niedziela, 16 października 2016

"Talitha kum" – Łucja Maria Ślisz
















"Zgoda na życie ma w sobie niesamowitą siłę, nie słucha ludzkich ocen".






Użyta w danej książce stylizacja językowa to bardzo ważna cecha prozy, która może zarówno polepszyć efekt, jaki dany twórca chce wywołać w czytelniku bądź też, wręcz przeciwnie - zniechęcić do lektury, powodując duże niezrozumienie. W przypadku tej książki, efekt wywołany stylizacją językową jest dwojaki.

Łucja Maria Ślisz to humanistka ukrywająca się pod pseudonimem, pracująca w dużej firmie, posiadająca doświadczenie w branży hotelarskiej. Drogie są jej myślenie, mówienie, czytanie i pisanie.

Sylwia to studentka, która zmaga się z depresją, wywołującą w niej stany lękowe i wszechobecny marazm. Choroba wpływa destrukcyjnie na jej życie pomimo tego, że bohaterka ma chłopaka Mariusza, z którym wiąże swoją przyszłość. Jako praktykująca katoliczka, nie potrafi poradzić sobie ze swoją cielesnością.

Książki dotykające tematyki depresji za każdym razem, gdy takowe czytam, wywołują we mnie wiele przemyśleń i emocji. Nie inaczej było z dziełem Łucji Marii Ślisz, jednak proza ta oprócz pokazania przykładu wewnętrznej niemocy, wywołanej traumą z dzieciństwa i współczesną pogonią za mało ważnymi rzeczami, wywołała także we mnie zagubienie ze względu na specyficzną narracją. Otóż język, jakim posługuje się autorka, a raczej lepszym określeniem będzie tutaj – chaos językowy, wpływał na dość ciężki odbiór tej lektury. Dość dziwne konstrukcje zdań wielokrotnie złożonych, nikła ilość dialogów i użycie rozwlekłej formy opisowej, utrudniają bowiem zgłębianie historii Sylwii. Wielokrotnie, podczas czytania tej książki, musiałam wracać do początku zdań, by zrozumieć ich wymowę. Wielokrotnie także, dzięki takiej właśnie stylizacji, byłam w stanie zajrzeć do głowy chorej osoby i współodczuwać to, co czuła główna bohaterka – jej stany emocjonalne były bowiem paradoksalnie dzięki temu, bardziej zrozumiałe, a cała psychika, rozłożona na czynniki pierwsze. Nie zmienia to jednak faktu, że całościowo, ciężko w wielu fragmentach tej książki się odnaleźć, by nie pogubić wątków i kontekstów.

"Talitha kum" jest książką mocno psychodeliczną, w której jak mniemam, dużo przeżyć samej autorki. Mam nawet wrażenie, że Sylwia to w dużej mierze alter ego ukrywającej się pod pseudonimem, pisarki. Moje przekonanie wynika z tego, że stany depresyjne głównej bohaterki, jej totalne zagubienie w codzienności i niemożność normalnego funkcjonowania, zostały oddane z wielkim realizmem. Jej relacje z mężczyznami, realia zarobkowej emigracji czy chociażby powroty do wspomnień z dzieciństwa, kreują portret psychologiczny Sylwii, jako osoby pełnej kontrastów, toczącej walkę ze sobą. Nie jest to postać, którą można obdarzyć sympatią – to postać, z którą podczas lektury warto się skonfrontować.

Nie bez przyczyny tytułem tej książki są słowa, jakimi Jezus wskrzesił pewną dziewczynkę. Sylwia żyje, ale jej życie pozbawione jest smaku i zapachu. A cóż warta jest taka egzystencja? Niezwykle sugestywne i psychodeliczne dzieło Łucji Marii Ślisz polecam wszystkim czytelnikom, którzy lubię mierzyć się z tak trudnym tematem, jakim niewątpliwie jest depresja.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce

25 komentarzy:

  1. Niestety, ale fabuła niezbyt mnie zainteresowała :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie przepadam za zbyt psychodelicznymi książkami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie muszę ją przeczytać, zaburzenia psychiczne w jakiejkolwiek formie są moim konikiem, więc już nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, jakie sprzeczne podejścia w dwóch sąsiednich komentarzach co do zainteresowań - znaczy książka może budzić kontrowersje :)

      Usuń
  4. Sądzę, że wielu czytelników sięgnie po tę książkę. Tematyka aktualna - naokoło mnóstwo osób zmaga się z depresją, niektórzy to ukrywają. tym bardziej książka będzie czytana. Z pewnością autorka przeniosła na papier własne doświadczenia lub kogoś bardzo bliskiego.
    Takiej treści nie da się przepisać z podobnych publikacji, a potem opatrzyć przypisami albo opisać podobnych bohaterów, wątki, czasy, jakie opisał już ktoś inny. To na pewno wyjątkowe, samodzielne dzieło. Za realizm autorka może zbierać wysokie oceny. A język? Sądzę, że wielu doceni językowy chaos, bo to też objaw depresji. Dobrze, że taka publikacja powstała.
    s-a

    OdpowiedzUsuń
  5. Temat na pewno nie łatwy, ale na razie nie bardzo chcę zmierzyć się z lekturą tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie przekonuje mnie ta książka....

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaintrygował mnie tytuł, bo... moja mama prowadzi fundację o takiej nazwie, jednak po przeczytaniu recenzji stwierdzam, że to książka nie w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piszesz, że "Talitha kum" jest książką mocno psychodeliczną, a ja nie wiem, czy będę wstanie zmierzyć się z taką melancholijną tematyką. Muszę się jeszcze zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeraża mnie taki chaos w książce, a z drogiej strony jestem zainteresowana tematyką. Zastanowię się nad tą publikacją.

    OdpowiedzUsuń
  10. Temat mnie interesuje, obawiam się tylko jego psychodeliczności, ale jestem gotowa przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  11. ta psychodela w książce panująca by mnie pzytloczyła...

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo, że tematyka w ogólnie nie dla mnie, to tak świetnie opisujesz książkę, że mimo wszystko chce ją przeczytać :) Jeszcze kilka tygodni czytania Twojego bloga i nie będzie mnie można odciągnąć od książek :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajna recenzja, ale tematyka nie dla nie. Zbyt ciężka. :)
    Pozdrawiam,
    http://www.sekretny-trop.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. chyba za ciężka tematyka dla mnie ... :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czasami sięgam po takie właśnie książki, ciężko się je czyta, jednak tematyka bardzo aktualna w dzisiejszym świecie.

    OdpowiedzUsuń
  16. wchodząc co jakiś czas Twojego bloga, odkrywam naprawdę fajnie pozycje. Molem ksiązkowym jestem od niedawna, więc wiele tytułów zwyczajnie jest mi nieznanych, ale już nie raz trafiłam na coś fajnego u Ciebie. Ta również wydaje się bardzo ciekawą pozycją

    OdpowiedzUsuń
  17. Za psychodelikę chyba podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  18. W czasie jesiennej melanchujni, ta książka mogłaby pociągnąć mnie na dno. Ale latem mogłabym się na nią skusić. Ma intrygującą okładkę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Lovely! Thanks for sharing.


    ** Join Love, Beauty Bloggers on facebook. A place for beauty and fashion bloggers from all over the world to promote their latest posts!


    BEAUTYEDITER.COM

    OdpowiedzUsuń
  20. Niestety nie dla mnie, stylizacja językowa bardzo mnie zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
  21. Talitha Kum - tak nazywa się zespół, w którym śpiewa mój znajomy i znajoma. ;) Ale do publikacji raczej mi daleko - mam za dużo powieści, które wypychają się przed pozostałe. ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Chaos i fakt, że ciężka w odbiorze trochę mnie zniechęca, więc nie wiem, czy odważyłabym się sięgnąć po ten tytuł. ;/

    OdpowiedzUsuń
  23. Chaos językowy to nie dla mnie, na pewno miałabym problem z odbiorem.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)