czwartek, 31 maja 2012

Marek Żak – "Szczęśliwy w III Rzeszy"



„Prawda jest dobra, ale nie każdą prawdę należy ujawniać.”



Po lekturze „Biegu” Marka Żaka, korespondowałam z autorem w wyniku czego otrzymałam do przeczytania egzemplarz jego debiutanckiej powieści pt.: „Szczęśliwy w III Rzeszy”, która odbiła się szerokim echem w środowisku literackim. Przypomnę tylko, że autor z wykształcenia jest chemikiem. A jego praca zawodowa związana jest z przemysłem farmaceutycznym.

Bohaterem powieści jest farmaceuta Marek Gar. Pochodzi z Zachodniej Polski, dokładnie z Wielkopolski, która przez dłuższy okres czasu znajdowała się pod rządami Niemców. Akcja książki dzieje się podczas II wojny światowej. Bohater dostaje propozycję pracy w niemieckim koncernie Bayera, znajdującym się w Zagłębiu Ruhry. Myślę, że wielu osobom ta firma znana jest z powodu jej powiązań z obozami koncentracyjnymi. Jest to dla niego jedyna szansa na wyzwolenie się z okupowanej Polski. Marek jest ambitnym i zdolnym naukowcem i właśnie dzięki tym cechom pnie się szybko do góry w swojej karierze zawodowej, mimo tego, że jest Polakiem, czyli rasą podludzi w ówczesnych realiach. Żeni się z agentką gestapo – Karen. Nie będzie to jednak jedyna Niemka, którą bohater poślubi i pokocha.

Marek jest postacią bardzo kontrowersyjną. Od razu zaznaczam, że to postać fikcyjna.

„Tło, miejsce i postacie historyczne w tle są autentyczne, reszta jest fikcją, która nie ma niczego wspólnego z autorem, jego rodziną, ani żadnymi, znanymi mu osobami.”

Bohater sam siebie uważa za tchórza, konformistę i oportunistę. Niemieckie kobiety, z którymi ma romans uważa za swoiste trofeum w czasach wojny. Nie jest wierny jednej kobiecie.

„Nie jestem bohaterem. Jestem zwyczajnym konformistą albo oportunistą.”

Pracuje w III Rzeszy dla Niemców. Przyjmuje niemieckie obywatelstwo. Wykonuje wszystkie polecenia ówczesnych władz NSDAP. Co więcej, nie zgadza się z ideą walk powstańczych. Uważa, że Powstanie Warszawskie to niepotrzebny przelew krwi naszych rodaków, który nic nowego nie wniesie do naszej sytuacji okupacyjnej. Bohater jest postacią, której nie powinno się lubić. Brak mu moralności i cech bohatera romantycznego oraz idealnego patrioty. Jest szczęśliwy mieszkając w III Rzeszy. Ciągle powtarza zdanie z Fausta „Trwaj chwilo! Jesteś piękna!” Jest cynikiem, owszem. Ale cynikiem szczęśliwym.

Co więcej, co może zszokować przeciętnego Polaka. W książce nie ma podziału na złego niemieckiego okupanta i dobrego, zniewolonego Polaka. Bohaterowie nie są czarni i biali. Posiadają różne odcienie.

Napisałam autorowi, że jego książka jest trudna do zrecenzowania pod wieloma względami. Zaprzecza całkowicie idei martyrologii, tak zakorzenionej w naszym kraju. Nie czytałam jeszcze żadnej książki w polskiej literaturze, która pokazywałaby taki obraz II wojny światowej. Porównując dla przykładu „Kolumbów” i „Szczęśliwego w III Rzeszy”, książki te znajdują się na dwóch przeciwstawnych biegunach.

„Czasy wojny miały swoje prawa nie zawsze zgodne z prawami czystej nauki.”

Sam tytuł książki wskazuje na kontrowersyjny temat. Jak można było być szczęśliwym w III Rzeszy za panowania największego zbrodniarza ludzkości – Hitlera. Uwierzcie mi, że powieść skłania do myślenia. Skłania do przeanalizowania pewnych faktów, bez obecnej w naszej tradycji kultu bohaterstwa i obrony ojczyzny. To próba nowego spojrzenia na skomplikowaną historię Polski.

I można się nie zgodzić z tezami, jakie wygłasza główny bohater. Potępiać jego zachowanie i nazywać go zdrajcą. Ale czy można go obarczać za to, że chciał być po prostu szczęśliwy? Za to, że chciał odnieść sukces i mieć piękne kobiety? Myślę, że każdy czytelnik, po przeczytaniu książki Marka Żaka powinien sam odpowiedzieć sobie na te pytania.

Wiem od autora, że odezwali się pierwsi chętni do sfinansowania filmu, który powstanie na podstawie książki. To dopiero będzie wydarzenie, gdy film wejdzie do kin. Rozpoczną się wielkie dyskusje i z pewnością miażdżąca recenzja krytyków.

Myślę, że „Szczęśliwy w III Rzeszy” może być gratką dla koneserów historii. Na pewno wywoła szerokie dyskusje na temat losów okupowanej Polski. I o to chyba chodziło autorowi.

Marek Żak napisał również drugą część losów polskiego naukowca pt.: „Szczęśliwy w Ameryce”. Dzięki uprzejmości autora wkrótce recenzja na moim blogu.


Za egzemplarz książki dziękuję autorowi :)


Marek Żak

środa, 30 maja 2012

Pomoc dla debiutującego pisarza!

Mam do was wielką prośbą w imieniu początkującego pisarza. Pan Robert Wasilewski poprosił mnie o wydanie opinii na temat fragmentu jego książki, którą obecnie pisze. Autor jest debiutantem i każda konstruktywna uwaga od was może mu pomóc. Pan Robert piszę powieść z gatunku science-fiction pt.: “Panama”. Jeśli macie chwilkę to przeczytajcie fragment niżej, nie ma tego dużo i napiszcie jakie są wasze przemyślenia. Chodzi mi o samą warstwę fabularną. Na błędy stylistyczne i ortograficzne nie zwracajcie uwagi. Tutaj już korektor będzie miał swój udział. W imieniu autora dziękuję za poświęcenie czasu :)
„Okręt wojenny Panama”

„Mrok pochodzi z mroku a światłość ze światłości, nadchodzi czas gdy z ciemność wyłania się strach który zasłoni serca i dusze istot żywych. Otwierając głębokie rany wśród najstarszych rodów i ras. W ten czas z najodleglejszych zakątków wszechświata pojawią się oni...”

Notatki Anakuna z eksploracji planety Talmen

Osobisty portal admirała Kullena połączonych sił międzygwiezdnych. Komandorze Drent moje gratulacje otrzymałem właśnie informacje dotyczące pana awansu na komandora, dobra wiadomość jest taka że przekażę panu dowództwo nad okrętem wojennym Panama. O godzinie 530, dostanie pan protokoły wiążące pana z misją i statkiem. Niedługo będzie pan odpowiedzialny za ludzi i sprzęt, zgromadzony na statku, powierzamy panu misje eksploracji galaktyki. Dzięki zdobytej technologi przekaźników masy. Jesteśmy w stanie dotrzeć do nowych obszarów galaktyki andromedy. Wnikliwe badania naszych sond międzygwiezdnych, potwierdzają możliwość skoku w czasie i przestrzeni w nowe niezbadane dotąd miejsca w galaktyce Andromedy, jesteśmy w stanie podróżować dalej i szybciej przez galaktykę niż kiedykolwiek. Wnikliwie studiując pana osiągnięcia w dziedzinie sztuki wojennej i wywiadowczej pracy na rzecz biura „Parasol”, jest pan odpowiednia osobą na te stanowisko, liczę na dalszą ścisłą współprace z biurem wywiadowczym. Wszystkie niezbędne informacje na temat misji przekaże kapitan Sue Samari. Właśnie przygotowuje statek i załogę do objęcia dowództwa, Panie Drent moje gratulacje i życzę powodzenia. Kullen bez odbioru.

SI: Masz nową wiadomość od kapitana Sue Samari, czy mam połączyć ?

Drent: Łączyć

Sue Samari: Sue Samari melduje:
Witam serdecznie komandorze Drent statek jest gotowy do objęcia dowództwa. Raport na temat załogi; 600-set zawodowych żołnierzy połączonych sił międzygwiezdnych, ciężko opancerzonych
i wyposażonych w tarcze bojowe typu axi-1. 98 myśliwców planetarnych, z pełnym wyposażeniem bojowym. Transportery dla żołnierzy oraz mechy bojowe „trident-sb typu 4”. Załoga logistyczna
i pilotów bojowych w ilości 3578-ośmiu osób na pokładzie. Statek został wyposażony w najnowsze łącza komunikacyjne kwantowe oraz arsenał wojenny do prowadzenia walk w przestrzeni kosmicznej i planetarnej. Panama jest gotowa do inspekcji załogi oraz rozkazów.

Drent: Przyjąłem do informacji czas objęcia dowództwa nad Panamą wyznaczam na godzinę 600.

Drent: Bez odbioru.

SI: Komandorze! Specjalista do spraw uzbrojenia i taktyki walk powietrznych kapitan Trent oczekuje pana pod drzwiami. Czy mam go wpuścić do kajuty komandora?

Drent: Tak proszę.

SI: Kapitanie Trent proszę wejść, komandor oczekuje pana.

Trent: Kapitan sił lotniczych Trent melduje się na służbie.

Drent: Spocznij żołnierzu. Najwyższe dowództwo w obawie przed nowymi cywilizacjami być może bardziej zaawansowanymi i zabójczymi. Powierza nam okręt „Panama” o godzinie 600 obejmujemy dowództwo nad najbardziej zaawansowanym okrętem wojennym floty. Dowództwo nad myśliwcami i personelem pilotów zlecam tobie. Wśród nich znajduje się eskadra zaćmienia, najlepszych pilotów międzygwiezdnych. Otrzymaliśmy misję eksploracji galaktyki Andromedy, Admirał Kullen pokłada w nas nadzieje. Podróż odbędziemy przez przekaźnik mocy. Który został niedawno odkryty i zbadany. Lecimy w nieznane, więc proszę się przygotować na ewentualność braku powrotu z misji. Akcja jest objęta ścisłą klauzulą tajności, wymagam profesjonalizmu! Odmaszerować kapitanie.

Trent: Tak jest komandorze, służyć pod pana dowództwem to zaszczyt.

SI: Komandorze właśnie otrzymałam szczegółowe informacje dotyczące misji. Wśród nich znajduje się mapa oraz współrzędne, które mają priorytet. Admirał przesłał protokół postępowania, na wypadek ewentualnych konfrontacji z obcą cywilizacją. Czy mam zrzucić dane na pana bazę pamięci.

Drent: Wykonaj zrzut podczas mego snu. A teraz prześlij mi widoki i dane techniczne na temat okrętu Panama, muszę poznać jego możliwości.

SI: Czy mam wyświetlić na głównym ekranie w pokoju wizyt?
Drent: Tak proszę.

SI: Okręt Panama. Klasa niszczyciel międzygwiezdny. Rok produkcji 2258, Konstrukcja została zaprojektowana przez związek projektantów ziemskich, budowana w tajemnicy przed opinią ziemską i pozostałych sojuszników międzygwiezdnych. Decyzja budowy tego statku została podjęta przez biuro wywiadu „Parasol” oraz „Najwyższą Radę Ziemską Zjednoczonych Narodów”. Łączna powierzchnia statku wynosi dziesięć kilometrów kwadratowych. Jednostka napędzająca okręt to reaktor antymaterii. Materiał reaktora wystarczy na produkcję energii do 2408 roku ziemskiego. Największą zaletą statku jest jego samo wystarczalność. Dzięki modułowi produkcji organicznej. Jego następną zaletą są trzy stopniowe tarcze, metafizyczne, biotyczne, organiczne. Panama posiada własną grawitacje, w sekcji treningowej jest możliwość regulacji ustawień pola dzięki czemu można symulować rożne stany ciążenia na ciało człowieka. Panama posiada własną super inteligentną postać, dzięki transmiterowi danych będzie tylko pan ją słyszał, na statku poza statkiem może panu służyć jako super broń. Wystrzeliwany na planetę, bądź podążał za panem, w postaci niewykrywalnej jako transmiter umieszczony w pańskim szkielecie. Na co nalega agencja „parasol” i admirał Kullen. Komandorze nie musi pan się zgadzać, ta opcja jest zalecana, aczkolwiek nie konieczna, decyzja należy do pana. W razie podjęcia akceptacji zaleceń, zostanie pan poddany zabiegowi wszczepienia płynu w kręgosłup.

Drent: Czy mogę wiedzieć czym jest ten płyn i czym się stanę, po zabiegu.

SI: Komandorze! brak danych na ten temat.

Drent: Dać się z manipulować czy jednak pozostać przy swoim?

SI: Słucham komandorze?

Drent: tak sobie głośno myślałem.

SI: Właśnie minęła godzina 1000, czy mam zawołać windę spod pana pokładu do stołówki oficerskiej.

Drent: czas najwyższy nie mogę się doczekać śniadania. Co mamy dziś w menu ?

SI: Loguje się do stołówki oficerskiej, teraz mamy specjalność mistrza kuchni do wyboru: kaczka dzika w sosie z borowin, rostbef pieczony, albo owoce oceanu atlantyckiego. Wolne stoliki to nr 47, 15 i 3. Przy którym mam zrobić rezerwacje?

Drent: Proszę o stolik nr 15 to świetne miejsce, uspokaja mnie widok planety terrabis z kosmosu.

W momencie kiedy Drent zasiadał do stolika. Światło zgasło przez moment ustało wszystko i zapadła cisza. Nagle w jednej chwili atmosfera zrobiła się tak gęsta że można było ciąć powietrze na kawałki nożem, po dwóch niecałych sekundach, światło wraca do koloru czerwonego a z głośników dobiega alarm bojowy. Uwaga to nie są ćwiczenia, alarm bojowy pierwszego stopnia personel lotniczy proszony jest do stawienia się na odprawę myśliwców, cywile są proszeni aby wrócili do swoich pomieszczeń cały personel wojskowy na stanowiska bojowe. Powtarzam to nie są ćwiczenia. Uwaga alarm bojowy pierwszego stopnia...

SI: Komandorze obawiam się że pan nie dokończy śniadania, Admirał Kullen wzywa pana do centrum bojowego. Kapitan Sue Samari chce się z panem połączyć, czy mam wyświetlić przekaz ze statku Panama, wiadomość pilna!

Drent: Do licha dawaj zrzut i załatw mi windę jak najszybciej!

Sue Samari: Komandorze! Potrzebujemy pana w centrum dowodzenia okrętu Panama, nasze sondy, wykryły nieznaną jak dotąd obcą formę życia nie możemy jednoznacznie określić jej potencjału bojowego ale z pewnością wiemy że na pewno to nie są przyjacielsko nastawione istoty, dwie spośród czterech sond przestały odpowiadać najprawdopodobniej zostały przechwycone, przez systemy wroga, dwie pozostały jeszcze nadal pod naszą kontrolą, przesyłam panu obraz obiektu który się zbliża do nas z dużą prędkością przewidywany czas wejścia w zasięg myśliwców bojowych to 20 minut.

Drent: Do diabła to jest niemal wielkości księżyca, jak coś takiego... Czy przechwytują nasze rozmowy, dane?

Sue Samari: Brak śladów w protokołach, możliwy nasłuch, właśnie teraz przeszłam na szyfrowanie „dusza” powinni odbierać zainfekowane dane telemetryczne z wirusem „skynet”.

Drent: Jak tylko dostanę protokoły końcowe od admirała, pojawię się na statku.

Sue Samari: ogłaszam pełną gotowość bojową na panamie!

Drent: jestem już prawie w centrum dowodzenia bojowego zostań na stanowisku zaraz zobaczysz Kullena ma coś dla mnie do przekazania.

Admirał Kullen: Dobrze pana widzieć rychło w czas! Zostaliśmy zaatakowani przez inteligentny sygnał bojowy pochodzący z obcego statku, nie mamy pojęcia kim oni są ani czym dysponują ale wiemy z całą pewnością że nie przywitamy szampanem a raczej całym arsenałem jaki posiadamy. W tej chwili myśliwce sokół jeden i orzeł b2 są przezbrajane w niekonwencjonalne pociski typu „amur” miejmy nadzieje że przenikną ich osłony bojowe i rozpętają piekło na pokładach, bo jak nie, to ujmując w cudzysłowie „będziemy w czarnej dupie”. Przy założeniu że nasze lasery nie poradzą sobie z ich osłonami. No ale do rzeczy żołnierzu, wezwałem ciebie bo nie mam chwili do stracenia wystaw dłoń! Mój klucz właśnie wysyła ostatnie kody dowodzenia nad statkiem „Panama”. Pierwsze primo zbierz jak najwięcej danych wywiadowczych na temat tego cholerstwa na wypadek gdyby stacja orbitalna Helena nie przetrwała ataku, dalej dostaniesz od Federacji przed wejściem przez przekaźnik, dwóch inżynierów bojowych. Ponoć chłopaki nie mają sobie równych gdzie i kiedy ma się to stać masz już to na swoim kluczu. Jestem twoim bezpośrednim przełożonym ale na wypadek gdybym wyparował razem ze stacją, w stylu mego ojca podczas obrony Talmen. Przekaż ten pierścień rodowy Arilatti, ostatnia osoba bliska memu... Sue Samari! Co masz na ekranie?

Sue Samari: Admirale przesyłam panu ostatni obraz z naszych sond jak widać szykują się na inwazje, ostatnie obrazy pokazują około czterech tysięcy mniejszych i większych obiektów. Statek matka znajduje się w odległości 5 milionów km od naszych pozycji, staną w miejscu.

Admirał Kullen: Szlag by to wszystko wziął jak u licha mamy teraz ich zaatakować, nie mamy nawet jednej piątej ilości ich myśliwców, nie wspominając o zasięgu.

Drent: Admirale sugeruje aby pan wysłał ekspedycje wojskową na planetę i tam stworzył ruch oporu, na udeptanej ziemi mamy większe szanse w walce z obcą cywilizacją, zwłaszcza gdy do końca nie wiemy czym są te istoty. Poza tym kopalnie są wyjątkowym celem strategicznym. Może się okazać że właśnie poszukują pierwiastka X-on. I są cholernie z determinowani by go dostać, nie pytając się
o zdanie.

Admirał Kullen: słuszna uwaga żołnierzu zwłaszcza że federacja choruje na ciągły brak pierwiastka X-on. O to co proponuje Komandorze, pan zabierze cywili, część inżynierów wojskowych na swój statek ja opuszczę stację w ostatniej chwili wraz z personelem na terrabis.

Drent: Przyjąłem panie admirale, niezwłocznie udaje się do teleportu. Sue na tym koniec rozmowy ja i Trent zaraz u ciebie się pojawimy.

Sue Samari: Zrozumiałam „Panama” oczekuje pana rozkazów.

Drent: SI odszukaj kapitana Trenta i od eskortuj na statek. Ja udaje się do teleportu, nie ma czasu szybko.

Stacja orbitalna „Helena”;

Fujimoto Kapitan dywizji myśliwców: Admirale myśliwce w pełni przezbrojone i gotowe, czekamy na rozkaz wylotu.

Kullen: W końcu co tak długo wam zabrało?

Fujimoto: Ee...

Kullen: Już ja wiem, w gacie narobiliście i majtki zmienialiście. Bo co to za pilot myśliwca co ma obsrane gacie. Smród w waszej kabinie załatwiłby by sprawę za wroga. Ale do rzeczy, piloci baczność! To jest wasze 5 minut nie dajcie się zabić. Wróg ma przewagę liczebną jeden do dwudziestu, zostaliście wyszkoleni dla tej chwili, by bronić i służyć federacji. Wiem że wielu z was to dzielni piloci. Bierzcie przykład od najlepszych. Dotyczy się was najmłodszych dywizjonu sto drugiego. Pokażcie na co was stać. Liczę że po starciu wszyscy się spotkamy w tym samym składzie. Bo nie mam ochoty pisać do waszych matek , żon i dzieci, jaka to wielka strata dla mnie i Federacji. Byliście dobrymi pilotami, ale nie tak dobrymi by przeżyć walkę. Więc liczę że nie zawiedziecie mnie i całej tej reszty. Mam dla was jedną dobrą wiadomość na wypadek anihilacji stacji. Komandor Drent zabiera część załogi, na okręt wojenny „Panama”. Zostaną odesłani do centrum operacyjnego Federacji z powrotem. Więc piloci jak brzmi okrzyk zwycięzców. Wszyscy zgromadzeni jednym tchnieniem: Urraa, Urraa, Urraa !!!

Kullen: No i tak trzymać, zabierać rzyci do myśliwców. Kapitanie Fujimoto proszę podejść do mnie.

Fujimoto: Kapitan dywizjonu Fujimoto melduje się na rozkazy.

Kullen: Zastosujecie taktykę odwrotu, dywizjon sto drugi otrzyma rozkaz jako pierwszy do ataku, sprowokuje jak największą ilość myśliwców a potem skieruje się na statek Panama . Wasze zadanie to atak na lewą flankę a z prawej zaatakują piloci myśliwców komandora Drenta. Każdy z pilotów otrzyma obraz szyku bojowego w kokpicie, utrzymać pozycje jak najdłużej. To wszystko odmaszerować do myśliwca.

Nie tracąc czasu Admirał pośpieszył do centrum bojowego stacji, skąd wysłał wszystkie zgromadzone dane telemetryczne, i obrazy do kwatery głównej połączonych sił między gwiezdnych federacji. Stacja orbitalna która służy do odprawy statków handlowych, posiada znaczący arsenał obrony planetarnej. Została tak zaprojektowana i wybudowana by pomieściła ogromne ilości cennych ród metali. Które dalej były odbierane przez statki handlowe federacji i wysyłane do różnych zakątków galaktyki. Planeta terrabis posiada ogromne ilości pierwiastka X-on który jest komponentem uszlachetniającym złoto i platynę, posiada właściwości nadprzewodnika, który jest obecny niemalże wszędzie. W teorii zakładano że stacja z ilością 500 myśliwców najnowszej generacji oprze się każdemu zmasowanemu atakowi pochodzącemu z drogi mlecznej. Piraci, organizacje militarne działające na zlecenie różnych ras, ewentualny atak zazdrosnych sąsiadów, miał być zdławiony w zarodku. Zważając że sama stacja dodatkowo posiada niekonwencjonalne pociski „amur” które sieją przerażenie wśród piratów i lasery które zamieniają każdy pierwiastek w obłok. Założenie inżynierów wojskowych było słuszne że stacja będzie ostoją spokoju w układzie. Na planecie mieszka wielu weteranów wojskowych, którzy sprawują dozór nad kopalniami różnych korporacji. Takich jak „Sirta”, „Zakson”, „Despletos”. Korporacje które zrzeszają różne planety i całe rodzaje różnego pochodzenia form życia. Planeta zachowała wielkie połacie zieleni i przyjaznego środowiska dla ludzi. Dzięki zaawansowanej technologii górnictwa. Która stawia na jak najmniejszą inwazje w środowisko i otoczenie. Populacja planety to około dziesięciu tysięcy cywili w tym około tysiąca etatowych żołnierzy Federacji. Istnieje wiele obiektów które zostały zaprojektowane tak by mogły służyć jako schrony: sprzętu wojskowego oraz cywilnego, służących do ewentualnej odbudowy lub naprawy poszczególnych komponentów stacji orbitalnej „Helena”.

Tymczasem okręt wojenny „Panama”. Centrum dowodzenia statku.

Sue Samari: Komandorze Drent !

Drent: Słucham pani kapitan.

Sue: jedna z sond przesłała nam ciekawe dane dotyczące obcych statków. Wygląda na to że są sterowane autonomicznie i istnieje możliwość wygenerowania kodu który by wprowadził nieco zamieszania w modułach sterowania. Moglibyśmy spróbować stworzyć taki sygnał który by zawierał wirus i sam się instalował w protokołach i modułach sterowniczych.

Drent: Wykonać! SI przekaż te rozkazy kapitanowi Trentowi, bezpośrednio na klucz. Liczy się każda minuta. Ja w tym czasie autoryzuje obronę stacjonarną statku. Inżynier pokładowy Aljosza Wasilij: Komandorze jesteśmy w posiadaniu artylerii „Long Tom” Możemy tak ją uzbroić by skupiała się na dużej ilości obiektów działa są w stanie śledzić wiele obiektów naraz. Szybkostrzelność oraz siła pocisków, które są w stanie zrobić sito z ciężko opancerzonych statków wroga. Niestety nie skuteczne...

Drent: Tak wiem czym jest ta artyleria uzbroić i wprowadzać na bieżąco cele do komputera pokładowego. Poruczniku Anatolij, proszę o autoryzacje wzmocnienia tarczy metafizycznej do pełnej mocy.

Anatolij: Wymagana jest zgoda użycia dodatkowej mocy generatora antycząsteczek, jedynie zgoda mechanika kwantowego Ayumi i uruchomienia protokołów w reaktorze.

Drent: Tu komandor statku Drent, czy otrzymam zgodę na podbicie mocy reaktora antycząsteczek ?

Ayumi: Główny mechanik kwantowy potwierdza, uruchomienie protokołów za 15 sekund.

Drent: poruczniku Anatolij jak tylko reaktor osiągnie pełną moc proszę skierować na tarcze metafizyczne.

Sue Samari: Wirus w pełni gotowy, możemy go wysłać w postaci rozmowy która na pewno zostanie przechwycona przez statek matka. Dodatkowo zalecam odszyfrowanie wiadomości tej i wprowadzenie wroga w błąd. Może wyglądać na rozmowę pana z admirałem Kullenem.

Drent: Połącz mnie z admirałem i wyślij wirusa!

Sue Samari: Połączenie otwarte.

Kullen: Słucham panie komandorze! czemu rozmawiamy na otwartym kanale?

Drent: Admirale! Pamięta pan ćwiczenia w układzie słonecznym Hirio.

Kullen: Głupie pytanie! Oczywiście że tak testowaliśmy... Drent ty przebiegły lisie!

Drent: Admirale teraz pan jest mi winien kolejkę.

Kullen: Wszystkich oficerów zabierzemy jak tylko to się skończy.

Drent: Bądźmy dobrej myśli a na razie Drent bez odbioru.

Sue: Sygnał został przechwycony, zostało nam poczekać.

SI: Komandorze otwieram główny panel widoku czasu rzeczywistego eskadry zaćmienia. Ustanawiam obraz i dźwięk.

Drent: Kapitanie Trent jak sytuacja wygląda.

Trent: weszliśmy w tryb kamuflażu oczekujemy na dywizje sto drugą.

Drent: Bardzo dobrze meldować o postępach.

Si: Admirał Kullen oczekuje pana na kanale szyfrowanym.

Drent: Przełącz widok na główny panel

Kullen: Dywizjon sto drugi, osiągnął cel i zmierza w pana kierunku. Około setki statków, zalecam zbliżenie statku „Panama” na prawą flankę i przejęcia jak najwięcej celów. Może pan atakować w trybie kamuflażu. Obiekty wroga są podatne na lasery to dobry znak.

Drent: Obieram Kurs na prawą Flankę, prędkość trzy czwarte mocy. Pani Blanko wykonać. Panie Aljosza przygotować wszystkie działa do obsługi przez załogę. Sue Samari przełącz mnie na główne radio statku.

Sue Samari: Może pan mówić do całej załogi.

Drent: Witam załogę statku „Panama”. Nazywam się komandor Drent, jak wiecie nasz statek znalazł się w strefie konfliktu przez przypadek. Teraz oczekuję od was pełnej gotowości! Za chwilę wkroczymy na pozycje w której nasz statek musi odegrać kluczową rolę!! Życie wielu członków stacji orbitalnej leży w naszych rękach! Ogłaszam alarm bojowy, wszyscy żołnierze i cały personel do stanowisk obsługi dział laserowych!! Na szczęście mamy więcej dział jak załogi. Za czterdzieści pięć sekund spotkanie z wrogiem. Macie rozgrzać lasery do maksimum!! Nie oszczędzajcie żadnego statku wroga. Najlepszy strzelec dostanie premie od federacji, w wysokości półrocznego żołdu. Do dział, dajcie z siebie wszystko!! Drent bez odbioru.

Aljosza: Oficerów i inżynierów też się tyczy te wyzywanie?

Drent: Niestety ciebie to nie tyczy, zbyt wiele dział masz pod ręką.

Sue Samari: A ja właśnie mam zamiar zarobić sobie na wymarzone wakacje. I zabije tylu ilu będzie potrzeba, właśnie odpalam konsole.

Blanka: Sue możesz pomarzyć bo ja oprócz nawigacji mam pod kciukiem na komendę drony bojowe i to cztery. Nie masz ze mną żadnych szans.

Drent: Pani Blanko będzie mi pani potrzebna więc wykluczam pani w tym wyzywaniu.

Blanka: Tak jest komandorze Drent!! Drent... p... prent. Wypowiedziała cicho myśląc o swoim dowódcy.

Drent: Czy pani coś do mnie mówiła?

Blanka: Nie przesłyszał się pan, odpowiedziałam potwierdzeniem tylko na pana rozkaz. W tym samym momencie spojrzenia Sue i Blanki spotkały się. W oczach Sue było widać że chcę Blankę dostać najpotężniejszym laserem jaki jest na pokładzie. Blanka niczym nie odstępowała w myślach od Sue. Zagryzła zęby i zasyczała. A w jej oczach było widać grzyb atomowy i samotną postać Sue na tle fali ognia.

Sue: Słuszna decyzja panie komandorze! Mutantom nie wolno dawać do rąk tak pożądanej broni, nie wiadomo co mogli by z nią uczynić.

Blanka jeszcze raz spojrzała na minę jaką miała Sue widać było że oddała pierwszy strzał a uśmiech w kąciku ust zdradzał że to strzał na punkcie rasowym. Blanka się zagotowała, poczerwieniała, a opuszki palców zaczęły drżeć. Nie wytrzymała tego w końcu i odpowiedziała.

Blanka: Jeszcze jedno stwierdzenie i pokażę ci na co mnie stać! Tym razem wystawiła kawałek języka, przy czym można było usłyszeć delikatny syk. Stojący za nimi komandor przyglądał się wymianie słów, po czym...

Drent: Stop!! Dość tego Nie prosiłem ciebie Sue o komentarz moich decyzji! Poza tym macie się skupić na prowadzeniu działań wojennych a nie walczyć między sobą. Jeszcze raz powtórzy się taka sytuacja a ukarzę was nagannym zachowaniem i wspomnę o braku szacunku do załogi u jednej i drugiej, w raporcie dla federacji. Chcecie załatwić sprawy swoje, to na sale treningową! A nie w centrum dowodzenia statku.

Zapadła wymowna cisza.
SI: jesteśmy w polu działań, przełączam widok eskadry na główny panel bojowy.

Trent: Komandorze! Jest nam potrzebna wasza siła ognia statki obcych są bardzo wytrzymałe, pociski amur radzą sobie nieźle, ale zdjęcie osłon jest bardzo trudne. Reszta potem okazuje się prosta. Straciliśmy już kilku pilotów. Jak na razie mają liczebną przewagę.

SI: W naszą stronę zmierza około tysiąca obiektów. Przejmuję kontrolę nad tarczą meta fizyczną statku.

W tym samym momencie. Komandor stojący przed panelem. Krzykną na interkomie do załogi.

Drent: Załoga ognia!!! Żaden obcy nie ma prawa tego przeżyć!!!

Rozpoczęła się zażarta batalia kosmiczna pomiędzy siłami Federacji i obcej cywilizacji. „Panama” manewrując między grupami statków walczących ze sobą powoli odciągała główne natarcie z daleka od stacji orbitalnej. Działa laserowe, pociski, artyleria „Long Tom” Brzmiały niczym organy federacji, tak wielkiej siły ognia nikt jeszcze nie widział i nie słyszał. Zmasowany atak wszystkich stanowisk powoli zamieniał grupki statków obcych, w kupę latającego złomu po kosmosie. Admirał Kullen, był po prostu pod wrażeniem widoku tej bitwy. W tym samym momencie oczy i uszy całej stacji były zwrócone w stronę rozgrywającej się batalii. Wszyscy ze zdumieniem i zapartym tchem w płucach. Dopingowali swoim. Niektórzy płakali, inni zaś wrzeszczeli z radości, kiedy kolejna eskadra myśliwców i statków transportowych wroga została roztarta w pył. „Panama” Zadawało się że tańczy, po przestrzeni w tańcu którym może zostać tylko najsilniejszy. Długo euforia nie trwała w końcu stacja orbitalna została zaatakowana przez wrogie jednostki, a załoga statku musiała się skupić na obronie własnego podwórka. Kolejne fale atakujących co do jednego były odpierane przez działa „Panamy” Licznik uszkodzonych i zniszczonych statków szybko piął się w górę. W tej walce każda minuta wydawała się wiecznością. Największym wrogiem był strach, który ogarniał całe ciało i niestety, niektórzy poddawali się jego działaniu. Walki pomiędzy pilotami odbywały się z bliska i wymagały ogromnego skupienia, sprytu i żelaznych nerwów. Eskadra zaćmienia niczym duchy, pojawiały się na chwile na ogonie i znikały, po tym spotkaniu wróg miał poważne problemy. Zazwyczaj tarcze myśliwca znikały lub zostały poważnie uszkodzone. Tym samym stawały się podatne na ataki konwencjonalnej broni. Straty myśliwców „Heleny” i „Panamy” od lekkich powoli zamieniały się w poważne. Nawet najlepsi piloci po dwóch godzinach wytężonych walk , powoli tracili równowagę. Co po nie którzy wracali na statek matka, po wymianę czynnika napędzającego taltron i dodatkowe uzbrojenie. Sto drugi dywizjon myśliwców Federacji szybko został wyszczuplony. Przy życiu pozostali tylko najlepsi. Admirał nakazał odwrotu eskadry z przestrzeni i zajęcia pozycji obronnych na stacji orbitalnej. Przewaga liczebna wroga odbiła się czkawką na siłach Drenta i Admirała. Wirus który został przechwycony przez obcą cywilizacje powoli dawał o sobie znać, dając przewagę pilotom Federacji. Z liczby czterech tysięcy obiektów typu transporter i myśliwiec. Zniszczonych i uszkodzonych zostaje półtorej tysiąca. Chłodne kalkulacje taktyczne wskazywały że wróg powinien się wycofać. Po tak wielkich stratach.


Robert Wasilewski
r_wasilewski1982@o2.pl



niedziela, 27 maja 2012

Adrianna Ewa Stawska – "Karmiąc zło"



„Do końca pozostałeś sobą. Wytrwały, ale bez iskry bożej. Zawsze jedno oczko niżej.”





Adrianna Ewa Stawska, dziennikarka, tłumaczka ale także pisarka i badaczka historii kultur kulinarnych. Swoją przygodę z pisaniem rozpoczęła kryminałem „Śmierć w klasztorze”, którego nie miałam jeszcze okazji przeczytać.

„Karmiąc zło” to pierwszy kryminał z serii nowych powieści kryminalnych „Super Kryminał”. Seria ta obejmuje dwadzieścia pięć książek, w tym kryminalne debiuty jak również klasykę gatunku.

Hubert Renkiel, znany warszawski restaurator zostaje otruty azotynem sodu używanym do peklowania mięsa. Denat był wysoko cenionym kucharzem – artystą, którego kariera stała u progu zawodowego rozkwitu. Dwaj oficerowie Lonia Antałowicz i Czesio Witula, próbują rozwikłać zagadkę tajemniczego morderstwa. Zadanie jest o tyle utrudnione, że w otoczeniu ofiary znajduje się mnóstwo osób mających motyw do pozbycia się kucharza. Śledczy nie poddają się jednak tak łatwo i rozwiązują zagadkę otrucia Huberta.

W książce bardzo podobało mi się ukazanie atmosfery światka kulinarnego. Obecnie wszelkiego rodzaju programy kulinarne cieszą się dużą popularnością, więc dobrze jest sprawdzić jak to wszystko wygląda od przysłowiowej „kuchni”. Jedna z bohaterek kryminału bardzo przypominała mi znaną obecnie w mediach restauratorkę, ale być może to tylko moje błędna skojarzenie.

Na pewno nie ma w książce powalających zwrotów akcji czy zaskakującego zakończenia. Historia opisana przez autorkę jest dość prosta ale myślę, że jest to w dużej mierze jej zaletą. Dosyć szybko domyśliłam się kto jest mordercą ale do końca pewna nie byłam. Szkoda tylko, że autorka nie przygotowała dla czytelnika czegoś zaskakującego co mogłoby znacznie podnieść wartość kryminału. Mógłby to być jakiś zaskakujący motyw zabójstwa czy nieznane fakty z życia zabitego kucharza. Tego mi właśnie zabrakło.

Warto jeszcze wspomnieć o znakomitych dialogach oficerów z panią patolog, doskonała gra słów. Tutaj uznanie dla autorki za zręczne wplecenie w fabułę nutki flirtu. Odnośnie tego tematu przytoczę jej słowa:

”Postarałam się, by powieść była interesująca w warstwie fabularnej, ale również ciekawa w warstwie poznawczej dla bardziej wtajemniczonych warszawiaków, no i w tej trzeciej dla tych, co lubią ukryte znaczenia, grę słów, owe genius loci, które stanowi dodatkowy smaczek Karmiąc zło.”

Reasumując książka jest dobrym przerywnikiem na kawę w ciągu długiego, męczącego dnia. Tak naprawdę to lektura na jeden wieczór, nie jest zbyt obszerna. Nie jest to genialny kryminał zaskakujący zakończeniem, ale taki ze średniej półki owszem. Mam nadzieję, że autorka w przyszłości wypracuje swój warsztat pisarski i zachwyci nas nowym, lepszym kryminałem. Liczę na to, gdyż widzę w niej duży potencjał. Polecam.



Adrianna Ewa Stawska

środa, 23 maja 2012

Stephen King (Richard Bachman) – "Wielki Marsz"



„Zmarli są sierotami. Nie mają ojca, matki, dziewczyny, kochanki. Towarzyszy im tylko cisza, cisza jak skrzydełko ćmy. Koniec rozdzierającego bólu przy każdym ruchu, koniec długiego sennego koszmaru marszu drogą. Ciało w spokoju, w bezruchu. Cisza. Idealny mrok śmierci.”




Ktoś kto nie zna dokładnie biografii Stephena Kinga, biorąc do ręki książkę autorstwa niejakiego Richarda Bachmana, najprawdopodobniej nie wpadłby na pomysł, że pod tym pseudonimem kryje się King we własnej osobie. Powołanie do życia tej postaci bardzo mnie zaintrygowało, dlatego troszkę najpierw na ten temat bo to ciekawa historia, a później już o samej książce.
Oficjalna biografia Richarda Bachmana ( tak, miał swoją biografię) wskazywała, że autor z powodu bezsenności zaczął pisać powieści. Zmarł w 1985 r. na bardzo rzadką odmianę schizonomii. Był autorem siedmiu książek z tym, że ostatnią wydano w roku 2007 r. Znalazłam też taką informację, jakoby ujawnienie prawdy, że Bachman i King to ta sama osoba nastąpiło w roku śmierci Bachmana. Ale jak to się ma do wydanej w późniejszym okresie książki – nie wiem. Stephen King używał tego pseudonimu, zanim stał się sławny dzięki swoim książkom. Pisarz tłumaczył:

”Większość z nas ma w sobie takie miejsce, w którym zawsze pada deszcz, cienie są długie a lasy pełne potworów. Dobrze jest dysponować głosem, którym można opowiedzieć o strachach tego miejsca i częściowo opisać jego topografię, nie negując blasku i jasności, które przepełniają nasze zwykłe życie. Dla mnie Bachman jest tym głosem.”

Skąd akurat taki pseudonim? Wybór owiany jest prawie, że legendą. Pisarz najpierw chciał użyć nazwiska panieńskiego matki, wtedy przybrałby pseudonim Guy Pillsbury. Zmienił jednak zdanie, ze względu na wysokie prawdopodobieństwo odkrycia. Połączył w końcu pierwszy człon nazwy zespołu Bachman – Turner Overdrive z pseudonimem Donalda E. Westlakea – Richard Stark. I tak właśnie powstał Richard Bachman. Bardzo ciekawa postać z własną historią.

„Wielki Marsz” został wydany w 1979 r. Akcja powieści dzieje się w niedalekiej przyszłości w Stanach Zjednoczonych. Co roku organizowany jest tam tytułowy Wielki Marsz, coś na kształt dzisiejszego reality show. Stu młodych chłopaków z całego kraju, zgłaszających wcześniej swoje kandydatury, zostaje wylosowanych spośród tysięcy chętnych do wzięcia udziału w makabrycznej zabawie. Jedynym zadaniem uczestników marszu jest wędrówka. Wędrówka w której nie ma mety. Wygrywa ten, który będzie szedł dalej, pozostali zostają zabijani na oczach wielotysięcznych tłumów. Minimalna prędkość z jaką chłopcy muszę maszerować to 6 km/h. Za niedotrzymanie tego pułapu grozi upomnienie. Trzy upomnienia oznaczają czerwoną kartkę czyli śmierć bez litości. W marszu bierze udział Ray Garraty, nazywany synem stanu Maine. Bohater podczas morderczego pochodu nawiązuje jakże ekstremalne w tych warunkach przyjaźnie. Uczestnicy poruszają także tematy dotyczące przyjaźni, miłości, zaufania ale i śmierci. Każdy z nich chce wygrać, chociaż tak naprawdę nie wiadomo co jest nagrodą. I czy patrzenie na bezsensowną śmierć dziewięćdziesięciu dziewięciu pozostałych uczestników daje satysfakcję z wygranej.

Powiem wam, że ta książka wgniotła mnie w krzesło. Uważam, że jest to jedna z najlepszych książek Kinga, jakąkolwiek czytałam. Jest tak realistyczna, tak bardzo prawdopodobna, że aż strach myśleć. Kto wie, czy za jakiś czas, media nie wpadną na pomysł by takie reality show powstało. Tym bardziej, że śmierć dobrze się sprzedaje jak wiemy. A śmierć na oczach tysięcy ludzi tym bardziej. Rozrywka przoduje, nawet chora rozrywka.

Autor genialnie uwidocznił upadek moralny człowieka, świat bez barier i żadnych wartości. Rozmowy uczestników skłaniają czytelnika do myślenia. Brutalne sceny zabijania wycieńczonych chłopców bez cienia litości wpływają na psychikę. Wyobraźcie sobie iść bez odpoczynku, dzień, dwa, trzy z ustaloną odgórnie szybkością mając do dyspozycji jedynie wodę i koncentraty. Na samą myśl już bolą mnie nogi. King moim zdaniem ukazał tutaj swój kunszt pisarki w całej okazałości. Zakończenie zostawia pewien niedosyt. Może to i dobrze. Czytelnik sam ma możliwość dopisać sobie dalsze losy osoby, która wygrała. Jestem świeżo po lekturze i zastanawiam się jak wielką wyobraźnię ma autor, żeby napisać coś takiego. Aż strach myśleć co mu siedzi w głowie.

Naprawdę polecam. Genialnie mroczna książka wykorzystująca wydawałoby się banalny pomysł. Przeczytajcie, a już zawsze na wszelkiego rodzaje marsze i pochody będziecie patrzeć inaczej niż dotychczas.



Stephen King


Recenzja tygodnia (28.05.2012 r. - 03.06.2012 r.) i (11.03.2013 r. - 18.03.2013 r.) na portalu


Rekomendacja recenzji na portalu

sobota, 19 maja 2012

Barbara Baraldi – "Scarlett"



„Moje życie jest w moich rękach. Dziś, swoimi wyborami, zapisuję swoją przyszłość.”



Książka, którą wygrałam w konkursie na blogu Kasi J. od pierwszego wejrzenia zaintrygowała mnie okładką i skojarzeniem ze znaną powszechnie sagą „Zmierzch”.

Barbara Baraldi, pisząca również pod pseudonimem Luna Lanzoni, to znana włoska pisarka. W swojej ojczyźnie uważana jest za jedną z najważniejszych autorek gatunku powieści gotyckiej. Sama pisarka jest dość specyficzną osobowością. Oprócz pisania książek, kolekcjonuje gotyckie lalki oraz tworzy amulety pod konkretne fazy księżyca. „Scarlett” to pierwsza powieść Barbary Baraldi wydana w Polsce.

Tytułowa Scarlett to szesnastolatka, która wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, przeprowadza się do Sienny, zostawiając za sobą przyjaciół i raczkującą pierwszą miłość. Nie jest zadowolona ze zmian w swoim życiu, które nastały niezależnie od niej. Do tego coraz mniej rozumiejący się rodzice nie wpływają pozytywnie na jej stosunek do obecnej sytuacji. Bohaterka w nowej szkole poznaje przyjaciół – Umberta, Caterinę i wegetariankę Genzianę. Oprócz nich ukojenie znajduje w szkolnej bibliotece, którą zawiaduje nieprzeciętny bibliotekarz Edoardo. Bardzo szybko stają się sobie bliscy, głównie dzięki pasji do książek.

Scarlett, podczas koncertu znanego zespołu Dead Stones, którego członkami są uczniowie szkoły, poznaje tajemniczego i zarazem przystojnego basistę Mikaela. Tak zaczyna rodzić się uczucie pierwszej miłości między nimi. Ale żeby nie było tak słodko. Popełniona zostaje niezrozumiała zbrodnia. W tajemniczych okolicznościach zabity zostaje Edoardo. Scarlett poprzysięga znaleźć mordercę przyjaciela. Nie zdaje sobie jednak sprawy kim tak naprawdę jest Mikael i jaką wagę ma cała sprawa dla ludzkości.

Powieść ta jest typową z gatunku romans paranormalny, tak popularny w ostatnim czasie dzięki sadze Stephanie Meyer. Na pewno podobało mi się w niej przedstawienie klimatu włoskiego miasta oraz miłość głównej bohaterki do książek. I na szczęście nie występowały w niej wampiry, lecz postacie trochę z innego świata, dość oryginalne.

Jest to typowa powieść młodzieżowa i dla nastolatek lubiących sagę „Zmierzch”, będzie idealną lekturą, gdyż książki te mają ze sobą wiele wspólnego. Krótkie rozdziały i pierwszoosobowa narracja, to dosyć dobry zabieg warsztatowy. Samo wydanie książki jest na piątkę, przyciągająca uwagę okładka, idealna czcionka dla oczu oraz dobrej jakości papier.

„Scarlett” nie zaskoczyła mnie niczym nowym. Kontynuacji powieści pt.: "Scarlett. Pocałunek demona" raczej nie kupię, chyba, że trafi mi się na wyprzedaży. Polecam jedynie dla osób zaczytujących się w romansach paranormalnych. Pozostałym czytelnikom ta książka nic nowego nie wniesie.



Barbara Baraldi

wtorek, 15 maja 2012

Marek Żak – "Bieg"




"Mężczyzna w taki czy w inny sposób zawsze płaci za seks. Zaangażowaniem, opieką, miłością, wiernością, swoim czasem, pieniędzmi."



Marek Żak, warszawski pisarz, który pracował w zagranicznych koncernach farmaceutycznych. „Bieg” to jego trzecia powieść w dorobku literackim. Twórczość autora charakteryzuje się wielką dawką czarnego humoru. W jednej recenzji znalazłam opinię, że jego powieści to pornol. Autor zdecydowanie się z tym nie zgadza. Polecam audycję z jego udziałem w „Kurierze Literackim” w Radiu Aktywnym jak również bloga pisarza.

Na amerykański rynek farmaceutyczny wkroczył niemiecki lek Pipolay, skutecznie obniżający poziom cholesterolu we krwi i w rezultacie zmniejszający ryzyko wystąpienia zawału. Bardzo szybko zdobył dużą część rynku, ku niezadowoleniu rodzimych koncernów farmaceutycznych produkujących podobne leki. Lekarze z kliniki kardiologicznej, która finansowana jest przez konkurencję Pipolayu, doktor Andrzej Soris – Czech z pochodzenia oraz profesor Wolf, wpadają na pomysł zorganizowania zawodów dla ludzi narażonych na zawał, który spowoduje dużą ilość zgonów wyselekcjonowanych osób. Dzięki temu zabiegowi, popularny lek zostanie ukazany opinii publicznej jako przyczyna śmierci amerykanów. W ten sposób zostanie wyeliminowany z rynku. A to tylko pierwsza postać doskonale zorganizowanej intrygi, w grę której wchodzą wielkie pieniądze.

Autor wykazał się świetną znajomością tematu. Dzięki książce poznajemy świat wielkich firm farmaceutycznych, dużych pieniędzy i ludzi zdolnych zrobić dla nich wszystko. Powieść nacechowana jest dużą dawką czarnego humoru z nutką surrealizmu. Bohaterowie są swoistymi symbolami obecnego konsumpcjonizmu. Liczą się tylko pieniądze i władza. I mimo, że pojawia się miłość, jest ona moim zdaniem egoistyczna, gdyż każda ze stron czegoś oczekuje w zamian. W tle pojawia się wątek emigracyjny (pojawia się również Polka) i cięte riposty dotyczące Holocaustu.

Żadnemu z bohaterów nie udało się ocalić wartości, którymi powinien kierować się każdy człowiek. Wręcz przeciwnie. Większość była zadowolona z wyniku dobrze rozegranej intrygi, doprowadzającej do wycofania leku z rynku. Mimo tego, że wszyscy byli materialistami, cynikami, wykazywali się obłudą, a do tego część z nich była erotomanami, bohaterowie wzbudzili we mnie pozytywne odczucia. Pewnie dzięki zręcznym dialogom wplatanym w fabułę. W książce znajdziemy seks, pieniądze i władzę, czyli tak naprawdę trzy rzeczy, które rządzą naszym światem bez dwóch zdań.

Marek Żak wykazał się dobrym przygotowaniem warsztatowym. Zastrzeżenia mogę mieć jedynie do ciągłego wplatania opisu seksualności Magdy, asystentki profesora. W pewnym momencie zaczynało być to dla mnie irytujące.

Książkę czyta się szybko. W całej okazałości pokazuje co tak naprawdę rządzi naszym życiem i całym światem. Smutne ale prawdziwe. Poza tym okładka jest genialna. Bardzo przyciąga wzrok i kusi do zakupu tej pozycji. Jeśli będę miała okazję to na pewno zajrzę do wcześniejszych powieści autora. Jestem ich bardzo ciekawa.

Autor na swoim blogu napisał: „To nie jest książka o aferze, w rezultacie której lek Bayera ,,Lipobay" został wyeliminowany z rynku na całym świecie. Wszystkie nazwy są oczywiście przypadkowe. Swoją drogą sama afera była ciekawa. Poszukajcie w Googlach”. Ja też polecam poczytać coś nie coś na ten temat, troszkę zmieni to wasze podejście po przeczytaniu „Biegu”.

Pod koniec roku ma ukazać się nowa powieść Marka Żaka, a póki co zapraszam do „Biegu”. Książka jest oryginalna i warto ją mieć w swojej biblioteczce.




Marek Żak




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej



sobota, 12 maja 2012

Zbigniew Zbikowski – "Berlin Blue"





"Ideały, których nie da się dobrze sprzedać, idą na śmietnik, a ludzie, którzy je wyznają, razem z nimi."





Debiut powieściowy Zbigniewa Zbikowskiego zainteresował mnie ciekawym tytułem oraz samym zarysem fabuły streszczonej na stronie wydawcy. Nie słyszałam wcześniej o autorze. Zbigniew Zbikowski mimo, że książka jest jego debiutem powieściowym, pisał już w latach siedemdziesiątych pierwsze opowiadania. Jest też autorem artykułów, które były drukowane na emigracji i w krajowej prasie. Publikował również swoje teksty na łamach takich czasopism jak „Polityka” czy „Życie”. Z chęcią zapoznam się z jego tekstami w najbliższej przyszłości.

Główny bohater „Berlin Blue” dziennikarz Jakub Kubacki, ze względu na uroczystość odznaczenia swojego przyjaciela Kornela, po latach postanawia odwiedzić Berlin – miasto jego przeszłości. To w nim mieszkał będąc na emigracji. Miasto to odegrało w jego życiu wielką rolę i do dziś nie daje o sobie zapomnieć. To właśnie w Berlinie Zachodnim aktywnie działał w środowisku niepodległościowym. I to właśnie tam poznał Dankę – niespełnioną miłość swojego życia, która wyszła za mąż za jego kolegę. Bohater odwiedzając miasto swojej młodości wraca do dawno zakopanych wspomnień.

Ale nie myślcie, że to tylko nostalgiczny powrót do przeszłości z sentymentalną nutą w tle. Wręcz przeciwnie. Niespodziewanie przyjaciel Jakuba nie pojawia się na swojej uroczystości. Zostaje zamordowany. Tak właśnie rozpoczyna się poszukiwanie mordercy i odkrywanie szeregu tajemnic, jakie ukrywane są przez towarzyszy z dawnych lat. W powieści znajdziemy agentów bezpieki, komandosów, rozgrywki polityczne, zamieszanego w przestępstwo senatora oraz nawiązanie do wątku ptasiej grypy. Wszystko w jednej pigułce daje piorunujący efekt.

Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Autor bardzo umiejętnie potrafił połączyć wątek sensacyjny z nostalgią i powrotem do duchów z przeszłości. Sam bohater był bardzo realistycznie wykreowany. Wątek z uwierającymi butami – tutaj brawa dla autora. Takie szczegóły mają duży wpływ na odbiór dzieła.

Poza tym z powieści bardzo dużo dowiedziałam się jak wyglądała praca w podziemiu niepodległościowym. Przede wszystkim jak ważna była ta praca i jakie niebezpieczeństwa ze sobą niosła. Nigdy nie było wiadomo, czy bliski przyjaciel nie jest agentem donoszącym na swoich kolegów. Do tego sprawa teczek w IPN. Temat rzeka jak dla mnie. Ile jeszcze takich osób, które współpracowały z SB, działa obecnie na arenie politycznej, a teczki jakimś cudem zaginęły lub znajdują się u osób trzecich. To skłania do myślenia.

Debiut Zbigniewa Zbikowskiego uważam za bardzo udany. Połączenie wielu płaszczyzn z wątkami sensacyjnymi to świetny kolaż. I bardzo dobre zakończenie z tytułową piosenką „Berlin Blue”. Powieść niesie ze sobą jedno wielkie przesłanie - czasami trzeba pozbyć się upiorów z przeszłości by żyć dalej. Polecam.



Zbigniew Zbikowski




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej


czwartek, 10 maja 2012

oTAGowani :)

Ostatnio na wielu blogach pojawiła się zabawa oTAGowani :) Dzięki zaproszeniu Kasi J. ja również mam przyjemność wziąć w niej udział.

Zasady zabawy:

1. Każda oTAGowana osoba ma za zadanie odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez 'Taggera' i odpowiedzieć na nie na swoim blogu.
2. Po odpowiedzeniu na zadane pytania wybierasz nowe 11 osób do TAGowania i piszesz je w swoim w poście.
3. Tworzysz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w TAGu i piszesz je w swoim TAGowym poście.
4. Wymieniasz w danym poście osoby oTAGowane przez Ciebie.
5. Nie oznaczaj oTAGowanych już osób.
6. Poinformuj wypisane osoby, że zostały oTAGowane.


Pytania od Kasi J.:

1. Czy lubisz oglądać ekranizacje powieści?

Chyba drugim moim nałogiem oprócz czytania książek jest oglądanie ich filmowych adaptacji. Staram się zawsze najpierw przeczytać książkę, a potem obejrzeć jej ekranizację jeśli takowa powstała. Fascynuje mnie porównanie moich wyobrażeń z ekranizacją filmową.

2. Jaki jest Twój ulubiony film nakręcony na podstawie książki?

Jest to film pt.: „A walk to remember”, polski tytuł to “Szkoła uczuć”. Film powstał na podstawie książki Nicholasa Sparksa „Jesienna miłość”. Polecam wszystkim, doskonała gra aktorska oraz genialna ścieżka dźwiękowa.

3. Czy jakaś ekranizacja skłoniła Cię do sięgnięcia po książkowy pierwowzór?

Wiele było takich filmów, dzięki którym poznałam nowe książki. Najbardziej utkwił mi w pamięci film „Znachor” z 1981 r., po obejrzeniu którego zajrzałam do książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Tak zaczęła się moja przygoda z tym pisarzem i jego dorobkiem literackim.

4. Czy interesują Cię biografie pisarzy, których książki czytasz?

Zawsze interesuje mnie osoba autora, staram się znaleźć jakieś informacje na temat każdego pisarza, którego książkę czytam.

5. Od jak dawna prowadzisz bloga i co skłoniło Cię do jego założenia?

Bloga prowadzę od końca listopada 2011 r. Od dłuższego czasu anonimowo obserwowałam inne blogi o tematyce książkowej. Zawsze chciałam dzielić się swoimi opiniami na temat przeczytanych książek na większym forum niż w gronie znajomych, a blog właśnie daje mi taką możliwość.

6. Czy publikujesz swoje teksty na innych portalach?

Moje teksty publikuje również na paru portalach literackich. Są nimi:

lubimy czytać
na kanapie
park literacki
biblionetka
webook

7. Czy poza taką działalnością internetową jesteś w jakiś sposób związana/y z przemysłem książkowym?

Na obecną chwilę nie jestem związana z przemysłem książkowym, ale w przyszłości zamierzam otworzyć swój antykwariat.

8. Jakie są Twoje czytelnicze plany na najbliższe dni?

Obecnie czytam książkę Zbigniewa Zbikowskiego „Berlin Blue”, w następnej kolejności czeka Marek Żak z książką „Bieg” i „Scarlett” Barbary Baraldi.

9. Czy jest książka, na którą od dawna "polujesz"?

Obiecałam sobie, że w tym roku uzupełnię swoją kolekcję o pozostałe egzemplarze Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz, których nie mam. I na nie właśnie poluję w antykwariatach czy wyprzedażach.

10. Jaki jest Twój ulubiony gatunek literacki?

Nie potrafię wybrać jednego gatunku literackiego. Z pewnością najwięcej książek jakie wybieram to literatura piękna.

11. Jakiego gatunku książek nie lubisz czytać?

Męczą mnie romanse typu harlequin. Staram się ich unikać.

A teraz moje pytania:

1. Czy istnieje książka, której nie doczytałaś do końca?
2. Czy istnieje twoja ulubiona filmowa ekranizację polskiej powieści?
3. Z którym autorem chciałabyś się spotkać osobiście i porozmawiać?
4. Czy czytasz poezję?
5. W jakim celu stworzyłaś swojego bloga?
6. Jaka jest twoja ulubiona postać literacka i dlaczego?
7. Czy istnieje taka książka, którą czytałaś wiele razy i nadal odkrywasz w niej coś nowego?
8. Jaki jest twój ulubiony polski pisarz?
9. Jakie masz dalsze plany rozwojowe dotyczące bloga?
10. Czy wiążesz swoją przyszłość zawodową z rynkiem księgarskim?
11. Czy zamieniłbyś tradycyjne papierowe książki na formę elektroniczną, gdyby były za darmo?



Do zabawy chciałabym zaprosić:

1. dosiak
2. Julka i Jacek
3. Yui Tamashi
4. Magdalena
5. Magda
6. Scathach
7. Zła Zołza
8. Sheti
9. Luna
10. VERSATILE
11. Sayuri


Mam nadzieję, że chociaż w minimalnym stopniu dzięki tej zabawie przybliżyłam wam moją osobę :)

środa, 9 maja 2012

"Powtórka z miłości"



„W mojej głowie była pustka, ale serce o tobie nie zapomniało. Wystarczyło krótkie przypomnienie…”



Trzy historie o miłości w jednej książce.

Zbiór otwiera powieść pt.: „Wielka wygrana” Barbary McMahon. Autorka jest bardzo popularną pisarką książek gatunku romans w Stanach Zjednoczonych. Wydała ich już ponad sześćdziesiąt pięć, także jest to dosyć spora liczba.

Historia zawarta w „Wielkiej wygranej” to niespełniona miłość Heather i Huntera, którzy spotykają się po wielu latach przypadkowo na obozie przetrwania. Hunter to były mąż bohaterki, którego porzuciła aby opiekować się niepełnosprawną matką. Los ponownie daje szansę zakochanym aby wyprostować błędy sprzed lat.

Druga ze zbioru to powieść pt.: „Uciekająca panna młoda” autorstwa George Catherine, pod którą tak naprawdę kryje się Deirdre Matthews. Pisarka pochodzi z Walii. Jest również znana z książek tematycznie związanych z gatunkiem romans.

W książce uciekającą panną młodą jest Kate, która przed laty rozstała się z Jackiem ze względu na ambicje zawodowe. Gdy po latach powraca do rodzinnego miasteczka, spotyka byłego narzeczonego, który jest obecnie szanowanym biznesmenem. Jak przysłowie głosi stara miłość nie rdzewieje, więc bohaterowie zaczynają znowu odczuwać ogień
namiętności do siebie.

Zbiór kończy historia pt: „Znowu razem” autorstwa Wylie Trish. Pisarka już w wieku dojrzewania zaczytywała się w romansach i w końcu sama postanowiła, że będzie je pisać dla wydawnictwa Harlequin. Wylie dwa razy była nominowana do nagrody Recenzent Times Choice Award, wygrała ją w 2005 r.

„Znowu razem” to opowieść o Irlandce Abbey, która od ładnych paru lat ma męża Amerykanina – Ethana. Paradoks polega na tym, że nikt nie wie, że bohaterka wzięła kiedyś potajemny ślub. Nie wie tego przede wszystkim jej obecny narzeczony Paul. Gdy więc znienacka w życiu Abbey pojawia się znowu Ethan, jej plany życiowe muszą ulec radykalnej zmianie.

Przyznam się szczerze, że na pewno nie nazwałbym tych historii powieściami. Ale takie nazewnictwo zostało użyte przez wydawnictwo, więc muszę się dostosować. Jak dla mnie są to raczej opowiadania. Opowiadania, które nie zachwyciły mnie specjalnie. Generalnie nie jestem fanką gatunku powieści romansowych ale kupiłam ten zbiór, będąc przekonana, że to perełka wśród wielu takich książek. Na szczęście nie ma w nich opisów uniesień miłosnych tak częstych w harlequinach. I to jest z pewnością plus.

Dla fanów romansowych historii książka jest godna polecenia. To z pewnością też swojego rodzaju gratka dla sympatyków te gatunku. Pozostałym czytelnikom jej nie polecam.



Barbara McMahon



George Catherine



Wylie Trish

niedziela, 6 maja 2012

Bohdan Petecki – "Tylko cisza"



„Samotność i cisza to otwarte na oścież drzwi, przez które może wejść wszystko. To nie konkretne zjawiska, a brak konkretów. To pustka czekająca na treść.”



Bohdan Petecki, znany bardziej starszemu gronu czytelników polski pisarz gatunku science fiction ale również autor powieści młodzieżowych, a z zawodu dziennikarz. Stworzył kilkanaście słuchowisk, a trzy jego powieści sensacyjne zostały opublikowane pod pseudonimem Jan Artur Bernard. Pierwszą powieścią z gatunku fantastyki była wydana w 1971 r. książka „W połowie drogi”. Autor niestety zmarł po ciężkiej chorobie całkiem niedawno bo w listopadzie 2011 r. To z pewnością wielka strata dla całego świata literackiego. Starsi entuzjaści science fiction pamiętają, że w latach 70-tych Petecki znajdował się w czołówce najpopularniejszych polskich pisarzy tego gatunku. Nazywany był nawet Karolem Mayem polskiej fantastyki. Niestety nie udało mi się znaleźć jego zdjęcia.

Książka „Tylko cisza” została wydana po raz pierwszy w 1974 r. przez znane wówczas wydawnictwo Iskry. Parę lat temu „spotkałam się” po raz pierwszy z Peteckim, czytając „Operację wieczność”. Mam zamiar całkiem niedługo odświeżyć sobie tę książką. Ta pozycja wywarła na mnie wielkie wrażenie dlatego też, gdy nadarzyła się okazja przeczytania kolejnej powieści, nie miałam żadnych wątpliwości żeby wziąć ją do ręki.

Akcja powieści dzieje się w dalekiej przyszłości. Ludzie osiągnęli już taki postęp cywilizacyjny, że wysyłają swoich przedstawicieli w kosmos w celu odnalezienia istot pozaziemskich. I właśnie po takiej misji trwającej dziesięć lat, wraca na Ziemię Ornak wraz ze swoim przyjacielem. Od początku zauważa pewne niepokojące sygnały dotyczące zmian na jego ojczystej planecie. Powitanie nie jest takie jakiego się spodziewał, ludzie nie są tacy jacy powinni być. Bohater krok po kroku zostaje wprowadzany w wielki plan, który ma stworzyć ludziom lepsze warunki do życia w przyszłości.

Okazuje się, że podczas dziesięciu lat nieobecności Ornaka, ludzie wymyślili coś w rodzaju generatora pola siłowego, który może zastępować ściany budynków ale też praktycznie każdy materiał. Ta nowa wiedza będzie potrzebna aby chronić wszystkich mieszkańców Ziemi, podczas ich osiemdziesięcioletniego snu. Snu, dzięki któremu matka Ziemie się zregeneruje i przyroda dojdzie do stanu równowagi. Na całej planecie zaś ulokowani będą strażnicy, którzy budząc się co dwadzieścia lat, będą pilnować aby pozostałym ludziom nie zakłócono snu. Pracownicy Centrali natomiast zostali wysłani w Wszechświat w poszukiwaniu obcych form życia. Wrócą, gdy dobiegnie czas snu mieszkańców Ziemi. Bohater w przeddzień tak wielkiego wydarzenia, dowiaduje się również, że sam będzie jednym ze strażników pilnujących planetę. Budzi się więc po dwudziestu latach, zmieniając poprzednika ale okazuje się, że nie wszyscy na Ziemi smacznie śpią pod ochroną niewidzialnych ścian. Ornak przekonuje się też, co oznacza słowo cisza na uśpionej planecie. I jak nieznośna może ona być.

Książka jest moim zdaniem genialna. Przedstawia ludzkość w tak niewyobrażalnej koncepcji futurystycznej, że aż strach o tym myśleć. Autor doskonale nakreślił psychikę człowieka, będącego w kompletnej ciszy. Człowieka, który pozostaje w swojej samotni wiedząc, że w każdej chwili może ten stan przerwać. Człowieka, który popada w obłęd słysząc tylko ciszę. Oprócz tego świetny pomysł, który de facto może w dalekiej przyszłości się zrodzić. Czy ludzkość będzie w stanie poświęcić się dla dobra planety? Myślę, że jest to dobre pytanie.

Istnieje też drugie dno. Pisarz pokazuje nam, że nasze wyobrażenia (marzenia) skonfrontowane z rzeczywistością, spełnione, nie zawsze są dla nas zadowalające. Uważam też, że książka jest idealnym materiałem na film. Nie kojarzę by stworzono jakiś, który zawierałby tak genialną wizję przyszłości naszej planety.

Myślę, że dla fanów gatunku science fiction to lektura obowiązkowa. Nie można nie znać tej pozycji. Polecam.

wtorek, 1 maja 2012

Robin Cook – "Oznaki życia"



„(...) punkty widzenia lekarza i pacjenta nie mają ze sobą nic wspólnego.”


Robin Cook – amerykański pisarz myślę, że znany szerokiemu gronu czytelników. Autor z zawodu jest doktorem nauk medycznych – chirurgiem medycyny. Na całym świecie uznawany jest za mistrza gatunku jakim jest thriller medyczny. Jego debiutem literackim była książka pt.: „Śpiączka” wydana w 1977 r. i zekranizowana przez Michaela Crichtona. Co ciekawe, pisarz tworzy także książki o tematyce science-fiction np.: „Inwazja”.

Powieść „Oznaki życia” (Vital Signs) powstała w 1990 r. Autor dedykuje ją „niezliczonym parom partnerów narażonych na emocjonalne i fizyczne udręki i cierpienia spowodowanie niepłodnością oraz współczesnymi próbami jego leczenia”. Nie radzę czytać tej książki osobom, które starają się o dziecko poprzez metodę in vitro.

Główną bohaterką jest bostońska pani doktor - Marisa Blumenthal, która bezskutecznie wraz ze swoim mężem próbuje zajść w ciąże. Lekarka decyduje się na metodę zapłodnienia in vitro, jedyną możliwość dająca nadzieję na potomka. Marisa podczas prób zajścia w ciążę w Klinice Kobiecej w Bostonie, dowiaduje się, że w jej jajowodach znaleziono ślady dawno przebytej gruźlicy, dlatego też próby zapłodnienia kończą się niepowodzeniem. Gdy dowiaduje się, że nie tylko ona ma taki problem ale również wiele innych kobiet leczących się w tej samej klinice, zaczyna wraz z przyjaciółką prowadzić własne śledztwo. Śledztwo, które zaprowadzi je do Australii, a potem do Hongkongu oraz Chin. Śledztwo, które poniesie ze sobą życie niewinnych ludzi.

Robin Cook pisząc tę książkę, poruszył bardzo ciekawy temat. Mianowicie czy postęp medycyny rzeczywiście jedynie służy ludziom. Czy medycyna może być wykorzystywana przeciwko społeczeństwu? I drugi, bardzo ważny aspekt. Często nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo jesteśmy zdani na lekarzy u których się leczymy. A nie wszyscy przecież zasługują na nasze zaufanie. To też tylko ludzie, którym nie obce są pragnienia sławy i pieniędzy. Często kosztem zwykłych pacjentów.

Nie bez powodu Cook nazywany jest królem thrillera medycznego. W książce znajdziemy wartką akcję. Praktycznie cały czas coś się dzieje. Czytelnik na pewno nie odczuje nudy podczas czytania. Oprócz tego w fabułę świetnie wplecione są ciekawostki dotyczące technicznych aspektów leczenia niepłodności. W dzisiejszych czasach pewnie trochę nieaktualne ale zawsze poszerzające naszą wiedzę w jakimś stopniu. Dla przykładu, nie wiedziałam, że metoda in vitro jest tak bolesna dla matek, które chcę mieć dziecko albo przynajmniej była w latach dziewięćdziesiątych, gdy powstała książka.

Po przeczytaniu tej historii z pewnością będę baczniej przyglądać się temu co robi mój lekarz. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem zależna od jego decyzji.

Fanom Cooka nie muszę polecać tej książki. Oni wiedzą, że każda jego powieść to świetna odskocznia od dnia codziennego. Dla czytelników, którzy wcześniej nie mieli okazji czytać jego książek, polecam gorąco. „Oznaki życia” to duża dawka dobrego thrillera medycznego z elementami sensacji.

„Ponosisz klęskę tylko wtedy, gdy rezygnujesz.”


Robin Cook