piątek, 27 listopada 2015

Wyczekiwany prezent - KONKURS!







Złote spinki dla Jeffreya Banksa miały wartość bezcenną, ale ich historia okazała się zupełnie inna, niż pierwotnie zakładano. Czasami tak bywa, że coś się nam wydaje, a w rzeczywistości jest zupełnie inne. Bywa tak również z książkami. Dzięki uprzejmości autora, mam dla Was dwa egzemplarze powieści Marcina Brzostowskiego. Zapraszam na konkurs.

Zasady konkursu: 
  • W konkursie mogą wziąć udział wszyscy, bez wyjątku.
  • Konkurs trwa od dzisiaj do 11 grudnia 2015 r., do północy.
  • Aby wziąć udział w konkursie, należy wykonać poniższe zadanie konkursowe:
Z pewnością wielokrotnie marzyliście o książce, którą ktoś Wam w końcu podarował, a która po przeczytaniu Was rozczarowała. Napiszcie jaka książka podarowana Wam w prezencie nie spełniła Waszych oczekiwań i dlaczego tak się stało.
  • Swoją odpowiedź należy zostawić pod tym postem, jako komentarz wraz ze swoim adresem e-mail.
  • Będzie mi miło, jeśli zamieścicie baner konkursowy na swoich stronach, nie jest to jednak warunek konieczny.
  • Wśród odpowiedzi, jakie pozostawicie pod ogłoszeniem, wybiorę dwie, które najbardziej mnie zaskoczą.
  • Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu. Zwycięzców powiadomię e-mailowo o wygranej. 



Do dzieła!

31 komentarzy:

  1. Była taka książka:)
    Kilka lat temu trafiłam przypadkowo na tytuł, który mnie zainteresował: "Zbrodnia księdza Amaro" José Maria Eça de Queirós.
    Literatura hiszpańska, której nie znam, tytuł mnie zaciekawił, bo zbrodnia i ksiądz, super:)
    W dodatku okazało się, że jest też ekranizacja: kontrowersyjny film meksykański, młody ksiądz nawiązuje romans z nastoletnią dziewczyną.
    Niestety, okazało się, że książka jest niedostępna, nie ma jej w żadnej bibliotece, w żadnym antykwariacie, więc tym bardziej chciałam ja przeczytać:)
    W bibliotece dostałam inną książkę tego autora, "Kuzyn Bazyli" i bardzo mi się podobała:)
    Poruszyłam całą rodzinę, bliższą i dalszą i cud! Okazało się, że czyjaś ciotka pozbywa się książek ze strychu i znalazła się tam zniszczona i potargana "Zbrodnia.."
    Ojej, jakie to było rozczarowanie:( Nie mogłam doczytać do końca, nie wciąga, nie polubiłam bohaterów, a tyle było zachodu...
    Katarzyna
    kki13@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Była taka książka, ,,Lalka" Alisy Mun. Fabularnie zapowiadała się bardzo dobrze, jednak zarówno język, jak i fabuła okazały się toporne i nieciekawe. Nawet nie pamiętam, czy dokończyłam jej lekturę.
    recenzjekiti@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Życzę powodzenia tym co biorą udział!
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    happy1forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Black Ice była genialną książką, ale zawiodłam się jedynie na jej zakończenie które było beznadziejne xD

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzę wszystkim powodzenia!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakieś dwa lata temu dostałam w prezencie książkę 'Trafny wybór' Rowling i okazała się ona dla mnie pomyłką i nietrafionym prezentem. W sumie to znana pisarka, więc chciałam się przekonać co też ona napisze w powieści dla dorosłych, a okazało się, że mnie nie przekonała, że nie uległam magii jej pisarstwa. Żałowałam tylko, że nie poprosiłam koleżankę o inny prezent.

    Baner konkursu dodałam.
    renax79@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Powodzenia dla biorących udział w konkursie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj jest taka książka którą pamiętam do dziś, a raczej pamiętam tylko tytuł .... "Werniks" Williama Whartona. Przeczytałam kilka jego książek i podobały mi się , z zapałem zabrałam się więc do prezentu w postaci "Werniksu". Ciężko było mi przebrnąć już przez pierwsza stronę, nie wiem czy przeczytałam dziesięć czy tylko pięć stron i rzuciłam w diabły. Dlaczego ? dawno to było i nie pamiętam dobrze , ale pamiętam to uczucie że było mi bardzo ciężko czytać dosłownie jakby ktoś nałożył na mnie wielki ciężki plecak i kazał tańczyć. Język był trudny, nie mogłam jakoś się wczuć, te pierwsze kilka stron zamiast mnie zainteresować i wciągnąć, śmiertelnie minie znudziły i zniechęciły do dalszego czytania.
    nikolsosna@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, była taka książka - to "Zamieć śnieżna i woń migdałów" Camilli Lackberg. Pamiętam, że od dawna miałam ochotę przeczytać jakiś kryminał tej autorki, bo słyszałam o niej same dobre rzeczy. Bardzo więc ucieszył mnie prezent w postaci wyżej wspomnianego tytułu. Z każdą przeczytaną stroną cieszyłam się jednak coraz mniej. Nie nazwałabym tego nawet książką, a co najwyżej opowiadaniem, albo raczej wprawką pisarską, którą ktoś na siłę postanowił wydać. Historia jest ewidentną przeróbką jednego z kryminałów Agathy Christie, dodajmy: nieudaną przeróbką. Na dodatek rozwiązaniu zagadki autorka poświęciła jakieś dwie strony, zostawiając czytelnika z potężnym rozczarowaniem. Jeśli tak wyglądają pozostałe "dzieła" tej popularnej autorki, to ja jakoś nie mam ochoty się z nimi zapoznawać.

    vaapku@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci szczerze, że ta książka to jakaś pomyłka. Camilla Lackberg jest super autorką,zacznij od "Księżniczki z lodu" Kryminał lekki wciągający z każdą następną przeczytaną stroną.

      Usuń
  10. Też mam taką książkę, a przypomniałam sobie o niej właśnie przed chwilą, kiedy to spojrzałam bezinteresownie na swoją półkę z lekturami i książkami. Tytuł jej to 'Jedz, módl się, kochaj'. Dostałam ją w prezencie na Mikołajki, a żeby było jeszcze bardziej ciekawie, to od własnej wychowawczyni. Myślałam: o super, dostałam książkę! na dodatek pisaną w pierwszej osobie więc powinno się dobrze czytać :) jakże się zdziwiłam... Uczyniłam wiele podejść w celu jej przeczytania ale na nic, po wielu nieudanych próbach się poddałam, i wiem że jej nie dokończę.
    Jednak najgorsze było, kiedy nauczycielka się mnie zapytała jak mi się podobała lektura. Cóż jej miałam odpowiedzieć? Była świetna...
    Właśnie trzymam ją w ręce - stanęłam na 75 stronie.
    Pakuję ją do torby i oddam do jednej z krakowskich bibliotek.

    email: justgav01@gmail.com

    Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba najbardziej rozczarowała mnie książka "Pleasure planet". Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Anderson i miała idealnie wpisywać się w mój ulubiony motyw literacki - podróże w czasie. Jednak szybko okazało się, że chociaż autorka ciekawie przedstawiała efekty zmian dokonywanych przez główną bohaterkę w przeszłości narzeczonego, sam temat posłużył do osiągnięcia zgoła innego celu. Hm, słowo "zgoła" bardzo tu pasuje, bowiem motyw był tylko pretekstem do przedstawiania licznych i bardzo plastycznych scen erotycznych oraz miłości rodem z harlequinów. Zaś sama historia bohaterów wydawała się grubymi nićmi szyta, jakby tylko po to, aby uzasadnić ich późniejsze zaangażowanie w intymną relację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o e-mailu: morthund@wp.pl
      Pozdrawiam,
      Justyna

      Usuń
  12. Szczerze? Jeszcze nigdy nie dostałam takiej książki... a dostaje ich bardzo dużo. Książki to moja pasja, pochłaniam je wręcz. Jednak mam dopiero 21 lat i mimo tego, że uwielbiam fantasy, SF, komiksy, literaturę piękną, historyczną, książki o sztuce to nie mam jeszcze wykreowanego gustu do końca i znając siebie raczej nigdy nie będę miała. Gdy dostaje od kogoś książkę ciesze się, że o mnie pamiętał i pamiętał o tym co lubię. Książka jest przeze mnie podziwiana... uwielbiam wąchać książki... a po zakończeniu rytuału biorę się do czytania. Nie jestem koneserem, znawcą. Podchodzę do książki i do autora z szacunkiem. Czasem jakaś książka może nie być w moim guście, albo może mnie zaskoczyć, ale jeszcze nigdy żadna książka którą dano mi w prezencie nie poszła na półkę ,,Nie lubię''. Te książki były w 100 % trafione w mój gust. Mam nadzieję, że już do końca będę dostawać tak trafione prezenty, a mój apetyt literacki wciąż rośnie więc moje grono bliskich, rodzina i znajomi mają pole do popisu.
    Pozdrawiam
    Dominika
    emili999@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Cała rodzina wie, że lubię czytać biografie, zatem dwa lata temu moja szwagierka kupiła mi w prezencie "Fikołki na trzepaku" Małgorzaty Kalicińskiej.Opis na okładce głosił, że to wspomnienia pisarki z dzieciństwa świetnie oddające klimat PRL. Zapowiadało się ciekawie, więc szybko zabrałam się do lektury. Niestety równie szybko się rozczarowałam, ponieważ książka okazała się śmiertelnie nudna, a autorka raczyła czytelnika drobiazgowymi wyliczankami, przedstawiającymi np.
    - pełny asortyment towarów dostępnych w pobliskim sklepie spożywczym - rodzaje pieczywa, wędlin, owoców, słodyczy
    - kompletne menu baru mlecznego na osiedlu z pełnym wykazem zup, drugich dań i deserów
    - szczegółowy opis ubrań dla dzieci dostępnych w domach towarowych
    - jadłospisy przedszkolnych i szkolnych stołówek
    - wykaz towarów dostępnych na bazarze Różyckiego
    - listę sprzedawanych w owych czasach kosmetyków dla kobiet
    To tylko przykłady - było tego więcej! Od połowy zaczęłam kartkować książkę i w ten przyspieszony sposób dobrnęłam do ostatniej strony tylko po to, aby stwierdzić, że autorka kończy wspomnienia w momencie, kiedy dorasta i zaczyna interesować się chłopakami - czyli wówczas, gdy mogłoby się wreszcie zrobić ciekawie...
    Gosik - perus@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
  14. Najbardziej nietrafioną książką była ta o gotowaniu. Pamiętam ją do dziś - pięknie ilustrowana, z pysznie brzmiącymi przepisami, mnóstwo włoskiej kuchni, spaghetti - które uwielbiam.
    Niestety, okazało się, że przy takich pozycjach prócz umiejętności czytania, trzeba posiadać także pewne kulinarne zdolności. Tego zabrakło. Musiałam obejść się smakiem, a rozczarowanie trwa do dziś.

    Bon apetit! ;)



    Mail: no.excuses@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Marzyłam o wygraniu książki „Na przekór przeznaczeniu”. Udało się! Radość była wielka z wygranej, ale… No właśnie przysłowiowe „ale”. Gdy zaczęłam czytać, wymiękłam po kilku, kilkunastu stronach. Gubiłam się w treści, musiałam się wracać, bo miałam mętlik w głowie odnośnie chronologii. Drażnił mnie styl, błędy językowe też, zaś bohaterowie nie przemówili do mnie, zwłaszcza główna bohaterka. A najbardziej rozczarowała mnie autorka, notabene dziennikarka, która debiut powieściowy miała za sobą, która wydała taki… brak mi słów! Do końca dobrnęłam siłą woli i na przekór swojemu przeznaczeniu… Koniec powieści zostawił mnie z rodziawioną buzią i łezką w oku oraz wielkim niedosytem. Napisana przeze mnie recenzja tej powieści zajęła 2 strony A-4, bo to była „krytyczna krytyka”.

    martucha180@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Marzyłam o książce "Cień wiatru" C.R. Zafóna, bo to książka o książkach, w dodatku akcja dzieje się w Barcelonie, którą kocham. Marzenie się spełniło, dostałam tę książkę na urodziny :) Następnego dnia, kiedy miałam chwilkę dla siebie, zrobiłam sobie kakao, zaszyłam się w pokoju i zaczęłam czytać. Nie wiem, czy miałam gorszy dzień, czy moje oczekiwania były zbyt wysokie, ale książka kompletnie mnie rozczarowała. Nie poczułam magii, nie przeniosłam się ulice Barcelony, ogarnęło mnie zupełnie obojętne uczucie. Powieść mnie po prostu nie zauroczyła :( Pewnie dam jej jeszcze kiedyś drugą szansę i może wówczas pozostawi po sobie lepsze wspomnienia :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Natalia
    (aingealmaith@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak już mam, że książki i filmy, które choć mnie po prostu nudzą, przetrawiam do końca. Liczę, że pod koniec coś mnie tak zaskoczy, że cała ta nudna opowieść nagle wywróci się do góry nogami i rozłoży mnie na łopatki. Przebrnęłam przez sprezentowaną książkę " Bob Marley. Nieopowiedziana historia króla reggae" Chrisa Salewicza. Przebrnęłam, w bólach. Potem bóle się nasiliły, bo cały stosik książek czeka, a ta po prostu była stratą czasu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Na Jeffrey’a Archer’a natrafiłam zupełnie przypadkiem. Niezwykła osobowość z licznymi perypetiami. Krytykowany przez jednych, wynoszony na piedestały przez drugich. Jego burzliwe życie, miły dla ucha akcent i żarty o krykiecie serwowane podczas zasłyszanego wywiadu rozbawiły mnie do tego stopnia, że postanowiłam przeczytać którąś z jego książek. Wybór padł na tytuł nieoczywisty, czyli „Za grzechy ojca”. I w dodatku na drugą część z serii. Co dla wielu czytelników może być zbrodnią na żywym organizmie. Bo jak to tak czytać od połowy? Tom pierwszy i jego opis wydał mi się szalenie nudny, więc ani mi się śniło przez niego przekopywać. „Za grzechy ojca” trafiał w osobiste żale i pretensje, a historia zwiastowała kawał dobrej lektury. Świetna historia, twarda okładka, śnieżnobiałe kartki i przejrzysta czcionka. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko ciastka i gorącej czekolady. Miała być przyjemną lekturą, ale niestety okazała się rozczarowaniem. Przynajmniej dla mnie.

    Pojawia się główny bohater Harry z tajemniczą historią. Dziwne zbiegi okoliczności. Adwokat diabła w tle. Zmiany tożsamości. Zwroty akcji. Problemy. Intrygi. Zapowiada się wręcz rewelacyjnie. Jakby mówiła mi, że oto stoi przede mną wybitne dzieło i będziemy się razem świetnie bawić. Dałam się okłamać wstępem, który zrobił mi smaka, aby później, zmieniając kilkakrotnie perspektywę, zanudzić. Przeskakiwanie od jednego bohatera do drugiego sprawia, że ma się w głowie zupełny mętlik. Kilka wątków zostało przez autora zmarnowanych. Do tego stopnia, że w pewnym momencie czytałam już tylko dlatego, aby wreszcie ją skończyć. Historia z perspektywy mężczyzn – z wyjątkami – ciekawi, intryguje, jest akcja, niebezpieczeństwo, trzyma w napięciu, choć z kolejnymi kartkami coraz słabiej. Natomiast kobieca usypia wręcz koncertowo. Walka, miłość, poszukiwanie ukochanego zwykle chwyta mnie za serce, a tutaj nic... Jedna z postaci kobiecych chodzi, załatwia sprawy, knuje intrygi, podróżuje przez 7 mórz, nie rozwodzi się przesadnie nad uczuciami, a ja nie pieję z zachwytu, chociaż powinnam. Drugą pominę wymownym milczeniem.

    Pozdrawiam :)
    jagodzianka88@interia.pl

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)