czwartek, 26 listopada 2015

"Tango z rudzielcem" – Andrzej Syska-Szafrański















"Tak. Mam potrzebę tańczyć tango z nagim, rudobrodym mężczyzną!".








Wasze życie upływa we względnym spokoju, macie bowiem stałą pracę, partnera życiowego i sprecyzowane plany na przyszłość. Wyobraźcie sobie, że tak poukładaną egzystencję przerywa nagle dziwaczne pragnienie, zupełnie bezsensowne, pozbawione logiki. Pragnienie, które zaprowadzi Was albo do zakładu psychiatrycznego, albo też pozwoli odkryć tę część Waszej duszy, o której nie mieliście do tej pory pojęcia.

Andrzej Syska-Szafrański to urodzony w Kielcach w 1969 r. absolwent Akademii Świętokrzyskiej, artysta malarz oraz pedagog, którego pasją jest pisanie. Od osiemnastu lat zajmuje się malarstwem artystycznym, jest jedynym obecnie twórcą panoram w naszym kraju. Autor zadebiutował w 2013 r. książką pt. "Żółta czapka".

Leon to wzorowy urzędnik, który planuje swoje przyszłe życie z piękną narzeczoną Moniką. Pewnego dnia jednak, pojawia się w jego głowie zupełnie abstrakcyjne pragnienie – chęć zatańczenia tanga z rudobrodym, a do tego nagim mężczyzną. Od tego czasu, w życiu bohatera zaczynają pojawiać się najdziwaczniejsze rzeczy, prowadzące do zaskakującego dla niego finału.

Początkowo, lektura "Tanga z rudzielcem" wywoływała we mnie bliżej nieokreślone uczucia zdezorientowania i konsternacji. Mamy oto bowiem fabułę z całkiem przeciętnym bohaterem, który ni stąd, ni zowąd, wykazuje zaburzenia psychiczne pod postacią bezsensownego pragnienia. Wszystko to było o tyle dziwaczne, że autor prowadził sobie w ten właśnie sposób akcję, nie odkrywając żadnej karty z tajemnicy tej przypadłości. Czytelnik zamiast tego otrzymuje natomiast pełen obraz dziwacznego zachowania Leona wobec rodziny, znajomych, a także zupełnie obcych ludzi, czyli wszelkie konsekwencje owego pragnienia. Nie ma tu wartkiej akcji, jej nagłych zwrotów czy też interesującej intrygi – są jedynie ludzie spotykani na ulicy, którzy powtarzają bohaterowi, że trzymają za niego kciuki. I podczas lektury tej książki, czytelnik cały czas się zastanawia – o co w tym wszystkim w ogóle chodzi?

Gdyby nie zakończenie, które otwiera oczy i pozwala spojrzeć na perypetie głównego bohatera z właściwej perspektywy, mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że to utwór pozbawiony sensu i logiki. Tak jednak nie jest, bowiem wyjaśnienie dziwacznego pragnienia i szeregu zupełnie niekonwencjonalnych wydarzeń, wyzwala sporo refleksji dotyczących kondycji naszego życia, naszych celów, zamierzeń i poszukiwania szczęścia. To ciekawa zbieżność, że nieszczęście Leona w konsekwencji, zapewnia mu właśnie szczęście. Szczęście, o którego istocie nie miał pojęcia, jak o wielu innych rzeczach, które ukrył głęboko w swojej podświadomości. Pragnienie zatańczenia z nagim, rudobrodym mężczyzną, nagle pozwoliło mu bowiem odnaleźć wewnętrzny spokój, którego tak potrzebował.

Leon to postać nieco przerysowana, wobec której można mieć ambiwalentne uczucia. Jego liczne komentarze odnoszące się do codzienności, w szczególności do pracy urzędnika, wielokrotnie mnie bawiły, ale także wprawiały w konsternację. Najciekawszym jednak elementem było połączenie bohatera w związek z Moniką, która stanowiła wobec niego zupełne przeciwieństwo charakteru i prowadzonego stylu życia. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że większość cech jaką posiadali zarówno Leon, jak i jego narzeczona, została ukazana w krzywym zwierciadle, stając się niejako karykaturą obecnych zachowań międzyludzkich.

Decydując się na książkę Andrzeja Syski-Szafrańskiego o dość dziwacznym tytule, spodziewałam się lektury nietuzinkowej. Jednak to, co otrzymałam, znacznie przewyższyło moje przeczucie, bowiem "Tango z rudzielcem" to książka niełatwa, która sporą część czytelników może zwyczajnie znudzić. Ja jednak wiem, że cierpliwych, którzy dotrwają do ostatniej strony, może także wielce zaskoczyć. I w ten właśnie sposób radzę Wam czytać ten utwór - od pierwszej do ostatniej strony, pomimo niełatwego początku.



Andrzej Syska-Szafrański


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi

31 komentarzy:

  1. Ogólnie nie czytam powieści napisanych przez Polskich autorów, i raczej mnie nie przekonałaś abym zaczęła. Ale czekam na kolejną recenzję, może następna będzie bardziej trafna co do mojej osoby. Bardzo ciekawy post i miło sie czytało.
    Pozdrawiam cieplutko.
    In my different World

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba by mnie ta książka właśnie zupełnie zdezorientowała :D a na to przy pisaniu pracy magisterskiej sobie pozwolić nie mogę - lepiej dać mózgowi odpocząć ;) hihi. Do tego, tak jak Layla A. ogólnie nie czytam zbyt dużo Polskich autorów - jestem w tej kwestii bardzo wybredna...

    OdpowiedzUsuń
  3. Fabuła tej powieści wydaje się być nieźle pokręcona i momentami zupełnie niezrozumiała. Wierzę jednak, że cierpliwość i spokojne doczytanie do końca może dać logiczne rozwiązanie i wytłumaczenie nietypowych działań głównego bohatera. Twoja recenzja, choć wskazuje, że książka nie należy do najłatwiejszy, zachęciła mnie do sięgnięcia po tę pozycję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, nie sądzę, bym na tę chwilę dostrzegła jej potencjał i przesłanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię niełatwe książki, chociaż nie wiem czy wystarczyłoby mi w tym przypadku cierpliwości, by dotrwać do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm to naprawdę ciekawa propozycja musze przyznać. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cytat bardzo mnie zaciekawił, ale chyba jednak nie odważyłabym się przeczytać tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurcze, jestem bardzo ciekawa, skąd taki pomysł u bohatera i jak to autor wyjaśnił. Wyszło wiarygodnie? Kurcze, książka napisana przez malarza, jestem (nie tylko zawodowo) tym zaintrygowana ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakoś nie jestem do tej książki przekonana....

    OdpowiedzUsuń
  10. przeczytałam początkowy cytat i wnioskuje że to dość ekscentryczna pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka ta przypomina mi trochę ,,Tango'' Mrożka nie ze względu na tytuł, ale ze względu na np. na dziwną zachciankę głównego bohatera. Piszesz o przerysowanych charakterach, i u Mrożka takowych znajdziemy. Być może to daleko posunięte porównanie, ale była to pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po przeczytaniu Twojej recenzji :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo lubię, gdy zakończenie książki totalnie zmienia spojrzenie na całość.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmm chyba mi umknęła gdzieś.... ale mnie przyciągnęła mojej uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Obecnie wolę coś mniej ambitnego, niewymagającego wytężenia umysłu.

    OdpowiedzUsuń
  16. chyba jednak troszkę zbyt ciężka jak dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. No no no, zastanowię się nad nią! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mówiąc szczerze, już sam opis fabuły do mnie nie przemawia. Dziwna książka. Raczej jej nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Naprawde intrygujący początek posta. Dodaję do listy książek, które widziałam na twoim blogu. Tak, mam taką listę. Kiedyś razem to wszystko zamówię :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Masz arcję, to pozycja dla koneserów :) Już raz się do niej zabierałam, ale nie wciągnęła mnie na tyle by kontynuować. Może masz rację, że trzeba dotrwac do końca.

    OdpowiedzUsuń
  21. Możliwe, że ja pozostałabym przy tych pierwszych uczuciach. Znając siebie, to tak zazwyczaj kończą u mnie książki niecodzienne i trochę bardziej wymagające.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie mam pojęcia, czy te nieco dziwnych, pierwszych sto stron zdołałoby mnie zainteresować na tyle, żeby kontynuować lekturę powieści do końca. Całość brzmi faktycznie dość dziwacznie:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ciekawa, intrygująca... cóż, rudy tancerz? :) czemu nie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Niełatwa lektura, dziwaczne zachowanie bohaterki- jednak za lekturę podziękuję,

    OdpowiedzUsuń
  25. Oj, to nie lektura dla mnie. Ostatnio czytałam "Krainę Chichów" i wkurzałam się przy niej, jak przy żadnej innej książce. I niby koniec ma jakiś sens, ale we mnie książka (poza fajnym początkiem - tak ok. 1/3 książki) nie wzbudziła dobrych wrażeń, a wręcz przeciwnie- wkurzała mnie jak mało która lektura. Myślę, że z tą byłoby podobnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Temat odkrycia własnej duszy, to wg mnie najważniejsza rzecz w życiu i pewnie po to żyjemy, chociaż często "wpadamy" w codzienność. I nie byłoby w tym nic złego gdybyśmy "pozwolili sobie być sobą".
    Ale z tego co piszesz to książka jest mało ciekawa i chyba nie warta przeczytania?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)