piątek, 27 września 2013

Małgorzata Kalicińska – "Lilka"



 

"Życie i choroba, narodziny i śmierć – plecie się to, zaplata, współistnieje. Radość i smutek."



Przemijanie to proces nieodłącznie wpisany w naszą egzystencję. Przemijają pory roku, przemijają lata, przemija niepostrzeżenie całe nasze życie. Małgorzata Kalicińska, znana szerszemu gronu czytelników z lekkiego tryptyku o życiu nad rozlewiskiem, tym razem podjęła się mocno przygnębiającego tematu. Powieść mną wstrząsnęła i poruszyła najczulsze punkty mojej duszy.

Małgorzata Kalicińska to nasza rodzima powieściopisarka, absolwentka SGGW w Warszawie. W przeszłości autorka była nauczycielką  w szkole podstawowej i technikum, jak również pracowała dla Telewizji Polskiej, zbierając wiadomości do programu "Kawa czy herbata". Kalicińska była również współwłaścicielką i pracownikiem agencji reklamowej "Camco Media". Czytelnikom z pewnością znana jest głównie z rodzinnej sagi o życiu nad rozlewiskiem, na podstawie którego powstał serial telewizyjny.

Marianna Roszkowska, nazywana Manią to dojrzała kobieta po pięćdziesiątce, dziennikarka  kolorowego pisma, od trzydziestu lat stateczna żona, oraz matka i babcia. Pewnego, zwykłego dnia jakich wiele w jej życiu, Mirek – mąż bohaterki, oświadcza że trwanie ich małżeństwa nie ma najmniejszego sensu i odchodzi. Mania równocześnie dowiaduje się o śmiertelnej chorobie swojej nielubianej, przyrodniej siostry – tytułowej Lilki. Ustabilizowany świat Marianny rozpada się jak domek z kart. Bohaterka zmuszona jest zmierzyć się z ponurą rzeczywistością, w której nowe życie i świadomość nadchodzącego kresu najbliższych jej osób, będą odtąd nieodłączną częścią każdej jej myśli..

"Lilka" to powieść tak wielowymiarowa i wielowątkowa, że trudno się dziwić obszerności książki – ponad pięćset stron. Wydawałoby się, że będzie to kolejna historia o porzuconej kobiecie, która buduje swoje życie na od nowa. I owszem, wątek taki pojawia się, jednak jest on jedynie tłem do ukazania ogólnoludzkich problemów jakie dotyczą każdego z nas. To choroba Lilki, która wraz z każdym dniem przybliżającym ją do śmierci, staje się bliższa Mariannie, jest głównym wątkiem i to właśnie na nim opiera się cała kanwa fabularna. Autorka nie szczędzi czytelnikowi szczegółowych opisów postępowania choroby jakim jest rak. Dzięki obrazowemu językowi, cały proces umierania wraz z jego fizycznym i psychologicznym aspektem, wstrząsa czytelnikiem. Wywołuje wiele sprzecznych emocji i refleksji od litości do złości. Małgorzata Kalicińska podjęła się niezwykle trudnego tematu, którego wykonanie wyciska łzy. Łzy dojmującego smutku i łzy wzruszenia. Nie sposób przejść nad tą historią obojętnie. Czytelnicy znający warsztat autorki jedynie z lekkich powieści, mogą poczuć wielkie zaskoczenie taką właśnie prozą.

Marianna, narratorka  i główna bohaterka powieści na tzw. "żółtych kartkach" powraca do swojej przeszłości. Fragmenty te posiadają niezwykłą moc wzbudzania w czytelniku własnych wspomnień. Lata dzieciństwa okraszone podwórkowymi zabawami, wakacyjne dni, młodzi rodzice, pierwsze miłości, szkoła - to tylko niewielki zbiór tego, czego możecie doświadczyć podczas lektury "Lilki". Wielokrotnie wspomnienia Manii, wywołają w was chwilę zadumy nad własną przeszłością. Wielokrotnie również odczujcie wzruszenie, gdy jakiś szczegół opisany na łamach powieści przypomni wam o dawno zapomnianym przez was zdarzeniu z dzieciństwa. Choroba Lilki, opuszczenie przez męża i emigracja syna to główne przyczyny życiowego przystanku Marianny, prowadzącego do refleksji i niestety smutnych wniosków. Wniosków dotyczących nieodwracalnej śmierci najbliższych nam osób, przemijania czy strachu przed samotnością. Wniosków dotyczących sensu całego naszego życia.

"Lilka" to powieść przeładowana przejmującym smutkiem, wyzierającym z każdej strony. Oprócz wątków, o których pisałam wyżej, porusza również kwestię edukacji, gwałtu, seksu czy braku ogłady. Powiecie, że jest tego dużo. Owszem, wielość tematów poruszanych na łamach książki może przytłaczać, jednakże są to jedynie wątki poboczne, dające chwilę wytchnienia od tych najtrudniejszych, w których autorka nie szczędzi nam realizmu i gorzkiej prawdy. Nie napisałam słodko-gorzkiej, gdyż w powieści znajdziecie jedynie namiastkę słodyczy.

Małgorzata Kalicińska posługuje się obrazowym i równocześnie prostym językiem. Na łamach powieści zaskoczyć mogą was wulgaryzmy i opisy erotycznych uniesień, które z pewnością nie były niezbędne, jednak nie przeszkadzały mi w skupieniu się na lekturze. Wbrew opinii dużej ilości czytelników uważam, że nie można postrzegać całej powieści jedynie poprzez pryzmat brzydkich słów czy nie trafiającego w nasze gusta erotyzmu. Historia Marianny i Lilki bowiem wywołała we mnie tak wiele wzruszenia i emocji, że pewnie niedociągnięcia nie miały dla mnie żadnego znaczenia.

O "Lilce" chciałoby się napisać naprawdę wiele. Małgorzata Kalicińska swoją prozą obudziła we mnie nostalgię i otworzyła szuflady dawno zapomnianych wspomnień z przeszłości. Spowodowała również strach przed nieuniknionym losem i śmiercią. Nie napiszę, że to historia, która napawa optymizmem. To bowiem historia ukazująca okrutną prawdę, o której na co dzień nie myślimy. Polecam czytać "Lilkę" w samotności, natomiast nie polecam czytać w nocy, gdyż nadmiar łez i emocji nie pozwoli wam zasnąć przez następne kilka godzin. Przejmująca proza, o której z pewnością nie zapomnę.

"Kto się dzisiaj poświęca dla drugiej osoby w imię miłości? To niemodne i wręcz uważane za straszny błąd! Bo trzeba się realizować, spełniać swoje marzenia, a  jeśli to jest w konflikcie z partnerem, partnerką, to kiszka i zazwyczaj rozpad."



Małgorzata Kalicińska






Recenzja bierze udział w WYZWANIU 

32 komentarze:

  1. Mnie się dziwnie czytało "Lilkę", zupełnie jak książkę innej autorki. Może nie miałam wtedy odpowiedniego nastroju, ale jednak żadna inna pozycja autorki nie porwała mnie tak, jak cykl o Rozlewisku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam żadnej z powieści Kalicińskiej, ale po kilku odcinkach serialu wiem już, że to nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy swojego czasu pracowałam w księgarni, to była to jedna z najczęściej kupowanych książek (Zaraz po "Spalonym" Iwana i "Tak sobie myślę..." Stuhra). Ja osobiście, nigdy nie rozumiałam jej "fenomenu"...

    OdpowiedzUsuń
  4. raczej nie czuje, aby ta książka była dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Lilkę mam , ale zwlekam z jej przeczytaniem. Czemu? Gdyż Irena spowodowała , że poczułam się oszukana. taka promocja, taka pisarka, a ja czytałam gniota nad gniotami. Ale to już w recenzji, która nade mną wisi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o tej książce, lecz jakoś na dzień dzisiejszy nie mam ochoty na tego typu tematykę. Może zwyczajnie jest to ta z tych książek, do których muszę dojrzeć:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książkę mam w planach, boję się tylko, że morze łez przez nią wyleję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam i choć miałam podobne odczucia, to polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytam tę książkę chociażby ze względu na wspaniałą okładkę. Dodatkowo historia 50-letniej kobiety (a nie czterdziestki, która koniec końców doświadcza działania niezwykłego zjawiska zwanego happy endem) wydaje się naprawdę godna uwagi. Szczególnie interesuje mnie wątek choroby Lilki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z jednej strony "przeraża" mnie ta książka swoją fabułą i mam pewne obawy przed jej czytaniem, ale z drugiej strony czasami trzeba przeczytać i takie książki, by czasami móc przemyśleć pewne sprawy o sobie, o tym co nas spotkało i co spotyka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię twórczość Małgorzaty Kalicińskiej/no może "Zwyczajny facet " wnerwił mnie nieco/Lilka to fajna powieść,o której nie da się tak szybko zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jedna z książek, które chciałabym "dorwać" :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem czy moja wrażliwość mi wybaczy, ale sięgnę po tę lekturę

    OdpowiedzUsuń
  14. Już od dawna się jej przyglądam i chyba pora, by się z nią zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze, że Kalicińska zawalczyła z szufladką pod tytułem "lekkie czytadło", pokazała, że jej talent ma różne barwy

    OdpowiedzUsuń
  16. Miałam zakupić tę książkę zaraz po premierze, jednak trafiła się inna superokazja, potem kolejne, i całkiem zapomniałam o "Lilce". Dzięki Twojej recenzji, wiem na co szczególnie zwrócić uwagę, gdy tylko "uporam" się z moimi czytelniczymi, domowymi stosami :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Do tej pory uważałam, że to taka lekka książka jakich wiele, pełna schematów, niczym się nie wyróżniająca. A tu takie zaskoczenie! Będę musiała ją przeczytać, choćby dla otworzenia oczu. Zresztą idzie jesień, taka prawdziwa, chłodna, deszczowa, z długimi wieczorami, a przy takiej porze najlepiej czyta mi się tego typu książki.

    OdpowiedzUsuń
  18. Niezbyt lubię wielowątkowe powieści, gdyż często potem mam problem z ogarnięciem danego wątku, dlatego mam mieszane uczucia co do tej książki i nie wiem jeszcze, czy się na nią skuszę, czy też nie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie przeczytam. Czytanie o chorobie wyniszczającej bohaterów przygnębia mnie tak mocno, że przez długi czas nie mogę dojść do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Okładka jest urocza, ale książki póki co w planach nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Takkie ksiazki to tylko i wyłącznie czytam w samotnosci, jakos lepiej mi sie wtedy ją czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Pomyślę o tej książce jako o prezencie dla mojej mamy ;) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam ją już w planach :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Mi się nie podobała. :(
    Za dużo w niej było wszystkiego (przy ukraińskiej mafii wymiękłam) no i język, którym posługiwała się wrażliwa na punkcie chamstwa bohaterka, nijak mi nie pasował do całości. :/

    OdpowiedzUsuń
  25. Pani Kalicińska rzeczywiście kojarzy mi się z tym całym rozlewiskiem, ja w ogóle mam tak, że większość autorów z czymś mi się kojarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Więc, jak widzę, warto się zapoznać :) Na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja nie przepadam za Kalicińską, ale u mnie w rodzinie wiele osób czytało jej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  28. "Lilka" ma bardzo piękną okładkę, a w połączeniu z Twoją pozytywną i zachęcającą recenzją, mogę dodać tylko tyle, że bardzo chciałabym książkę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  29. Niestety po bardzo negatywnej recenzji, jaką Lilce wystawiła moja koleżanka z pracy zrezygnowałam z jej lektury!
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
  30. raczej nie sięgnę po tą ksiązkę

    OdpowiedzUsuń
  31. Próbowałam przeczytać "Dom nad rozlewiskiem", ale była to książka nie do przejścia dla mnie. Dlatego raczej nie polubię tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  32. Przeczytalam. Otrzymalam te ksiazke w prezencie. Nie znalam autorki ani jej poprzednich ksiazek. Nie mieszkam w Polsce, nie jestem na biezaco. Na poczatku ociagalam sie z czytaniem. Ale ksiazka mnie wciagnela, warto byc cierpliwym i doczytac do konca. Troche mnie draznily sceny erotyczne, ale przelknelam... Natomiast watek choroby Lilki, odchodzenie, dar obcowania z tak chora osoba, poswiecenie, milosc... wspaniale jest to opisane. Wielki talent. Ksiazka, ktora moze wiele zmienic w zyciu czytelniczki, potrzeba jednak pokory i spojrzenia prawdzie w oczy. Ksiazka pozytywna. Polecam. I bardzo dziekuje Autorce za podjecie tak trudnych tematow...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)