poniedziałek, 12 marca 2012

Carrie Karasyov – "Klub niewiernych żon"



„Nie jesteśmy martwe. Mamy emocje. Mamy potrzeby. A życie jest kurewsko krótkie, więc musimy te potrzeby zaspokajać. To wcale nie znaczy, że jesteśmy złe. Zasługujemy na coś dobrego.”



To trzecia książka, którą kupiłam w ramach odstresowania się czytając lekką literaturę dla kobiet (poza tym w Biedronce książka kosztowała jedynie 9,99 zł :) Polecam). Do jej kupna zachęciła mnie okładka i dosyć ciekawy tytuł. Poza tym nie czytałam żadnej wcześniejszej książki Carrie Karasyov, znanej autorki powieści dla kobiet, redaktor naczelnej rosyjskiej edycji magazynu Marie Claire.

„Klub niewiernych żon” to opowieść o czterech mężatkach, mieszkających w bogatej dzielnicy Los Angeles, które zawierają tajny pakt. Każda z nich składa zobowiązanie, że w ciągu najbliższego roku nawiąże romans z jakimkolwiek mężczyzną w celu urozmaicenia swojego obecnego życia. Tak właśnie powstaje tytułowy klub niewiernych żon. Żon, które nie czują się doceniane w obecnych związkach. Żon, które nie doceniają swoich mężów i obecnego życia.

„Przede wszystkim, czy monogamia jest rzeczywiście czymś naturalnym? Może to tylko mit stworzony przez społeczeństwo, by utrzymać ludzi w ryzach?”

Victoria, Helen, Leelee i Eliza to postacie, którymi chciałaby być chyba każda z nas. Są bogate, atrakcyjne, niczego im w życiu nie brakuje. Tak naprawdę to nuda i monotonia doprowadzają je do założenia klubu. Swoje problemy chcą rozwiązać zdradzając mężów, co oczywiście nie jest żadnym rozwiązaniem. Moim zdaniem bohaterki są wielkimi egoistkami, myślą tylko o sobie i swoich potrzebach. Mogę zaprezentować stwierdzenie, że są wielkimi snobkami.

„Kobiety pragną dwóch rzeczy: chcą, żeby facet był z początku łajdakiem, ale potem się dla nich zmienił. Nie ma nic bardziej seksownego, niż facet, który się dla ciebie zmienia.”

Wdrażając swoje postanowienia, bohaterki uświadamiają sobie, co jest dla nich najważniejsze i co mogą stracić, dopuszczając się zdrady. Zdają sobie sprawę, że nie tylko zawinili ich obecni partnerzy, ale również one nie są bez winy.

Jest to książka, która absolutnie wciąga czytelnika do ostatniej strony. Mimo tego, że bohaterki są moim zdaniem płytkie, wzbudzają sympatię. Pojawia się zdrada, ukrywane tajemnice i morderstwo. Połączenie wszystkich tych trzech rzeczy, daje niezły wynik. A zakończenie odkrywa nieznane karty w tej grze.

Książka jak dla mnie rewelacyjna. Właśnie tego spodziewam się po dobrej powieści dla kobiet, która pozwala na chwilę oderwać się od szarej rzeczywistości.

„Życie to nie bajka. Nie ma żadnych „żyli razem długo i szczęśliwie”. Nie ma książąt.”


W 2006 r. powstał film pod tym samym tytułem „Klub niewiernych żon”. Pokazuje historię trzech kobiet, które pod wpływem swojej terapeutki, zaczynają zdradzać mężów aby ożywić chłodne małżeństwa. Gdy terapeutka zostaje zamordowana, zaczyna się walka z nieznanym mordercą. Główny motyw książki jest zachowany, reszta natomiast to coś zgoła zupełnie odmiennego. Film kiepski, mało dynamiczna akcja. Spodziewałam się czegoś lepszego. Do tej pory nie wiem czy książka powstała pod wpływem filmu, czy było na odwrót. Nie mogę znaleźć żadnej informacji na ten temat. A może książka nie ma nic wspólnego z filmem oprócz tytułu? Może ktoś z was wie?

Polecam książkę. Film można sobie odpuścić.





Carrie Karasyov 



Recenzja tygodnia (19.02.2013 r. - 25.02.2013 r.) na portalu:

7 komentarzy:

  1. O, to i ja muszę przeczytać. Szkoda, że nie kupiłam w Biedronce tych książek, bo też miałam ochotę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, oj :D
    Coś dla mnie, więc na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka leży na półce i czeka na przeczytanie. Niedługo mam zamiar się za nią zabrać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedynym plusem tej książki było dla mnie zakończenie, które naprawdę zaskoczyło.
    Zaliczam się do tych, które nie chciałyby być bohaterkami powyższej powieści. Były zwyczajnie głupie, płytkie i egoistyczne, choć teoretycznie przynajmniej jedna z nich miała wyższe wykształcenie w postaci MBA.
    Nie poczułam się też oświecona, nie zanotowałam żadnego morału (ani też nie zauważyłam by one w rzeczywiści zrozumiały o co chodzi w życiu i związku).
    Powiedziałabym, że to typowa amerykańska powieść najniższego sortu.

    Całe szczęście, że Tobie się podobało, to znaczy, że wycinka drzew nie poszła na marne. :-)

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też upolowałam tę książkę w Biedronce ;) nie miałam jeszcze czasu jej przeczytać, więc leżakuje na półce, ale może niedługo po nią sięgnę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam tę książkę. Czytałam w październiku i pewnie jeszcze kiedyś zajrzę ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)