wtorek, 28 marca 2017

"Szept wiatru" już w mojej biblioteczce! Fragment nr 15




Jakiś czas temu przedstawiałam wam najnowszą powieść Sylwii Trojanowskiej pt. "Szept wiatru" - KLIK. Dzisiaj chciałabym pokazać wam tę książkę wizualnie oraz zaprezentować jej krótki fragment.

W samochodzie panowała cisza. Ojciec o nic nie pytał, a ja jakoś nie czułam potrzeby, żeby z nim gadać. Od wczoraj zadał mi tyle pytań, ile pewnie łącznie w ciągu ostatniego miesiąca albo i roku. Ożywił się dopiero, kiedy wysiedliśmy z auta, mówiąc coś o wątłym zaufaniu, jakim darzył tak wysokie budowle. Nie wciągnęłam się jednak w jego narzekanie, bo z bocznej alejki w naszą stronę zmierzał ktoś, kogo obecność mocno mnie krępowała.
— Cześć! — usłyszałam.
— Cześć — odpowiedziałam, czując się niezbyt komfortowo w towarzystwie ojca i faceta, któremu dopiero co dałam kosza. — Tato, to jest Michał, mój kolega z terapii.
Ojciec przyjrzał się mu badawczo i lekko kiwnął głową.
— Dzień dobry — odparł Michał.
— Tato chciał zobaczyć Szkołę — wytłumaczyłam, bo nagle poczułam się niezręcznie, idąc w towarzystwie ojca. — Michał studiuje architekturę, więc może ci coś opowiedzieć o tym budynku.
— Mnie interesuje tylko bezpieczeństwo.
Michał od razu podłapał temat i zarzucił ojca jakimiś liczbami, które dotyczyły wytrzymałości konstrukcji Vinci Tower. Był bardzo przekonujący, opowiadał coś o zagęszczaniu gruntu, o sztywności konstrukcji, wytrzymałości żelbetonu, a nawet o ssaniu i parciu wiatru, prowokując ojca do kiwania głową i artykułowania „aha” i „mmm…”. Pomimo tego, że ojciec chciał wyjść na doskonale zorientowanego w tematyce budowlanej, miałam pewność, iż większości rzeczy najnormalniej w świecie nie rozumiał. Architektura to zdecydowanie nie był jego konik.
— W każdym razie to jest perfekcyjnie zaprojektowana konstrukcja. Proszę się nie obawiać.
Po przejściu przez obrotowe drzwi mój ojciec znieruchomiał. Zadarł wysoko głowę i uniósł brwi. Nie odzywał się, tylko bardzo powoli przesuwał wzrokiem po zdającej się nie mieć końca przestrzeni nad jego głową. Gdy dojrzał szklane ściany, z których kaskadowo lała się woda, z wrażenia lekko rozchylił usta.
— Chyba spodobało się twojemu tacie… — szepnął mi Michał na ucho.
Poczułam jego oddech na swoim policzku i bardzo powoli zwróciłam głowę w jego stronę. Nasze spojrzenia spotkały się. Michał patrzył na mnie w bardzo specyficzny sposób. Natychmiast uciekłam wzrokiem.
— Kasiu… — Ponownie usłyszałam jego szept, ale tym razem Michał delikatnie dotknął mojego ramienia, sprawiając, że lekko drgnęłam. — To ma szansę. Ja to wiem.
Zadarłam głowę w jego stronę, z myślą, żeby zaprzeczyć, ale widząc jego łagodne spojrzenie, nie potrafiłam tego zrobić. Uśmiechnęłam się jak idiotka i… zdezerterowałam, podchodząc do ojca.
— I jak?
— Bardzo cicho.
Rzeczywiście w Vinci Tower panował nadzwyczajny spokój. Kilka osób było obsługiwanych przy kontuarze przez dwie zaczesane w kucyki blondynki, jacyś mężczyźni siedzieli w strefie biznesowej za szybami, a poza tym cisza.
— Jakby miało się za chwilę zawalić… — dodał z lekkim przerażeniem.
— Naprawdę proszę się nie martwić — odparł Michał.
— Ty chyba masz takie samo wrażenie jak ja? — ojciec zwrócił się do mnie, zauważając, że zastygłam.
Ja jednak nie odpowiedziałam, tylko wpatrywałam się w jeden punkt. Nie żeby mnie zauroczył jakiś detal architektoniczny, na który dotąd się nie natknęłam. Na to byłam raczej nieczuła. Na JEGO widok, na widok Maksymiliana Vinci, czuła byłam jednak zawsze.
W krótszej niż zwykle, lecz tak samo nieposkromionej fryzurze, w grafitowym płaszczyku i długim szalu siedział na sofie, naprzeciwko korytarza z windami. Moje serce zwariowało. Poczułam się tak, jakby on był mój, tylko i wyłącznie mój, i przyszedł na spotkanie ze mną po kilku dniach rozłąki, może nawet po kłótni. Moje ciało rwało do niego i gdybym tylko mogła pozwolić sobie na chwilę zapomnienia, po prostu pobiegłabym w jego stronę i rzuciłabym się mu w ramiona. Olbrzymie pragnienie jego dotyku, jego ciepła, jego ust wręcz mnie rozpierało.
— Dzień dobry! — przywitał nas po chwili.
Mój ojciec kiwnął głową.
— Mieliśmy przyjemność poznać się u pana w domu — podkreślił, patrząc mojemu ojcu w oczy, a później przenosząc wzrok na Michała.
Odczytałam to jako swoisty samczy sygnał dotyczący tego, kto jaką pozycję zajmował.
— Maksymilian Vinci.
— Pamiętam — odparł ojciec.
Spojrzał na szklane litery nad kontuarem, a potem z powrotem na Maksa.
Ojciec zrobił srogą minę. Nie lubił bogaczy, a dużych inwestorów wręcz nie cierpiał. Miał o nich najgorsze zdanie. Często pławił się w opowieściach o aferach łapówkarskich, w których grube koperty od przedsiębiorców lądowały w kieszeniach polityków. Nigdy nie obwiniał jednak polityków za branie łapówek, tylko… przedsiębiorców, którzy według ojca wystawiali uczciwych ludzi na niemożliwe do wytrzymania pokuszenie. Jedyną zamożną osobą, której tej uczciwości nie odmawiał, była jego siostra Matylda, która ponoć całkowicie legalnie, na kamienicach, dorobiła się swoich milionów.
— Co ty tu robisz? — wydukałam. — Miałeś być w Rzymie.
— No i byłem.
— Był pan w Rzymie? — zapytał ojciec, nie ukrywając zaciekawienia. — Ostatnio wybuchła tam afera w politycznych sferach, dotycząca zakupu ministerialnych limuzyn.
— Tak. Coś słyszałem — odparł grzecznościowo, choć wiedziałam, że w ogóle nie interesowały go te tematy. — Podoba się Panu obiekt? — natychmiast zmienił temat rozmowy.
— Wygląda ciekawie. Właśnie rozmawialiśmy o jego bezpieczeństwie.
— Jest bezpieczny, może mi pan wierzyć. Jeśli ma pan czas, oprowadzę pana.
— To raczej niemożliwe. Tato ma coś do załatwienia — powiedziałam, chcąc jak najszybciej pozbyć się choć jednej osoby z tego niezręcznego układu.
— Chętnie — odparł ojciec, powodując, że moje zakłopotanie się spotęgowało.
Maks zbliżył się do mnie i nieznacznie nachylił się do mojego ucha.
— Będę tu czekał po sesji — wyszeptał jakimś nieludzko melodyjnym głosem.
Pokiwałam głową.
— Najpierw pokażę panu strefę VIP — powiedział do mojego ojca, który wyglądał na podekscytowanego.


Taki wyraz twarzy, połyskujące oczy i lekkie rumieńce obserwowałam u niego podczas debat i wyborów parlamentarnych. Podczas oglądania obrad komisji rozstrzygających w sprawie afer związanych z wielkimi pieniędzmi również.

Kolejny fragment powieści ukaże się jutro na blogu "Spojrzenie na kulturę" - KLIK.


W środku książki znajdziecie także moją rekomendację :)

Czytaliście tę powieść? Macie w planach poznać prozę Sylwii Trojanowskiej?

18 komentarzy:

  1. Ciekawie sie zapowiada tak ksiazka i jak to dobrze, Wiolu, ze nam ja tu przedstawilas:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję i chcę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planach się z nią zapoznać, ale jeszcze nie teraz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio polubiłam czytać książki polskich autorów, więc z chęcią sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy o niej nie słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jeszcze nie znam twórczości autorki, ale w niedalekich planach mam lekturę "Szkoły latania" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wolę czytać u Ciebie recenzje niż fragmenty książek :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pani Sylwia pisze naprawdę znakomicie. Gorąco polecam jej twórczość.

    OdpowiedzUsuń
  9. W przyszłości planuję się z nią zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie poznam tę prozę :) Gratuluję patronatu!

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam i ogromnie totalnie ujęło mnie pierwsze zakończenie, drugiego mogłoby nie być. Spojrzałam prawdzie w oczy, że czasem jestem taką książkową masochistką. Cóż... ;) Nie mogę doczekać się książki Sylwii dla nieco starszych czytelników, przedstawiających ich życie i problemy. Bardzo podobał mi się wątek "Szkoły latania' i terapii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinno być albo ogromnie, albo totalnie - wyszło głupio. ;)

      Usuń
  12. Ja również gratuluję rekomendacji. A od siebie polecam najnowszą książkę Colleen Hoover, która debiutuje na polskim rynku 10 maja. To także kawałek pięknej miłosnej literatury. Zapraszam do przeczytania mojej recenzji: CONFESS RECENZJA KSIĄŻKI COLLEEN HOOVER. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)