sobota, 12 października 2013

Bożydar Grzebyk – "A komu czasem nie odbija?"





"Najgorsi są ludzie skomplikowani, w których zło i dobro występuje po równo. Takich ludzi nie można potępić (…) Na szczęście większość ludzi to zwykłe, obrzydliwe skurwysyny. Reszta to przede wszystkim nijakość i zaledwie garstka ludzi naprawdę w porządku…"



Absurdalne sytuacje, spotykające nas na każdym kroku, stanowią nieodzowną część naszej, polskiej rzeczywistości. Można się do tego przyzwyczaić, traktując ten stan rzeczy jako naszą swoistą narodową egzotykę. Można również zwariować, bo komu czasem nie odbija.

Bożydar Grzebyk, to z wykształcenia historyk, z natury idealista, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. W swoim życiorysie może pochwalić się podróżami oraz pracą za granicą. Obecnie autor w ciągu dnia pracuje w urzędzie, a nocami zajmuje się swoją pasją czyli pisaniem. Jest ojcem dwóch córek. Dotychczas zostały wydane trzy jego książki, w tym dwie powieści i zbiór opowiadań.

Jurek Święconka, wykształcony i inteligentny mężczyzna, zostaje zwolniony z przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją dewocjonaliów. Jego dwaj znajomi, drobni przestępcy z pijalni piwa - Bibuła i Graf załatwiają mu pracę przy pochówku zmarłych. W wyniku przypadkowego splotu okoliczności, Jurek wygłasza na pogrzebie mowę pożegnalną, stając się etatowym mówcą pogrzebowym w firmie "Święta Pamięć". Tymczasem miasteczko nawiedza seryjny morderca Maniuś Brzytewka, mordujący lokalnych właścicieli firm. Jurek w dość absurdalnych okolicznościach zmuszony jest zmierzyć się z tajemnicą zbrodniarza.

Bożydar Grzebyk w groteskowy i ironiczny sposób nakreślił obecny brak jakichkolwiek perspektyw życiowych na sukces dla ludzi mądrych i równocześnie uczciwych. Przykładem takiego właśnie człowieka jest główny bohater – Jurek, któremu uczciwość nie pomaga w osiągnięciu życiowych celów. To typowy inteligent, który nadal kieruje się ideałami, o jakich uczono go w szkole. Ideałami, które w obecnej rzeczywistości nie mają racji bytu. Autor dość dosadnie i jednocześnie z dużą dawką humoru ukazuje, iż nie warto być porządnym człowiekiem, gdyż jedyne co się liczy, to nie nasz talent i zdolności, lecz układy i cwaniactwo. Cóż, taki system, a z systemem się nie wygra. Byłoby to bardzo smutne, gdyby nie wszechobecny dowcip czyniący z całej historii zajmującą satyrę obecnej rzeczywistości.

Uwagę czytelnika zwracają w mistrzowskim stylu wykreowani bohaterowie, przedstawiciele różnych warstw społecznych. Są bowiem pospolici przestępcy - ziomkowie Jurka, którzy swoją filozofią życiową zaskoczą niejednego z was. Jest właściciel zakładu pogrzebowego, doktor filozofii – Pan Miecio – reprezentant kasty prywatnych przedsiębiorców tzw. prywaciarzy. Są pracownicy biurowi, jest i fałszywy rabin Lejczower. Postacie groteskowe, ukazujące przywary konkretnej grupy społecznej. Autorowi udało się wyłowić najbardziej charakterystyczne cechy, okraszając je ironią i dosadnymi aluzjami. Taka kreacja odsłoniła wszystkie ułomności naszej polskiej rzeczywistości.

Warsztat pisarski Bożydara Grzebyka charakteryzuje się lekkim stylem i umiejętnością operowania groteską i absurdem. Widoczny sarkazm i słowne riposty, użyte w odpowiednich fragmentach utworu, wzmagają wydźwięk przekazu. Przekazu, który udowadnia, że idealiści nie mają szansy na sukces, a sam idealizm jest jedynie mitem, dobrym dla książkowych bohaterów. Prawdziwe życie bowiem rządzi się własnymi prawami.

Niestety okładka książki "A komu czasem nie odbija?" jest mało konkurencyjna. Powiedziałabym, że jej nijakość może odstraszyć potencjalnego czytelnika od ewentualnego zakupu. Widać tutaj ewidentny brak pomysłu. A szkoda, bo treść powieści i jej forma zasługuje na odpowiednią oprawę w formie przyciągającej wzrok okładki.

Proza Bożydara Grzebyka pozwala czytelnikowi śmiać się  z naszej, absurdalnej rzeczywistości, co jest nie lada wyczynem. Duża dawka humoru i świetne, dosadne dialogi to z pewnością główne atuty książki. Jak widać w tym przypadku sprawdza się powiedzenie, że pozory mylą. Pod nijaką okładką, kryje się bowiem nietuzinkowa fabuła. Polecam.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Grodkowskiemu




Rekomendacja recenzji na portalu Zaczytaj się!
 


Recenzja bierze udział w WYZWANIU 

34 komentarze:

  1. Książkę czytałam i również polecam Naprawdę ciekawa publikacja, która pozwala z całkiem innej perspektywy spojrzeć na naszą rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście okładka nie należy do najlepszych, ale dzięki tej recenzji, wiem że warto po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta recenzja mnie porwała, oczywiście za książką :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak, okładka to wręcz antyreklama książki, kto zrobił tę krzywdę, a kto ją zatwierdził?

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już parę razy o tej książce. Po Twojej recenzji tylko utwierdziła się w przekonaniu, że warto!
    Ale okładka to istny horror - staram się unikać sytuacji, w których oceniam daną pozycję po okładce, ale w tym przypadku jestem pewna, że nie sięgnąłbym po nią w żadnej księgarni. Jeżeli książkę zdobędę, zrobię jej okładkę z szarego papieru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, blogujący od dwóch miesięcy licealista potrafi ocenić czyjaś prace. Zwłaszcza zna sie na okładkach w stylu japońskie kreskówki. Najlepiej żeby je robił sam Szlezwik Holsztajn, albo choć Swen Hanawald, bo wiadomo, że oni sa trendy.

      Usuń
    2. Z pewnością "blogujący od dwóch miesięcy licealista" ma prawo wyrazić swoje zdanie jako CZYTELNIK.

      Usuń
    3. Nikt nie powinien pod pretekstem wyrażania opinii obrażac innych. Szczegolnie blogujący od dwóch miesięcy licealiści powinni uczyc sie sztuki ważenia słów. Okreslenie "okładka to horror", nie jest opinią jest okresleniem obraźliwym, wyśmiewającym. To nie jest wyrażanie opinii, to jest hejterstwo. Opinia jest okreslenie "nie podoba mi sie , nie lubię".
      Warto unikać slepego uderzania w autora pod pretekstm "wyrażania własnego zdania" . Tym bardziej, nie zapominajmy ze spora częśc blogerów to piarowcy lub po prostu pracownicy wydawnictw udający zwykłych czytelników wiec to dodaje sprawie smaczku. Wie o tym całe środowisko szczególnie na to jest uczulona np. Biblionetka. nielokrotnie o tym pisano. Po prostu nie dawajmy zgody na hejterstwo, bo potem osoba niesprawiedliwie oceniona musi sie bronić. Taka eskalacja napięcia to nic dobrego.

      Usuń
  6. Czytałam jakiś czas temu, co prawda okładka nie zachęca, ale po książkę warto sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tak autor bardzo trafnie nas podsumował i choć śmiałam się do łez, czułam kubeł zimnej wody wylewany na moją głowę

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo chętnie bym ją przeczytała, strasznie jestem jej ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekaw recenzja. Jedank, Awiolu, okładka w czerwonym kolorze nie jest nijaka, jest agresywna. A śmiejący sie kot, obok szklanki whiskey i brzytwy, jest moim zdaniem bardzo szyderczym przekazem. I bardzo koresponduje z tym co napisałas o ksiazce w recenzji. Nie znam ksiazki, ale po tej recenzji ta okładka wydaje mi sie bardzo intrygujaca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie niestety okładka kompletnie nie intryguje. Słaba jakość grafiki i czerwone tło - tego nie kupuje. Zresztą chyba nie tylko ja, skoro okładka otrzymała nominację do najgorszej okładki roku. Cóż, szkoda, bo treść zasługuje na szersze zainteresowanie.

      Usuń
  10. Wydawcy krzywdzą pisarzy takimi okładkami. Przyznam, że gdyby nie recenzje to nie zwróciłabym uwagi na tę książkę. Głowa kota, brzytwa i paskudna czcionka, okropność. Niestety, ale opakowanie książki musi wabić i zachęcać, bo w innym razie pozycja przepadnie na tle wielu innych. Z Twojej opinii wynika, że warto poznać to dzieło, więc dam mu szansę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj przykłady okładek, które zachęcają.

      Usuń
    2. Brzmi jak rozkaz, nie zastosuję się do niego :P

      Usuń
  11. Proza Bożydara Grzebyka pozwala czytelnikowi śmiać się z naszej, absurdalnej rzeczywistości- ten fragment Twojej recenzji przekonał mnie do sięgnięcia po tą książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale bardzo chciałabym ją przeczytać. Po prostu jestem jej ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nawet nie pomyślałabym, że tu taka ciekawostka... Trzeba poszukać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że książki nigdy nie powinno się oceniać po okładce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Sama kupiłam raz w życiu książkę dla okładki - z naszej Księgami "Cukiernię pod Amorem". Na szczęście tanio, w Biedronce. Nie byłam w stanie doczytać tej książki. Okładka mnie oszukała. Bo książka, choć historia ciekawa, to była tak źle zredagowana, ze całkiem w niej gubiłam. To tak jakby początkujący stażysta tę książkę przygotowywał i zupełnie nie ogarniał jej jako całości. A okładka genialna. Na szczęście jest portal "Lubimy Czytać", to zaoszczędziłam trochę pieniędzy i nie musiałam kupować kolejnych tomów, żeby dowiedzieć się co z tym słynnym pierścieniem, bo blogerzy pisali, ze ten wątek wyparował. No cóż w dobie komputerów może sie zdarzyć, ze pójdzie do druku wersja przed redakcja lub jakaś robocza.

      Usuń
  15. Pani Awiolu, Pani interesująca recenzja sprowokowała mnie do refleksji nt. okładek w ogóle. Czytam sporo recenzji ilustrowanych okładkami i śmiem twierdzić, ze większość jest po prostu tragiczna. Na ich tle okładka Grzebyka jest całkiem przyzwoita, bo jest w niej jakieś szyderstwo. Popatrzmy na inne publikacje. "Uciekinierka", a na okładce skulona siedząca na schodach... uciekinierka. Taki przekaz ze az mózg sie przegrzewa. "Ukryte zony" - chyba zainspirowana reklamami Dave, to typowa okładka pozorująca treść nie zawierająca żadnego przekazu. Okładka książki "Najsmutniejsze dziecko" przedstawiająca... bardzo smutne dziecko. Takich zdjęć można kupic setki w każdej agencji. Awiolu nie bądź taka wyrozumiała dla wydawców takich jak Znak, bo akurat od nich należałoby wymagać. Tymczasem wg polskiej szkoły z której bylismy znani w świecie powinna zawierać jakąś tajemnice, zagadkę, inspiracje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że okładka powinna zawierać jakąś zagadkę i inspirację, jednak w tym przypadku uważam, że tak nie jest. Ludzie są wzrokowcami i pierwszym impulsem, który skłoni czytelnika do sięgnięcia po książkę z księgarskiej półki jest albo nazwisko autora, albo okładka. Symbole ukazane na okładce "A komu czasem nie odbija?" (które w jakiś sposób nawiązują do fabuły) są po prostu nijakie. Słaba jakość wykonania. Nie widzę tutaj żadnej zagadki.

      Usuń
  16. Mmm jak spotkam gdzieś tę pozycję na pewno się skuszę. :)
    Pozdrawiam!
    Ola :*

    OdpowiedzUsuń
  17. ,,Bożydar Grzebyk w groteskowy i ironiczny sposób nakreślił obecny brak jakichkolwiek perspektyw życiowych na sukces dla ludzi mądrych i równocześnie uczciwych".

    Jest stwierdzenie fundamentalnie nieprawdziwe i ma zdobyć poklask tych, którym sie w życiu nie udało. Przyczynę porażek widzą w swojej uczciwości, a nie w braku zawodu i kwalifikacji, które są poszukiwane na rynku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan chyba z PO. Według ostatniego sondażu 75 procent obywateli ma ma inne zdanie.

      Usuń
  18. Tak, okładka nie jest zbyt zachęcająca;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Rzeczywiście okładka zdecydowanie nie budzi mojego zainteresowania. Ale z tego co mówisz, książka może być ciekawa. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Okładka skutecznie zniechęca do przeczytania tej książki. Całe szczęście, że Twoja recenzja jest na tyle ciekawa, że postaram się kiedyś zabrać się za tę publikację.

    OdpowiedzUsuń
  21. Potrzebna jest rozmowa na temat okładek. Bo jest wyjątkowo mało naprawdę przyzwoitych. Jednak pojęcie "podobania się lub nie", jest w takiej dyskusji kryterium żadnym. Wspomniano wyżej, ze okładka to opakowanie produktu. Nie jest to wprawdzie zwykły produkt, ale jednak. Dlatego dla dobra dyskusji, w której tu uczestniczą młodziutkie osoby warto podkreślić, ze podobać to się może obrazek na ścianie, pocztówka. Albo papeteria. Natomiast okładka ma do spełnienia określoną funkcje, przyciągnąć uwagę, posłać kupującemu szybki przekaz z jakim gatunkiem ma do czynienia, zaciekawić.
    W tej chwili jest na półkach księgarń mnóstwo książek dające wrażenie, ze to piękny wysmakowany i dopracowany produkt. Sa to takie okładki - fototapety przedstawiające piękne kwiaty, ogród, jakieś nastrojowe pejzaże. Owszem oddziałują na nasze poczucie estetyki, ale widać, że grafik nie zrobił nic. Żadnej pracy umysłowej nie wykonał. Wziął zdjęcie z agencji zrobił kilak napisów. Typowy produkcyjniak. I na takie zajwiska blogerzy powinni reagowac.
    Mnie juz w liceum (choc kończczyłam dawno) pani profesor od plastyki tłumaczyła na czym polega dzieło plastyczne, przede wszystkim musi ono zawierac myśl. I dlatego do tej pory zachwycamy sie dzielami róznych artystów, bo traktujemy je jak rebus do rozwiązani co nam autor chcial powiedzieć.
    Chciałabym żeby okładki były intrygujace i zawierały mysl, a o to jest teraz bardzo trudno.
    Niestety najgorzej jest z okładkami powieści dla kobiet to , ze wymienię autorów Michalak, Bogna Ziembicka, Zyskowska Ignaciak, to są czyste fototapety.. zero myśli, zero przekazu, zero tajemnicy. Tutaj w porównaniu z tymi wszystkim okładka Grzebyka jest niesprawiedliwie potraktowana przez blogerów i komentujących.

    OdpowiedzUsuń
  22. Biorąc pod uwagę kryterium, o którym Pani pisze, okładka książki Bożydara Grzebyka z pewnością nie przyciąga uwagi, a już na pewno nie przesyła kupującemu szybkiego przekazu z jakim gatunkiem ma do czynienia. Nie podzielam również Pani zdania dotyczącego niesprawiedliwego potraktowania okładki tej książki przez blogerów i komentujących czyli de facto CZYTELNIKÓW. I nie ma tutaj znaczenia czy są to osoby młode czy starsze wiekowo, każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  23. groteska, absurd i sarkazm - uwielbiam to w książkach;) co do okładki to jest z lekka postrzelona i nietypowa i chyba pasuje do groteski i absurdu - tylko jej wykonanie troszkę odstrasza;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie podoba mi się ani okładka, ani sama treść książki, mimo Twojej pozytywnej recenzji.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  25. Rzeczywiście okładka taka jakby na kolanie robiona, ale może właśnie taki był zamiar. Sama książka, czemu nie?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)