Jerome Charyn - "Jerzy Kosiński"
18:24
19
"Nie potrafię
funkcjonować bez przebrania albo maski (…) Czasami zatrzymuję
maskę trochę za długo. Ale te maski trudno porzucić".
W świecie literackim
istnieją takie postacie, których życie i osobowość pozostaną
niezgłębioną tajemnicą na zawsze. Z pewnością do grona takich
osób zalicza się Jerzy Kosiński - autor kontrowersyjnej do dziś
książki "Malowany ptak". Polsko-amerykański pisarz, który
pożegnał się ze światem w 1991 r. połykając śmiertelną dawkę
barbituranów i zakładając na głowę plastikowy worek. To postać,
która do dzisiaj wzbudza wiele niegasnących emocji.
Niewdzięcznego poniekąd
tematu przedstawienia osoby Jerzego Kosińskiego postanowił podjąć
się inny amerykański pisarz - Jerome Charyn. Twórca mający na
koncie ponad trzydzieści książek, uznawany w Stanach Zjednoczonych
za jednego z najważniejszych pisarzy amerykańskiej literatury.
Charyn mieszka obecnie w Paryżu i Nowym Jorku.
"Jerzy Kosiński" to po części zbeletryzowana
biografia Kosińskiego wydana w formie powieści. Powieści
podzielonej na widoczne części, ale części nie posiadające
widocznej chronologii, bez dookreślonego miejsca i czasu. Co więcej,
obraz Jerzego Kosińskiego ukazany jest z kilku perspektyw, bowiem w
książce występuję kilku narratorów. To dość swobodna forma
biograficzna jakiej podjął się Jerome Charyn.
Czytając początkowe strony książki, miałam
nieodparte wrażenie, że Charyn przedstawia zupełnie kogoś innego,
mianowicie Petera Sellersa czyli hollywoodzkiego aktora, znanego
szerszej publiczności jako inspektora Clouseau w filmie "Różowa
Pantera". Był to jednak tylko początek, zainicjowany przez
autora, ukazujący stosunek Clouseau do Kosińskiego i jego
pragnienie zagrania w filmie na podstawie powieści pisarza. Jednak
im dalej, tym jest jeszcze mniej przejrzyście, bowiem obraz
Kosińskiego przedstawiają różne osoby, począwszy od Swietłany
Alliłujeway, czyli córki Stalina, kończąc na starszej o
dwadzieścia lat żonie pisarza Mary Weir. I tak naprawdę nie
wiadomo, co jest fikcją, a co rzeczywistością opartą na faktach.
Trudno rozeznać się w tym wymieszaniu słów i niedopowiedzeń.
Identyczny wniosek można wysnuć czytając ostatnią część
książki przedstawiającą losy rodziny Lewinkopfów, czyli rodziny
Kosińskiego, gdyż tak brzmiało jego prawdziwe nazwisko. Nie
wiadomo co jest fikcją literacką, a co faktem. Zabieg taki nie
wpływa na wyłonienie się w podświadomości czytelnika spójnego
obrazu pisarza i jego wielkiego fenomenu. Trudno bowiem w oparciu o
tak zróżnicowane i nieskonkretyzowane ujęcia wypracować sobie
jakikolwiek obraz Kosińskiego.
Z pewnością Jerome Charyn celowo w swojej książce
mija się z elementami gatunkowymi typowej literatury biograficznej.
Jego powieść jest bowiem swoistym kolażem faktów, fantazji i
plotek, zresztą nigdy nie potwierdzonych na temat autora "Malowanego
ptaka". Nie poleciłabym tej publikacji czytelnikom, którzy dotąd
nie zapoznali się ani z twórczością Jerzego Kosińskiego, ani z
samą biografią pisarza. Zapytacie dlaczego? Otóż świadczy o tym
wielość odniesień do jego życia i napisanych książek, których
brak znajomości z pewnością utrudni odbiór powieści. Stwierdzić
można, że lektura "Jerzego Kosińskiego" to swoista wisienka na
torcie, w którym tortem są wcześniej wydane biografie autora i
jedynie z tą podstawą można ten utwór przeczytać z pełną
świadomością.

"Kładę
się teraz do snu, na trochę dłużej niż zwykle. Nazwijmy to
wiecznością".
"Wszyscy jesteśmy
malowanymi ptakami, potworami o ekscentrycznych kolorach, i
gdziekolwiek polecimy, bezbarwne ptaki kłują nas swoimi dziobami i
ściągają na ziemię".
![]() | |
Jerome Charyn |
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukater oraz wydawnictwu Czarna Owca