"Ludzie uwielbiają takie historie, bo codzienne życie zwykle nie dostarcza podobnych wrażeń”. Wojciech Kulawski o swojej powieści pt. "Syryjska legenda"

 

Jestem przekonana, że o Wojciechu Kulawskim będzie jeszcze głośno w naszym czytelniczym światku. Przy okazji premiery najnowszej książki autora pt. "Syryjska legenda", postanowiłam zadać pisarzowi kilka pytań. Zapraszam was do przeczytania naszej rozmowy.


Recenzja książki "Syryjska legenda" - KLIK





Wojciech Kulawski to mieszkaniec Rzeszowa, który pisanie traktuje jak przygodę życia, pracuje w korporacji w branży IT, tańczy Tango Argentyńskie, Bachatę i Kizombę. Autor zadebiutował dwoma opowiadaniami w antologii "Przedświt". Jest laureatem licznych nagród i wyróżnień w konkursach literackich. Lubi różnorodność, dlatego eksperymentuje z różnymi gatunkami.






Wioleta Sadowska: Lubi Pan zgłębiać różnorakie legendy, które rozpalają naszą wyobraźnię?


Wojciech Kulawski: Oczywiście. Na tym chyba polega umiejętne opowiadanie historii, które jest dla mnie główną motywacją do pisania książek. A legendy, czy bajki są takimi właśnie opowieściami, które przekazujemy sobie z pokolenia na pokolenie. Zwykle mają one w sobie jakiś morał, czy naukę, którą dawne pokolenia pragną przekazać młodym. A legendy o skarbach w szczególności rozpalają wyobraźnię. Kto, będąc dzieckiem, nie marzył o zdobyciu skarbu piratów, czy odnalezieniu skrzyni ze złotymi monetami? Uwielbiam pisanie książek, bo mogę nie tylko uczestniczyć w tych niesamowitych wydarzeniach, ale przede wszystkim stać się ich kreatorem. To jedna z najwspanialszych przygód, jaka mogła mi się w życiu przytrafić 😉 Czy może być coś lepszego niż tworzenie światów, a potem umieszczanie w nich bohaterów przeżywających nieprawdopodobne historie? A na dodatek, mogę się tą historią podzielić z czytelnikami, którzy stają się współuczestnikami wszystkich wydarzeń, które powstały w mojej głowie.


Wioleta Sadowska: Pisanie książek to prawdziwa magia. Dlaczego akurat Syria stała się głównym miejscem akcji Pana najnowszej powieści?


Wojciech Kulawski: Szukałem odpowiedniego miejsca, które spełniałoby kryteria potrzebne mi dla rozegrania wymyślonej intrygi. Nie chciałbym zdradzać szczegółów fabuły, ale powiem krótko, że Syria nadała się idealnie. Przede wszystkim podczas drugiej wojny światowej sympatyzowała z Niemcami hitlerowskimi. Co więcej, po wojnie ukrywała wielu zbrodniarzy nazistowskich, zatrudniając ich nawet w szeregach rządowych służb specjalnych. Potrzebowałem również tego, aby moi archeologowie, podczas poszukiwania skarbu, czuli presję czasu. A co może być bardziej stresujące niż wisząca nad głowami wojna domowa? Po zrobieniu researchu wiedziałem, że w Syrii jest wiele pięknych miejsc. Są zarówno góry, jeziora, pustynie, jak i mnóstwo zabytków czy niezwykle ciekawych miast. Niewykorzystanie tych wszystkich walorów byłoby grzechem. Do tego należało wygenerować ciekawą intrygę, wplątać w to handlarzy żywym towarem i poszukiwanie skarbu. Mam nadzieję, że cała potrawa, którą uwarzyłem, wyszła smakowicie, albo przynajmniej strawnie 😉 Pierwsze recenzje jak na razie są bardzo dobre, co niezwykle mnie cieszy, bo najwyraźniej czytelnicy bawili się równie dobrze, jak ja, kiedy tworzyłem Syryjską legendę.


Wioleta Sadowska: Zdecydowanie bardzo smakowicie. Jak wyglądał wspomniany przez Pana research dotyczący tego kraju. Był Pan kiedykolwiek w Syrii?


Wojciech Kulawski: Nie byłem w Syrii choć bardzo bym chciał. Niestety obawiam się, że może to być niemożliwe ze względu na sytuację w tym kraju. Natomiast z researchem było tak, jak zwykle. Najpierw szukałem filmów dokumentalnych czy fabularnych, które opowiadałyby o Syrii. To pozwoliło mi się nastroić i wczuć w klimat. Oczywiście bywałem również na wycieczkach w krajach arabskich. Wiedziałem jak mniej więcej wygląda codzienne życie, kultura czy ludzie. Te wszystkie doświadczenia, oczywiście wykorzystałem w powieści. Zdradzę na przykład, że opis bazaru jest żywcem wzięty wprost z mojej głowy. Przeżyłem niemały szok, kiedy zobaczyłem kozła rozczłonkowanego na części pierwsze i wystawionego na sprzedaż. A wszystko to leżało sobie na gazecie na brudnej ziemi. Tuż obok bawiło się kilkuletnie dziecko, dla którego krwawiąca odcięta głowa zwierzęcia czy wnętrzności najwyraźniej nie były niczym dziwnym. Takich smaczków jest w tekście dużo więcej. Czytałem również książki dotyczące Syrii niemniej jednak jeśli potrzebowałem coś sprawdzić, a były to głównie szczegóły dotyczące miejsc, nieodzowna okazała się mapa Google. To wspaniałe narzędzie, którym można zmierzyć odległości, czy przejść się po ulicach Aleppo, czy Damaszku. W dobie koronawirusa polecam wirtualne wycieczki 😉


Wioleta Sadowska: Póki co chyba tylko takie nam pozostały… Jakie zabytki Syrii zniknęły bezpowrotnie dla kolejnych pokoleń?


Wojciech Kulawski: Cała Syria pogrążyła się w ruinie, więc tak naprawdę wszystkie te miejsca i budowle, które opisuje na kartach powieści, są już tylko wspomnieniem. Nie chciałbym ich wymieniać, aby nie psuć zabawy przyszłym czytelnikom, bo każdy z zamków, miast czy podziemnych jaskiń, gra ważną rolę w układance prowadzącej do skarbu. Oczywiście istnieje szansa, że kiedyś zabytki te zostaną odbudowane, ale to już nie będzie to samo. Przez ludzki cynizm i panujące w tym kraju od wieków niepokoje społeczne, straciliśmy dziedzictwo kulturowe, które jakby nie patrzeć, jest kolebką europejskiej cywilizacji.


Wioleta Sadowska: To strasznie smutny, ale niestety prawdziwy wniosek. Ciekawi mnie, czy napisanie powieści w klimacie sensacyjno-przygodowym jest niejako spełnieniem Pana dziecięcych marzeń o poszukiwaniu skarbu?


Wojciech Kulawski: Każde dziecko marzy o wspaniałych przygodach, szukaniu skarbów i podążaniu tropem tajemnic. Niestety gdzieś w dorosłym życiu, zaplątani w setki małych spraw, tracimy umiejętność marzenia. Wydaje nam się, że to są głupoty, którymi nie należy się zajmować, bo to przecież takie niepoważne. A to wspaniała sprawa, kiedy człowiek siada nad pustą kartką i nagle powołuje do życia światy i bohaterów, a potem, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, daje siłę sprawczą nieprawdopodobnym wydarzeniom. To fantastyczne uczucie, które ciężko jest porównać z czymkolwiek innym. Może podobnie czuje się scenarzysta, reżyser czy aktor, choć oni są tylko trybikiem, fragmentem większej całości. Autor powieści tworzy wszystko w swojej głowie, a potem obserwuje, jak te jego myśli stopniowo zamieniają się w realne zdarzenia, które potem śledzi czytelnik. Pisanie daje władzę tworzenia, ograniczoną jedynie wyobraźnią autora. Jeśli będę chciał zniszczyć planety, a potem wykreować zupełnie nowe wszechświaty, to mogę to zrobić. Niesamowite uczucie 😊Obym nigdy nie stracił tej dziecięcej wyobraźni i fascynacji, bo pomysłów nie powinno mi raczej zabraknąć. Wystarczy żyć i obserwować to, co dzieje się dookoła. Jeśli do tego wszystkiego czytelnik może poczuć choćby część moich doznań, które czułem, tworząc tę historię, to jest to coś niesamowitego, co chcę robić do końca życia. Wszystkim życzę, aby mogli kiedyś przeżyć podobne emocje.




Wioleta Sadowska: Pozostając zatem w temacie skarbów, czy wątek ukrycia zrabowanych dzieł sztuki przez hitlerowców na terenie Syrii jest zupełnie fikcyjny?


Wojciech Kulawski: Oczywiście, że nie. Hitlerowskie Niemcy faktycznie ukryli kosztowności w kopalni soli Merkers, które potem odnaleźli Alianci. Jakże wielkie było ich zaskoczenie, kiedy ujrzeli jaskinię pełną skarbów. Zdjęcia do dziś można odszukać w Internecie. To pobudza wyobraźnię. Dodatkowo wielu nazistów znalazło schronienie w Syrii, która sympatyzowała z Hitlerem. Spora część zbrodniarzy trafiła również do Argentyny. Niestety wszystkie ukryte kosztowności dość szybko po wojnie zostały odnalezione. Jednak ci Hitlerowcy, których nie dopadł wymiar sprawiedliwości, pragnęli odbudowania trzeciej rzeszy, a do tego potrzebne były ogromne pieniądze. Nie będę więcej zdradzał, bo opowiem prawie cała fabułę Syryjskiej legendy. Oczywiście wziąłem te prawdziwe wydarzenia, przemieliłem przez swoją głowę i wygenerowałem własną historię. Bo kto da gwarancje, że gdzieś tam głęboko pod ziemią nie ma ukrytych wielkich skarbów. To idealna pożywka dla pisarzy. Najlepsze historie są właśnie takie, które mają w sobie prawdę wymieszaną z fikcją. Zarówno pisarz, jak i czytelnik mogą wówczas udawać, że ta historia mogła przecież wydarzyć się naprawdę. Chodzi tylko o to, aby wypełnić ciemne, niewyjaśnione plamy pomysłowością autora. Ludzie uwielbiają takie historie, bo codzienne życie zwykle nie dostarcza podobnych wrażeń. A szkoda 😉


Wioleta Sadowska: Jedną z przewodnich płaszczyzn „Syryjskiej legendy” jest temat porwań kobiet, w szczególności naturalnych blondynek oraz związany z tym proceder handlu żywym towarem. Co chciał Pan osiągnąć sięgając po ten właśnie temat?


Wojciech Kulawski: Szukałem potężnego antagonisty, który mógłby stanąć na drodze wyprawy archeologicznej do Syrii. Chciałem też wciągnąć do gry lokalnych zbirów i watażków, którzy przeciwstawiliby się protagonistom. A w skład ekipy archeologicznej wchodziły młode atrakcyjne blondynki, które mogłyby stać się łatwym łupem handlarzy żywym towarem. W szczególności, że w przeddzień wojny domowej czasy były niepewne i wszystko było robione na wariackich papierach. Ten element pozwolił mi nadać nieco dramatyzmu i przede wszystkim postawić przed moimi bohaterami piętrzące się problemy. Niestety zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to wymysł mojej wyobraźni, a handel żywym towarem w krajach arabskich ma miejsce.


Wioleta Sadowska: Czy podczas pisania „Syryjskiej legendy” coś Pana zaskoczyło?


Wojciech Kulawski: Przeciętny Polak, podobnie zresztą jak ja przed napisaniem "Syryjskiej legendy", niewiele wie o Syrii. Oczywiście wszyscy pamiętamy czas, kiedy w gazetach i w telewizji wałkowany był problem uchodźców uciekających z Syrii. Natomiast zanim wybuchła wojna był to niezwykle fascynujący kraj, który miał bogatą historię sięgającą niemal trzech tysięcy lat przed naszą erą. Im więcej dowiadywałem się o tym kraju, tym bardziej mnie on fascynował. Choć trzeba pamiętać, że Syryjska legenda jest głównie powieścią sensacyjno-przygodową i to te właśnie wątki stanowią w niej najistotniejszy element. Kusiło mnie, aby nieco bardziej wniknąć w historię, architekturę i kulturę Syrii jednak wówczas tekst straciłby na dynamizmie, na którym w tym wypadku, bardzo mi zależało. Mam jednak nadzieję, że mimo tego udało mi się sprzedać czytelnikowi trochę ciekawych informacji i zafascynować tym krajem.


Wioleta Sadowska: Para niestrudzonych, szwajcarskich archeologów, czyli Tim Mayer i Sara Frei to bohaterowie z wielkim potencjałem. Czy planuje Pan napisać kolejne części ich emocjonujących przygód?


Wojciech Kulawski: Nie ukrywam, zresztą wielokrotnie o tym mówiłem, że chciałbym stworzyć całą serię książek z tymi bohaterami, podobnie zresztą jak zrobiłem z policjantami, będącymi wspólnymi bohaterami moich kryminałów. W szufladzie leży książka o roboczym tytule „Meksykańska hekatomba”, która jeśli wydawca i sytuacja w kraju pozwoli, może ujrzy światło dzienne. Powiem tylko tyle, że akcja powieści dzieje się tym razem w Meksyku. Tim Mayer, który wypoczywa na wakacjach, jest świadkiem nieprawdopodobnego wydarzenia. W kompleks wypoczynkowy, w którym przebywa, uderza meteoryt, powodując prawdziwą hekatombę. To, co dzieje się potem pozostanie tajemnicą, ale powiem tylko, że setnie się przy tej powieści bawiłem. Poszedłem za radą mistrza suspensu Alfreda Chitchcocka i postanowiłem zacząć od trzęsienia ziemi. Książka podobnie jak Syryjska legenda jest bardzo dynamiczna i wykorzystuje wszystkie atrybuty, jakie daje autorowi Meksyk (piękne scenerie, konflikty gangów, starożytne zabytki Mezoameryki i pradawnych kultur, tajni agenci, podziemne bazy wojskowe). Mam nadzieję, że będzie równie smakowicie, jak w Syryjskiej legendzie. a może nawet bardziej 😉W planach mam jeszcze trzecią powieść luźno związaną z Meksykiem i bohaterami występującymi w "Meksykańskiej hekatombie". Mam przygotowany konspekt, który czeka po prostu na swój czas. Na pewno będę wracał do tych bohaterów, bo jak sama zauważyłaś droga Wioleto, są oni spełnieniem moich dziecięcych marzeń.


Wioleta Sadowska: Meksyk jako sceneria powieści sensacyjno-przygodowej – to brzmi bardzo dobrze. Jak radzi Pan sobie literacko w obliczu pandemii koronawirusa?


Wojciech Kulawski: Nie zmieniłem swoich nawyków. Piszę tak jak zawsze, realizując pomysły, które mam w planie do wykonania. Nie przestawiłem się nagle na pisanie książek postapo przedstawiających pandemię i zagładę ludzkości. Zresztą staram się w ogóle nie patrzeć na mody i trendy. Może to i nudne, ale te osiem pomysłów, które mam na kolejne książki, zamierzam z żelazną konsekwencją zrealizować przez najbliższe cztery lata (bo mniej więcej takie tempo pisania udaje mi się utrzymywać). Oczywiście może się zdarzyć, że wskoczy mi na warsztat coś nowego, co zaprzątnie moją głowę. Będę podążał moją pisarską drogą i parł naprzód, bo na szczęście wiem, co chcę w życiu robić. Liczę również, że uda mi się wydać teksty, które już mam w szufladzie, bo uzbierało się tego aż osiem pozycji (jest trochę kryminału, thrillery i fantastyka (horror i sf)). Mój wydawca wstępnie wyraził zainteresowanie, aby kontynuować ze mną współpracę. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Niestety wystarczy spojrzeć za okno, aby zdać sobie sprawę, jak bardzo jest ona niepewna.


Wioleta Sadowska: Wszyscy to dostrzegamy. Niezły przekrój gatunkowy zalega w Pana szufladzie. Jakie są więc najbliższe plany wydawnicze?


Wojciech Kulawski: Chciałbym wydać drugą książkę z serii o szwajcarskich archeologach. Oczywiście nie zrezygnuję z kryminałów, bo te również bardzo lubię. Mam ciekawy pomysł na kryminalną komedię, której akcja będzie się działa na Majorce. Potraktuje ten tekst trochę jak odtrutkę na nieciekawą sytuację za oknem. Kończę poprawiać piątą książkę z serii Kryminałów warszawskich, która tym razem będzie traktowała o zjawisku Patostreamingu. Chciałbym również pokazać się czytelnikom z fantastycznej strony, bo nie ukrywam, że od tego nurtu właśnie zaczynałem i jest mi on bardzo bliski. Może ten wywiad przeczyta jakiś solidny wydawca, który chciałby nawiązać ze mną współpracę. W zamian oferuję rzetelną markę, którą mam nadzieje widać, choćby wchodząc na moją stronę internetową. Zresztą staram się być wobec siebie szczery i wkładać w swoją twórczość całe serce. I od razu przepraszam za autoreklamę 😉


Wioleta Sadowska: Autoreklama jest w tym przypadku jak najbardziej wskazana. Co na koniec chciałby Pan przekazać czytelnikom Subiektywnie o książkach?


Wojciech Kulawski: Czytajmy książki, bo nic lepszego człowiek dotychczas nie stworzył.



Poznajcie koniecznie "Syryjską legendę". Mocne wrażenia gwarantowane!

Wpis powstał w ramach współpracy z autorem

19 komentarzy:

  1. Super rozmowa, książka autora jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również jestem pod wrażeniem wywiadu. Z przyjemnością sięgnę po twórczość Autora. Pozdrawiam sobotnio. Jutro mam Wiolu zalatany chyba dzień - prawdopodobnie cmentarz i zapalenie świeczki na grobie Chrzestnego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny wywiad. Jestem ciekawa książki autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiolu Ty, to masz fajną pracę :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny wywiad. Nie miałam przyjemności czytać żadnej książki tego autora. Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny wywiad:) Bardzo zainteresowała mnie ta książka i chciałabym ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny wywiad.
    Zachęcam gorąco do przeczytania ,,Syryjskiej legendy'', bo naprawdę warto.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny ciekawy autor. Uwielbiam te Twoje wywiady Wiolu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja marzyłam o pirackim skarbie 😊❤

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam tego Autora, aczkolwiek wywiad pokazuje jak dużą trzeba wiedzę posiadać, by napisać książkę. To nie tylko klikanie w klawiaturę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)

Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger