Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty
"Jeszcze żyję… Historia prawdziwa" – Joanna Stovrag

"Jeszcze żyję… Historia prawdziwa" – Joanna Stovrag














"Nie wiedziałam, że cisza może dźwięczeć, wyć, świstać, a nawet być ostrą bronią, która napada z ukrycia".






Okno to symbol otwarcia się na świat, a co za tym idzie, tolerancji i poszanowania inności. Okno na okładce tej książki i jego dalsze tło, przedstawiające zniszczone budynki to zapowiedź tego, że niestety czasami otwartość nie chroni przed tym, co najgorsze, czyli przed siejącą zniszczenie w ludzkich sercach i ciałach, wojną. Na szczęście na pierwszym planie są też piękne tulipany, zwiastujące w tym przypadku nadzieję. Nadzieję na to, że takich szczęśliwych w swoim finale historii, było więcej.
Douglas Farah - "Krwawe diamenty. Tajna sieć finansowa islamskich terrorystów"

Douglas Farah - "Krwawe diamenty. Tajna sieć finansowa islamskich terrorystów"




"Trzeba pokory, by przyznać się do niewiedzy. Dlatego tak łatwo o tej niewiedzy zapomnieć".


11 września 2001 roku świat zamarł. Porwanie przez terrorystów samolotów pasażerskich Stanów Zjednoczonych i w następnej kolejności skierowanie ich na dwie wieże World Trade Center i Pentagon zmieniło na zawsze oblicze całego globu. Od tej chwili każdy człowiek na świecie wiedział kim jest Osama bin Laden i co oznacza sieć islamskich terrorystów. Jak się okazuje, cała tajna siatka finansowa, dzięki której terroryści mogli prowadzić swoją działalność sabotażową była budowana na terenie Ameryki od wielu, wielu lat.

Douglas Farah to amerykański dziennikarz i reporter wojenny "The Washington Post". Konsultant bezpieczeństwa narodowego, ukończył z wyróżnieniem Uniwersytet w Kansas. Po zamachach z 11 września zaczął prowadzić międzynarodowe śledztwo dotyczące powiązań nielegalnego handlu diamentami, a działalnością terrorystyczną. Śledztwo to zaprowadziło go do Dubaju i Afganistanu. Śledztwo, które zagrażało życiu jego i rodziny. 

"Krwawe diamenty. Tajna sieć finansowa islamskich terrorystów" to publikacja składająca się z dziewięciu rozdziałów. Douglas Farah prezentuje w niej owoce swojego dziennikarskiego śledztwa, ukazując powiązania między nielegalnym handlem diamentami z Afryki, a organizacją Osamy bin Ladena. Oprócz przedstawienia tychże zależności, autor wskazuje również na nieudolność i brak współpracy organów państwowych USA. Ten swoisty reportaż pokazuje w pełnej krasie czemu służą diamenty, nie bez przyczyny nazwane krwawymi.

Profesja dziennikarza śledczego jak pokazuje przykład Douglasa Faraha nie jest łatwym kawałkiem chleba. Autor w swojej książce, którą można zdefiniować jako obszerny reportaż dotyka wielu płaszczyzn zorganizowanej przestępczości oraz demaskuje skalę prania brudnych pieniędzy, o jakiej przeciętny zjadacz chleba nie ma pojęcia. Warto podkreślić, iż ogrom przedstawianych informacji jakimi dosłownie naszpikowana jest książka, może przytłoczyć potencjalnego czytelnika, który do tej pory nie miał większej styczności z takim zakresem tematycznym. W kontekście tym warto więc poszczególne rozdziały czytać z czasowymi przerwami, by usystematyzować sobie nabytą podczas czytania wiedzę lub doczytać co nieco z innych źródeł.

Książka zawiera mnóstwo wątków i nieznanych dotąd faktów, które z pewnością zainteresują głodnych wiedzy w zakresie terroryzmu. Tytułowe krwawe diamenty to diamenty wydobywane przez ludzi - niewolników w Liberii, w Zachodniej Afryce. Autor również dość szeroko przedstawia szokujące fakty dotyczące byłego prezydenta Liberii, okrutnego dyktatora Charlesa Ghankaya Taylora, który współpracując m. in. z Osamą Bin Ladenem oraz innymi przestępcami poszukiwanymi przez CIA i Interpol, zasłynął ze szkolenia dzieci - zabójców. Kolejnym poruszanym wątkiem jest także handel bronią oraz interesujący system "hawala", czyli transakcje handlowe oparte wyłącznie na słowie, bez żadnych materialnych dowodów, które można byłoby wytropić. Te i wiele innych informacji do jakich doszedł reporter przedstawiają w całek krasie sieć finansową dzięki której al Kaida mogła prowadzić swoją sieć terrorystyczną. Trzeba przyznać, że wszystko to budzi grozę i niedowierzanie.

Zainteresowanie czytelników mogą wzbudzić także liczne nawiązania do nieudolności organów państwowych Stanów Zjednoczonych takich jak CIA oraz FBI, oraz pojawiające się między tymi dwiema instytucjami konflikty. Trudno znaleźć w dostępnych na co dzień źródłach informacje na ten temat, dzięki czemu reportaż Douglasa Faraha zyskuje na wartości.

Dziennikarz w swojej książce zastosował bardzo przystępny język, dzięki czemu wielość informacji z pewnością będzie jasna i klarowna dla potencjalnego czytelnika. Jedyne co może utrudniać lekturę to zbyt duża ich ilość, co jednak nie dziwi przy tak obszernym temacie, jakim jest międzynarodowy terroryzm. 

"Krwawe diamenty. Tajna sieć finansowa islamskich terrorystów" to publikacja skierowana dla specyficznego grona odbiorców, szczególnie zainteresowanych tematyką terroryzmu i jego tajnymi układami i powiązaniami. Jeśli wpisujecie się w taką grupę, to lektura dla was.


Douglas Farah

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M
http://www.mwydawnictwo.pl/



Agata Wasilenko – "Tajemnice pachnidła"

Agata Wasilenko – "Tajemnice pachnidła"




"Perfumy z pewnością mogą sprawić, że człowiek będzie wydawał się bardziej atrakcyjny niż jest w rzeczywistości. I wcale nie trzeba mieć wyjątkowego nosa jak Grenouille żeby się nimi sprawnie posługiwać."



Zmysł zapachu towarzyszy nam od najwcześniejszych chwil naszego życia. Przez wszystkie przemijające lata dzieciństwa i dorosłego życia, pewne wonie przywodzą nam na myśl przeróżne skojarzenia. Warto więc wiedzieć, jaką siłę i magię mogą posiadać wybrane przez nas perfumy. Okazuje się bowiem, iż wbrew pozorom, jest to bardzo istotna kwestia.

Agata Wasilenko to absolwentka polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorka od dłuższego czasu pisze artykuły o pachnidłach do "Przekroju", "Rzeczpospolitej" i innych tytułów prasowych. Do tej pory wydała trzy książki dotyczące perfum, oraz publikacje dotykające tematu diety horoskopowej i wróżb. Prowadzi również własne Wydawnictwo Grodkowskie.

Książka "Tajemnice pachnidła" powstała w oparciu o znaną powieść Patricka Suskinda pt. "Pachnidło" oraz jej adaptację filmową. Agata Wasilenko w rozdziałach swojej publikacji, nawiązuje do postaci głównego bohatera tejże powieści – Jeana-Baptiste Grenouille'a, i wraz z nim przemierza tajemnice perfum. Czego więc czytelnik może się spodziewać? Autorka w dwudziestu siedmiu rozdziałach nawiązuje bardzo szeroko do tematyki zapachu i jego wpływu na nasze codzienne życie. Dowiecie się więc jakie panują trendy w nowoczesnej technologii perfumiarstwa, które zapachy uważane są za afrodyzjaki, oraz jaki wpływ na postrzeganie naszej osoby ma określony zapach perfum. Poznacie również historie powstania znanych na całym świecie perfum, takich jak Chanel No 5, Calvin Klein czy Cartier. Publikacja Agaty Wasilenko to swoisty przewodnik-pigułka po świecie perfum.

Biorąc do ręki "Tajemnice pachnidła" nastawiłam się na porcję dużej dawki ciekawostek dotyczących technologii perfumiarstwa. Autorka przystępnym językiem, bez zbędnych fachowych określeń, przybliża czytelnikowi świat pachnideł. Książka bowiem zawiera mnóstwo ciekawych, często nieprawdopodobnych faktów. Nigdy nie przyszłoby mi na myśl, by tworzyć kontrowersyjne zapachy spalonej gumy czy przypalonego mleka. Aromaty te nie mieszczą się w mojej skali dopuszczalnych zapachów, na które ludzie skłonni są wydawać nie małe pieniądze. Jak widać trendy opisane przez autorkę mogą szokować. Rozdziałami, które zwróciły moją największą uwagę to tajniki robienia zapachów oraz powiązanie zapachu perfum z modą i psychologią. Agata Wasilenko w bardzo ciekawy sposób, odkrywa przed odbiorcą swojej książki małe tajemnice profesji dzisiejszego przemysłu perfumeryjnego.

Skutecznym zabiegiem, urozmaicającym lekturę książki, były liczne nawiązania do "Pachnidła". Agata Wasilenko dzięki temu zabiegowi wyjaśnia czytelnikowi pewne uproszczone w powieści tajniki produkcji perfum. Poza tym to doskonały pretekst do rozwinięcia pewnych, kontrowersyjnych tez ukazanych na łamach filmu, dotyczących przykładowo zapachu człowieka czy trzynastego elementu w składzie perfum. W książce o takiej tematyce, trudno było uniknąć, niektórych specyficznych wyrażeń używanych w technologii perfumiarstwa. Dlatego też na końcu publikacji czytelnik znajdzie słowniczek pojęć, dzięki któremu już żadne słowo z tej dziedziny nie będzie tajemnicą.

Jeżeli znacie koleje losu książkowego bohatera powieści "Pachnidło", publikacja Agaty Wasilenko będzie dla was znakomitym, uzupełniającym przewodnikiem po świecie perfum. Dzięki autorce zdacie sobie również sprawę, że zapach to bardzo istotna kwestia, która wpływa na wiele aspektów naszego życia. Gotowi na zapachowe doznania?

Agata Wasilenko


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce




Recenzja bierze udział w  WYZWANIU 



Obserwujcie bloga, gdyż w tym tygodniu zamierzam ogłosić prosty konkurs, w którym do wygrania będą dwa egzemplarze "Tajemnic pachnidła" wraz z pisemną dedykacją autorki.


Władysław Zdanowicz – "Misjonarze z dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku, cz. 1 – Pinky, czyli nowicjusz"

Władysław Zdanowicz – "Misjonarze z dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku, cz. 1 – Pinky, czyli nowicjusz"





"Jak już ktoś kiedyś powiedział czy nawet napisał – broń ma zapach ziemi. Może dlatego, że każda jej część została z niej wyrwana, wytopiona, przekształcona i wtłoczona w część urządzenia, które powstało z jednego powodu – aby można było zabić innego człowieka."


Misja pokojowa w moim wewnętrznym przekonaniu jest pojęciem bardzo zbliżonym do udziału w wojnie. Nasz kraj w ostatnich latach bierze czynny udział w oddelegowywaniu żołnierzy na różnorakie misje. Co jakiś czas opinią publiczną wstrząsają informacje o zamachach i bezsensownych śmieciach naszych rodaków. W natłoku tych nieprzyjemnych zdarzeń, warto więc potraktować temat misji wojskowych trochę z przymrużeniem oka. Satyryczna konwencja, której stworzenie wcale nie jest łatwym zadaniem,  jest bowiem dobrze przyjmowana przez rzesze czytelników.

Rdzenny mieszkaniec Kwidzyna, Władysław Zdanowicz to autor, prowadzący swoją własną księgarnię internetową. Pisarz na swojej stronie - TUTAJ, zamieścił bardzo oryginalną podstronę z informacjami o sobie, którą polecam przeczytać. Pierwsza część cyklu "Misjonarzy z Dywanowa", którą dzisiaj wam przedstawię, ukazała się w 2007 r. Dwie kolejne to: "Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku, cz. 2 - Jonasz" (2011 r.) oraz wydana w 2012 r. "Misjonarze z Dywanowa. Szeregowy Leńczyk w Iraku, cz. 3 - Honkey".

Bohaterem całego cyklu stworzonego przez Władysława Zdanowicza jest żołnierz – szeregowy Piotr Leńczyk, który w wyniku splotu niespodziewanych wydarzeń, zostaje uznany za innego żołnierza o takim samym imieniu i nazwisku. Pomyłka ta w konsekwencji prowadzi do wyjazdu szeregowego na misję stabilizacyjną do Diwaniji w Iraku. Leńczyk od samego początku sprowadza na siebie same kłopoty, dając się zapamiętać dowódcy – porucznikowi Rutkowskiemu oraz pozostałym żołnierzom. Bohater w przerwach w napełnianiu swojego żołądka bez dna, próbuje dostosować się do nowych, wojennych warunków. Jak się okazuje z zabawnym i pełnym humoru skutkiem.

Decydując się na przeczytanie powieści o przygodach Piotra Leńczyka, targały mną obawy dotyczące tego typu literatury, bowiem klimat wojskowy jest mi całkowicie obcy, a idea wojny i okupacji innego kraju kompletnie do mnie nie przemawia. Szczęśliwie, autor skupił się wyłącznie na komicznym wydźwięku absurdalnych zasad i regulaminów panujących w polskim wojsku. Zabieg ten wyszedł mu w iście mistrzowskim stylu. Cała książka jest precyzyjnym przedstawieniem w krzywym zwierciadle koszarowego życia polskich żołnierzy. Utwór posiada szeroko wyeksponowane elementy satyryczne, dzięki którym akcent komizmu nie może zostać niezauważony przez czytelnika. Komizm zastosowany przez autora wielokrotnie powoduje niekontrolowane wybuchy śmiechu.

Władysław Zdanowicz zadbał o naturalizm postaci i całej fabuły głównie poprzez odpowiednie słownictwo. Nie spodziewajcie się więc sztucznych zwrotów, tak nie pasujących do prawdziwych rozmów między żołnierzami. Słownictwo jakim posłużył się autor to w rzeczy samej wulgaryzmy, bluźnierstwa i ordynarne porównania, nie pozostawiające wątpliwości w przekazie. Myślę, że dla wyrobionych czytelników, których interesuje różnorodność gatunkowa, taki styl językowy nie będzie zaskoczeniem i powodem do zniesmaczenia. Paradoksalnie nagromadzenie tego typu słów, umacnia odbiorcę  w pozytywnym odbiorze książki, wytwarza odczucie autentyczności.

W przedstawionych przez autora sytuacjach, w których główna rola przypadała pechowemu szeregowemu Leńczykowi, znajdziecie mnóstwo absurdu i przerysowania. Obowiązek bezmyślnego wykonywania rozkazów, przestrzegania regulaminów czy wszechobecna biurokracja wywołują oburzenie. Jednocześnie duża dawka czarnego humoru, pozwala porwać się fali przygód szeregowego Leńczyka. Wojsko z jego udziałem to wielka komedia omyłek, w której panuje tumiwisizm, krokodylizm oraz kombinowanie na wszystkie fronty w postaci handlu bimbrem. Wątkami, które najbardziej zapadły mi w pamięć jest podroż powrotna Leńczyka rowerem, Punkt Kontroli Inteligencji oraz anatomia po żołniersku. Fragmenty te do tej pory wywołują we mnie niekontrolowane wybuchy śmiechu. Konwencję jaką przyjął autor zgrabnie podkreśla porównanie do czeskiej książki Jaroslava Haška "Przygody dobrego wojaka Szwejka".

Władysław Zdanowicz własnymi siłami, bez niczyjej pomocy wydał i wypromował swój niezwykle komiczny cykl o polskiej armii. Przez pięć lat sprzedał ponad osiem tysięcy książek, co w naszym kraju jest niebywałym sukcesem. Po przeczytaniu jedynie pierwszej części stwierdzam, że przygody szeregowego Leńczyka idealnie nadawałyby się na stworzenie filmu. Autor bowiem wykreował niezwykle żywe i prześmiewcze dialogi, w pełni oddające blaski i cienie służby w wojsku. I nie jest to jedynie książka dla mężczyzn, gdyż nawet dla mnie, amatorki takiej literatury, lektura przygód pinkiego czyli nowicjusza okazała się ciekawym doświadczeniem. Cykl ten może być naszym doskonałym towarem eksportowym na rynki zagraniczne. Trzymam kciuki za sukces Władysława Zdanowicza, a wam polecam pierwszy tom. Spocznij!

Władysław Zdanowicz


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi



Rekomendacja recenzji na portalu Zaczytaj się!

Recenzja bierze udział w WYZWANIU 



Książka przeczytana w ramach WYZWANIA - Trójka E-Pik

Emily  Giffin – „Dziecioodporna”

Emily Giffin – „Dziecioodporna”





„Jeśli największą zaletą wczesnego rodzenia dzieci jest to, że szybciej masz je z głowy, a największą zaletą późnego rodzenia dzieci jest odwleczenie tej mordęgi, to czyż zupełna rezygnacja z dzieci nie stanowi najlepszego rozwiązania?”



Całkiem niedawno o tej książce było dosyć głośno na blogach książkowych. W końcu i mnie udało się ją przeczytać. A czy był to czas stracony? Zapraszam do lektury.

Emily Giffin, to pisarka dotychczas mi nieznana. Czytając jej biografię, możemy się dowiedzieć, iż dla pisarstwa porzuciła obiecującą karierę prawniczą. Autorka obecnie mieszka z mężem i trójką dzieci w Atlancie. Jej poprzednie książki były bestsellerami. „Dziecioodporna” to trzecia jej powieść w karierze.

Tytułowa dziecioodporna to trzydziestopięcioletnia Claudia. Bohaterka mieszka w Nowym Jorku i ma bardzo satysfakcjonującą pracę, jest bowiem redaktorem w popularnym wydawnictwie. Poznając Bena stwierdza, iż znalazła mężczyznę swojego życia. Ben bowiem, podobnie jak Claudia nie chce mieć dzieci. Bohaterowie zawierają więc niepisaną umowę przed ślubem – żadnych dzieci w przyszłości.

Ben i Claudia chcą być wolni, chcą korzystać z życia pełnymi garściami, a dziecko tylko komplikuje idealnie zaplanowane życie. Niestety dla Claudii, jakiś czas po ślubie Ben zmienia zdanie. Pod wpływem małego bobasa przyjaciół, bohater zaczyna namawiać swoją żonę do zmiany decyzji. Chce mieć dziecko, niezależnie od życiowych planów i ograniczenia wolności. Claudia musi więc wybrać, co jest dla niej ważniejsze. Własna wolność czy ukochany mężczyzna.

Na wstępie zaznaczę, że nie polubiłam postaci głównej bohaterki. I to nie dlatego, że nie chciała mieć dzieci. Określiłbym ją jako próżną i zadufaną w sobie osobę. Z pewnymi jej poglądami dotyczącymi macierzyństwa i posiadania dzieci trudno było mi się nie zgodzić, jednak dziecioodporna Claudia mnie po prostu irytowała. Spodziewałam się, że książka będzie zawierać mnóstwo akcentów dotyczących dzieci i odbioru społecznego kobiet, które dzieci nie chcą. Owszem, w powieści można znaleźć kilka odniesień do tych sytuacji, ale jest ich jednakowoż za mało. Wydaje mi się, że problem dziecioodpornych kobiet był tylko tłem do ukazania wątku rozpadu małżeństwa. A nie tego oczekiwałam. Na plus na pewno oddziaływają akcenty dotyczące kilku kobiet z otoczenia Claudii – sióstr i przyjaciółek. Każda z nich reprezentowała inną postawę życiową. Można było dzięki temu zobaczyć kontrast pomiędzy nimi.

Styl pisania Emily Giffin jest bardzo lekki. Książkę czyta się szybko i sprawnie dzięki narracji w pierwszej osobie. Niestety koniec był dla mnie bardzo przewidywalny, dlatego „Dziecioodporną” mogę przyrównać jedynie do powieści z serii „Literatura na obcasach”. Łatwo, lekko i przyjemnie.

Polecam osobom, które nie będą spodziewać się po tej powieści wzniosłych przemyśleń i kontrowersyjnych poglądów. To zwykłe, babskie czytadło i tyle. Co nie oznacza, że jest złe. Dla relaksu przy kawce jak najbardziej polecam.

A na koniec cytat, który bardzo mi się spodobał”


"Nie chcę przez to powiedzieć, że wszystkie byłe mole książkowe są nieatrakcyjne. Wręcz przeciwnie, myślę, że tworzymy wspaniały gatunek - jesteśmy ekscentryczni, bystrzy i o wiele bardziej interesujący niż typowa cheerleaderka albo były sportowiec.”



Emily Giffin


A już jutro zapraszam was do udziału w konkursie, w którym nagrodą będzie właśnie powieść Emily Giffin "Dziecioodporna".

Krystyna Januszewska – "Rozbitek@brzeg.pl"

Krystyna Januszewska – "Rozbitek@brzeg.pl"



„Życie widzę jak rzekę. Płynie korytem przed siebie i musi radzić sobie z zakrętami, czasami pęknie na pół, zabłądzi, to znów zawróci. To opadnie, to zatopi wszystko po drodze, aż do ujścia, gdy umiera w słonym cmentarzu rzek.”



Otrzymawszy tę książkę, nie spodziewałam się widząc tytuł, tak skomplikowanej treści i tylu rozważań o życiu.

Krystyna Januszewska nie jest debiutującą pisarką, ma już w swoim dorobku kilka pozycji, o których jak zdążyłam się zorientować, krążą całkiem dobre recenzje. I wcale się nie dziwię. Po przeczytaniu tej pozycji moja opinia jest również jak najbardziej pozytywna.

Tytułowy rozbitek to Antoni. W 1962 r. aktywnie działał na polu kulturalnym, tworząc z ówczesnymi przyjaciółmi Piwnicę, miejsce spotkań brzeskiej elity. Zapowiadał się na wielkiego artystę, jego pasją było malarstwo, miał naprawdę duży talent. Bohatera poznajemy w latach współczesnych podczas jego zmagania się z rakiem. Antoni jest alkoholikiem utrzymującym się z renty. Mieszka z siostrą, która opiekowała się nim przez całe życie. Nie widział swojej córki od trzydziestu lat. Podczas choroby przeprowadza swoisty rachunek sumienia, jest to jego spowiedź. Czytelnik poznaje jego przeszłość, kryteria jakie decydowały o podjęciu przez niego życiowych decyzji. Antoni daje odpowiedź na pytanie co jest ważne w życiu, paradoksalnie pod koniec swojego nieudanego żywota.

Książka porusza wiele problemów zarówno egzystencjonalnych jak i filozoficznych i psychologicznych.

„Nic na darmo, nic po nic. Wszystko w jakimś celu z własnym początkiem i końcem. Przemyślane, zaplanowane, wykonane, sprawdzone.”

Jednocześnie cała historia Antoniego w moim mniemaniu jest przesycona smutkiem
i beznadziejnością. Dlatego trudno się ją czyta. Ja wracałam do niej kilka razy, pewne stwierdzenia musiałam przemyśleć zanim zaczęłam czytać dalej. Bohater był mi bliski z jednego powodu. Czytał mnóstwo książek i to w nich szukał odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące życia. Żadna książka nie pomogła mu jednak w uniknięciu życiowych błędów.

„Na tym świecie wszystko jest halucynacją (…) Zabieramy ze sobą nawet pamięć o sobie. To, co zostaje, to tylko legenda, wymuskana i gładka.”

Jego przemyślenia dotyczące życia są bliskie każdemu z nas, przynajmniej w pewnym stopniu. Podczas brania środków przeciwbólowych, przenosi się w świat fantazji i ulubionych książkowych bohaterów. Widzi, że jego życie było podobne do ich losów. Antoni między innymi fascynuje się „Faustem” oraz „Mistrzem i Małgorzatą”. Brawa dla autorki za nawiązanie do tych dzieł. To naprawdę nie było łatwe, bo te dzieła nie są łatwe. Trudno przez nie przebrnąć.

„Niebo i piekło to czysto ludzki produkt, wymyślony przez ludzkość, na potrzeby ludzkości, sztuczny twór, niepasujący do fizjologii, ułomności i nędzy mojego ciała.”

Narratorem jest sam Antoni. Opowiada o swoim życiu, błędach jakie popełnił. Z pewnością ciekawe jest to, że bohater istniał naprawdę. Była to osoba bliska autorce.
„W Rozbitku musiałam jednak użyć tego imienia, bo książka jest oparta na faktach i Antek, to prawdziwy Antek, więc Maria też musiała być Marią”

Na potwierdzenie tego przytoczę fragment wywiadu z Krystyną Januszewską:

„To dość skomplikowana historia, nie wiem, czy dam radę odpowiedzieć na to pytanie zgrabnie i z sensem. Gdybym mogła mówić, zamiast pisać, zajęłoby mi to pewnie kilka godzin. Spróbujmy więc w skrócie.
Antonii Gruda, to brat mojej mamy, Zochy z Rozbitka, Maria tym samym, to moja ciotka, starsza ode mnie zaledwie o dziewięć lat, Antonii, był starszy o trzynaście. Gdy byłam dzieckiem, różnica dała się odczuć, kiedy dorosłam, całkiem się zatarła. Potrafiłam już w tym wieku obserwować i oceniać na swój sposób wiele sytuacji, a miałam ku temu okazję we wczesnym dzieciństwie bo dorastałam z nimi, później spędzałam tam każdego roku wakacje. Moje doświadczenia są więc pewną wypadkową doświadczeń pomiędzy okresem przebywania w ich domu, a czasem dorastania we własnej rodzinie.
Kiedy pisałam Rozbitka nie stawiano mi żadnych ograniczeń. Mam przecież swój rozum i takt, wiec starałam się nie wykorzystywać danego mi zaufania. Nie wstydzimy się tego, że Antonii tak beznadziejnie zaprzepaścił swoje życie. Wstydzimy się jedynie tego, że nikt z nas w odpowiednim momencie nie potrafił mu pomóc. Poza tym, to nie jest książka o nałogu, tylko o człowieku, a więc o sprawach ludzkich, doskonale wszystkim znanych. Od pokoleń nikomu nie udało się znaleźć lekarstwa na tę chorobę, a przecież każdy z nas może na nią zachorować.
Impuls do napisania historii Rozbitka pojawił się po raz pierwszy na jego pogrzebie. Pogrzeb był niemal farsą. Nieboszczyk w otwartej trumnie, w tle słowa odtwarzanej cicho modlitwy, kaplica wypełniała się szybko dalszą i bliższą rodziną. W kapicy narastał hałas. Kolejni przybywający rzucali się z radością sobie w ramiona. Przecież się tak dawno nie widzieli. W pewnym momencie trumna utonęła w tłumie otaczających ją krewnych. Gwar zagłuszał modlitwę. Stałam nieco z boku zaskoczona. Pomyślałam, że to chyba nie pogrzeb, a raczej wesele. Biedny Antonii za życia zlekceważony, lekceważony był nawet po śmierci. Wątlutki, zniszczony nałogiem i trawiącą go miesiącami chorobą, leżał sobie cichutko pomiędzy nimi i milczał, tak samo jak milczał za życia. Nic się, a nic nie zmienił. Oni mieli go w nosie, on miał ich. Pero, pero. Wtedy pomyślałam o książce. Zrozumiałam nagle, że gdy ludzie odchodzą z tego świata, to my, jeszcze pozostający, zapamiętujemy ich z ostatnich lat, albo miesięcy życia. Starym rodzicom pamiętamy to, że przed śmiercią mieli sklerozę i dali nam ostro popalić, że na koniec brudzili pościel, byli nieznośni, niezadowoleni, że zabierali nam drogocenny czas, wolny i czas w ogóle. Innym pamiętamy, że długo chorowali, tłumaczymy, że dobrze, dobrze, że umarł, umarła, to już była męka, nie życie, umierając na pewno czuli wielką ulgę. Tłumaczymy gorliwie usprawiedliwiając ulgę po ich odejściu. Antoniego wszyscy pamiętali już tylko z jego choroby, z tego, jak się zataczał wędrując ulicami swojego miasta, zbierał butelki, wyłudzał pieniądze. Nikt go nie wspominał z czasów, kiedy był przystojnym i ambitnym człowiekiem, pełnym radości, humoru, nadziei, że i jemu pisany będzie łut szczęścia, cudowne życie, jakaś kariera, sława. Był przecież, a właściwie bardzo pragnął zostać prawdziwym artystą. A jego matka (moja babcia) patrzyła w niego jak w obrazek. Był wtedy jej słońcem i wielką nadzieją. Oddałaby za niego życie, jak każda matka. Miał takie piękne, ciemne oczy jak ona, byli do siebie podobni, rozumieli się zawsze bez słów.
To nie są tylko moje przypuszczenia, ani literackie uniesienia, to cała prawda, bo ja tam byłam, miód i wino piłam, a co zobaczyłam szczerze opisałam. Mam trójkę dorosłych dzieci, piękną córkę i dwóch przystojnych synów. Patrzę w nich jak w obrazek, są moimi słońcami, radością i nadzieją. Przerażenie mnie ogarnia na myśl, że któreś z nich mógłby tak skończyć, jak Antonii. Wydawnictwo Zysk i spółka rozpoczęło w tym czasie drukowanie nowej serii książek opatrzonej hasłem – „Żyjemy inaczej, czujemy tak samo”. Pomyślałam, że Antek i jego historia doskonale się do tej serii nadaje. Zaczęłam pisać. Pamiętam też, jak w ostatnich tygodniach swojego jego życia rozmawiał z siostrą na temat Internetu. Słaba to była rozmowa, bo już prawie nie mówił. Powiedział tylko, że Internet, to jak butelka z listem wrzucona do wody. Można w nim zapisać swoją historię, a po wielu latach ktoś ją wyłowi i przeczyta. Żałował, że tego nie doczeka, że nie będzie go nigdy w Internecie.
Dlatego ten tytuł – Rozbitek, to on, brzeg, to miasto, w którym toczy się akcja książki, oraz brzeg Odry, rzeki, która mu szumiała za życia, pl, to kraj.
W podtekście butelka z jego wyznaniem. Analogia do Jacka Kaczmarskiego celowa, Jacek zmarł rok wcześniej, bardzo mnie jego śmierć zasmuciła, ponieważ ceniłam sobie teksty piosenek i wszystkie przez niego napisane wiersze. Nikt ich jeszcze uczciwie nie docenił. Jacek Kaczmarski – chyba też Rozbitek”


Źródło: http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=79151&aid=-1&answer#-1

Uważam, że Rozbitkiem może być każdy z nas. Pełno takich ludzi, którzy żyli, żyją współcześnie i będą żyli w przyszłości. Ludzie, którzy zmarnowali talent, ludzie którzy wpadli w sieć nałogu, ludzie którzy popełnili masę błędów. Polecam gorąco przeczytać mimo, że nie jest to łatwa literatura.


Krystyna Januszewska



Recenzja tygodnia (14.09.2015 r. - 20.09.2015 r.)  na portalu

Hanka Lemańska – "Chichot losu"

Hanka Lemańska – "Chichot losu"


"Kiedyś dawno temu byłam dzieckiem. I wtedy wyobrażałam sobie, że dorosłość oznacza wolność. Że wszystkie możliwości staną przede mną otworem. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Im jestem starsza, im więcej wiem, doświadczam, tym bardziej zawęża się droga przede mną."




Biorąc do ręki tę książkę, spodziewałam się kolejnej lekkiej powieści dla kobiet. Przeliczyłam się i mnie w ten sposób spotkał tytułowy chichot losu. Jest to opowieść, którą owszem czyta się szybko ale równocześnie porusza poważne problemy życiowe.

Joanna, główna bohaterka, młoda kobieta, robiąca karierę w korporacji, żyjąca w wolnym związku, odbiera w nocy telefon od swojej koleżanki Elżbiety. Telefon, który jak się później okaże zmienia jej życie nieodwracalnie. Zgadzając się na trzydniową opiekę nad dziećmi Elżbiety, bohaterka nie spodziewa się jaką niespodziankę szykuje jej los. Mama pięcioletniego Łukasza i trzynastoletniej Aśki bowiem niespodziewanie ginie w wypadku samochodowym wracając do domu. Joanna zostaje więc tymczasową opiekunką dzieciaków. Musi podjąć decyzję czy zdecyduje się na adopcję dzieci czy odda je do domu dziecka. Joanna dla której do tej pory obce były takie wartości jak rodzina, miłość, zaufanie i poświęcenie, wywraca swoje życie do góry nogami. Przekonuje się co oznaczają te wszystkie nic nieznaczące dla niej dotąd słowa.

W historii wykreowanej przez autorkę doskonale ukazany jest portret dzisiejszych trzydziestolatek, dla których najważniejsza jest kariera i udane życie towarzyskie. Historia Joanny na pewno skłania do myślenia co jest najważniejsze w życiu i ile jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiego człowieka.

Autorka ostatnim akapitem zostawiła sobie również furtkę do napisania drugiej części tej historii. Niestety nie zdążyła. Hanka Lemańska zmarła w 2008 r., więc już nigdy nie dowiemy się jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. Każdy może uruchomić swoją wyobraźnię i dopisać sobie zakończenie.
Ze względu na to, że książka przypadła mi do gustu, postanowiłam również obejrzeć serial o tym samym tytule, który powstał na jej podstawie. Aczkolwiek zaznaczam, że nie jest to ekranizacja. Główną rolę grają w nim Marta Żmuda Trzebiatowska i Mateusz Damięcki. Serial składa się z trzynastu odcinków, które mnie osobiście przypadły do gustu. Wiele wątków jest pozmienianych, wiele dodanych ale ogólny zarys fabuły pozostał. Na pewno zaskoczyło mnie zakończenie o którym z wiadomych przyczyn nie opowiem. I myślę, że Marta Żmuda-Trzebiatowska dosyć dobrze poradziła sobie z rolą singielki, na którą spada nieoczekiwany obowiązek związany z byciem zastępczą matką. Polecam najpierw oczywiście przeczytać książkę, a później obejrzeć serial.

"Chichot losu" to opowieść dla kobiet w każdym wieku. Polecam.

Hanna Lemańska
William Wharton - "Ptasiek"

William Wharton - "Ptasiek"




„Każdy ma jakąś swoją prywatną szajbę. Jak z nią włazi w paradę zbyt wielu ludziom, mówią na niego wariat. Czasami człowiek sam już nie wyrabia, przyznaje się, że zwariował, i wtedy inni się nim zajmują.”




Historia o szaleństwie, przyjaźni, wojnie i pragnieniu wolności.

Odkryłam tą książkę po wielu latach na nowo. Po wcześniejszym przeczytaniu nie dostrzegłam wielowątkowości tej historii, bardziej skupiłam się na szaleństwie tytułowego Ptaśka.

Z pewnością ciekawym aspektem jest dwugłosowa narracja jaka występuje w powieści. Al Columbato, przyjaciel Ptaśka opisuje obecne i przeszłe wydarzenia. Natomiast sam bohater opowiada swoje przeżycia wewnętrzne, jakie miały miejsce od najmłodszych lat.

Al i Ptasiek to przyjaciele od dzieciństwa o czym dowiadujemy się właśnie podczas opisywania wspomnień przez bohaterów. Spotykają się w szpitalu psychiatrycznym, w którym został zamknięty Ptasiek po udziale w II wojnie światowej. Al czeka na operację plastyczną twarzy, która została uszkodzona na froncie podczas bombardowania. Z przytaczanych wspomnień dowiadujemy się, że Al był typowym nastolatkiem, interesującym się sportem i dziewczynami, Ptasiek – jego jedyną pasją były ptaki, najpierw gołębie, później kanarki. Będąc nastolatkiem chciał wiedzieć jak najwięcej o ich życiu, chciał żyć życiem ptaków – chciał być ptakiem i latać jak i one, być wolną istotą.

Bohater podczas swoich obserwacji stopniowo pogrążał się w szaleństwie, sny zaczynały mu się mieszać z jawą, wydawało mu się nawet, że jest ptakiem w swojej hodowli, ma swoją partnerkę i dzieci. Jego największym marzeniem było latanie, dlatego też robił wszystko by utrzymać minimalną wagę swojego ciała i upodobnić się do ptaka. Na początku swojej obsesji potrafił zająć się innymi sprawami razem z Alem, typowymi dla ówczesnych nastolatków. Z czasem jednak coraz bardziej pogrążał się w swoim nieosiągalnym marzeniu. Al po powrocie z frontu zostaje poproszony o pomoc w sprawie Ptaśka, dlatego też przyjeżdża do swego przyjaciela. Zastaje go w zamkniętym pokoju, w pozie ptaka. Opowiada mu o starych dziejach, próbując obudzić w nim dawnego przyjaciela – człowieka.

„Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć.”

Niezwykle trudno opisać tytułowego bohatera – Ptaśka i jego szaleństwo. Jest to postać nietuzinkowa, trudna do określenia. We mnie nie wzbudziła zbyt dużej sympatii, raczej litość z powodu dążenia do czegoś niemożliwego. Na pewno jest to postać tragiczna. Myślę również, że jego obsesja jest swoistą metaforą pragnienia wolności przez wszystkich ludzi czyli czegoś nieosiągalnego.

„Wybudowaliśmy dla siebie klatkę – cywilizację – gdyż byliśmy zdolni do myślenia a teraz nie musimy myśleć, ponieważ jesteśmy zamknięci w klatce.”


Ten cytat zapadł mi w pamięć, jest on w naszych czasach chyba jeszcze bardziej aktualny.

Na pewno Wharton świetnie przedstawił rozwój i dalszy przebieg niezwykłej choroby psychicznej, chociaż nie do końca jestem pewna, czy to rzeczywiście była choroba. Każdy sam może sobie odpowiedzieć na to pytanie, czytając książkę. Przestrzegam jednak przed drastycznymi opisami zabijania psów oraz działań na froncie, mnie naprawdę podwyższyły ciśnienie swoim realizmem.

Polecam tą książkę dla osób, które chcą przeczytać coś oryginalnego i inaczej spojrzeć na ludzi zwanych „wariatami”. Wyczytałam, że kontynuacją „Ptaśka” jest powieść „Al”, zamierzam ją również przeczytać i was zachęcam do sprawdzenia jak potoczą się losy bohaterów.

„Kto wygrywa? Co znaczy wygrać? Najlepszy sposób, żeby przegrać, to wiedzieć, że się musi wygrać.”

Wspomnę też o ekranizacji filmowej powieści Whartona, która powstała w 1984 r. Głównych bohaterów zagrali w nim Matthew Modine (Ptasiek) i Nicolas Cage (Al). Jedyną znaczącą różnicą jest wojna, w filmie jest to Wietnam, w książce natomiast II wojna światowa. Film trwa prawie dwie godziny, jest więc co oglądać. Myślę, że jest to świetnym uzupełnieniem książki, nie nudziłam się ani przez chwilę podczas oglądania filmu. Reżyser całkiem dobrze wychwycił najważniejsze i najbardziej istotne momenty powieści, doskonale je zobrazował. Poza tym lubię Nicolasa Cage, kreacja przyjaciela Ptaśka przypadła mi do gustu.

Znalazłam parę ciekawostek dotyczących filmu. Ścieżka dźwiękowa (w nawiasie muzykę do filmu tworzył Peter Gabriel) powstała w jeden weekend. I co najważniejsze, sama to przeoczyłam ani w książce ani filmie nigdy nie jest ukazane prawdziwe imię Ptaśka. Ciekawe dlaczego?

Uważam, że zarówno film jak i książka to dzieła nieprzeciętne, które obrazują szereg wartości ale także pytań, na które nigdy nie znajdziemy odpowiedzi. Warto więc do nich zajrzeć, to klasyka gatunku



William Wharton
Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger