środa, 15 lipca 2015

Wasze najpiękniejsze, książkowe wspomnienie z dzieciństwa - KONKURS!







Dzięki uprzejmości Marcina Legawca, mam dla Was dwa nowiutkie, pachnące świeżością egzemplarze jego najnowszej książki, której patronowałam medialnie, czyli "Przepraszam za krzywdę. Trzy wspomnienia z dzieciństwa". Zapraszam na konkurs, który mam nadzieję, przeniesie Was w przeszłość, do Waszego dzieciństwa.


Zasady konkursu: 
  • W konkursie mogą wziąć udział wszyscy, bez wyjątku.
  • Konkurs trwa od dzisiaj do 14 sierpnia 2015 r., do północy.
  • Aby wziąć udział w konkursie, należy wykonać poniższe zadanie konkursowe:

Opisz swoje najpiękniejsze, książkowe wspomnienie z dzieciństwa

  • Swoją odpowiedź należy zostawić pod tym postem, jako komentarz wraz ze swoim adresem e-mail.
  • Będzie mi miło, jeśli zamieścicie baner konkursowy na swoich stronach, nie jest to jednak warunek konieczny.
  • Wśród odpowiedzi, jakie pozostawicie pod ogłoszeniem, wybiorę dwie, które najbardziej mnie wzruszą oraz zainspirują.
  • Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu. Zwycięzców powiadomię e-mailowo o wygranej. 


Jestem bardzo ciekawa, jakimi wspomnieniami mnie uraczycie. Czuję, że będzie to prawdziwa uczta literacka!

23 komentarze:

  1. Na razie nie jestem gotowa na tę książkę, więc życzę powodzenia :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  2. W konkursie udziału nie wezmę, ale Twoje pytanie uruchomiło u mnie lawinę wspomnień. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjemny konkurs, jednak nie wezmę udziału, bo już mam tę książkę na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę powadzenia :)
    http://pauline-memories.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. coś słyszałem o tej książce, autorem chyba jest jakiś młody autor, zastanowię się nad wzięciem udziału w konkursie

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam że jako dziecko płakałam gdy miałam wziąć do ręki jakąkolwiek książkę, bo byłam do ich czytania niejako "przymuszana"..Z czasem jednak w podstawówce miałam świetną panią polonistkę która zachęcała, zarażała miłością do książek łagodnie, delikatnie..Zapisałam się do biblioteki, dostawałam też książki na Święta, urodziny, w latach 90 książki były z reguły pięknie szyte, często w twardych oprawach, tańsze!!! Do tej pory pamiętam książkę z dzieciństwa kupioną w Pabianicach w nieistniejącej już chyba księgarni "Mała księżniczka" kupioną za 5 zł w twardej pięknej oprawie...Mam ją do dziś i nigdy nie oddam...mam do niej ogromny sentyment...Ale wracając do poprzedniego wątku...Zapisałam się do tej biblioteki i stałam się najwierniejszą bywalczynią...nieraz Mama na mnie krzyczała, bo szłam niewyspana do szkoły bo czytałam książki pod kołdrą do świtu...zdarzało się że czytałam 3 książki dziennie...to były czasy...to moje zaczytanie przybierało takie rozmiary że nie zdałabym do następnej klasy, bo opuściłam się w nauce, nie odrabiałam lekcji, bo tylko czytałam, czytałam, czytałam...Mama musiała iść do Pani z biblioteki i zabronić jej wypożyczania mi książek dopóki nie poprawię wszystkich ocen, jakoś cudem się to udało i na trójczynach zdałam do kolejnej klasy, ale kara nieczytania dopóki nie poprawię ocen była dla mnie traumatyczna i dość bolesna...Ale jak widzisz miłość do książek mi pozostała, kocham czytać i mam nadzieję tą miłość do książek zaszczepię u swoich dzieci..Często z resztą powracam do książek z dzieciństwa..
    Ta historia jest prawdziwa a na książkę konkursową mam ogromną chęć dlatego zgłaszam się do konkursu:)))
    gosia1225@interia.eu
    Gosia Bibliofilka

    OdpowiedzUsuń
  7. ojej jaki ciekawy konkurs :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć
    zgłaszam się do konkursu:

    Odkąd nauczyłam się czytać w szkole podstawowej – zakochałam się w książkach. Pamiętam jak dziś – swoje pierwsze lektury szkolne czytałam na głos. Strasznie irytowało to moją siostrę, która kazała mi czytać po cichu. Ale jak to jest po cichu - zapytałam? :)

    Pamiętam też dokładnie, że w bibliotece szkolnej – gdy tylko nauczyłam się czytać – wszystkie lektury miałam przeczytane do przodu i w każdym roku szkolnym – rozpoczynałam kolejna listę lektur z klasy wyżej.

    Później doszła Biblioteka Raczyńskich na ulicy Wronieckiej w Poznaniu. To tam po raz pierwszy sięgnęłam po książkę „Ronja – córka zbójnika”. Książka podobała mi się tak bardzo – że w ciągu kolejnych paru lat – jako dziecko – czytałam ją kilka razy.

    Jak tylko „podrosłam” zakochałam się w Chmielewskiej... Od tamtego czasu mój ulubiony gatunek to sensacja, kryminał i thriller.

    Potrafiłam czytać całymi dniami i nocami, było mi szkoda czasu na spanie. Często zasypiałam po prostu z książką w dłoniach.

    Ta pasja pozostała we mnie do dziś. Uwielbiam i kocham książki do tego stopnia, że zdecydowanie wolę kupić kolejną interesującą mnie pozycję niż jakiś kosmetyk czy odzież. Zdecydowanie lepiej mnie ubierać niż pozwalać czytać ;)

    mój email: karalaajn@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgłaszam się :)
    ivette.corelli@gmail.com

    Praktycznie całe moje dzieciństwo to książki. Najpierw te z obrazkami z serii "Czytadełka", później nieco bardziej ambitne, w których tekst dominował nad ilością ilustracji. Jedno z najmilszych wspomnień z dzieciństwa jest jednak związane z książkami opowiadającymi o Koszmarnym Karolku.
    Byłam dość chorowitym dzieckiem i w każde wakacje jeździłam z mamą do uzdrowisk w górach. Któregoś roku odwiedziłyśmy Rabkę Zdrój, miał to być sześciotygodniowy pobyt. Moja mama również uwielbia czytać, dlatego od razu po przyjeździe znalazła w mieście bibliotekę. Była dość mała, zajmowała parter niewielkiego dworku w parku. Z tej właśnie biblioteki pochodziła pierwsza książka Francesci Simon o Koszmarnym Karolku. Pamiętam, jak leżałyśmy z mamą na łóżku w naszym pokoju, a ona mi czytała. Modulowała przy tym głos tak, że każda z postaci nabierała własnego, unikatowego charakteru. Zdarzało się, że w trakcie lektury obie śmiałyśmy się do łez. Czytałyśmy niektóre historie po kilka razy, a najlepsze było to, że nie przestawały nam się podobać. Od tamtego czasu przeczytałam wszystkie książki o Koszmarnym Karolku, do niektórych wracam nawet teraz, mimo że od odkrycia pierwszej z nich minęło już ponad 10 lat. I za każdym razem(co może i jest trochę dziecinne) przypominam sobie, jak czytała mi mama. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super konkurs:) Moje najwcześniejsze wspomnienia książkowe to te, kiedy sama odkryłam w sobie zapędy pisarskie. Miałam chyba cztery lata, kiedy powstała pierwsza ,,powieść". Zanim zapytacie, jak to możliwe, wyjaśnię. Książki sama ilustrowałam, a tata zapisywał dyktowaną przeze mnie treść. Potem kartki dziurkował i przewiązywał wstążeczką. Pewnie zapomniałabym o tym, ale ostatnio rodzice przekazali mi moje dzieła. Bardzo się wzruszyłam, trzymając w rękach pożółkłe karteczki. I już chciałam je pokazać mojej córeczce, ale treść mnie absolutnie zaszokowała. Jedna była, np. o kanibalach i lodówce na ich wyspie. Możecie sobie wyobrazić jej zawartość. Niestety nie pamiętam, skąd mi się ci kanibale wzięli, rodzice też nie pamiętają. I tak na zakończenie, wyrosłam na osobę zdecydowanie bez krwiożerczych zapędów;) Chociaż groteskę w literaturze uwielbiam:) Ale tajemnica zostanie, skąd ci kanibale w małym móżdżku dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  12. Trudno wybrać jedną rzecz czy też sytuację, gdy teraz, będąc już dorosła osobą, większość dzieciństwa kojarzy się z sielskością i radością, a wspomnienia przywołują pozytywną tęsknotę. Ale zasady to zasady, prawda? :) Tak więc łamać ich nie będę.
    Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to czytanie na dobranoc. Dzieliłam pokój z siostrą, więc gdy już pokładłyśmy się już do łóżek, tata przychodził, siadał przy biurku oświetlonym bladym światłem lampki i czytał. Moja siostra uciekała w krainę Morfeusza po pierwszych zdaniach. Ja, leżąc na wznak, wpatrywałam się w różnokształtne cienie na suficie i słuchałam. Długi czas pod rękoma taty leżała książka z baśniami Andersena. Trzystustronicowa lektura z początku interesowała mnie tylko ze względu na obrazki, więc przeróżnych przygód słuchałam jednym uchem tylko po to, by nie umknął mi moment, gdy tata będzie musiał odwrócić stronę. Przekręcałam się wtedy na bok i zniecierpliwiona przypominałam o kolorowych ilustracjach, których nie brakowało na żadnej ze stron. Później zaczęłam rozumieć znaczenie czytanych historii i ich wartość, więc przysłuchiwałam się opowieściom, próbując wytrzymać do końca. Haczyk był taki, że koniec następował właśnie wtedy, gdy zasypiałam.
    Brakuje mi czasów, gdy z błogim uśmiechem zasypiałam, spokojna, że Gerda odnalazła Kaia; gdy chowałam się pod kołdrą ze strachu, słuchając o tym, jak Mały Klaus próbował przechytrzyć Dużego Klausa; gdy popłakiwałam nad losem Małej Syrenki, mimo wszystko prosząc tatę by czytał dalej i nie przerywał, bo przecież wcale nie jest mi smutno, bo przecież to tylko ze zmęczenie mam mokre oczy; gdy oparta na jednym łokciu wychylałam się z łóżka jak najdalej, by uchwycić jak najwięcej szczegółów na obrazku. Baśnie Andersena już zawsze będą kojarzyły mi się z ciemnymi nocami, których jednak nie trzeba było się bać, bo w kącie pokoju świeciło się światełko, przy którym tata, z okularami na nosie, przybliżał mi historie, dzięki którym zrozumiałam, że życie nie zawsze usłane jest różami, ale zawsze, mimo przeciwności, należy dążyć do celu i starać się spełniać swoje marzenia. Wydaje mi się, że czytanie na dobranoc ukształtowało mnie w pewien sposób, że rozkochało mnie w literaturze, a jego wspomnienie pozwala mi zachować coś z dziecka i w dorosłym życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz jasna zapomniałam o mailu. ;)
      lizzka92@gmail.com

      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  13. Książki towarzyszyły mi od małego, ciężko wybrać jedno wspomnienie :) Pamiętam, że gdy byłam mała mama zawsze się denerwowała że za dużo czytam. Rodzice niechętnie zabierali mnie do miasta, bo wizyta w księgarni lub bibliotece była nieunikniona. Zawsze z tatą negocjowałam ile książek mogę sobie wybrać :) Nigdy nie zapomnę jak mama wołała na obiad, a ja byłam tak pochłonięta obecną lekturą, że wstałam i z książką w ręce usiadłam do stołu i zaczęłam jeść nie odrywając wzroku od treści. Rodzicielka tak się zdenerwowała że miałam szlaban na kupno nowych książek przez miesiąc. O mamo, jak rozpaczałam! :) Jedyne sprzeczki jakie miałam z rodzicami to o to, żeby jeszcze nie gasili światła wieczorem. Jak już gasili, udawałam że śpię a pod poduszką miałam schowaną latarkę. Czekałam tylko aż drzwi się zamkną i myk! pod kołdrę i czytać dalej :) Dziś, wszystkie te chwile wspominam z uśmiechem na ustach :)
    sikorska1303@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawy tytuł wystawiasz w konkursie, chętnie bym go przeczytała. Zatem podzielę się moją historią.
    Moje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa, gdzie spędziłam czas z książką, dotyczy słonecznych letnich dni oraz balkonu w moim mieszkaniu. Swego czasu wychodząc na niego, nie było nigdzie wokoło ludzi. Były chaszcze oraz sad (teraz stoją tam domy, a po sadzie zostały tylko dwa drzewka, jako rozrywka dla nowych mieszkańców). I ja jako mała dziewczynka wychodziłam na słonko, kładłam kocyk i opalałam się. Jednak samo opalanie było niesamowicie nudne jak to dla dziecka. Więc nie trwało to dłużej niż parę minut. Ot taki dziecięcy zapał. Pewnego (kolejnego z rzędu) upalnego dnia mama informuje mnie, że dostali stos książek od dziadka (zupełnie obcy człowiek dla nas, a który z dobroci serca ofiarował nam mieszkanie, ponieważ pomagał repatriantom, którzy chcieli wrócić do ojczyzny). No i kazała mi wybrać jakieś książki dla siebie (miałam wtedy chyba z 8 lat) i większość z nich była nie ciekawa i stara. Wybrałam jednak dla siebie parę książek, które miały ciekawe obrazki na okładce (w ogóle obrazki, a nie zdjęcia). I tak wybrałam parę tytułów z Wehikułu Czasu (to były książki, w których przechodziło się ze strony na stronę, decydując o swoim losie) oraz książkę "Zegar, czyli nakręcona powieść" i głównie ją zapamiętałam,choć równie dobrze bawiłam się z wehikułem. Moje wypady na balkon i opalanie się zmieniły się w czytanie książek, których do końca nie rozumiałam, które czytałam powoli i mozolnie, bo język polski jeszcze nie był do końca opanowany. Pamiętam, jak w tej książce był moment wchodzenia do zegara, w którym były metalowe potwory. Oraz moment, gdy jakaś postać zleciała z sani, a wilki w pościgu zatrzymały się, by zagryźć nieszczęsną ofiarę. Teraz jak o tym myślę to ta książka, chyba nie była zbyt odpowiednia na mój wiek, ale może właśnie dlatego wspominam czasy wychodzenia na balkon i czytania tej książki i pozostałych z wehikułu jako coś miłego, wtedy pierwszy raz poczułam dreszczyk, czytając. I wtedy myślę, że udało mi się wejść na drogę, w której nie postrzegam ludzi czytających za gorszych, wręcz przeciwnie. Lepszych, inteligentniejszych i bardziej wartościowych. Wtedy też odpędzałam wszystkie dokuczliwe dzieciaki od pewnej dziewczyny z klasy, która już wtedy Kochała książki i z nikim się nie bawiła. Siedziała zawsze w kąciku i czytała. A ja ją od czasu do czasu zaczepiałam, gdy widziałam, że w jej rękach pojawił się nowy tytuł.
    Eh wspomnienia, . Ciekawe czym się ta dziewczyna teraz zajmuje, na jakie studia poszła ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ah jeszcze email.. Kurcze :)
      Banner dałam na swojego bloga www.drunkpriest.blogspot.com
      zagisama@gmail.com

      Usuń
  15. Pamiętam, że jako dziecko, to była pierwsza klasa podstawówki, zostałam wyróżniona w nauce. Dostałam wtedy książkę Wandy Chotomskiej "Abecadło". Miała wspaniałą, twardą, jasnożółtą okładkę, a na niej narysowane kolorowe literki... Wewnątrz również znajdowały się wspaniałe obrazki... Ale nie o tym chciałam napisać...
    Pamiętam, że, kiedy ciotka przyjeżdżała zza granicy zawsze czytałyśmy razem. Od razu kiedy wzięłam tę książkę do ręki i zastanawiałam się, od której literki zacząć czytać- powiedziała, żebym przeczytała "b", bo od tego zaczyna się jej imię.
    "Małe b już od pieluszek dba o własny brzuszek,
    więc do brzucha jak do beczki
    wpycha bułki i bułeczki,
    babki bezy i budynie..."
    Bardzo śmiałyśmy się z tego, ponieważ ona była wtedy troszkę gruba i często lubiła podjadać. Często czytałyśmy tą bajkę, aż w końcu nauczyłyśmy się jej na pamięć. Do tej pory wspominamy tę bajkę i zawsze z niej żartujemy...

    powerless251298@wp.pl
    https://plus.google.com/116464160670968465442/posts/YRC62AQCHnY

    OdpowiedzUsuń
  16. Moja pierwsza książka, którą przeczytałam w dzieciństwie... i którą pokochałam. To dzięki niej sięgałam po inne, ciekawe książki, poznawałam nowych bohaterów. I zatracałam się w książkach. Doszło do tego, iż wolałam książki od prawdziwego życia. Bo to w książkach działy się ciekawsze przygody.
    Książką, któa rozpoczęła moją czytelniczą przygodę był "Harry Potter i kamień filozoficzny".

    e-mail: magda-17_17@o2.pl

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)