.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię czytać Twoje wywiady.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam książkę kilka dni temu, więc ten wywiad uzupełnił pytania w mojej głowie na temat książki. Dla mnie też, tak jak dla autorki, książka była o przeszłości i znikaniu. Okładka MG jest bardzo intrygująca, jak zwykle. Jest retro i tajemnicza. Oddaje klimat książki.
    To marzenie o domu połączonym, z biblioteką to chyba rzecz, która łączy Ciebie Awiolu z panią Meyer?

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł na posta. Gratuluje wywiadu ;)
    Nie czytałam książek tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po tym wywiadzie jeszcze bardziej chciałabym poznać tę pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja chcę ową pozycję Karmin przeczytać oj tak;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba niedługo zapoznam się z jej książka ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo przyjemnie się czytało, brawo :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię czytać wywiady i chętnie przeczytam książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Agnieszko, najlepiej okładkę zrobić samemu i nie być zdanym na wydawnictwo, które bierze od czapy zdjęcie z fotoli i nic z tym nie robi. Co do sposobu pisania, to mam podobnie. :)
    Pozdrawiam cieplutko i samych sukcesów!
    Nie obiecam, że książkę kupię. I tak wydaję na kupowanie więcej niż na nich zarabiam, ale wywiad lekki, przyjemny. Chociaż może...

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajny wywiad :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Podoba mi się jak autorka opowiada jak powstawała ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem po lekturze "Karminu". Gratuluję wywiadu, bardzo interesujący.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo ciekawy wywiad! ;) Ja niby pisarką nie jestem (chociaż marzenia o swojej książce jakieś tam są), ale też mam podobny styl pracy - do mnie też najpierw przychodzą fragmenty, które muszę ostrożnie połączyć w całość. ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)