czwartek, 5 czerwca 2014

"Można powiedzieć, że profesjonalność zeszła do lamusa, ustępując miejsca dyletanckiej improwizacji, populizmowi i politycznej poprawności" - Wywiad z Jerzym Stypułkowskim



Czy jest wśród Was ktoś, kto lubi instytucję urzędu w naszym kraju? Z pewnością nieliczni odpowiedzą twierdzącą na tak zadane pytanie. Po przeczytaniu książki Jerzego Stypułkowskiego pt. "Skandynawska wieża Babel. Studium udręki szwedzkiego urzędnika", która bezpośrednio dotyka tematyki pracy w urzędzie, pytania jakie chciałam zadać autorowi same pojawiały się w mojej głowie. Dlatego też dzisiaj chciałabym Was zaprosić na rozmowę z Jerzym Stypułkowskim - osobą, która pracę w urzędzie zna od przysłowiowej podszewki.

Link do recenzji - KLIK





Jerzy Stypułkowski to gdańszczanin, mieszkający od ponad trzydziestu lat w Sztokholmie, gdzie ukończył studia na kierunkach historia literatury, informatyka i bibliotekoznawstwo. Autor przez wiele lat wykonywał zawód bibliotekarza w National Library of Sweden, na chwilę obecną natomiast zajmuje się pisaniem. W 2002 r. wydał powieść pt. "Decyzja".






awiola: Jak zdefiniowałby Pan pojęcie urzędu?

Jerzy Stypułkowski: Urząd z definicji jest organem administracji publicznej. Royal National Library of Sweden (Kungliga biblioteket), będąca inspiracją dla mojej powieści, jest urzędem i jednocześnie biblioteką narodową. Trend ostatnich lat, polegający na wprowadzaniu do instytucji państwowych modelu zarządzania rynkowego, nie ominął biblioteki, a towarzyszące jemu racjonalizacje, efektywizacje, logizacje, typizacje i innowacje przeobraziły ją w biurokratycznego molocha. W mojej powieści urząd staje się symbolem zniewolenia. 

awiola: Szwecja to kraj, który rozwojowo jest z pewnością o wiele dalej niż Polska, a jednak i w nim występują biurokratyczne patologie, co pokazuje Pan w swojej książce. Czy widzi Pan zatem jakiś sposób na uzdrowienie takiego chorego, zbiurokratyzowanego systemu?

Jerzy Stypułkowski: Problemem jest polityzacja sektora państwowego. Urzędy, nie tylko te administrujące kulturę, lecz również mające w pieczy edukację, służbę zdrowia, sądownictwo i wiele innych sfer życia publicznego, stały się "folwarkami" niespełnionych polityków, bądź byłych polityków (jak powieściowy Runar). O kondycji bibliotek czy szpitali decydują nie fachowcy lecz politycy i podlegli im biurokraci. Można powiedzieć, że profesjonalność zeszła do lamusa, ustępując miejsca dyletanckiej improwizacji, populizmowi i politycznej poprawności. 

awiola: Czym według Pana charakteryzuje się homo biurocraticus? Czy Pana osoba wpisuje się w taką charakterystykę?

Jerzy Stypułkowski: "Homo biurocraticus" to mol kancelaryjny, z pokorą poddający się reżymowi biurokratycznej ceremonii i siejący atmosferę zniewolenia z efektywnością maszynki do utylizacji dokumentów. To niewolnik rutyny, wyzbyty refleksji nad sobą i pozbawiony autoironii .
K. jest omotany mackami biurokratycznego molocha… jednak zachowuje świadomość własnego uwikłania w mechanizmy ubezwłasnowolnienia i to zapewne różni go od "homo biurocraticus" czy "homo suecus". 

awiola: Czy główny bohater, nazwany po prostu - K. jest Pana alter ego?

Jerzy Stypułkowski: W jakimś stopniu, niewątpliwie. Jest jednak również rezultatem kompilacji cech osobowości różnych outsiderów, których dane mi było poznać w mojej biurowej odysei.

awiola: Ile trwało napisanie i doszlifowanie tak obszernego dzieła jakim jest "Skandynawska Wieża Babel. Studium udręki szwedzkiego urzędnika"?

Jerzy Stypułkowski: Pierwszą wersję zatytułowaną "Wieża Babel" napisałem jakieś pięć lat temu. Zajęło mi to około pół roku. Z końcem roku 2012 powróciłem do tekstu, rozszerzając go o około 200 stron i szlifując. Jeśli chodzi o stylistykę, zależało mi na tym, aby tekst uczynić łatwiejszym w odbiorze, dlatego dokonałem radykalnych cięć w wielostronowych zdaniach.
Doprawdy, niełatwo jest uwieść czytelnika opisem biurowych przestrzeni i urzędniczych przepychanek! Być może było to przedsięwzięcie utopijne?… 

awiola: Myślę, że nie było to przedsięwzięcie utopijne, skoro zbiera Pan tak dobre recenzje. Skąd pomysł na umieszczenie na okładce książki obrazu Pietera Bruegla?

Jerzy Stypułkowski: Wieża Babel to jedna z najlepszych, znanych mi metafor upadku cywilizacji. Znalazłem zatem kluczowe pojęcie, które w adekwatny sposób oddaje treść mojej powieści. W tym sensie jest Skandynawska wieża Babel traktatem o upadku języka i degradacji słowa poprzez wprzągnięcie go w infernalną przestrzeń politycznych komunałów, biurokratycznej nowomowy i celebryckiego bełkotu. 

awiola: Jak długo zajęło Panu znalezienie wydawcy?

Jerzy Stypułkowski: Bez zbytniej przesady powiem, że łatwiej jest napisać książkę niż znaleźć wydawcę. Rynek wydawniczy jest dotknięty patologią, pisarze nie posiadający dorobku są ignorowani przez wydawców i na nic zda się dobijanie do spiżowych bram, jeśli wcześniej nie zaistniało się w literaturze. Dość powiedzieć, że pomimo dwóch wydanych powieści jestem nadal w sytuacji debiutanta. Odnoszę wrażenie, że niewielu spośród krajowych wydawców zadaje sobie trud zapoznania się z proponowanymi im tekstami. Mam na myśli renomowane wydawnictwa literackie, których jest doprawdy niedużo i w których sferze zainteresowania są - konstatuję to ze smutkiem - jedynie dobrze sprzedający się pisarze.
Widoki dla ambitniejszej literatury, do której śmiem zaliczać swoje teksty, są koszmarne. Komercjalizacja pisanego słowa sięgnęła apogeum. Dla mnie poszukiwanie wydawcy było, jest i chyba pozostanie mordęgą. Inną sprawą jest promocja, bez której książka, niezależnie od jej wartości, jest praktycznie bez szansy zaistnienia. W tej materii nie lada odkryciem stał się dla mnie wspaniały świat literackich blogów. Zaangażowanie i pasja do literatury internetowych recenzentek (i recenzentów) jak Pani, Awiolo, otwiera pisarzom drogę do czytelnika. Dzięki Wam za to!
Jest swoistym paradoksem, że o znalezieniu się w ekskluzywnym gronie literackiego Olimpu w dalszym ciągu decyduje wąskie gremium opiniodawców i recenzentów spółki Agora S.A.
Pozostaje mieć nadzieję, że ten monopol, zawłaszczony przez media głównego nurtu, zostanie przełamany w miarę trafiania internetu pod strzechy. 

awiola: Też mam taką nadzieję. W swoim dorobku posiada Pan również wydaną w 2002 r. powieść pt. "Decyzja". Opowie Pan coś więcej na temat tej książki?

Jerzy Stypułkowski: "Decyzja" jest objętościowo niewielką książką, lecz bardzo dla mnie istotną. Traktuje o stanie duszy dotkniętej bezsensem i smutkiem istnienia. Jest przesycona melancholią i dużo w niej czystej poezji. Zdaniem garstki czytelników mogłaby stać się książką kultową … jednak – zapewne z winy nieudolnego wydawcy – dotąd nie udało jej się dotrzeć do szerszego czytelnika. 

awiola: Jakie są Pana dalsze plany literackie? Tworzy Pan obecnie nową książkę?

Jerzy Stypułkowski: Mam kilka projektów, które wymagają dopracowania. Nowa książka jest już właściwie gotowa, choć na razie ociągam się z szukaniem wydawcy. Świadomy czekających mnie katuszy, przedłużam sielankę robieniem kolejnych korekt i uzupełnień. Mam nadzieję, że tekst nie będzie przestylizowany…
Styl powieści jest ironiczny i sarkastyczny, a jej narracja nieporównanie szybsza od "Skandynawskiej wieży Babel" i obfita w punkty zwrotne. Książka opowiada o Polsce doby dogorywającego komunizmu i pierwszych dekad ery postsolidarnościowej. Jej bohater Józef C. ("C" jak Casanova) to egocentryk i erotoman, a właściwie maniak seksualny, chamuś i mitoman z korzeniami w ortodoksji katolickiej, ma wizję zbawienie świata poprzez seks. Jego odyseja obejmuje czas blisko czterdziestu lat, począwszy od wieku ministranckiego i obozów harcerskich, poprzez okres studiów uniwersyteckich, okres cinkciarski, czas działalności klubowej, dobę emigracji, zagraniczne wojaże, uwikłanie w tajnych służbach, działalność biznesową i rolę pokątnego sutenera, aż po czasy dzisiejsze z wtórnym nawróceniem się bohatera. Moją intencją było spleść los Józefa C. z losami Trzeciej Rzeczypospolitej w jej burzliwej drodze rozwoju, znaczonej momentami chwały i degradacji. Rodzaj literacki określiłbym mianem powieściowej burleski. 

awiola: Brzmi intrygująco, będziemy zatem czekać na tę książkę. Od ponad trzydziestu lat mieszka Pan w Sztokholmie. Co skłoniło Pana do emigracji?

Jerzy Stypułkowski: Czułem się skłóconym z życiem outsiderem. Jako bezpartyjny i wieczny kontestator nie widziałem dla siebie miejsca w socjalistycznych realiach ówczesnej Polski. 

awiola: Czy będąc w kraju odwiedza Pan polskie biblioteki?  

Jerzy Stypułkowski: Moje pobyty w kraju stały są rzadkie i krótkie i nie starcza mi czasu na odwiedzanie bibliotek. Wyjątkiem jest biblioteka PAN w Gdańsku z jej pięknym gmachem w neogotyckim stylu. 

awiola: Z pewnością obserwuje Pan wskaźnik czytelnictwa w Szwecji. Jakie są Pana spostrzeżenia na ten temat?

Jerzy Stypułkowski: Czytelnictwo w Szwecji ma się dobrze i znajduje się w ścisłej czołówce europejskiej.
Pozwolę sobie przytoczyć dane z Rocznika Statystycznego :

"W okresie ostatnich 25 lat grupa czytających książki regularnie ma tendencję wzrostową. Między 1988 do 2012 wzrosła liczba osób, które deklarowały przeczytanie w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy jakiejś książki co najmniej raz w tygodniu, z 28 do 38 procent. Wzrost miał miejsce przede wszystkim w pierwszej dekadzie 21 wieku i był związany z obniżą podatku VAT, a także powstaniem nowych miejsc sprzedaży książek, zwiększoną sprzedażą książek w miękkiej oprawie i falą literatury kryminalnej ze świetnie sprzedającymi się pisarzami”. 

awiola: Szkoda, że w naszym kraju nie mamy takich statystyk. Co najchętniej czyta Jerzy Stypułkowski?

Jerzy Stypułkowski: Chętnie wracam do klasyków jak Proust, Conrad, Tomasz Mann, Franz Kafka, Elias Canetti, Samuel Beckett, Flaubert, Henry James i paru innych, także klasyków polskich, przede wszystkim trochę zapomnianego niemniej świetnego Michała Choromańskiego, Witkacego, Schulza.
Z pisarzy współczesnych moim ulubionym jest Wiesław Myśliwski, którego Traktat o skubaniu fasoli jest, moim zdaniem, najwybitniejszą polską powieścią, bardzo cenię prozę Włodzimierza Odojewskiego, Euschego Rylskiego, Antoniego Libery, Olgi Tokarczuk, lecz także krótkie opowiadania Marka Nowakowskiego. Moimi szwedzkimi faworytami są Carl-Johan Vallgren, Jacques Werup i charyzmatyczny poeta Bruno K. Öijer. 

awiola: Jakich rad udzieliłby Pan osobom chcącym wydać swoją pierwszą książkę?

Jerzy Stypułkowski: Nastaw się na cierpliwość i nie zrażaj się odpowiedziami odmownymi. Wykorzystaj czas czekania na pracę nad formą. Z pisaniem jest jak ze sportem – bez ciężkich treningów niezmiernie trudno jest osiągnąć sukces. Najważniejsza jest jednak wiara w swój talent, no i sam proces pisania, kiedy to udana metafora może rozbłysnąć blaskiem meteorytu. 

awiola: Co na koniec chciałby Pan przekazać czytelnikom mojej strony?

Jerzy Stypułkowski: Przekazuję Wam serdeczne pozdrowienia i gratuluję portalu!


Dziękuję Panu Jerzemu za fascynującą rozmowę, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że nasza książkowa blogosfera ma siłę przebicia i warto pisać o literaturze. Polecam Wam zapoznać się z twórczością autora i zgłębić studium udręki szwedzkiego urzędnika. A ja czekam na zapowiadaną powieść, której fabuła już teraz mnie zaciekawiła.



15 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wywiad - gratuluję :)
    Niesamowicie interesujący człowiek. Mimo, że to nie jest moja ulubiona tematyka to z chęcią sięgnę po tę publikację.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałem w dalszym ciągu najnowszej pozycji tego autora, a coraz bardziej tego chcę.... ciekawy wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wywiad, ciekawie się go czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny wywiad z intrygującymi pytaniami do autora. Gratuluję!
    Tak jak pisałam niedawno u mnie na blogu - w Szwecji widać gołym okiem, iż książki są o wiele bardziej dostępne (np. w pociągach, w centrach miast, w galeriach) i dlatego też więcej osób czyta książki aniżeli w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trafił Ci się ciekawy rozmówca. Elokwentny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. przyjemnie się czyta Twoje wywiady:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy wywiad, to muszę przyznać :)
    Choć po książkę tego autora tak naprawdę nie wiem czy bym się skusiła.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny wywiad z autorem książki, którą bardzo chcę przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niezwykły człowiek, co widać po przez waszą rozmowę, która jest bardzo ciekawa i błyskotliwa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Podoba mi się określenie Pana Stypułkowskiego - "odyseja biurokratyczna". Trafna metafora.
    Zaciekawiła mnie rozmowa z autorem dlatego postaram się zdobyć książkę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Z ogromną ciekawością przeczytałam Twój wywiad, bo po lekturze "Skandynawskiej wieży Babel" również miałam ochotę zadać autorowi kilka pytań. Odpowiedzi na Twoje pytania w zupełności zaspokoiły moją ciekawość. Z niecierpliwością czekam na kolejną powieść pana Jerzego i życzę mu, żeby tym razem rynek wydawniczy był dla niego łaskawy.

    OdpowiedzUsuń
  12. bardzo nie podoba mi się to zjawisko na rynku czytelniczym, że autorzy nieznani są traktowani gorzej, ale co zrobić znowu duży wygrywa, choć on kiedyś też był malutki;) bardzo fajny wywiad i ciekawa osoba;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Konkretny wywiad, niestety nie tylko rynek wydawniczy w Polsce jest marny, ale także wiele innych rzeczy, które wymagają naprawienia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dane statystyczne ze Szwecji są świetne! Oby kiedyś i u nas tak było... :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)