"Każdy prawdziwy naukowiec udowodni, że niemożliwych rzeczy nie ma, mają jedynie bardzo niski stopień prawdopodobieństwa zaistnienia" - wywiad z Jędrzejem Fijałkowskim





24 niesamowite opowieści Jędrzeja Fijałkowskiego pozwoliły mi przekroczyć granicę światów – tego rzeczywistego i tego, który istnieje gdzieś obok nas. Zapraszam was dzisiaj na wędrówkę tą właśnie drogą, czyli na rozmowę z autorem.


Recenzja zbioru – KLIK.



Jędrzej Fijałkowski to absolwent studiów dziennikarskich z wieloletnią praktyką w tej branży. Autor pisze i redaguje teksty, jest copywriterem, współpracował z wieloma polskimi czasopismami takimi, jak "Polityka", "Express Wieczorny", "Nieznany Świat", czy "Twoje Imperium". Publikuje także w "Czwartym wymiarze".




Wioleta Sadowska: W Pana najnowszej książce pojawia się wspaniały cytat: “Słowo zaś ma wartość stwórczą, o czym przekonują maluczkich wielcy filozofowie. I choć maluczcy nie dają się przekonać, filozoficzne przesłanie fruwa w rzeczywistości i czasem się materializuje". Czy pamięta Pan moment, kiedy to właśnie u Pana zmaterializowało się słowo i powstało pierwsze opowiadanie z całego zbioru pt. „Złota ćma”?

Jędrzej Fijałkowski: Szczerze? Nie pamiętam. Tych opowiadań jest więcej i powstają już od paru lat. Dopiero jednak teraz pomyślałem, że może pora kilkanaście najlepszych zawrzeć w jakiejś większej formie. Gdyby przyszło mi powiedzieć, które z nich było pierwsze – musiałbym się mocno  zastanowić.. Może „Kwartet”, który powstał najdawniej, kiedy zafascynowany wyrzeźbionymi w drewnie aniołami ludowego artysty Styperka ganiałem po sklepach, żeby zdobyć kolejną figurkę skrzydlatego pomocnika ludzi.

Wioleta Sadowska: Bardzo dobrze, że pojawiła się taka myśl. “Złota ćma. 24 niesamowite opowieści” to zbiór dotykający tego, co nieznane i niezbadane. Dlaczego poruszył Pan akurat taką tematykę?

Jędrzej Fijałkowski: Od zawsze interesowały mnie sprawy tajemnicze. Najpierw było to przebijanie się przez fantasmagorie i stereotypy, potem piwniczne spotkania na ul. Radomskiej 8 w Stowarzyszeniu Radiestetów, dalej przyszły naukowe wyjaśnienia zjawisk podobno „nadprzyrodzonych” i stawało się to coraz bardziej wciągające. Zaczęły powstawać pierwsze czasopisma donoszące o wielu bulwersujących i nie do końca poznanych zjawiskach: „Trzecie oko”, „Nieznany Świat”, „Czwarty wymiar”. W pierwszym i drugim od początku ich powstania pisałem felietony pod szyldem: „Konwencja mentalna”, które podpisywałem swoim znakiem Zodiaku – „Byk”. „Trzecie Oko” szybko się zamknęło. W „Nieznanym Świecie” jestem felietonistą do dziś. Już 28 lat. W „Czwartym Wymiarze” piszę większe teksty, wywiady. Każdy tekst – to inny problem, inny rozmówca. A wszyscy mówią o rzeczach fascynujących, tajemniczych i zagadkowych. Fruwam więc niczym na latającym dywanie w sferze ezoteryki i psychotroniki. To o czym innym mogły być te opowiadania?

Wioleta Sadowska: Z pewnością więc pana wiedza wykracza
poza zakres poznawczy zwykłego człowieka. Na łamach dwudziestu czterech opowieści spotkałam anioły, duchy, zaświaty, przedmioty z duszą, spełniające się wróżby i przepowiednie, uroki, czary, sny zamieniające się w rzeczywistość, czy też zjawy. Jestem więc ciekawa, które z nich były zainspirowane prawdziwymi  wydarzeniami?

Jędrzej Fijałkowski: To pytanie zadaje mi każdy, kto mnie zna i pada ono na każdym spotkaniu autorskim. I wcale się nie dziwię. Jeśli, jak piszę – podobne wydarzenia mogą zdarzyć się każdemu – warto wiedzieć, na jakie możemy „bardziej liczyć”…
Warkoczykowe zmory” to od dawien dawna funkcjonująca rzeczywistość, potwierdzana przez wielu. Zwłaszcza występuje na wschodzie Polski i dawnych jej terenach. I tam szeptanki radzą sobie jakoś z tym problemem."Czekanie na Adama" to historia mojego przyjaciela. W 100% prawda, tyle że życie nie dopisało szczęśliwego zakończenia. Przyjaciel się nie wybudził. Stąd ta dedykacja dla niego na początku opowiadania."Purpurowe skrzypce" - opowieść, którą usłyszałem od pewnej kobiety. Tyle, że nie chodziło o wirtuoza skrzypiec., "Nauka latania" to reperkusja mojego ulubionego, z uwagi na kreację Zdzisława Wardejna, filmu - "Komedia małżeńska"."Trzy kare konie" - ku przestrodze ludziom wrednym. "Mały Obłok i czerwony rzemyk" - kolejna prawdziwa opowieść z czyjegoś życia.
Jest tak, że kiedy w tym ciągle siedzę, ktoś coś bąknie, opowie, podzieli się wrażeniami, a ja widzę w tym coś więcej i dodaję własną wizję, rozbudowuję te kilka rzuconych w rozmowie słów. Komuś się wydawało, kiedy wyjechał do Austrii „na roboty”, że idzie za nim przez całą drogę jakiś pies - i powstał "Dżek".
"Zaczarowana noc" - też w 100% prawdziwa, tyle, że oczekiwanie na prezent trwało znacznie krócej. "Biegający z wiatrem" - całkowicie realna bajka. "Jan z mgły" był przeżyciem kobiety, z którą robiłem kiedyś wywiad. Tyle, że nie było skarbu na końcu. „Pomyłka Losu” – czyż nie samo życie? Niejednokrotnie człowiek zmaga się z serią nieszczęść, nie rozumiejąc zupełnie, dlaczego ona go dotykają. Może w tym opowiadaniu jest jakieś wyjaśnienie?
I tak to powoli powstaje. Mam podobnych opowieści wiele.
Czasami pada też pytanie dlaczego piszę w I os. rodzaju żeńskiego? To świadomość, że pewnych „miękkich" zachowań,  jak np. w "Tej najmilejszej" nie wydusi się z faceta. Facet mógł przeżywać w "Człowieku spod kwiaciarni", czy w "Królu swingu".

Wioleta Sadowska: Ja też mogłabym opowiedzieć Panu kilka takich historii. Dlaczego akurat “Złota ćma” stała się tytułowym opowiadaniem?

Jędrzej Fijałkowski: W „Złotej ćmie” człowiek nie wierzy w żadne tajemnicze cuda i trwa w uporze mimo losowych doświadczeń. Dopiero, gdy nie jest w stanie zupełnie sobie poradzić z problemem – ulega i z pełnym zaufaniem przyjmuje pomoc tajemniczej kobiety, przełamując swój dotychczasowy stereotyp myślowy, co prowadzi go do przezwyciężenia wszystkich dotykających go nieszczęść. To taka paralela z mottem książki, którego autorką jest Agnieszka Osiecka: „Życie to forma istnienia białka, ale w kominie czasem coś załka…” Ta idea przemiany oglądu świata obejmuje wszystkie pozostałe opowiadania, stąd uznałem, że to „Złota ćma” jest wiodąca, nadająca się na tytuł całości.

Wioleta Sadowska: Które z opowiadań darzy Pan największym sentymentem?

Jędrzej Fijałkowski: Nie pyta się ojca, które dziecko najbardziej kocha. Ale skoro Pani nalega, a dzieci jest tak dużo – to zawsze do któregoś z nich słabość większa jest.... No, dobrze: „Naukę latania” i „Króla swingu”.

Wioleta Sadowska: A które jest według Pana najbardziej mroczne i wywołujące strach?

Jędrzej Fijałkowski: Nie było moim zadaniem wywoływanie strachu w czytelniku. Raczej chciałem pobudzić go do refleksji, że świat się zmienia i zaczynamy naprawdę znowu dostrzegać rzeczy, które widzieli nasi pra-pra-pra-pra-dziadowie nie otumanieni dzisiejszą cywilizacją. Może wciąż nie wszyscy jeszcze to dostrzegają, ale jest takich ludzi coraz więcej. Żeby jednak odpowiedzieć Pani konkretnie – myślę, że najbardziej mroczne są „Trzy kare konie” i może trochę grozy jest także w „Złotej ćmie”.

Wioleta Sadowska: Przy tytule każdej z ukazanych w zbiorze historii umieszczony został rysunek symbolizujący wątek przewodni opowiadania. Czy są one Pana autorstwa?

Jędrzej Fijałkowski: Dobór ilustracji zawdzięczam Pani Małgosi Gołko, która ryciny wyszukała i doprowadziła do właściwej, jednolitej stylizacji.

Wioleta Sadowska: Czy pojawiła się już myśl, aby napisać w przyszłości zbiór kolejnych opowiadań o podobnej tematyce?

Jędrzej Fijałkowski: Jeśli tylko „Złota ćma” spodoba się czytelnikom – mam kolejne pomysły na opowiadania tego typu, bo życie wciąż przynosi rozmaite ciekawostki. Wystarczy kilka zdań czyjejś opowieści, jakieś tajemnicze, nie do końca wyjaśnione zdarzenie, a można do tego zawsze dorobić ciąg dalszy, odpowiednią osnowę i na tej kanwie tkać zupełnie nową opowieść, która w głowie powstaje i się rozwija.

Wioleta Sadowska: Tak, życie przynosi wiele inspiracji. Jest Pan autorem dwóch wzruszających książek o ukochanym psie Emilu. Nie mogę więc nie zapytać o to, czy planuje Pan napisać jeszcze jakąś książkę o swoich zwierzakach?

Jędrzej Fijałkowski: To drugi wątek mojego życia: psy, ukochane dogi, które przewijają się przez nasz dom bez przerwy, co przysparza tyleż smutku (dogi umierają młodo) co radości (to wspaniałe psy). Emil był tym pierwszym, który dotarł do nas w dramatycznych warunkach, a potem nie wyobrażaliśmy sobie w domu psów innej  rasy. Tych perypetii z kolejnymi jest tyle, że starczą na następne książki. I chociaż były równie dramatyczne (choćby 12 dożych szczeniąt, karmionych z butelki w nieprzespane i dyżurowane na zmianę noce) to Emil jest wciąż nie do zapomnienia. Ale nie wykluczam, że podzielę się swoimi kolejnymi przeżyciami, jeśli tylko czytelnicy będą nadal tą tematyką zainteresowani.

Wioleta Sadowska: Mam nadzieję, że do tego dojdzie. Co czyta Pan na co dzień?

Jędrzej Fijałkowski: Fascynuje mnie okres powstawania chrześcijaństwa, zwłaszcza pod kątem przekłamań biblijnych. Aktualnie czytam właśnie „Królestwo” Emanuela Carrère. Poza tym wszystko, co dotyczy psychotroniki, (świetna tetralogia dr Danuty Adamskiej-Rutkowskiej o kwantowej rzeczywistości, spojrzenie na psychotronikę oczami naukowca, ale także oczami psychotronika na naukę), uwielbiam Dana Browna, choć każda z kolejnych jego książek wydaje się być słabsza, wracam też czasami do Castanedy. Nie ukrywam, że mój głęboko skrywany snobizm, każe mi przeczytać również czasami niektóre z pozycji, które są akurat na tzw. topie: „Księgi Jakubowe”, czy ostatnio „Bieguni” Olgi Tokarczuk.

Wioleta Sadowska: Co na koniec chciałby Pan przekazać czytelnikom mojej strony?

Jędrzej Fijałkowski: Nie bądźcie zatwardziali w swoim widzeniu świata. Otacza nas od urodzenia tysiące stereotypów, które wchłaniamy, niczym gąbka. Ich moderatorami są rodzice, szkoła, Kościół. Jako dzieci ich nie przyjmujemy, zachowując własne rozumowanie i oceny. Kiedy zaczynamy dorastać do wyborów silny wpływ na to, co wybieramy, ma otaczająca nas rzeczywistość i wspomniane autorytety. Ulegamy im, stając się kształtowanym przez nie modelem. Zatracamy swoje ja. Przejmujemy ja zbiorowe. Wiem, że to trudne, ale spróbujcie odnaleźć w tym ziemskim bałaganie własne na niego spojrzenie. Spróbujcie uniezależnić się od opinii innych i nie chowajcie głowy w piasek, jeśli coś dostrzegliście, inni zaś twierdzą, że to niemożliwe, ponieważ oni tego nie widzą. Świat się zmienia, nauka udowadnia coraz więcej rzeczy „niemożliwych”. Każdy prawdziwy naukowiec udowodni, że niemożliwych rzeczy nie ma, mają jedynie bardzo niski stopień prawdopodobieństwa zaistnienia. I nie mówcie wzorem akademików z XVII-wiecznej Akademii Francuskiej, którzy na wieść o tym, że w podparyskiej wiosce spadł deszcz meteorytów zgodnym chórem stwierdzili, że: „kamienie z nieba spadać nie mogą, bo w niebie nie ma kamieni”. Jak widać – są.


Zachęcam was bardzo mocno do przeczytania „Złotej ćmy”. To rewelacyjny zbiór opowiadań, który z pewnością zmusi was do głębokiej refleksji nad tym, w co wierzymy i nad tym, co nas otacza.



16 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze książki, ale z wywiadem zapoznałam się z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię Twoje wywiady :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ja lubię Twoje wywiady. Zawsze bardzo merytoryczne i po prostu przyjemnie się je czyta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wywiad, gratuluję !

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym poznać opowiadania i myślę, że to zrobię. Zwrócę szczególną uwagę na „Naukę latania” i „Króla swingu", skoro autor darzy je największym sentymentem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy wywiad i chętnie przeczytałabym omawianą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Musze się rozejrzeć za omawianą książką. Ciekawe zainteresowania ma autor.

    OdpowiedzUsuń
  8. ciekawe podejście do swoich prac jak do dzieci

    OdpowiedzUsuń
  9. Interesujący wywiad. Miło się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawy wywiad, z wielką przyjemnością go przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)

Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger