Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2 Piętro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2 Piętro. Pokaż wszystkie posty
Arkadiusz Siedlecki – "Kokaina"

Arkadiusz Siedlecki – "Kokaina"



"Kokaina. Narkotykowa dziwka. Wyuzdana i niebywale podniecająca".



"Kokaina" – książka o wiele mówiącym tytule. Tak, to właśnie ta substancja odurzająca stanowi kwintesencję historii, opowiedzianej przez Arkadiusza Siedleckiego. Co ważne, historii autobiograficznej. Czy zatem wciąga i uzależnia jak tytułowy narkotyk? Niewątpliwie odurza.

Arkadiusz Siedlecki, rocznik '82, to pochodzący z Gliwic polski pisarz, publicysta, felietonista, redaktor i dziennikarz kulturalny. Autor jest laureatem konkursów literackich, swoje teksty publikował w wielu polskich periodykach. Od 2005 roku mieszka w Wielkiej Brytanii, na rzecz której porzucił studiowanie filozofii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Obecnie pracuje w korporacji w Londynie, mieszka natomiast w Luton wraz z żoną i dwójką dzieci.

Trzydziestoletni Krzysztof Mikulski, były narkoman, któremu udało się wyjść cudem z nałogu, mieszka wraz żoną Jagodą i malutkim synkiem Mikołajem w Wielkiej Brytanii. Bohater wychował się w bogatej rodzinie rodziców alkoholików, którzy wieczni zajęci pracą, nie zauważali uzależnienia narkotykowego syna. Obecne małżeństwo Krzysztofa chwieje się w posadach, a sam bohater czuje, że przegrał swoje życie. Kokaina ponownie zaczyna odgrywać dużą rolę w jego codziennej egzystencji.

"Kokaina" to historia człowieka, który pomimo pierwszego zwycięstwa nad nałogiem, drugiego starcia już niestety nie wygrywa. Autor dzięki zastosowaniu pierwszoosobowej narracji Krzysztofa, pozwala czytelnikowi wejść prosto do głowy bohatera. Bohatera będącego przykładem wnikliwego studium przypadku człowieka skazanego na życiową porażkę. Arkadiusz Siedlecki w wymowny, realistyczny i niezwykle bezpośredni sposób przedstawia psychikę Krzysztofa. Psychikę, naznaczoną wieloletnim uzależnieniem, ale także brakiem szczęścia w obecnym życiu. Bohater jest doskonałym przykładem dziecka dorastającego na początku lat '90, którego rodzice biznesmeni poświęcali swój czas wyłącznie pracy. Muszę przyznać, że autor dzięki trafnie użytym retrospekcjom, z niezwykłą wnikliwością opisał klimat pierwszych, wolnorynkowych lat w Polsce. Okresu, z którym nieodłącznie czytelnikowi kojarzyć się będzie handel na rynkach i straganach, pozwalający rzeszy ludzi w bardzo krótkim czasie dorobić się wielkich pieniędzy. Cała książka to swoiste połączenie współczesności z przeszłością, tworzące brutalny kolaż emocjonalny.

Biorąc tę książkę do ręki przypuszczałam, że nie będzie to łatwa historia. Nie przypuszczałam jednak, że podczas lektury, będę całkowicie utożsamiać historię fikcyjnego bohatera Krzysztofa z samym autorem. Trudno bowiem w tym przypadku odgraniczyć fikcję literacką od realizmu, jeśli tak wiele szczegółów fabularnych książki jest tożsamych z biografią Arkadiusza Siedleckiego. Autor na samym końcu swojego dzieła, w Posłowiu, trafnie informuje czytelników, że nie ujawni tajemnicy, ile w historii Krzysztofa, jest samego Arkadiusza Siedleckiego. Moja intuicja czytelnicza podpowiada mi jednak, że elementów autobiograficznych jest w "Kokainie" cała masa. Intryguje mnie również pytanie: "Czy napisanie powieści posłużyło autorowi do swoistego katharsis?". Czytając bowiem "Kokainę" miałam przeświadczenie, że jednym z celów upublicznienia tej historii, było oczyszczenie się samego autora z toksyczności własnych przeżyć. 

Powieść, dzięki obrazowym opisom walki z nałogiem, niszczącym życie Krzysztofa, stanowi również przestrogę dla młodych ludzi i ich rodziców. Arkadiusz Siedlecki, szczerze i bez zbędnej delikatności, przedstawia skutki brania narkotyków. Wszelakie paranoje, zwidy i niedomagania fizyczne, opisane zostały w bardzo dosadny sposób. To, co mnie również zaskoczyło to zakończenie, które niczym złoty strzał narkomana, poraża swoim realizmem. Przytoczony akurat w tym momencie kawałek tekstu piosenki Tadeusza Woźniaka pt. "Zegarmistrz światła" to przysłowiowy gwóźdź do trumny, wyzwalający liczne refleksje. 

"Kokaina" to mocna proza. Proza ukazująca nie tylko destrukcyjny wpływ narkotyków na życie człowieka, ale również wpływ spalającej, wszechobecnej samotności i braku wiary we własną wartość. Szkoda, że Arkadiusz Siedlecki tak brutalnie zakończył historię Krzysztofa, bowiem cała książka była nad wyraz smutna, a wraz z zakończeniem wręcz psychodeliczna. Po tej lekturze, wielu z Was z pewnością doceni własne życie. "Kokaina", powieść uderzająca w najgłębsze pokłady naszej psychiki.

Arkadiusz Siedlecki


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi i Wydawnictwu Drugie Piętro
http://www.2-pietro.pl/


Recenzja bierze udział w WYZWANIU
http://soy-como-el-viento.blogspot.com/p/polacy-nie-gesi-ii.html



Teresa Monika Rudzka - "Kuzyneczki"

Teresa Monika Rudzka - "Kuzyneczki"







"(...) Jakoś trzeba ciągnąć ten wózek i być przygotowanym na zmiany. Na tym polega życie (...)".


Powieści o dziejach wielopokoleniowych rodzin, najczęściej nazywane przez znawców sagami rodzinnymi, zachwycają czytelników swoim rozmachem. Z książką Teresy Moniki Rudzkiej mam pewien problem, to bowiem historia balansująca na pograniczu sagi rodzinnej i powieści o relacjach w rodzinie. Historia mocno realistyczna, rzekłabym życiowa aż do bólu.

Teresa Monika Rudzka to urodzona we Wrocławiu, a mieszkająca w Lublinie polska pisarka, która pracowała również jako bibliotekarka, agentka ubezpieczeniowa i sekretarka. Obecnie autorka realizuje swoją pasję dziennikarską, pisząc historie do różnych, babskich magazynów. W wolnym czasie przyjemność sprawia jej lektura dobrej książki i obejrzenie interesującego filmu. Lubi koty. W 2010 r. zadebiutowała dobrze przyjętą powieścią "Bibliotekarki". "Kuzyneczki" to jej trzecia książka.

Ciężkie lata powojenne, cienie i blaski PRL-u, przewrót ustrojowy i lata współczesne – przez te wszystkie etapy przechodzą bohaterki książki Teresy Moniki Rudzkiej. Żenia – niespełniona artystka, jej córka Asia trwale przytłoczona silnym charakterem matki, Rysia – mało zaradna życiowo i jej dwie córki: Renia – posiadająca syndrom gorszego dziecka oraz Marcela – której ambicja doprowadziła do choroby umysłowej. Wspomnienia dwóch, tytułowych kuzyneczek wywołują kolejne wspomnienia, a czytelnicy obserwują przekrój przez życie kobiet. Kobiet takich jak my, jak ty i ja.

Motywem przewodnim powieści Teresy Moniki Rudzkiej jest rodzina. Rodzina przedstawiona w ujęciu różnych perspektyw, dla których częścią wspólną jest kobieta i jej rola w społeczeństwie. Autorka na przykładzie dwóch kuzynek i pozostałych bohaterek, ukazała pewną prawidłowość, otóż kobiety są nadal takie same i nie ma znaczenia w jakich realiach i ustrojach politycznych żyją. Kobiety od zawsze szukają szczęścia, miłości, realizują własne pasje, doświadczają rutyny życia i swoistego rozczarowania własnymi wyborami. To kobiety, które żyją obok nas. Na kartach "Kuzyneczek" z pewnością odnajdziecie siebie i historię waszych matek czy sióstr. A wszystko to okraszone nie dającym się niczemu zarzucić realizmem, który przenika aż do bólu, powodując często smutek i wielką nostalgię. Bohaterki zostały mocno zróżnicowane charakterologicznie, co wpływa na możliwość oceny ich postaw przez czytelników. Warto tutaj podkreślić, iż przekrój życia poszczególnych ciotek, babek, matek, sióstr i córek jest niezwykle rozpięty, od zakończenia II wojny światowej do czasów nam współczesnych. Z tego też względu można byłoby pokusić się o zakwalifikowanie powieści do specyficznego gatunku sagi rodzinnej, choć grubość książki z pewnością na to nie wskazuje.

"Kuzyneczki" to również szeroko wyeksponowane tło społeczno-obyczajowe, w którym największą część fabuły zajmują lata tak różnie odbieranego współcześnie socjalizmu. Autorka z wielką dbałością o szczegóły przedstawia codzienne życie, pełne absurdu i małych zwycięstw. Dla miłośników PRL-u ta przeważająca część fabularna książki, przedstawiająca ten właśnie okres, będzie na wagę złota, pełna ciekawostek i dobrze zachowanych realiów zwyczajności.

Styl pisania Teresy Moniki Rudzkiej nie jest łatwy i przyjemny w odbiorze. Początkowo trudno odnaleźć się w specyficznej konstrukcji powieści charakteryzującej się obszernością opisów i małą liczbą dialogów, dzięki czemu akcja powieści płynie bardzo wolno. Poza tym autorka miesza współczesność z przeszłością, wielokrotnie stosując retrospekcje. Interesującym zabiegiem są wprowadzane co jakiś czas dialogi pomiędzy Asią i Renią, które stanowią niejakie podsumowania. Początkowo również czytelnicy mogą pogubić się w zapamiętaniu stopni pokrewieństwa rodzin tytułowych kuzyneczek. Spora ilość bohaterów, jaką wprowadza autorka aż prosi się o załączenie do książki drzewa genealogicznego, zabiegu często stosowanego przy tego typu powieściach. Taki załącznik z pewnością ułatwiłby początkowe zamieszanie. Radzę więc przed lekturą wyposażyć się w kartkę i długopis, by zapisać sobie poszczególne stopnie pokrewieństwa, będzie wtedy po prostu łatwiej zagłębić się w przemyślaną treść powieści.

Teresa Monika Rudzka udowadnia, że kobieta najczęściej utożsamiana z filarem rodziny posiada przeróżne twarze. Muszę przyznać, że pomimo trudnego stylu autorki, jestem zachwycona jej piórem, gdyż podczas lektury książki wielokrotnie utożsamiałam fikcyjne bohaterki z przedstawicielkami własnej rodziny. I to chyba główna zaleta przemawiająca za poleceniem wam tej powieści obyczajowej, czy też sagi rodzinnej, poruszającej wiele strun naszej duszy. Jednym słowem polecam.

"Właściwie kto powiedział, że dobra literatura stoi Mannem i Proustem? To przecież jak jedzenie – są w nim i poważne pieczenie wieprzowe, i polędwica wołowa, są lekkie naleśniki, chłodnik, lody o różnych smakach. Nieważne co, ważne jak jest przyrządzone i to samo dotyczy książek".

Teresa Monika Rudzka

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu 2 Piętro
http://www.2-pietro.pl/

Recenzja bierze udział w WYZWANIU
http://soy-como-el-viento.blogspot.com/p/polacy-nie-gesi-ii.html

Agnieszka Walczak-Chojecka - "Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia"

Agnieszka Walczak-Chojecka - "Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia"











"W życiu trzeba gonić swojego króliczka i czasem warto go złapać (...)".



Pracujemy po to, by żyć? Czy żyjemy po to, by pracować? Myślę, że wielu pracowników korporacji po zadaniu sobie tego pytania, może mieć kłopot z natychmiastową odpowiedzią. Praca, która stała się celem samym w sobie i jej nagła utrata może nieźle namieszać w głowie. Przekonała się o tym dobitnie bohaterka powieści, o której dzisiaj wam opowiem. Czasami bowiem, zmiany w naszym życiu przychodzą całkiem nieproszone.

Agnieszka Walczak-Chojecka posiada bardzo bogaty życiorys. Swoją przygodę z literaturą rozpoczęła już w wieku pięciu lat, publikowała swoje wiersze w "Poezji" i "Nowym wyrazie", pisała również słowa piosenek m. in. dla Piotra Rubika. Autorka zagrała jedną z głównych ról w filmie "Grzechy dzieciństwa". Zajmowała się również tłumaczeniami, przekładami słuchowisk, współpracą z radiem czy działalnością biznesową. W 2012 roku porzuciła pracę w korporacji, dzięki czemu powstała jej debiutancka powieść "Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia".

Joanna, trzydziestoczteroletnia pracownica korporacji cieszy się względnie poukładanym życiem na wysokim poziomie. Dobrze płatne stanowisko w międzynarodowej firmie, prestiż i spełnienie zawodowe, to jej codzienność. Pewnego dnia jednak, tak pozornie idealny świat pryska jak bańka mydlana i ukazuje swoją prawdziwą, brutalną twarz. Bohaterka zostaje bowiem zwolniona z pracy, a wraz z jej utratą traci podstawy swojej egzystencji. Niespodziewana podróż do Tajlandii oraz pewna kamienna rzeźba zmienia całkowicie jej życiowe priorytety, którymi do tej pory się kierowała.

Debiut Agnieszki Walczak-Chojeckiej pozornie przedstawia fabułę dobrze znaną czytelnikom innych, współcześnie modnych czytadeł dotyczących porzucenia wyniszczającego wyścigu szczurów i wyruszenia w podróż do jednego z wielu egzotycznych krajów. Pewne elementy konstrukcyjne fabuły są rzeczywiście powieleniem wskazanych wyżej schematów, jednakowoż historia Joanny zawiera wiele wątków i motywów wyróżniających tę historię na tle innych. Po pierwsze, bohaterka nie kupuje żadnej nieruchomości na prowincji, nie zakłada żadnego domowego biznesu ani co ważne, nie charakteryzuje się irytującą naiwnością. Podróż do Tajlandii, a następnie odwiedzenie miasta Ajutthai, w której znajduje się tajemnicza rzeźba są ważnym zwrotem w życiu Joanny, o mocy którego uświadamia sobie dopiero jakiś czas później. Autorka w tym temacie potrafiła zbudować napięcie, gdyż dość długo udaje się jej utrzymać czytelnika w niepewności w kwestii symboliki rzeźby.

Powieść przedstawia ciekawy przekrój osobowościowy dzisiejszego pokolenia młodych ludzi. W książce znajdziecie bowiem przedstawicieli mniejszości seksualnych w postaci dwóch gejów (wykreowanych w bardzo pozytywny sposób), typowej "matki Polki", która próbuje wyrwać się spod wpływu toksycznego męża, karierowiczkę zdolną do wszystkiego, czy zdradzającego męża. Autorka bardzo trafnie nakreśliła ich portrety psychologiczne, ukazując dylematy moralne, jakie targają współczesnym pokoleniem. Udział w wyścigu szczurów, kariera za wszelką cenę, lojalność czy poczucie bezpieczeństwa, to tylko niektóre problemy z jakimi czytelnik wraz z bohaterami będzie musiał się zmierzyć podczas lektury książki.

Autorka posługuje się bardzo lekkim stylem, dzięki czemu powieść czyta się w błyskawicznym tempie. Od powieści obyczajowych nie powinno się przecież wymagać zbyt zawiłego języka, gdyż to fabuła i jej poprowadzenie winny mieć wysoki poziom warsztatowy. Podczas lektury zwracają uwagę żywe i realistyczne dialogi, które wpływają na pozytywny odbiór powieści.

"Dziewczynę z Ajutthai" i jej niezbyt grzeczną historię czyta się bardzo przyjemnie. Podczas lektury nasunie się wam kilka refleksji, kilka razy uśmiechniecie się z przymrużeniem oka, a nawet poczujcie przypływ pozytywnej energii. Myślę, że debiut Agnieszki Walczak-Chojeckiej spełnił swoją rolę. Polecam na pochmurny dzień, ku pokrzepieniu waszych serc.

"Bywają opowieści, które zaczynają się dopiero tam, gdzie się kończą".
Agnieszka Walczak-Chojecka


 Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i Wydawnictwu 2 Piętro
http://www.2-pietro.pl/

Recenzja tygodnia (25.07.2016 r. -31.07.2016 r.) na portalu

Recenzja bierze udział w WYZWANIU
http://soy-como-el-viento.blogspot.com/p/polacy-nie-gesi-ii.html
Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger