Pokazywanie postów oznaczonych etykietą REBIS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą REBIS. Pokaż wszystkie posty
W jednej chwili – Suzanne Redfearn

W jednej chwili – Suzanne Redfearn

 


"Czy nasza moralność jest zdeterminowana bardziej przez okoliczności, w jakich się znajdziemy, niż przez sumienie?".


Uważacie się za dobrych ludzi? Jestem przekonana, że po lekturze tej powieści, wasze postrzeganie tego, co oznacza bycie dobrym, zostanie przefiltrowane przez szereg czynników, których dotąd nie braliście pod uwagę. Uwielbiam, gdy tego typu literatura pozwala mi zweryfikować własne przekonania i pokazać jak bardzo złożoną istotą jest człowiek. 

Na  krawędzi otchłani – Bernard Minier

Na krawędzi otchłani – Bernard Minier



"Czyż nasze życie nie jest ostatecznie sumą naszych pragnień i strategii, jakie stosujemy, by je zaspokoić bądź też, przeciwnie, uciszyć?".


Moje dzieciństwo i dorastanie przypadło na tzw. "lata analogowe", więc pamiętam jak to jest żyć bez telefonu, internetu i wszelkich nowinek technologicznych, które obecnie zdominowały naszą codzienność. Po lekturze tej książki zaczęłam więc zastanawiać się nad tym, jak daleko wszechobecna cyfryzacja wpływa na moje życie. Wnioski, jakie wysnułam, skłaniają mnie do szeroko zakrojonej refleksji w tym temacie.


Elizabeth Gilbert – "Jedz, módl się, kochaj"

Elizabeth Gilbert – "Jedz, módl się, kochaj"






"Jestem lojalna i stała w miłości do podróży, tak jak nie zawsze byłam lojalna i stała w innych miłościach". 

Książka, o której słyszał chyba każdy. Książka, która dla wielu stała się swoistym drogowskazem życiowym. Długo zwlekałam z przeczytaniem tego światowego bestselleru, lektura czekała sobie spokojnie na półce, aż przyjdzie odpowiedni czas na jej zgłębienie. Czasami nasze wyobrażenia o konkretnej książce rozmijają się z rzeczywistością, tak było i w tym przypadku. Nie jest to bowiem historia przyjemnych podróży okraszonych niezwykłymi przygodami. To, co przedstawia autorka to swoista recepta na życie zgodne z własnymi pragnieniami i marzeniami. Czy udana? Trudno stwierdzić, gdyż każdy człowiek kieruje się własnym katalogiem twardych obowiązków i dozwolonych przyjemności.

Elizabeth Gilbert to kobieta, która niespodziewanie dla siebie pisząc historię swojego życia, stała się inspiracją dla wielu kobiet, które postanowiły zrealizować swoje pragnienia. Autorka pracowała jako dziennikarka, a niektóre z jej artykułów zostały nominowane do National Magazine Award. Książka "Jedz, módl się, kochaj" przez ponad 57 tygodni utrzymywała się na pierwszym miejscu bestsellerów New York Timesa. Ciekawostką jest to, że do wiernych czytelników Elizabeth Gilbert należą Jonathan Carroll czy Meg Ryan.

Autorka i równocześnie bohaterka książki, w wieku trzydziestu lat wywraca swoje życia do góry nogami. Rozwodzi się z mężem i traci cały majątek zostając z niczym. Zapytacie dlaczego? Mając kochanego męża, dobrą pracę, świeżo kupiony dom, Elizabeth po prostu nie jest szczęśliwa. Jej obecne życie przytłacza ją do tego stopnia, że postanawia wszystko zmienić. Po rozwodzie przez długie miesiące nie może się pozbierać. Wyrzuty sumienia dotyczące męża doprowadzają ją do silnej depresji, a nieudany romans z młodszym mężczyzną jeszcze bardziej umacnia ją w przeświadczeniu, że musi coś zrobić. Bohaterka postanawia wyruszyć w podróż swojego życia na okres 12 miesięcy. Miesiące te mają być drogą do poszukiwań równowagi życiowej, która zapewni jej stracone od dłuższego czasu szczęście. Powieść obejmuje sto osiem opowieści, które podzielone zostały na trzy części. Kontynuacją "Jedz, módl się, kochaj" jest druga część pt. "I że cię nie opuszczę". 

Po lekturze książki, czytelnik spragniony niecodziennych wrażeń z pewnością pozazdrości Elizabeth Gilbert możliwości podróżowania po całym świecie. Wgłębiając się w niektóre fragmenty jej wspomnień, można odczuć wręcz fizyczną potrzebę wyruszenie w nieznany świat. Dobrym zabiegiem, który de facto porządkuje przeżycia bohaterki, jest podział książki na trzy części. Część pierwsza - "Jedz" czyli podróż do słonecznych Włoch. Autorka poświęca się tutaj nauce języka włoskiego oraz zgłębia filozofię życiową Włochów. Jak sam tytuł wskazuje, największe znaczenie w tym przypadku ma dla niej jedzenie. Dla amatorów i smakoszów kuchni, to na pewno źródło ciekawych informacji. Część druga - "Módl się" to z kolei Indie. Elizabeth w aśramie zgłębia tajniki jogi i medytacji. Próbuje napełnić swoja osobę spokojem i pogodą ducha. Poznaje tam przyjaciół, którzy pomagają jej odnaleźć siebie. Ta część została przeznaczona wyłącznie dla sympatyków duchowości, pragnących zgłębić tajniki medytacji. Część ostatnia – "Kochaj" czyli Indonezja. Poszukiwanie przez bohaterkę siły wyższej, boga, jakkolwiek go nazwiemy. To właśnie tutaj autorka próbuje odnaleźć równowagę między przyjemnością, a wewnętrznym spokojem. Tutaj też spotyka niespodziewanie miłość. Miłość, która wzbudzi w niej wiele sprzecznych emocji. Ta część właśnie była dla mnie najbardziej interesująca. Pojawiła się bowiem miłość, ciekawie opowiedziana historia Balijczyków i cudowne krajobrazy.

"Jedz, módl się, kochaj" to książka, która nie znajdzie czytelnika, dla którego wszystkie trzy części będą rewelacyjne. Dotykanie tak wielu różnorodnych płaszczyzn jak kuchnia, duchowość i miłość dla wielu będą w pewnej części nudne bądź niezgodne z przyjętą przez czytelnika filozofią życiową. Równocześnie jednak, pewne partie książki miłośnik kuchni czy sympatyk jogi będzie czytał z zapartym tchem. Nie jest to więc cecha negatywna utworu, swego rodzaju uniwersalność to chyba najlepszy zabieg, każdy bowiem znajdzie w tej powieści coś dla siebie. Jedni mniej, drudzy zaś więcej.

Czytając wynurzenia autorki, trudni uniknąć oceny jej postawy życiowej. Elizabeth Gilbert pomimo faktu bycia wielką egoistką, jest równocześnie bardzo odważną kobietą. Można oczywiście nie pochwalać jej wyborów, jednakowoż czerpana przyjemność z lektury o samotnej podróży, nieznacznie inspiruje. Zapytacie do czego? Odpowiedź jest prosta, do zmian, nawet tych najmniejszych. Zmian, które polepszą nasze życie. Elizabeth Gilbert swoją historia stara się przekazać prostą prawdę: trzeba walczyć o swoje marzenia i o odnalezienie samego siebie.


"Człowiek nie jest ani marionetką bogów, ani jedynym panem samego siebie; jest pierwszym i drugim po trochu".




Jak zapewne większość z was wie w 2010 roku powstał film na podstawie książki Elizabeth Gilbert o tożsamym tytule, w którym rolę bohaterki zagrała znakomita Julia Roberts. Film jest dosyć długi, trwa bowiem prawie dwie i pół godziny ale uwierzcie mi, że czas przy nim płynie bardzo szybko.

Znakomita gra aktorska Julii Roberts i piękne krajobrazy to główne atuty filmu. Podczas oglądania widz ma szansę uczestniczenia w różnorodnych doznaniach bohaterki. Irytację może jedynie wzbudzić pominięcie paru istotnych wątków z książki, niestety ze stratą dla filmu. Warto wspomnieć, że tytuł ten znalazł swoje miejsce na liście lubianych książek przez Oprah Winfrey i gdy dowiedziała się o tym Julia Roberts, natychmiast wykupiła prawa do zekranizowania filmu.

Julia Roberts podczas kręcenia zdjęć we Włoszech, powiedziała do reżysera filmu:


"Nie rozumiesz, za co kobiety kochają tę książkę. Nie chodzi o duchowość, nie chodzi o miłość, ale o to, że można bezkarnie jeść!" 

Myślę, że można odnaleźć w tym zdaniu ziarenko prawdy. Polecam najpierw przeczytać książkę, a potem obejrzeć jej ekranizację.


Elizabeth Gilbert

Michael Cunningham – "Godziny"

Michael Cunningham – "Godziny"



„Ale i tak pozostają godziny, prawda? Jedna, po niej druga, przechodzisz przez tę pierwszą, a zaraz o Boże, jest następna.”




Michael Cunningham to amerykański pisarz, który najbardziej polskim czytelnikom kojarzony jest właśnie z ww. powieścią. „Godziny” to książka, która powstała w 1998 r. Jest trzecią w dorobku autora.. Powieść ta uznawana jest za jego najlepsze dzieło, o czym świadczy wiele nagród m.in. nagroda Pulitzera.

„Godziny” to opowieść o jednym dniu z życia trzech kobiet, żyjących w różnych czasach.

W roku 1923 Virginia Woolf rozpoczyna pracę nad książką życia „Panią Dalloway”. Mieszka na przedmieściach Londynu wraz z mężem, którego nie kocha. Przebyta choroba psychiczna nadal odciska swoje piętno. Virginia nie czuję się szczęśliwa. Wie, że nie tak miało wyglądać jej życie. Uzmysławia sobie swoje skłonności homoseksualne. Wszystko to powoduje, że pisarka postanawia odebrać sobie życie.

Rok 1949 Laura Brown, matka małego synka Richiego, nosząca w sobie drugie dziecko, mająca kochanego męża, idealna pani domu. Jest molem książkowym. Przed szarą rzeczywistością ucieka w świat książek, w szczególności w świat „Pani Dalloway”. Zastanawia się, jakby to było odebrać sobie życie jak autorka książki. Laura nie jest szczęśliwa, życie które wybrała nie jest jej życiem. Po impulsywnym pocałunku przyjaciółki, ona również odkrywa prawdę, która w niej drzemie.

Clarissa Vaugham, to mieszkanka współczesnego Nowego Jorku, końca dwudziestego wieku. Od piętnastu lat trwa w związku homoseksualnym z inną kobietą. Ma zamiar wydać przyjęcie na cześć swojego przyjaciela - poety, dawnego kochanka, który jest gejem chorującym na AIDS. Zastanawia się ja potoczyłoby się jej życie gdyby związała się ze swoim przyjacielem, który nazywa ją Panią Dalloway, jak bohaterkę książki Virginii Woolf.
Wszystkie trzy postacie jak widać łączy książka „Pani Dalloway” oraz skłonności homoseksualne. Autor bardzo umiejętnie wprowadził biografię Virginii Woolf, angielskiej pisarki żyjącej na przełomie XIX i XX wieku. Co prawda nie czytałam jeszcze żadnej powieści Virginii ale sama jej postać nie jest mi obca. Virginia mieszkała pod Londynem z mężem Leonardem. Jej biografowie twierdzą, że pisarka była homoseksualistką, dlatego też nie była szczęśliwa w małżeństwie. W wieku 59 lat, napełniając kieszenie kamieniami rzuciła się do rzeki, blisko swojego domu. Pierwotnym tytułem „Pani Dalloway” - najsłynniejszego dzieła autorki miał być właśnie tytuł „Godziny”. Pewnie stąd Cunningham wziął tytuł do swojej książki. W powieści zauważyć można bardzo wyeksponowany wątek homoseksualny. Nie bez znaczenia zostaje fakt, że Cunningham jest gejem, stąd takie szerokie nawiązania do homoseksualizmu.

Pisarz świetnie połączył trzy historie. Potrafił umiejętnie wpleść trzy wątki w jedną całość. Bohaterki są bardzo realistyczne. Czytając ich historie, czułam się jakbym sama była Laurą czy Clarissą. „Godziny” to z pewnością studium psychologiczne kobiety. Wszystkie trzy zaplątane są w niewole upływających godzin. Wspominają w nich przeszłe bądź nigdy nie osiągalne szczęście.

Godziny płyną, czas mija. Jedna podobna do drugiej. Życie to wiele godzin, ciągle upływających. Od nas zależy jak je wykorzystamy.

Dzięki przeczytaniu „Godzin” mam zamiar zabrać się do książek Virginii Woolf. Tą pozycję polecam bez dwóch zdań.


Myślę, że obowiązkowo każdy kto przeczyta książkę powinien obejrzeć również film „Godziny” z 2002 r. w reżyserii Stephena Daldry'ego. Genialna obsada: Clarissa –Meryl Streep, Virginia – Nicole Kidman, Laura – Julianne Moore. Akcja dzieje się w trzech przedziałach czasowych 1941, 1951 i 2001. Jedyna różnica między książką a filmem to czas życia Clarissy. W książce jest to koniec XX wieku, w filmie rok 2002. Powiem wam, że kompletnie zaskoczyła mnie Nicole Kidman. Po pierwsze na początku jej po prostu nie poznałam, a po drugie jej rola Virginii to dla mnie mistrzostwo świata. Nie bez przyczyny dostała za tę rolę Oscara z 9 nominacji dla tego filmu. Prawie dwie godziny oglądania wciągnęły mnie bez reszty. Świetna muzyka, wprowadzająca nastrój i również dobre gry aktorskie pozostałych dwóch bohaterek. Ekranizacja jest po prostu jest świetna i tyle. Naprawdę warto obejrzeć po przeczytaniu książki. Balsam dla duszy. POLECAM


Michael Cunningham
Maggie O’Farrell – “Zniknięcia Esme Lennox”

Maggie O’Farrell – “Zniknięcia Esme Lennox”






„(…) jesteśmy tylko naczyniami, które służą kolejnym tożsamościom: użycza nam się rysów twarzy, gestów, nawyków, a potem oddajemy je innym ludziom. Nic do nas nie należy. Przychodzimy na świat jako anagramy naszych przodków.”




Do tej pory, po przeczytaniu wielu opinii na temat „Zniknięć…” nie wiem dlaczego autorka właśnie tak zatytułowała tą powieść. I do tej pory mam w stosunku do niej ambiwalentne uczucia. Ale może zacznę od początku.

Nie czytałam wcześniejszych książek autorki ale wiem, że nie jest to jej debiutancka powieść (magia internetu). Pani O’Farrell jest brytyjską pisarką powieści obyczajowych, na co dzień związana z dziennikarstwem. Z pewnością omawiana książka jest powieścią obyczajową, nie da się temu zaprzeczyć.

„Zniknięcia Esme Lennox” (2006 r.) to historia trzech kobiet i wielkiego dramatu, który wpłynął na losy bohaterek. Iris, nowoczesna kobieta, mająca romans z żonatym mężczyzną i niesklasyfikowane relacje z przyrodnim bratem, dowiaduje się o istnieniu ciotecznej babki – Esme Lennox, która została zamknięta w zakładzie psychiatrycznym w latach trzydziestych dwudziestego wieku na sześćdziesiąt lat. Gdyby nie likwidacja placówki, bohaterka nigdy nie dowiedziałaby się o jej istnieniu. Jednocześnie poznajemy babcię Iris czyli siostrę Esme- Kitty, która zachorowała na alzheimera i w związku z czym, przebywa w domu spokojnej starości. Wraz z powrotem Esme po tylu latach do społeczeństwa, z każdą kartką książki poznajemy tajemnicę, która była niewyobrażalną tragedią.

Książka porusza problem społeczny jakim było w przeszłości zamykanie kobiet w zakładach psychiatrycznych, tylko dlatego, że nie przestrzegały przyjętych norm zwyczajowych bądź chciały same decydować o swoim życiu. Esme zostaje zamknięta w takim zakładzie, mając szesnaście lat. Jest to wiek, w którym życie dziewczyny powinno dopiero się rozpocząć a nie tak tragicznie „skończyć”. Bohaterka wychodzi jako staruszka, która całe życie spędziła w jednym budynku.

Dość ciekawym elementem powieści jest trzyosobowa narracja. Czytamy wspomnienia Esme z jej dzieciństwa i młodości, następnie przechodzimy płynnie do teraźniejszości, gdzie dowiadujemy się o życiu Iris. Do tego, przeplatają się urywane myśli i wspomnienia Kitty. Wszystko to jest ze sobą dokumentnie wymieszane, co może w pewnych momentach zmylić czytelnika. Teraźniejszość przeplata się w przeszłością.

Opowieść jest dość krótka ale muszę przyznać, że mimo wszystko mnie wciągnęła. Dlaczego mimo wszystko? Mimo tego, że domyśliłam się zakończenia w połowie lektury. Mimo tego, że nie zachwyca formą. Z pewnością na uwagę zasługuje sam temat obyczajowy, o którym pisałam wcześniej. Myślę, że książka byłaby idealnym tworzywem do filmu. Z chęcią obejrzałabym taką ekranizację.

Jeśli będziecie mieli okazję przeczytać „Zniknięcia Esme Lennox”, nie czytajcie na początek okładki książki z opisem. Wydawca niepotrzebnie się rozwinął, zdradzając tajemnicę Esme i Kitty. Ja na szczęście opisu nie przeczytałam.

Myślę, że warto zajrzeć do tej książki. Bardzo szybko się ją czyta. Jest to lektura na jeden wieczór. Ja z pewnością nie żałuję czasu, jaki na nią poświęciłam. Przynajmniej doceniłam czasy w jakich żyję.

Maggie O'Farrell
William Wharton - "Ptasiek"

William Wharton - "Ptasiek"




„Każdy ma jakąś swoją prywatną szajbę. Jak z nią włazi w paradę zbyt wielu ludziom, mówią na niego wariat. Czasami człowiek sam już nie wyrabia, przyznaje się, że zwariował, i wtedy inni się nim zajmują.”




Historia o szaleństwie, przyjaźni, wojnie i pragnieniu wolności.

Odkryłam tą książkę po wielu latach na nowo. Po wcześniejszym przeczytaniu nie dostrzegłam wielowątkowości tej historii, bardziej skupiłam się na szaleństwie tytułowego Ptaśka.

Z pewnością ciekawym aspektem jest dwugłosowa narracja jaka występuje w powieści. Al Columbato, przyjaciel Ptaśka opisuje obecne i przeszłe wydarzenia. Natomiast sam bohater opowiada swoje przeżycia wewnętrzne, jakie miały miejsce od najmłodszych lat.

Al i Ptasiek to przyjaciele od dzieciństwa o czym dowiadujemy się właśnie podczas opisywania wspomnień przez bohaterów. Spotykają się w szpitalu psychiatrycznym, w którym został zamknięty Ptasiek po udziale w II wojnie światowej. Al czeka na operację plastyczną twarzy, która została uszkodzona na froncie podczas bombardowania. Z przytaczanych wspomnień dowiadujemy się, że Al był typowym nastolatkiem, interesującym się sportem i dziewczynami, Ptasiek – jego jedyną pasją były ptaki, najpierw gołębie, później kanarki. Będąc nastolatkiem chciał wiedzieć jak najwięcej o ich życiu, chciał żyć życiem ptaków – chciał być ptakiem i latać jak i one, być wolną istotą.

Bohater podczas swoich obserwacji stopniowo pogrążał się w szaleństwie, sny zaczynały mu się mieszać z jawą, wydawało mu się nawet, że jest ptakiem w swojej hodowli, ma swoją partnerkę i dzieci. Jego największym marzeniem było latanie, dlatego też robił wszystko by utrzymać minimalną wagę swojego ciała i upodobnić się do ptaka. Na początku swojej obsesji potrafił zająć się innymi sprawami razem z Alem, typowymi dla ówczesnych nastolatków. Z czasem jednak coraz bardziej pogrążał się w swoim nieosiągalnym marzeniu. Al po powrocie z frontu zostaje poproszony o pomoc w sprawie Ptaśka, dlatego też przyjeżdża do swego przyjaciela. Zastaje go w zamkniętym pokoju, w pozie ptaka. Opowiada mu o starych dziejach, próbując obudzić w nim dawnego przyjaciela – człowieka.

„Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć.”

Niezwykle trudno opisać tytułowego bohatera – Ptaśka i jego szaleństwo. Jest to postać nietuzinkowa, trudna do określenia. We mnie nie wzbudziła zbyt dużej sympatii, raczej litość z powodu dążenia do czegoś niemożliwego. Na pewno jest to postać tragiczna. Myślę również, że jego obsesja jest swoistą metaforą pragnienia wolności przez wszystkich ludzi czyli czegoś nieosiągalnego.

„Wybudowaliśmy dla siebie klatkę – cywilizację – gdyż byliśmy zdolni do myślenia a teraz nie musimy myśleć, ponieważ jesteśmy zamknięci w klatce.”


Ten cytat zapadł mi w pamięć, jest on w naszych czasach chyba jeszcze bardziej aktualny.

Na pewno Wharton świetnie przedstawił rozwój i dalszy przebieg niezwykłej choroby psychicznej, chociaż nie do końca jestem pewna, czy to rzeczywiście była choroba. Każdy sam może sobie odpowiedzieć na to pytanie, czytając książkę. Przestrzegam jednak przed drastycznymi opisami zabijania psów oraz działań na froncie, mnie naprawdę podwyższyły ciśnienie swoim realizmem.

Polecam tą książkę dla osób, które chcą przeczytać coś oryginalnego i inaczej spojrzeć na ludzi zwanych „wariatami”. Wyczytałam, że kontynuacją „Ptaśka” jest powieść „Al”, zamierzam ją również przeczytać i was zachęcam do sprawdzenia jak potoczą się losy bohaterów.

„Kto wygrywa? Co znaczy wygrać? Najlepszy sposób, żeby przegrać, to wiedzieć, że się musi wygrać.”

Wspomnę też o ekranizacji filmowej powieści Whartona, która powstała w 1984 r. Głównych bohaterów zagrali w nim Matthew Modine (Ptasiek) i Nicolas Cage (Al). Jedyną znaczącą różnicą jest wojna, w filmie jest to Wietnam, w książce natomiast II wojna światowa. Film trwa prawie dwie godziny, jest więc co oglądać. Myślę, że jest to świetnym uzupełnieniem książki, nie nudziłam się ani przez chwilę podczas oglądania filmu. Reżyser całkiem dobrze wychwycił najważniejsze i najbardziej istotne momenty powieści, doskonale je zobrazował. Poza tym lubię Nicolasa Cage, kreacja przyjaciela Ptaśka przypadła mi do gustu.

Znalazłam parę ciekawostek dotyczących filmu. Ścieżka dźwiękowa (w nawiasie muzykę do filmu tworzył Peter Gabriel) powstała w jeden weekend. I co najważniejsze, sama to przeoczyłam ani w książce ani filmie nigdy nie jest ukazane prawdziwe imię Ptaśka. Ciekawe dlaczego?

Uważam, że zarówno film jak i książka to dzieła nieprzeciętne, które obrazują szereg wartości ale także pytań, na które nigdy nie znajdziemy odpowiedzi. Warto więc do nich zajrzeć, to klasyka gatunku



William Wharton
Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger