piątek, 16 września 2016

"Pewne jest to, że nie pozwolę czytelnikom na siebie długo czekać" - wywiad z Katarzyną Łochowską, autorką książki "Droga do Ukojenia"







To właśnie przez nią ślimaki winniczki już zawsze będą mi się kojarzyły z pewną aferą, która na szczęście zakończyła się dobrze. Młoda, zdolna - autorka, przed którą dopiero otwiera się pisarska przygoda. Zapraszam na wywiad z Katarzyną Łochowską.




Recenzje książek:
"Droga do Ukojenia" - KLIK
"Droga do przebaczenia" - KLIK







Katarzyna Łochowska to pochodząca z małej miejscowości w województwie mazowieckim, studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. W 2014 r. autorka zadebiutowała dziełem pt. "Czekając na odkupienie". Jest pasjonatką książek, które pochłania nałogowo, prowadzi popularnego bloga pt. "Nałogowy Książkoholik". 








Wioleta Sadowska: Kasiu, zdradź czytelnikom mojego bloga tajemnicę, jak rozpoczęła się Twoja przygoda z pisaniem książek?

Katarzyna Łochowska: Nie pamiętam dokładnie, kiedy zaczęłam o tym myśleć, ale to chyba było nieuniknione. Już w podstawówce wiedziałam, że nie jestem umysłem ścisłym, a bardziej wolę pisać. Dodatkowo doszło czytanie książek i choć jeszcze wtedy nie wiedziałam, że w przyszłości sama będę je pisać, to już zaczynałam powoli tworzyć krótkie wierszyki i rymowanki. Po wierszach przyszła kolej na opowiadania. Pamiętam, że pomysły mnożyły się w mojej głowie, a ja skrupulatnie zapisywałam je w zeszycie w linie, ale niestety żadnego nie udało mi się dokończyć. W pewnym momencie stwierdziłam, że w końcu muszę którąś historię doprowadzić do końca i rzeczywiście mi się to udało. Ta przygoda z pisaniem nie rozpoczęła się niespodziewanie. Od zawsze coś we mnie siedziało, aż w końcu postanowiło wyjść na światło dzienne.

Wioleta Sadowska: I bardzo dobrze, że w końcu wyszło. Zadebiutowałaś książką pt. „Czekając na odkupienie”. Opowiedz o tym debiucie.

Katarzyna Łochowska: Mój debiut wspominam bardzo dobrze, choć teraz pewnie wiele bym w pierwszej książce poprawiła. Powieść napisałam, mając szesnaście lat, ale trochę trwało, zanim trafiła ona do wydawnictwa, które chciałoby ją wydać. To był ten moment, kiedy doszłam do wniosku, że należałoby jednak doprowadzić przynajmniej jedną wymyśloną historię do końca. Nie miałam jednak pomysłu, co mogłoby aż tak mnie zaabsorbować, żeby powstała z tego książka. Całe szczęście, że na drugi dzień miałam sprawdzian z historii i na łóżku leżał otworzony podręcznik – zamiast uczyć się do testu, ja głowiłam się nad książką, która wcale mogła nie powstać. Spojrzałam jednak na czytany wcześniej temat i nagle mnie olśniło. Postanowiłam połączyć to, co najbardziej lubiłam, czyli historię i fantastykę. I tak powstała książka „Czekając na odkupienie”, która otworzyła mi drzwi do tego świata, z czego jestem niezwykle zadowolona.

Wioleta Sadowska: Twoi czytelnicy pewnie także są zadowoleni. Skąd wzięło się w Twojej głowie „Ukojenie”, czyli oryginalna nazwa miejscowości, w której działa się akcja Twoich dwóch powieści?

Katarzyna Łochowska: Ono tam zawsze było, choć na początku o tym nie wiedziałam. Przede wszystkim to książka, której nie planowałam. Myślałam, że skupię się na fantastyce i po napisaniu pierwszej książki i jej wydaniu, od razu usiadłam do pisania kolejnej powieści skupionej w obrębie jednego gatunku. Tak się jednak złożyło, że ta powieść nie została jeszcze dokończona, a już powstały dwie książki o Ukojeniu. Nawet nie podejrzewałam, że to aż tak się rozwinie. „Droga do Ukojenia” tak naprawdę miała nigdy nie powstać. Potrzebowałam po prostu przerwy od fantastyki, dlatego usiadłam do komputera z zamiarem napisania tylko kilku stron w innym stylu. Czegoś, co pozwoliłoby mi na chwilę wytchnienia i uporządkowanie myśli. Zbiegło się to jednak z czasem, kiedy miałam wyjechać na studia i opuścić rodzinne gniazdo. Pamiętam, że spojrzałam przez okno i już w głowie miałam całą historię, którą zaczęłam opisywać. Zawarłam w niej wszystkie uczucia, które budzą się we mnie na myśl o domu i mojej rodzinnej wsi, która została dokładnie odwzorowana w powieści, tylko jest inaczej nazwana. Jeśli przyjechałabyś do mnie, mogłabyś z książką w dłoni zwiedzić to wszystko, o czym czytałaś. Dlatego żywię do tej książki taki sentyment, ponieważ przypomina mi o to, co chciałabym zapamiętać do końca życia. Ukojenie jest nie tylko miejscem wydarzeń, ale bohaterem moich książek. Jestem z nim niesamowicie zżyta. A dlaczego Ukojenie? Przede wszystkim nazwa wydała mi się bardzo wdzięczna i oddaje to, co czuję, gdy wracam do domu.

Wioleta Sadowska: Ta autentyczność, o której mówisz jest bardzo odczuwalna. Katarzyna Malinowska, główna bohaterka „Drogi do Ukojenia” jest niezwykle barwną postacią. Czy podczas kreowania jej postaci, inspirowałaś się jakąś prawdziwą osobą ze swojego otoczenia?

Katarzyna Łochowska: Wiem, że autor nie powinien wzorować się na nikim ze swojego otoczenia, ale od podstaw stworzyć zupełnie nowy twór. W tym przypadku jednak fabuła, jak i główna bohaterka nie mogły być kwestią przypadku. Weź pod uwagę fakt, że nie planowałam nawet kończyć tej opowiastki, a co dopiero ją wydawać. Najłatwiej więc było mi się wzorować na tym, kto był pod ręką, czyli na samej sobie. Nie będę ukrywać, że Kasia odziedziczyła po mnie trochę cech, co było adekwatne, biorąc pod uwagę fakt, że opisywałam rodzinny dom. Spotkałam się nawet z opinią ludzi, którzy mnie znają, że to książka o mnie. Nie jest to jednak prawda – nie jestem rozwódką, nie mam jeszcze 30-stki i niestety nie znam Niedźwiedzia :). Myślę, że Kasia może trochę mnie przypomina, ale w głównej mierze utożsamia cechy, które ja chciałabym mieć i dzięki niej staram się je wypracować.

Wioleta Sadowska: Dobrze wiedzieć, że ta bohaterka to w jakiejś części Twoje alter ego. Ile zajęło Ci napisanie i doszlifowanie „Drogi do Ukojenia”?

Katarzyna Łochowska: „Drogę do Ukojenia” pisałam w okresie wakacyjnym, ale nie pamiętam już, ile dokładnie mi to zajęło. W maju 2014 roku wyszedł mój debiut. Potem zaczęły się studencie wakacje i gdzieś w ich trakcie Ukojenie zaczęło się powoli rodzić. Korektę już na pewno robiłam w olsztyńskim akademiku, a potem zaczęłam szukać wydawcy. Myślę, że wszystko zostało zamknięte w pięciu miesiącach, ale w końcu miałam motywację, by książkę napisać jak najszybciej. Musiałam bardzo dokładnie zapamiętać mój rodzinny dom.

Wioleta Sadowska: Nie mogę o to nie zapytać. Jaka jest geneza wymyślenia przez Ciebie „afery ślimakowej”?

Katarzyna Łochowska: Muszę powiedzieć, że od czasu napisania „Drogi...” zupełnie inaczej patrzę na winniczki. Gdy tylko któregoś zobaczę, nie mogę powstrzymać uśmiechu. Geneza jest taka, jak w każdym innym wydarzeniu, które opisałam. Nie wzięły się one z powietrza. Umieściłam tam wszystko, co kiedyś usłyszałam lub sama przeżyłam. Gdy byłam młodsza, a rodzina zjeżdżała się na spotkania, wywlekając przy okazji każde wydarzenie z ich życia, to po prostu nasłuchałam się tych opowieści, a potem przelałam na papier, dopasowując jedynie odpowiednio do fabuły i bohaterów. Spotkałam się z opiniami, w których dla czytelników minusem są dziwne zbiegi okoliczności, dlatego chciałabym, żeby mieli jednak świadomość tego, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Dojenie byka, ucieczka przed baranem czy inne tego typu sytuacje, które wywołują prawdziwy uśmiech kiedyś, w jakiś sposób, przez przypadek zaistniały. Starałam się ich nie zmieniać, a jedynie podporządkować pod moich bohaterów. Oczywiście nie wszystko jest prawdą. Fanki nie znajdą w tym prawdziwym Ukojeniu Niedźwiedzia. Chociaż...

Wioleta Sadowska: Ach ten Niedźwiedź... Czy kończąc pierwszą część, wiedziałaś już, że napiszesz drugi tom?

Katarzyna Łochowska: Nie, nie wiedziałam. Jak już wspomniałam – nawet tego nie planowałam. „Drogę do Ukojenia” napisałam w ten sposób, że pozostawiłaby pewien niedosyt, ale mogłaby się skończyć na jednym tomie. Nie wiedziałam, czy będę na siłach, żeby pociągnąć opowieść dalej. Szczególnie że kontynuacje mają to do siebie, że zazwyczaj nie dorównują pierwszym częściom. Przede mną było nie lada wyzwanie, by stworzyć coś równie dobrego. Nie wiedziałam również, czy zdołam zgromadzić odpowiednią ilość wydarzeń, które mogłabym zawrzeć w kolejnej książce. Nie chciałam odbiegać od przyjętej formy i polegać jedynie na mojej wyobraźni. Skoro w pierwszej części moi czytelnicy mogli odszukać siebie (mam oczywiście na myśli tych, którzy w jakiś sposób przyłożyli się do tych nieszczęsnych opisanych sytuacji), to chciałam, żeby i w drugiej znaleźli. Gdy już byłam gotowa i wiedziałam, że jednak coś z tego może wyjść, zaczęłam pisać kolejną część. Chciałam również zobaczyć, jak Ukojenie odbiorą moi czytelnicy. Okazało się, że książka obroniła się na rynku.

Wioleta Sadowska: „Droga do przebaczenia” to również historia o miłości i namiętności. Dlaczego jednak tym razem główni bohaterowie to zupełnie inna para?

Katarzyna Łochowska: Przede wszystkim dlatego, że do Kasi i Pawła żywię ogromny sentyment. Dziewczyna trochę przypomina mnie, a w moim życiu od tamtego czasu bardzo dużo się zmieniło. Nie potrafiłabym już narzucić Kasi innej roli niż ta, którą przyjęła w pierwszej części, a tak pewnie musiałoby się stać. No i Paweł, który dla mnie jest chyba takim trochę ucieleśnieniem idealnego faceta – ze wszystkimi wadami i gorącym serduchem przepełnionym miłością, skrytym gdzieś pod tą fasadą arogancji i gburowatości. Kolejnym powodem jest to, że pierwsza część skończyła się tak, a nie inaczej. Musiałabym zmienić fabułę, przez wzgląd na to, że życie głównym bohaterów uległo całkowitej zmianie. Urazy zostawili w przeszłości, a ich świat miał stanąć na głowie. Od początku wiedziałam, że chcę pozostawić ich już samych sobie, a czytelnikom tylko uświadomić, że żyją szczęśliwie. Miałam również świadomość tego, że pierwsza część skupia się głównie na Kasi, a jej przyjaciółki stanowią tło. Każda z nich była jednak inna i stanowiła doskonały materiał na kolejne książki. Postanowiłam to wykorzystać i tak na warsztat wzięłam Julitę – dziewczynę, o której na początku tak naprawdę nie wiemy nic. Jeśli chodzi o Wiktora, to jego opowieść nie skończyła się na jednej części i mam nadzieję, że jeszcze się z nim spotkam.

Wioleta Sadowska: Czyli planujesz w przyszłości napisać kolejny tom opisujący perypetie mieszkańców Ukojenia?

Katarzyna Łochowska: W drugiej części zostawiłam kilka nierozwiązanych spraw, ale to znów takie delikatne zabezpieczenie, gdyby ostatni tom miał się nie ukazać. Nie będę ukrywać, że myślę nad nim już całkiem na poważnie, gromadzę materiały i powoli szykuję się do rozpoczęcia pracy. Mam nadzieję, że moi czytelnicy chętnie przeczytają o dalszych losach mieszkańców Ukojenia, choć ta ostatnia część będzie się troszkę różnić od poprzednich. Może zauważyłaś, że w „Drodze do przebaczenia” nie ma już tak wielu zabawnych sytuacji i został wprowadzony pewien element dramaturgii. W ostatniej części chciałabym się skupić bardziej na odczuciach bohaterów, choć oczywiście nie mam zamiaru żegnać się z humorem. Mogę jednak zdradzić, że tym razem na tapetę biorę naszego kochanego Rafałka i obiecuję, że każdy zbieg okoliczności wydarzył się kiedyś naprawdę :)

Wioleta Sadowska: Nie mogę się doczekać zatem. Jakie są Twoje dalsze plany literackie?

Katarzyna Łochowska: Najpierw planuję napisać licencjat :) Niestety tak się złożyło, że muszę poświęcić mu trochę czasu, choć oczywiście wolałabym pisać książki. Następnie ostatni tom Ukojenia, aż w końcu przerwana fantastyka. Nie jestem jeszcze pewna, co powstanie jako pierwsze. Pewne jest to, że nie pozwolę czytelnikom na siebie długo czekać.

Wioleta Sadowska: I bardzo dobrze. Prowadzisz popularnego bloga literackiego „Nałogowy Książkoholik”. Jak z własnej perspektywy oceniasz blogosferę książkową?

Katarzyna Łochowska: Nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić książkowej blogosfery. Przede wszystkim nie uważam siebie za typową książkową blogerkę. Nie biorę udziału w akcjach, wydarzenia, łańcuszkach blogowych, tagach, wyzwaniach czy innych tego typu rzeczach. Po prostu nie mam na to czasu. Bloga prowadzę dla własnej przyjemności, ponieważ uwielbiam czytać książki i pisać z nich recenzje. Co jakiś czas przeprowadzę konkurs lub wywiad z pisarzem i na tym moja działalność się kończy. Cieszę się, gdy mój blog jest odwiedzany i czytany. Uwielbiam czytać komentarze pod postami :) Niestety nie mam czasu, aby systematycznie pisać i publikować teksty, ale staram się to robić często. Szanuję innych blogerów, którzy publikują rzetelne i przede wszystkim obiektywne recenzje, które często czytam, choć nie mam za bardzo czasu, żeby wyrazić pod postami swoje zdanie, a nie chcę, by to był komentarz w stylu: Dopisuję do listy. Wiem, że życie blogera nie jest łatwe, ale ja spotkałam się z naprawdę życzliwymi ludźmi i nigdy nie miałam przykrych sytuacji z autorami czy wydawnictwami. Blogów książkowych jest naprawdę bardzo dużo i niestety nie jestem w stanie ich wszystkich czytać. A podobno Polacy nie czytają książek. Nawet jeśli tak jest, to my blogerzy książkowi, wyrabiamy normę.

Wioleta Sadowska: Ta norma wyrobiona jest chyba kilkakrotnie. Co sądzisz o polskim rynku wydawniczym?

Katarzyna Łochowska: To dopiero pytanie :) Chyba mogłabym mówić o tym godzinami, ale pewnie nie byłaby to obiektywna opinia, ponieważ mogę się opierać jedynie na własnych doświadczeniach. Osobiście uważam, że jest on tragiczny. I choć sama nie mam co narzekać, bo trafiłam na niesamowitych ludzi, to jednak nie jestem zadowolona z tego, co się robi z autorami w tym kraju. I może niektórzy teraz mi zarzucą, że wszyscy polscy pisarze czepiają się o takie szczegóły, ale prawda jest taka, że nie mamy co się porównywać z zagranicą. A szkoda, bo Polacy również piszą dobre książki, na których można zarobić. Bo o to w tym wszystkim chodzi na wydawniczym rynku. Jeśli ktoś chce zaistnieć i wie, że ma ku temu potencjał, to najpierw sam musi włożyć w to pieniądze i wcale nie jest powiedziane, że mu się ta suma zwróci. Raczej pewne jest, że jako początkujący autor nie ma na to nawet najmniejszych szans. Żałuję, że w Polce nie ma zbyt wielu takich wydawnictw, które chciałyby zainwestować w polskich pisarzy i wydawać książki bez współfinansowania. Szkoda również, że niektóre nie przykładają się do takich rzeczy jak korekta czy okładki. To wszystko ma wpływ na sprzedaż i na kształtowanie opinii czytelników, którzy nie zdają sobie sprawy, że w niektórych przypadkach autor ma niewiele do powiedzenia. Ja miałam to szczęście, że za drugim razem trafiłam do naprawdę dobrego wydawnictwa, które poważnie podchodzi do wydawania książek. Oczywiście, że wiele rzeczy pertraktowaliśmy, w niektórych sprawach mieliśmy odmienne zdanie, ale dla każdej ze stron najważniejsza była książka. Wszystko dążyło do tego, żeby była jak najlepiej wydana. I jak widać to się opłacało. Tylko autor wie, ile pracy kosztuje go napisanie powieści i jej wydanie. Nic dziwnego, że pragnie ujrzeć swoje „dziecko” na samym szczycie.

Wioleta Sadowska: Czy wena literacka przychodzi do Ciebie w najmniej spodziewanym momencie, czy jednak piszesz systematycznie?

Katarzyna Łochowska: Z tym to jest akurat różnie. Chciałabym usiąść codziennie i napisać określoną ilość stron. Niestety w moim przypadku tak się nie da :) I wątpię, czy znajdzie się choć jeden pisarz, który tak właśnie podchodzi do swojej pracy – chyba że stanowi ona jego sposób na życie. Ja niestety często nie mam czasu, żeby przyłożyć się do pisania, choć jest to najważniejsza część mojego życia. Nie robię tego systematycznie, a i z moją weną jest różnie. Czasem nawet nie mam ochoty, żeby odpalić komputer, a co dopiero zacząć coś pisać. Zdarza mi się jednak wpaść na jakiś pomysł w najmniej odpowiednim momencie – najczęściej po prysznicem :). Kiedyś pomysł wpadł do mojej głowy we śnie i nawet zmusiłam się, by wstać i go zapisać. Wiele złotych myśli niestety uleciało, bo nie zdążyłam ich zapisać lub po prostu nie miałam na czym. Chciałabym, żeby pisanie stało się moim nawykiem, ale zawsze powtarzam, że życie codzienne skutecznie mi to utrudnia :).

Wioleta Sadowska: Na pewno tak będzie. Czego nie może zabraknąć w Twoim ulubionym antykwariacie?

Katarzyna Łochowska: To dopiero pytanie :) Chyba jak każdy prawdziwy książkoholik w tym momencie mam na myśli setki różnych książek i nie mam pojęcia, od której zacząć wymienianie. Pewnie zajęłoby to niesamowitą ilość miejsca, dlatego ograniczę się tylko do kilku pozycji. Z pewnością na pierwszym miejscu znalazłyby się książki J.R. Ward, a zaraz potem powieści Sarah J. Maas. Uwielbiam jednak czytać również polskie powieści i tu z pewnością na czołowym miejscu uplasowałaby się Iwona Banach – jeśli ktoś nie zna tej autorki, to gorąco polecam. Potem pewnie powieści Sherrilyn Kenyon i oczywiście moja ukochana powieść „Północ i Południe”, a także „Duma i uprzedzenie”, jeśli już mówimy o klasyce. Tak naprawdę znalazłyby się tam wszystkie książki z mojej biblioteczki, a już mi się trochę ich nazbierało. Myślę, że każdy znalazłby coś dla siebie. W moim antykwariacie książki można by jednak jedynie oglądać, ponieważ z każdą łączy mnie pewien sentyment i nie mogę się z nią rozstać. Czasem nachodzi mnie myśl, że może warto by zrobić miejsce na nowe książki, ale starych nie mogę się pozbyć. To jest silniejsze ode mnie. Z pewnością przeważałaby fantastyka, a także powieści obyczajowe.

Wioleta Sadowska: Co na koniec chciałabyś przekazać czytelnikom mojego bloga?

Katarzyna Łochowska: Czytajcie książki – również te polskich autorów. To naprawdę niesamowite uczucie, gdy autor ma świadomość tego, że jego książki są czytane. I nie mówię tutaj o samych pochlebnych opiniach, ale również o tych negatywnych. Uwielbiam czytać obiektywne recenzje, które wyrażają zdanie czytelnika i są poparte odpowiednimi przykładami. Jest to tak niesamowicie budujące i pozwala również pisarzowi – szczególnie początkującemu – na dalszą naukę. Pisanie recenzji polskim pisarzom jest również o tyle fajne, że zazwyczaj recenzja do nich dociera, czego nie możemy się zawsze spodziewać, gdy piszemy recenzję dla zagranicznego autora. Co jeszcze chciałabym powiedzieć? Przede wszystkim chciałabym zachęcić Was do lektury „Drogi do Ukojenia” oraz „Drogi do przebaczenia”, bo wierzę, że jeśli macie kiepski dzień lub po prostu potrzebujecie chwili wytchnienia, to ta książka jest w stanie poprawić Wam humor i sprawić, że uwierzycie w siebie. Mimo że nie jest to opasłe tomiszcze, ale drobna książeczka, skrywająca prawdziwą wartość.

Ja również zachęcam was do przeczytania obydwu książek Kasi, a mnie pozostaje jedynie cierpliwie czekać na kolejny tom. Czuję, że w Ukojeniu znowu będzie się wiele działo!

17 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe pytania poruszylas

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe pytania poruszylas

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasia jest super kobietą, mam nadzieje, że jej pisarska przyszłość będzie się pięknie rozwijała czego z całego serca życzę, a wywiad świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah dla mnie to świetna sprawa, że mogłem z nią chodzić do jednej klasy w liceum ;) ehh dobre czasy pozdrawiam / Bastek

      Usuń
  4. Powiedziałabym, że to wywiad z odpowiedziami z serca. Bardzo cenię szczerość i otwartość Autorki, która tak pięknie mówi o swoim rodzinnym domu i rodzinnych stronach. Niektórzy pisarze twierdzą, że wszystko w ich utworze jest fikcją, bo to fikcyjna literacka, ale uważny czytelnik dostrzeże wiele. Dostrzeże fragmenty, w których autor pisze o sobie lub o swoich doświadczeniach - to są takie partie tekstu, które w czytelniku budzą największe emocje. Takie fragmenty są najlepsze. Sądzę, że atutem Autorki jest właśnie to, że otwarcie przyznaje, że wiele w jej książce "jej samej", "jej domu", "jej miejsc" i jestem przekonana, że jej książki znajdą wielu wdzięcznych czytelników, czego serdecznie życzę!
    Pytania poprowadzone pięknie i ciekawie!
    Obie dziewczyny "na szóstkę!".
    s-a

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiedziałabym, że to wywiad z odpowiedziami z serca. Bardzo cenię szczerość i otwartość Autorki, która tak pięknie mówi o swoim rodzinnym domu i rodzinnych stronach. Niektórzy pisarze twierdzą, że wszystko w ich utworze jest fikcją, bo to fikcja literacka, ale uważny czytelnik dostrzeże wiele. Dostrzeże fragmenty, w których autor pisze o sobie lub o swoich doświadczeniach - to są takie partie tekstu, które w czytelniku budzą największe emocje. Takie fragmenty są najlepsze. Sądzę, że atutem Autorki jest właśnie to, że otwarcie przyznaje, że wiele w jej książce "jej samej", "jej domu", "jej miejsc" i jestem przekonana, że jej książki znajdą wielu wdzięcznych czytelników, czego serdecznie życzę!
    Pytania poprowadzone pięknie i ciekawie!
    Obie dziewczyny "na szóstkę!".
    s-a

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy i zajmujący wywiad. Nie czytałam jeszcze nic tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny wywiad, muszę poznać książki autorki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niezwykle interesujący wywiad. Miło poznać nieco bliżej nieznaną mi autorkę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Autorka wydaje się być bardzo sympatyczną osobą:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam dzieł tej autorki. A szkoda, bo zapowiadają się ciekawie. Po przeczytaniu wywiadu odbieram autorkę jako naprawdę pozytywną, ciepłą osobę. :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. oo, a ja właśnie się zabieram za "Drogę do przebaczenia" :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo miły wywiad i fajne odpowiedzi. ;) Życzę Kasi wszystkiego dobrego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie czytałam nic tej pisarki, ale bardzo fajny wywiad :) Z przyjemnością go przeczytałam! :)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)