poniedziałek, 6 marca 2017

"Książki są ważne, ale ważniejsi są ludzie!" - wywiad z Joanną Stovrag, autorką książki "Chwila na miłość"






Życie pisze najlepsze scenariusze, które warto przelewać na papier, by poznali je inni. Przekonuje o tym Joanna Stovrag, która swoją autobiograficzną książką pt. "Chwila na miłość", poruszyła mnóstwo czytelników w naszym kraju. Zapraszam na rozmowę z autorką.







Joanna Stovrag to rodowita krakowianka, absolwentka slawistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, tłumaczka i lektorka języków chorwackiego, bośniackiego i serbskiego. Miłośniczka podróży po Bałkanach, która zamiast obiadu woli zjeść słodką baklavę. Współautorka przewodnika turystycznego "Chorwacja" oraz "Słownika pisarzy świata". 










Wioleta Sadowska: Pani Joanno, którą rocznicę ślubu ostatnio świętowała Pani z mężem?

Joanna Stovrag: Muszę pomyśleć… bo śluby były trzy! Pierwszy „studencki ślub” zorganizowali nam przyjaciele w uczelnianym bufecie Uniwersytetu w Sarajewie. Nie zabrakło świadków, kwiatów, bałkańskiej muzyki, poczęstunku i wspaniałych życzeń od roześmianych studentów, a nawet profesorów. To była taka zabawa, chyba prorocza, wiele lat temu, zanim Bałkany nawiedziła wojna.
Drugi ślub – cywilny braliśmy w oblężonym Sarajewie, kiedy końca otaczającego nas wojennego szaleństwa nie było widać. Radość miała wtedy zupełnie inny wymiar.
Ślub kościelny natomiast odbył się w Krakowie, moim rodzinnym mieście. Żeby uogólnić, wszystkie te, dla nas bardzo ważne uroczystości, odbyły się już ponad 20 lat temu…

Wioleta Sadowska: Jak ten czas szybko mija. Pani autobiograficzna książka ukazująca, jak rodziła się wielka miłość pomiędzy Panią a mężem w swoim pierwszym wydaniu nosiła nazwę „Jeszcze żyję...”. Z jakiego powodu postanowiła ją Pani odświeżyć i wydać po raz kolejny?

Joanna Stovrag: Powód był bardzo prosty. Nie chodzi o książkę, chodzi o człowieka, a raczej ujmę to tak: książki są ważne, ale ważniejsi są ludzie! Bo choć pierwsze skrzypce w mojej bałkańskiej opowieści gra miłość, to jest to również książka o ludziach, którzy kibicowali naszemu uczuciu i pomagali mu trwać w wyjątkowo trudnym czasie wojny w Bośni. O wszystkich tych osobach pamiętam - o ich wsparciu, bezinteresownej pomocy, szlachetnych gestach i dobrych słowach. I tą pamięcią o nich chciałam raz jeszcze podzielić się z czytelnikami. Jeśli człowiek otrzyma w życiu tak wiele dobrego od innych, ile ja otrzymałam, to chce, by to nie odeszło w niepamięć. Ta książka to swoisty rodzaj mojej wdzięczności.

Wioleta Sadowska: Dobrze, że książka otrzymała drugie życie. Jakie różnice zauważy czytelnik, biorąc do ręki obydwa wydania?

Joanna Stovrag: Pierwszego wydania już raczej nie weźmie :). Spory nakład rozszedł się błyskawicznie, aczkolwiek w bibliotekach książka jest dostępna.

Teraz nadszedł czas na „Chwilę na miłość”, która jest bogatsza w treści o wszystko, co może przybliżyć czytelnikom fenomen Bośni i Sarajewa, nazywanego miastem-legendą, tętniącego bałkańską muzyką, pachnącego aromatyczną kawą i zachwycającego południowym temperamentem z domieszką Orientu. W książce jest też więcej zdjęć, ułożonych chronologicznie, aby ukazać, jakimi ścieżkami chodziła historia mojego życia oraz Historia przez duże H.
Według Joanny egzystencja na Bałkanach ma smak i aromat kawy :-) Obok ulubiona przez nią słodka baklava.

Wioleta Sadowska: Nie dziwię się, że pierwszy nakład rozszedł się błyskawicznie. Pani przykład jest świetnym potwierdzeniem tego, że to życie pisze najlepsze scenariusze. Jaki cel przyświecał Pani przy wydaniu swoich wspomnień?

Joanna Stovrag: Życie rzeczywiście pisze najlepsze scenariusze. Uważam, że życie każdego człowieka jest niepowtarzalne i może być tematem, pomysłem na publikację. Może po przeczytaniu mojej opowieści, ktoś z czytelników zapragnie opisać swoją historię? Jednak mimo tego pewnika, że historie prawdziwe są niezwykle ciekawe, nie każdy się na to decyduje, a też nie jest to wcale takie proste. Niełatwo wybrać z życia to, czym człowiek pragnie się podzielić, a zdecydowanie trzeba wybrać, nadać historii odpowiednią literacką formę, dostosować język, ułożyć tak, by ciekawiło, trzymało w napięciu… Ja mogłabym z okresu, jaki opisałam w „Chwili na miłość” wybrać wiele innych tematów i powstałaby kolejna książka. Życie bowiem, i to życie każdego człowieka, jest bogate w treść. Z każdego ludzkiego życia może powstać wiele książek… Po wydaniu mojej opowieści, dzieląc się swoim czasami bardzo osobistymi doświadczeniami niczego nie straciłam, wręcz przeciwnie…

Wioleta Sadowska: Zgadzam się  z Panią. Dlaczego według Pani Bałkany, tak kolorowe oraz tak otwarte, nagle zwróciły się ku nietolerancji i takiej widocznej wrogości?

Joanna Stovrag: Odpowiem jak zwykle szczerze: nie wiem. Nie wiem też, dlaczego wybuchają na świecie wojny, dlaczego na świecie jest tyle zła. Może gdzieś głęboko mam swoje subiektywne podejrzenia, ale tym razem nie podzielę się nimi. Po prostu nie chcę wypowiadać się na ten temat.

Każdy, każda strona konfliktu ma swoją prawdę, swoje postrzeganie tej sytuacji. Nie mnie to oceniać. Mogę jedynie powiedzieć, że mam przyjaciół wśród wszystkich stron konfliktu, jaki miał miejsce w Bośni i Hercegowinie – zarówno wśród bośniackich Chorwatów, bośniackich Muzułmanów i bośniackich Serbów.

Wioleta Sadowska: Czym obecnie są dla Pani Bałkany?

Joanna Stovrag: Bałkany są dla mnie tym, czym zawsze były – moją wielką pasją, moją wielką miłością. Są niezwykłą mieszanką piękna, emocji i ciekawej historii. Zacytuję tu słowa znanego Polakom bośniackiego reżysera, Emira Kusturicy (który niestety ostatnio stał się postacią niezwykle kontrowersyjną): "Bałkany są jednocześnie piękne i przerażające, tragiczne i komiczne, pełne kontrastów. Łatwo przechodzimy od miłości do nienawiści, od przyjaźni do wrogości, ze skrajności w skrajność, czerpiemy z życia pełnymi garściami, nigdy nie mając dosyć". Właśnie tym są dla mnie moje Bałkany.

Wioleta Sadowska: Czy wraz z mężem odwiedzacie tamte rejony?

Joanna Stovrag: Oczywiście tak! Rodzina męża mieszka prawie we wszystkich republikach byłej Jugosławii. Dawniej to było jedno państwo, teraz żyją w różnych krajach. Najczęściej jeździmy do Bośni i Hercegowiny oraz Chorwacji. Nasze dzieci w jednej chorwackiej miejscowości znają każdy kamień, każdą roślinę, a nawet dno Adriatyku, gdyż całe wakacyjne dzieciństwo spędziły tam właśnie. Spędziły je radośnie, chłonąc i zapamiętując przepiękne krajobrazy, słuchając wpadającej w ucho bałkańskiej muzyki (z przewodnim tematem, jakim jest obowiązkowo MIŁOŚĆ), smakując tamtejszych potraw, pływając w ciepłych wodach Jadranu, poznając ludzi, w których żyłach, tak samo jak w ich, płynie gorąca południowa krew,

Wioleta Sadowska: Czy na co dzień zdarza się Pani i mężowi wspominać trudny czas, jakim była tamta wojna?

Joanna Stovrag: Na co dzień nie, ale po powrocie z Sarajewa najpierw przez co najmniej dwa tygodnie milczymy. Bo choć od wojny minęło wiele lat, to kiedy jesteśmy w Sarajewie, wszystko się przypomina, uwiera i kłuje. Tak więc po powrocie milczymy, z wzajemnym szacunkiem dla naszych uczuć, a potem czasami wymieniamy spostrzeżenia. Jednak o nich nie chcę mówić, gdyż są dla mnie zbyt trudne, zbyt osobiste. Powiem tylko, że w powojennym Sarajewie niewiele się zmienia i to jest bardzo bolesne.

Wioleta Sadowska: To bardzo smutne. Czy Pani mąż ingerował w treść drugiego wydania książki?

Joanna Stovrag: Nie, absolutnie nie. Mimo że mąż jest również filologiem i często dostaje do korekty teksty związane z rejonem Bałkanów, to żadnej ingerencji nie było, choć oczywiście poprosiłam go o przeczytanie, bo co dwie głowy to nie jedna. Chodziło mi o to, aby historia i fakty zostały oddane wiernie, a mój mąż – sarajewianin może to najlepiej ocenić. Tak więc przed oddaniem tekstu do druku przeczytał, za co jestem mu wdzięczna.

Wioleta Sadowska: Na okładce „Chwili na miłość” widnieją rekomendacje takich osób, jak Magda Umer, Konstanty Gebert i O. Leon Knabit. Jaka jest geneza ich powstania?

Joanna Stovrag: Ci wspaniali recenzenci należą do grona osób mi życzliwych. A to grono - piszę o tym w książce – jest bardzo duże.

Magda Umer to niezwykle wrażliwa osoba, czyli osoba, która rozumie i współczuje. Jej rekomendacja - dzisiaj, kiedy na świecie znowu narastają nacjonalizmy jest wyjątkowo trafna: „Jakże ta książka jest dzisiaj potrzebna! Dzisiaj, to znaczy w czasach wyjątkowej nietolerancji, niechęci rozumienia jakiejkolwiek inności”.

Znajomość z Konstantym Gebertem (starszym osobom znanym pod pseudonimem Dawid Warszawski), znawcą Bałkanów, który towarzyszył Tadeuszowi Mazowieckiemu, kiedy ten był specjalnym wysłannikiem ONZ w Bośni i Hercegowinie jest długa… (szczegóły w „Chwili na miłość”).

Ojciec Leon to kochana bratnia dusza – mieszka niedaleko w klasztorze benedyktynów w podkrakowskim Tyńcu. Sam stracił ojca w czasie II wojny światowej, więc na wojenne losy patrzy inaczej, podobnie jak mój mąż i ja…


Wioleta Sadowska: Wspaniałe postacie. Jaka jest geneza powstania okładki do drugiego wydania książki?


Mostar
Joanna Stovrag: Turecki noblista Orhan Pamuk napisał kiedyś: „Okładka stanowi drogowskaz odsyłający do przejścia pomiędzy zwyczajnym światem, w którym żyjemy, a tym ożywającym na kartach książki”.
Zależało mi, by okładka wprowadzała czytelnika do mojego świata, by nie była szablonowa jak obecne ostatnio na polskim rynku wydawniczym okładki z wizerunkami dziewczyn, które często zupełnie nie kojarzą się z bohaterkami powieści, mimo że chyba powinny. Te kobiece twarze tworzą kalejdoskop tak wielki, że rozmywają się i nie zostają zapamiętane przez czytelników.
A ja chciałam, aby okładka „Chwili na miłość” oddawała klimat Bośni. Zatem jest na niej leteći ćilim (latający dywan), czyli misternie tkany niebieską, białą i srebrną nicią sarajewski dywanik, zakupiony na Baščaršiji, czyli w starej orientalnej dzielnicy targowej Sarajewa.

Wioleta Sadowska: Okładka niewątpliwie się wyróżnia. Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojej strony?

Joanna Stovrag: Na zakończenie chcę z góry podziękować czytelnikom, którzy zechcą wziąć do ręki moją bałkańską opowieść i zagłębić się w mój świat. Jeśli ktoś zechce podzielić się ze mną wrażeniami po lekturze, będę wdzięczna za choćby jedno, dwa zdania opinii. Proszę śmiało pisać na: https://pl-pl.facebook.com/joannastovrag/ Dla autora każda opinia jest cenna. A dla autora, który decyduje się opowiedzieć o swoim życiu i tym samym nie chowa się za zasłoną fikcji, lecz ujawnia swój światopogląd, swoje doświadczenia (czasami trudne), taka opinia jest bezcenna!


Zaglądajcie na fanpage autorki, naprawdę warto. Warto także poznać historię prawdziwej miłości Joanny i Seja, która zagwarantuje wam mnóstwo emocji i wzruszeń!

19 komentarzy:

  1. Pierwszy raz słyszę o tej Pani, ale wydaje się bardzo sympatyczną osobą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezwykle interesujący wywiad, a książka wspaniała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że nie słyszałam ani o książce, ani o autorce. Fajnie, że udało Ci się przeprowadzić wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ... świetny wywiad :-) ... gratuluję :-) ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wywiadem tym zaciekawiłaś mnie Wiolu do sięgnięcia po książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. autorka jest śliczna kobietką:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super wywiad Wiolu i jakże inny od mojego! :) Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że ksiązka została jeszcze raz wydana, inaczej pewnie bym o niej nie usłyszala.

    OdpowiedzUsuń
  9. Widać, że autorka jest bardzo sympatyczną osobą. Chciałabym przeczytać niebawem jej książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kobieta która już nie doświadczyła wiele złego i dobrego w swoim życiu ale widać że pozostaje pogodna osoba 😃

    OdpowiedzUsuń
  11. Kobieta która już nie doświadczyła wiele złego i dobrego w swoim życiu ale widać że pozostaje pogodna osoba 😃

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny wywiad, Autorka bardzo ok, ale książka nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chociaż książka nie dla mnie, to bardzo chętnie przeczytałam ten ciekawy wywiad. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo lubię czytać wywiady, zazwyczaj przekonują mnie do książek danego autora czy autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Życie rzeczywiście pisze najlepsze scenariusze :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)