czwartek, 28 kwietnia 2016

"Wydawać by się mogło, że to co niewidoczne, jest nieszkodliwe. Uważam, że w takim założeniu tkwi podstawowy błąd" - Wywiad z Bartłomiejem Basiurą, autorem książki "Waga"








Młody, zdolny, kreatywny, podążający własnym szlakiem, nie oglądający się na innych, czyli Bartłomiej Basiura - pisarz, który wie czego chce  oraz, który rozwija się z książki na książkę. Zapraszam na wywiad z autorem.




Recenzja książki "Waga" - KLIK




Bartłomiej Basiura to urodzony w 1991 r. w Knurowie, absolwent prawa ukończonego w Krakowie. Autor w swoim dorobku może poszczycić się już czterema książkami: "Hipnoza", "Zamknięta prawda", "Uczeń Carpzova" oraz "Waga". Mieszka obecnie w małej miejscowości w województwie śląskim.







Wioleta Sadowska (awiola): Jak to się stało, że absolwent prawa zaczął pisać powieści kryminalne pełne zbrodni?

Bartłomiej Basiura: Tak na dobrą sprawę, moja przygoda z pisaniem rozpoczęła się jeszcze przed pójściem na studia. Pamiętam to uczucie beztroskiego entuzjazmu i głowy wypełnionej pomysłami, które chciałem możliwie najszybciej przelać na papier. I tak powstała „Hipnoza”. Paradoksalnie, fakt zakończenia studiów w ubiegłym roku, zarazem decyzje zawodowe, w pewnym sensie zahamowały twórczość ze względu na deficyt czasu. Na szczęście ostatnie lata były dość „płodne”, dzięki czemu mogę dzielić się z Wami kolejnymi książkami.
Odpowiadając na pytanie: dlaczego kryminały? Sądzę, że to kwestia dreszczyku emocji, adrenaliny oraz szukania rozwiązań.

Wioleta Sadowska (awiola): Kryminały zapewniają dreszczyk emocji, to fakt. Zadebiutował Pan w 2011 r. książką pt. “Hipnoza”.  W 2015 r. na rynku pojawiło się drugie wydanie tego dzieła. Czy to oznacza, że między nimi istnieje jakaś różnica?

Bartłomiej Basiura: Gdyby bliżej przyjrzeć się procesom wydawniczym towarzyszącym moim książkom, można by się faktycznie pogubić. Przykład: trylogia wydana „na odwrót”. Każdy tytuł ma swoją historię, z każdym kolejnym etapem nabiera nowych znaczeń i ulepszeń co do formy. „Hipnoza” została wydana w 2011 roku, ale było to wydanie nieoficjalne. Jako dziewiętnastolatek nie miałem najmniejszego pojęcia jak poruszać się po meandrach literackich, w jaki sposób przygotować propozycję wydawniczą, a tym bardziej wydać książkę. Pozostało też uczucie pewnego niezadowolenia, efekt uboczny chęci stworzenia czegoś lepszego. I tak właśnie powstał „Uczeń Carpzova” (pierwsze wydanie w 2012 dzięki współpracy z ARTerią w Ornontowicach), a następnie „Zamknięta Prawda” (2014 NovaeRes). Dopiero ta pozycja, dzięki ogólnopolskiej promocji (Literacki Tour), otworzyła nowy rozdział. Pojawiło się większe zainteresowanie poprzednimi częściami trylogii. Mając większą świadomość działania mechanizmów, pozwoliłem sobie na eksperyment z Grupą PWN, tym sposobem „Hipnoza” doczekała się w 2015 roku ogólnopolskiego, oficjalnego wydania.
Gdybym przystąpił do napisania tej historii ponownie, używałbym innego języka, pewne wątki zapewne bym usunął, inne pogłębił, ale każdy wiek ma swoje przywileje i jedyna różnica pomiędzy pierwszym o ostatnim wydaniem sprowadza się do korekty tekstu w aspekcie poprawności sformułowań. Ku mojej uciesze, „Hipnoza” zyskała wielu wiernych fanów i niektórzy typują ją jako ulubioną spośród moich dotychczas wydanych książek.

Wioleta Sadowska (awiola): To rzeczywiście nieco zagmatwane. Pana książki to w głównej mierze powieści kryminalne. Jestem ciekawa, czy tworzy Pan do nich swoiste plany, na podstawie których powstaje później fabuła?

Bartłomiej Basiura: Jak to było? Najpierw była kura czy jajko? Każdy autor ma swoje modus operandi. W moim przypadku książka rozpoczyna się od pojedynczych pomysłów. Od niego odchodzą pojedyncze linie, wątki pierwotnie poboczne, które nierzadko dorastają do roli pierwszoplanowej. Nie da się wszystkiego zaplanować, bohaterowie żyją własnym oddechem, nie jestem im w stanie nic narzucić, moja praca sprowadza się do ich zrozumienia. Swoisty plan powstał w trakcie pisania ostatnich książek, tabela połączeń, abym w tej misternie utkanej fabule sam się nie pogubił. Siatka powiązań to wynik nieświadomego działania mojej wyobraźni, zarazem możliwie najbardziej pożądany przeze mnie efekt, kiedy świat realny się załamuje, i mogę bezgranicznie zatopić się w świecie stworzonym w książce.

Wioleta Sadowska (awiola): Chciałabym zobaczyć na żywo tę tabelę połączeń. W lutym 2016 r. wydał Pan swoją najnowszą książkę pt. “Waga”. Ile zajęło Panu napisanie i doszlifowanie tej powieści?

Bartłomiej Basiura: Tak jak wspomniałem, każda książka ma swoją historię, ale jest jeden element wspólny – jest to pasja, co w moim przypadku zakłada, że piszę „po godzinach”, dla czystej przyjemności. Pierwsze książki powstawały w bardzo krótkim czasie, „Uczeń Carpzova” na przykład, został napisany w przeciągu miesiąca. Wraz z wiekiem, kiedy obowiązków przybywa, chcąc nie chcąc, czasu jest coraz mniej. „Waga” powstała ponad dwa lata temu, symultanicznie do procesu wydawniczego „Zamkniętej Prawdy” i Literackiego Touru. Kolejne miesiące to wysyłanie propozycji wydawniczych, rozmowy, negocjacje, aż w końcu, w lutym 2015 roku, podpisałem umowę z wydawnictwem Videograf. W międzyczasie powstawały kolejne części, powrót do „Wagi” nastąpił w październiku, czyli moment na pracę z redaktorem, korektę autorską i ostatnie poprawki. Część techniczna, czyli to, co dzieje się za kurtyną, zanim książka trafia do księgarni, to temat na inną rozmowę, ale niewątpliwie, trzeba uzbroić się w cierpliwość, drążyć temat, szukać słabych punktów, co zakłada również krytyczne podejście do samego siebie.

Wioleta Sadowska (awiola): Myślę, że krytyka jest niezbędna. W książce został poruszony temat tajnej organizacji pod nazwą “Insight”. Skąd czerpał Pan inspirację do tego wątku?

Bartłomiej Basiura: Z zasady, na pytanie dotyczące inspiracji, odpowiadam, że obserwuję to, co dzieje się dookoła, słucham ludzi, podróżuję, co chyba nie jest żadnym zaskoczeniem. „Insight” to fikcja literacka, nie spotkałem się z takim miejscem, ale nie zdziwiłbym się, gdyby faktycznie istniało. Nie wszystko jest podane na tacy, najważniejsze rozmowy, kluczowe dla społeczeństwa, toczą się bez kamer, chociażby ze względu na ciężar odpowiedzialności. Lubię szczegóły, to one w tej finałowej fazie, okazują się decydujące, wygrywa ten, kto dostrzeże ich najwięcej. Aby zrozumieć, nie wystarczy sztywno trzymać się słów, które mogą okazać się wieloznaczne, odpowiedzi są między wierszami. Wydawać by się mogło, że to co niewidoczne, jest nieszkodliwe. Uważam, że w takim założeniu tkwi podstawowy błąd. Tak samo jest z „Insight”, wtedy zrozumienie tego, w jaki sposób ktoś pociąga za sznurki, staje się bardziej skomplikowane.

Wioleta Sadowska (awiola): Szczegóły w Pana prozie są bardzo istotne. Kiedy czytelnicy mogą spodziewać się kontynuacji “Wagi”? 

Bartłomiej Basiura: Czerwiec/lipiec 2016. Nakładem wydawnictwa Videograf ukaże się „Reset”. Miałem wiele obaw, czy to się uda. „Reset” powstał w 2014 roku, kiedy przebywałem na zagranicznych praktykach. Ciekaw jestem jego odbioru, bo książka w wielu aspektach stanowi nowum w mojej twórczości, zarazem jest ścisłą kontynuacją „Wagi”. Widowisko dwóch reżyserów, które stanowi psychologiczny interwał przed ostatecznym uderzeniem, czyli trzecią częścią, domknięciem trylogii. Przyznam się, że pierwotnie miała to być jedna książka, zaczęło się od pomysłu biografii mordercy, fikcyjnego, wejście w jego świat, chory w samej podstawie, ale pomysł rozrósł się do rozmiarów, których zamknięcie w jednym tytule mijało się z celem.

Wioleta Sadowska (awiola): Zapowiada się niezwykle interesująco. Premierze “Wagi” towarzyszył eksperyment literacki w teatrze “Barakah”. Opowie Pan o tym niecodziennym wydarzeniu?

Bartłomiej Basiura: W ramach działania poza konwencją i wbrew schematom, książka okazała się bodźcem, aby stworzyć spotkanie autorskie inaczej. Wydarzenie urosło do rangi widowiska literacko-teatralnego. Pozwoliliśmy wejść odbiorcy w świat wyobraźni autora, zamiast opowiadać o procesie tworzenia, pokazaliśmy go, wątki „Wagi” zostały naturalnie wplecione w historię. Działaliśmy na granicy incepcji i rzeczywistości, dosłownie eksperymentowaliśmy, próbując przekazać emocje towarzyszące pisaniu. Celowo używam liczby mnogiej, bo za eksperymentem literackim stało bardzo wiele osób. Reżyserii podjęła się Hanna Kochańska. W głównych rolach wystąpili: Klaudia Bełcik, Jakub Sasak, Daniel Antoniewicz, Adam Szaja, Grzegorz Like. Muzykę pod wydarzenie współtworzyłem wraz z Michałem Burkiem, owocem tej współpracy jest również „Waga”, utwór promujący moją ostatnią książkę. I tak w Teatrze Barakah spektakl dopełniał zespół w składzie: Magdalena Sadek (wokal), Kinga Siedlik (skrzypce), Michał Burek (pianino), Szymon Nawrocki (gitara elektryczna) oraz Łukasz Szczepanowski (perkusjonalia). Z tego miejsca dziękuję wszystkim, którzy wsparli wydarzenie od strony organizacyjnej oraz technicznej.
Wychodzę z założenia, że jak coś robić, to na 100%, nic nie motywuje mnie bardziej niż pozytywnie zakręceni ludzie, a tych wokół mnie nie brakuje. Kurz powoli opada, przysłuchuje się komentarzom. Wydaje mi się, że jednym z powodów, dla którego tak bardzo uciekam od tradycyjnych spotkań autorskich jest mój wiek. Nie chcę na siłę nic udawadniać, ludzie starsi są dość sceptyczni, kiedy dowiadują się, że książkę napisał ktoś młody, debiutant. Organizacja takich wydarzeń łamie pewne bariery, spotkanie autorskie tym samym nie sprowadza się do słuchania „młokosa”, a do moich książek przekonują się coraz szersze grupy odbiorców.

Wioleta Sadowska (awiola): Uważam, że taka promocja to rewelacyjny pomysł. Mam wrażenie, że czyta Pan dużo sensacji i kryminałów. Jeśli się nie mylę, proszę powiedzieć, jakich autorów w tym gatunku poleca Pan swoim czytelnikom?
           
Bartłomiej Basiura: Wychowałem się na thrillerach medycznych, trochę amerykańskich bestessellerach. Kiedy nastąpiła złota passa skandynawskiej literatury, już nie miałem okazji po nią sięgnąć, bo... sam pisałem. W tej chwili, kiedy znajdę wolną chwilę, poświęcam czas właśnie na to. Ubolewałem, bo faktycznie brakowało czasu, aby sięgnąć po książkę, ale wtedy przypomniałem sobie podstawowe motywy, które towarzyszyły pierwszemu podejściu, czyli momentu, kiedy przystąpiłem do napisania „Hipnozy”. Kryminał, amerykański, skandynawski czy polski, w moim mniemaniu opiera się na schematach. Było dla mnie dość nużące, kiedy w połowie książki mogłem już wytypować sprawcę, i kolejne kartki przerzucałem bez napięcia. Pożądane emocje niespodziewanie pojawiły się właśnie w trakcie pisania.

Wioleta Sadowska (awiola): Czyli musiał Pan po prostu pisać swoje książki. Jakie są Pana dalsze plany literackie?

Bartłomiej Basiura: Aktualnie skupiam się na życiu zawodowym i prywatnym. Łatwo się zatracić, a mimo wszystko chcę czuć grunt pod stopami. W czerwcu premiera „Resetu”, przede mną jeszcze wiele pracy redakcyjnej, następnie chciałbym się skupić na trzeciej części. Ale to już wiemy. Co dalej? Pisanie książek jest dla mnie fascynującym doświadczeniem, ale nie chcę się ograniczać. Pojawiają się pewne perspektywy teatralne jak i dziennikarskie, w których również dostrzegam szansę samospełnienia. To mogłoby być ciekawe doświadczenie.

Wioleta Sadowska (awiola): Warto wszystkiego spróbować. Co sądzi Pan o amatorach piszących o książkach, czyli o tzw. blogosferze książkowej?

Bartłomiej Basiura: Moim zdaniem granica pomiędzy „amatorem piszącym o książkach”, a profesjonalistą, krytykiem literackim, jest bardzo umowna, bo blog stał się wszechstronnym narzędziem kontaktu z innymi. Znam autorów, którzy bagatelizują recenzje i komentarze, które krążą po sieci, a dotyczą ich książek. Domyślam się, że wynika to do faktu, iż wielu blogerów to młodzi ludzie, którym brakuje wszechstronnej wiedzy i materiału porównawczego.
Moje zdanie: KAŻDY ma prawo do swojej subiektywnej opinii. Sam podchodzę do niektórych recenzji z dystansem, stosuję kryterium konstruktywności, ale pozostaję otwarty na krytykę. Czasem mam wrażenie, może się mylę i niepotrzebnie narażam się w tej chwili na komentarze, ale w końcu rozmawiamy szczerze: wydaje mi się, że niektórzy dołączają do „blogosfery książkowej”, nawiązują kontakty z wydawnictwami tylko po to, żeby mieć dostęp do egzemplarzy recenzenckich. Ile w tym pasji, a ile faktycznej chęci kreowania opinii o książkach? 

Wioleta Sadowska (awiola): Tak, to pytanie retoryczne. Jakich rad udzieliłby Pan osobom chcącym wydać swoją pierwszą książkę?

Bartłomiej Basiura: Żeby wydać swoją książkę, trzeba ją najpierw napisać. Sugeruję się nie rozdrabniać. Niektóre wydawnictwa dopuszczają wysyłanie fragmentów, ale to dopiero ostatnia kropka tworzy pełną historię. Skupić się na zakończeniu, dopieszczeniu szczegółów oraz języka. Wydanie książki to z moich doświadczeń próba perswazji, przekonywania, uczenia się cierpliwości, a zarazem nabierania dystansu. Przyjęcie pozycji przekonania o cudowności własnego dzieła nie powinno stanowić punktu wyjścia. Otworzyć się na krytykę, niekoniecznie przyjaciół czy rodziny, bo nawet jeśli są szczerzy do bólu, to patrzą na książkę przez pryzmat autora. Fakt odrzucenia propozycji wydawniczych, albo brak odpowiedzi, niekoniecznie świadczy o tym, że oni są tymi złymi, nastawionymi na zysk, preferującymi literaturę zagraniczną. Może faktycznie to, co się stworzyło, nie jest dostatecznie dobre? Dla pocieszenia mogę dodać, że największe wyzwanie to wydać pierwszą książkę, potem jest już łatwiej, albo inaczej: wiesz czego się spodziewać, więc możesz się na to przygotować.

Wioleta Sadowska (awiola): Bardzo przydatne wskazówki. Czy jest Pan zwolennikiem ćwiczenia warsztatu pisania, czy jednak do Pana, tak jak do wielu, przychodzi po prostu osławiona wena literacka?

Bartłomiej Basiura: Pytanie albo próba definicji weny literackiej to już kwestia metafizyki. Każda z książek to pewnego rodzaju warsztat pisania, nie stosuję półśrodków, chcąc sięgać coraz wyżej, ustawiając poprzeczkę tam, gdzie mnie jeszcze nie było, automatycznie wprowadzam element konkurencji z własnymi możliwościami, co powoduje ciągły rozwój. Lubię pisać, potrzebuję tego, korzystam z wolnych chwil, ale komfort następuje w momencie, gdy bariera czasu przestaje istnieć. Książki pozostają pasją, nie trudnię się tym zawodowo, ale niezmiennie korzystam z tego przywileju, bo kolejne tytuły wypływają nie z uwarunkowań materialnych, a z potrzeby ducha.

Wioleta Sadowska (awiola): Czego nie może zabraknąć w Pana ulubionym antykwariacie?

Bartłomiej Basiura: Wspomnienia. Słowo klucz. Te miłe i te, o których wolałbym zapomnieć. One kreują moje spostrzeganie świata i pchają mnie do podejmowania kolejnych wyzwań, aby ten antykwariat co jakiś czas odkurzyć.

Wioleta Sadowska (awiola): Co na koniec chciałaby Pan przekazać czytelnikom mojej strony?

Bartłomiej Basiura: Serdeczne podziękowania, bo jesteście ze mną od początku mojej przygody z literaturą. Motywujecie oraz pozwalacie ujrzeć szersze spektrum. Życzę miłej lektury, może pewnego dnia natkniecie się na moją książkę! Pamiętajcie! Granicą jest tylko wyobraźnia...



Mam wrażenie, że o tym młodym pisarzu będzie jeszcze głośno, bowiem wszystko co najlepsze, dopiero przed nim. Dziękuję oczywiście autorowi za udzielenie odpowiedzi na najbardziej nurtujące mnie kwestie. A wam oczywiście polecam zajrzeć do twórczości Bartłomieja Basiury.



24 komentarze:

  1. Koniecznie muszę przeczytać "Wagę", a wywiad jest bardzo interesujący i obszerny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam jeszcze twórczości tego młodego autora, więc mam co nadrabiać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz słyszę o tym autorze, ale jego twórczość może mnie zainteresować :) Spróbuję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też wychowałam się na thrillerach medycznych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny wywiad! Koniecznie muszę się bliżej zapoznać z twórczością tego pisarza :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    happy1forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Życzę Bartłomiejowi wiele dobrego, bo to naprawdę zdolny autor.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastyczny wywiad, aż chce się sięgnąć po lekturę autora ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam okazji czytać jeszcze żadnej powieści autora, ale wszystko przede mną. Życzę mu samych sukcesów, tym bardziej, że pan Bartek to prawie mój sąsiad :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny i ciekawy wywiad. Cenię sobie to, że autor ma krytyczne podejście do samego siebie i swojej twórczości. Wielu polskim autorom niestety tego brakuje...

    OdpowiedzUsuń
  10. Niezwykle intrygujący młody pisarz. Brawo za konsekwencję w pisaniu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bartek to świetny człowiek, życzę mu jak najlepiej nie tylko w sferze książek!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiolu, jak zawsze chcę pogratulować Ci wspaniałego wywiadu. Zarówno pytania jak i odpowiedzi czytałam z wielką przyjemnością :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Kolejny bardzo udany wywiad, który przeczytałam z zapartym tchem. Oby więcej takich zdolnych i utalentowanych autorów :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na myśl przyszło mi "bez pracy nie ma kołaczy". Autor naprawdę włożył wiele wysiłku w pisanie, łączył to ze studiami, można pogratulować mu energii w dążeniu do celu;) z chęcią przeczytam jego książki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaciekawiła mnie twórczość tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  16. "Wagę" bardzo bym chciała przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nigdy nie słyszałam o tym autorze :) Może kiedyś przeczytam "Wagę".
    Pozdrawiam :*
    zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Nazwisko znam dzięki Twojej stronie, ale jeszcze nie zapoznałam się z twórczością tego autora. Mam nadzieję, że kiedyś to nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo ciekawa postać na naszym rynku literackim...inteligentny młody człowiek, który nie pisze dla pieniędzy a z potrzeby ducha.....nie produkuje kolejnych książek, ale są one jego pasją......
    Wspaniale to brzmi.

    OdpowiedzUsuń
  20. niezmiennie z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne książki pana Basiury :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak zwykle bardzo interesujący wywiad. Książkę kojarzę dzięki Tobie i mam ją już nawet w postaci e-booka, więc prędzej czy później na pewno po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Właśnie kończę jego książkę - jest bardzo ciekawa :) i faktycznie dobrze zbudowana, wciąga mnie do innego świata i nie mogę się od niej oderwać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)