piątek, 25 września 2015

"Wynalazca szczęścia" – Michał Rutkowski














"Jest taki zawód: wynalazca. Musisz zostać wynalazcą szczęścia. Wymyślać wciąż nowe szczęście".





Rzadko kiedy otrzymuję sposobność zajrzenia do książki, której nie da się przeczytać w ekspresowym tempie, bowiem jej wymiar psychologiczno-obyczajowy zmusza do uważnej lektury każdego zdania, a nawet każdego słowa i sformułowania. Niewątpliwie, książka "Wynalazca szczęścia" jest właśnie takim dziełem. Dziełem, do którego można wracać wielokrotnie, odnajdując w nim coraz to nowe treści i płaszczyzny, bądź zrezygnować z lektury po pierwszych paru stronach.

Michał Rutkowski to artysta malarz, któremu literatura towarzyszy od czternastego roku życia. Jego malarstwo to głównie technika olejna. Autor wykonywał także zawód grafika oraz tłumacza w języku niemieckim i angielskim. Jest absolwentem Międzynarodowych Stosunków Politycznych w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, a także podróżnikiem i weganinem. "Wynalazca szczęścia" to jego debiut.

Świat po-historyczny, czyli świat spokojny, a w nim chłopiec Bernard, którego czytelnicy poznają na łące. Bohater, nie będący bohaterem, będący dzieckiem, zastanawia się nad istotą szczęścia, nad sensem życia, nad wieloma dylematami dotyczącymi egzystencji człowieka. W jego rozważaniach towarzyszy mu dziewczynka. Bernard w toku swoich refleksji, dochodzi do ciekawych wniosków, które opierają się na metafizyce oraz filozofii.

Mam nadzieję, że Michał Rutkowski pisząc i wydając swoją książkę, zdawał sobie sprawę, że jego dzieło, czyli swoista rozprawa czy też traktat o szczęściu i innych ludzkich dylematach, stanie się publikacją niszową, skierowaną do dość wąskiego grona czytelników. Zapytacie dlaczego? Otóż przy lekturze "Wynalazcy szczęścia" musicie zadbać o odpowiednią oprawę w postaci jasnego umysłu pozwalającego na maksymalne skupienie oraz spokoju i ciszy w miejscu, w którym czytacie tę książkę. To moja dobra rada, bowiem próbowałam czytać to dzieło w wielu miejscach i wyłącznie warunki opisane wyżej, sprzyjały mojemu zrozumieniu całego podłoża filozoficznego, jakie zbudował autor. A jest naprawdę o czym czytać i nad czym rozmyślać, dlatego też polecam czytać to dzieło fragmentami.

"Wynalazca szczęścia" to książka wielopłaszczyznowa, w której podłoże realistyczne łączy się z szeroko rozumianą metafizyką i wywodami filozoficznymi, tworząc dzieło przypominające bardziej traktat o życiu, niż jakąkolwiek powieść prozatorską. Nie jest to łatwa lektura, bowiem autor analizuje w niej na wszystkie możliwe strony sens życia, istotę natury dobra i zła, poszukuje szczęścia, pyta o sens przemijania i pogoni za marzeniami. I tak naprawdę każdy z nas przez całe swoje życie zastanawia się nad tymi wszystkimi kwestiami, jednak otrzymanie tak wielu przemyśleń, w tak skondensowanej formie, wymusza powolną lekturę tej książki - nie da się bowiem jednym ciągiem zanurzyć w jej wielopoziomową konstrukcję. Konstrukcję, w której występuje znikoma ilość dialogów, a zamiast nich szerokie spektrum rozważań, w postaci wielu, wielu zdań, przy których trzeba się zwyczajnie skupić. Różne punkty widzenia, różne odniesienia powodują bowiem przeróżne interpretacje i refleksje, a wszystko to trzeba przecież we własnym umyśle przeanalizować i wyjąć dla siebie to, co najistotniejsze.

Zaintrygowało mnie umieszczenie przez autora fabuły swojej książki w czasie po-historycznym, czyli czasie, gdzie panuje spokój. To ciekawe spojrzenie i ciekawa koncepcja świata przedstawionego, którą na pewno zapamiętam. Poza tym lustrzane odbicie starości, a także koncepcja muzyki, której Michał Rutkowski widocznie nadaje bezcenną rolę w pojmowaniu świata, to ciekawe elementy na które warto zwrócić uwagę.

Pomimo mojego dość pozytywnego odbioru debiutu autora, mam przekonanie, że książka dla wielu czytelników okaże się dziełem przegadanym, z którego trudno wyłowić najistotniejsze treści, bowiem to tytuł bardzo obszerny, którego przeczytanie kilkunastu stron w jednym czasie, zwyczajnie męczy umysł. Dlatego też uważam, że nie zaszkodziłoby całości okrojenie niektórych fragmentów, które nie wnoszą niczego nowego do refleksji czytelnika, a jedynie wzmagają jego znużenie.

Zakończenie "Wynalazcy szczęścia", którego oczywiście Wam nie zdradzę ukazuje to, co dzieje się od początku powstania świata. I nie wątpię, że za jakiś bliżej nieokreślony czas, zajrzę do tej książki jeszcze raz, by odkryć to, co za pierwszym razem mi z niej umknęło. Debiut ten polecam wyłącznie osobom, które potrafią zmierzyć się z taką dużą ilością filozofii i psychologii, oraz którzy pragną oderwać się na chwilę od czytanej codziennie prozy.


Michał Rutkowski


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi

28 komentarzy:

  1. Przyznaję, że preczytałam recenzję z wielkim zainteresowaniem, bo już sam tytuł książki bardzo mnie przyciągnął. Ale muszę też przyznać, że to podłoże filozoficzne i jasność myśli potrzebna do czytania nie bardzo mi się podobaja. To chyba faktycznie lektura niszowa, szkoda... bo kreacja swiata rzeczywiscie ciekawa

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby ciekawa książka, ale mnie do niej nie ciągnie :)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z chęcią poznałabym treść tej książki. Lubię czasem porozmyślać, a jeśli sporo w niej filozofii, to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. tytuł bardzo przyciągający! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyciąga, ale musiałabym naprawdę przysiąść do niej, aby przemyśleć wszystko dokładnie, a obecnie cierpię na deficyt wolnego czasu. :<

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo iż lekturę raczej ciężko się czyta, to jest w niej coś co mnie przyciąga. Jak nadarzy się okazja, z pewnością się z nią zmierzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka niestety mnie nie zainteresowała, więc nie będę na siłę się do niej zmuszać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Z Twojej recenzji wynika, że faktycznie lektura niszowa, filozoficzne podłoże jednak zniechęca do lektury.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo rzadko czytam takie książki, ale tą mnie wyjątkowo zainteresowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba jednak daruję sobie tę powieść. Chociaż jej tytuł i cytat są bardzo przyciągające. Ps. Wysłałam do Ciebie e- maila przypominajkę.

    OdpowiedzUsuń
  11. No to ja muszę chyba spasować, nie odnajduję się w filozofii, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja lubię takie filozoficzno-psychologiczne klimaty. Ten debiut na pewno mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety nie moje klimaty i nie mój gatunek ;(

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnio wpada mi w ręce tyle fajnych książek, że mam mętlik w głowie, gdy muszę. Znowu czytam trzy jednocześnie, a co tutaj zajrzę to podsuwasz kolejne pozycje, które mnie intrygują. Marzę o takim całym dniu leniuchowania i czytania książek. Każdemu jest to potrzebne. Tymczasem cały czas w biegu, praktyki nie dają wytchnienia a rok akademicki zbliża się wielkimi krokami. Już czuję łapę sesji na swoim ramieniu. Dobrze, że zbliża się czas pisania pracy licencjackiej. Przynajmniej chwycę za książki, które mnie interesują, bo wybrałam jako temat ''Język w fotografii''. Będę mieć szybkie szkolenie i jednocześnie materiały do pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. No nieźle, na 400 stronach rozprawił się ze wszystkimi problemami filozoficznymi nękającymi ludzkość od 2 tysięcy lat.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ostatnio sięgam po książki, by odpocząć i odpłynąć w ich świat bez jakichkolwiek przeszkód. Filozoficzne treści nie są dla mnie - wystarczy mi już myślenia w szkole, haha. Mimo wszystko może kiedyś, gdy mnie najdzie nostalgiczny nastrój, sięgnę po tę książkę? Kto wie.

    Recenzandia

    OdpowiedzUsuń
  17. Szkoda, że książka jest przegadana przez co momentami może być nużąca, jednak pozycja sama w sobie wydaje się być bardzo interesująca.

    OdpowiedzUsuń
  18. Tym razem chyba książka nie dla mnie. Obawiam się, ze mogłaby jej nie docenić.

    OdpowiedzUsuń
  19. Przypomniały mi się studia i lektury od Prusta po Czarodziejską Górę... :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Lubię czasem sięgać po bardziej wymagającą lekturę, chociaż obawiam się, że książka poza wieloma wartościowymi walorami może mnie zmęczyć, gdyż wspominasz o odczuciu przegadania, nie lubię kiedy fabuła jest niepotrzebnie rozwleczona ;) Zastanowię się nad tym tytułem ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Tytuł intryguje. Ale filozoficzno-psychologiczne rozważania w tej chwili nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)