wtorek, 5 maja 2015

"Kiedy cię poznałam" – Cecelia Ahern









RECENZJA PRZEDPREMIEROWA





"Żeby pofrunąć, trzeba najpierw oczyścić skrzydła z gówna. Pierwszy krok: rozpoznać, co jest gównem. Zrobione".




W czasach szkoły średniej czytałam wszystkie obowiązkowe lektury, jednak na palcach jednej ręki jestem w stanie wyliczyć cytaty z tych książek, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Jedną z takich lektur jest przypowiastka Woltera pt. "Kandyd", która zawiera znane wielu czytelnikom zdanie, będące punktem wyjścia do wielu interpretacji, a mianowicie: "Trzeba uprawiać swój ogródek". Myśl ta w mojej opinii idealnie koresponduje z najnowszą powieścią Cecelii Ahern, którą przeczytałam w jedną noc. Mówię Wam, było warto.

Cecelia Ahern – któż nie zna tej irlandzkiej pisarki, która zadebiutowała w 2004 r. powieścią pt. "PS. Kocham Cię", na podstawie której w 2007 r. powstał kasowy film z Hilary Swank i Gerardem Butlerem w rolach głównych. Książka została wydana w czterdziestu krajach świata, stając się międzynarodowym bestsellerem. Autorka jest także producentką serialu komediowego telewizji ABC – "Samantha Who?". Jest szczęśliwą mamą dwójki dzieci.

Jasmine zostaje zwolniona z pracy, otrzymując tzw. urlop ogrodniczy, czyli niemożność podejmowania pracy przez rok z równoczesnym otrzymywaniem pensji przez ten czas od poprzedniego pracodawcy. Wolny czas, jaki nagle zostaje oddany jej do dyspozycji, wykorzystuje na podglądanie w bezsenne noce swojego sąsiada Matta, kontrowersyjnego radiowego didżeja. Jasmine nienawidzi sąsiada za pewną audycję, w której wyśmiewał się z osób z zespołem Downa. Z czasem jednak wszystko zaczyna ulegać diametralnej zmianie.

"Kiedy cię poznałam" to książka ukazująca, jak pokręcone koleje losu może zgotować nam samo życie. Główna bohaterka bowiem nigdy nie spodziewałaby się, że może połączyć ją jakakolwiek więź z człowiekiem, którego szczerze nienawidziła, i którym po prostu pogardzała. Cecelia Ahern bez zbędnego patosu, bez tworzenia sztucznych relacji czy mało realistycznych wydarzeń, ukazała proces budowania przyjaźni, wsparcia dla drugiego człowieka pomimo istnienia osobistych uprzedzeń. I muszę przyznać, że historia Jasmine i Matta, pełna dowcipu, śmiesznych dialogów i sporej dawki optymizmu, zwyczajnie mnie wzruszyła. Autorka bowiem pokazała mi to, co w ludziach najlepsze – współczucie, empatię, chęć pomocy oraz potrzebę zmian i osobistego rozwoju. Pomogła mi także utwierdzić się w przekonaniu, że ludzie mogą się wzajemnie wspierać i przyjaźnić, pomimo tylu znaczących różnic. I takie oto optymistyczne przesłanie wyniosłam z tej właśnie powieści.

Cecelia Ahern na przykładzie dwójki sąsiadów mieszkających naprzeciw siebie pokazała także coś jeszcze – zgubne skutki współczesnego biegu za karierą, marzeniami itd. Skutki powodujące to, że nie zauważamy, czym stało się nasze codzienne życie. Jasmine zaczyna bowiem dostrzegać jałowość swojej egzystencji dopiero wtedy, gdy mimowolnie zostaje wyłączona z wyścigu szczurów. A przejrzeć na oczy pomaga jej własny trawnik, który kiedyś zastąpiła płytami z kamienia. Bohaterka zaczyna myśleć, i zaczyna budować swój ogródek od podstaw. Wraz ze zmianą podejścia do życia Jasmine, w końcu na jej kawałku ziemi pojawia się trawa. Jałowe życie zaczyna się zmieniać, podobnie jak jej ogródek. To piękna i niezwykle trafiona metafora, która zmusza do głębokiej refleksji nad tym dokąd zmierzamy, jakimi środkami próbujemy dojść do wyznaczonego sobie celu i jaki cel chcemy osiągnąć. Ogródek głównej bohaterki to znakomity symbol wewnętrznego odrodzenia.

Na łamach książki pojawia się także drugoplanowa bohaterka, która wzbudziła we mnie wiele sympatii i zarazem podziwu. Heather – starsza siostra Jasmine, zmagająca się z zespołem Downa, którą główna bohaterka stara się chronić przed całym złem świata. Cecelia Ahern zaakcentowała w swojej powieści istotę tej choroby, odbiór takich ludzi przez społeczeństwo, a także wykreowała postać, której nie da się nie polubić. W zasadzie kreacja Heather, wyjątkowej melomanki to dla mnie najlepsza kreacja w całej książce.

Cecelia Ahern w każdej swojej powieści potrafi wzbudzić we mnie pełną paletę uczuć. Wpływ na taki stan rzeczy mają z pewnością ciekawa fabuła, świetne kreacje bohaterów a także pierwiastek nostalgii. Cieszę się, że udało mi się przeczytać kolejną książkę tej irlandzkiej pisarki. Po raz kolejny bowiem, wyniosłam z niej wiele potrzebnych mi w codziennym życiu myśli.


Cecelia Ahern


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat


53 komentarze:

  1. Ja teraz czytam zaginiona dziewczynę.

    W wolnej chwili zapraszam do mnie na nowy post.

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz już wiem,że muszę przeczytać .Piękna recenzja,taka uczuciowa :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię bardzo pisarstwo Ahern. Właśnie czytam "Kraina zwana Tutaj" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tylko dwie książki od tej autorki, ale mam w planach jeszcze kolejne jej książki. Super, że wychodzą coraz to nowsze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Poznałam już pióro autorki i nawet mi się ono podoba, więc pewnie z czasem się skusze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Coraz częściej o tej książce pozytywne rzeczy słyszę...Ogólnie waham się, bo nie wygląda jak coś w moim guście, a przy tym brzmi jak taka inna książka, o której to samo myślałam, a okazała się świetna...

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapowiada się bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta autorka zaskarbiła sobie mój szacunek i przychylność po Love Rosie a właściwie Na końcu tęczy. Myślę, że teraz każda książkę, którą wyda będę miała w planach przeczytać;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super recenzja! Książkę muszę zdobyć i polecić też komuś dla mnie ważnemu. Właśnie pomagam wyczyścić te upaprane skrzydła- trafna, dobitna sentencja na początku. A, że ogródek jest ratunkiem na wszelkie przeciwności losu i wielką pociechą, to jestem o tym święcie przekonana: Bo w nim sieję życia sens, w nim rośnie spokój snu. Tu zrywam radość dnia... napisałam sobie kiedyś, może ze sto lat temu... :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety nie czytałem nic tej autorki, ale widzę, że muszę to zmienić ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam P.s. Kocham Cię i Na końcu tęczy:) Wiem, że i ta powieść mi się spodoba;)

    OdpowiedzUsuń
  12. "Czasem tylko jeden mały krok dzieli nienawiść od miłości" - ach, jak te zdanie celnie opisuje to co działo się w moim życiu :) Chętnie sięgnę po ę książkę

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna książka, bardzo mi się podobała. Jednak nie powaliła mnie tak jak "Love, Rosie".

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawa fabuła i świetne kreacje bohaterów - zdecydowanie do mnie przemawiają. Nie czytałam jeszcze żadnej książki autorki. Którą z jej powieści poleciłabyś na początek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczęłam od książki "Zakochać się". Ale sporo osób poleca "P.S. Kocham Cię".

      Usuń
    2. ja osobiście poleciłabym Sto Imion podobała mi się najbardziej ze wszystkich, a tę powieść także z chęcią przeczytam

      Usuń
  15. Słyszałam o niej i oczywiście znajduje się już na mojej liście MUST READ :) I doskonale rozumiem Twoje odczucia, bo we mnie też każda książka pani Ahern wzbudza pełną paletę uczuć, jak sama napisałaś c:

    OdpowiedzUsuń
  16. Po lekturze ,,Love, Rosie" wszystkie książki autorki są u mnie mile widziane :)

    OdpowiedzUsuń
  17. muszę przeczytać, bo bardzo lubię historie wymyślane przez P.Ahern :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie czytałam żadnej książki pisarki, ale widzę, że z tą warto się zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wreszcie! Tyle czekałam na tę recenzję! Nareszcie się doczekałam :)
    Mi się książka bardzo podobała - ale to zapewne wiesz, bo czytałaś moją recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zazdroszczę Ci tej książki :) Piękna recenzja, bo i książka wartościowa. Mam tę powieść w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  21. W końcu doczekałam się recenzji! Aż nie mogę się doczekać, kiedy sama ją przeczytam.
    Piękna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam wielką ochotę przeczytać tą książkę. Jednak najpierw chciałam się zabrać za "Love, Rosie" :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Zaczęłaś mocnym cytatem... aż trzeba było przeczytać recenzję do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Muszę wreszcie zapoznać się z autorką

    OdpowiedzUsuń
  25. Uwielbiam książki Ahern <3 . Przeczytałam do tej pory dwie. Na "Kiedy cię poznałam" już czekam :))

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciepła okładka, zapowiada się sympatyczna historia.

    OdpowiedzUsuń
  27. Chociaż poprzednia powieść autorki (Love Rosie) niezbyt przypadła mi do gustu, to jednak planuje poznać powyższą pozycję. Mam nadzieję, że bardziej mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  28. Tematyka jest ciekawa, potrzebna. Chcę to przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  29. Na pewno kiedyś przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja Cię bardzo proszę, przestań pisać tak pozytywnie, bo znów żałuję, że się nie zdecydowałam na książkę. Robisz mi to już drugi raz w tak krótkim czasie;)

    OdpowiedzUsuń
  31. nie znam autorki ale jak będzie czas czytnę jej dzieło:) brzmi fajnie, ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  32. Oczywiście mam książkę w planach, obok twórczości Ahern nie mogę przejść obojętnie, chociaż mam wrażenie, że autorka nieustannie krąży wokół tych samych tematów. Na razie mi to nie przeszkadza, ale obawiam się, że kiedyś mogę poczuć znużenie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetna recenzja, oczywiście chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  34. Po przeczytaniu "Love, Rosie" pozostałe książki z nazwiskiem autorki kuszą mnie okropecznie. Więc pewnie i na ten tytuł skuszę się w niedługim czasie. Zapowiada się pysznie.

    OdpowiedzUsuń
  35. "Love Rosie" było świetne, jednak ta książka mimo że jest dobra, to już nie wzbudziła we mnie takiego zachwytu. Owszem są poruszone ważne sprawy, ale nie jest napisana tak szałowo jak poprzednia, którą czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  36. Genialna książka, w sumie jak wszystkie tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Książka już przeczytana i czeka na recenzję. Naprawdę mi się podobała. :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Wyniosłaś z tej książki zdecydowanie więcej niż ja :D Mnie ona nie zachwyciła do tego stopnia, co Ciebie, nie mniej jednak podobała mi się. Tak czytając to zastanawiałam się, czy Matt rzeczywiście był didżejem, czy raczej prowadzącym audycje. Didżej kojarzy mi się raczej z puszczaniem muzyki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się nad tym zastanawiałam, ale w opisie wydawcy pojawia się didżej więc poszłam tym tropem.

      Usuń
  39. Właśnie czytam i jestem zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie czytałam żadnej książki tej autorki, za każdym razem wzbraniam się, ale teraz sama już nie wiem, chyba jednak sięgnę i się przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Jestem bardzo mocno do tyłu, gdyż jeszcze nie znam twórczości tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Mimo tylu pozytywnych recenzji jeszcze nie udało mi się poznać książek pisarki. Ani "Love, Rose" ani "P.S. Kocham Cię" nie przekonało mnie na tyle, żeby sięgnąć po którąś z tych książek od razu. Tytuł o którym piszesz mocno mnie jednak zainteresował, więc muszę dać mu szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ja do tej pory zaliczyłam tylko jedną książkę Pani Ahern "Sto imion" a w kolejce czeka "Ps. kocham Cię"

    OdpowiedzUsuń
  44. Zapowiada się świetnie. Matko, gdybym ja tyle czytała, to by mi chyba nawet na jedzenie nie wystarczyło czasu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  45. Gratuluję wygranej-spotkania z Autorką :D

    OdpowiedzUsuń
  46. Właśnie czytam "Sto imion" tej autorki i oczywiście czytałam "PS Kocham Cię", które polecam :) Może skuszę się też na ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  47. Książka bardzo mi się podobała chociaż po okładce spodziewałam się czegoś zupełnie innego :)
    modnaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  48. Dziękuję za opinię. Wspaniały blog!
    Pozdrawiam http://cudowneksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)