wtorek, 13 stycznia 2015

"Australia”"- Barbara Dmochowska
















"No worries!".



Od pierwszego momentu spotkania z książką Barbary Dmochowskiej, zaintrygowała mnie jej okładka. Zastanowiło mnie bowiem, dlaczego na okładce książki o Australii, zamieszczono zdjęcie starego, wysłużonego samochodu z widoczną krwią na zderzaku. Rozwiązanie tej zagadki otrzymałam w trakcie lektury i myślę, że pomysł na taką właśnie grafikę nie był trafiony, bowiem może niektórych czytelników oburzyć i zniesmaczyć.

Barbara Dmochowska pochodzi z Trójmiasta, ale w swoim życiu mieszkała także w Sydney, San Francisco, Pradze i Monachium. Jest tłumaczem oraz popularyzatorką nauk przyrodniczych, związaną z Uniwersytetem Gdańskim. To amatorka rowerów, nart, kajaków, żagli i pieszych wędrówek. Obecnie mieszka na kaszubskiej wsi wraz z mężem Pawłem i dwiema córkami. Jej ulubionym miejscem jest pustka.

Basia i Paweł to polscy studenci, którzy na przełomie wieków, a dokładniej w 2000 r. postanowili udać się w podróż do Australii. Bohaterom udało się uzyskać wizę, dzięki czemu przez pierwsze trzy miesiące swojej bytności w Sydney pracowali zarobkowo, by następnie udać się we wspaniałą podróż po tym kontynencie. Podróż, w której towarzyszył im nieustannie siedemnastoletni subaru zapewniający co chwilę nowe doznania. Autorka i jej obecny mąż przejechali razem piętnaście tysięcy kilometrów australijskiego szlaku.

Od dziecka towarzyszyło mi przekonanie, że jeśli miałabym możliwość wybrania sobie miejsca mojego urodzenia, byłaby to z pewnością Australia ze swoją różnorodną fauną i florą, i przede wszystkim z ciepłym klimatem, który uwielbiam. Od zawsze więc z zaciekawieniem oglądałam różnego rodzaju filmy przyrodnicze na temat tego zakątka na naszej kuli ziemskiej. Jeśli jednak chodzi o książkę na temat Australii, to publikacja Barbary Dmochowskiej była pierwszą, jaką miałam możliwość przeczytać, i pewnie z tego też względu nie mam możliwości porównania jej do innych książek podróżniczych oscylujących wokół tego kontynentu. Czy "Australię" można w ogóle nazwać książką podróżniczą? Odpowiedź oczywiście brzmi twierdząco, jednak to publikacja w której znajdziecie także wiele wątków autobiograficznych i wspomnieniowych, przeplatających się z warstwą opisową różnych rejonów Australii. W moim przekonaniu, jeśli macie już za sobą lekturę innej literatury podróżniczej skupionej wokół tego kontynentu, dzieło Barbary Dmochowskiej raczej nie rozwinie waszych horyzontów i nie wniesie niczego nowego. To bowiem książka dla nowicjuszy takich jak ja, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tym pięknym zakątkiem naszego globu. Książka idealna na początkowe zapoznanie się z Australią i jej ciemną oraz jasną stroną.

Basia wraz z Pawłem przemierzyli naprawdę duży odcinek Australii – wyjeżdżając z Sydney, zwiedzili Melbourne, Canberry, byli w Tasmanii, a także w górach. Nie obce im były spartańskie warunki, w jakich spali i jedli posiłki. Wspomnienia Basi przyniosły dla mnie kilka ciekawostek o Australii, które na pewno zapamiętam, a mianowicie: będąc na tym kontynencie musicie pamiętać o muchach – są po prostu wszędzie, warto strzec się krokodyli słonowodnych, i nie dziwicie się jeśli kolejny tubylec powie do Was "No worries". Książka zawiera sporo takich ciekawostek, które opisane plastycznym i prostym językiem, pozwalają na wykreowanie sobie trochę innego obrazu świata Australii niż ten, który dotychczas mieliśmy w głowie. Jeśli jednak zapytacie się mnie, czy to Australia jest główną bohaterką tej książki, moja odpowiedź będzie przecząca, bowiem bohaterami są Basia i Paweł oraz ich stary, wysłużony samochód, dzięki któremu zwiedzają wiele warsztatów samochodowych po drodze.

Wydanie "Australii" winno budzić podziw czytelnika swoim niezwykle eleganckim wydaniem. I tak w istocie jest, a przemawiają za tym twarda oprawa, kredowy, lśniący papier, spora ilość kolorowych zdjęć w środku ukazujących piękne widoki i także samych bohaterów. Tak, książka budzi podziw do momentu, aż czytelnik dowiaduje się, co konkretnie oznacza zdjęcie przedstawione na okładce. I o ile uzasadnionym jest fotografia pojazdu, o tyle nie potrafię zrozumieć w jakim celu pokazywać na widok publiczny krwi zabitego zwierzaka? Myślę, że dla wielu czytelników taki pomysł jest po prostu niesmaczny. Dla mnie również.

Australia pewnie większości z Was kojarzy się głównie z kangurami, diabłami tasmańskimi, czy barwnymi papugami. A mnie po książce Barbary Dmochowskiej kojarzyć się będzie z... krowami. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, zachęcam do tej lektury. Dla początkujących to ciekawa podróż po tym kontynencie.

Barbara Dmochowska
Źródło zdjęcia - KLIK



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bernardinum

38 komentarzy:

  1. Uwielbiam książki podróżnicze, więc i tę mam w planach, mam nadzieję, że ją niedługo przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Książki podróżnicze raczej nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem fanką literatury podróżniczej, ale moja siostra tak, więc jej polecę niniejszą pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Australia... moje niespełnione marzenie :) Chciałabym ją kiedyś odwiedzić - mimo iż wszystko tam chce Cię zabić ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam te podróżnicze książki, które są wydane w tej "serii". Czytałam kilka, tej akurat nie, ale jeżeli wpadnie mi w ręce to na bank przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm.. Nie wiem, ale chyba spasuję. Jakoś nie jestem na razie przekonana do książek podróżniczych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Australia to jedno z moich wielkich marzeń:) i chociaż za książkami podróżniczymi nie przepadam, to do tej z chęcią bym zajrzała:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kto wie ;) Może przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Obok książek podróżniczych nie przechodzę obojętnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Podróż po tak fascynującym kontynencie to wielka przygoda. Myślę, że i ta książka też dostarcza wielu wrażeń. Chciałabym ją w najbliższym czasie przeczytać, Może, kiedyś wygram w totolotka i uda mi się zwiedzić Australię :))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapowiada się interesująco. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. mnie Australia w ogóle nie kojarzy się z diabłami tasmańskimi:P

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakiś kangur zderzył się z samochodem? A właściwie samochód z kangurem?

    Lubię tę serię, więc chętnie tę książkę przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Australia kojarzy mi się pozytywnie, ale nie jestem pewna czy po akurat tę książkę sięgnę, aby poznać ją bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie ta książka absolutnie zachwyciła, rozbudziła ciekawość

    OdpowiedzUsuń
  16. Masz rację, krew zabitego zwierzęcia do miłych widoków nie należy. Z chęcią bym sięgnęła po tę książkę, bo o Australii nie wiem zbyt wiele.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie znam żadnej książki podróżniczej o Australii, więc może właśnie zacznę od tej, chociaż zastanawiam się czy nie rzucić się na głęboką wodę i sięgnąć po jakąś bardziej obszerną publikację, która niekoniecznie wystawia na piedestał jej autorów. No i krew na zdjęciu też uważam za nietrafiony pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do książek podróżniczych, nawet jeśli była dobrze napisana z mnóstwem ciekawostek i zdjęć. Dlatego też i po tą nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  19. wiesz co odnośnie włosków po trwałej to myślę, że zajrzyj do anwen. ona robiła kilka razy trwałą: www.anwen.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. A wiesz, że Australia to też moja bajka? Bardzo chciałabym tam kiedyś pojechać.
    Rzeczywiście okładka nie jest zbyt zachęcająca, i szkoda też trochę, że jak piszesz, bohaterami jest bardziej autorka i mąż, ale mimo wszystko dałabym jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie jestem fanką książek podróżniczych, ale po tą może akurat kiedyś sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Po Twoim wstępie na temat okładki pomyślałam, że to jakiś ciemny kryminał, a tu proszę książka podróżnicza. Wniosek, zawsze trzeba czytać tekst do końca, tak jak i książki :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajnie przedstawiłaś tę książkę, ale chyba jednak pozostanę przy studiowaniu "W dziewięćdziesiąt dni dookoła Australii, czyli walkabout po polsku", jakoś wydaje mi się, że "Australia" Dmochowskiej by mnie nie przekonała. Heh i skojarzyło mi się "no worries" bo w wymienionej przeze mnie książce też pojawiło się to stwierdzenie - w kontekście tambylców :)
    Pozdrawiam,
    Żaneta

    OdpowiedzUsuń
  24. Książki podróżnicze to nie moja bajka, ale te krowy mnie zaciekawiły, więc przeczytam przez niezdrową ciekawość ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Krew zwierzęcia faktycznie niezbyt trafiona, nie czytałam wcześniej o tym fakcie w żadnej recenzji. Książkę mimo wszystko chciałabym przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam książki podróżnicze, a o Australii nie czytałam jeszcze żadne. Z przyjemnością sięgnę po tą pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Jeśli chodzi o książki podróżnicze, to na razie na przeczytanie czekają książki Cejrowskiego, o i jeszcze "Busem przez świat", więc tą sobie podaruję. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Jak będę miała okazję to sięgnę po tę książkę. Ciekawi mnie poznawanie innych krajów, kontynentów :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie przepadam za książkami podróżniczymi, chociaż zdarzają się wyjątki (te z wątkami biograficznymi). Raczej nie będę czytać tej pozycji. Co do okładki, to nie podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
  30. Po książki podróżnicze raczej nie sięgam, ale z chęcią to zmienię :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Mnie ta książka nie zachwyciła, zabrakło w niej ikry, ale.. zła też nie była. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Krowy w Australii jakoś do mnie nie przemawiają ;) Jednak podróżnicze książki zawsze kupuję w prezencie, jeśli ta się do tego nadaje, to fajnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Marzę o tym, by kiedyś odwiedzić Australię, lecz jednak nie chciałabym tam mieszkać.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie przepadam za książkami podróżniczymi, więc raczej się nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Akurat kończę czytać książkę pani Basi o Australii, i zastanawia mnie następujący fakt: Jeżeli stare Subaru którym Basia z Pawłem podróżowali przeżyło wybazek ze strusiem emu, którego efekty widzimy na okładce książki, to jakim sposobem ten samochód ma potem kierownicę po lewej stronie? Jest to wina wspomnianego wypadku?

    Na okładce samochód ma kierownicę po prawej stronie, a na zdjęciu zamieszczonym na stronie 199 na którym widać Pawła przejeżdża przez wodę, kierownica jest juz po lewej stronie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)