środa, 30 kwietnia 2014

"Obnażając wydarzenie sprzed lat staram się naprawić zło przemilczanej zbrodni" - Wywiad z Beatą Gołembiowską



Lektura książek autobiograficznych niesie ze sobą zawsze wielki ładunek emocjonalny. Trudno bowiem nie odczuwać przeróżnych uczuć, jakie serwuje nam autor. Dzisiaj chciałabym Was zaprosić na rozmowę z Beatą Gołembiowską, autorką przejmującej książki pt. "Żółta sukienka". Książki zbierającej bardzo pozytywne recenzje, książki zapadającej w pamięć. Zapraszam na wywiad.

Recenzja powieści - KLIK
 

 



Beata Gołembiowska to urodzona w Poznaniu, absolwentka biologii środowiskowej UAM. W 1989 r. autorka wyemigrowała wraz z rodziną na drugą półkulę, do Kanady i zamieszkała na stałe w Montrealu. W 1997 r. ukończyła studia fotograficzne, pracowała jako malarka dekoracyjna w programach Debbie Travis-Painted House i Facelift. Od 2006 r. pracuje dla Fundacji Liliany Komorowskiej dla Sztuki oraz QueenArt Films. "Żółta sukienka" to jej debiut literacki.




awiola: Lubi Pani żółty kolor?

Beata Gołembiowska: Lubię. Kojarzy mi się z czymś niezwykle ciepłym i wesołym: ze słońcem, kaczeńcami, jaskrami, motylami cytrynkami i włosami mojej córki. 

awiola: Dlaczego akurat żółta sukienka posłużyła Pani do ukazania przeciwstawnych uczuć targających główną bohaterkę?

Beata Gołembiowska: W powieści sukienka radosnego koloru stała się symbolem tragedii. Niekiedy nie zdajemy sobie sprawy, co kryje się za z pozoru piękną, kolorową fasadą. Podobno klauni często popełniają samobójstwa. Zbrodniarze potrafią mieć miłe oblicza. Mała dziewczynka ubrana w piękną, żółtą sukienkę powinna być najbardziej radosnym stworzeniem na świecie. Ubierając Anię w kolor żółty chciałam podkreślić przeciwności losu, które zdarzają się niespodziewanie, a bolą szczególnie wtedy, gdy jego bohaterami stają się dzieci. To tak jak słońce zakrywa nagle czarna chmura. W powieści żółta sukienka została pewnego dnia tak zabrudzona, że nie można było jej "odczyścić" przez prawie 40 lat. Anna ma z nią jak najgorsze wspomnienia i żółty kolor staje się dla niej kolorem bólu. 

awiola: Ile trwało napisanie i doszlifowanie "Żółtej sukienki"?

Beata Gołembiowska: Ta mała książeczka – 164 stron, aż wstyd się przyznać - była pisana przez dwa lata. Oczywiście nie pracowałam nad nią codziennie. Pisałam, odkładałam na jakiś czas – czasami to były dwa, trzy miesiące, a potem do niej wracałam. Każde zdanie dosłownie prześwietlałam, zastanawiając się, czy jest potrzebne, czy nie. 

awiola; Ile jest Pani w bohaterce książki?

Beata Gołembiowska: Dużo. Trudno mi powiedzieć, w jakim stopniu, czy 80%, czy więcej, ale niewątpliwie jest to swego rodzaju autobiografia. Wprawdzie nie jestem – tak jak Anna - byłą dziennikarką i nie zakochałam się w inwalidzie, nie jestem też tak atrakcyjna jak ona i nigdy nie ubierałam się w szalone kreacje, ale mam za sobą okres bycia służącą i sprzątaczką. Moja emigracja była ucieczką między innymi od tego, co mi się zdarzyło w dzieciństwie. Rodzice Anny – Gustaw i Bernadeta, w dużej mierze są moimi rodzicami. A Anny ukochany park to sceneria moich najmłodszych lat z Puław, gdzie moi rodzice mieli służbowe mieszkanie w Pałacu Czartoryskich. Tak jak mała Ania miałam swoje ulubione drzewo, na którym przesiadywałam godzinami. 

awiola: Czy napisanie "Żółtej sukienki" było dla Pani swoistym katharsis? Czy dzięki pisaniu uwolniła się Pani od demonów przeszłości?

Beata Gołembiowska: Dzieci mają doskonałą umiejętność wyczuwania świata. Szybko się uczą, jak się zachować, aby zostać najmniej zranione. W moim świecie dzieciństwa panowała żelazna zasada – "nic nie mów rodzicom, bo będzie awantura". Tę zasadę wpoiłam sobie tak głęboko, że milczałam o "tym" przez moje dziecinne, młodzieńcze i dorosłe lata. To nie oznaczało, że zapomniałam. Dlaczego dopiero jako kobieta pięćdziesięcioletnia postanowiłam przełamać milczenie? W bardzo ciężkim okresie, kiedy załamało się moje małżeństwo i poczułam się przegrana w wielu dziedzinach życia, poczucie krzywdy sprzed lat powróciło z całą mocą. Postanowiłam o tym napisać. Sam proces pracy nad książką pomógł mi niezmiernie. To tak, jakbym mogła psychologowi opowiedzieć dramat z dzieciństwa. Od demonów zupełnie się nie uwolniłam, powracają czasami, ale już nie gnębią mnie na tyle, aby przeszkadzać w byciu szczęśliwą osobą. 

awiola: Nie obawiała się Pani zbytniego obnażenia własnych przeżyć?

Beata Gołembiowska: W autobiograficznej literaturze można przeczytać o wielu ludzkich tragediach. Bardzo rzadko spotyka się zwierzenia ofiar gwałtu. Tak, jakby to było coś wyjątkowo wstydliwego, o czym należy milczeć, aby nie zostać napiętnowanym. Ofiary gwałtu niejednokrotnie oskarżano o bycie współwinnymi. Tak ja się czułam i pewnie tak zachowuje się wiele dzieci, które przeżyły to samo. Dlatego milczą, a ujawniają to, co się stało, dopiero po latach. Nawet po napisaniu "Żółtej sukienki", nie chciałam przyznać się, że jest to moja autobiografia. Zaczęłam czuć z tego powodu wyrzuty sumienia. "Moje milczenie sprawi, że Żółta sukienka stanie się fikcją, a nie ostrzeżeniem, odkryciem bolesnej prawdy" – takie myśli mnie nachodziły. Przemogłam się i "przyznałam się". Powinnam to zrobić dawno temu, powiedzieć o tym swoim rodzicom. Wtedy nie potrafiłam, nie mogłam. Obnażając wydarzenie sprzed lat staram się naprawić zło przemilczanej zbrodni. 

awiola: W przygotowaniu kolejna powieść pt. "Malowanki na szkle". Uchyli Pani rąbka tajemnicy i zdradzi czytelnikom, czego mogą się po niej spodziewać?

Beata Gołembiowska: "Każda z postaci powieści opowiada swoją historię, jedna przeplata drugą, tworząc barwne obrazy, podobne do tych wykonanych przez Helę, góralkę z Murzasichla. Nie wszystkie jej malowanki na szkle zdobią ściany "biołyj izby", część z nich jest schowana na dno skrzyni, tak głęboko, aby nikt nie mógł ich zobaczyć. Dopiero po latach zostaną wyjęte z ukrycia…"
Takie są pierwsze zdania streszczenia powieści, które wysyłałam do wydawnictw. W "Malowankach na szkle" skupiłam się na zawiłościach życia w związkach, nie tylko małżeńskich. Szczęśliwe chwile i chwile rozpaczy, zdrady, tajemnice, niedopowiedzenia w głównej mierze toczą się w scenerii Podhala, mojego ukochanego zakątka Polski. Pisząc tę książkę, starałam się stworzyć pogodną lekturę. Nie uniknęłam w niej przedstawienia trudnych sytuacji życiowych, ale chciałam, aby moi bohaterowie wyszli z nich zwycięsko. 

awiola: Co czyta na co dzień Beata Gołembiowska?

Beata Gołembiowska: Tuż przed zaśnięciem sięgam po mój ukochany czytnik i kontynuuję nową powieść lub "przerzucam kartki" tej już dobrze znanej. A przekrój lektur jest różny, chociaż od kilku lat zdecydowanie unikam wspomnień wojennych. Ostatnio zapoznaję się z krótkimi opowiadaniami kanadyjskiej laureatki Narody Nobla – Alice Munro. Niegdyś czytałam nałogowo, a obecnie, niestety, pisanie zajmuje mi sporo czasu. Staram się jednak przeczytać przynajmniej dwie książki miesięcznie. Przyznaję ze wstydem, że to trochę mało.
awiola: Czym jest pisanie dla autorki "Żółtej sukienki"?  

Beata Gołembiowska: Nałogiem, hobby, sposobem na życie, ucieczką od rzeczywistości? Mnożą się określenia. Nie potrafiłabym żyć bez pisania. Moje myśli krążą w świecie wyobraźni i dzięki temu moje życie jest o wiele bogatsze. Pisanie też daje mi poczucie własnej wartości. W Polsce czułam się wykształconą, w pełni spełnioną osobą, a emigrując do Kanady straciłam tę świadomość. Moja twórczość literacka mi ją przywróciła. 

awiola: Jak ocenia Pani rynek wydawniczy w Polsce?

Beata Gołembiowska: Mam doświadczenie z trzema wydawnictwami. Osoby, które w nich pracują są bardzo miłe i fachowe. Niedługo będę starała się wydać "Żółtą sukienkę" w Kanadzie. Wtedy będę mogła poczynić porównania. Żyjąc poza granicami Polski, nie zdaję sobie sprawy z trudności, z jakimi muszą się zmagać wydawnictwa. Dlatego moje zastrzeżenia, typu – większa opieka nad autorem i jego książką, w postaci lepszej akcji promocyjnej, są może zbyt krzywdzące. Niedługo – mam nadzieję, że już w maju - ukażą się "Malowanki na szkle" nakładem wydawnictwa Comm. Jestem mile zaskoczona, jak to małe wydawnictwo troszczy się o promocję, zanim książka jeszcze się ukaże. 

awiola: Jakich rad udzieliłaby Pani osobom chcącym wydać swoją pierwszą książkę?

Beata Gołembiowska: Zrobić wszystko, aby została wydana. Jeśli nie zostanie zaakceptowana przez duże wydawnictwa i jeśli autor nie ma funduszy na wydanie ze współfinansowaniem, dobrym rozwiązaniem jest wydanie w formie e – booka. Z czasem, gdy książka zyska na popularności, samo wydawnictwo może zdecydować się na formę papierową. Niezmiernie ważna - o czym przekonałam się przy każdej książce – jest fachowa korekta. Nawet bardzo doświadczony autor (jeszcze się do nich nie zaliczam) jej potrzebuje. 

awiola: Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojej strony?

Beata Gołembiowska: Spełnianie się w twórczości jest niezmiernie ciężką, a jednocześnie uskrzydlającą drogą. Nigdy nie żałowałam, że ją obrałam, czy to była niegdyś fotografia, czy obecnie pisanie. Artyści są "solą tej ziemi", dzięki nim możemy się oderwać od przyziemności życia, wznieść się na duchowe wyżyny. Czuję się zaszczycona, że przynajmniej w małym stopniu mogę coś z siebie dać innym. Bycie odbiorcą sztuki jest równie ważne jak tworzenie. Starajmy się – i twórcy i odbiorcy – poszerzać swoje kręgi, gdyż w ten sposób liczba ludzi wrażliwych rośnie i przez to świat staje się coraz lepszy.


Myślę, że dzięki książce autorki, świat stał się odrobinę lepszy, historia Anny bowiem napawa optymizmem. Dziękuję Pani Beacie za poświęcony czas, a Was gorąco zachęcam do przeczytania "Żółtej sukienki". Ja tymczasem czekam na kolejne dzieło autorki.

Premiera IV cz. serii Akademia Mitu pt. "Wina Gwen Frost"



Dla wszystkich czytelników serii "Akademia Mitu", mam wspaniałą wiadomość. Wydawnictwo Dreams już 9 maja wydaje czwartą część tego cyklu.




Czwarta część serii Akademia Mitu.


Przed moimi oczyma mignęła twarz – najpotworniejsza, jaką kiedykolwiek ujrzałam. Mimo że ze wszystkich sił starałam się zapomnieć o tym, co się stało, widziałam go wszędzie. To był Loki – bóg złoczyńca, którego uwolniłam wbrew własnej woli. Powinnam była zgadnąć, że moja pierwsza prawdziwa randka z Loganem Quinnem zakończy się kompletną porażką. Gdybyśmy wpadli w zasadzkę żniwiarzy albo wdali się w jakąś przypadkową bójkę, byłabym mniej zaskoczona. Ale dać się aresztować podczas popijania kawy w modnej knajpie?Tego nie przewidziałam. Zostałam oskarżona o dobrowolne udzielenie pomocy żniwiarzom w uwolnieniu Lokiego z więzienia – a osobą, która prowadzi przeciw mnie rozprawę jest Linus Quinn, ojciec Logana. Najgorsze, że niemal wszyscy w akademii uważają mnie za winną tej zbrodni. Jeśli mam z tego wyjść cało i zdrowo, muszę się sama zatroszczyć o obronę…

Zapętlenia i zwroty akcji oraz zaskakujące zakończenie pozbawiają czytelnika tchu.
RT Book Reviews

Jest tu wszystko: tajemnica, romans, mitologia, szkoła z internatem. Czego chcieć jeszcze?
Simply Nerdy Book Reviews

Ilość stron: 344
Oprawa: miękka + skrzydełka
Autor: Jennifer Estep
Tłumaczenie: Anna Rojkowska
ISBN: 978-83-63579-48-7
Format: 140 x 205
Data wydania: 9 Maj 2014




Czytaliście poprzednie części? Skusicie się?

wtorek, 29 kwietnia 2014

Manula Kalicka – "Szczęście za progiem"




"Szczęście jest takie płaskie..."


Jak osiągnąć życiowy sukces? Każdy z nas chciałby poznać odpowiedź na to pytanie. Niektórzy powiedzą nawet, że znają takową receptę. Receptę, która zawiera niezmienne od lat wyznaczniki szczęścia i zadowolenia z życia. Takową receptę posiada również Manula Kalicka, która we wznowionym wydaniu swojej książki, przemyca w iście satyrycznym stylu składniki przepisu na spełnienie życiowe. Zapraszam w świat, który pomimo swojego prześmiewczego wydźwięku, poraża realizmem naszej obecnej rzeczywistości.

Manula Kalicka to polska pisarka i dziennikarka, absolwentka studiów polonistycznych i dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka w swoim życiu imała się różnych zawodów: bibliotekarki czy producentki konfekcji damskiej, prowadziła również własny biznes w postaci księgarni. Obecnie zarządza agencją literacką i współpracuje z tygodnikiem "Polityka". Mieszka pod Warszawą, wraz ze swoją rodziną, kotami i psami. Premiera powieści "Szczęście za progiem" miała miejsce w 2005 r. 

Dwudziestoletnia Małgosia postanawia wyrwać się z Jagniątkowa – małej wsi, w której życie skazane jest na egzystencjalną porażkę. W tym celu zabiera ze sobą tekturową walizkę, ciepły sweter brata, romans historyczny, kilka groszy i wyjeżdża do Warszawy z nadzieją na lepsze życie. W stolicy zaczyna od samego zera, czyli od klubu peep-show, dzięki któremu zarabia na życie. Determinacja Małgosi w dojściu do wyznaczonych celów, prowadzi ją na coraz wyższe stopnie drabiny społecznej. Szczęście bowiem czeka tuż za progiem.

Po lekturze książki Manuli Kalickiej spodziewałam się typowej powieści obyczajowej dla kobiet, która zapewni czytelniczkom niczym nie wymuszoną rozrywkę na kilka godzin. Tymczasem otrzymałam, owszem powieść obyczajową, jednak z widocznymi elementami satyrycznymi, wręcz groteskowymi, które mają za zadanie podkreślać i piętnować złożoność pewnych zjawisk społecznych, obecnych w naszej polskiej rzeczywistości. Główna bohaterka Małgosia i jej życiowe perypetie posłużyły autorce do pokazania niełatwej drogi, jaką muszą przejść ludzie nie mający żadnych układów, pieniędzy czy zwyczajnie oparcia w rodzinie. To mocno realistyczny obraz, który dotyczy wielu z nas, często bowiem właśnie ludzie z najdalszych prowincji, nakierowani na sukces, pełni ambicji, osiągają zamierzone cele i spełniają swoje marzenia. Taką osobą jest właśnie Małgosia, która wywodząc się niemalże z rynsztoka, osiąga wielki sukces. Kreacja tej postaci, nieco przerysowana, pełna humoru i dużej dawki optymizmu, urzekła mnie. Urzekło mnie jej samozaparcie, głód wiedzy i godna pozazdroszczenia ambicja. Myślę, że z Małgosią mogłoby spokojnie utożsamiać się wiele współczesnych kobiet, które przyjeżdżając do stolicy, zaczynają od zera, dążąc do obranego celu. I to w mojej opinii główna zaleta utworu.

Autorka w swojej książce zastosowała zabieg dwutorowej narracji, który niektórym czytelnikom może nieco niepotrzebnie zagmatwać fabułę. Otóż otrzymujemy swoiste relacje dwóch osób, Małgosi i nieznanego Marcela, który początkowo wydaje się zupełnie niezwiązany z całą historią bohaterki. Manula Kalicka szybko nie odsłania swoich kart, trzymając pełnych ciekawości czytelników w długiej niepewności. W pewnym momencie, podczas lektury, zastanawiałam się nawet, czy strony mojego egzemplarza książki nie zostały wymieszane z jakąś inna powieścią. Taki zabieg narracyjny nie do końca sprawdził się w tej książce, gdyż odczułam swoisty chaos fabularny, umniejszający przyjemność z lektury.

Ważnym aspektem fabuły, który niewątpliwie zasługuje na podkreślenie jest szeroka gama oryginalnych postaci, reprezentujących różne warstwy społeczeństwa. Bohaterowie ci, ukazani po trosze w pewnej karykaturze, oddają kwintesencję dzisiejszych zjawisk społecznych: alkoholizmu, patologii w różnym wydaniu, środowiska przestępczego, czy prostytucji. Autorka celnie i z dużą dawką humoru podkreśla kondycję społeczną zróżnicowanego społeczeństwa. 

Nie nazwałabym książki "Szczęście za progiem" lekkim czytadłem. To bowiem oprócz optymistycznego wydźwięku historii biednej dziewczyny z prowincji, również swoisty przekrój przez nasze polskie społeczeństwo. Obraz ukazany w krzywym zwierciadle, wzbudzający wiele różnych uczuć. Jakie więc według autorki składniki, doprowadzą Was do osiągnięcia szczęścia? Z pewnością ambicja, cierpliwość, uczciwość i pamięć o rodzinie, czyli korzeniach, które definiują nasze ja. Jak je zastosować? Zapraszam do lektury powieści.

"Warto było ruszyć w świat. I go podbić. Tak. Ważna jest i droga, i cel".


Manula Kalicka



Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Szara Godzina
http://www.szaragodzina.pl/


Recenzja bierze udział w WYZWANIU
http://soy-como-el-viento.blogspot.com/p/polacy-nie-gesi-ii.html

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Spotkanie autorskie z Ałbeną Grabowską w łódzkim Empiku



W sobotę, w łódzkim Empiku, znajdującym w Manufakturze, miałam przyjemność poznać jedną z moich ulubionych polskich pisarek – Ałbenę Grabowską, która promowała swój cykl książek dla dzieci pt. "Julek i Maja".
Oficjalne spotkanie zaplanowano na godzinę 12, natomiast ja z autorką spotkałam się wcześniej. Dzięki temu miałyśmy chwilę, by porozmawiać na temat twórczości Pani Ałbeny.
W księgarniach możecie znaleźć najnowszą powieść autorki pt. "Lot nisko nad ziemią", wydaną przez wydawnictwo Zwierciadło. Mogę wam również zdradzić, że Pani Ałbena pracuje obecnie nad trylogią, której pierwsza część została już ukończona. To świetna wiadomość, które niezmiernie mnie cieszy. Więcej tajemnic nie zdradzę :)

A teraz zobaczcie jak przebiegało spotkanie autorskie

Pamiątkowe zdjęcie z autorką :)

Tutaj widzicie zdjęcie Pani Ałbeny z Dyrektorką Wydawnictwa Akapit Press – Panią Iwoną Pakułą, która organizowała sobotnie spotkanie.

Autorka w krzyżowym ogniu pytań dotyczących swojego cyklu książek dla dzieci.




Pisarka przeczytała również fragment swojej książki.


Fan twórczości Pani Ałbeny – Aleksander przyszedł ze swoimi egzemplarzami książek z cyklu "Julek i Maja", prosząc o pisemną dedykację. Oby Pani Ałbena miała więcej takich właśnie fanów :)


A tutaj autorka podpisywała dla mnie swoją najnowszą powieść.

To kolejny egzemplarz do mojej kolekcji książek z dedykacjami autorów.

Korzystając z okazji, zakupiłam w Empiku również dwie inne książki. Za trzy egzemplarze zapłaciłam jak za dwie. Takie promocje lubię.

Ałbena Grabowska - mama, lekarz i pisarka. Piękna kobieta, z której ciepło emanuje od pierwszego spojrzenia. Spotkanie z autorką zainspirowało mnie niezmiernie do dalszej działalności w sferze literackiej. Pani Ałbena przyniosła ze sobą wiele pozytywnej energii, którą podarowała również i mojej osobie. Za to bardzo dziękuję!
Takie spotkania i rozmowy niezmiernie mnie motywują. Oby w Łodzi organizowano więcej takich inicjatyw, to bowiem bezcenna promocja czytelnictwa i miłości do literatury. A póki co, przede mną najnowsza powieść pisarki, której jestem bardzo ciekawa.
Jeśli jeszcze nie poznaliście pióra autorki, zachęcam Was do zajrzenia do twórczości Pani Ałbeny Grabowskiej, na pewno się nie zawiedziecie.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Józef Z. Nitecki - "Przez pryzmat czasu"



 

"Ludzie coraz mniej czytają,
nie ma już na to ratunku,
pisarze coraz mniej piszą,
śmierć myślącego gatunku".


Trafione komentarze odnosząc się naszej, obecnej rzeczywistości, najczęściej poznajemy poprzez prozę, rzadziej przez poezję. Tymczasem, zbiory krótkich utworów poetyckich to dzieła wieloznaczne, w których w pełni docenić można grę pojedynczym słowem. Do takich dzieł niewątpliwie należy zbiór epigramatów Józefa Z. Niteckiego pt. "Przez pryzmat czasu". Epigramatów, tworzonych przez doświadczonego przez życie autora, któremu do stulecia swojego życia brakuje jedynie ośmiu lat.

Józef Z. Nitecki to urodzony w 1922 r. w Dąbrowie Górniczej, absolwent Lwowskiego Korpusu Kadetów. Autor służył w wojsku polskim we Francji oraz w Polskiej Marynarce Wojennej. Od 1951 r. mieszka w Stanach Zjednoczonych, gdzie ukończył studia na wydziałach filozofii i bibliotekoznawstwa. Zdobyte wykształcenie pozwoliło mu pełnić funkcję dyrektora kilku bibliotek uniwersyteckich. Od 1990 r. Nitecki przebywa na emeryturze. Aby bardziej zgłębić życiorys emigranta, zapraszam Was do przeczytania autobiograficznej książki autora pt. "Chiaroscuro. Światłocienie naszego życia" - KLIK.

"Przez pryzmat czasu" to zbiór kilkuset epigramatów, które Józef Z. Nitecki tworzył w XXI wieku. Całość dzieła podzielona została na dziewięć rozdziałów, z których każdy zawiera dalszą, rozbudowaną strukturę. Na końcu czytelnik odnajdzie Postscriptum oraz obszerne Przypisy.

Dzieło w twardej oprawie i okładka z rozmytym obliczem człowieka to pierwsze, co przyciąga uwagę czytelnika przed otworzeniem książki. A na pierwszych stronach, ostrzegający wiersz, przedstawiający charakter potencjalnego adresata zbioru. Na początku znajdują się również dwa zdjęcia, pierwsze - autora i jego zmarłej już żony Zofii, oraz drugie –  jego dzieci. To tyle dla oczu, reszta dla duszy.

Zbiór Józefa Z. Niteckiego to kompozycja wielu krótkich form poetyckich, które dotykają różnorodnych aspektów naszego życia. Tematy, do których autor bezpośrednio nawiązuje to między innymi: wiara, wiedza, moralność, obyczaje, kultura, literatura, historia czy natura. Większość epigramatów posiada w swojej wymowie iście satyryczny charakter, często prześmiewczy, piętnujący absurdalność współczesnych zjawisk społecznych. Niektóre z nich posiadają również wydźwięk filozoficzny czy liryczny, jednak tych jest zdecydowanie mniej. Każdy wierszowanych utworów jest swoistym głosem autora w konkretnej sprawie, ukazującym jego stosunek do poruszanego problemu. Widać tutaj spory przekrój czasowy w powstawaniu epigramów, gdyż ich tematyka dotyka wielu płaszczyzn. 

"Przez pryzmat czasu" jest zbiorem, którego absolutnie nie wolno czytać jednym tchem. To bowiem książka, do której czytelnik winien wracać wielokrotnie, w zależności od chęci poruszania się w sferze konkretnej tematyki. Autor bardzo trafnie pogrupował swoje epigramy w przedmiotowe działy, dzięki czemu łatwo trafić do interesującego nas tematu. Macie ochotę poczytać o naszym kraju? Zajrzyjcie do rozdziału "O Polsce". A może interesuje Was dział o literaturze, ukazujący grafomanię, sztukę pisarską czy poetów? Nic trudnego, wystarczy w spisie treści odnaleźć konkretny rozdział.

Józef Z. Nitecki bardzo dosadnie podsumowuje pewne zjawiska społeczne, czy mody, jakie aktualnie rządzą naszym światem. Jego komentarze, okraszone niewielką ilością słów i jednocześnie dużym ładunkiem emocjonalnym, porażają swoją prostotą i logicznym rozumowaniem. I nie ma się czemu dziwić, skoro autorem tych krótkich tekstów jest mężczyzna, który przeżył naprawdę wiele. Człowiek, można powiedzieć wiekowy, mający pełne prawo do oceny współczesności i tego co dzieje się obecnie na świecie. Z pewnymi poglądami Niteckiego można się nie zgodzić, jednak trzeba jego zdanie szanować.

Sporo czasu zajęło mi zgłębianie tego zbioru, gdyż powracałam do niego wielokrotnie, poznając kolejne myśli autora. Lektura epigramów okazała się swoistym urozmaiceniem, od codziennych lektur pisanych prozą. Wielokrotnie na mojej twarzy zagościł uśmiech, ale również wielokrotnie zatrwożyłam się czytając komentarze pisarza. Jeśli chcecie przeczytać coś świeżego, coś zupełnie innego, to zachęcam do zajrzenia do tego zbioru.

"Tak trudno jest naprawić
konsekwencje dawnych błędów
jak do tubki z powrotem
wcisnąć pastę do zębów".



Za możliwość przeczytania zbioru dziękuję Oficynie Wydawniczej Kucharski
http://www.oficynamjk.com.pl

Recenzja bierze udział w WYZWANIU
http://soy-como-el-viento.blogspot.com/p/polacy-nie-gesi-ii.html



sobota, 26 kwietnia 2014

Nowości Wydawnictwa Muza




Wydawnictwo Muza przygotowało dla czytelników dwie ciekawe nowości. Zobaczcie!





"Krótka historia książek zakazanych" Wernera Fulda

  • Wydanie: 1
  • Data wydania: 16.04.2014
  • Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 352
  • Format: 135 x 205 mm
  • Cena katalogowa: 39.99
  • ISBN: 978-83-7758-593-1


Zakazywanie, palenie i cenzurowanie książek nie jest kwestią przeszłości, to zjawisko obecne w każdej epoce. Jego przyczyną jest odradzający się w zmiennych okolicznościach pogląd, że słowo pisane niesie ze sobą zagrożenie, jest źródłem zła, zagraża zarówno cnocie czytelnika, jak i reputacji samego autora. Współczesne pokolenie dostępu nie wyobraża sobie nawet, jak wiele tytułów pozostałoby na zawsze utraconych, gdyby nie spryt i odwaga cywilna kilku zapaleńców. „Krótka historia książek zakazanych” to opowieść o ludzkich lękach, pragnieniach i niesłabnącej wierze w moc tego, co w księgarniach i bibliotekach.

Historia książek zakazanych zaczyna się w starożytności i sięga czasów współczesnych. Z cenzurą i prześladowaniami spotykał się między innymi Owidiusz, obecnie zaś borykają się z tym problemem autorzy tacy jak J.K. Rowling (krytykowana przez kościół katolicki za „Harrego Pottera”) czy Salman Rushdie (skazany na śmierć przez islamskich radykałów za „Szatańskie wersety”). Książki wycofywano z obiegu ze względów społecznych, politycznych, obyczajowych i religijnych. Autor opisuje ich losy, nie szczędząc czytelnikowi ciekawostek i anegdot. Przedstawia zaskakujące fakty z czasów mniej i bardziej odległych: od Inkwizycji po istniejące obecnie indeksy ksiąg zakazanych. Przypomina o zdarzeniach, które z perspektywy dzisiejszego czytelnika wydają się absurdalne, jak np. pierwsze wydanie „Lolity”, które ukazało się nakładem francuskiego wydawnictwa pornograficznego. Bohaterami tej opowieści są najwięksi autorzy dzieł zakazanych: Kant, Joyce, Hemingway, Nabokov, Mann, Freud. Stają się nimi także ci, którzy sami niszczyli swoje dzieła, uznając je za niedoskonałe, m.in. Goethe i Kafka.




  

"Pochłaniacz" Katarzyny Bondy - premiera 21 maja

Kryminałów się nie wymyśla. Kryminały tworzy się w oparciu o elementy rzeczywistych zdarzeń, doświadczenie i wiedzę specjalistyczną. Wyobraźnia pisarza nadaje im ostateczny szlif. Nowa seria kryminałów Katarzyny Bondy to perfekcyjnie przemyślana całość – intryga zbudowana na fundamencie tajników technik kryminalistycznych, którym towarzyszą wędrówki po meandrach psychiki zbrodniarzy, a półświatek przestępczy jest przedstawiony z brutalną dokładnością. Całości dopełnia przewrotna kobieca perspektywa, wprowadzona za sprawą bohaterki – zawodowej profilerki.

Sasza Załuska wykonuje profile psychologiczne nieznanych sprawców na zlecenie policji, prokuratury i sądu. Prywatnie, jako matka dorastającej córki, zmaga się z codziennymi problemami, zawodowo analizuje umysły zbrodniarzy. Gdy na zapleczu klubu muzycznego ginie znany piosenkarz, zaś naoczny świadek zdarzenia przebywa w szpitalu w śpiączce, Sasza zostaje poproszona o stworzenie profilu przestępcy. Zagadka zbrodni zdaje się być głęboko ukryta w latach dziewięćdziesiątych i związana z mafiozem i jego ludźmi, którzy w tamtych czasach rządzili Trójmiastem. Sprawa wygląda na dzieło zawodowca. Policjanci nie mają praktycznie nic. Jedynym dowodem, który udaje się zabezpieczyć, jest ślad zapachowy. W sprawie brak jednak motywu oraz narzędzia zbrodni. Tymczasem wybudzony ze śpiączki świadek cierpi na tzw. efekt projekcji – wspomnienia mieszają się z obrazami z filmów, marzeń sennych i konfabulacji. Sasza podejmuje się trudnego zadania odnalezienia sprawcy. Ma niewiele czasu – zapachu nie można badać w nieskończoność. Dodatkowo profilerka musi zmierzyć się z własną tajemnicą. Boleśnie uświadamia sobie, że przed przeszłością nie można uciec.


Na książkę Katarzyny Bondy już nie mogę się doczekać. A Wy? Skusicie się  na którąś zpropozycji?


KONKURS na krzyk - książka "Cięcie" Veita Etzolda





Z okazji premiery książki "Cięcie" Veita Etzolda, wydawnictwo Akurat ogłasza konkurs "Chcemy, żebyś krzyczał" na najbardziej przerażający krzyk. Nie zwykły, bylejaki, przeciętny, ale przejmujący, przerażający i mrożący krew w żyłach. Do wygrania iPod Nano i zestawy książkowe od wydawnictwa Akurat. 

Wszystkie szczegóły znajdują się na stronie internetowej - KLIK



KONKURS – KSIĄŻKA "CIĘCIE"


Chcemy żebyś krzyczał

W związku z premierą mrocznej i wstrząsającej książki „Cięcie” Veita Etzolda, wydawnictwo Akurat ogłasza konkurs na najlepszy krzyk. Nie zwykły, bylejaki, przeciętny, ale przejmujący, przerażający i mrożący krew w żyłach. Pokaż nam, na co cię stać!


CIĘCIE” to precyzyjnie skonstruowany thriller psychologiczny, pokazujący świat, w którym zanikają granice między tym, co realne i wirtualne. W książce brutalna realność zbrodni łączy się z wirtualną rzeczywistością medialnej rozrywki. Veit Etzold, specjalista od filmowej trylogii Matrix, perfekcyjnie konstruuje postać bezlitosnego i obdarzonego niezwykłą inteligencją mordercy.

Umieść nagranie w internecie, na portalach Wrzuta lub YouTube i prześlij link na adres: konkurs@wydawnictwoakurat.pl


Uwaga!
Przed wysłaniem linku zapoznaj się z Regulaminem!
W przypadku osób niepełnoletnich konieczne jest dołączenie pisemnej zgody rodzica lub opiekuna prawnego.

Termin nadsyłania linków do nagrań: do 04.05.2014.

Tryb wyłonienia zwycięzców:

Najlepsze nagrania, wybrane przez Komisję Konkursową, umieścimy na stronie wydawnictwa Akurat, gdzie odbędzie się otwarte głosowanie internautów.

Głosowanie na finalistów: 06-12.05.2014.


NAGRODY

I miejsce – iPod Nano
wyróżnienia – zestawy książkowe od wydawnictwa Akurat






„Masz na Facebooku 438 przyjaciół i jednego wroga. Przyjaciele są wirtualni, wróg jest prawdziwy. Namierzy Cię, wytropi, zabije. Masz na Facebooku 438 przyjaciół, ale żaden z nich nie zorientuje się, że nie żyjesz.”

„Cięcie” to precyzyjnie skonstruowany thriller psychologiczny, pokazujący świat, w którym przełamane zostają wszelkie granice między tym, co realne i wirtualne. Veit Etzold opisuje brutalność rozpadu relacji międzyludzkich i dominacji zgubnej rozrywki. Taki świat staje się rajem dla mordercy.

Komisarz Clara Vidalis, profilerka wydziału psychopatologii komendy policji w Berlinie, mimo długoletniego doświadczenia w badaniu zbrodni, po raz pierwszy styka się z tak niezwykłym połączeniem okrucieństwa i perwersyjnej inteligencji. „Bezimienny” odkrywa swoje karty stopniowo, prowadzi śledczych ścieżką fałszywych tropów i poszlak, wciągając Clarę w coraz bardziej skomplikowaną grę, gdzie nic nie jest przypadkowe.

Policja otrzymuje nagranie brutalnego zabójstwa młodej dziewczyny. Rozpoczyna się śledztwo. Po zidentyfikowaniu ofiary, okazuje się, że nie żyje ona już od sześciu miesięcy. Clara Vidalis odnajduje leżące na łóżku ciało dziewczyny, pozbawione krwi i perfekcyjnie zmumifikowane przez specyficzny gatunek robaka. Następne zbrodnie odkrywają coraz mroczniejsze sekrety mordercy i jego ofiar. Okazuje się, że celem oprawcy padają osoby samotne i atrakcyjne. „Bezimienny” przejmuje ich konta bankowe i profile na portalach społecznościowych, by zamordowani mogli żyć dalej – choć tylko wirtualnie.

W tym samym czasie potentat medialny Albert Torino rozpoczyna nowy interaktywny talent show. Piękne kobiety rywalizują ze sobą o sławę i pieniądze. Ceną jaką musi zapłacić laureatka jest noc spędzona ze zwycięzcą internetowego losowania, podczas której może on z nią zrobić co zechce. Cieszący się ogromną popularnością program zostaje jednak przerwany przed końcem. „Bezimienny” przejmuje kontrolę nad transmisją, by wykorzystać ją do własnych brutalnych celów. Tym razem gra toczyć się będzie na jego zasadach.

W „Cięciu” brutalna realność zbrodni łączy się z wirtualną rzeczywistością medialnej rozrywki. Veit Etzold, specjalista od filmowej trylogii Matrix, perfekcyjnie konstruuje postać bezlitosnego i obdarzonego niezwykłą inteligencją mordercy.

Veit Etzold: Cięcie

Wydawnictwo Akurat

Cena detaliczna: 39,99 zł

Liczba stron: 544

Data premiery: 16 kwietnia 2014 r.


Skusicie się? 

piątek, 25 kwietnia 2014

Aleksander Sowa – "Umrzeć w deszczu"




"Życie dlatego jest okrutne, a jednocześnie wspaniałe, że współistnieje z pojęciem czasu nierozerwalnie. A on spokojnie zaciera nasze rany, nasze wspomnienia".



Zagłębiając się w osnute cierpieniem ludzkie historie, czasami mam wrażenie, że dla niektórych los jest szczególnie okrutny, gdyż dawka nieszczęścia, jaka staje się ich udziałem, wystarczyłaby do obdarowania kilku osób. "Umrzeć w deszczu" przedstawia taką właśnie historię. Historię człowieka, którego tragizm był nieodłączną częścią jego egzystencji. Zapraszam na spowiedź samobójcy.

Pochodzący z Opolszczyzny Aleksander Sowa swoją przygodę z pisaniem rozpoczął już w wieku czterech lat. W latach 2011-2012 prowadził własne wydawnictwo, jest autorem powieści, opowiadań, poradników oraz publikacji technicznych i motoryzacyjnych. Jako jeden z pierwszych polskich autorów, do sprzedaży swoich książek wykorzystał kanał Amazon Kindle Publishing. Na co dzień Aleksander Sowa stoi na straży prawa, jest bowiem policjantem. "Umrzeć w deszczu" to debiut autora, wydany po raz pierwszy w 2006 r.

Uzdolniony fotograf i korespondent wojenny, z pochodzenia Czech i Polak, 40 letni Artur Sadowski planuje odebrać sobie życie. Jednak przed dokonaniem tego ostatecznego kroku, zaprasza do siebie młodą dziennikarkę, by opowiedzieć jej historię swojego życia. Życia naznaczonego piętnem tragizmu: utracone miłości, wyniszczająca psychikę wojna domowa na Bałkanach i powrót przeszłości w najgorszy z możliwych sposobów. Artur wprowadza czytelnika w świat, w którym wybawieniem jest tylko jedno – śmierć.

Aleksander Sowa swoją debiutancką powieścią zaprasza czytelnika w świat tragedii w kilku aktach. Życia głównego bohatera nie da się bowiem inaczej opisać. Poprzez zabieg retrospekcji, autor zabiera czytelnika w podróż po życiu Artura, od jego najwcześniejszych, młodzieńczych lat. Podróż ta ukazuje pełen portret psychologiczny mężczyzny, który po kolei tracił ważne dla siebie osoby. Postać fotografa jest doskonałym przykładem bohatera tragicznego, który pomimo swojego szlachetnego charakteru i braku złych intencji, sprowadza na siebie zgubę. Dramatyzm jaki staje się jego udziałem, czyni z niego zarówno ofiarę jak i winowajcę i trudno tutaj czytelnikowi jednoznacznie ocenić jego postawę. Wydaje się, że cokolwiek by zrobił, siła wyższa i tak ma przygotowany scenariusz dla jego roli w teatrze życia. Tym samym główny bohater wzbudza wiele przeróżnych emocji, nie można wobec niego przejść obojętnie, to pewne. Ja bynajmniej nie mogłam. 

Aleksander Sowa wprowadził do fabuły swojej powieści wątek wojny domowej w Sarajewie w latach 90. XX wieku. Czytelnik otrzymuje dość okrojony obraz tragedii mieszkańców Srebrenicy, w którym główną rolę pełni osobista tragedia bohatera. Wątek wojenny nie jest zbytnio rozbudowany, biorąc jednak pod uwagę fakt, że "Umrzeć w deszczu" jest w dużej mierze powieścią psychologiczną, staje się to uzasadnione. Sam kontekst historyczny jest więc dość okrojony, jednak wpływ przeżyć wojennych na dalsze życie fotografa, już nie. Autor dzięki temu motywowi przedstawia niszczycielski i nieodwracalny wpływ wszelakich konfliktów światowych, w których giną niewinni.

"Umrzeć w deszczu" to również obok wymiaru psychologicznego, pełna bólu i nieszczęścia historia człowieka, którego spotkały najgorsze rzeczy: choroba, śmierć i wielki grzech, od którego nie można uciec. Wielość nieszczęść, jakie stają się jego udziałem tworzą nieco naciąganą fabułę, jednak udane bazowanie przez autora na emocjach czytelnika, w pełni rekompensuje ten lekki rozdźwięk konstrukcyjny. Zakończenie historii Artura jest dość przewidywalne, nie zakłóca to jednak w żaden sposób odbioru powieści jako całości. Powieści o ludzkim nieszczęściu i krzyżu, jaki niektórzy noszą na swoich barkach.

Aleksander Sowa używa emocjonalnego języka i jednocześnie potrafi obrazowo przedstawić rzeczywistość fikcyjnego bohatera. Uwagę czytelnika mogą przykuć również dość zmysłowe opisy scen erotycznych, charakteryzujące się delikatnością. W powieści znajdziecie również jeden epizod, który mocno działa na wyobraźnię, a wrażliwszych czytelników może doprowadzić do torsji. To fragment opisujący żywego psa-suczkę, która po urodzeniu szczeniaków została na wpół zjedzona przez białe larwy robaków. To obraz, który na długo pozostanie w mojej pamięci.

Autor odnośnie swojego debiutu napisał: "historia Artura jest oparta w pewnym stopniu na moich przeżyciach". Muszę przyznać, że ciekawi mnie to wyznanie. Jeśli i Wy jesteście ciekawi historii człowieka, którego los nie oszczędzał, zachęcam do lektury. Refleksyjna, ucząca pokory książka.



Aleksander Sowa
Źródło zdjęcia: KLIK


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi


Recenzja bierze udział w WYZWANIU
http://soy-como-el-viento.blogspot.com/p/polacy-nie-gesi-ii.html

czwartek, 24 kwietnia 2014

KONKURS! Gdzie jest Wendy?



"Pamiętnik Wendy" autorstwa Eny Kielskiej to surrealistyczny kryminał, który fascynuje formą i swoistym niedopowiedzeniem. Jeśli macie ochotę na takowe wyzwanie czytelnicze, zapraszam do wzięcia udziału w nietypowym konkursie. Zapytacie dlaczego nietypowym? Otóż, na pytanie konkursowe nie znajdziecie nigdzie odpowiedzi. Odpowiedź musicie wykreować w swoim umyśle sami. Im bardziej zwariowana i nietypowa, tym lepiej.

Być może przydadzą się Wam moje materiały: 

Recenzja książki - KLIK
Wywiad z autorką - KLIK


Nagrodą w konkursie jest jeden egzemplarz książki Eny Kielskiej pt. "Pamiętnik Wendy".



Zasady konkursu:

  • W konkursie mogą wziąć udział wszyscy, bez wyjątku.
  • Konkurs trwa od dzisiaj do 14 maja 2014 r. do północy.
  • Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na pytanie konkursowe:
"Gdzie jest Wendy?"
Mile widziane najbardziej surrealistyczne odpowiedzi, nie muszą mieć sensu. Forma dowolna, bez żadnych ograniczeń.
  • Odpowiedź na pytanie należy zostawić pod tym postem, jako komentarz wraz ze swoim adresem e-mail.
  • Będzie mi miło, jeśli zamieścicie baner konkursowy na swoich stronach, nie jest to jednak warunek konieczny.
  • Wśród osób, które odpowiedzą na pytanie, wybierzemy razem z autorką jedną, najbardziej oryginalną odpowiedź.
  • Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu. Zwycięzcę powiadomię e-mailowo o wygranej.



POWODZENIA!

Spotkanie z Iwoną Menzel




Wydawnictwo MG zaprasza wszystkich czytelników na spotkanie z Iwoną Menzel, autorką książki "Szeptucha".

Spotkanie odbędzie się 28 kwietnia o godzinie 16.00, w księgarni DOM KSIĄŻKI  w Białymstoku.





Serdecznie wszystkich zapraszam!


środa, 23 kwietnia 2014

"Teraz piszę tę książkę o snach, a potem napiszę wiersz. A jeszcze potem scenariusz" - wywiad z Eną Kielską


"Gdzie jest Wendy?" - takie pytanie towarzyszy czytelnikowi podczas lektury niezwykle oryginalnego utworu Eny Kielskiej pt. "Pamiętnik Wendy". Zapraszam Was dzisiaj, na ciekawą rozmowę z autorką książki, której poszczególne warstwy fabularne do dzisiaj mnie fascynują i stanowią nierozwiązaną dotychczas zagadkę. Poznajcie Enę Kielską.

Recenzja "Pamiętnika Wendy" - KLIK



 



Ena Kielska to filolog, filmolog, filemonka, jak również modelka i aktorka. Jest absolwentką wydziału anglistyki o kierunku kultura i literatura brytyjska i amerykańska. Autorka tomiku poezji "Witam państwa w mojej audycji gotyk i seks", laureatka dwóch turniejów poetyckich. Pasjonuje ją fotografia, jest fanką Depeche Mode.





awiola: Kim jest filemonka?

Ena Kielska: Filemonka to przyjaciółka monków, pozawymiarowych istot z czerwonymi światełkami i niebieskim cieniem. Monki lubią pojawiać się między literami lub poza kadrem. Filemonka to także żółte akta pewnego detektywa. 

awiola: Czego symbolem jest tytułowa Wendy, bohaterka Pani książki?

Ena Kielska: Wendy może być symbolem wielu rzeczy i zjawisk. Jest przysłowiowym białym królikiem, za którym podąża bohater, albo świętym graalem, którego szuka. No nie wiem, symbolem boga? Sensu życia? Seksu? Trzeba jednak pamiętać, że Wendy jest tutaj kobietą twardo stąpającą po ziemi, czynnikiem trzymającym w ryzach filozoficzne skłonności i wyobraźnię Harry’ego. Żeńskim pierwiastkiem. 

awiola: Czy po wydaniu tak surrealistycznej książki, spotkała się Pani z krytyką swojego utworu? 

Ena Kielska: O tak, krytyka to nieodłączny element każdego rodzaju twórczości. Wielu osobom podoba się ta książka i odnajdują się w niej, jednak parę innych osób zarzuca mi, że nic nie rozumie. Nie wiem, jak się do tego ustosunkować. Według mnie jest to prosta historia opowiadająca losy bohatera szukającego swojej dziewczyny. Klasyczny kryminał, gdzie bohater musi wyruszyć w podróż z punktu A do punktu B, z jednej strony uciekając przed oskarżeniami komisarza, a z drugiej poszukując tytułowej Wendy, która, jak wiemy, nie wiemy, gdzie jest. Inność tej narracji polega może na całkowicie subiektywnym punkcie widzenia, co rzeczywiście dla odbiorcy przyzwyczajonego do wszechwiedzącego narratora może być pewnym utrudnieniem. Wszystkie jednak elementy klasycznej opowieści zostały tu zachowane, włącznie ze związkiem przyczynowo-skutkowym. Jest akcja i reakcja, mitologiczne schody i zakręty, które prowadzą do rozwiązania. Poetyka snu stanowi tylko styl, który podejmuje próbę opisania rzeczywistości. 

awiola; Lubi się Pani bawić słowem i formą? W jakim celu?

Ena Kielska: Sprawia mi to przyjemność. Lubię przyjemności.

awiola: Okładka "Pamiętnika Wendy" przykuwa wzrok swoistą mrocznością. Opowie Pani o genezie jej powstania? Czy to Pani projekt? 

Ena Kielska: Okładkę "Pamiętnika Wendy" stanowi autoportret artystki fotografika Anny66 Andrzejewskiej, członkini ZPAF i aktualnie doktorantki na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Z Anną66 współpracujemy przy różnych projektach, robimy razem filmy. Anna66 jest artystką bliską memu sercu. Na okładkę kolejnej książki też już mamy przygotowane zdjęcie i także będzie ono mroczne, choć tym razem to mój portret. Bez oka. 

awiola: Oprócz pisania, zajmuje się Pani także modelingiem i aktorstwem? Czy któraś z tych pasji jest Pani najbardziej bliska? 

Ena Kielska: Generalnie interesuję się opowiadaniem opowieści. Współpracując z Anną66 jako modelka w fotografii kreacyjnej, mogę wyrażać się za pomocą ciała, wcielać w różne postacie i w ten sposób tworzyć pewne narracje. Jeśli chodzi o moje aktorstwo, to być może jest to za duże słowo, ale owszem, lubię kręcić się na planie filmowym, ucząc się od innych. Teraz na ekrany kin wchodzi "Psie pole" Lecha Majewskiego, na planie którego spędziłam kilka długich dni i nocy. Było to mistyczne doświadczenie. Może właśnie dlatego "Pamiętnik Wendy" czyta się tak, jakby to był film: kadr po kadrze, ujęcie po ujęciu, różne plany i perspektywy, całość trwająca około półtorej godziny.

awiola: Tworzy Pani prozę i poezję. Jak zdefiniowałaby Pani te dwa, tak różne gatunki literackie? 

Ena Kielska: Nie wiem, czy wymyślę coś mądrzejszego od definicji, które zostały już sformułowane przez teoretyków i badaczy literatury. Proza płynie. Poezja błyszczy, połyskuje, mieni się. 

awiola: Druga część "Pamiętnika Wendy" w przygotowaniu. Uchyli Pani rąbka tajemnicy i zdradzi, czego mogą spodziewać się czytelnicy w kolejnej części? 

Ena Kielska: W kolejnej części główny bohater, oskarżony o kradzież dzieła sztuki w firmie, w której pracuje, wyrusza w podróż poza miasto. Wciąż nie mogąc pogodzić się ze śmiercią brata, przeżywa moralne dylematy i szuka odpowiedzi na swoje pytania. Na drodze spotyka dziwne postacie, a jego zwierzchniczka organizuje niebezpieczny pościg, który depcze mu po piętach. Przy okazji poznajemy jej przeszłość i relacje z ojcem rzutujące na dorosłe życie. Poza fikcyjną warstwą fabularną pojawią się nawiązania do snu jako źródła inspiracji i nie tylko.

awiola: Czym jest pisanie dla Eny Kielskiej? 

Ena Kielska: Pisanie jest dla mnie terapią, a mój bohater szukający odpowiedzi – moim alter ego. Jestem teraz w kluczowym momencie, tak zwanej czarnej dupie, gdzie Harry musiał zejść do podziemi, by zderzyć się z własnymi lękami. Mam nadzieję, że jakoś z tego wyjdzie, bo w kolejnych rozdziałach czekają już na niego nowe twarze. Tyle ludzi spotykam, że nie wiem, czy zdołam ich ogarnąć.

awiola: Jakie są Pani dalsze plany literackie? 

Ena Kielska: W dalszych planach literackich planuję pisać dalej. Teraz piszę tę książkę o snach, a potem napiszę wiersz. A jeszcze potem scenariusz. 

awiola: Co najchętniej czyta autorka "Pamiętnika Wendy"? 

Ena Kielska: Różne rzeczy czytam, mniej lub bardziej chętnie. Teraz czytam Tarkowskiego "Kompleks Tołstoja". Z polskiej prozy lubię Marka Hłaskę i Tomka Piątka. 

awiola: Jak ocenia Pani rynek wydawniczy w Polsce? 

Ena Kielska: Nie mnie oceniać rynek, bo specjalistką nie jestem, ale myślę, że książki w Polsce mają się dobrze. Jest dużo czytelników, rośnie liczba autorów, a wraz z rozwojem techniki wzrasta także popularność e-booków, co wcale nie oznacza, że papier ginie. Osobiście najbardziej lubię książki wydane w miękkiej okładce i o żółtych kartkach.

awiola: Jakich rad udzieliłaby Pani osobom chcącym wydać swoją pierwszą książkę? 

Ena Kielska: Żeby wydać swoją pierwszą książkę, należy przede wszystkim wysłać ją do wydawnictwa. Popularne stają się wydawnictwa e-bookowe, chętnie publikujące nowych autorów. Potem, jeśli książka się sprawdzi, można wydać papier. 

awiola: Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojej strony? 

Ena Kielska: Szanowni Czytelnicy, dziękuję za zainteresowanie. Chciałabym Wam życzyć dużo książek tej wiosny i żeby wszystko ułożyło się po Waszej myśli. Na pewno tak będzie. Dziękuję.







Ja również dziękuję autorce za poświęcony czas. Zachęcam do przeczytania "Pamiętnika Wendy", lektura tej książki na pewno stanie się dla Was niezapomnianym wyzwaniem czytelniczym. 
A już jutro zaglądajcie na moją stronę. Dzięki autorce, będziecie mieli szansę wygrać w konkursie książkę "Pamiętnik Wendy". Zachęcam!