sobota, 13 grudnia 2014

Piastowska pogoń za Królestwem – rozmowa z Andrzejem Nowakowskim, część druga







W pierwszej części wywiadu z Andrzejem Nowakowskim rozmawialiśmy głównie o realiach świata opisanego w jego powieściach. Druga część poświęcona jest głównym bohaterom Krwi Królów i Witelo Maga. Zapraszamy do lektury.




Głównym doradcą Probusa jest Witelo, który pełni rolę „szarej eminencji” na wrocławskim dworze. Jest on przewodnikiem księcia po meandrach polityki, dzięki niemu Probus zmienia się z nieco naiwnego młodzieńca w świadomego męża stanu. Czy mógłby Pan powiedzieć o tej postaci coś więcej?

Witelo był jednym z największych polskich uczonych przełomu XIII i XIV wieku. Napisał m.in. dziesięciotomową Optykę poświęconą fizyce światła, z której korzystał sam Kopernik. Zdobył wykształcenie na Sorbonie, a wśród jego znajomych znajdowali się najwybitniejsi myśliciele, np. Tomasz z Akwinu. Jego imieniem nazwano jeden z kraterów na Księżycu, co najlepiej świadczy o randze tej postaci. Na kartach Krwi królów Witelo pozostaje na drugim planie, ale uczestniczy w większości kluczowych decyzji Probusa. Książę Wrocławia traktował go jako jedną z najbliższych osób, wręcz jako przybranego ojca. Witelo Mag to opowieść o życiu tego matematyka i optyka od dzieciństwa do czasu, kiedy po podróży po Europie wraca do Wrocławia. Witelo otrzymuje wówczas propozycję zostania wychowawcą przyszłego księcia, czyli Probusa. To on w znacznej mierze ukształtował charakter Henryka i sprawił, że stał się doświadczonym i dalekowzrocznym władcą. Po więcej szczegółów zapraszam do lektury.
Przemianę Probusa widać na przykładzie jego stosunku do kobiet. Jego pierwsza miłość, ciotka, Kunhuda, to typowe zauroczenie. Natomiast przy swoich małżeństwach książę uwzględnia już kalkulacje polityczne.
Żeniąc się po raz drugi, Probus łączył przyjemne z pożytecznym. Potwierdzając swoją miłość do Matyldy, córki brandenburskiego księcia, wchodził zarazem w sojusz z niedawnym wrogiem. Wprawdzie przymierza z Brandenburgią nie były nigdy długotrwałe, ale liczą się dobre chęci (śmiech). O życiu uczuciowym pana Wrocławia wypowiadam się oszczędnie, ale jest to spowodowane niedoborem informacji. Sporo wiemy o pierwszej ukochanej Probusa, żonie króla Ottokara. Była to jedna z najpiękniejszych kobiet swoich czasów, a jej relację z księciem można przyrównać do miłości, jaką licealista darzy swoją nauczycielkę. Natomiast o pierwszej żonie Probusa, córce opolskiego księcia, nie wiemy prawie nic. Nie zachowało się nawet jej imię, a podana przeze mnie Konstancja jest wymyślona. Warto przy tym wspomnieć, że jej ojciec, Wodzisław, wymógł na Henryku, że w przypadku jego koronacji, opolska księżniczka zostanie ogłoszona królową Polski. Świadczyło to o silnej pozycji Probusa w rodzie Piastów.
Dojrzałość Henryka wyraża się także w przemianach jego relacji z czeskim królem, Przemysławem Ottokarem. Początkowo traktuje go niemal tak samo jak Witela, ale z czasem nabiera do niego dystansu. Do bitwy pod Suchymi Krutami, decydującej o losach Ottokara, wysyła tylko ochotników.
Przemysław Ottokar był jednym z najpotężniejszych władców ówczesnej Europy, elektorem Rzeszy Niemieckiej. To na jego cześć sambijski gród nazwano Królewcem, Ottokar dzierżył władzę także w Czechach, Austrii i miał dalsze plany ekspansji. W porównaniu z nim Probus był pionkiem i ta dysproporcja musiała wyrażać się w ich stosunkach politycznych. Kontakty Wrocławia z Pragą zacieśniły się, kiedy ojciec Henryka „oddał” księstwo wrocławskie pod opiekę Ottokara. Wysłał także syna na czeski dwór, tam Probus zdobył wykształcenie, a przez pewien czas Ottokar myślał o nim jako swoim następcy. Mimo to, po jakimś czasie zaczął traktować niedawnego faworyta instrumentalnie. Musiało się to odbić na ich relacjach, ale dzięki temu Henryk zaczął patrzeć na swojego mentora krytycznie. Duży udział miał w tym Witelo, który uświadomił księciu, że w polityce liczą się interesy, a nie sentymenty. Probus zaczął się czuć przede wszystkim władcą swojego księstwa, a nie lennikiem Ottokara. Miało to znaczenie, gdy pod Suchymi Krutami wystawił nie wojska, ale ochotniczą drużynę. W ten sposób oszczędził krew rycerzy, którą przelali w bitwie inni śląscy władcy, a w zamian zyskał np. ziemię kłodzką.
Relacje Probusa z Brandenburgią czy Ottokarem dotyczą polityki zagranicznej. Osią jego polityki wewnętrznej stało się zaś unormowanie stosunków z Kościołem. Prowadzi to do ostrego konfliktu, łącznie z ekskomuniką nałożoną na Piasta. Jak częste były w ówczesnej Europie spory na linii władza świecka – duchowna?
W książkach wspominam o jeszcze jednym, podobnym konflikcie, którego uczestnikami byli Leszek Czarny i biskup krakowski Paweł z Przemankowa. Średniowiecze to czas w historii, kiedy waży się, kto jest ważniejszy: papież czy cesarz. Spór ten rozciągał się na niższe szczeble władzy i obejmował książąt oraz biskupów w całej Europie, również w Polsce. Najjaskrawszy przykład to Canossa, gdzie król Niemiec i cesarz Henryk ukorzył się przed papieżem Grzegorzem Wielkim. Paradoksalnie, później to on wyszedł zwycięsko z konfliktu i zdjął Grzegorza z urzędu. Niezgoda miedzy władzą świecką, a duchowną znalazła odbicie w wielu księstwach i Wrocław nie różnił się na tym tle. Niektórzy Piastowie prowadzili politykę zgodną z interesami Kościoła, np. książęta krakowscy. Inne dzielnice posiadała ograniczoną niezależność, choćby Wielkopolska, a część władców prowadziła całkowicie suwerenną politykę. Do tej ostatniej grupy zaliczał się Probus, który dążył do zniesienia bezprawnych jego zdaniem przywilejów kleru. Książę trafił jednak na godnego przeciwnika w osobie biskupa Tomasza i starcie było nieuniknione. Ostatecznie to Henryk był górą, ale bez wsparcia, a przynajmniej neutralności hierarchy, nie mógłby się starać o koronę.
Jakby Pan określił stosunek Probusa do wrogów? Na podstawie wielu przykładów można stwierdzić, że książę starał się raczej odwlekać konfrontację niż dążyć do otwartego starcia. Wystarczy wspomnieć, że nieprzychylnym członkom rodu Nałęczów powierzył miejsce w radzie książęcej.
Woląc dyplomację od wojny, książę często stosował metodę „kija i marchewki”. Gdy przez jednego z Nałęczów wpadł w niewolę u książąt legnickich, nie zdecydował się od razu na rewanż. Czas na zemstę przyszedł później, kiedy wysłał obydwu możnych na pierwszą linię frontu pod Suchymi Krutami. Nałęczowie zginęli, a Probus miał czyste ręce – ich śmierć nastąpiła przecież w bitwie. Pan Wrocławia był przede wszystkim politykiem i władcą, odpowiedzialnym za swoje państwo. Rozumiał to i powstrzymywał swoje ciągoty do szybkiej rozprawy z wrogami. Na uwadze zawsze miał interes księstwa, a jego rozbudowa wymagała umiejętnego poruszania się wśród różnych stronnictw i koterii. Poza tym, Probus miał przed sobą dalekosiężny cel – restytucję Królestwa Polskiego, co pociągało za sobą konieczność pewnych ustępstw na rzecz różnych grup społecznych. W zamian za przywileje dla duchowieństwa i możnych zyskiwał bowiem ich poparcie dla starań o tron. Ta postawa miała może niewiele wspólnego z dzisiejszym patriotyzmem, ale wyrażała dążenia najznakomitszych umysłów epoki. Nazwałbym ją patriotyzmem dynastycznym – chodziło przecież o zjednoczenie ziem polskich pod berłem jej prawowitych władców, czyli Piastów.
Wiemy już, jak Probus odnosił się do wrogów. Jak zachowywał się wobec przyjaciół? Z jednej strony wywyższał ludzi kompetentnych i lojalnych – przykładem Jaksa, który został wójtem Wrocławia. Z drugiej, nie wahał się uwięzić swoich sojuszników – Henryka Głogowskiego i Przemysła Wielkopolskiego.
W tym miejscu po raz kolejny dochodzi do głosu polityka i gra interesów. Każdy ze wspomnianych książąt rozgrywał własną partię i nie bał się wykorzystać swoich sprzymierzeńców do własnych celów. Sojusz trójki Piastów miał w znacznym stopniu charakter taktyczny – chodziło o wyłonienie pretendenta do korony królewskiej. Widać to doskonale, gdy Przemysł wchodzi w układ z książętami mazowieckimi oraz Łokietkiem i napada na wojska popierające Probusa, aby uniemożliwić mu wzmocnienie załogi Krakowa. Poza tym, po uwolnieniu z legnickiej niewoli, Probus pozostał z okrojonym państwem i do odbudowania swojej pozycji potrzebował sojuszników. Gdy historia przyspieszyła i zmarł Leszek Czarny, między niedawnymi stronnikami musiała nastąpić rywalizacja o krakowski tron. W polityce sentymenty zawsze przegrywają z interesami i kto tego nie rozumiał, szybko odpadał z walki. Natomiast swoich podwładnych Probus traktował sprawiedliwie, awansując tych, którzy sprawdzili się w służbie. Możemy się tu odwołać do książęcej gwardii, której członkami często zostawały osoby z marginesu społecznego lub skonfliktowane z prawem.
Koniec powieści jest paradoksalny – Probus finalizujący starania o koronę umiera otruty, a tron zdobywa pretendent z zewnątrz, król czeski Wacław. Dzieła zjednoczenia dokonuje zaś przedstawiony przez Pana, jako awanturnik, Władysław Łokietek.
U mnie Łokietek pełni rolę szwarccharakteru. W powszechnej świadomości jest to postać zmitologizowana, jako ten który zjednoczył Polskę po rozbiciu dzielnicowym. Zagłębiłem się w fachową literaturę na jego temat i na obrazie Łokietka można znaleźć wiele skaz. Najczęściej stawianym mu zarzutem jest wiarołomstwo – przyszły król potrafił z dnia na dzień zmienić front i z sojusznika stawał się wrogiem. Łokietek był podstępny i nie wahał się skorzystać z każdego potknięcia przeciwników. Popatrzmy na losy jego kontrkandydatów do korony – Probus ginie, Przemysł ginie, czescy Wacławowie również szybko umierają. Robi się tumult, Łokietek cierpliwie zaś czeka na swoją kolej i w końcu wstępuje na tron. Jest to ironią losu, że odnowicielem królestwa został człowiek zdradliwy i zapalczywy, o wiele mniej nadający się do tej roli niż jego poprzednicy. Ale taki był bieg historii.
Jakby Pan określił obecną popularność powieści historycznej? Wydaje mi się, że wzrasta zainteresowanie tym nurtem literatury. Furorę robi chociażby trylogia Elżbiety Cherezińskiej, notabene, również o czasach rozbicia dzielnicowego.
O rozbiciu pisze również w swoich Kronikach szalbierskich Tomasz Łysiak, zarówno on, jak i Cherezińska łączą tematykę historyczną z elementami fantasy. Ja nie idę tak daleko, piszę w konwencji odwołującej się do ówczesnych realiów. Większość moich bohaterów to postaci historyczne i staram się przedstawiać ich w zgodzie ze źródłami. Oczywiście, ich opis jest w pewnej mierze podporządkowany fikcji fabularnej. Piszę o wydarzeniach, które z punktu widzenia tamtego społeczeństwa mogły się zdarzyć. Z naszej perspektywy niekoniecznie i w tym wyraża się fikcyjność moich powieści.
Co do pytania, to uważam, że następuje pewien renesans książek historycznych. Oczywiście, jest on proporcjonalny do ilości osób, które czytają, ale widać, że wracamy do tej tematyki. Jak mówiłem, czasy rozbicia dzielnicowego są takim „wyrzutem sumienia” badaczy i studentów. W związku z tym, każdy sposób popularyzacji tego okresu, w tym książki historyczne, jest wartościowy. Przy okazji, ludzie zaczynają się interesować historią jako taką, co tym bardziej cieszy.

Jestem ciekawa, czy skusicie się na książkę Andrzeja Nowakowskiego? Ja już to zrobiłam  :)

13 komentarzy:

  1. Poczekam na Twoją recenzję i zobaczę, ale wywiad ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy to odpowiednia książka dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanuję pisarzy, którzy przed napisaniem powieści, zwłaszcza historycznej, przeprowadzają tak dokładny ,,research". Wspaniale czyta się o efektach ich pracy oraz o tym, jak docierali do konkretnych informacji.

    OdpowiedzUsuń
  4. widać że się przygotował ziom przez tworzeniem, takie smaczki historyczne sa interesujące!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz co? Uwielbiam Twoje wywiady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod wypowiedzią kolegi :)

      Usuń
  6. Zadajesz bardzo wnikliwe pytania, myślę że byłabyś dobrą dziennikarką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trochę się pogubiłam, ale rozumiem, że w tej części wywiadu Ty zadawałaś pytania?

      Usuń
    2. Niestety, te wnikliwe pytania nie są moje. Cały wywiad przeprowadził Pan Tomasz Czapla :)

      Usuń
    3. Myślę, że potrafiłabyś zadać podobne, nie brak Ci wnikliwości ;)

      Usuń
  7. Myślę, że książka może być ciekawa. Kiedyś pewnie po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)