sobota, 7 lutego 2015

"Dziennik znaleziony w błękicie" – Marek Susdorf












"Chcę ciała, ciała, ciała, a dostaję duszę, duszę, duszę, w której duszę, duszę, duszę się!”.


Przerażająca, przepełniona makabrycznymi opisami, wywołująca odruchy wymiotne – taka jest właśnie fabuła książki Marka Susdorfa. Książki, która z pewnością nie znajdzie swoich odbiorców wśród wierzących katolików, czy nieco wrażliwszych na zbyt krwawe i odstręczające opisy czytelników. Zanim otrzymałam możliwość zapoznania się z tym dziełem, przewidywałam, że będzie to wielkie wyzwanie literackie. Nie sądziłam jednak, że niecałe sto stron tej prozy, wpłynie na zahamowanie mojego apetytu na dłuższy czas. W zasadzie to nie wiem, czy lepiej czytać tę książkę z pełnym żołądkiem czy jednak z pustym. W każdym bowiem przypadku, dzieło to wywoła w Was torsje, które trudno opanować.

Marek Susdorf, rocznik 1985, to absolwent slawistyki Uniwersytetu Gdańskiego, a także studiów podyplomowych z redakcji tekstu na Uniwersytecie Warszawskim i gender studies PAN. Autor od kilku lat związany jest ze stołecznym środowiskiem teatralnym. Jego zainteresowania to literatura, muzyka, socjologia i antropologia. "Dziennik znaleziony w błękicie" to drugi tom planowanej trylogii, wydany tuż po "Dzienniku znalezionym w piekarniku".

Mladi, dwudziestosześcioletni homoseksualista z dwoma tytułami magistra i biegłą znajomością aż trzech języków obcych, pracuje w urzędzie. Bohater pięć lat temu został opuszczony przez swojego kochanka - Starijego, mającego dla niego atrybuty boskości. Mladi od czasu rozstania nie potrafił sobie ułożyć życia, dlatego też bohater w celu definitywnego rozliczenia się z przeszłością, podstępem upija swojego byłego partnera i umieszcza go w wilgotnej piwnicy swojego domu. Tam dokonuje przerażającej, prywatnej Pasji, porównując Starijego do samego Chrystusa.

"Dziennik znaleziony w błękicie" to książka z błękitem w tytule i błękitną okładką, w środku niestety zabarwiona na czerwono, w której poczujecie rdzawy zapach krwi. Zapach ten będzie Wam towarzyszył od pierwszej do ostatniej strony tej minipowieści, wywołując skrajne uczucia. Dlatego uprzedzam z góry, nie jest to książka dla wrażliwych czytelników, dla których zbyt brutalne opisy są nie do przejścia. Zapytacie dlaczego? Otóż Mladi, narrator swojej historii, znęca się psychicznie i fizycznie nad swoim byłym kochankiem, stwarzając pozory Pasji. Zakneblowanie chłopaka, wlewania wrzątku do przełyku czy jedna z najbardziej wyrafinowanych tortur, jak połączenie jabłka i żyletek – to brutalne, opisane z rzetelnym oddaniem wszelkich szczegółów tortury, które w połączeniu ze specyficznym językiem – tworzą upiorną całość, która niewątpliwie przytłacza. Przytłacza ukazaniem wstrętu do ludzkiego ciała i wszelkich wydzielin, jakie człowiek w ciągu swojego życia oddaje światu. W przypadku tej lektury, nie jest niestety tak, że po przeczytaniu ostatniej strony zapomnicie o tej historii. Wręcz przeciwnie, Marek Susdorf swoją prozą prowokuje i ta prowokacja mu się niewątpliwie udaje.

Dzieło autora oprócz warstwy ukazującej brutalny akt zemsty dokonanej pod wpływem pielęgnowanej w sobie obsesji, jest także widoczną polemiką pisarza z esencją religii. Wielość metaforycznych odwołań, cytatów z pieśni śpiewanych w Kościele, czy nawet odwołań do religijnych obrazów – powodują mieszanie się ze sobą sfery sacrum i profanum. Marek Susdorf bowiem widocznie nie zgadza się z tym, co wiara w Boga zrobiła z naszym ciałem. Polemizuje z duchowością wynoszoną na piedestał przez wyznawców religii poprzez przedstawienie cielesności, jako moczu, kału, wymiocin czy potu. Czegoś, co stanowi naszą część, a w obecnych czasach spychane jest w odmęty zapomnienia. A wszystko to ukazane w dość kontrowersyjny sposób, który niewątpliwie zapada w pamięć.

Proza Marka Susdorfa to specyficzny styl językowy pełen ukrytych metafor, powtórzeń czy zapadającej w myślach konstrukcji niektórych zdań. Nie jest to łatwy przekaz i z pewnością niektórych czytelników już na wstępie odrzuci taka forma. Trzeba jednak przyznać, że dość nietypowa narracja przy jej bliższym poznaniu zyskuje na wartości, doskonale współgrając z całym, dość kontrowersyjnym przekazem dzieła.

Pewnie wielu z Was po przeczytaniu moich spostrzeżeń na temat książki Marka Susdorfa stwierdzi, że szkoda czasu na lekturę pełną brutalności, dosadnych opisów wywołujących torsje i krytyki utraty cielesności. Dla mnie było to zupełnie nowe doświadczenie literackie, w którym błękitny kolor, kolor boskości nabrał zupełnie nowego znaczenia. Uwielbiam takie uczty, nawet jeśli mam po nich daleko posuniętą niestrawność.


Marek Susdorf


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi



40 komentarzy:

  1. Prawdę mówiąc jakoś mnie do tej książki nie ciągnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, chyba nie dla mnie ta książka...

    OdpowiedzUsuń
  3. Cytat mi się spodobał ;) Okładka ciekawa, ale tematyka mnie nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, no cóż, już te tortury, które przywołałaś, mnie odrzuciły, więc muszę stwierdzić, że nie jest to lektura dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem tak. Ogólnie mnie zaciekawiłaś, ale obawiam się reakcji mojego żołądka. Dla bezpieczeństwa wolałabym jej nie czytać, ale z drugiej strony strasznie mnie korci...;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cytat jest genialny, ale jakoś daleko mi do sięgnięcia po książkę. Trochę nie moje klimaty, aczkolwiek może dobrze byłoby spróbować
    Zapraszam do siebie,
    http://worldofbookss.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow, to musi być mocna książka. Wprawdzie niektóre elementy trochę nie w moim guście, ale i tak chętnie bym przeczytala :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Podziwiam, że chcesz aż tak eksperymentować....

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę straszy, ale chętnie bym spróbowała.

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka zdecydowanie nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mnie zaciekawiłaś. Widać po recenzji, że książka niewątpliwie Cię powaliła. Twoja niestrawność to dowód, że to zarąbisty kawał prozy. Dlatego sama mam na nią chrapkę. Jednak zanim się zdecyduję, chciałabym dopytać: czy w tej powieści jest światełko w tunelu? Czy główny bohater, pomimo tego że jest oprawcą, posiada jakieś pozytywne cechy, czy w tej książce jest jakiś pozytywny element równoważący masakrę? Bo czytanie masakry dla samego obrzydzenia to nie moje klimaty :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Już podczas czytania Twojego wpisu się wzdrygam na myśl o tych torturach, ta książka jest dla mnie, myślę, zbyt brutalna. Nie uważam, że szkoda na nią czasu, warto zapoznawać się z takimi odmiennymi pozycjami.

    OdpowiedzUsuń
  13. O matko co za książka ... Prawdę mówiąc nawet nie przeczytałam Twojej całej recenzji ...

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem, czy dałabym radę przebrnąć przez tę książkę, ale cytat jest świetny.

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślałam, że to książka dla mnie... jednak nie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Może kiedyś przeczytam, ale jak na razie wole nie ryzykować zjedzonym obiadem :) Kurczę, ale szczerze mówiąc jest naprawdę bardzo ciekawa tej książki, co ona ma w sobie takiego... wyjątkowego(jeśli mogę tak to nazwać).

    OdpowiedzUsuń
  17. Uch.... Nie, chyba nie dam rady. Wydaje się trochę ciekawy, ale nie... nie dam rady.

    OdpowiedzUsuń
  18. O! I to była by książka, która mogłaby mnie zachwycić!

    OdpowiedzUsuń
  19. To musi być dosyć wstrząsająca książka, tak jak zresztą zdjęcie pod Twoją recenzją.

    OdpowiedzUsuń
  20. Chcę, chcę, chcę, chcę !!! *popiskuje*
    Po przeczytaniu "Cięcia" chcę więcej MAKABRYCZNYCH opisów w książkach. Chcę masakry, koszmarów po nocach, odruchów wymiotnych.

    OdpowiedzUsuń
  21. Z jednej strony zaciekawiasz, ale... nie sięgnę, bo nie lubię takich rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Zdecydowanie nie jest to książka dla mnie. Co prawda jeśli pominie się te wszystkie obrzydliwe opisy, to może być ciekawa. Jednak mimo wszystko jakoś mnie do niej nie ciągnie. Zarówno w książkach, jak i filmach takie opisy i sceny są dla mnie odrzucające.
    Pozdrawiam,
    Książkowe Wyzwania

    OdpowiedzUsuń
  23. ja jednak tym razem się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Chyba szkoda mojego czasu. Jest tyle cudownych książek, po które nie daje rady sięgnąć, bo doba za krótka, więc nie będę testować z takimi klimatami ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. ooo tak to moje klimaty niach niach :D zaraz obczaję dzieło na chomikuj xd

    OdpowiedzUsuń
  26. O matko i córko... Nie wiem co mam o tym myśleć. Nie przerażają mnie tego typu lektury, jednak mieszanie w to duchowości już mi się nie podoba. Nie to, bym była religijna, o nie. Właśnie dlatego, że nie jestem nie lubię takich książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. O, kojarzę tego arcysympatycznego Autora. ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Zapowiada się ciekawie, nie powiem. Jeszcze przemyśle czy do mnie trafi ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Martwi mnie ten specyficzny styl językowy pełen ukrytych metafor, gdyż osobiście wolę jasny, wręcz dosadny przekaz. Dlatego obawiam się, że powyższa książka w pełni nie nie usatysfakcjonuje. W każdym razie zastanowię się jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  30. Raczej nie byłabym w stanie przebrnąć przez treść. Nie dla mnie. Samym wstępem odstraszasz.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie, to książka zdecydowanie nie dla mnie, chyba bym przez nią nie przebrnęła.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja ten tytuł będę omijać z daleka...

    OdpowiedzUsuń
  33. Chyba będę tutaj w mniejszości, bo po przeczytaniu recenzji, odkryłam swoje kolejne must have! chcę! Ale skoro to trylogia, to od razu cały zestaw torturowy! Mhmm... ;) tekst mega zachęcający, dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  34. Przez przypadek ją znalazłam wśród Twoich recenzji i już wiem, że muszę ją przeczytać. Lubię takie budzące pewną odrazę książki, więc czemu nie :) Pewnie będę jednak czytała na pusty żołądek, żeby nie kusić losu :p

    OdpowiedzUsuń
  35. bardzo interesująca pozycja, podobnie jak Ty lubię nowe doświadczenia literackie! oprawa graficzna intryguje i odrobinę przeraża ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)