poniedziałek, 2 września 2013

Wywiad ze Zbigniewem Zbikowskim, autorem książek "Berlin Blue" oraz "Transprussia"





Zapraszam was dzisiaj na rozmowę z gościem mojego cyklu wywiadów z autorami, którym jest Zbigniew Zbikowski, autor wydanej niedawno powieści pt. "Transprussia".



Zbigniew Zbikowski swoją prozą debiutował w końcówce lat siedemdziesiątych. Przez długi okres pracował jako dziennikarz, publikując w krajowej i emigracyjnej prasie, ze specjalnością gatunkową w postaci reportażu. W 2012 r. wydał swoją debiutancką powieść pt. "Berlin Blue"









awiola: Zadebiutował Pan na rynku wydawniczym powieścią "Berlin Blue", odsłaniającą kulisy ukrywania faktu pracy w strukturach SB przez dawnych funkcjonariuszy. Skąd pomysł na właśnie taki, dość drażliwy publicznie temat?

Zbigniew Zbikowski: To nie tak. Niczego podobnego nie zamierzałem tą powieścią odsłaniać. Wiedza o tym, że różne struktury opozycyjne wobec komunistycznej władzy były głęboko zinfiltrowane przez agentów tajnych policji nie jest dziś żadną tajemnicą. Ani to, że dawni funkcjonariusze i tajni współpracownicy są obecni w polityce, gospodarce, mediach itp. Chciałem napisać powieść o tym, że dojrzały mężczyzna po przejściach, którego męczą koszmary przeszłości, często staje przed potrzebą odpowiedzenia sobie na pytanie, co tak naprawdę się stało w tej przeszłości, że jest tu, gdzie jest, i drepcze w miejscu, nie mogąc się od niej uwolnić. Gdybym pisał powieść s-f, posłałbym mojego bohatera w podróż w czasie, aby zmienił coś w owej przeszłości, by jego teraźniejszość także się odmieniła. Ale to nie ten typ literatury. Nazwałbym ją raczej rozliczeniową. Kuba Kubacki także odbywa podróż w czasie, ale innego rodzaju. Także "majstruje" w zakłamanej przeszłości, ale nie tak, jak czynią to bohaterowie fantastyki naukowej. Można powiedzieć, że poznaje prawdę, a prawda go wyzwala. Czy jest z tego powodu szczęśliwy? To inna kwestia. Tak więc fabuła, którą chciałem ubrać w powieść, mogła mieć różne szaty, dziać się w różnym czasie i w różnych okolicznościach. Wybrałem ten akurat czas, miejsce i "entourage", bo były mi znane z oglądu i doświadczenia. 

awiola: W latach siedemdziesiątych pisał Pan opowiadania. Jakiej tematyki dotyczyły?              

Zbigniew Zbikowski: (chwila zastanowienia) Sam jestem zaskoczony, gdy szukam odpowiedzi na to proste pytanie. Pierwsze opowiadanie, opublikowane w dodatku "Młode Opole Literackie" do miesięcznika "Opole", tak jak moja pierwsza powieść, miało za bohatera wprawdzie mężczyznę przed "przejściami", czyli młodego, ale już zaplątanego w okoliczności, do których przystawał jak przysłowiowy garbaty do ściany. I także było sumą pewnych doświadczeń osobistych. Następne opowiadanie miało w sobie coś z tzw. realizmu magicznego, jak druga powieść; "gryzący" artystę "dziwny ptak" zmaterializował się, wywołując w postawach mieszkańców miasteczka niecodzienne zmiany. Kolejne opowiadanie… Ale może wystarczy. Trzeciej powieści jeszcze nie skończyłem.

awiola: Pana najnowsza powieść pt. "Transprussia" ciekawi samym tytułem. Jaka jest geneza jego powstania?

Zbigniew Zbikowski: Tytuł wymyśliłem, zanim zacząłem pisać. Jest wieloznaczny. Skojarzenie z "transem", sennym widzeniem, jest uprawnione. Ale jest też wyjaśnienie bardziej rzeczowe. To moja własna nazwa krainy, w której dzieje się powieść. Tak jak Transjordania oznacza kraj leżący "za Jordanem", a Transylwania to kraj "za lasem", Transprussia znaczy "kraina za Prusami" - ściśle przyległa do nich, niekiedy do Prus wręcz przynależna, ale odmienna od reszty tego obszaru.

awiola: "Transprussia" jest dość metafizyczną powieścią. Czy mógłby Pan zdradzić myśl przewodnią (zamysł), którymi kierował się Pan przy jej pisaniu?

Zbigniew Zbikowski: Myśl przewodnia, jak Pani ją nazywa, jest dość rzeczowa i wyłożona wręcz prostacko: ludzie nie dzielą się na dobrych i złych według cech narodowych, etnicznych, terytorialnych. Jednych i drugich można znaleźć w każdej zbiorowości. Dramaty osobiste pojawiają się wtedy, gdy w warunkach opresji trzeba dokonywać wyborów i niekiedy, a nawet często, ponosić w związku z tym osobistą odpowiedzialność za "uwiedzenie", czy nawet "zgwałcenie" przez ideologię. Czy los człowieka jest do końca zdeterminowany i komuś znany, czy też, słuchając niejasnych, niezrozumiałych ostrzeżeń, możemy zawrócić ze złego szlaku i zmienić swój los? Któż to wie. Na tym pewnie zasadza się "metafizyka" mojej powieści.

awiola: Okładka również posiada w sobie wiele tajemnicy. Rozmyta postać dziewczyny na mglistym  tle. Jestem ciekawa czy ta szczególna grafika ma jakieś ukryte znaczenie?


Zbigniew Zbikowski: Okładka to też pewna "tajemnica". Wymyśliła ją prowadząca tę książkę w wydawnictwie Ania Woźniak, a zrealizowało studio Moderna. Wiem, że było mnóstwo innych propozycji, mniej "mglistych", oczywistych, posługujących się czytelną symboliką, zwyciężyła jednak ta i ja ją zaakceptowałem. Jest tu i parów, w którym dzieją się liczne sceny powieści, pełniący szczególną rolę, także symboliczną, i unoszenie się i ptaki… Ale nie zdradzajmy za wiele, a odkrywanie ukrytych znaczeń pozostawmy tym, którzy zechcą się w to zabawić po przeczytaniu książki.

awiola: Intrygującą postacią w "Transprussi" jest czarownica Gardecha. Skąd pomysł na taką kreację bohaterki?

Zbigniew Zbikowski: Gardecha nie jest postacią całkowicie wymyśloną! Podobnie zresztą, jak znakomita większość bohaterów książki. Na tym terenie naprawdę mieszkała kobieta obdarzona dziwną mocą, darem jasnowidzenia, uzdrawiania, ale też "złym spojrzeniem", którym potrafiła zahipnotyzować itp. Może tylko uczyniłem ją jeszcze bardziej zagadkową, niż była w rzeczywistości. Dla lokalnej społeczności była postacią tyleż realną, co symboliczną.

awiola: Na Pana stronie na facebooku można znaleźć zdjęcia miejsc, o których pisze Pan w najnowszej książce. Czy to oznacza, że historia spisana na łamach powieści jest po części  prawdziwa?

Zbigniew Zbikowski: Oczywiście, napisane jest to otwarcie w nocie wydawniczej. Historia jest w dużej części prawdziwa. Pozmieniałem imiona i nazwiska, niekiedy nieznacznie, ale niemal wszyscy bohaterowie książki wzorowani są na postaciach rzeczywistych. To muszę podkreślić - są wzorowani, ale nie należy ich utożsamiać z realnie kiedyś istniejącymi bądź ciągle żyjącymi osobami. Tak samo opisane w powieści wydarzenia, nawet te drobne, w części wydarzyły się naprawdę, choć niekiedy w książce zostały "podkręcone". Wymyślone od początku do końca są tylko dialogi.

awiola: Czym jest pisanie dla Zbigniewa Zbikowskiego?

Zbigniew Zbikowski: Nie czymś takim, jak oddychanie, czyli czynnością automatyczną, ale jak jedzenie - przymusem wewnętrznym. Piszę od dziecka. Zacząłem pisać niejedną książkę, z tym że sam nie potrafiłem ich kończyć, a nikt i nic mnie do tego nie zmuszało. Dlatego w dorosłym wieku realizowałem przymus pisania i publikowania w krótszych formach, dziennikarskich, od informacji po reportaż. Umiejętność zaczynania i kończenia powieści pojawiła się dopiero w dojrzałym wieku. 

awiola: Co czyta najchętniej autor "Transprussi"?

Zbigniew Zbikowski: Czytam mnóstwo tekstów niejako zawodowo, bo po przygodzie z dziennikarstwem zostałem redaktorem, gdy jednak mogę wybierać coś dla siebie, czytam przeróżne powieści. Niestety, chcąc posmakować wszystkiego, tak naprawdę nie zajadam się niczym do końca. Jak powiada jeden z moich berlińskich przyjaciół, z zawodu tłumacz: wszystkie fabuły już zostały napisane i teraz ciekawe jest jedynie nie to, CO, ale JAK ktoś coś napisał. Innymi słowy, forma jest ciekawa, sposób dotarcia, poruszenia wyobraźni czytelnika.

awiola: Jakie są Pana dalsze plany pisarskie?

Zbigniew Zbikowski: Uff, perspektywa bardzo się skróciła, trzeba się spieszyć :) Najgorszą rzeczą byłoby zdradzić konkretne plany i tematy, bo potem będą trzymać człowieka za słowo. Trylogia berlińska? Proszę bardzo. Niedługo, mam nadzieję, skończę drugą książkę z Berlinem w tytule. Poza tym jest jeszcze tyle innym znanych mi miast na świecie i tyle różnych kolorów… :D

awiola: Jak postrzega Pan rynek wydawniczy w Polsce?

Zbigniew Zbikowski: Trudny. Nie wymyślę na ten temat nic oryginalnego. O tym mówi się otwarcie. To rynek wydawców i dystrybutorów, nie autorów. Zresztą wydawcy, zwłaszcza mali, też narzekają: ich zdaniem rynek należy przede wszystkim do dystrybutorów. Z drugiej strony wydanie książki nigdy chyba nie było tak łatwe, jak teraz. Paradoks? Skąd! Nie sztuką jest wydrukować książkę, sztuką jest zainteresować nią sprzedawców i krytyków, i sprzedać ją. I jeszcze na niej zarobić, żeby następnej książki nie pisać w kradzionym czasie. Nielicznym się udaje.

awiola: Jakich rad udzieliłby Pan początkującym pisarzom?

Zbigniew Zbikowski: Unikajcie moich błędów! Wiem, że istnieje wiele podręczników na temat tego, jak należy budować bohaterów, jak pisać, aby zainteresować czytelnika, jak układać fabułę itp. Nigdy z nich nie korzystałem, ale nikomu też nie odradzam zaglądania do nich. Wyobrażam je sobie jako zestaw porad, jak wyprodukować jeszcze jeden wytwór nie gorszy od setek już oferowanych wytworów książkowych. Tak więc braku zainteresowania samouczkami pisarskimi nie uważam za swój błąd. Był nim natomiast na pewno brak konsekwencji, systematyczności w pisaniu dalszego ciągu, zadowalanie się jednym pomysłem po dwóch rozdziałach i przechodzenie do następnego w miejsce pisania do końca, do ostatniej kropki. Po latach też doceniłem pokazywanie utworu nawet na wstępnym etapie innym do oceny. Uczciwej oceny. Zainteresowanie osób bliskich może być mocną zachętą do kontynuowania pracy. Jestem jednak przekonany, że obok nabytej sprawności w pisaniu potrzebny jest tak początkującemu, jak i zaawansowanemu pisarzowi ów ptak Gryźgo z mojego wczesnego opowiadania, który nie daje twórcy spokoju i domaga się wypuszczenia na zewnątrz. Trzeba go karmić, żeby nie padł.

awiola: Co na koniec chciałby Pan przekazać czytelnikom mojego bloga?

Zbigniew Zbikowski: Czytajcie moje książki! A mówiąc serio: czy to będzie książka Zbigniewa Zbikowskiego, czy innego autora, szukajcie w nich nie tylko tego, co Anglosasi nazywają story, ale też innych pokładów, innych przekazów - metafory, symbolu, opowieści nie tylko o konkretnym wydarzeniu, ale też tego, co ona sobą niesie w wymiarze uniwersalnym. I domagajcie się penetrowania tych "pokładów" przez waszych recenzentów, jako tych, którzy powinni widzieć więcej i wskazywać czytelnikom drogę.  Amen.


Dziękuję autorowi za poświęcony czas. Polecam wam przeczytać najnowszą powieść Zbigniewa Zbikowskiego, czekają w niej bowiem na was ukryte przez autora metafory i symbole.
 


7 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze nic tego autora, ale mam nadzieję to zmienić...

    OdpowiedzUsuń
  2. Łaaa... miałam "Transprussię" zakodowaną jako przyszłe must-have, a teraz autor sam mnie do niej trochę zniechęcił. Ja lubię, jak jest prosto z mostu i dosadnie, a nie metafory i symbole ;) Ale i tak przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję udanego wywiadu. Odpowiedzi bardzo wyczerpujące, ale mimo to, jakoś nieszczególnie "ciągnie"
    mnie do tego autora. Sama nie wiem w czym tkwi przyczyna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, kiedy i czy w ogóle znajdę czas na zapoznanie się z twórczością tego autora, ale poczułam się zainteresowana ,,Transprussią".

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zawsze świetny wywiad. Gratuluję

    OdpowiedzUsuń
  6. Super wywiad i ciekawy autor, gratuluję - wyszedł wspaniały post.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ ciekawy wywiad! Przeczytałam go z niekłamaną przyjemnością i chęcią sięgnięcia po Transprussię. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się z nią zapoznać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)