piątek, 7 lutego 2014

"Ważne też, by być otwartym na konstruktywną krytykę, jeśli chodzi o swój pisarski warsztat i cały czas się doskonalić" - Wywiad z Agnieszką Walczak-Chojecką


Udany debiut powieściowy, zależny od tak wielu czynników to marzenie niejednego twórcy. W ramach mojego cyklu wywiadów z autorami, dzisiaj goszczę Agnieszkę Walczak-Chojecką, debiutującą pisarkę, która swoją pierwszą książką oczarowała już rzesze czytelników. Zapraszam na rozmowę z autorką, poznajcie jej "Dziewczynę z Ajutthai"... Recenzja – KLIK.




Agnieszka Walczak-Chojecka posiada bardzo bogaty życiorys. Swoją przygodę z literaturą rozpoczęła już w wieku pięciu lat, publikowała swoje wiersze w "Poezji" i "Nowym wyrazie", pisała również słowa piosenek m. in. dla Piotra Rubika. Autorka zagrała jedną z głównych ról w filmie "Grzechy dzieciństwa". Zajmowała się również tłumaczeniami, przekładami słuchowisk, współpracą z radiem czy działalnością biznesową. W 2012 roku porzuciła pracę w korporacji, dzięki czemu powstała jej debiutancka powieść "Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia".







awiola: Właściwie od dzieciństwa miała Pani styczność z szeroko pojętą kulturą. Jak to więc możliwe, że na ponad dwadzieścia lat zajęła się Pani biznesem?

Agnieszka Walczak-Chojecka: To prawda, wychowałam się w domu, w którym królowała literatura. Można powiedzieć, że zamiłowanie do słowa pisanego wyssałam z mlekiem ojca, który jest cenionym poetą, prozaikiem i dramaturgiem. Mama, natomiast, zawsze oboje nas mocno wspierała i do dziś jest naszą muzą. To właśnie jej podyktowałam swój pierwszy wiersz, gdy miałam pięć lat. Potem był udział w festiwalu studenckim FAMA, publikacje w pismach literackich, a nawet jedna z głównych ról w filmie. A jednak, zaraz po ukończeniu Slawistyki trafiłam do pracy w... korporacji. Stało się to całkiem przez przypadek. W tamtych czasach, a była to połowa lat dziewięćdziesiątych, do Polski wchodziły zagraniczne firmy, które szukały pracowników z potencjałem, bo nie było u nas jeszcze ludzi z doświadczeniem. Ja zostałam zatrudniona przez jedną z takich firm, nie będąc nawet na rozmowie wstępnej. Zadzwoniła do mnie koleżanka i oznajmiła, że obie dostałyśmy świetnie płatną pracę, wystarczyła do tego nasza znajomość języka serbskiego. Moje doświadczenie dziennikarskie sprawiło, że od razu zostałam Menadżerem ds. Marketingu i PR. Trudno było odrzucić taką ofertę. Tak to się zaczęło, no, a potem była następna korporacja, coraz wyższe stanowiska...  

awiola: Praca w korporacji była dla Pani inspiracją do napisania debiutanckiej powieści pt. "Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia"? Może Pani coś więcej na ten temat zdradzić swoim czytelnikom? 

Agnieszka Walczak-Chojecka: Napisanie tej książki było dla mnie jak swoistego rodzaju katharsis. Zaczęłam nad nią pracować dwa dni po tym, jak rozstałam się z moją ostatnią firmą i stwierdziłam, że mam dosyć biznesu. To było niezwykłe – czułam jakby słowa, które przelewam na papier, mieszkały we mnie od dawna, jakby były gotowe i tylko czekały na właściwy moment, by się uwolnić. Wydaje mi się, że od przeznaczenia trudno uciec i moja historia to potwierdza. Po dwudziestu latach wróciłam do korzeni, do mojej prawdziwej pasji, czyli do pisania. W "Dziewczynie z Ajutthai" opisałam wiele swoich doświadczeń związanych z pracą w korporacji i tzw. wyścigiem szczurów. Starałam się oddać poczucie totalnego zagonienia, wrogość ludzi względem siebie nawzajem i samotność, jaka dopada człowieka na szczycie firmowej hierarchii. Przede wszystkim jednak, chciałam pokazać, że poza korporacją też istnieje życie i to często o wiele lepsze, bo prawdziwsze.

awiola: Dlaczego akurat miasto Ajutthaja stało się tak ważne dla głównej bohaterki?  

Agnieszka Walczak-Chojecka: Nie chciałabym zdradzać istotnych wątków powieści, powiem jednak, że w Ajutthai, dawnej stolicy królestwa Tajlandii, znajduje się niezwykła rzeźba. To kamienna twarz opleciona grubymi konarami drzewa. Zafascynowała mnie ona podczas wyprawy do Tajlandii, którą z mężem i z córką odbyliśmy kilka lat temu. Kamienna twarz stała się ważnym symbolem w mojej książce. Jednak co on oznacza, niech pozostanie tajemnicą, którą czytelnicy sami odkryją. 
awiola: Jakie przesłanie niesie ze sobą Pani debiut?  

Agnieszka Walczak-Chojecka: Dla wielu czytelników, chyba także dla Pani, ulubionym cytatem z mojej powieści stało się zdanie "W życiu trzeba gonić swojego króliczka i czasami warto go złapać". Myślę, że dobrze charakteryzuje ono, to co chciałam przekazać. Próbuję namówić czytelników, by nie rezygnowali z poszukiwania swojego przeznaczenia, a także miłości. To książka o gotowości do zmian, które prowadzą do realizacji marzeń i do wolności, a także o tym, że warto mieć serce szeroko otwarte, gdy chce się znaleźć swoją drugą połówkę. 

awiola: Do kogo w głównej mierze skierowana jest powieść "Dziewczyna z Ajutthai"?  

Agnieszka Walczak-Chojecka: To dobre pytanie. Jako marketingowiec powinnam umieć odpowiedzieć na nie z łatwością, ale.... Kiedy pisałam książkę, byłam przekonana, że kieruję ją głównie do osób podobnych do siebie – zagubionych w biznesowej pogoni za tzw. sukcesem, trochę wypalonych, mieszkańców dużych miast, ludzi w średnim wieku. I wiem, że do takich czytelników moja powieść przemawia. Chociażby dlatego, że na uroczystej promocji "Dziewczyny...", która odbyła się w grudniu w warszawskim Klubie Księgarza, kilka osób powiedziało mi: to książka o mnie. Widzę jednak, że ta powieść dobrze trafia także do młodych ludzi, którzy nie mają jeszcze dużego doświadczenia zawodowego, szczególnie do kobiet. Im bliski jest wątek niełatwych relacji damsko-męskich. Myślę więc, że każdy, kto lubi sprawnie napisane powieści obyczajowe, niosące ze sobą nutę optymizmu, może znaleźć w "Dziewczynie z Ajutthai" coś dla siebie. 

awiola: Ile trwało napisanie i doszlifowanie książki? 

Agnieszka Walczak-Chojecka: Nad pierwszą powieścią pracowałam osiem miesięcy. Niektórzy twierdzą, że to krótko, ale znam pisarki, które potrafią w ciągu roku napisać nawet dwie-trzy książki. Szczerze powiedziawszy nie wiem, jak im się to udaje... W moim przypadku kolejne kilka miesięcy zajęło poszukiwanie wydawcy, bo nie jest to na dzisiejszym rynku łatwe zadanie. Większość wydawnictw boi się debiutantów. Więcej o swoich przygodach z tym związanych zdradzam na blogu, jaki prowadzę na stronie www.2-pietro.pl. Przy okazji zapraszam też na swoją autorską stronę www.walczak-chojecka.pl oraz na mój profil na Facebooku. 

awiola: Przed lekturą Pani debiutu, widywałam w swoim mieście plakaty reklamujące książkę. Czy taka forma promocji przyniosła spodziewane rezultaty? 

Agnieszka Walczak-Chojecka: Jak wiadomo dziś trudno sprzedać coś bez promocji. Dotyczy to także książek, zwłaszcza, że nowych tytułów pojawia się masa. Wystarczy wspomnieć, że choćby na samym empik.com w kategorii Proza (tej samej, co moja powieść), jest jeszcze 9000 pozycji, a według danych Polak kupuje średnio półtorej książki rocznie. Na szczęście udało mi się pozyskać media patronów i dzięki temu "Dziewczyna z Ajutthai" znalazła się na citylightach we wszystkich dużych miastach. Była także promowana na portalach internetowych, a nawet w warszawskim metrze. Jestem bardzo wdzięczna moim patronom, a także dwóm wspaniałym artystkom, które napisały rekomendację na okładkę książki – Manueli Gretkowskiej i Joli Fraszyńskiej. Wiem, że dzięki tym wszystkim działaniom, ale także dzięki pozytywnym opiniom o powieści osób takich jak Pani, prowadzących blogi, informacja o "Dziewczynie..." dotarła do sporego grona czytelników. Świadczy o tym choćby to, że książka znalazła się na listach bestsellerów księgarni internetowych takich jak empik.com, czy merlin.pl. 

awiola; Czytałam, że Pani kolejna powieść pod roboczym tytułem "Gdy zakwitną poziomki", jest już gotowa. Może pani przybliżyć czytelnikom jej fabułę? 

Agnieszka Walczak-Chojecka: To powieść o tym, ile jest w stanie znieść i poświęcić kobieta, która pragnie mieć dziecko. Poruszam w niej niełatwe tematy dotyczące leczenia niepłodności, w tym In vitro. Choć to książka oparta w dużej mierze na autentycznej historii walki o dziecko mojej przyjaciółki, to starałam się napisać ją bez zbędnego patosu, raczej z pewnym dystansem. Jest w niej też wątek miłosny, oraz element podróżniczy, jak to w moich książkach. W pierwszej zabrałam czytelnika do niezwykłej Tajlandii, w drugiej – na piękne chorwackie wybrzeże oraz na dalekie Filipiny. 

awiola: Brzmi ciekawie. Jakie są Pani dalsze plany pisarskie? 

Agnieszka Walczak-Chojecka: Do końca tego roku mam zamiar napisać kolejną powieść. Śmieję się, że jej temat sam mnie znalazł. I to u fryzjera! Za wcześnie jednak, by zdradzać szczegóły. Myślę też o wydaniu tomiku wierszy. Poza tym z ogromną radością przyjmuję zaproszenia na spotkania z czytelnikami. Uwielbiam rozmawiać z nimi o twórczości i dzielić się swoimi życiowymi doświadczeniami. Bardzo dobrze czuję się na takich spotkaniach, być może dlatego, że chciałam zostać aktorką i nigdy nie stroniłam od publicznych wystąpień. Już niedługo zaproszę czytelników na dwa spotkania autorskie w Warszawie. Mam nadzieję, że może uda się je zorganizować także w innych miastach. 

awiola: Czym jest pisanie dla Agnieszki Walczak-Chojeckiej? 

Agnieszka Walczak-Chojecka: Powiem krótko: to moje gonienie króliczka. (śmiech) 

awiola: Co najchętniej czyta autorka "Dziewczyny z Ajutthai"? 

Agnieszka Walczak-Chojecka: Bardzo różne książki – od literatury iberoamerykańskiej: Marqueza, Vargas Llosa, Coelho; klasyków takich jak Hemingway, poprzez pisarzy byłej Jugosławii: Pavicia, Bulatovicia do powieści polskich pisarek. Na wakacje lubię zabierać lekkie powieści amerykańskiej autorki bestsellerów Emily Griffin lub też książki opowiadające o wspinaczkach wysokogórskich. Moje ulubione pozycje z tego nurtu to: "Wszystko za Everest" i "Wszystko za życie" Jona Krakauera. Ostatnie książki, które czytałam i mogę polecić, to "Coraz mniej olśnień" Ałbeny Grabowskiej–Grzyb, "Agent" Manueli Gretkowskiej oraz "Performance" Karoliny Wilczyńskiej, a więc panie rządzą! 

awiola: Jak postrzega Pani rynek wydawniczy w Polsce? 

Agnieszka Walczak-Chojecka: Jako debiutantka dopiero się go uczę. Wiem już jednak, że wyobrażenia, jakie miałam o nim pisząc pierwszą książkę, zupełnie nie przystają do rzeczywistości. Marzyło mi się, że jeśli powieść będzie dobra, to zewsząd i to szybko posypią się propozycje jej wydania. Ot, takie mrzonki naiwnej pisareczki. Zrozumiałam jednak szybko, że to rynek trudny, na którym każdy z graczy tak naprawdę walczy o przetrwanie. Niełatwe życie mają i wydawcy, i hurtownicy, i księgarze, nie mówiąc już o nas pisarzach, którzy za kilka miesięcy wytężonej pracy, otrzymujemy głodowe honoraria. Czego się jednak spodziewać jeśli powyżej sześciu książek rocznie czyta tylko 11% Polaków? 

awiola: Tak, perspektywa czytelnictwa w naszym kraju nie przedstawia się niestety zbyt optymistycznie. Jakich więc rad udzieliłaby Pani osobom chcącym wydać swoją pierwszą książkę?  

Agnieszka Walczak-Chojecka: Powiedziałabym im, żeby przede wszystkim byli wytrwali i nie rezygnowali ze swoich marzeń. Znam przypadki zdolnych osób, które nawet sześć lat szukały wydawcy na swoją książkę, a jednak się nie poddały. Jestem przekonana, że jeśli ktoś ma lekkie pióro i coś do przekazania czytelnikom, to w końcu znajdzie i wydawcę, i swoich odbiorców. Potrzeba tylko cierpliwości. Ważne też, by być otwartym na konstruktywną krytykę, jeśli chodzi o swój pisarski warsztat i cały czas się doskonalić. 

awiola: Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojej strony? 

Agnieszka Walczak-Chojecka: Żeby nadal kochali książki, a także tych, co tak jak Pani promują polską literaturę.
 

Pierwsze pisarskie koty za płoty, więc apetyt czytelników i fanów autorki z pewnością rośnie. Niebawem przekonamy się, cóż tym razem przygotuje dla nas Agnieszka Walcxak-Chojecka. A ja zachęcam was do przeczytania "Dziewczyny z Ajuttahi", być może na kartach powieści odnajdziecie kawałek własnego życia.


* wywiad został również opublikowany na multimedialnej stronie powiatu Nasze Piaseczno - KLIK

15 komentarzy:

  1. ciekawy wywiad. I tak przy nasunęła mi się refleksja, że rynek literacki rzeczywiście ciężki bardzo. Przebić się przez niego zapewne nie łatwo. :((

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam autorki, ale może uda mi się zapoznać z jej twórczością w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zawsze świetny wywiad. Gratukluję

    OdpowiedzUsuń
  4. Interesujący wywiad. Miło poznać kolejną ciekawą autorkę stawiającą pierwsze kroki w literackim światku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo miło mi się czytało ten wywiad;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawie zapowiada się fabuła następnej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo podoba mi się wywiad <3:
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ciekawie przeprowadzony wywiad, dobrze się czyta, z chęcią poczytałabym wiersze tej Pani
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy wywiad i interesująca osoba :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny wywiad:)
    Zgadzam się z Panią Agnieszką Walczak-Chojecką - rynek wydawniczy jest trudnym rynkiem. Wielu osobom się wydaje, że po napisaniu i wydaniu dobrej książki wszystkie wydawnictwa biją się o autora. Niestety, tak nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  11. Taki wywiad, to wspaniała promocja książki. Myślę, że Pani Agnieszka zaprezentowała się świetnie. Nie znałam tej autorki wcześniej, ale jak będę miała okazję, to sięgnę po jej powieść. Dodam jeszcze, że okładka jest znakomita.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawy wywiad :) A książkę pisarki chciałabym przeczytać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)