środa, 31 lipca 2013

Wiesław Kot – "PRL. Jak cudnie się żyło!"





"Literaci do piór, studenci do nauki, pasta do zębów!"


PRL to okres w dziejach naszego kraju, którego blaski i cienie do dzisiaj dzielą większość Polaków na dwa obozy. Niektórzy wspominają z rozrzewnieniem codzienne życie w ustroju komunistycznym, które pełne absurdów, potrafiło jednak często cieszyć. Autor niniejszej publikacji zaprosił czytelników w podróż w przeszłość, do dziwnych lat Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Wiesław Kot to publicysta, doktor nauk humanistycznych literatury współczesnej, wykładowca na wyższych uczelniach. Od 2007 r. pełni funkcję redaktora naczelnego tygodnika "Wprost", jako publicysta działa w dziedzinie szeroko pojętej kultury. Autor stworzył również audycję radiową oraz program telewizyjny.

"PRL. Jak cudnie się żyło!" to publikacja ukazująca codzienne życie naszych rodaków w komunistycznej Polsce. Książka podzielona jest na siedem, tematycznie ułożonych rozdziałów, każdy z nich podzielony jest na odrębne, mniejsze bo dwustronicowe podrozdziały. Autor w bardzo skróconej formie opisuje wiele tematów, dotyczących życia zwykłego, szarego obywatela PRL-u. Przekrój ten dotyczy ówczesnych gwiazd popkultury i estrady, rynku socjalistycznego czy litery prawa. Teksty autora uzupełniają czarno-białe zdjęcia, fragmenty artykułów z gazet oraz teksty piosenek. 

Publikacja Wiesława Kota od pierwszej strony bardzo zgrabnie wprowadza czytelnika w specyficzny klimat lat sowieckiej dyktatury. Trzeba zaznaczyć, iż autor opisując ówczesną rzeczywistość, praktycznie pominął kontekst polityczny, skupiając się wyłącznie na zabawnej i często absurdalnej, szarej codzienności. Nie jest to więc książka dla osób, które spodziewają się negatywnej oceny historii czy własnych opinii autora. W książce znajdziecie mnóstwo anegdot, które dzisiaj mogą zadziwiać i wzbudzać odbiorcę w konsternację. Często, można wyczuć przebijającą z tekstów lekką ironię. Dla miłośników literatury, obowiązkowym rozdziałem będzie rozdział dotyczący herosów popkultury. Znajdziecie w nim ciekawostki dotyczące kultowych już pisarzy socjalizmu, takich jak: Joe Alex, Alfred Szklarski, Joanna Chmielewska, Michalina Wisłocka czy Zbigniew Nienacki. Rozdziały te wywołały we mnie rumieńce na twarzy, w szczególności podrozdział dotyczący Zbigniewa Nienackiego – byłego ormowca.

Skutecznym zabiegiem, bez którego nie wyobrażam sobie tego typy publikacji, są liczne zdjęcia, które oprócz funkcji urozmaicającej czytanie kolejnych akapitów tekstu, pełnią również funkcje edukacyjną. Wiele zdjęć to egzemplarze z pewnością archiwalne, i skomasowanie ich w jednym miejscu, spełniło swoją rolę w sposób wzorowy. Ważne jest również to, iż konstrukcja książki pozwala wracać do niej wiele razy, nie zachowując kolejności stron. Każdy temat bowiem można czytać oddzielnie. Na uwagę zasługuje również dobre wydanie książki na kredowym papierze.

"PRL. Jak cudnie się żyło!" to w mojej opinii skarbnica wiedzy o tamtym okresie w swoistej pigułce. Książka ta może wzbudzić zainteresowanie czytelnika konkretną dziedziną, stając się doskonałym początkiem przygody z PRL-owską rzeczywistością. Dla pokolenia wychowanego w tamtej epoce, publikacja z pewnością przywoła dawno zakurzone wspomnienia. Dla mnie była to cudowna wędrówka w  przeszłość naszego kraju, wywołująca wiele skrajnych emocji. Dla miłośników PRL-u to lektura obowiązkowa.


Wiesław Kot


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat S. A. 


Recenzja bierze udział w WYZWANIU

wtorek, 30 lipca 2013

Herbaciana inspiracja



W przerwie pomiędzy inspirującymi lekturami, warto czasami zaparzyć sobie wyśmienitą herbatę, która pobudzi nasze zmysły. Jedną z takich herbat jest z pewnością Żurawinowa Ice Tea.











W jej skład wchodzą suszone kawałki jabłka,  owoce dzikiej róży, hibiskus organiczny, rodzynki, żurawina, skórka pomarańczy, czarna porzeczka, liście żurawiny oraz czarna herbata Ceylon i aromat smakowy.


Kompozycja suszonych owoców wygląda prześlicznie.





















Sposób przygotowania:


Odpowiednią ilość suszu (dla mnie półtorej łyżeczki) zalać wrzącą wodą i parzyć około 8 minut.
















Herbata już przy rozpakowywaniu wydziela niesamowity, aromatyczny zapach. Po zaparzeniu, suszone owoce wypływają na wierzch, tworząc piękną kompozycję. Dla wielbicieli żurawiny, która oprócz walorów smakowych, posiada również właściwości dietetyczne i lecznicze (układ moczowy), to idealne połączenie. Herbata doskonale sprawdza się na obecne upały, gasi pragnienie.

50 g herbaty żurawinowej Ice Tea możecie kupić za jedyne 4,25 zł. To niewielki wydatek, biorąc pod uwagę smak i walory lecznicze żurawiny. Naprawdę polecam!



Za możliwość spróbowania pysznej herbaty dziękuję firmie SKWORCU

poniedziałek, 29 lipca 2013

"Lato moralnego niepokoju" – Zbiór opowiadań





"Jest tylko teraz. Jutra nie ma i może nie będzie. Nie ma też wczoraj. Minęło."



Okres letni sprzyja  rozluźnieniu i wszechobecnemu korzystania z uroków życia. Nie dla wszystkich jednak, okres wakacyjny to wyłącznie beztroska i zabawa. Moralne dylematy bowiem mogą zawładnąć naszymi myślami o każdej porze roku. Każdy z nas może mieć możność napotkania swojego lata moralnego niepokoju.

Autorami zbioru opowiadań "Lato moralnego niepokoju" są absolwenci warsztatów pisania Szkoły Pasji Pisania. Antologia składa się z trzynastu zróżnicowanych gatunkowo utworów, w których zauważyć można powtarzalność motywu okresu letniego wraz z połączeniem szeroko pojętych dylematów moralnych. Ze wszystkich opowiadań, sześć  utworów przykuło moją największą uwagę.

Paweł Szymański i jego "Noc na plaży" to krótka historia Maksa, który pod wpływem niespodziewanego impulsu, postanawia wyjechać na parę dni nad morze. W domu bowiem bohater nie potrafi znaleźć weny do dokończenia swojej pierwszej książki. Na plaży napotyka różne osoby, niosące ze sobą lekcje życia. W utworze autora ujął mnie koncept fabularny i zgrabne ujęcie metaforyczne życia. Każda z napotkanych na plaży osób, uczy czegoś bohatera, przekazuje jakąś prawdę życiową. Każda naprowadza go również do przedsięwzięcia zmian w swoim życiu. To piękna przypowieść o kwintesencji naszego losu.

Opowiadanie Doroty Bury pt. "Przeniesieni" to zaskakująca satyra na dzisiejszych polityków. Autorka w swoim utworze przeniosła cały Sejm i Senat na bezludną wyspę, gdzieś we Wszechświecie. Gratuluję pomysłu, którego wykonanie zapadnie mi na długo w pamięci. Któż z nas bowiem, choć raz nie chciał wysłać naszych polityków w kosmos. 

"Staruchy" Bożeny Mazalik to opowiadanie fantasy, którego bohaterkami są dwie przyjaciółki – Weronika i Róża. Kobiety dawno temu zawarły pakt ze Śmiercią, dzięki czemu nadal żyją. Ich istnienia nie są jednak pełnowartościowe, gdyż wegetują jako staruchy. W utworze autorki zauważyłam bardzo zgrabną kreację bohaterek. Poza tym zakończenie zaskakuje, zostawiając pole do wyobraźni czytelnikom.

K. B. Ambroziak napisał opowiadanie pt. "Ostatni marsz czarnej królowej", dotykające stricte tematu homoseksualizmu u mężczyzn. Dwaj przyjaciele – Arthur i Laurie spotykają się po latach w Holandii. Jak się okazuje czasami przeszłość dopada nas w najmniej odpowiednim momencie.  Na uwagę zasługuje tutaj budowane napięcie. Do ostatnich stron czytelnik zastanawia się nad prawdziwym znaczeniem przyjaźni bohaterów. Autor umiejętnie bawi się z odbiorcą swojego dzieła, a przysłowiową wisienkę na torcie zostawia na sam koniec.

Krzysztof Pochwicki i jego "Dałem słowo człowiekowi" to prawdziwe opowiadanie fantastyczne. Aric, samiec rodu obcych, przedstawiciel elit, ląduje awaryjnie na nieznanej planecie. Planecie na której spotyka człowieka – odwiecznego wroga jego rasy.  Utwór Krzysztofa Pochwickiego to opowiadanie z morałem, ukazujące cienką granicę pomiędzy nienawiścią stworzoną przez odwieczne wojny, a przyjaźnią, która powstaje całkiem naturalnie.

"All inclusive" Magdaleny Woźniak opowiada o Beacie, właścicielce dużej firmy, która na prośbę swojej matki, zamiast opalać się na greckiej plaży popijając drinki, wyjeżdża z odnalezioną w Ameryce rodziną na Białoruś. Wyprawa ta staje się dla Beaty zalążkiem do przemyślenia co tak naprawdę liczy się w naszym życiu. Czy wszystko można przewidzieć i zaplanować z wyprzedzeniem? Autorka poprzez postać głównej bohaterki, zadaje pytania, skłania czytelnika do głębokiej refleksji i przemyśleń. Warto się czasami zatrzymać i przerwać ciągły pęd życia. Mądre przesłanie i refleksja to główne atuty opowiadania Magdaleny Woźniak.

Podkreślić należy, iż bardzo ciekawym zabiegiem, który z pewnością zwróci waszą  uwagę jest krótka notka o danym autorze przed każdym opowiadaniem (wyjątek stanowi osoba Staszka Taumaturga Kiersztyna). Dzięki temu  zabiegowi czytelnik ma szansę poznania autora. Oprócz tego do każdego z trzynastu utworów, przyporządkowana jest odrębna strona z piękną, kolorową ilustracją, odpowiadająca charakterowi konkretnego dzieła.  Z pewnością najbardziej pozytywną cechą antologii jest jej różnorodność. Krótka forma pozwala rozsmakować się w stylu konkretnego twórcy, a zróżnicowanie gatunkowe jeszcze bardziej urozmaica doznania czytelnicze.

Od dłuższego czasu coraz bardziej przekonuje się do zbiorów opowiadań, gdyż odnajduję w nich nagromadzenie wielu motywów i wątków, których nie sposób umieścić w jednej historii. W moim przekonaniu lektura "Lata moralnego niepokoju" będzie dla was doskonałym przerywnikiem podczas czytania obszernych powieści. Z pewnością antologia ta może stać się początkiem wspaniałej przygody z twórczością wybranego pisarza. Polecam, bez moralnego niepokoju.




Za możliwość przeczytania opowiadań dziękuję Magdalenie Woźniak z Wydawnictwa Poligrafia AD REM



Recenzja bierze udział w WYZWANIU











niedziela, 28 lipca 2013

Zapachowy konkurs - WYNIKI!



Dzięki uprzejmości Pani Agaty Wasilenko, autorki książki pt. "Tajemnice pachnidła" (moja recenzja TUTAJ), mogłam zorganizować dla  was konkurs, w którym wygraną były dwa nowiutkie egzemplarze wspomnianej wyżej publikacji wraz z pisemną dedykacją autorki.





Aby wziąć udział w konkursie, musieliście odpowiedzieć na pytanie:

Z jakim zapachem kojarzy Ci się Twoja ulubiona książka?
 
Uwierzcie, że trudno było mi wybrać dwie, najbardziej trafiające do mnie odpowiedzi. Dlatego też, postanowiłam nagrodzić trzy osoby, a to wszystko dzięki autorce, która w międzyczasie dosłała mi dodatkowe egzemplarze jej książki. Nie przedłużając więc, osobami do których trafią "Tajemnice pachnidła" są:


Kornelia Pikulik
Blank-Librophilia
Nieidentyczna


 Dziękuję wszystkim za udział w zabawie i zapraszam na kolejny konkurs, który już niebawem.



sobota, 27 lipca 2013

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak – "Upalne lato Kaliny"




"O szczęście warto walczyć. Nie wolno się godzić na bylejakość, bo kiedy życie przemija, starość można wypełnić dobrymi wspomnieniami."



Przeszłości nie da się odgrodzić płotem, który dzieliłby nasze życie na dwie odrębne części: na to co było i co jest teraz. Często nieszczęśliwe dzieciństwo i brak miłości u najbliższych, rzutują na całe późniejsze życie i dokonywane wybory. I o tej smutnej prawdzie, chciała przypomnieć czytelnikom w swojej najnowszej książce Katarzyna Zyskowska-Ignaciak.

Pisarka jest absolwentką dwóch kierunków: marketingu i dziennikarstwa, szczęśliwą żoną i matką. Uwielbia podróże (chociaż pakowania nie znosi), żeglarstwo, chodzenie pod górach oraz orzeszki w czekoladzie. Jest autorką pięciu książek, obecnie zaś mieszka w Warszawie. "Upalne lato Kaliny" jest drugą po "Upalnym lecie Marianny" częścią sagi pt. "Upalne lato". Drugą część można czytać nie znając pierwszego tomu pomimo faktu mnogości odwołań do pierwszej części.

Lato roku 1969 XX wieku, Kalina - córka Marianny znanej czytelnikom z pierwszej części, zostawiając malutka córeczkę swojej starej opiekunce Gabrieli, wyjeżdża wraz mężem Jerzym na cały sierpień do Zakopanego. Kalina to zamknięta w sobie młoda dziewczyna, typowa chłopczyca, nie dbająca o uwydatnianie swojej kobiecości, która wyszła za mąż za o wiele starszego od siebie pracownika naukowego. Bohaterka naznaczona nieszczęśliwą przeszłością, nie potrafi odnaleźć w sobie ani krzty uczucia dla własnego dziecka. Stara opiekunka postanawia więc napisać list do Kaliny, w którym odsłania wstydliwe tajemnice jej matki. List ten wywołuje rewolucję w życiu zagubionej dziewczyny.

"Upalne lato Kaliny" to melancholijna, obyczajowa powieść, wzbudzająca wiele różnorakich emocji. Czytelnik znający losy Marianny z poprzedniego tomu, poznaje historię jej dalszego, smutnego życia, w którym poprzez własne wybory, unieszczęśliwiła najbliższe sobie osoby, w tym najbardziej córkę Kalinę. Autorka dokonała wyjątkowej rzeczy, mianowicie doskonale nakreśliła portret psychologiczny Kaliny, czyniąc z niej postać niejednoznaczną, trudną do sklasyfikowania, pełną rozterek wewnętrznych. Czytelnik dzięki temu zabiegowi identyfikuje się z główną bohaterką, sam roztrząsa jej dylematy, przeżywa emocje. Myślę, że właśnie dzięki temu proza Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak trafia do serc tak wielu czytelników.

Warte uwagi jest również dość minimalistycznie nakreślone tło obyczajowe lat sześćdziesiątych XX wieku oraz powojennych losów arystokracji, próbującej odnaleźć się w nowej, komunistycznej rzeczywistości. Fragmenty powieści nawiązujące do tych wątków, skłaniają do refleksji, pobudzają do myślenia i zastanowienia nad losami ludzi, którym wojenna zawierucha zniszczyła życie.

Na uwagę zasługuje również język jakim posługuje się autorka w swojej najnowszej książce. Język bazujący na emocjach, prosty ale jednocześnie lekko melancholijny. Autorka bardzo zgrabnie opisuje otaczającą bohaterów rzeczywistość, zwykła czynność w wykonaniu pisarki, urasta do rangi czegoś wyjątkowego. Biorąc pod uwagę wszystkie te elementy, stwierdzić można, że warsztat pisarski Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie mogę również pominąć pięknego wydania książki. Twarda oprawa okładki i klimatyczne zdjęcie młodej dziewczyny na okładce, zapowiadają  literacką ucztę dla czytelników.

"Upalne lato Kaliny" nie jest powieścią dobrą, jest powieścią bardzo dobrą, napisaną ze znakomitym wyczuciem. Otwarte zakończenie, które z pewnością zaskoczy niektórych czytelników, nie napawa optymizmem. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że to dość smutna historia kobiet, dla których los nie był łaskawy. Mam nadzieję, że autorka planuje napisać kolejną część, ukazując dalsze losy Kaliny. Polecam wszystkim czytelnikom zaczytującym się w powieściach obyczajowych.  Wieczór spędzony z prozą Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, na pewno zostawi w was niezatarty ślad.

"A może uczucia zawsze odbierają możliwość ujrzenia prawdy? Może przez pryzmat miłości, którą obdarzamy drugiego człowieka, widzimy go wyłącznie takim, jakim chcemy go zobaczyć? Zniekształcony wizerunek zgodnie z własnym wyobrażeniem?"


Katarzyna Zyskowska-Ignaciak


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG


Recenzja bierze udział w WYZWANIU
 

piątek, 26 lipca 2013

Wywiad z A. M. Chaudière, autorką książki "Niewolnica"




W ramach mojego cyklu rozmów z autorami, przedstawiam wam debiutującą na naszym rynku wydawniczym pisarkę - Annę Marię Chaudière, autorkę wydanej całkiem niedawno powieści pt. "Niewolnica". Moją recenzję książki możecie przeczytać TUTAJ.


Pod pseudonimem Anna Maria Chaudière kryje się pochodząca ze Skierniewic, dwudziestopięcioletnia mieszkanka Rzeszowa. Autorka jest z wykształcenia architektem krajobrazu, pracuje w szkole w Rzeszowie, obserwując ludzkie zachowania. Inspiruje się twórczością Trudi Canavan i Laini Taylor. "Niewolnica" jest jej debiutem literackim.
 







awiola: Twoja debiutancka powieść nawiązuje do wątku niewolnictwa? Skąd pomysł na taką, dość oryginalną kanwę fabularną?

A. M. Chaudière: Z przypadku. Długo szukałam głównego pomysłu. Zdążyłam nawet napisać coś do szuflady, taka rozgrzewka na 600 stron, lecz było zbyt słabe, by publikować, więc zamiast pisać – czytałam. Przewinęło się przez moje ręce mnóstwo książek, każda mnie czegoś nauczyła, ale jedna sprawiła, że wszystko zaczęło samo się układać. Trylogia Czarnego Maga. Odkładałam na nią ;) Ostatnia część zmusiła mnie do zastanowienia się nad swoimi tekstami i pojawił się pomysł główny – niewolnictwo, które tam było pokazane wyłącznie na podstawie wspomnień bohatera. Ja postanowiłam od tego zacząć. Tak powstała Arina, a wraz z nią cały plan rozpisany jeszcze tego samego wieczora, którego skończyłam czytać. Czasem więc czysty przypadek sprawia, że mamy możliwość urzeczywistnienia czegoś, o czym marzyliśmy.    

awiola: Ukazany w twojej książce motyw rodzącego się uczucia pomiędzy niewolnicą i jej władcą jest dość kontrowersyjny. Jaki przyświecał Ci cel w podjęciu tematu miłości w taki właśnie sposób?

A. M. Chaudière: U mnie większość rzeczy kreuje się podczas pisania. Kiedy napisałam wstęp, ten najtrudniejszy początek, przyszła kolej na urozmaicenie życia głównej bohaterki. Przecież to, że była niewolnicą, nie czyniło z niej nieczułej czy oziębłej. Azarel ją wychował, przyzwyczaił do siebie, sprawił, że nie śmiała nawet myśleć o kimkolwiek innym. Był jedynym mężczyzną w pobliżu, a jej uczucia do niego zmieniały się z czasem. Ewoluowały wbrew jej woli. Arina wiedziała, że nie zdoła się uwolnić, toteż kiedy doprowadził ją na skraj wytrzymałości, kiedy przestała nienawidzić, a zaczęła patrzeć na wszystko z obojętnością, uzmysłowiła sobie, że istnieje coś innego, inne emocje. Celem było więc pokazanie, że to, kogo pokochamy, nie zależy od nas. Miłość nigdy nas nie słucha, przeczy rozumowi i czasem sprawia, że nie ma rzeczy niemożliwych, a coś, czego się boimy, staje się czymś, czego pragniemy.  

awiola: Ciekawi mnie kreacja Azarela – władcy Ariny. To postać dość niejednoznaczna, wzbudzająca wiele przeróżnych uczuć. Czym inspirowałaś się w tworzeniu tak charakterystycznego bohatera?

A. M. Chaudière: Azarela kształtowały kolejne linijki napisanego tekstu. Powstał bez żadnych inspiracji. W części pierwszej nie poznajemy jego historii, on po prostu jest taki, a nie inny. Nie wiadomo dlaczego rządzi nim okrucieństwo, ale nic nie trwa wiecznie. Tak jak Arinie trudno się wyzwolić, tak i jemu trudno pozbyć się nawyków, przyzwyczajeń. Przemoc jest dla niego niczym narkotyk, ale to nie oznacza, że jest on jednoznacznie zły. W każdym z nas tkwi tyle samo dobra, co zła. I wyłącznie od nas zależy, którą drogą pójdziemy, która cecha będzie silniejsza. Mamy prawo wyboru, którego czasem nie zauważamy, lecz nigdy nie jest za późno, by zawrócić, zmienić swoje nastawienie, spróbować naprawić błędy czy krzywdy. Moi bohaterowie także posiadają to prawo. Tego nikomu nie można zabronić. 

awiola: Jak wyglądał proces tworzenia pierwszych rozdziałów „Niewolnicy”?


A. M. Chaudière: Czterech pierwszych – bardzo różnie :))
Początki zawsze są trudne, trzeba napisać to tak, aby Czytelnik zorientował się, o czym będzie książka i nie zasypiał nad tekstem. Niestety wszystkich od tego nie uchroniłam ;)
Wiedziałam, że muszę pokazać, jak wygląda niewola Ariny, żeby można było zrozumieć, co kieruje jej decyzjami, móc się z nią poniekąd utożsamić, nie negować jej decyzji, wyborów. Powstało więc otoczenie magów Aszarte i ich niewolników. Dom Azarela i – chcąc nie chcąc – Ariny. Następnie postać samego Azarela, a później przyjaciółka dziewczyny. To były trzy główne postacie. Kolejno, podczas pisania, tworzyły się inne elementy i wątki, jedne rozwijałam, drugie skracałam, trzymając się podstawowych punktów. Krok po kroku, czasem jeden w przód, a dwa w tył, razem z bohaterami tworzyłam i dopracowywałam ten świat, w którym wszystko rządziło się własnymi prawami. Pierwszy rozdział powstawał najdłużej i najczęściej był poprawiany. Najtrudniej było „wejść” w skórę głównej bohaterki, myśleć jak ona, podjąć decyzje, jakie ona mogłaby podjąć. A później to samo zrobić z Azarelem, bo wokół tych dwóch postaci kręci się w tej części główny wątek. Ich życie jest od siebie uzależnione, a czyny mają wspólne podłoże – wzajemne uczucie. 


awiola: Do kogo według Ciebie adresowana jest Twoja powieść? 

A. M. Chaudière: Do każdego. Jej przesłanie jest jasne – nie liczy się ilość naszych upadków, drobnych czy większych. Liczy się to, ile razy się podniesiemy i jak to zrobimy. Czy nauczymy się na własnych błędach, czy dana sytuacja nas załamie, czy wzmocni, czy sprawi, że staniemy się lepsi. Tyczy się to każdego z nas. Z tego co wiem, "Niewolnicę" czytają wszyscy. Od nastolatków, po grono w moim wieku, ludzi w wieku naszych rodziców i dziadków. Częściej kobiety, ale trafiają się także mężczyźni. Przykłady z mojego otoczenia: nastoletni szwagier i kuzynka, dwudziestokilkuletnia kuzynka, mój mąż, siostra, moja teściowa i babcia, która ma 81 lat (przeczytała w tydzień). Mamy więc przedział wiekowy od 16 do 81 i jak na razie nikt nie narzeka, a czytanie zajmuje im góra kilka dni ;) Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie w tej książce.  

awiola: Swoją debiutancką powieść napisałaś pod pseudonimem. Co cię skłoniło do ukrycia własnej tożsamości?

A. M. Chaudière: Niezdecydowanie. Pochodzę ze Skierniewic, małego miasta, gdzie wszyscy znają mnie pod panieńskim nazwiskiem. Od kilku lat mieszkam w Rzeszowie – tutaj jestem utożsamiana z rodziną i nazwiskiem męża. Wybierając jedno z tych nazwisk, sprawiłabym że część osób by mnie skojarzyła, zaś ta druga część nie. Zdecydowałam się więc na pseudonim – żeby czytano "Niewolnicę" dla "Niewolnicy", a nie dla mnie. A jeśli przy okazji ktoś mnie rozpozna, to tym lepiej.  

awiola: Wiem, że planowana jest kolejna część i pierwsze strony już powstały. Uchylisz czytelnikom rąbka tajemnicy dotyczącej fabuły kolejnego tomu?

A. M. Chaudière: Wszystko wynika z zakończenia :) Arina będzie na samym początku nieco nieosiągalna. Jej przyjaciółka Catarina poprowadzi wstęp. Pojawi się wspólny wróg, który zmusi osoby stojące po przeciwnych stronach do zjednoczenia. Będzie trochę podstępów, utarczek i oczywiście ktoś ucierpi ;) Arina nie stanie przed decyzją wyboru kochanka. Dla niej to będzie oczywiste, ale owy etap życia okaże się najtrudniejszy i równocześnie najszczęśliwszy. Będziemy i w Akademii i w posiadłości, a na zakończenie nie dostaniemy happy endu, urwie się ono w pewnym kluczowym momencie i mam nadzieję, że będzie trzymało Czytelników w napięciu aż do następnej książki ;)   

awiola: Ile części historii Ariny planujesz napisać?

A. M. Chaudière: Dziwnym trafem nakreślony na samym początku plan rozszerzył się do trylogii. Mam nadzieję zamknąć "Niewolnicę" w trzech częściach, ale to nie oznacza, że Czytelnicy nie dostaną ode mnie niczego więcej. Cała historia konstruowana jest tak, aby móc wykorzystać niektóre z jej wątków i stworzyć tytuł z całkiem innego punktu widzenia, coś równocześnie połączonego z głównymi wątkami trylogii i odrębnego.  

awiola: Czym jest dla Ciebie pisanie?

A. M. Chaudière: Pisanie jest moją pasją. Świat Ariny to tak jakby moja alternatywna rzeczywistość, a ja mam możliwość udostępnienia tego świata innym, dzielenia się tym, co lubię.      

awiola: Co czyta Anna Maria Chaudière?

A. M. Chaudière: Głównie fantastykę. Dorastałam na Harrym Potterze, potem przyszła kolej na fascynację wampirami ("Zmierzch" czy "Pamiętniki Wampirów"), aniołami i demonami ("Córka dymu i kości"), by znów trafić na magię. Na Trylogii Czarnego Maga skończyłam czytanie szablonowych powieści, dorosłam ;) W między czasie miałam też do czynienia z powieściami Paulo Coelho, wracałam do tych starszych, jak "Wywiad z wampirem". Później sięgnęłam po erotyki (serię 80 Dni), po zabawny romans paranormalny M.J. Davidson czy po "Wiedźmina". Ostatnio czytałam "Stokrotki w śniegu" Evansa, kupiłam "Intruza", mam w planach "Mroki". Gust czytelniczy zmienia się z czasem, a książek do wyboru mamy niewiarygodnie wiele. Każda z nich czegoś mnie uczy.  

awiola: Jak z własnej perspektywy oceniasz rynek wydawniczy w Polsce?

A. M. Chaudière: To trudny rynek. Mamy wiele fajnych i wartościowych pozycji, duży wybór, przez co trudno jest na nim zaistnieć. Początkujący autorzy mają dodatkowo pod górkę, bo Czytelnik zastanawia się dwa razy dłużej nad wyborem książki autora o nieznanym nazwisku. Poza tym jesteśmy narodem niezbyt wiele czytającym, i chociaż to na szczęście powoli ulega zmianie, to ceny książek są na tyle wysokie, ze zniechęcają do ich zakupu ze względu na niskie zarobki.  

awiola: Jakich rad udzieliłabyś autorom, chcącym wydać swoją pierwszą książkę?

A. M. Chaudière: Do tego potrzeba sporo pracy, wytrwałości i wiary we własne możliwości. Pomysł nie może być banalny, ponieważ konkurencja jest ogromna, dlatego szukajcie czegoś, co Was samych wciągnie. Jeśli autor nudzi się przy czytaniu własnej książki, to lepiej dać sobie spokój. Trzeba doskonalić, poprawiać i zmieniać tekst czy styl pisania tyle razy, by przedpremierowi czytelnicy byli zadowoleni tak samo jak my. Nie da się napisać czegoś dobrego w tydzień bądź miesiąc, więc cierpliwość, to cnota. 

awiola: Co na koniec chciałabyś przekazać czytelnikom mojego bloga?

A. M. Chaudière: Pamiętajcie, że sukces nigdy nie jest zasługą wyłącznie jednostki. Otwierajcie się na innych, na ich pomoc, na rzeczywistość. To w rzeczywistości można znaleźć najwięcej inspiracji. I chociaż to Wy jesteście autorami dzieła, to do jego powstania przyczynia się nieskończenie wiele innych zdarzeń, ludzi, decyzji, przypadków, które zauważamy dopiero po zastanowieniu się.

Watro wierzyć. I warto walczyć o marzenia.  

A ja życzę szczęścia!  




Dziękuję autorce za udzielenie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Zachęcam do przeczytania powieści "Niewolnica". A ja z niecierpliwością oczekuję na kolejną część historii Ariny i Azarela.