piątek, 15 lipca 2016

Czytelnicza autodestrukcja - KONKURS












Dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarna Kawa mam dla was trzy egzemplarze niepokojącej książki Moniki Zajas pt. "Autodestrukcja". Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie.


Zasady konkursu: 
·      W konkursie mogą wziąć udział wszyscy, bez wyjątku.
·      Konkurs trwa od dzisiaj do 10 sierpnia 2016 r., do północy.
·      Aby wziąć udział w konkursie, należy odpowiedzieć na pytanie:

Co wywołuje w Tobie czytelniczą autodestrukcję?

·    Swoją odpowiedź należy zostawić pod tym postem, jako komentarz. 
·   Będzie mi miło, jeśli zamieścicie baner konkursowy na swoich stronach, nie jest to jednak warunek konieczny.
·   Wśród odpowiedzi, jakie pozostawicie pod ogłoszeniem, wybiorę trzy, które najbardziej mi się spodobają.
·  Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu. Zwycięzcy winni skontaktować się ze mną na podany adres e-mail: subiektywnie.o.ksiazkach@gmail.com w ciągu trzech dni.

UWAGA:
Możecie w ogłoszeniu podać swój adres e-mail, ale robicie to na własną odpowiedzialność, gdyż w ostatnim czasie wystąpiły przypadki wykorzystywania tychże adresów przez oszustów wyłudzających pieniądze. Pamiętajcie, nie wymagam uzupełniania żadnych formularzy ani podawania numeru telefonu. 


Do dzieła! Książki czekają!

31 komentarzy:

  1. wezme udzial tyllko musze pomyslec nad odpowiedzia:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Do czytelniczej destrukcji doprowadziła mnie książka " Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń" Nicka Vijicica. Ryczałam w pociągu relacji Międzylesie-Wrocław skupiając na sobie zdziwione spojrzenia współpasażerów. Dramaty ludzi ściskają mi serce i gardło, aż łzy ciekną ciurkiem, ale dzięki temu jestem "wypruta emocjonalnie" i to mi daje mobilizację, że może i jestem niepełnosprawna, ale sobie radzę, zaś inni mają naprawdę gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytelnicza autodestrukcja to w moim przypadku zarywanie nocek, zaniedbywanie kontaktów społecznych przez ciągłe czytanie i przede wszystkim głupi nawyk czytania każdej książki do ostatniej strony. Czasem mam ochotę porwać daną książkę na strzępy, a i tak muszę ją dokończyć. Wiem, że to nielogiczne, ale nie zaznałabym spokoju, wiedząc, że czegoś nie skończyłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Totalną, czytelniczą autodestrukcję przeżywałam dwa razy w życiu, z czego jeden był szczególnie traumatyczny - podczas pisania (i czytania, a jakże!) pracy licencjackiej a potem magisterskiej. Ta ostatnia powodowała, że miałam ochotę wyrzucić swojego laptopa przez okno. Prócz części teoretycznej (nudne bla bla na mniej więcej 100 stron), musiałam napisać część praktyczną, zatem kilka tekstów literackich - i tutaj była prawdziwa katorga. Jakoś to napisałam, ale gdy raz po raz czytałam tekst, miałam ochotę podciąć sobie żyły, bo ciągle coś mi nie pasowało (promotorce również). Czytanie własnego tekstu to naprawdę autodestrukcja do granic możliwości, bo ma się wrażenie, że całość zawsze mogłaby wyglądać lepiej i lepiej. Dopiero po obronie mogłam odetchnąć pełną piersią.
    Ponadto już nieco mniejszy "odruch autodestrukcyjny" wywołuje u mnie książka, która mnie poruszy lub w inny sposób zapadnie w pamięć. Mam wtedy "książkowego kaca". Trochę przypomina to żałobę - żegnam się z pewnym światem i bohaterami i nim mi nie przejdzie, nie sięgnę po kolejną powieść. Zatem marnuję czas, zamiast od razu rozpoczynać kolejną, wspaniałą czytelniczą przygodę i odhaczać moje "must read".

    mój e-mail: magdalena.robert@o2.pl

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. czytelniczą autodestrukcję wywołuje u mnie książka, która tak mi się podoba, że muszę ją czytnąć całą. I potem na sam koniec mam doła, że jak to, już się skończyła? Tak było z całą serią Sagi Ludzi Lodu. Jak zaczęłam czytać, to czytałam po 4 tomy każdego dnia:D

    kathyleonia88@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo, może sama w wolej chwili coś naskrobię.
    Póki co życzę wszystkim powodzenia.
    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytelniczą autodestrukcję wywołują u mnie wspomnienia faktu, że w szkole musiałam czytać książki, które nie wzbudzały mojego zainteresowania. Z racji tego, że byłam wzorową uczennicą, to wszystkie książki czytałam mimo, że nie lubię robić niczego na siłę. Czytanie ma być dla mnie przyjemnością, a nie katorgą. Wolę sięgać po książki, których tematyka jest dla mnie interesująca aby czerpać z tego przyjemność, satysfakcję, a nie po to aby mieć złe wspomnienia.

    e-mail: aknezz.blogspot@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  8. I love your blog!
    Do you want to support each other's blog by following each other?:) Please let me know if you do so I can follow you right back x

    xoxo, Nastya

    MY BLOG NASTYA DEUTSCH
    INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytelnicza autodestrukcja? Szerokie pole do popisu, bo pytanie można wziąć pod różnym kątem :).
    Największą autodestrukcję wywołuje u mnie smutek, czyli problemy książkowych bohaterów, dramaty, ból egzystencjalny. Gdy czytam o czymś smutnym, gdy widzę, jak ktoś zmaga się z problemami, których nie da się rozwiązać, a koniec książki jest niepozytywny, czuję się, jakby moje małe serduszko miało zaraz poddać się autodestrukcji. Wtedy mam taką małą czytelniczą bombę, która wybucha w najmniej oczekiwanym momencie. Najczęściej płaczem :D. Dlatego tak ciężko pozbierać mi się po niektórych lekturach!
    Pozdrawiam :).

    xsadisticsushix@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytelniczą autodestrukcję wywołuję u mnie sytuacja typu:
    1. autor rozkochuje mnie w jakiejś postaci (bohatera nazwijmy x)
    2. już myślę, że x mógłby być moim mężem
    3. czytam książkę dalej, jest super
    4. wszystko wskazuje na to, że dziewczyna x zginie
    5. bum! ta dziewczyna jednak żyje, a x umiera w najbardziej niespodziewanym momencie

    Pozdrawiam wszystkich znających to uczucie! <3
    adzik_xd@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytelniczą autodestrukcję - fajne wyrażenie tak przy okazji - wywołują u mnie książki, w których bohater (lub bohaterka) robią irracjonalne rzeczy, a wisienką na torcie jest samo zakończenie. Ostatnio czytałam pewna książkę młodzieżową, gdzie była para młodych ludzi kochających się wielką miłością, ale co robi ona? Boi się, że go zrani i straci, i dlatego wpada w ramiona innego faceta na oczach "tego jedynego". Sama komplikuje sytuację i wbija mu nóż w serce. Ach!, aż chce się nawrzeszczeć na dziewczynę. Wiem, że życie bywa różne, lecz czytanie o losach bohaterki, która sama dołki pod sobą kopie świadomie czy też nie, samodzielnie wybiera cierpienie, sprawia, że z powodu całkowitego nie zrozumienia dlaczego tak jest, rozpadam się.

    Pozdrawiam
    gepard1234@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie czytelniana autodestrukcja występuje, kiedy widzę jak chętnie i pięknie rodzice czytają książki swoim pociechom. Najbardziej ściska mnie za serce, gdy widzę dorosłych czytających książki starszym dzieciom, niekoniecznie przed zaśnięciem, ale także w ciągu dnia. Jest to piękny widok, gdy taki siedmio- ośmiolatek wtula się w ramię mamy/taty/babci i z zaciekawieniem słucha.
    Ja sama miałam w życiu tylko jedną taką przygodę - lektura o Kubusiu Puchatku w szkole podstawowej. Książka gruba, a ja nienawidziłam czytać. Płakałam, gdy mama zmuszała mnie do czytania. W końcu sama wzięła tą księgę (bo taka gruba była) i przeczytała historię o Kubusiu Puchatku i baloniku, który uciekł na drzewo. Pamiętam ilustrację do tej opowieści, jak gdybym zobaczyła ją 5 minut temu. Przez tyle szkolnych lat nie przeczytałam żadnej książki, trudno było na polskim, ale maturę zdałam nie najgorzej. To prawda, nie ma się czym chwalić, ale jest jeszcze jeden punkt tej historii...
    Pierwszą książkę, którą przeczytałam, sama z siebie, bez przymuszenia, coraz bardziej się w nią wgłębiając był Harry Potter. Pierwszą część przeczytałam więcej niż 12 razy (potem zgubiłam rachubę). Czytałam codziennie, każdą wolną godzinę, zarywając wiele nocy. Nie potrafię czytać w myślach - muszę na głos, a pokój dzieliłam z młodszą o 15 lat siostrą. Siłą rzeczy, gdy kładła się spać słuchała mojego czytania. Któregoś dnia byłam wieczorem poza domem, a ona kazała mojej mamie zawołać mnie, abym jej poczytała. I łzy napływają mi do oczu, gdy dziś widzę tego skutek - już mając kilka lat zaczęła ładnie, płynnie czytać. Ze szkolnej biblioteki wypożyczała po kilka książek jednocześnie. Czytała i nadal czyta bardzo dużo. Czytanie sprawia jej radość i dostarcza przyjemności. I widzę, że choć robi to z pełną świadomością, to i ona czyta młodszym dzieciom książeczki. Dziś jest nastolatką, więc często się książkami wymieniamy, a potem dyskutujemy o historiach bohaterów (bo ja już też dużo czytam). ;-)

    Pozdrawiam moją siostrę
    pierdoly55@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytelniczą autodestrukcję wywołuje u mnie sprawdzanie prac moich uczniów. Na początku czytam je zupełnie spokojnie i bez problemów wyłapuję wszystkie błędy. Gdzieś w połowie zaczynają się jednak pojawiać wątpliwości. Bo skoro kolejna osoba robi ten sam błąd, to może ja się mylę? Może to jednak jest dobrze? Na wszelki wypadek sięgam po słownik. W miarę upływu czasu robię to coraz częściej, ponieważ moje wątpliwości dotyczą już nawet poprawnej pisowni. Potrzebuję zatem słownika, aby utwierdzał mnie w przekonaniu, że się nie mylę. Na szczęście on nigdy nie zawodzi. Kiedy czytam ostatnie prace, mam wrażenie, że nic już nie wiem i niczego nie jestem pewna. Ogarnia mnie "czytaniowstręt". Nie chcę widzieć więcej żadnych tekstów, ani dobrych ani złych. Nigdy w życiu!
    Pozdrawiam,
    Ma-Per

    OdpowiedzUsuń
  14. Książka, która wywołała we mnie czytelniczą autodestrukcje nazwana była tytułem "Kwiaty na poddaszu" niezwykle porywająca książka V.C. Andrews. Każda kolejna cześć prawie doprowadzała mnie do załamania. Książka niezwykła, napisana z pasją gdzie wczuwamy się w bohaterów, czujemy klimat śmiejemy się i płaczemy wraz z bohaterami. W książkach tych nie ma jednak zbyt wielu wesołych momentów, co nieuchronnie prowadzi do czytelniczej autodestrukcji, gdy mamy nadzieję na polepszenie sytuacji często bywa aby gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka, która wywołała we mnie czytelniczą autodestrukcje nazwana była tytułem "Kwiaty na poddaszu" niezwykle porywająca książka V.C. Andrews. Każda kolejna cześć prawie doprowadzała mnie do załamania. Książka niezwykła, napisana z pasją gdzie wczuwamy się w bohaterów, czujemy klimat śmiejemy się i płaczemy wraz z bohaterami. W książkach tych nie ma jednak zbyt wielu wesołych momentów, co nieuchronnie prowadzi do czytelniczej autodestrukcji, gdy mamy nadzieję na polepszenie sytuacji często bywa aby gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  16. Gorąco polecam tą książkę. Jest cudowna!

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytelniczą autodestrukcję wywołała u mnie powieść 50 Twarzy Greya. Już nawet nie dlatego, że temat taki marny. Nie dlatego, że taka książka staje się światowym bestsellerem, a inne, cudowne powieści są wręcz niezauważane. Nie. Po prostu... jak można tak skopać tłumaczenie i używać zwrotów 'o święty Barnabo' i 'rany julek', gdy w oryginale widnieje zwykłe zwyczajne 'oh, God'? Eh.

    paulina.st91@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Autodestrukcja czytelnicza,
    zazwyczaj rożne ma oblicza.
    Niekiedy błahostką wywołana,
    przez którą jestem zdołowana,
    przeważnie jednak lekturą,
    ani szarą, ani ponurą,
    ale taką, która sprawia,
    że rozpiera mnie duma jak pawia.
    Książka ta musi być cudna,
    broń Boże, nie nudna!
    Niech na jej kartach się dzieje,
    niech zawiłą akcją zawieje,
    niech bohaterowie mają wciąż trudno,
    niech autor wstawi scenę brudną,
    a wtedy będzie wspaniale
    i genialną lekturą się pochwalę.
    gabolek000@o2.pl

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)