niedziela, 30 czerwca 2013

Krystyna Kuhn – "Zimowy morderca"






"Miłość (…) - być może słabnie z  biegiem lat, ale nie nienawiść."





Rzadko zdarza mi się czytać kryminał, w którym pod warstwą typowo śledczą, kryje się głębsza, dość delikatna aluzja do niezakończonych spraw z wojennej historii Europy. Moje zaskoczenie wzrosło tym bardziej, gdy okazało się, że to właśnie niemiecka pisarka odważyła się poruszyć kwestię tak unikaną przez jej rodaków. Kwestię odpowiedzialności za losy okupowanej ludności podczas II wojny światowej.

Krystyna Kuhn, to urodzona w 1960 r., będąca przedostatnim dzieckiem z ośmiorga rodzeństwa, niemiecka pisarka. Od 1998 r. znana głównie z thrillerów dla młodzieży. Autorka ukończyła slawistykę, germanistykę i historię sztuki. Prywatnie szczęśliwa żona i matka, mieszka w pobliżu Frankfurtu nad Menem.

W roku 1942 w Krakowie, kilkunastoletnia Polka – Zofia, zostaje wywieziona do Niemiec, zostając przymusowym pracownikiem - gospodynią domową w zamożnej niemieckiej rodzinie. Współczesny Frankfurt, rok 2006. Sędziwa głowa rodu niemieckich przedsiębiorców z tradycjami - Henrietta Winkler, zostaje bestialsko zamordowana we własnej posiadłości. Następnego dnia zostaje porwany jej prawnuk. Twarda pani prokurator, zwana Żelazną Damą – Miriam Singer oraz komisarz policji – Henri Liebler, próbują wspólnymi siłami rozwikłać motyw zabójstwa i porwania. Wszystkie ślady prowadzą do Krakowa, w przeszłość, która wbrew pozorom nadal jest obecna. 

Książkę Krystyny Kuhn podzieliłabym na dwie warstwy. Pierwsza, zewnętrzna oscylowałaby w typowej kanwie fabularnej gatunku kryminalnego. "Zimowy morderca" jest bowiem kryminałem, którego konstrukcja jest poprawna. Autorka potrafiła utrzymać podobne tempo akcji w toczącym się śledztwie głównych bohaterów. Nie zauważyłam jakichkolwiek nierówności w poszczególnych partiach tekstu. Jednocześnie czytelnik dość szybko rozgryza zagadkę, jaką uraczyła nas pisarka. Dość szybko bowiem można mieć niemal stu procentową pewność kto jest mordercą. Otwartym pozostaje natomiast pytanie: Dlaczego?

Druga to warstwa ukryta pod płaszczem zwykłej intrygi kryminalnej. Krystyna Kuhn, wzbudzając mój podziw, poruszyła w swojej książce bardzo drażliwy temat. Temat dotyczący udziału zwykłych Niemców w tragedii polskiej ludności podczas II wojny  światowej. Autorka ukazuje proces zamiatania pod dywan faktu współpracy szanowanych, niemieckich przedsiębiorców z ówczesnymi nazistami. Przedsiębiorców, których dzisiejsi potomkowie, często z niewiedzy historycznej, chlubią się wielopokoleniową firmą z tradycjami. Wątek ten został bardzo rzetelnie przedstawiony, z dość obiektywnej strony. Pisarka zdaje się zadawać retoryczne pytanie dotyczące dziedziczenia winy, popełnionej przez naszych przodków. Pytanie to pozostawia otwarte, wchodząc w polemikę z czytelnikiem.

"Prawa do szczęścia nie można sobie rościć. I nigdy tak nie będzie. Nie można sobie na nie zasłużyć. Życie nie oznacza samo w sobie naturalnego prawa do nienaruszalności. Żeby przeżyć, trzeba mieć po prostu szczęście."

Skutecznym zabiegiem literackim, jaki zastosowała autorka w swojej książce, był zabieg retrospekcji. W mojej opinii rozwinięcie wątku Zofii, byłoby jeszcze korzystniejsze dla całej fabuły. Wątek romansowy pani prokurator z policjantem, który również się pojawia, uważam za całkowicie zbędny. Niczego nie wniósł do całej historii, która sięgała tyle lat wstecz i dotykała tak istotnych kwestii.

Reasumując, "Zimowego mordercę" polecam osobom, które oprócz typowej intrygi kryminalnej, szukają czegoś więcej. Tematu, który zmusza do przemyśleń i odwołania się do burzliwej przeszłości. Autorka ukazuje dwa plany czasowe, odległe od siebie o prawie siedemdziesiąt lat, dla istoty których czas nie ma tak naprawdę znaczenia. Okazuje się bowiem, iż dla pewnych kwestii historia jest nadal żywa i trwa.

"Ludzkość toczyła się przez stulecia niczym lawina, która coraz bardziej narasta. Ludzie w końcu się pod nią uduszą."


Krystyna Kuhn



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat S. A.
 

piątek, 28 czerwca 2013

Ilona Felicjańska, Aneta Pondo - "Ilona Felicjańska: Cała prawdo o…"





"Nie ma znaczenia, ile masz lat, czym się zajmujesz, ile zarabiasz – i tak możesz wylądować na dnie."



Ilona Felicjańska to osoba publiczna, o której wielokrotnie słyszałam, jednakże nie była to postać, która na dłużej zaprzątałaby moją uwagę. Do czasu, gdy w mediach rozpętała się burza dotycząca jej wypadku i uzależnienia alkoholowego. A gdy na domiar złego, była modelka napisała erotyczną książkę przyrzekłam sobie, że za żadne skarby jej nie kupię. Mimo wielu bombardujących mnie informacji dotyczących jej aktualnego życia, byłam ciekawa co ma do powiedzenia osoba, która z prawdziwie bajkowego życia przeniosła się w jednym momencie do mrocznego horroru.

Aneta Pondo, wieloletnia znajoma Ilony Felicjańskiej, podjęła się opublikowania treści rozmów, jakie przeprowadzała z byłą modelką. Dziennikarka jest redaktor naczelną  czasopisma "Miasto kobiet" oraz portalu o takiej samej nazwie.

"Cała prawda o…" to zbiór wielu rozmów, przeprowadzanych w najważniejszych momentach życia Felicjańskiej. To istny przekrój życia modelki, założycielki fundacji, matki i obecnie przede wszystkim celebrytki. Była wicemiss Polski odpowiada na pytania Anety Pondo dotyczące początków kariery w modelingu i show-businesie, bajkowego ślubu, sukcesów w prowadzeniu fundacji oraz powolnego popadania w alkoholizm. Ilona Felicjańska podobnież wiele faktów ze swojego życia ujawnia po raz pierwszy w tym właśnie wywiadzie - rzece.

Publikacja jest niewątpliwie książką z gatunku non-fiction. To, co może zaskakiwać czytelnika to ogromna szczerość Felicjańskiej i jej brak zahamowań w odpowiedzi na pytania Anety Pondo. A trzeba wiedzieć, że Bełchatowianka mówi o swoim życiu pełnym sukcesów, ale i wielkich porażek, o życiu w świetle fleszy paparazzich, o życiu u boku jednego z najbogatszych mężczyzn w Polsce. Podczas czytania jej wspomnień i przemyśleń dotyczących przeszłości i teraźniejszości, nie wyczułam fałszu i pozerstwa. Dobrym zabiegiem dopełniającym publikację są zdjęcia Ilony Felicjańskiej z różnych etapów jej życia oraz dołączone na początku każdego z rozdziałów komentarze wielu osób z pierwszych stron gazet. Wypowiedzi Tomasza Jacykowa, Mariusza Szczygło czy Przemysława Stoppy to bardzo trafiony pomysł, uwiarygodniający rzetelność i obiektywizm w przedstawieniu jej osoby. Warto zaznaczyć, że często obraz ten nie jest ukazany wyłącznie pozytywnie.

Wiele faktów z życia byłej modelki może szokować. Dotyczą one pożycia małżeńskiego Felicjańskiej, wielokrotnych prób wychodzenia z nałogu, czy wątku romansu ze znanym paparazzo. Dziwić może nadmierny ekshibicjonizm gwiazdy i trudno tutaj o niedopatrywanie się pewnych sprzeczności. Jednak przede wszystkim Ilona Felicjańska nie boi się mówić o swojej chorobie alkoholowej, za co niejednokrotnie była atakowana przez swoje środowisko i tym samym skazywana na towarzyski ostracyzm. To smutny, ale również dający skromną nadzieję, przekrój życia od sukcesu do kompletnej porażki.

Książki "Cała prawda o.." nie sposób ocenić. Jak bowiem oceniać czyjeś życie i dokonane wybory, z własnej, często zupełnie innej perspektywy. Dla osób interesujących się życiem znanych osób, będzie to z pewnością świetna okazja do zajrzenia za kulisy sławy. Dla mnie była to dobra lekcja pokory i docenienia swojego własnego, anonimowego życia. Okazuje się bowiem, że życie celebrytów to wcale nie jest bajka kończąca się happy endem. I może nawet przeczytam "Wszystkie odcienie czerni". A co mi tam :)

 
"Dzięki zebranym doświadczeniom nauczyłam się, że prawda choćby najbardziej bolesna jest tysiąc razy lepsza od kłamstwa. Bo prawdziwą wolność można zyskać dopiero wtedy, gdy nie ma się nic do ukrycia."

Ilona Felicjańska, Aneta Pondo





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mira Harlequin



Recenzja bierze udział w WYZWANIU

 

czwartek, 27 czerwca 2013

Joanna Chełstowska, Ludwik Kozłowski – „Riko i my. O kotach, ludziach, przyjaźni i zaufaniu”




 




"Słusznie mówią, że ludzie dzielą się na tych, którzy lubią koty, i na tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą."




Z powyższym cytatem w pełni się zgadzam. Do tej pory sądziłam, że koci świat nie jest mi obcy. Będąc w przeszłości właścicielką kilku kotów, obecnie zaś jednego, byłam pewna, że mój pupil nie ma przede mną tajemnic. Jeśli macie takie samo wyobrażenie, koniecznie musicie przeczytać wydaną nakładem Wydawnictwa Pierwszego książkę "Riko i my".

O autorach niniejszej publikacji nie wiemy nic. Można jedynie domniemywać, po takich samych imionach, iż książkowi ludzie Rikiego to nikt inny, tylko sami autorzy. Historie spisane na łamach książki bowiem jak twierdzą w słowie wstępnym Joanna i Ludwik, są prawdziwe.

Riko to wielki kot. Kot, który wraz ze swoją rodziną zamieszkuje w obejściu u gospodarzy. Jego wybranką jest piękna kocica – Szarosrebrna, z którą wychowuje małe kocięta. Zwierzęta nie mają łatwo, stale obawiają się o swój byt na niebezpiecznym podwórku. Pewnego dnia Riko zauważa zmiany, na sąsiednim osiedlu ludzie budują nowe domy. Zaciekawiony kocur podczas zwiedzania nowego terenu, trafia do dziwnych według niego ludzi. Ludzi, którzy codziennie wystawiają mu miseczkę pysznego mleka oraz kocich przysmaków. Co więcej, ludzie ci trzymają w domu innego kota, który śpi z nimi w łóżku. Riko nabierając z czasem zaufania do Joanny i Wugiego, postanawia przenieść się ze swoją rodziną na teren ich posesji. To początek pięknej historii o wzajemnej symbiozie ludzi i zwierząt. Historii o cudownej przyjaźni kotów z ludźmi.

Joanna Chełstowska i Ludwik Kozłowski napisali wzruszającą opowieść, która ukazuje blaski i cienie przyjaźni ludzko-kociej. Autorzy pokusili się o przedstawienie interpretacji przygód Rikiego z jego, subiektywnej perspektywy, co w moim przekonaniu było trafionym zabiegiem. Co najważniejsze, przemyślenia kota były jak najbardziej wiarygodne, bez zbędnego bajkowego wydźwięku. Czytelnicy posiadający swoje własne kocie pupile, po lekturze tej książki, spojrzą na swoich mniejszych przyjaciół z zupełnie innej perspektywy. Od chwili przeczytania ostatniej kartki, zastanawiam się o czym myśli mój kot. Przyznacie, że to bardzo rozwojowe.

Historia Rikiego, jego rodziny oraz kotów, które dołączają do ich stada, uczy wielu szlachetnych zachowań, takich jak pomoc zwierzętom, wzajemne zaufanie, miłość i empatia. Wbrew pozorom nie jest to książka przeznaczona wyłącznie dla starszych dzieci. Również osoby dorosłe odnajdą w bohaterach książki swoich ulubieńców. Czy będzie to bury Riko, podstarzały Czorcik czy może łobuz Groszek, nie ma to wielkiego znaczenia. Każda historia któregoś z tych kotów bowiem wywołuje refleksję, nie podszytą w żadnym razie tanim sentymentalizmem. Autorzy bowiem na potrzeby swojej opowieści nie ubarwiali rzeczywistości. Życie kotów ukazali zgodnie z prawdą, pełne sprzeczności i niebezpieczeństw w postaci ruchliwych ulic, innych agresywnych zwierząt czy złych ludzi zdolnych kopnąć małego kotka. Myślę, że to właśnie realizm jest głównym atutem książki "Riko i my". 

Na mój dobry odbiór tego utworu miały również wpływ kreacje literackie opiekunów pokaźnej gromadki kotów – Joanny i Wugiego. Ludzi, którzy rozmawiają ze swoimi pupilami, starają się je zrozumieć, wykazując niewyczerpane pokłady cierpliwości. Postępowanie wobec zwierząt tej pary młodych ludzi powinno być dla czytelników, zarówno tych młodszych jak i starszych, wzorem do naśladowania.

Autorzy na końcu książki załączyli przydatny słowniczek kociego języka, który w prosty sposób interpretuje codzienne zachowania tych zwierząt. Słowniczek ten tłumaczy język ciała kotów, dzięki czemu można porównać swoje własne doświadczenia w tej materii. Język historii Rikiego i jego gromadki kotów, z pewnością dotrze do szerokiego grona odbiorców, starszych i młodszych. 

Lektura książki Joanny Chełstowskiej i Ludwika Kozłowskiego wywołała we mnie wiele wzruszenia i zarazem złości na bezmyślne działanie ludzi względem zwierząt. To książka, która uczy pokory wobec naszych mniejszych przyjaciół, wobec tego nie można obok niej przejść obojętnie. Dla miłośników kotów to pozycja obowiązkowa.

"(…) schroniska pełne są porzuconych kotów, oczekujących na ludzi, którzy je pokochają. Niestety, najczęściej koty czekają na próżno."





Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Czytanie nie szkodzi 

oraz Wydawnictwu Pierwsze




Recenzja bierze udział w WYZWANIU


środa, 26 czerwca 2013

Robert Betz – "Chcesz być normalny czy szczęśliwy?"





"Książki mogą zmienić nasze życiorysy, jeśli tylko człowiek dopuści do siebie energię zdań oraz zda się na to, co się za nimi kryje."




Uważacie siebie za normalnych ludzi? Jeśli tak, to zadajcie sobie pytanie czy jesteście również szczęśliwi? I co rozumiecie pod pojęciem normalności? Czasami wrzuceni w rutynę życia, w wiarę w ogólnie panujące stereotypy, zatracamy pragnienie wolności. Wolności bycia po prostu szczęśliwym. A normalność? Być może nie jest nam do niczego potrzebna.

Robert Betz jest dyplomowanym psychologiem i doradcą życiowym. Zawodowo zajmuje się prowadzeniem seminariów i wykładów. Autor nagrywa również płyty CD, kształci terapeutów oraz jak widać pisze książki. Mimo trudnego okresu w swoim życiu, potrafił odnaleźć szczęście.

Książka Roberta Betza jest poradnikiem, podzielonym na trzy główne części. Część pierwsza skupia się na szeroko rozumianej normalności, która nas otacza. Autor ukazuje przyczyny bycia normalnym, które unieszczęśliwiają wielu ludzi. Rozdział drugi odnosi się stricte do transformacji życiowej. Autor nawołuje do zaprowadzenia porządku w naszym życiu poprzez różne działania. Ostatnia część to w głównej mierze wskazówki, jak odnaleźć szczęście.

Autor swoją publikacją próbuje uświadomić odbiorcy jak pełne wyznawanych stereotypów i rutyny jest nasze życie. Normalność to w jego mniemaniu synonim nudy, powielania pewnych schematów oraz niezadowolenia z życia doczesnego. Krytykuje ludzi, którzy z powodu braku akceptacji innych, boją się robić rzeczy, które kochają. Autor próbuje swojego czytelnika przestawić na inne tory, wymusić zmianę myślenia w stosunku do pewnych obszarów. Służą temu wprost zadawane pytania, które niejako zmuszają do polemiki z samym sobą.

Ciekawym punktem rozważań Roberta Betza jest teza dotycząca mężczyzn, jakoby w obecnych czasach przeżywali oni kryzys związany z presją bycia najlepszymi na wielu polach. Przydatne mogą się również okazać fragmenty dotyczące odpowiedzialnego rodzicielstwa. Irytować w odbiorze natomiast mogą powtarzające się odnośniki do nagrań medytacyjnych autora. W mojej opinii to chybiona autoreklama. Robert Betz bardzo często odnosi się do przeszłości, jako bardzo ważnego czynnika, który rzutuje na nasze postępowanie i filozofię życiową w teraźniejszości. W wielu momentach można wysnuć wniosek, iż poradnik kierowany jest wyłącznie do osób, które miały niezbyt szczęśliwe dzieciństwo. A przecież nie każdy dorastał pod wpływem wygórowanych aspiracji rodziców czy patologicznych zachowań. Podejście takie, trochę zniechęca do zagłębiania się w lekturę.

Trudno jednoznacznie ocenić poradnik "Chcesz być normalny czy szczęśliwy?". Z jednej strony może otworzyć oczy wielu czytelnikom na prostą prawdę. Z drugiej jednak, nie wnosi niczego nowego. Jeżeli publikacja ta chociaż w małym stopniu jest w stanie dodać odwagi jakiejś osobie w wyrwaniu się z marazmu życiowego, to jak najbardziej widzę przydatność jej wydania. I wierzę, że tak jest.


Robert Betz



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii