poniedziałek, 1 czerwca 2015

"Myślę, że chciałam dać dzieciom coś lekkostrawnego, bez przemocy, bez przesadnych, długich opisów przyrody, coś, co czyta się szybko, co trzyma w napięciu, co rozpala policzki i nie pozwala odejść od książki, no i w końcu odrobinkę uczy" - Wywiad z Renatą Klamerus







Literatura dla dzieci winna moim zdaniem zarówno uczyć, jak i bawić. Winna zapewniać potrzebną dziecku rozrywkę, oraz przekazywać w swojej treści niezbędne wartości, tak potrzebne w rozwoju młodego umysłu. Wszystkie te standardy spełnia pióro Renaty Klamerus, która poprzez wydanie dwóch tomów przygód Tami i jej przyjaciół, z pewnością uszczęśliwiła niejedno dziecko.


Recenzja I tom - KLIK
Recenzja II tom - KLIK






Renata Klamerus urodziła się w Bydgoszczy. Jest absolwentką studiów na Wydziale Farmacji Akademii Medycznej. Autorka obecnie mieszka w Spytkowicach, gdzie zarządza własną apteką. Wolny czas poświęca na wiersze, felietony oraz rękodzieło biżuteryjne.  








awiola: "Tami z krainy pięknych koni" to Pani pierwsza, większa książka prozatorska. Proszę opowiedzieć czytelnikom, jak zaczęła się Pani przygoda ze słowem pisanym.

Renata Klamerus: Gdyby podejść do pytania żartobliwie, to powiedziałabym, że w wieku przedszkolnym, bo fascynowały mnie książki, które czytała mi mama, a ja sama dość wcześnie brałam się za literki. Tak poważnie, to zaczęło się od pamiętnika Anny Frank. Zastanawiałam się wówczas, czy i ja miałabym coś, co mogłabym przekazać światu. Najbardziej poruszającą mój młody umysł sprawą była wówczas repatriacja mojego wujka z ZSRR, którego Sowieci wywieźli na Syberię w 1939, zabierając go ze szkoły. Wracał jako dorosły mężczyzna z kompletnie zdewastowanym życiem. Całe dnie myślałam wówczas o tym, co mógłby osiągnąć gdyby nie wojna, myślałam jak ciężkie życie wiódł z dala od rodziny, bez mamy i taty, głodny, zmuszany do ciężkiej pracy. Wiedziałam od mamy, że był uzdolniony plastycznie, że w wieku dziecięcym fenomenalnie rysował i tworzył różne konstrukcje plastyczne na potrzeby podwórkowego życia. Myślałam wówczas, czy te zdolności zachował - wszak nie ćwiczył ręki, czy jeszcze kiedyś zobaczymy, co potrafi. Te swoje przemyślenia zapisywałam czarnym tuszem, zwykłym piórem ze stalówką w pamiętniku. Pamiętnik zginął, ale doskonale pamiętam, jak poruszający był to temat, dla mnie, czternastoletniej dziewczynki. Potem były wiersze. Właściwie są nadal, ale dopiero w 2004 roku wydałam własny tomik, bo miałam już dość bałaganu i porozrzucanych kartek.

awiola: Jak widać i bałagan był do czegoś potrzebny. Ile zajęło Pani napisanie pierwszego tomu cyklu o przygodach Tami i jej przyjaciół?

Renata Klamerus: "Tami z krainy pięknych koni" pisałam niespiesznie, relaksowo, ale z wypiekami na twarzy, nie wierząc sama w to, co mi wychodzi spod pióra, bo piszę ręką. Najpierw napisałam pierwszą część, czyli przygody i czary pod ziemią, następnie drugą część, czyli, jak czary wydostały się na powierzchnię ziemi. Zajęło mi to około pół roku, ale już w czasie trwania rozmów z wydawnictwem pisałam dalszy ciąg. Kiedy pierwszy tom został wydany, czyli w lipcu 2011 r. ja miałam już gotowy drugi tom. Niestety, nie miałam już pieniędzy, a sponsorów jakoś nie było widać. Znaleźli się, kiedy pierwszy tom rozwinął skrzydła. To był rok 2014.

awiola: I całe szczęście, że się znaleźli. Czy długo szukała Pani wydawcy swojej książki?

Renata Klamerus: O wydawnictwie Novae Res dowiedziałam się od syna mojej koleżanki, który wydał tam książkę pod pseudonimem. Właściwie niczego już więcej nie szukałam. Skontaktowałam się, wysłałam przepisany na komputerze tekst, podpisałam umowę, zapłaciłam połowę należności  i poleciało! Drugą połowę kosztów pokryło wydawnictwo. Pamiętam, że dość niezręcznie było mi odpowiedzieć na pytanie zawarte w umowie - czym pani książka wyróżnia się spośród innych bajek/baśni ? Coś tam napisałam, no, i  chyba przekonałam.

awiola: Nie dziwię się, że przekonała Pani pracowników wydawnictwa. Zdziwiłabym się gdyby było inaczej. Tami mieszka w Kapadoclandii. Czy to właśnie Kapadocja była pierwowzorem tej baśniowej krainy? 

Renata Klamerus: Myślę, że Kapadocja, ta realna, położona na Wyżynie Goreme, w Anatolii już sama w sobie jest krainą, w której nieustannie dzieje się baśń. Przynajmniej dla mnie. Ten cudny zakątek porusza chyba wszystkie serca, wszystkie oczy, które się na niego zwrócą. Ja uległam temu czarowi, zmieniłam tylko nazwę na landię i wpadłam tak po uszy.

awiola: I chyba każdy czytelnik, który czytał Pani książkę. Drugi tom przygód Tami w żaden sposób nie kończy tej baśni. Czy czytelnicy mogą więc spodziewać się jej kolejnej części?

Renata Klamerus: Tak na wszelki wypadek zostawiłam sobie furtkę, no i zdradzę, że zaczęłam pisać trzecią część. Decyzję o napisaniu trzeciej części przyspieszyły pytania czytelników. Tym razem postaram się zrobić to szybciej.

awiola: Przyznam, że liczyłam właśnie na taką odpowiedź. Czy może Pani wymienić baśnie, które poleciłaby dzisiejszym, młodszym czytelnikom, aby zachęcić ich do czytania?

Renata Klamerus: To bardzo trudne pytanie. Muszę się do czegoś przyznać - ja bardzo dawno nie czytałam żadnej baśni. Wiem, że moja córka Magdalena-Sara była zachwycona Narnią,  ja  widziałam tylko film, i to dość dawno. Nie czytałam Harrego Pottera, zaczęłam i mi nie leżał. Filmy z tej serii też mnie nie fascynują. Bardziej skłaniałbym się do Baśni z tysiąca i jednej nocy. W tym kontekście dziwi, dlaczego sama napisałam baśń. Myślę, że chciałam dać dzieciom coś lekkostrawnego, bez przemocy, bez przesadnych, długich opisów przyrody, coś, co czyta się szybko, co trzyma w napięciu, co rozpala policzki i nie pozwala odejść od książki, no i w końcu odrobinkę uczy. Mnie w dzieciństwie pochłonęło "Serce" - Edmunda de Amicisa. Myślę jednak, kierując się opinią uczennicy Emilki Karnafel z Lipnicy Wielkiej na Orawie, że moja książka może być tą, która nie zniechęci dzieci do czytania. Myślę, że jest łatwa w odbiorze i trzyma w napięciu.

awiola: Z pewnością nie zniechęci, wręcz przeciwnie. Swoją przygodę z pisaniem zaczęła Pani od literatury dla dzieci. Ciekawi mnie więc, czy widzi się w Pani w napisaniu książki dla dorosłych?

Renata Klamerus: Myślę, że ja mam jedną wadę, żeby moja książka dla dorosłych była ciekawa, musi nieść duży ładunek emocjonalny, bo ja nie potrafię pisać do śmiechu, a czymś trzeba czytelnika porwać, czymś przy książce zatrzymać, usidlić. Zaczęłam, i sporo już napisałam mojej książki dla dorosłych i młodzieży starszej, ale potknęłam się znów o Tami i przy niej teraz jestem, a książka dla dorosłych czeka.

awiola: Ale plany są, to dobrze. Czego więc możemy spodziewać się w najbliższym czasie?

Renata Klamerus: Najpierw chcę wydać drugi tomik wierszy, potem III tom Tami, a następnie, tę zaczętą opowieść dla dorosłych, pół zmyśloną, pół historyczną, chciałabym też wydać swoje krótkie opowiadania, a później zobaczymy. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś, gdzie podano by mi jedzenie pod nos, gdzie nie musiałabym się rozpraszać. Chciałabym zostawić za sobą wszystkie moje zaangażowania i pisać, i czytać.

awiola: A co na co dzień czyta Renata Klamerus?

Renata Klamerus: Mam zrywy. Kiedyś czytałam wszystko typu: "Majjada", "Niewierna", "Spalona żywcem", "Safiya", "Dziewięć części pożądania", "Ksieżniczka", "Córki księżniczki Sułtany", "W kręgu księżniczki Sułtany", "Kwiat Pustyni", "Biała Masajka" itp. To już przeszłość. Potem był thriller medyczny i Tess Gerritsen - wszystko co wyszło. Nie tak dawno czytałam E. Kostową "Łabędź i złodzieje", "Historyka". Był okres fascynacji I.B. Singerem - marzyłam, żeby tak pisać jak on. Miałam  tzw. okres wojenny, a nim "Maskotkę" - Marka Kurzema np. "Wilka na strychu" - Sophii Richman, "Zapomnianego żołnierza" - Guja Sajera i "Tygrysy w błocie" - Otto Cariusa. Czytałam większość książek Stanisława Srokowskiego, a potem "Tunele" Rodorica Gordona i Briana Williama. Trudno wymienić, bo rozrzut jest duży. Była Lisa See, Colette, Jon Boyne, a potem Historia Żydów w środkowej i wschodniej Europie. Słowem, niekoniecznie nowości. Najtrudniejszą książką, przez którą dosłownie przebrnęłam, było dawno temu "Poznawanie cierpienia", chyba napisaną przez Włocha (PIW) Carlo Emilio Gadda. Zmusiłam się. Kiedyś wrócę do tej książki i sprawdzę, czy dzisiaj będzie dla mnie równie trudna. Książki kupuję, czasem na zapas, a potem czekam na moment, że będzie czas, żeby je przeczytać. Prędzej, czy później taki czas nadchodzi.

awiola: Widzę, że ceni Pani sobie różnorodność. Jakich rad udzieliłaby Pani osobom chcącym wydać swoją pierwszą książkę?

Renata Klamerus: Nie jest to łatwa sprawa. Rzadko się zdarza, żeby debiutantowi wydano książkę na koszt wydawnictwa, a więc kwestia pieniędzy. Można się udać na stronę: wspieram to i próbować znaleźć sponsorów. Czy książka jest warta wydania, ocenia wydawnictwo. Rzadko kto, w Polsce, wg. mnie, na książkach zarabia. Niepokoi mnie zjawisko wydawania książek przez ludzi, którym wydawnictwo nie wyraża zgody na współfinansowanie, czyli autor płaci 100% należności. Czyli, kto ma środki, wydaje co chce.

awiola: Jak postrzega Pani obecny rynek wydawniczy w Polsce?

Renata Klamerus: Przyznam, że ilość wydawnictw szokuje. Trudno się rozeznać, ilość piszących - również. Kiedyś wychodził przewodnik Świata Książki, w którym były wszystkie nowości. Dzisiaj jest KDC. Warto takie przewodniki przeglądać i zaglądać na blogi recenzentów.

awiola: Właśnie w temacie recenzentów. Co sądzi Pani o zjawisku pisania o książkach przez amatorów, czyli o tzw. blogosferze książkowej?

Renata Klamerus: Każdy może próbować, a życie weryfikuje. Dobre i złe wieści rozchodzą się równie szybko. Sama zrezygnowałam z usług jednego blogera, którego uznałam za niedojrzałego. Długa droga przed nim, ale zawsze jest szansa na rozwój, na doskonalenie języka, stylu. I nie ma to nic wspólnego, z tym, czy opinia jest dobra, czy taka sobie.

awiola: Czego nie może zabraknąć w Pani ulubionym antykwariacie?

Renata Klamerus: Powiem, czego ja mogłabym szukać w antykwariacie. Na pewno albumu z fotografiami nie istniejących już  dworków i pałaców, w Polsce, na Kresach, na Ukrainie, które celowo i z rozmysłem burzono. Szukałabym zbioru utworów Grodzieńskiej i Jurandota, które można zaadoptować na amatorską scenę. Ale antykwariaty maja już konkurencję, czyli internet. Wpisujesz i znajdujesz na Allegro.

awiola: Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojej strony?

Renata Klamerus: Kiedy wyszedł pierwszy tom Tami nie miałam kontaktu z blogerami. Moja książka, jako debiutancka, błąkała się tu i tam, i chociaż było wiele wspaniałych opinii czytelników trudno było ją znaleźć. Teraz, kiedy wydawnictwo powierzyło losy mojej książki blogerom, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Blogi to potężny oręż, a  fachowe recenzje są użyteczne, zarówno dla poszukujących dobrej książki, jak i dla autorów pragnących zaprezentować swoje dzieło. Bardzo cenię pracę, którą wykonują blogerzy. Podziwiam jakie ilości książek pochłaniają w krótkim czasie, ile mają empatii, zaangażowania. Myślę, że Pani blog jest przejrzysty i profesjonalny, a ilość zrecenzowanych książek wprost rekordowa. Myślę, że ma Pani wielu sympatyków. Cieszę się, że recenzje moich książek znalazły się na Pani blogu, może dzięki temu większa ilość rodziców dowie się o małej, sympatycznej Tami i jej przyjaciołach.


Ja również mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie poznawać przygody Tami i jej przyjaciół. Dziękuję autorce za poświęcony czas, a Was oczywiście zachęcam do kupowania i polecania rodzicom dwóch tomów książek Renaty Klamerus. Baśnie te z pewnością zabiorą Wasze dzieci do wspaniałej krainy, w której wszystko może się zdarzyć.

19 komentarzy:

  1. Wpadam po tygodniowej nieobecności. Post na Dzień Dziecka, bardzo trafnie. Jak widzę takie książki, to aż mi szkoda, że nie mam ich komu czytać. Ale i na to przyjdzie czas. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem.... Ale dzieci do czytania - głodne kultury - zawsze się znajdą. A ich wdzięczność, będzie dozgonna. Pozdrawiam

      Usuń
  2. bardzo ciekawa autorka,muszę szerzej się nią zainteresować.... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy wpis, książki też warte poznania.

    OdpowiedzUsuń
  4. jakie smakowite ciastka... smaka mi robisz....

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo Ciekawy post, w którym można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Pani Renacie. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z chęcią poznam twórczość Pani Renaty Klamerus. Perypetie Tami zainteresują najmłodszych :)

    OdpowiedzUsuń
  7. skupiłam się na ciastu a nie na wywiadzie xd

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znałam wcześniej tej autorki. Dziękuję Ci za zapoznanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejny bardzo ciekawy wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zwykle masz bardzo ciekawe wywiad! Czytało się go bardzo przyjemnie. Nie znałam autorki co prawda, ale przybliżyłaś mi jej rysopis i w sumie mogłabym zainteresować się jej pozycjami!
    Pozdrawiam Serdecznie,
    Natalia Z.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kusi mnie ta seria i to bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Interesujący wywiad. Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tami i konie... niby nie mój przedział wiekowy, ale z chęcią się zapoznam z tymi baśniami. A jeśli przepiękna Kapadocja (nawet w deszczu) była pierwowzorem dla Kapadoclandii :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam niesamowitą ochotę na tę serię, więc prędzej, czy później na pewno ją kupię.

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratuluję bardzo ciekawego wywiadu. Dotąd nie znałam tej autorki, ale nieco przybliżyłaś mi jej postać ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)