Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskry. Pokaż wszystkie posty
"Książka o czytaniu" – Justyna Sobolewska

"Książka o czytaniu" – Justyna Sobolewska













"Tymczasem wśród czytelników mamy kochanków dworskich i namiętnych. Dworscy z największym zgorszeniem patrzą na zagięte rogi i – nie daj Boże! – notatki na marginesie. Namiętni zaś potrafią robić z książkami zakazane rzeczy: czytać w wannie albo w saunie, a nawet wyrywać kartki".






Czytanie, książki i szeroko pojęta literatura to mój styl życia - płaszczyzna, którą nigdy nie jestem do końca nasycona. Nie zdziwicie się więc pewnie, jeśli powiem wam, że gdy tylko dowiedziałam się o istnieniu tej książki, szybko ją zdobyłam i zaczęłam zgłębiać, pomimo innych piętrzących się stosów literatury wokół mnie. Jeden wieczór w zupełności mi wystarczył, by przeczytać ją od przysłowiowej deski do deski.
Bohdan Petecki – "Pierwszy ziemianin (Bajka totalna)"

Bohdan Petecki – "Pierwszy ziemianin (Bajka totalna)"



"Ale czy kiedykolwiek dotychczas myślałem lub marzyłem o prawdziwym porcie? Niektórzy nazywają tak dom, rodzinę lub pracę, w której osiągają satysfakcję. U dawnych poetów słowo "port" bywało synonimem szczęścia. Czyż jednak prawdziwym portem dla prawdziwych ludzi nie są po prostu wszystkie owe nieuchwytne oczarowania, wynikające z faktu, że istnieją drogi?"



Starsi czytelnicy, wychowani w latach PRL-u zapewne pamiętają Bohdana Peteckiego, pisarza znanego głównie z książek z gatunku science-fiction. Mało osób natomiast wie, że Petecki był również autorem powieści młodzieżowych, a z zawodu dziennikarzem. W swojej twórczości stworzył kilkanaście słuchowisk oraz trzy powieści sensacyjne pod pseudonimem Jan Artur Bernard. Autor niestety zmarł po ciężkiej chorobie całkiem niedawno, bo w listopadzie 2011 r. To z pewnością wielka strata dla całego świata literackiego. Starsi entuzjaści science fiction pamiętają, że w latach 70-tych Petecki znajdował się w czołówce najpopularniejszych polskich pisarzy tego gatunku. Nazywany był nawet Karolem Mayem polskiej fantastyki. Niestety nadal nie ma w sieci jego zdjęcia, nad czym ubolewam.

Bliżej nieokreślona przyszłość na Ziemi. Astronauci po sześciomiesięcznym stażu w próżni, przybywają na ojczystą planetę celem dwutygodniowego ziemskiego urlopu. Po tym czasie czeka ich bowiem dziejowa misja, a mianowicie pionierska wyprawa po obrzeżu Galaktyki w celu znalezienia i nawiązania kontaktu z pozaziemską cywilizacją. Wśród wybrańców znajduje się Lindsay Hagert, który swój wolny czas postanawia spędzić nad oceanem, w kurorcie opłaconym przez Instytut Galaktyczny. Lin wie, że to najprawdopodobniej jego ostatnie odwiedziny na Ziemi, gdyż cała wyprawa ma potrwać trzydzieści lat. Podczas pobytu w jego wynajętym domku, nieoczekiwanie nawiedza go niespodziewany gość przedstawiający się jako Robert Stanza. Człowiek ten przedstawia Linowi propozycję, której spełnienie na zawsze odmieni życie we Wszechświecie. Wyprawa, którą proponuje mu Stanza wpłynie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość wszystkiego. A sam Stanza nie będzie tym za kogo się w rzeczywistości podaje.

Książka Peteckiego porusza bardzo wiele aspektów, z którymi nasza cywilizacja będzie zmuszona się w przyszłości zmierzyć. Jest to książka wielowymiarowa, składająca się z wielu płaszczyzn. Po pierwsze kontakt z obcą cywilizacją i termin "hodowli". Temat ten jest mi szczególnie bliski, biorąc pod uwagę paleoastronautykę, którą się interesuje. Dysputy Lina i jego profesora Amosjana są bardziej bliższe filozofii niż typowej fantastyce, jednakowoż sięgają głęboko w zagadnienia ewolucji nauki, techniki, rozwoju ludzkości czy genetyki i biofizyki. Sama koncepcja zaprezentowana przez autora, dotycząca prastarej materii i ingerencji w nią jest niewiarygodnie ciekawa i skłania do refleksji. Czy można zmienić bieg ewolucji praenergii, materii nieożywionej i tej żywej? Jakie skutki będzie to za sobą pociągało?

Poza tym Petecki zmusza czytelnika do zastanowienia się nad podejściem człowieka do spraw eksploracji kosmosu. Dlaczego to my, ludzie mamy odkrywać inne cywilizacje? Dlaczego zawsze, nawet w kontekście podróży międzygwiezdnych, widzimy wszystko wyłącznie przez pryzmat człowieka? Inspirującym i pobudzającym wyobraźnię wątkiem są podróże w czasoprzestrzeni. Dla fanatyków science-fiction to temat rzeka.

W powieści nie znajdziecie szerokiej warstwy fabularnej, wątku kryminalnego czy nieprawdopodobnych przygód podróżników międzyplanetarnych. Wręcz przeciwnie, okrojona ilość bohaterów celowo nie pozwala takich wątków wprowadzić. Autor bowiem miał na celu wzbudzić w czytelniku wątpliwości dotyczące pozycji człowieka we wszechświecie oraz celowości zmian, które narzuca rozwijająca się nauka i technika. Dysputy na pograniczu filozofii i nauki, pozwalają spojrzeć na pewne zagadnienia z różnych stron. Co nas czeka? Zagłada cywilizacji czy narodziny tzw. cywilizacji kosmicznej? Czytelnik w pewnym momencie może się pogubić, co jest teraźniejszością, a co dopiero się wydarzy. Zabawa czasem niekoniecznie wszystkim przypadnie do gustu. Mnie intrygowała.

Koniec bajki o pierwszym ziemianinie nie daje odpowiedzi na zasadnicze pytanie, jakie autor zawarł w swoim dziele. Nie daje, bo takowej odpowiedzi po prostu nie ma. Po lekturze tej książki, długo jeszcze będziecie mieć w głowie różne przemyślenia i założenia. Powieść Bohdana Peteckiego należy do gatunku fantastyki, ale do tej z podgatunku "hard". Książkę polecam osobom, które miały już do czynienia z literaturą science-fiction, wówczas nagromadzenie pytań natury filozoficznej nie zniechęci was do lektury.



Recenzja bierze udział w WYZWANIU:
Bohdan Petecki – "Tylko cisza"

Bohdan Petecki – "Tylko cisza"



„Samotność i cisza to otwarte na oścież drzwi, przez które może wejść wszystko. To nie konkretne zjawiska, a brak konkretów. To pustka czekająca na treść.”



Bohdan Petecki, znany bardziej starszemu gronu czytelników polski pisarz gatunku science fiction ale również autor powieści młodzieżowych, a z zawodu dziennikarz. Stworzył kilkanaście słuchowisk, a trzy jego powieści sensacyjne zostały opublikowane pod pseudonimem Jan Artur Bernard. Pierwszą powieścią z gatunku fantastyki była wydana w 1971 r. książka „W połowie drogi”. Autor niestety zmarł po ciężkiej chorobie całkiem niedawno bo w listopadzie 2011 r. To z pewnością wielka strata dla całego świata literackiego. Starsi entuzjaści science fiction pamiętają, że w latach 70-tych Petecki znajdował się w czołówce najpopularniejszych polskich pisarzy tego gatunku. Nazywany był nawet Karolem Mayem polskiej fantastyki. Niestety nie udało mi się znaleźć jego zdjęcia.

Książka „Tylko cisza” została wydana po raz pierwszy w 1974 r. przez znane wówczas wydawnictwo Iskry. Parę lat temu „spotkałam się” po raz pierwszy z Peteckim, czytając „Operację wieczność”. Mam zamiar całkiem niedługo odświeżyć sobie tę książką. Ta pozycja wywarła na mnie wielkie wrażenie dlatego też, gdy nadarzyła się okazja przeczytania kolejnej powieści, nie miałam żadnych wątpliwości żeby wziąć ją do ręki.

Akcja powieści dzieje się w dalekiej przyszłości. Ludzie osiągnęli już taki postęp cywilizacyjny, że wysyłają swoich przedstawicieli w kosmos w celu odnalezienia istot pozaziemskich. I właśnie po takiej misji trwającej dziesięć lat, wraca na Ziemię Ornak wraz ze swoim przyjacielem. Od początku zauważa pewne niepokojące sygnały dotyczące zmian na jego ojczystej planecie. Powitanie nie jest takie jakiego się spodziewał, ludzie nie są tacy jacy powinni być. Bohater krok po kroku zostaje wprowadzany w wielki plan, który ma stworzyć ludziom lepsze warunki do życia w przyszłości.

Okazuje się, że podczas dziesięciu lat nieobecności Ornaka, ludzie wymyślili coś w rodzaju generatora pola siłowego, który może zastępować ściany budynków ale też praktycznie każdy materiał. Ta nowa wiedza będzie potrzebna aby chronić wszystkich mieszkańców Ziemi, podczas ich osiemdziesięcioletniego snu. Snu, dzięki któremu matka Ziemie się zregeneruje i przyroda dojdzie do stanu równowagi. Na całej planecie zaś ulokowani będą strażnicy, którzy budząc się co dwadzieścia lat, będą pilnować aby pozostałym ludziom nie zakłócono snu. Pracownicy Centrali natomiast zostali wysłani w Wszechświat w poszukiwaniu obcych form życia. Wrócą, gdy dobiegnie czas snu mieszkańców Ziemi. Bohater w przeddzień tak wielkiego wydarzenia, dowiaduje się również, że sam będzie jednym ze strażników pilnujących planetę. Budzi się więc po dwudziestu latach, zmieniając poprzednika ale okazuje się, że nie wszyscy na Ziemi smacznie śpią pod ochroną niewidzialnych ścian. Ornak przekonuje się też, co oznacza słowo cisza na uśpionej planecie. I jak nieznośna może ona być.

Książka jest moim zdaniem genialna. Przedstawia ludzkość w tak niewyobrażalnej koncepcji futurystycznej, że aż strach o tym myśleć. Autor doskonale nakreślił psychikę człowieka, będącego w kompletnej ciszy. Człowieka, który pozostaje w swojej samotni wiedząc, że w każdej chwili może ten stan przerwać. Człowieka, który popada w obłęd słysząc tylko ciszę. Oprócz tego świetny pomysł, który de facto może w dalekiej przyszłości się zrodzić. Czy ludzkość będzie w stanie poświęcić się dla dobra planety? Myślę, że jest to dobre pytanie.

Istnieje też drugie dno. Pisarz pokazuje nam, że nasze wyobrażenia (marzenia) skonfrontowane z rzeczywistością, spełnione, nie zawsze są dla nas zadowalające. Uważam też, że książka jest idealnym materiałem na film. Nie kojarzę by stworzono jakiś, który zawierałby tak genialną wizję przyszłości naszej planety.

Myślę, że dla fanów gatunku science fiction to lektura obowiązkowa. Nie można nie znać tej pozycji. Polecam.
Kirył Bułyczow – "Miasto na górze"

Kirył Bułyczow – "Miasto na górze"



„(...)nie wolno udostępniać wiedzy wszystkim. Wiedza wzbudza niepokój, niepokój z kolei rodzi wrogość i poczucie niezaspokojenia (...) Wiele się dowiedziałeś, ale twoja głowa nie była na to przygotowana. Wyobraziłeś sobie, że jesteś wszechwiedzący.”



Będąc u mojego chrzestnego (zapaleńca fantastyki), zauważyłam na półce ten znanie brzmiący tytuł. Pamiętam, że dawno temu już wpadła mi w rękę ta powieść. Postanowiłam więc odświeżyć nieco pamięć o niej.

Kirył Bułyczow (Igor Wsiewołodowicz Możejko) to rosyjski historyk i pisarz fantastyki naukowej, szerzej znany raczej starszemu pokoleniu czytelników. Myślę, że warto napisać parę zdań na temat pisarza i jego twórczości, gdyż jest klasykiem w swojej dziedzinie. Pseudonim autora pochodzi od imienia żony – Kira oraz od nazwiska panieńskiego matki – Bułyczow. Jest on najsławniejszym rosyjskim autorem fantastyki.

Powieść „Miasto na górze” paradoksalnie została po raz pierwszy opublikowana nie w Rosji, lecz właśnie w Polsce w 1983 r., ze względu na to, iż w ZSRR książka została umieszczona na indeksie ksiąg zakazanych. Pisarz nie mógł opublikować jej w swojej własnej ojczyźnie. Powód oczywiście jest jeden, a mianowicie kontekst polityczny. Zarówno ta powieść jak i inne jego utwory nawiązywały do sytuacji politycznej w ówczesnym Związku Radzieckim.

„Miasto na górze” opowiada o cywilizacji, która w wyniku wielkiej wojny zeszła pod ziemię, aby tam przetrwać. Z każdym pokoleniem zaciera się pamięć o życiu na górze, aby w końcu miasto na górze stało się mitem i legendą. W społeczeństwie tym władzę sprawuje bezwzględny dyktator oraz Rada Dyrektorów. Ludzie podzieleni są na czystych i brudnych. Większość mieszka w jaskiniach, w których panuje mrok i wszechobecna wilgoć. Przedstawicielem najniższej grupy społecznej jest rurarz Kroni, który należy do kasty brudnych. Kroni śni o mitycznym mieście na górze, o lepszym życiu. Wyrusza na poszukiwanie dowodów świadczących o istnieniu życia na powierzchni. Nie spodziewa się, że w wyniku jego ciekawości wybuchnie rewolucja, która odmieni życie ówczesnej podziemnej cywilizacji.

Wydaje mi się, że „Miasto na górze” jest trochę zapomnianą książką. A przecież dorównuje moim zdaniem takiemu kanonowi literatury światowej jak „Rok 1984” Orwella. Czytając powieść zauważyłam mnóstwo analogii to systemu komunistycznego, i nie wiedziałam wtedy, że autor rzeczywiście nawiązywał w swoich dziełach do rządów totalitarnych. Dopiero później czytając jego biografię, zdałam sobie sprawę, że to nie tylko moje wyobrażenia.

Abstrahując od politycznych przesłanek, „Miasto na górze” to bardzo dobra literatura fantastyczna. Świetnym i nowatorskim pomysłem było zasiedlenie ludzi pod ziemią. Cały aspekt społeczny i obyczajowy jest w niej świetnie wyeksponowany. Bohaterowie są wyraziści, akcja jest dynamiczna. Czyta się tą książkę z czystą przyjemnością. Ja dzięki tej powieści będę częściej odwiedzać wujka i wybierać książki z jego półki z literaturą fantastyczną.

Książkę możecie znaleźć w wielu aukcjach internetowych czy w antykwariatach po bardzo niskiej cenie, także polecam ją przeczytać. Nie chciałabym żeby ta książka została zapomniana przez czytelników.



Kirył Bułyczow
Karen Blixen –"Pożegnanie z Afryką"

Karen Blixen –"Pożegnanie z Afryką"




„Afryka uczy nas tego, że Bog i Szatan są jednym, majestat obu jest równie odwieczny, nie ma dwu nie mających początku, lecz jest jeden tylko…”





Od dawna byłam bardzo ciekawa tej książki. Książki, o której słyszałam od wielu lat a nigdy nie miałam okazji jej przeczytać. Książki, którą postrzegałam przez pryzmat filmu. I okazało się, że niesłusznie.

Karen Blixen, duńska arystokratka, wydała „Pożegnanie z Afryką” w 1937 r. pod pseudonimem Isak Dinesen. Po wielkim sukcesie książki, odkryto, że pod tym nazwiskiem kryje się kobieta. Dlaczego akurat taki pseudonim? "Dinesen to moje nazwisko panieńskie, a Isak znaczy – ten który się śmieje" – odpowiadała Karen. Pisarka wyszła za mąż za szwedzkiego barona w 1916 r. i wówczas właśnie przeprowadziła się do Kenii. Tam nastąpiła separacja i rozwód w wyniku czego baronowa sama prowadziła plantację kawy przez 10 lat. To właśnie z tego okresu pochodzą jej zapiski znane wszystkim jako „Pożegnanie z Afryką”. Jest to moim zdaniem po części powieść autobiograficzna.

Książka przedstawiona jest czytelnikowi w formie dziennika, w którym zapisane są luźne przemyślenia autorki i wiele wspomnień z jej pobytu w Afryce. Karen odsłania nam stosunki jakie wiążą ją z tubylcami, ich zwyczaje i przekonania. Z drugiej strony pokazuje nam świat białych ludzi, kolonizatorów, którzy w większości uważają się za lepszych od rdzennych mieszkańców tego kontynentu. Obydwa światy przeplatają się ze sobą, prowadząc do nieprzewidywalnych zdarzeń. Oprócz tego występują piękne opisy przyrody i pracy na plantacji kawy. A także stosunki z nowo poznanymi przyjaciółmi m. in Denysem i Berkeleyem.

„Biały człowiek, chcąc komuś powiedzieć coś miłego, napisałby: ”Nigdy cię nie zapomnę”. Mieszkaniec Afryki mówi: ”Nie wyobrażamy sobie, abyś mógł o nas kiedykolwiek zapomnieć.”

Sama bohaterka jest dla mnie wyjątkową postacią mimo wielu skrajności, jakie zauważyłam w jej osobie. Myślę, że Afryka stanowiła dla Karen, pewien rodzaj ucieczki przed światem cywilizowanym. I ta ucieczka wyszła jej na dobre. Jestem pełna podziwu dla niej za brak tchórzostwa bądź jak kto woli za przeciwstawienie się strachowi. Pisarka w Afryce oprócz pracy na plantacji kawy polowała na lwy, jeździła na safari a także latała samolotem. W tamtych czasach kobieta, która zajmowała się takimi rzeczami nie mogła zostać niezauważona. Ale widać też pewną skrajność w jej poglądach. Baronowa nie rozumiała stosunku tubylców do zwierząt czy wywożenia żyraf do europejskich zoo. A sama przecież zajmowała się polowaniem. Polowaniem bez żadnej określonej przyczyny. Po prostu dla zabawy. Jakoś nie mogę tego pojąć. Ale trzeba przyznać, że tym bardziej Karen stała się dla mnie bardziej ludzka, ze swoimi słabościami i wadami.

W książce nie znajdziemy wątku miłosnego. O swoim mężu pisarka wspomina tylko raz pod koniec książki. Gdybym nie przeczytała jej życiorysu, nie wiedziałabym nic o jej życiu prywatnym. Co więcej, Karen swoją osobę odsuwa na dalszy plan. Najważniejsza jest Afryka. Nie dowiemy się z kart książki o jej romansie z Denysem.

Muszę przyznać, że spodziewałam się zupełnie czegoś innego po tej książce. Ale to nie znaczy, że mnie rozczarowała. Nie ma w niej wartkiej akcji ani wielkich przygód. Dla niektórych ta powieść może wydawać się nudna i bez życia. Dla mnie nieocenione okazały się plastycznie ukazane opisy życia w Afryce. Oczywiście, nie wszystko przypadło mi do gustu. W niektórych momentach byłam bardzo zaciekawiona np. podczas opisu znaczenia kobiet wśród plemion afrykańskich. Czasami zwyczajnie się nudziłam, w szczególności podczas zbyt długich opisów przyrody. Czasami też uśmiałam się z filozofii tubylców. Z pewnością styl pisania autorki jest godny podziwu. Bardzo lekki i barwny.

Naszła mnie też taka myśl, że w tej książce został uchwycony obraz Afryki, której już nigdy nie będzie nam dane zobaczyć. Z pewnością przez tyle lat, wiele się tam zmieniło. Tamtej Afryki już nie ma. I to jest wielkim plusem książki jak również zachętą do jej przeczytania.

Polecam, nawet dla osób, które nie lubią zbyt dużej ilości opisów. To dzieło po prostu warto znać.

„Pożegnanie niesie ze sobą dziwne uczucie. Jest nim zawiść. Mężczyźni odchodzą, by sprawdzić swoją odwagę, ale największą próbą, jest próba cierpliwości. Cierpliwości do obywania się bez kogoś.”


Wspominałam na początku o filmie „Pożegnanie z Afryką” (1985 r.) w reżyserii Sydney Pollacka. Rolę Karen zagrała w nim Meryl Streep, natomiast osławiony amant tamtych czasów Robert Redford – zagrała Denysa. Film zdobył aż siedem Oscarów, czemu osobiście wcale się nie dziwię. Jeśli ktoś spodziewa się wiernej kopii książki, to może poczuć się zawiedziony. Na pierwszy plan w filmie wysuwa się bowiem wątek miłosny Karen i Denysa. To powoduje wielką różnicę między książką a filmem. Ciekawostką jest to, że początkowo rolę Karen miała zagrać Audrey Hepburn, a replika domu głównej bohaterki powstawała przez cały rok. Natomiast lwy ukazane w filmie ściągnięto aż z Kalifornii. Premiera filmu miała miejsce w 100-lecie urodzin pisarki. Mnie osobiście bardzo się spodobał. Jest jakby dopełnieniem książki. Z tym, że polecam najpierw przeczytać książkę a później obejrzeć film.

Warto znać historię Karen Blixen. Historię, która urzekła już niejedno pokolenie.

Karen Blixen
Copyright © 2016 Subiektywnie o książkach , Blogger